Kilka przemyśleń na temat blogowania ;)

To zabawne jak punkt widzenia zmienia się w zależności od punktu siedzenia ;). Kiedyś nie rozumiałam po co blogerzy piszą o blogowaniu, a teraz sama czasami czuję potrzebę poruszenia tego tematu. Może dlatego, że coraz częściej ktoś mnie pyta o co w tym wszystkim chodzi i jak to wygląda „od kuchni”. Jeśli kogoś to interesuje to zachęcam do przeczytania poniższego posta, napiszę w nim o tym ile czasu zajmuje mi blogowanie, jaki jest mój stosunek do reklam na blogach i co sądzę o blogach „lajfstajlowych”.

biurko1

Czy blogowanie jest pracochłonne?

Niedawno koleżanka zapytała mnie ile właściwie czasu zajmuje mi prowadzenie bloga. I cóż, kiedy się nad tym zastanowiłam, z lekkim przerażeniem stwierdziłam, że w moim przypadku blogowanie zajmuje minimum pół etatu. To ponad 20 godzin tygodniowo zbierania informacji, szukania inspiracji, robienia zdjęć, pisania postów, realizowania przepisów, odpowiadania na komentarze i wiadomości czytelników, odpisywania na maile z propozycją współpracy, odwiedzanie innych blogów itp. Jako że blog cały czas się rozwija, nie skłamię jeśli powiem, że z każdym tygodniem ta ilość czasu poświęconego na blogowanie rośnie. Nie będę Wam tu jednak biadolić, że to straszne, bo jest wręcz przeciwnie – to bardzo przyjemne zajęcie. Jednak muszę to podkreślić – to przede wszystkim moje hobby, blogowanie nie jest moją pracą, chociaż samo w sobie całkiem sporego nakładu pracy wymaga. ALE… No właśnie, przejdźmy do następnego punktu nad którym warto się pochylić 😉

Działania reklamowe na blogu

W życiu każdego rozwijającego się blogera przyjdzie kiedyś moment, kiedy na skrzynce mailowej zastanie propozycję współpracy. Ja zaczęłam takie otrzymywać mniej więcej pół roku temu, ale początkowo wszystkie odrzucałam, bo miałam za mało czytelników. Wiedziałam, że potencjalni reklamodawcy nie będą mieli korzyści z pokazania się na moim blogu. Podchodziłam do sprawy uczciwie, bo częściej występowałam po tej drugiej stronie (jako reprezentantka reklamodawcy) i chciałam być fair w stosunku do koleżanek i kolegów po fachu. Dopiero niedawno mój blog zaczął się kwalifikować pod jakieś działania reklamowe i teraz każdą propozycję współpracy rozpatruję indywidualnie. Chociaż nie założyłam tego bloga dla celów zarobkowych, nie mam nic przeciwko współpracom. Z dwóch powodów:

