Z pamiętnika aparatki: o kryzysie

Czasami ciężkie jest życie aparatki. Są takie dni, kiedy naprawdę mam serdecznie dość. Śruba od pierścienia nie wiedzieć czemu nagle zaczyna wiercić dziurę w policzku… Problem z ugryzieniem kanapki czy nawet durnej kluski w celu sprawdzenia stanu ugotowania makaronu uświadamia, że coś jest nie tak, jak powinno. Zaczynam rozumieć słowa ortodontki, że być może jeszcze konieczne będzie usunięcie czwórek. Patrząc w lustro widzę zbyt wysuniętą do przodu górną szczękę, a przeglądając ostatnie zdjęcia nie mogę znaleźć żadnego, na którym nie mam nienaturalnie wykrzywionych ust. Mam problem z wyraźnym wymówieniem słów zawierających dużo liter „s,c,dz”. Ach, zapomniałabym o dylemacie „czy mogę się uśmiechać, czy może jest to wysoce niewskazane?” który towarzyszy mi podczas każdej rozmowy z jakimś człowiekiem, podczas której pozwoliłam sobie na chociaż gryza czegoś co jedzenia. Wkurza też to, że zęby są już proste a to tak naprawdę dopiero początek drogi.

Mam cholernie dość. 

I w takich chwilach tak bardzo, bardzo intensywnie muszę przypominać sobie o swojej motywacji. O latach kompleksów, unikania kamer i aparatów nad którymi nie miałam kontroli. Krzywy zgryz latami odbierał mi pewność siebie. Teraz patrzę w lustro lub na jakieś uśmiechnięte zdjęcie i myślę sobie – wow, ja naprawdę mogę mieć to, czego zawsze zazdrościłam innym. Kosztuje mnie to dużo dyskomfortu, nie mówiąc już o pieniądzach, ale wykonałam już najważniejszy krok – założyłam ten aparat!

aparatka

Jeszcze kilka miesięcy temu nie mogłam sobie pozwolić na takie naturalne zdjęcie. Wykasowałabym je widząc je na wyświetlaczu aparatu nawet nie przyglądając się szczegółom. Wiem, że jest częściowo prześwietlone, ale nie znalazłam innego, które oddawałoby to, co chcę teraz przekazać…

Za mną dopiero 4,5 miesiąca. Przede mną jeszcze pewnie co najmniej rok, a w tym czasie momentami będzie jeszcze gorzej (nadal drżę o te czwórki). I chociaż tak bardzo mam dość, powtarzam sobie – warto. Dla tej swobody, dla większej pewności siebie, dla widoku w lustrze, który zobaczę za ok. rok. Warto. Na pewno. Ja absolutnie tego kroku nie żałuję. Zrobiłabym go jeszcze raz, najchętniej kilka lat wcześniej. Inni aby wygrać z jakimiś kompleksami wyciskają siódme poty na siłowni, a ja muszę „tylko” przeżyć 1,5 roku z drutami na zębach. Mam dość, ale przeżyję, a prosty uśmiech będzie najlepszą rekompensatą za każdy dzień, w którym dokuczał mi ten dyskomfort.

P.s. Za miesiąc zakładam dolny łuk, więc dyskomfort się podwoi. Ale dam radę. Muszę. A potem będzie super. I wezmę się za kolejne kompleksy, mniejsze na szczęście 🙂

A wy ex-Aparatki też miałyście takie kryzysy? Potrzebuję wsparcia!

Kategorie: Zdrowe ciało

W dużym skrócie - freelancerka, pasjonatka zdrowego i uważnego stylu życia, miłośniczka Warszawy, psów i kuchni roślinnej. LifeManagerka.pl to blog lifestylowy, którego tematem przewodnim jest szeroko pojęte, umiejętne zarządzanie swoim własnym życiem. Począwszy od odpowiedniego odżywiania i regularnej aktywności fizycznej, poprzez rozwój osobisty, a skończywszy na licznych detalach, które czynią nasze życie lepszym, prostszym i szczęśliwszym.

