Blogowanie – co ludzie powiedzą…?

Chciałabym dziś poruszyć temat, który w sumie może dotyczyć wielu blogerów. Tych, którzy mają opory przed podpisaniem się na blogu własną twarzą lub nazwiskiem bo… No właśnie, może chodzi o to co ludzie powiedzą?

Ja sama przez jakiś czas miałam z tym problem. Chciałam pisać tutaj całkowicie anonimowo i nie przejmować się tym, co o moim blogowaniu będą myśleć znajomi. Ale w pewnym momencie coś zaczęło mi zgrzytać.

Grono bliskich mi znajomych jest dość wąskie i wszystkie te osoby wiedzą o tym miejscu i wiem, że część z nich mnie czyta. Jest jednak mnóstwo osób, których mogę nazwać dalszymi znajomymi, są to ludzie z którymi kontakt mam już w zasadzie tylko przez serwisy społecznościowe. I te osoby tak naprawdę mnie nie znają. A ja nie znam ich i nie wiem jaki jest ich stosunek do blogów. Kto wie, może uznają to za idiotyzm, może na jakichś wspólnych imprezach nabijają się ze mnie?

A osoby, z którymi mam relacje biznesowe? Co jeśli przypadkiem trafi tu mój klient, dla którego pracuję nad ważnym projektem i przeczyta moje wywody na temat pośladków albo wyższości marchewki nad chipsami? Tak, miałam z tym problem. Ale już nie mam, powiem Wam dlaczego.

W pewnym momencie dotarło do mnie, że to co myśli o mnie jakaś 100 lat niewidziana koleżanka z podstawówki nie ma najmniejszego wpływu na moje życie. Jeśli uzna mnie za idiotkę, a z nudów na imprezce obgada mnie przed innymi 100 lat niewidzianymi znajomymi – co z tego? Pewnie nawet się o tym nie dowiem, a nawet jeśli – czy nie idiotyzmem byłoby przejmowanie się tym? To nie są bliskie mi osoby, z których opinią się liczę. Zawracanie sobie głowy ich zdaniem byłoby niezgodne z moją życiową filozofią – przecież chcę być szczęśliwa, nie pozwolę innym tego popsuć.

No a co z tymi klientami? Otóż doszłam do niezwykle odkrywczego wniosku, że jak każdy – jestem człowiekiem. I tak jak mój klient po powrocie do domu zakłada kapcie i zaczyna bawić się z dzieckiem, tak ja po godzinach pracy kupuję te swoje marchewki, wychodzę na spacer z psem a potem bloguję. I nikogo nie powinno to obchodzić – ważne, że na spotkaniach służbowych nie gadam o ujędrnianiu swoich pośladków.

Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że swoim pisaniem nie robię nikomu krzywdy. Nie mam też powodu, aby wstydzić się tego, o czym piszę. To mój styl życia po zmianach jakie w nim wprowadziłam. Co więcej – cały czas myślę i pracuję nad tym, jak to życie jeszcze bardziej ulepszyć. Zamieniłam te chipsy na marchewkę i uważam, że to jest dobra zmiana i dlatego chcę o niej pisać i namawiać do niej innych.

Oczywiście jeśli chodzi o umieszczanie własnych zdjęć, to są jeszcze inne związane z tym kwestie. Ja na przykład nie chcę, aby moje zdjęcia fruwały po sieci gdzie je Google poniesie. Z drugiej strony i tak nie mogę całkowicie się przed tym uchronić – czasami wyląduję gdzieś na facebooku na profilu firmowym, trafiłam też na fanpage klubu, w którym bawiłam się na panieńskim siostry ciotecznej. Mogę trafić też na fotki z eventu, w którym uczestniczyłam. Na upartego – mogę z tym walczyć, ale dopóki te zdjęcia nie szkodzą mojemu wizerunkowi, nie widzę sensu aby się tym przejmować. Z tego samego powodu mogę czasami zamieszczać zdjęcia na blogu – sama najlepiej wiem jakie mogę pokazać, a jakie nie. I wystarczy się tego trzymać. Żeby nie być gołosłowną – postanowiłam w końcu zaktualizować stronę o mnie o swoje zdjęcie :). Nie dojrzałam jednak jeszcze do udostępnienia swojego bloga na prywatnym facebooku 🙂 po prostu nie chcę aby niektórzy mnie czytali, więc nie będę im tego ułatwiać :).