  • patrząc z perspektywy osoby zajmującej się zawodowo marketingiem – uważam, że blogosfera ma olbrzymi potencjał i traktuję blogi jako jedne z najatrakcyjniejszych reklamowo mediów. Co więcej – uważam, że na blogach można robić naprawdę super rzeczy! I chcę w tym uczestniczyć, nie tylko jako pośrednik pomiędzy reklamodawcą a blogerem, ale również jako bloger. To dla mnie frajda, połączenie przyjemnego z pożytecznym, powiązanie mojej pracy zawodowej i hobby. Nie będę sobie tego odmawiać.
  • drugi powód – blogowanie też wymaga pewnych inwestycji. Nie mówię już tylko o serwerze i domenie, ale też o wielu pobocznych rzeczach. Dobrych zdjęć nie zrobię pralką, a moje meble też nie zawsze mogą posłużyć jako tło. Żeby pogłębiać swoją wiedzę z zakresu zdrowego stylu życia muszę inwestować np. w książki… Dlatego jeśli prowadzenie bloga przynosi dodatkowe korzyści w postaci produktów lub wynagrodzenia finansowego – jest to dla blogera spore ułatwienie. Ja i tak wychodzę z założenia, że pieniądze zarobione na blogu będą w tego bloga inwestowane. Np. z czasem kupię sobie lepsze obiektywy czy przeczytam więcej ciekawych książek. Głównym kryterium doboru reklam jest dla mnie mój styl życia. Dlatego nigdy nie przeczytacie tu o zupkach w proszku czy magicznych tabletkach na odchudzanie, ale nie odrzuciłabym z góry reklamy np. samochodu (ba, marzy mi się reklama samochodu, ale wiecie, nie ten zasięg ;)), czy nawet wina. No właśnie, dlaczego nie odrzuciłabym tego wina, chociaż powszechnie wiadomo, że alkohol szkodzi zdrowiu? To proste. Ja czasami piję wino. Piję też inne lekkie trunki. Nie jestem święta. Nie będę natomiast w żaden sposób promować wódki (bo w ogóle jej nie pijam), ani standardowego piwa (bo ma bardzo wysoki IG i jest dla mnie zakazane). Wszystko rozchodzi się o styl życia. No ale właśnie, czym jest ten styl życia…

Kontrowersje wokół „lajfstajlu”

Pojęcie „lifestyle” jest w Internecie szeroko obśmiewane, a już w szczególności obrywa się „lajfstajlowym” fotkom. Wiecie, te stosiki modowych magazynów ułożonych na parapecie, tuż obok nich kubek z kawą i wazon ze świeżymi tulipanami. O, albo taca z pysznym śniadaniem, koniecznie postawiona na delikatnej, jasnej pościeli. Mistrzynią takich zdjęć jest chyba Kasia Tusk, co jeszcze bardziej nakręca przeciwników pokazywania takiego „lajstajlu” – przecież przeciętny Polak tak nie żyje! Przeciętny Polak je na śniadanie parówki na wzorzystym talerzyku pamiętającym czasy PRL-u. I nie w łóżku, tylko gdzieś w biegu przy biurku albo kuchennym stole. Otóż nie. Ani ładnie podane, kolorowe śniadanie, ani taca na pięknej pościeli nie jest czymś zarezerwowanym wyłącznie dla ludzi zamożnych. Tak może żyć większość Polaków i to właśnie pokazują blogi „lajstajlowe”. Takie strony są dla osób, które nieustannie poszukują inspiracji jak upiększyć sobie życie. Jeśli ktoś tego nie potrzebuje – nie powinien wchodzić na takie blogi. Niby proste, nie? A jednak hejt na „piękny lifestyle” leje się strumieniami.
Inna sprawa, że cały ten „lifestyle” to nie tylko zdjęcia ładnych przedmiotów w uroczej scenerii. To przecież styl życia. Stylem życia jest robienie kariery, rozwój osobisty, bycie freelancerem lub wolontariuszem, zdrowe odżywianie, bycie aktywnym, bycie mamą, panią domu (nawet chujową) iiii… długo można tak wymieniać. Każdy ma swój styl życia. Jedni chcą się nim dzielić, inni nie. Jedni chcą o stylach życia czytać, inni nie. Nie rozumiem tego całego zamieszania, czy raczej hejtu. I powiem to głośno – uwielbiam lajfstajlowe fotki Kasi Tusk. Są piękne, cieszą oko i inspirują do pozytywnych zmian.

Jeśli chodzi o mojego bloga, to określenie „lifestylowy” najlepiej oddaje jego tematykę. Fakt, najwięcej piszę o zdrowym stylu życia, ale nie przypisałabym LM-ki do kategorii blogów FIT albo o zdrowiu. Jest wiele rzeczy, którymi chcę się z Wami podzielić i są to również miejsca, różne przemyślenia, rzeczy, które towarzyszą mi na co dzień (np. Luna ;)). Dlatego nie chcę zamykać bloga w żadnych konkretnych ramach. To moje miejsce w sieci i choć staram się, aby miało ono jakąś myśl przewodnią (jak sama nazwa wskazuje – jest nią zarządzanie swoim życiem, co jest dość szerokim pojęciem), to będę czasami od tego odbiegać.