  • pewnie, że miałam 🙂 Ale spojrzenie w lustro po ostatniej wizycie u ortodonty wynagrodzi Ci to wszystko – mama mówiła, że to zupełnie tak samo jak z porodem 😀

  • Mi zostało jeszcze półtora miesiąca i ściągam 🙂 Założenie aparatu to była jedna z lepszych decyzji ostatnich lat. Po kilku miesiącach noszenia było mi już wszystko jedno czy mówię w pełni wyraźnie, czy gumki nie są ciemne od herbaty. A szpinak plączący się między zamkami… pfff, cóż to za problem 🙂 Na początku bardzo się przejmowałam jak to wszystko wygląda. Co do kwestii uwierania to zdarzało się, że czasem coś obtarło, ale po pewnym czasie takie rzeczy przestały się dziać.
    Aparat to super sprawa, a (prawie) dwa lata minęły bardzo szybko 🙂

    • Mnie w sumie też te pierwsze miesiące minęły bardzo szybko, ale jednak jak pomyślę ile jeszcze przede mną, to trochę łapię doła… Zazdroszczę Ci, że zaraz uwolnisz swoją szczękę 😉

  • Nie poddawaj się! Nie jestem eks ani obecną aparatką, ale wiem, co to znaczy „wygrać nowy uśmiech” i jak wiele to w człowieku zmienia – nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. To jest wart niemal każdych pieniędzy i niedogodności 😉

  • Miałam kryzys i to nie jeden. Szczególnie w pierwszym roku (nosiłam dwa lata). A jak usłyszałam, że muszą mi wyrwać cztery ósemki chirurgicznie a później cztery czwórki to się popłakałam i chciałam zrezygnować. Chodziłam łącznie miesiąc z siniakami na buzi. Wstydziłam się tego ogromnie, bo nie dość, że krzywe zęby to jeszcze siniaki. Miałam bardzo poważną wadę zgryzu.
    Aparatu nie mam już 3 lata i do każdego zdjęcia uśmiecham się ‚pełną gębą’. Warto cierpieć. Twój uśmiech, Twoje zdrowie i komplementy innych wynagrodzą Ci wszystko. 🙂

    • Ja się PANICZNIE boję usuwania zębów 🙁 dzielna byłaś i skoro po takich przejściach mówisz, że później uśmiech wynagradza wszystko, to naprawdę musi tak być 🙂

  • Wpadłam na Twojego bloga już jakiś czas temu. Mam bardzo podobne podejście do Twojego a’propos wielu spraw, więc zostałam. 🙂
    Co prawda nie jestem ex-aparatką, ale jutro sama wybieram się na drugą wizytę do orto, gdzie będzie się ważyć moje aparatowe być i nie-być. Baaardzo długo odwlekałam założenie aparatu, ze względu na to, że początkowo kazano mi pousuwać 4 zdrowe zęby. No way. Ale kiedy „pozbyłam” się ósemek, chcę być, a wiem że będzie trwało 2,5 roku. 🙂
    I wierz mi – chciałabym być na Twoim miejscu, bo najgorsze kroki – za Tobą 🙂

    • Masz rację, najtrudniej wykonać ten pierwszy krok… Trzymam kciuki, że u Ciebie już wszystko poszło gładko 🙂

      • po pierwszym kroku, zawsze jest z górki.

        I ja zaczęłam podchodzić pod moją 🙂
        Za 2-3 tygodnie będę łączyć się w bólu 🙂

  • ja załozyłam aparat jeszcze na studiach „na rok”- najpierw górę, potem dół jak Ty. Po studiach podjęłam decyzje o wyjezdzie za granice. Przez to, że nie bywałam często w Polsce a tam nie było mnie wtedy stac na ortodonte, rok przedłużył się do 3 lat bo rzadko miałam zmieniane druty:) najbardziej doskwierało to, że nagle coś zaczynalo uwierać i czesto miałam pokaleczone poliki bo ta plastelina jakos mi malo pomagala. Raz odkleil mi sie zamek i przerazona pognalam do hinduskiego ortodonty, ktory skrytykowal to co robi z moimi zebami moja pani doktor z Polski, skasowal 50 funtow za przyklejenie zamka i wyrazil chec dalszego prowadzenia mojego leczenia za jakies kosmiczne pieniadze:) zostalam przy polskim leczeniu ale też miałam wrazenie, że liczyla sie przede wszystkim kasa. Najgorszym przeżyciem było to, gdy Pani ortodoncie pękło wiertło, które się kręciło i było w mojej jamie ustnej…nie pamietam juz co mi wtedy robiła ale poleciało mi go gardła i poraniło w środku. asystenta spanikowała i zaczeła krzyczeć żebym pluła, ortodonta powiedziała, że spokojnie wydalę to wiertło:)) aparat miała ściagnięty w swoje urodziny i był to najlepszy prezent jaki kiedykolwiek dostałam. Pamiętam, że zeby wydawały się wieeelkie jak u konia:) potem były tylko komplementy… z noszenia aparatu został mi sposób jedzenia jabłka -musze sobie je zawsze przekroic na pół;) wytrwałości! aparat jest sexy