Jestem ciekawa jakie jest wasze podejście do – nazwijmy to – ujawniania swojej tożsamości na blogu. Miałyście z tym problem? A może nadal macie? Jestem strasznie ciekawa Waszego zdania i odczuć na ten temat 🙂

Kategorie: Różne

W dużym skrócie - freelancerka, pasjonatka zdrowego i uważnego stylu życia, miłośniczka Warszawy, psów i kuchni roślinnej. LifeManagerka.pl to blog lifestylowy, którego tematem przewodnim jest szeroko pojęte, umiejętne zarządzanie swoim własnym życiem. Począwszy od odpowiedniego odżywiania i regularnej aktywności fizycznej, poprzez rozwój osobisty, a skończywszy na licznych detalach, które czynią nasze życie lepszym, prostszym i szczęśliwszym.

  • Nie piszę pod nazwiskiem, ale niedługo zamierzam to zmienić. Stopniowo oswajam się z blogiem. Zależy mi, by to było przede wszystkim moje miejsce. I choć od początku założyłam, że nie zamierzam się wstydzić swojego bloga, to, oczywiście, posty z pierwszych dwóch miesięcy jednak wywołują jakiś wstyd. Ale traktuję to jedynie jako znak tego, że się rozwijam. Zmienia się mój sposób patrzenia na pewne rzeczy i blog jest zapisem mojego rozwoju.
    Moi znajomi wiedzą o blogu. Stwierdziłam, że tak się obawiam ich reakcji, że wolę sama ich o tym poinformować. Tak jest lepiej niż gdyby ktoś odkrył blog przypadkowo. Ten, kogo to zainteresowało, polubił na fejsie i czyta. Cieszy mnie to, jak dawno niewidziani znajomi dzielą się swoimi pozytywnymi opiniami na temat tego, co piszę. Nie spotkałam się do tej pory z żadnymi hejtami. Jeśli już, to podchodzą do tego dość ironicznie – bo mają takie ogólne podejście do wszystkich blogów.
    Ale to już zupełnie inna sprawa.

    Miałam zamiar stworzyć wpis na podobny temat, ale może jeszcze z nim trochę poczekam… 🙂

    • A dlaczego poczekasz? Jeśli dlatego, że ja teraz o tym napisałam to ooo nie, nie wywiniesz się 😉 widziałam jakoś ostatnio u Ciebie w komentarzach, że ktoś po Twoim wpisie chciał zrezygnować ze swojego na taki sam temat i byłaś temu zdecydowanie przeciwna więc… Bądź konsekwentna :D.

      • Ha, ha, to po prostu nie jest „czas” tego tematu 🙂 muszę go sobie dokładnie przeanalizować 😉

      • A przyszedł mi do głowy, bo ostatnio rozmawiałam z kilkoma blogerkami na ten temat 🙂

  • Swój blog podpisuję imieniem i nazwiskiem, ale ani znajomi ani rodzina nie wie o jego istnieniu. Może trochę się wstydzę, może trochę w tym jest strachu. Chciałam też zobaczyć jak to będzie szło z ludźmi, którzy mnie nie znają, czy będą czytać. Nie oczekuję wielu komentarzy, lubiących osób, prowadzę go bo mam ochotę i nie patrzę na innych.

    • U mnie rodzina też nie wie, nie chce mi się im tłumaczyć co to blog 😉

      • Kto ma się dowiedzieć o istnieniu mojego bloga ten się dowie.