Na dziś to tyle, bo nieco się rozpisałam ;). Ciekawa jestem również Waszej opinii na poruszone wyżej tematy. 

 

Kategorie: Różne

W dużym skrócie - freelancerka, pasjonatka zdrowego i uważnego stylu życia, miłośniczka Warszawy, psów i kuchni roślinnej. LifeManagerka.pl to blog lifestylowy, którego tematem przewodnim jest szeroko pojęte, umiejętne zarządzanie swoim własnym życiem. Począwszy od odpowiedniego odżywiania i regularnej aktywności fizycznej, poprzez rozwój osobisty, a skończywszy na licznych detalach, które czynią nasze życie lepszym, prostszym i szczęśliwszym.

  • Ładne zdjęcie z prawej strony -wczesniej nie zauwazylam 😀

    A co do reszty- ja lubie czytac takie wpisy ‚od kuchni’, mimo, że pisuję mocno hobbistycznie to kiedyś chciałabym móc wiecej czasu poswięcic na to, zeby blog odzwierciedlał to, co chce przekazac- rowniez wizualnie 😉
    Zaglądam do Ciebie regularnie, przez kilka miesięcy i coraz bardziej mi się podoba- duzo rzeczy ląduje na moim Pinterescie 😉
    także- oby tak dalej 🙂

    • Dziękuję za miłe słowa, a zdjęcie jest od wczoraj więc mogłaś nie zauważyć 🙂

  • Wszystko co piszesz to prawda, też uwielbiam przelukrowane zdjęcia, przecież nie zainspirują mnie te parówki!! I tak sobie nawet myślę, że też chciałabym mieć bloga lifestylowego hmmm jakby to ugryźć…

  • Bardzo, ale to bardzo podoba mi się Twoje podejście! Dobrze powiedziane o tym „lajfstajlu”. Faktycznie jest u nas coś takiego w stylu „kto tak jada!?”, ale jak pojawiają się takie „zwyczajne” zdjęcia z meblościanką i bałaganem w tle, to też będzie hejt, że czemu taki „syf” pokazują 😉 Dlatego trzeba robić swoje i nie przejmować się hejtem i narzekaniami na bloggerów.

    A tak poza tym Twój blog jest moim absolutnym NUMEREM JEDEN 🙂 Jest w nim jakiś taki balans między merytoryką, a „swojskością” 😉 Ciągle czegoś nowego się u Ciebie dowiaduję, ale są to rzeczy w moim zasięgu. Czytając wpisy na LM czuję się jakbym po prostu rozmawiała z przyjaciółką przy kawie.

    I na prawdę, jeśli przy śniadaniu w pracy mam otworzyć gazeta.pl lub jakieś inne newsy, to znacznie lepiej na samopoczucie i psychikę robi mi przeczytanie Twojego wpisu o sporcie, czy odżywianiu 🙂

    • Jak zwykle mnie motywujesz i zawstydzasz jednocześnie ;), dziękuję! <3

    • Mam dokładnie tak samo! Bardzo dobrze się tutaj czuję i rzeczy, o których piszesz są dla mnie osiągalne i większość zamierzam spróbować. Bardzo inspirujesz! Mam też wrażenie jakbyśmy dobrze się znały.

      PS. Zaczynam żałować, że tak rzadko mam możliwość chodzenia w kaloszach 🙂

      • Musimy się w końcu spotkać!