    • Ale miałaś przejścia :O dobrze, że masz to już za sobą, zazdroszczę! Też się obawiam, że zęby będą mi się wydawały wielkie jak u konia i boję się, że wcale nie będą mi się przez to podobać 😀

  • Kompleksy bywają czasami straszne 🙂 Ale teraz będziesz miała piękne, równe ząbki 🙂

    Pozdrawiam serdecznie

  • Ola

    Ja ściągam aparat na wakacje i chociaż nie mogę się doczekać, to już czuję, że na początku będzie mi go bardzo brakować 😀 te 2,5 roku minęły tak szybko, że nawet nie wiem kiedy… Teraz wiem, że to była jedna z najlepszych decyzji w moim życiu! 😀

  • Nie noszę aparatu, więc mogę służyć Ci tylko jedną radą: kup sobie minutnik 🙂 Od 7 lat gotuję makaron z zegarkiem w ręku i nie wyobrażam sobie powrotu do łapania nitek spaghetti w garnku, żeby je skontrolować 😀

    • Ja zawsze ustawiam minutnik elektroniczny na kuchence, nie ma opcji abym bez tego nie zapomniała o makaronie 😀 ale i tak przed wyjęciem czasami sprawdzam twardość 😉

      • Ja słyszałam gdzieś, że prawidłowo ugotowany makaron al dente powinien przyklejać się po rzuceniu na ścianę – to głupie, ale sprawdzałam na kafelkach w kuchni i faktycznie działa 🙂 plus taki, że nie trzeba gryźć gorącego makaronu 😉

  • Ja aparat nosiłam przez rok i 3 miesiące, więc stosunkowo krótko. Obyło się bez wyrywania zębów, choć teraz już po ponad pół roku od zdjęcia planuję wyrwać ósemki, które nota bene były przyczyną założenia aparatu przeze mnie.
    Przez całe gimnazjum i liceum prawie wszystkie moje najbliższe koleżanki nosiły aparaty i podziwiały moje proste zęby. Potem one zdjęły aparaty, a mnie wyrosły ósemki na które nie było miejsca, więc jedna z dolnych jedynek nagle stanęła bokiem, jeden z kłów również. Zapadła decyzja o aparacie. Na 2 roku studiów założyłam aparat. Od razu oba łuki, bo jeżeli chodzi o zęby to mam wysoki próg bólu. Przez pierwszy tydzień jadłam 3 razy dziennie krem z brokułów, a potem już wszystko. Wosk naklejałam tylko przez pierwszy miesiąc, potem już mi się nie chciało, bo przecież poboli trochę i przestanie. Dodatkowo gumki miałam cały czas prawie czarne, bo piję dużo kawy. Ale jakoś nie specjalnie mnie to obchodziło, bo już niedługo miałam mieć proste zęby. Szczęśliwie całe noszenie aparatu obyło się bez większego bólu.
    Ale Tobie życzę wytrwałości nawet w największym bólu. Moja wada nie była duża, ale efekty i tak są świetne. 😉

    • Akurat w kwestii bólu to póki co jestem szczęściarą, poza pierwszymi dniami nie było większych problemów 🙂 bardziej doskwiera mi ten cały dyskomfort :/

  • Z tymi czwórkami to jest dziwnie – niektóre osoby faktycznie powinny mieć usunięte, bo zęby się nie mieszczą. Ale bardzo często karzą usuwać i wcale nie ejst to potrzebne. Znam mnóstwo osób, które się sprzeciwiły i też jest ok, a wiadomo, że każdy ząb się liczy. Ostatnio spytałam stomatolog czy powinnam usunąć ósemki (wyrosły mi już kilka lat temu), a ona stwierdziła właśnie, że każdy ząb się liczy, że nie mam zepsutych (ponoć mnóstwo ludzi ma i wtedy proponuje się usunięcie) i że może kiedyś coś się stanie z szóskami (po zdjęciu aparatu u wielu osób są popsute – u mnie też były, pomimo tego, że o nie dbałam ;/) i jak się mieszczą, to żeby nie usuwać.
    Nie namawiam Cię w żadnym razie do buntowania się przeciwko zaleceniom orto, ale koniecznie przemyśl swoją decyzję odn. usunięcia czwórek, czy jakichkolwiek innych zębów 😉