  • Dobry post! Dla mnie sytuacja jest prosta. Na blogu ZmianaPerspektywy.pl, w części ‚Baby’, piszę o doświadczeniach związanych z moją córeczką. Nie umieściłam i nie umieszczę żadnego jej zdjęcia (mojego też tam nie ma, chociaż jeżeli ktoś się postara, to znajdzie mnie w sieci z imienia i nazwiska).
    Indywidualne przeżycia związane z macierzyństwem to zbyt prywatne emocje, ale opisywanie ogólnych rad, porad, informacji, relacji i pomysłów… już mniej. Chodzi o postawienie jasnej granicy: jak bardzo prezentujemy siebie jako osobę, a jak bardzo chcemy swoje doświadczenia przełożyć na ogólną inspirację dla innych. ‚Lajkowanie’ blogów jest dobrowolne.
    A klientów Lifemanagerki (tych, którzy po powrocie z pracy bawią się z dzieckiem) zapraszam do odwiedzenia mojego bloga) 🙂

    • Dokładnie, sami wyznaczamy granicę co chcemy pokazać i w jaki sposób. Każdy tę granicę może mieć w innym miejscu 🙂

  • Ja cały czas mam opory przed ujawnieniem się, wydaje mi się, że jeszcze do tego nie dojrzałam…

    • Doskonale rozumiem, ja dojrzewałam ponad pół roku 🙂 a niektórzy nie dojrzewają do tego nigdy i to też jest dla mnie zrozumiałe :).

      Ja trochę żałuję, że się nie ujawniasz, bo nie mam możliwości rozpoznania Cię na ulicy 😉 a tak BTW – byłam dziś w tym Douglasie i przy okazji zakupu bazy pod cienie zdobyłam ten mini-tusz 🙂 fajnie, że podzieliłaś się tą informacją 🙂

      • Cieszę się, że jeszcze były tusze, takie akcje są gdzieś co pół roku lub rzadziej, więc warto zostawiać opakowania 🙂
        A co do rozpoznania (niekoniecznie) na ulicy może kiedyś uda nam się spotkać na Wenusjankach jak w końcu nie będę się z nimi rozmijała 🙂

  • Oj, to temat bardzo na czasie jak dla mnie. W związku z tym, że bardzo lubię obnażać swoje życie na facebooku, a mam raczej wielu znajomych, czasami zdarzają się nieprzychylne komentarze. Zwłaszcza jeśli odnoszą się do kontrowersyjnych kwestii estetycznych, bo mam kolczyka na twarzy, rude włosy i tatuaż (od wczoraj). W sumie bloguję od dawna, wcześniej trochę anonimowo, a odkąd zmieniłam domenę i serwer już totalnie personalnie. Wrzucam wpisy na mój facebookowy profil, przez co niektórzy znajomi mają mnie za „sławną blogerkę” i czasem nie wahają się o tym wspomnieć. Często robi mi się przykro i emocjonalnie podupadam, ale wydaje mi się, że muszę się do tego typu komentarzy przyzwyczaić. Nie jestem aż tak kontrowersyjna, żeby się wstydzić, a jeżeli we wszystkim zachowam rozwagę, raczej nie będzie żadnych tragicznych skutków. Jesteśmy tylko ludźmi, a każdy maluje swoje życie jak chce. 🙂

    • Na takie komentarze trzeba się uodpornić…Na pewno nie jest to proste, ale nie możemy pozwalać na to, aby opinia nic nie znaczących dla nas ludzi miała wpływ na nasze samopoczucie… Nie daj się i rób swoje 🙂

  • Basia

    Wiesz co blog ma rozne oblicza. Ja tak po czesci mialam z blogiem kulinarnym. Ludzie moglu sie dziwic,ze po co, ze na co. Ze zamiast czlowiek normalnie zjesc najpierw sesje urzadza. A co ich to,to moja sprawa. Tak jak mowisz nikomu zycia nie utrudniam. Jak komus sie nie podoba,moze nie czytac czyz nie?
    Natomiast bloga prywatnego zostawiam na zaproszenie. Nie sa tam poruszane ogolne tematy, czesto jest to co gdzies na sercu zalega, albo rzeczy o ktorych nie chcialabym by czytal kazdy.

