Dzień, który zmienił moje podejście do życia

To było dokładnie rok temu. Pamiętam ten niedzielny wieczór, siedziałam sama w domu oglądając Chirurgów, kiedy zadzwonił telefon, numer spoza mojej książki telefonicznej. To był brat cioteczny mojego przyjaciela. Wiadomość jaką miał mi do przekazania zatrzymała moje serce na kilka sekund. A potem była już tylko rozpacz, modlitwa i wiara w cud, który niestety się nie wydarzył.

Długo zastanawiałam się, czy tutaj o tym pisać, bo to jednak bardzo osobista historia. Ale uznałam, że ważniejszy od jej prywatnej formy jest jej przekaz.

Następstwem tego dnia był miesiąc totalnego marazmu. Nic nie miało sensu. Po co rezygnować z czegoś żeby oszczędzić pieniądze, skoro mogę nigdy z tych oszczędności nie skorzystać? Jaki sens ma odmawianie sobie ulubionej czekolady, jeśli szybsza od cukrzycy może okazać się śmierć w wypadku? Takie myśli nie dawały mi spokoju i ta końcówka ubiegłego roku była im całkowicie podporządkowana. Ale kiedy przyszedł 2013 powiedziałam sobie „dość”. Śmierć mojego przyjaciela była totalnie bez sensu, nigdy jej nie zrozumiem i nigdy nie zaakceptuję. Ale postanowiłam wtedy, że musi mnie ona czegoś nauczyć, że musi wyniknąć z niej chociaż jedna, maleńka pozytywna rzecz. I tą pozytywną rzeczą miała być moja zmiana podejścia do życia.

A co się zmieniło? Niby nic takiego, nie rzuciłam od razu pracy i nie wyjechałam w podróż dookoła świata, nie dokonałam w swoim życiu żadnych spektakularnych zmian. Nie bez powodu tytuł brzmi „dzień, który zmienił moje podejście do życia„, a nie „dzień, który zmienił moje życie”.

Ja po prostu zaczęłam to życie doceniać. Każdy dzień. Wiele rzeczy przestało mieć dla mnie znaczenie. Dotarło do mnie, że zazwyczaj nie doceniamy tego co mamy, a to nasz najgorszy błąd, bo w każdej chwili możemy to stracić. Możemy stracić zdrowie lub kogoś bliskiego, zupełnie się tego nie spodziewając i tym samym nie będąc na to przygotowanym… Wydaje nam się, że takie rzeczy nas nie dotyczą. Codziennie ludzie giną w wypadkach, albo umierają w szpitalach, ale to przecież jest poza nami, nas nie dotyczy. Też tak kiedyś myślałam, ale niestety – to może dotyczyć każdego.

Czasami narzekamy na swoje życie, a dwa dni później już za tym życiem tęsknimy, bo coś wywróciło je do góry nogami tak, jak wcale tego nie chcieliśmy.

Jeśli na co dzień cieszycie się życiem i uważacie je za skarb – nie piszę tego do Was. Jeśli częściej narzekacie i uważacie swoje życie za beznadziejne – zerknijcie na tę stronę. A teraz zastanówcie się – jeśli jesteście zdrowi, jeśli macie w swoim otoczeniu kogoś bliskiego – czy możecie nazwać swoje życie beznadziejnym?

2511

Od śmierci mojego przyjaciela minął rok. Często myślę o tym, co on mógł przez ten rok zrobić i co zostało mu bezpowrotnie odebrane w tej jednej chwili, kiedy uległ wypadkowi. Myślę o nim za każdym razem kiedy widzę coś pięknego – zachód słońca, oświetlone miasto, blask ogniska… Myślę o tym, jakie ja mam szczęście, że mogę tego doświadczać. Próbowaliście kiedyś tak do tego podejść? Że każdy przeżyty dzień to wielkie szczęście, bo tego dnia mogło już nie być?

Ja nie namawiam do tego, aby cały czas myśleć o strasznych rzeczach, które mogą nas spotkać. Zachęcam jedynie do krótkiej chwili refleksji, która może zmienić również Wasze podejście do życia.

 

 

 

Kategorie: Zdrowy duch

W dużym skrócie - freelancerka, pasjonatka zdrowego i uważnego stylu życia, miłośniczka Warszawy, psów i kuchni roślinnej. LifeManagerka.pl to blog lifestylowy, którego tematem przewodnim jest szeroko pojęte, umiejętne zarządzanie swoim własnym życiem. Począwszy od odpowiedniego odżywiania i regularnej aktywności fizycznej, poprzez rozwój osobisty, a skończywszy na licznych detalach, które czynią nasze życie lepszym, prostszym i szczęśliwszym.

  • Hmm… od 10 minut zastanawiam się co napisać i czy cokolwiek pisać pod tym tekstem. Jedyne co przychodzi mi na myśl i co chcę Ci przekazać ( oprócz „współczuję”, które i tak nic nie zdziała) to: cieszę się, że to wszystko zrozumiałaś i doceniłaś. W 100% Cię rozumiem, bo również potrzebowałam czasu po pewnym zdarzeniu, żeby to zrozumieć.
    Pozdrawiam Cię gorąco!

  • Każdy dzień rozpoczynam i kończę myślą, że mi albo moim bliskim mogłoby się coś stać. Nagle. Nagle rzeczy przyziemne, które zaprzątają 80 % naszego dnia przestałyby mieć znaczenie. Walczę z tym…naprawdę. Staram się skupiać na tym co piękne, zatrzymywać się, ale wszytsko we mnie w środku kurczy się, kiedy pomyślę, że wypadki nas również dotyczą…a czytając Twój wpis popłakałam się.