    • U mnie wygląda to trochę inaczej, bo moja ortodontka nie jest zwolenniczką usuwania zębów i dlatego mi te czwórki zostawiła, mimo że jestem podobno na granicy „usuwać – nie usuwać”. Stwierdziła, że chce zaryzykować zostawienie ich i dopiero w trakcie leczenia zobaczyć czy ich usunięcie będzie konieczne. Jeśli nie będzie, to na pewno tego usunięcia nie zleci.
      Z ósemkami mam podobną sytuację – lekarze zazwyczaj zalecają aby je usuwać, ale u mnie też dentystka powiedziała, że moje ósemki wyrosły równo i są pełnowartościowe, a dodatkowo spokojnie można się do nich dostać z wiertłem więc wybór czy je usuwać czy nie pozostawiła mnie. Moja decyzja była oczywista ;).
      A o szóstki strasznie się boję, bolą mnie czasami i zrobiły się strasznie wrażliwe :/

  • Nosiłam aparat przez dwa lata 🙂 Na początku rzeczywiście było ciężko, druty cały czas kaleczyły mi policzki i dziąsła, ale po pewnym czasie przestałam to zauważać. Po zdjęciu aparatu efekt był piorunujący, WARTO! Wytrwałości życzę 😉

  • Kryzys dopada każdego, nie ma zmiłuj. U mnie malutki kryzys jest teraz, na miesiąc przed zdjęciem :). Zęby zawsze były moim kompleksem, pomimo relatywnie drobnej wady. Aparat noszę już 2 lata, zaprzyjaźniłam się z nim już w sumie, a powodem kryzysu jest fakt, że pomimo że zaraz go ściągam, to moje zęby jeszcze nie są idealne. Niestety, z powodu wady nierówno mi się starły więc czeka mnie jeszcze kilka wizyt w dentysty już po zdjęciu. Ale trzyma mnie tylko i wyłącznie wizja efektu końcowego, nic więcej 🙂

  • Dasz rade! Mnie tez czasami dopada kryzys. Najpierw musialam nosic plytke na podniebieniu przez kilka miesiecy, teraz dodatkowe gumki na noc (szczeke mam scisnieta cala noc- nie mozna mowic, jesc i oddychac przez buzie). Dodatkowo co jakis czas mam otarte policzki.. ale wiem, ze warto! To najlepsza inwestycja. Zostalo mi jeszcze okolo pol roku i juz nie moge sie doczekac efektu koncowego 😉
    Mnostwa wytrwalosci! Trzymam kciuki 😉

    • Ooo, mnie chyba też czekają te gumki na noc o których piszesz… Kojarzę, że coś takiego orto mi mówiła. Cóż, może przestanę dzięki temu gadać przez sen 😉

  • A ja myślę nad założeniem aparatu od jakiegoś roku . Ale boje się . Już raz byłam u orto i zrezygnowaląaam bo chodziło o usuniecie zdrowych zębów…boje się ze będę brzydko wyglądać w aparacie.Ciagle bije isię z myślami co zrobić. A wadę mam bardzo dużą i młoda też już nie jestem hihi.Trudna decyzja.Usmiecham się bez zębów wiec może bez sensu ingerować? A z drugiej strony marze o prostych zębach ech.

    • Jeśli o tym marzysz i jeśli jest to dla Ciebie jakimś kompleksem, to naprawdę warto, nie ma się nad czym zastanawiać. Może skonsultuj się z innym ortodontą, oni często chcą iść na łatwiznę z tym wyrywaniem i możesz równie dobrze trafić na takiego, który powie Ci, że to nie jest konieczne. Takie konsultacje w niektórych gabinetach są bezpłatne.
      A co do tego, że będziesz brzydko wyglądać w aparacie… Ja akurat mam takie podejście, że brzydziej wygląda się z krzywymi zębami 😉 chociaż nie powiem abym czuła się atrakcyjnie z drutami, ale to jest po to, abym przez resztę życia wyglądała lepiej i przede wszystkim nie miała kompleksów.

  • Jako ex-aparatka wiem o czym mówisz. Chociaż w moim przypadku ułożenie zębów przed założeniem aparatu było wręcz komiczne i okrutne zarazem, nie uśmiechałam się, nawet przy mówieniu zasłaniałam usta – było naprawdę źle. Ortodonta złapał się za głowę jak zobaczył ułożenie korzeni na zdjęciu! Przeszłam wiele, od narkozy, po rozkręcane aparaty na podniebieniu (własnie po to, żeby nie trzeba było usuwać żadnych zębów a zrobić miejsce).