  • Ja mam z tym problem i chyba muszę dopiero dojrzeć do takiej decyzji. Mieszkam w maleńkiej miejscowości, gdzie wszyscy się dobrze znają, a chciałabym uniknąć plotek. Jest jednak osoba, która odkryła, że to ja i miałam wtedy nieprzyjemności i byłam gotowa usunąć bloga. Ogólnie zostałam wyśmiana, że się kosmetykami zajmuję, że jestem paniusią itd. Taka mentalność…

    • Osoba która odkryła że to ty, widocznie czyta blogi. A skoro je czyta to znaczy, że interesuje się ich tematyką… W twoim wypadku kosmetyczną. Jest w takim razie taką samą „paniusią” jak ty 😉 z tą różnicą, że ty tworzysz coś swojego, fajnego, a ona tylko czyta 🙂

      • Masz rację! Tak o tym nie pomyślałam:)

  • to bardzo ciekawy temat dla mnie! Muszę się nad tym zastanowić. Kiedy miałam bloga na bloggerze to chyba tam itak było moje imie i nazwisko, teraz na wordpressie jest chyba inaczej. Nie udostępniam treści z bloga na swoim facebooku, ani nie chwalę się znajomym. Jakoś chyba chcę żeby ludzie czytali co piszę bo się tym zainteresowali a nie dlatego że zobaczymy co tam u Justyny.

  • Moje podejście jest jakie jest. Mam ku temu różne powody, najważniejszy jest ten, że czasem piszę o coś strasznie jadowitego o znajomych. Staram się tego jednak unikać. Pewnie nie dojrzałem do sławy.

  • Em

    Ja dopiero zaczynam blogowanie, ale już powoli wprowadzam „siebie” do swojego bloga. Zaczęłam od zaproszenia kilku znajomych na fanpage na facebook’u i linkowania swoich „lepszych” postów na prywatnym profilu. Następnym krokiem będą zdjęcia. Nie wiem jeszcze jak daleko się z tym posunę, ale na pewno nie chcę przesadzić. Zobaczymy. Okaże się w trakcie. 🙂

    A przy okazji, w swoich rozterkach nie jesteś sama. Jednak trzeba niemałej odwagi, żeby uzewnętrznić się w ten sposób przed ludźmi. Serdecznie dziękuję za tego posta. 🙂

    Pozdrawiam serdecznie,
    Em (albo po prostu Paula)

  • Ja jeszcze do tego nie dojrzałam 😉 Część znajomych wie, ale to ja sama wybrałam sobie kto wie, a kto nie. A reszta wiedzieć nie musi 😉

  • Niedawno rozmawiałam na ten temat z kilkoma osobami. Przez większość czasu pisałam dość anonimowo i o moim blogu nikt nie wiedział. Po roku blogowania stwierdziłam, że przecież nie wstydzę się tego co piszę i chcę rozwijać Make life beautiful. Powiedziałam o blogu kilku osobom w bliskim otoczeniu, wrzuciłam na bloga swoje zdjęcie i przeszłam na własną domenę. Nie wiem, czy kiedyś zamieszczę bloga przy moim prywatnym profilu na fb, chyba jeszcze do tego nie dojrzałam 🙂