        Ja wczoraj widziałam nasze kaloszki u jakiejś dziewczyny u ortodonty 😀 myślę, że niedługo będzie okazja aby je ponosić 😉

  • Fanie, że napisałaś o „lajfstajlu”. Często spotykam się z opinią (głównie osób nie blogujących), że to pisanie o niczym i pokazywanie na zdjęciach wyidealizowanego życia. Zupełnie się z tym nie zgadzam, bo pisanie o swoim życiu, pokazywanie go w pewien konkretny sposób mający być może zainspirować innych,to nie jest pisanie o niczym.

  • Również zgadzam się w całej rozciągłości. Od reklam, przez Kasię T. po lifesltyle. Jeśli ktoś ma okazje zarobić na blogu – to plus dla niego i o ile nie będę nagle czytać o jakiejś wyabstrahowanej od ogólnej tematyki rzeczy – jest ok. To nawet super, że ktoś w ten sposób docenia Twoją pracę. Do Kasi tez chętnie zaglądam, nawet jeśli nie czytam, to przynajmniej oglądam zdjęcia, bo mi się podobają i dostrzegam w nich raczej ogrom pracy niż zakłamanie pt. kto tak żyje. Jeśli coś mi się podoba, nic nie stoi na przeszkodzie, bym się tym inspirowała. Dlatego też uważam, że pisanie o lifestylu jest fajne. Daje inspiracje innym i sprawia, że piszący żyje coraz lepiej, bo też jakieś inspiracje wciela w życie, bo chce z tego życia wyciągnąć coś więcej i wprowadza pozytywne zmiany. Oczywiście, nie wszyscy muszą być tym zainteresowani, ale przecież blogi pozostają w swojej zamkniętej przestrzeni internetu, nie atakują ludzi na ulicach, nikogo do niczego nie zmuszają. Jak ktoś nie chce, to jest taki magiczny „X” w prawym górnym rogu. Proste.

  • No cóż, nie pierwszy raz muszę napisać, że zgadzam się od początku do końca.
    A zdjęcia Kasi Tusk również bardzo lubię bo są zwyczajnie przyjemne dla oka 🙂

    Nie mogę zaś znieść tego narzekania, że przeciętny Polak tak nie żyje; to ja nie jestem przeciętna, moi znajomi nie są przeciętni, znajomi znajomych również. To gdzie Ci przeciętni są??? My podróżujemy, zdrowo jemy, lubimy otaczać się ładnymi rzeczami. I nic w tym złego 🙂

    Cała ta krytyka blogosfery, czy to blogów modowych, „lajfstajlowych” czy innych jest w ogóle sama w sobie ciekawym zjawiskiem. Rany, na rynku są różne książki, różne tematyczne czasopisma. W czym problem? Dla każdego jest miejsce. Nie chcę, nie interesuje mnie, nie czytam, ale jednocześnie nie widzę powodów do krytyki. A tu jak zawsze najwięcej do powiedzenia w temacie blogów, takich czy innych, mają Ci co ich nie czytają 😉

    • A chyba jeszcze gorsi są ci, którzy krytykują i obśmiewają, ale oczywiście zawzięcie czytają i są na bieżąco 😉

  • Bardzo fajnie i mądrze napisane. Nigdy nie postrzegałam korzyści płynących ze współpracy jako swego rodzaju budżetu na rózwój bloga, ale to podejście jest bardzo rozsądne i podoba mi się.
    A co do „nierzeczywistych” zdjęć, ludzie oburzają się, że jest nieprawdziwie, ale jak ktoś już pokaże tę pseduo prawidzowść (choć najczęściej zupełnie nieświadomie), to posypią się głosy, jak można dzielić się czymś tak nieestetycznym publicznie w internecie. Odnoszę wrażenie, że Polacy to bardzo negatywny naród (sama to w sobie dostrzegam) i zamiast szukać pozytywów, zawsze będą się skupiać na tym, co im się nie podoba.