    Używasz wosku? To jest największe zbawienie w naszym przypadku na wredne, odstające części 🙂

    KRÓTKO MÓWIĄC – jest naprawdę warto! A do tego wielokrotnie usłyszałam, że moje druciki dodają mi uroku, wiele osób po jego zdjęciu nawet twierdziło, że za nimi tęsknią, nawet ja czasem jedząc kanapkę też tęskniłam za tymi resztkami sałaty, które ukradkiem chowały się między drutami 😀

    • Używam wosku, bardzo mi pomaga 🙂 ja ogólnie nie mam problemu z otarciami, tylko czasami moje śluzówki mają jakiś gorszy dzień i wtedy coś tam się dzieje 😉

  • Miałam kryzysy bardzo często, nadal mam. Musiałam usunąć 4 zęby (dla mnie to było traumatyczne przeżycie, po usunięciu ostatniego sama w domu a krew od kilku godzin nie chciała przestać lecieć…), miałam nosić aparat 1,5 roku a noszę już prawie 3 lata i nadal nie jest idealnie 🙁 co więcej miałam ściągnąć go przed swoim ślubem, przez to „przeciąganie się” musiałam zdjąć na ślub i zakładać jeszcze raz. Aparat mam wyjątkowo paskudny, bardzo duże zamki i po 2 grube druty na górę i dół, czyli w sumie taki pancerz z 4 drutów. Trafiłam na ortodontę, który nie jest drogi, ale niestety to też przekłada się na podejście do pacjentów. W dodatku mam bardzo słabe zęby i jeszcze boję się, że już po zdjęciu efekt nie utrzyma się długo, bo słyszałam o przypadkach że np. jedynki się rozjeżdżały, robiły się szpary itp. Ehhh… życie aparataki jest ciężkie czasami. Ale dobrze jest się wyżalić 🙂

  • Muszę przyznać, że jako obecna aparatka też mam takie dni kiedy z nie wiadomo jakiej przyczyny śruby się mocno wciskają w policzki, czy dziąsła, a zęby są bardzo wrażliwe. Osobiście bardzo to przeżywałam, zwłaszcza ostatni dodatkowy separator, który ortodontka wcisnęła mi w dziąsła nie przejmując się że zalałam się krwią -ale to się zmieniło. Okazało się że mogę być uczulona na nikiel i aparat trzeba będzie zdjąć. Uwierz że zmieniło to moje nastawienie i chyba bym się zapłakała gdyby okazało się że faktycznie tak to się skończy. Na szczęście na razie po zmianie drucika na złoty alergia nie wróciła 😉
    (Wpadałam na Twojego bloga przed zakładaniem aparatu, a było to dwa miesiące temu i tak już zostałam 😉

    • Chyba się domyślam co musiałaś czuć, pewnie miałabym podobnie… Jednak pomimo niedogodności to dla mnie bardzo ważna sprawa 🙂

  • Wiesz, ja po pewnym czasie pogodziłam się, że noszę aparat. Nie liczyłam czasu, bo nie było pewne kiedy mi go zdejmą. Skupiałam się na zadaniach krótkoterminowych – kiedy przesuną się czwórki, jakie założę gumki, kiedy wizyta kontrolna 😉 Po prostu zaakceptowałam, fakt że z nim żyję i kiedy usłyszałam, że zdejmujemy byłam zaskoczona 😉
    Zęby masz piekne, ortodontkę rozsądną, aparat seksi 🙂 Jak jest dobrze to, to mija, więc i jak jest źle to też tak nie zostanie 🙂 Wszystko mija i kryzys też 🙂
    Ja miałam za mało zębów i to jest trudniejsza sytuacja, niż usuwanie nadprogramowych (organizacyjnie, technicznie i finansowo)
    Trzymaj się!