  • Leząc chora w łóżku i z nudów serfując po necie trafiłam przypadkiem na Twojego bloga i tak mnie zainteresowałam, że dodałam go już do obserwowanych na bloglovin 🙂 Ja swoją przygodę z blogowaniem zaczęłam niedawno na nowo. Miałam swojego bloga 4 lata temu, jednak przez nawał pracy na studiach zaniechałam pisanie, a potem zapomniałam hasła. W czasie wakacji porządkowałam foldery w Moich Dokumentach i trafiłam na szkice pomysłów, które miałam zamiar opisać na swoim blogu. Zatęskniłam za pisaniem i postanowiłam założyć nowego, bo blog stanowił pewnego rodzaju odskocznię dla mnie od spraw codziennych. Na poprzednim blogu bardziej jednak się uzewnętrzniałam i pisałam więcej o sobie. Teraz nie umiem się na nowo otworzyć. Staram się pisać na ogólne tematy, dodawać zdjęcia, na których nie widać zbytnio mojego wizerunku. O blogu nikt nie wie i minie pewnie długo czasu nim zdecyduję się powiedzieć najbliższym. Chyba jednak za mocno zakorzeniony jest w nas lęk przed opinią innych. Moi najbliżsi nie pochwalają blogów, uważają, że zakładają je głownie głupiutkie nastolatki, które chcą pochwalić się nowym ciuszkiem kupionym na wyprzedaży czy opisać kłótnię z chłopakiem. Ale czy taki „ekshibicjonizm” emocjonalny jest zły? Nawet zakładając konto na facebooku w pewien sposób się uzewnętrzniamy. Ale na fb możemy ustawić opcję kto będzie miał wgląd do naszej galerii, na blogu nie. Jest on publiczny i dostępny dla wszystkich na całym świecie. Mój zawód w przyszłości wiąże się z niezszarganym wizerunkiem, dlatego też przez to nie mogę sobie pozwolić na bycie do końca rozpoznawalną. Może w przyszłości zmienię zdanie, ale nie chcę, żeby moi przyszli pacjenci oceniali mnie przez pryzmat moich postów 🙂

  • Nie wiem co powiedzieć bo ja od pierwszego swojego wpisu ujawniłam swoją twarz. Ba! Moje zdjęcie jest na stronie głównej! I to nie był jakiś akt odwagi z mojej strony – raczej zdrowy rozsądek. Ze względu na charakter mojego bloga i tematy tam poruszane wręcz wskazane jest, żeby każdy wiedział kto jest autorem. Wydaje mi się że to uwiarygadnia moje wpisy. Co innego pisać o tym jak zmienić koło w samochodzie a co innego jak czytelnicy zobaczą jak ja te koło zmieniam 🙂 Czytając Ciebie wiem, że u Ciebie takie ujawnianie się jest niekonieczne – to wynika z charakteru bloga, jego tematyki. Ciężki orzech do zgryzienia. Ja rozumiem i tych blogerów, których twarzy nie widziałam i tych których zdjęcia są na blogu.
    Pozdrawiam 🙂

    • U Ciebie to akurat faktycznie bardzo pasuje takie ujawnienie się od samego początku. Ba, pokuszę się nawet o stwierdzenie, że bez Ciebie ten blog nie miałby aż takiego uroku :).
      To już podchodzi pod personal branding – ja gdybym pisała wyłącznie o marketingu to ten blog od początku wyglądałby zupełnie inaczej i byłaby na nim i moja twarz i nazwisko 🙂

  • Ja chyba jeszcze nie jestem gotowa na ujawnienie się. Mój blog jest bardzo świeżą sprawą, nie ma jeszcze nawet 2 miesięcy, więc wydaje mi się, że nie mam jeszcze po prostu blogowej tożsamości. 🙂

  • Widać ta zmiana przychodzi z czasem.. ja też narazie nie jestem jeszcze gotowa na dodanie imienia i nazwiska pod postami.

  • Jeśli chodzi o ujawnienie się znajomym, to wręcz od początku wrzucam wpisy na facebooka, żeby byli na bieżąco. Jeśli ktoś uważa to za spam i mu się nie podoba to co piszę, to może przecież moje wpisy zablokować. Jeśli natomiast ktoś chce mnie obgadywać, to jeśli tylko sprawi mu to przyjemność – nie widzę przeszkód, niech marnuje swój czas ;). Wiem też, że część moich bliższych i (o dziwo!) dalszych znajomych czyta mojego bloga, nawet go lubi i czasem powie miłe słowo :). Tak samo rodzina go czyta, a moja mama nawet potrafi zostawić komentarz, taka jest internetowo wyedukowana :). Być może krępowałabym się gdyby tematyka bardziej dotykała mojego życia osobistego. Jeśli zaś chodzi o zdjęcia, to tu miałam na początku podobne wątpliwości co Ty i ostatecznie doszłam do tych samych konkluzji. Tylko nazwisko owiane jest tajemnicą z bardzo prostego powodu – ze względu na charakter pracy którą wykonuję, nie chcę żeby po wpisaniu w googla moich danych osobowych wyskakiwał blog. Rozpisałam się, ale bardzo ciekawy temat poruszyłaś 🙂