    • Może nie warto myśleć o tym zbyt często i się zadręczać, ale moim zdaniem czasami trzeba takie myśli do siebie dopuszczać i pod ich wpływem zmienić swoje nastawienie np. do jakiejś błahej kłótni czy innego problemu…

  • Dokładnie o tym samym myślałam kiedy w piątek jechałam do domu na weekend. Bus stał półtorej godziny w mega korku a gdy minęliśmy w końcu miejsce wypadku nie wiem ile było rannych/ofiar-została im już dużo wcześniej udzielona pomoc, ale w wypadku brało udział co najmniej z 6 samochodów. I wtedy tak myślałam, że przecież gdybym wyjechała wcześniej może to by mnie spotkało? Takie sytuacje uświadamiają nam jak życie jest kruche…

    • No właśnie, jeszcze dobrze kiedy takie rzeczy uświadamiamy sobie pod wpływem wydarzeń, które nas osobiście nie dotyczą… Gorzej jeśli dopiero własna tragedia skłania nas do zmiany myślenia.

  • To bardzo ważne, to co piszesz…

  • Od jakiegoś czasu też tak staram się żyć, doceniając.

  • M.

    Niestety, ale takie refleksje po czyjejś śmierci kończą się właśnie tylko na refleksji. Człowiek się zastanowi, jakie to życie kruche, że w każdej chwili możemy zniknąć z tego świata. Ale jakiś spektakularnych zmian się nie dokonuje.

    • Często jest tak jak mówisz, ale nie zawsze. U mnie zmiana w tym podejściu trwa do dziś i nie sądzę aby to się zmieniło po tak długim czasie. Na początku trzeba się „pilnować”, a potem to już wchodzi w krew.

  • Kochana, rozumiem Cię… Mój bliski znajomy został zamordowany kilka lat temu. Byliśmy w tym samym wieku – 14/15 lat. Dla mnie to był szok, trauma. Długo nie mogłam dojść do siebie po tym zdarzeniu. Był młody, całe życie było przed nim. Nagle odszedł, na zawsze. Wydawało mi się, że wszystko jest bez sensu, skoro i ja mogę zaraz, ot, umrzeć.
    Te czasy na szczęście minęły. Wzięłam się w garść, a śmierć tego znajomego stała się dla mnie jakimś… motywatorem. Zaczęłam myśleć, że skoro mogę umrzeć, powinnam cieszyć się życiem, spełniać marzenia, nie czekać. Tak myślę do dzisiaj.

    • Zamordowany… w takim wieku… brak mi słów 🙁

  • Najgorsze jest to, że dopiero takie sytuacje sprawiają, że budzą się w Nas takie myśli, życia bardziej, doceniania chwil… Ale dobrze, że o tym piszesz. Warto przypominać sobie każdego dnia, że ten każdy dzień jest ważny. ściskam Cię!

  • Pięknie napisane. Doceniajmy to, co mamy obok. Każdą sekundę, chwilę. To przecież takie ulotne…

  • Ja mam już za sobą podobną tragedię i dla mnie też wtedy życie zmieniło się diametralnie, a już na pewno moje podejście do życia. Nie tylko do życia, ale i do Boga, czy do Kościoła, do wiary. Takie sytuacje wiele zmieniają w życiu człowieka, w jego myśleniu. Nikomu tego nie życzę. Może i ma to jakieś pozytywne strony, że dzięki temu zaczęłyśmy doceniać życie, chwile. Mimo wszystko, nie polecam nikomu, nawet największemu wrogowi.

  • Niestety, często jest tak, że nie potrafimy cieszyć się z tego, że mamy zdrowie i możliwości do życia tak jak chcemy. Kiedy los nam odbiera kogoś bliskiego lub zdrowie często jest to przełom i dopiero zaczyna się dostrzegać jak dużo się miało …

  • Ja niestety nie potrafię cieszyć się życiem. 17 miesięcy temu zmarł mój tata, miałam wtedy 13 lat i nie rozumiałam śmierci. Niepojęte było dla mnie to, że ktoś może tak po prostu odejść i nie wrócić. Przykre było to, że nie zdążyłam się z nim pożegnać, że nie zdążyłam wypowiedzieć wielu słów, że musiałam dorosnąć tak szybko. Potem zaczęło się nakładać na siebie wiele innych problemów, których nie potrafiłam rozwiązać. Przez cały ten czas wydawało mi się, że kiedyś będzie lepiej. Walczyłam o każdą chwilę, cieszyłam się każdym pozytywnym akcentem w życiu, a nadzieja na odzyskanie szczęścia było bardzo duża. Niestety w tym roku nastąpił kryzys – zdałam sobie sprawę, że wszystko na czym mi zależy po prostu przemija z przyczyn kompletnie niezależnych ode mnie (odejście kolejnych osób, problemy zdrowotne), a ja stałam się kimś kompletnie szarym. Zero emocji, zero uczuć. Nie jestem nieszczęśliwa, ani szczęśliwa. Wszystko jest dla mnie obojętne, a ja jestem obojętna dla wszystkich.
    Dziękuję za ten post, skłania do refleksji.

    • Bardzo mi przykro z powodu tego co przeżyłaś 🙁 wyobrażam sobie, jak musiało Ci być ciężko. Mam nadzieję, że jeszcze odczujesz radość życia, że znajdziesz ją w swojej codzienności. Warto, bo choć Ich już nie ma, to my nadal jesteśmy tutaj, żyjemy i musimy to swoje życie przeżyć… oby jak najlepiej.

  • Ja w zeszłym roku miałam taki dzień. Dzień, który zmienił moje podejście do życia. I jestem wdzięczna za to doświadczenie, bo teraz na wszystko patrzę inaczej i doceniam. Doceniam – to się liczy.