O powrocie na dobrą drogę słów kilka

Niedawno uświadomiłam sobie, że kiedy na wiosnę zwiększyłam ilość swojej aktywności fizycznej, jednocześnie strzeliłam sobie niezłego samobója.

Okazało się, że nie tak łatwo pogodzić normalne codzienne życie (praca, pies, rodzina, znajomi) z codziennym uprawianiem sportu. Coś musiało na tym ucierpieć. I tak okazało się, że brakuje mi czasu na częstsze zakupy, a tym samym zaopatrywanie gospodarstwa domowego w świeże warzywa i owoce… Czasu (i siły!) na przygotowywanie zdrowych posiłków też jakby mniej… Zaczęło się podjadanie, rzucanie się na słodycze w chwilach „glikemicznego głodu”, jedzenie u mamy (niezgodne z zasadami diety niskoglikemicznej)… To wszystko w połączeniu z niewyspaniem wpłynęło na spadek energii, tworząc jednocześnie błędne koło = uprawiam sport, więc mam mniej czasu na zdrowe gotowanie, nie gotuję zdrowo to nie mam siły na sport…

Postanowiłam, że muszę wrócić na dobrą drogą, nie po to od wieelu miesięcy odżywiam się zdrowo, aby teraz wszystko zaprzepaścić. I tak w piątek przystąpiłam do akcji… Jabłko przed śniadaniem, potem owsianka, w trakcie pracy „home made” jogurt malinowo-miodowy, w sobotę rano zdrowe, kolorowe kanapki… A potem wyjazd do rodziny i mocno alkoholowy i przekąskowy wieczór panieński. I dupa.

Ale ok, powiedzmy, że z tej specjalnej okazji miałam dyspensę. Weekend dobiegł końca i kolejny tydzień zaczęłam z pustą kartką. Musi ona zostać zapisana przede wszystkim takimi rzeczami jak:

  • owoce przed śniadaniem – chociaż dzisiaj byłam u dietetyka i mam jego potwierdzenie, że tak jest lepiej – ale niestety tylko dla zdrowych ludzi, diabetycy powinni przed zjedzeniem owoców zawsze zjeść coś z niskim indeksem glikemicznym… Ja ze względu na insulinooporność traktuję swój organizm jakby miał cukrzycę, dlatego mam tu spory dylemat…
  • mniej kanapek z „łatwymi”, ale małowartościowymi produktami (np. dżemem), a więcej ze świeżymi warzywami
  • więcej świeżych soków (ostatnio jakoś mi nie po drodze z sokowirówką)
  • słodycze wyłącznie domowe, najlepiej słodzone ksylitolem
  • więcej ryb
  • ciepłe obiady – ostatnio za często je sobie odpuszczałam.

No i teraz jak to zrobić… Bo wszystkie te rzeczy nie są trudne, to była moja codzienność przez bardzo długi czas, tylko nagle zaczęło mi brakować na nią czasu…

Chyba nie obejdzie się bez bardziej szczegółowego planowania posiłków. Dziś np. pracuję od 9 do teraz (z przerwą na dietetyka) i gdzie tu czas na obiad?

To jednak temat na osobny wpis, bo akurat logistyka zakupowa i obiadowa przerasta mnie od kiedy wyprowadziłam się z rodzinnego domu. Odnotowuję w tej kwestii okresy „wzlotów i upadków”, ale niestety tych drugich jest więcej. 

To do następnego!

Kategorie: Odżywianie, Zdrowe ciało

W dużym skrócie - freelancerka, pasjonatka zdrowego i uważnego stylu życia, miłośniczka Warszawy, psów i kuchni roślinnej. LifeManagerka.pl to blog lifestylowy, którego tematem przewodnim jest szeroko pojęte, umiejętne zarządzanie swoim własnym życiem. Począwszy od odpowiedniego odżywiania i regularnej aktywności fizycznej, poprzez rozwój osobisty, a skończywszy na licznych detalach, które czynią nasze życie lepszym, prostszym i szczęśliwszym.

  • też mam problem z logistyką żywieniową 🙂 czasem idzie mi lepiej czasem gorzej, ale się nie poddaje. Kiedyś ugotowałam i zamroziłam 40 różnych porcji obiadu (zajęło mi to 8 godzin) ale miałam codziennie domowy obiad przez prawie miesiąc(dla dwóch osób) No i bardzo pomocne są zakupy jedzenia przez internet. Trzymam kciuki!

    • Ja przez długi czas miałam za małą lodówkę na mrożenie obiadów, ale teraz już ta wymówka mnie nie dotyczy i też mogłabym się pod tym względem ogarnąć… Najwyższy czas… 🙂

  • coquille

    Teraz dokładnie wiesz o czym mówiłam, tłumacząc się że brak mi czasu na latanie co chwilę po sklepach, szykowanie pięknych posiłków itp. Tzn. ja nie odżywiam się jakoś bardzo nie zdrowo, ale wydaje mi się, że monotonnie, bo są to posiłki szybkie, bo swój wolny czas wolę wykorzystać na inne przyjemności, niż dumanie co można fajnego przygotować i stanie w kuchni. Po całym dniu różnych czynności, człowiekowi zwyczajnie się nie chce. Echhhh przydałby się jakiś osobisty dietetyko-zakupo-kucharz 😉

  • Ach, dlatego uparcie próbuję nauczyć się planować posiłki przynajmniej z tygodniowym wyprzedzeniem. Uparcie też mi to nie wychodzi, ale nie poddaję się. Wierzę, że w końcu zacznę ogarniać ten temat, zakupy robić raz w tygodniu i nie poświęcać za wiele czasu na myślenie „co by tu dzisiaj ugotować” a po prostu działać wg ustalonego planu.
    ^^

  • Muszę się nauczyć planować te wszystkie posiłki. No cóż… Czasami się nie udaję.
    http://www.aniadziennik.blogspot.com

  • Ja nie mam problemów z dietą. Nie dbam o nią nie wiadomo jak bo na poziomie amatorskim nie ma to aż takiego znaczenia. Nie obijam się podczas biegania aerobów albo interwałów i tłuszcz trzymany w normie aktualnie od długiego czasu

  • Ja nie mam problemów z dietą. Nie dbam o nią nie wiadomo jak bo na poziomie amatorskim nie ma to aż takiego znaczenia. Nie obijam się podczas biegania aerobów albo interwałów i tłuszcz trzymany w normie aktualnie od długiego czasu

  • Ja nie mam problemów z dietą. Nie dbam o nią nie wiadomo jak bo na poziomie amatorskim nie ma to aż takiego znaczenia. Nie obijam się podczas biegania aerobów albo interwałów i tłuszcz trzymany w normie aktualnie od długiego czasu