    • super, że się rozpisujecie, o to mi chodziło 🙂

  • tak sobie podczytywałam Twój blog i podczytywałam, a tu temat jak ulał do mnie pasujący 🙂 wiem, co czułaś, bo ja czuję dokładnie to samo. anonimowe prowadzenie bloga nie sprawia mi problemu, ale przyznam, że ta anonimowość jest zupełnie świadoma. nie wiem dlaczego, ale tak jest mi chyba łatwiej/wygodniej. może kiedyś przyjdzie taki dzień, że obudzę się i powiem: „a co mi tam! niech wszyscy wiedzą!” 🙂

  • masz w stu procentach rację. Póki co, o moim pisaniu wiedzą najbliżsi znajomi, ale to pewnie długo nie potrwa.

  • Ja się chyba jednak lepiej czuję nie wiedząc, czy ktoś znajomy mnie czyta, czy nie. Na nieszczęście, poprzedniego bloga jeszcze na Onecie odkryła koleżanka z klasy, która nie była w stanie darować sobie uszczypliwych komentarzy na temat mojego zajęcia (co chwila mówiła, że wielka pisarka ze mnie), albo, że mam wybująłą wyobraźnię… Od razu zmieniłam adres. Jeżeli już ktoś to czyta, niech zachowa dla siebie 😉

  • Znajomi wiedzą, że piszę, ale na razie nie zamierzam się ujawniać, bo obawiam się, że ludzie nie chcieliby czytać takiego młodego gościa 😀 Poczekam rok albo dwa, aż się zestarzeję.

  • Ja jeszcze jestem na etapie chowania się 🙂 Mało znajomych wie,o tym, że prowadzę bloga. Na co dzień raczej nie jestem tak gadatliwa jak na blogu 😀

  • O, bardzo ciekawy temat.

    Prowadzę dwa blogi: jeden do pisania (na wordpressie), drugi fotograficzny (na pingerze). I każdy traktuję trochę inaczej.

    Zacznę od tego, że na FB zrobiłam jakiś czas temu selekcję Znajomych i i zostawiłam prawdziwych znajomych, tzn. osoby, z którymi mam jako taki kontakt i mogę bez problemu dzielić się swoimi wywodami. Zamknęłam profil dla osób z zewnątrz, więc wiem, ze nie znajdzie go przypadkowo ani były facet, z którym mam na pieńku, ani szefowa, była czy przyszła. Na tym profilu wrzucam linki do tekstów, bo z większością tych ludzi byłam w szkole / na studiach, wiedzą, że lubię pisać i chętnie czytają moje wywody. Choć pod imieniem i nazwiskiem nie występuję, bo jeśli ktoś znajdzie mnie ‚z innej strony’, to nie musi wiedzieć, że to ja.

    Inaczej jest z blogiem fotograficznym. Prowadzę go prawie 6 lat (ło matko!). Ponieważ w czasie, gdy go zakładałam, pracowałam w instytucji państwowej, gdzie reputacja była bardzo istotna, także pozapracowa, nie bardzo miałam ochotę zastanawiać się, co by pomyślał mój szef czy współpracownicy na widok mojego hobby – łażenia po ruinach fabryk czy kamienic.A może uznają, że to ‚nie licuje’ i ‚naraża na szwank’? Poza tym chodzę w miejsca, które nie uchodzą za zbyt bezpieczne, dlatego nie mam ochoty, żeby ich bywalcy / mieszkańcy wiedzieli, jak wyglądam. I jakoś tak zostało. Oczywiście, jeśli ktoś pogrzebie, znajdzie ten blog (jest do niego link na profilu), ale to wymaga jednak trochę świadomej pracy.