    • *prawdziwość – ale kwiata stworzyłam wyżej 😀

  • No to u mnie blogowanie trwa pełen etat. Pewnie mogłabym skrócić ten czas, ale lubię tę pracę, wciąga, rozwija, przynosi korzyści.

  • Ja ostatnio pod czyimś postem na temat reklam napisałam, że one oczywiście są dobre i są miarodajne do ilości pracy wykonywanej przy blogu. ALE ( zawsze jest ale!) jeśli wchodzę na bloga X, gdzie widzę 10 zdjęć i do tego pięć zdań a na około milion reklam to coś tu nie gra. Tego blogera nie szanuję i nie będę go dalej odwiedzać, bo po prostu nie na tym polega blogowanie.

    • To jest faktycznie słabe, ale takie blogi też funkcjonują i nawet ktoś je czyta 😀

  • Dla mnie pojęcie lifestyle jest trochę jak demokracja – stosunkowo słabe, ale lepszego nikt nie wymyślił. Mimo to sama go używam. No i ułożyłabym parówki tak, że kogoś by zainspirowały 🙂

  • Ja aż się boję policzyć, ile godzin poświęcam na blogowanie, ale z pewnością sporo, bo odkąd mam bloga, zaczyna mi go ciągle brakować. Ale traktuję go jako swoją pasję i sposób na rozwój, więc nie zrezygnuję.

  • Czy prowadzenie bloga jest pracochłonne? No heloł! Kto uważa, że nie, jest w grubym błędzie (i żeby nie było, nie mówię tego na swoim przykładzie bo mój blog leży i kwiczy, no ale ma się oczy i rozum, to się wie co i jak :))
    Mnie bardzo smuci hejt na life style, osobiście najbardziej lubię właśnie tego typu blogi. Dzięki Nim poznajemy autorów z kilku różnych stron, a nie ograniczamy się tylko do jednej tematyki.
    Poza tym, spójrzmy prawdzie w oczy, ale blogi life style są po prostu troszkę bardziej atrakcyjnych od tych, które traktują tylko i wyłącznie o jednej tematyce (przynajmniej wg mnie).

    Pozdrawiam,
    miłego weekendu 🙂

  • Cześć, ja tu po raz pierwszy :). Bloguje od pół roku i muszę przyznać, że zaskoczyło mnie jak dużo czasu poświęcam około-blogowym sprawom. Chociaż jest to dla mnie raczej hobby niż praca (w sensie zarabiam na chleb robiąc co innego), to również zaskoczyło mnie jak szybko pojawiły się oferty współpracy.

    • Twój blog wygląda bardzo ładnie i profesjonalnie, powiedziałabym nawet, że wzorowo 🙂 to przyciąga i będzie przyciągać reklamodawców :). Ogólnie fajnie, że się u mnie odezwałaś, dzięki temu mogłam do Ciebie trafić i bardzo mi się tam spodobało 🙂

  • To prawda, że blogowanie zajmuje sporo czasu. Fundusze na sprzęt – aparat, obiektywy są dość wysokie, więc podobnie jak Ty nie mam nic przeciwko, jeżeli ktoś na tym zarabia.
    Co do lifestyle’owych zdjęć, uważam że niech każdy prowadzi sobie bloga w taki sposób w jaki chce. Czytelnicy ocenią co wolą oglądać – parówki czy parapety z modowymi gazetami, dzbankami tulipanów 😉
    Zapraszam do siebie na wielkanocną babkę 😉 http://wenus-lifestyle.pl/2014/04/babka-puchowa-na-wielkanoc/

  • baaaardzo podoba mi się Twoje podejście do blogowania ; ) najważniejsze, że jest on o Twoją pasją, co widać!