    Lubię tę moją półanonimowość w sieci. Tak jak nieswojo czuję się, spotykając kogoś z pracy w czasie wolnym, tak i tu chcę zachować prywatność. Blog to mój mały świat, taka przestrzeń do pokazania się z innej strony. Nawet osoby, które tam piszą, zaczęłam poznawać osobiście dopiero kilka lat po założeniu bloga i zawsze zastrzegam, żeby nie ujawniały moich danych. Kilku znajomych wie o tej pasji, czytają także rodzice i chłopak. Niektórzy bliscy znajomi, gdy im o tym mówiłam, byli zaskoczeni, bo w ogóle nie znali mnie od tej strony, a tak bardzo rozdzielam życie blogowe od ‚prawdziwego’, że w rozmowach w ogóle nie opowiadam o blogu i eksploracjach 🙂

    Ale się rozpisałam 🙂 Ale temat ciekawy, co zrobić. Pozdrawiam 🙂

  • Pingback: Piątkowe inspiracje #3 | Urszula Phelep()

  • zelikowska

    Długo się ukrywałam z blogowaniem, choć blog od początku sygnowałam swoim zdjęciem 😉 Nie chciałam tłumaczyć się znajomym po co, na co, a jak to itp. To było takie moje prywatne, osobiste, intymne poletko (o ile blog może być miejscem intymnym xD) i nie do końca od początku chciałam wpuszczać w nie ludzi, którzy mnie znają. Udało mi się nawet założyć fanpage na facebooku, a moi znajomi tego nie zarejestrowali i miałam spokój, dopóki mój mąż nie postanowił kliknąć „lubię to” – wtedy się posypało. Było mi nadal głupio, ale odkąd na moim blogu zrobił się większy ruch, już nie jest. Bo nikt mi nie może już zarzucić, że to głupota, skoro sporo osób go czyta 😉
    Nie ukrywam prywatności, ale też nią nie szastam na prawo i lewo. Obserwuję jak moi znajomi z coraz dalszych kręgów czytają mój blog i szczerze mówiąc – cieszę się. A niech widzą, w końcu nie mam się czego wstydzić 😉

    • Mojemu się oberwało jak na samym początku polubił fanpage 😀

  • Pingback: Przegląd tygodnia 4/10 | Life Manager-ka()

  • Pingback: Olinkowe love #2 | Actually, you can!()

  • Pochwal się swoim blogiem na prywatnym Facebooku!:) Każdy ma prawo do swojego zdania tak samo jak każdy ma prawo posiadać swoje własne miejsce w sieci. Jeśli to miejsce inspiruje chociażby jedną osobę – moim zdaniem warto.

  • Poruszyłaś ważny temat, ja przez dłuższy czas się ukrywałam z innymi blogami, ale bardzo mi to przeszkadzało. Z tym jest inaczej, udostępniłam go na prywatnym facebooku i wychodzę z założenia, że mam prawo do własnego zdania, tworzenia, blog jest w pewnym sensie moją wizytówką i wstydzić się jego to jakby wstydzić się fragmentu siebie. A tego nie chcę. Co oni pomyślą? Nieważne. Cieszę się z tego, że niektórych interesuje to, co pisze. Wolę jarać się tym, że ludzie wchodzą, komentują niż zastanawiać się nad tym, komu mój blog może nie przypaść do gustu. Pozdrawiam i życzę odwagi ; )

    • U mnie trochę się zmieniło od czasu dodania tego posta, powiedziałam o blogu kilku kolejnym osobom, ale jeszcze nie udostępniłam go na FB. Do tego nadal dojrzewam 😉

  • Pingback: mortgagecrow.com()