    + bardzo trafna uwaga dotycząca tego, że ludzie się czepiają pewnych blogów, jakby nie mieli świadomości, że w prawym górnym rogu istnieje taki krzyżyk, który można po prostu nacisnąć, jeśli nie chce się na coś patrzeć. ja na przykład bardzo lubię blogi lajfstajlowe, te piękne obrazki, idealnie przygotowane śniadania, nie widzę w tym niczego złego : )

    pozdrawiam i życzę sukcesów i mnóstwa przyjemności płynącej z dalszego blogowania : )

  • Lifestyle nie am granic. Można pisac o wszystkim. Wiadomo, będzie jakaś kategoria bardziej uwielbiana od drugiej. Uważam że to jest fajne, gdyż sam bloger może sie przez to rozwijać! 🙂

    I równiez jestem wielbicielką zdjęć Kasi Tusk 🙂

  • To prawda. Prowadzenie bloga nie jest takie różowe jak się wszystkim wydaje. To tony myślenia, zbierania materiałów, szkiców, pisania, promowania, upiększania, prowadzenia powiązanych kont, odwiedzania innych blogów. To naprawdę kupa czasu (często też pieniędzy) włożonych w jedno miejsce.

    A najgorsze w tym wszystkim jest to, że uważam siebie za takiego „artystę” blogowego i często moje dzieło mi się nie podoba. Nie podobają mi się moje zdjęcia, mój szablon i to co piszę. To takie okrutne, a takie prawdziwe…

  • Bardzo mądry tekst. Mam wrażenie, że ten znienawidzony lifestyle wpływa też na jakość życia samego blogera – piszesz o swoim życiu, pokazujesz je od najlepszej, najbardziej fotogenicznej strony i im dłużej to robisz, tym większą zwracasz uwagę na detale i estetykę własnego życia 🙂

  • Rzeczywiscie blogowanie wymaga i zabiera duzo czasu. Dla kogos z zewnatrz wydaje sie to niezrozumiale, a jednak … tak jak powiedzialas: pisanie, zbieranie materialow, kontakty , fotki itp i nigdy sie nie konczy i ciagle trzeba zaczynac od nowa, no bo przeciez czeka nowy post. Pozdrawiam Hardaska

  • Nie przepadam za określeniem „styl życia”, bo wyparło ono moje ulubione „o życiu” 🙂 Nie uważam, żeby to, jak żyję, można było określić jakimkolwiek stylem. Dlatego mój blog jest wciąż o codzienności, o naszym życiu we dwoje – choć odwiedzam sporo lifestyle’owych, bo dla mnie ważny jest człowiek i to, co przekazuje, a nie kategoria 🙂

    Swoją drogą, wysokie IG piwa to podobno mit – nie zbadano tego, bo nie da się tego zbadać 🙂 Wyszło im takie z szacunków, opierających się na nieprawdziwych danych o składzie (cukry proste w piwie pożerane są przez drożdże). Więcej informacji plus źródła znajdziesz na stronie Beer And Carbs 🙂

    • O, to by było pocieszające z tym piwem 😀 😉

  • Hmmm…

    Potwierdzam, że blogowanie zabiera czas. W sumie tak jak każde inne hobby, w końcu książki też nie czytają się same ani filmy same się nie oglądają 🙂 Fajnie mieć pasję.

    Do reklam na blogach mam mieszane uczucia. Z jednej strony rozumiem, że miło zarabiać robiąc coś, co się lubi. Ale z drugiej, świadomość, że bloger współpracuje z firmami, podważa jego prawdomówność. Od tego momentu zastanawiam się, co jest jego rzeczywistą opinią a co artykułem sponsorowanym. Nie wiem, jak to działa, czy testując dany produkt jest możliwość wyrażenia swojej szczerej, także krytycznej, opinii?

    Nie pamiętam już, jak znalazłam Twoją stronę. Nie czytałam nigdy tego typu blogów ani szafiarskich, bo takie tematy mnie po prostu nie interesują. Ale, jak ktoś wcześniej zauważył, Twój bezpośredni i bezpretensjonalny sposób pisania sprawia, że czytając, ma się wrażenie miłych ploteczek z koleżanką 🙂 Oglądanie ładnie zaaranżowanych zdjęć cieszy oko, podobnie jak przeglądanie tych w kolorowych wnętrzarskich czasopismach 🙂

    • Odnośnie akapitu o współpracy – ja mam większe doświadczenie jako osoba, która takie działania na blogach przeprowadzała niż jako blogerka i bardziej z tej perspektywy mogę się wypowiedzieć… Ja w takiej sytuacji mam założenie, że jeśli blogerowi produkt zupełnie nie podejdzie to zwyczajnie w ogóle o nim nie napisze. No nie oszukujmy się, w marketingu nie chodzi o to aby zapłacić za podzielenie się opinią, która będzie wyłącznie negatywna i tylko produktowi zaszkodzi. Co innego jeśli bloger uczciwie powie o plusach i minusach produktu, to jest ok, ale w sytuacji kiedy miałby ten produkt wyłącznie zjechać – lepiej aby tę współpracę przemilczał.
      No ale to o czym mówisz (podkolorowywanie produktu ze względu na współpracę) na pewno też ma miejsce, czasami bloger robi to nieświadomie (z wdzięczności, że coś dostał), a czasami z premedytacją (bo zależy mu na kolejnych współpracach i chce się pokazać potencjalnym reklamodawcom od jak najlepszej, wychwalającej strony). No ale tego typu blogi raczej łatwo wyłapać jeśli przegląda się je regularnie. Ja prywatnie takich nawet nie czytam 😉

      Są pewnie też reklamodawcy, którzy nie zgadzają się na żadne negatywne słowa na temat produktu, ale to też – żaden dobry, szanujący swoich czytelników bloger nie zgodzi się na taką współpracę.

  • Masz sporo racji w tym co piszesz. Sama od mniej więcej tygodnia próbuję swoich sił w blogowaniu i także z zawodu jestem marketingowcem/marketerem – jak kto woli 😉 Wiedza marketingowa z pewnością daje możliwość świadomego podejmowania decyzji w sprawie reklam na blogu. Najpierw skala, a później można rozważać propozycje współpracy.

    I teraz pytanie, jak bardzo bloger będzie blogerem a jak bardzo będzie marketingowcem – to może być punkt sporny, chcesz monetyzować czy blogować? Oby takich dylematów było jak najmniej.

    Fajną robisz robotę i trzymam za Ciebie mocno kciuki! 🙂

    K.

  • Lubię czytać o blogowaniu. Co prawda moja przygoda w tym kierunku zaczęła się stosunkowo niedawno, ale wiem, że chcąc go rozwijać trzeba włożyć spory nakład czasu i pracy. Ale to sama przyjemność! 🙂

  • Swojego pierwszego bloga założyłam 2 lata temu. Już wtedy dotyczył jednego, konkretnego tematu-włosów. Zupełnie nie miałam pojęcia o współpracach, bloga prowadziłam dla siebie. A później odczułam potrzebę posiadania bloga lifestylowe’go. Skupienie się na jednej tematyce z jednej strony jest dobre, ale z drugiej zawsze chciałoby się napisać o czymś niezwiązanym z tematem bloga. Dlatego ja założyłam drugiego bloga i przestałam odczuwać „wierność jednej tematyce”. Mam więcej zapału, więcej frajdy z tworzenia 🙂 Ale jednak tak jak napisałaś: blogowanie zajmuje mnóstwo czasu. Wkładam w to mnóstwo energii, dużo swojego wolnego czasu, no i inwestuję trochę pieniędzy. Aparat, domeny, nawet raz się reklamowałam. Dlatego uważam, że współprace nie są niczym złym. Jeśli bloger nie zarabia dużo pieniędzy to nie ma wystarczających środków na rozwój bloga. Nie ma co ukrywać choćby aparat, książki, warsztaty to są wszystko dość drogie rzeczy.