  • Ojjj Kochana, miałam. Ja odliczałam dni do ściągnięcia, nosiłam ponad dwa lata, nienawidziłam go z całych sił, złośliwych docinek ze strony chłopaków, bólu zębów i całej szczęki, poranionych dziąseł i warg, ale teraz po paru już latach od ściągnięcia stwierdzam, że warto się było pomęczyć. U mnie problemem była tylko góra, dwójki nachodziły mi na jedynki i cały górny łuk był trochę wysunięty do przodu. Teraz jest znacznie lepiej. I doradzę Ci coś, jak ściągniesz aparat stały, przez jakiś czas będziesz musiała nosić stabilizator, żeby zęby się nie porozsuwały, noś go. Bo zęby bardzo szybko wracają co poprzedniego stanu. Warto się jeszcze te parę miesięcy pomęczyć z ruchomym aparatem aby mięć ładny uśmiech o jakim marzyłaś:)

  • Dasz radę! A potem będziesz miała uśmiech jak z Hollywood <3 🙂

  • Oj tak kryzysy się zdarzają. U mnie było już kilka, a to aparat tak obtarł, że nic się zjeść nie dało, a to coś odpadło i trzeba było nieplanowanie jechać do domu, żeby móc iść do ortodonty… Najgorsze jest to o czym piszesz – jedzenie na mieście i jeszcze jak się je z kimś. Czasem może się wydawać, że nie ma żadnej resztki, a jednak jest….

  • Aparat ruchomy nosiłam odkąd miałam wszystkie zęby. Gdy miałam 14 lat, na początku pierwszej klasy liceum, założono mi aparat stały. Nosiłam go przez 5 lat. Później dostałam też płytkę rozporową na podniebienie.

    Wytrzymasz, da się wytrzymać. A ile będziesz miała do wspominania 🙂

    Raz na przykład łaskotałam młodszego brata i ten chciał odsunąć moją twarz swoją stopą (że tak eufeministycznie to nazwę). Pech chciał, że jego skarpetka zaczepiła mi się o aparat 🙂

  • Ja w październiku będę miała aparat już 2 lata, ale u mnie to całkiem ciężko szło na początku, ponieważ górne zęby nie chciały się przesuwać przez mój szczękościsk 😀 Ale potem jak wyrwałam obydwie ósemki u góry i dorobiłam na zębach dodatkową warstwę żeby aż tak ich nie ściskać to jakoś idzie :))

    Z dołem nie miałam kompletnie problemów, myślałam, że będzie gorzej, ale już praktycznie w 100% mam go prostego (a dół mam założony około rok).

    Też zawsze mam taki dyskomfort czy aby na pewno mogę się uśmiechnąć czy coś powiedzieć po zjedzeniu czegoś, ale niestety coś za coś :)) Chcemy mieć piękne uśmiechy to trzeba się trochę poświęcić 🙂

  • Kochana w zeszłym roku chirurg machnął mi 4 ósemki, da się przeżyć 🙂 aparat noszę od 21 stycznia, od 12 maja mam też dół 🙂 przy dole było troche gorzej, nadal nie ogarniam szczęki, mam problemy z jedzeniem włażącym w zęby. Też boli, też uwiera, ale spoko, damy radę 🙂 mamy podobny czas zakładania, więc wspólnie przebolejemy 😛 tyle, że u mnie raczej ze 2 lata 🙁

  • notka trochę starsza, ale co tam, wypowiem się 😉

    najgorsze były separatury przed zakładaniem aparatu. Najgorsze na świecie! Obudziłam się już z wiadrem łez na poduszce.
    Choć sam aparat nie bolał, pamiętam te rany na policzku od drutów i śrub… wosk to złota rzecz, do tego dentosept, który cudownie leczył kolejne nadżerki 🙂

  • Ja założyłam aparat miesiąc temu i po około 20 dniach dwójki się rozsunęły i zrobiły się malutkie przerwy – była zachwycona! Dodam, że mam wadę podobną do Twojej i zęby bardzo bolały mnie przez pierwsze 10 dni, potem przez kolejne tyle bolały od czwórki do czwórki w różnej konfiguracji 🙂 dzisiaj byłam na pierwszej wizycie i też wzięłam te gumki w kolorze ust 🙂 są fajne i faktycznie mało widoczne w porównaniu z moimi poprzednimi – w kolorze metalu

  • Ja 18lutego bede aparatka i juz doczekac sie nie moge.Wiem ze bedzie ciezko ale dam rade.Jrdyne co zaluje to to ze tak pozno sie za to wzielam.(34lata).

  • Marta

    Ja właśnie mam 🙁 Mam aparat 4 miesiace i już było dobrze, nic nie czulam, było normalnie.. aż do teraz. Ortodontka podpiela do łuku jeden ząb, dała kilka sprezynek, i nakleiła na dolne zęby takie twarde kule i nie mogę zamykać ust!
    Boli że nie wiem… nawet na przeciwbólowych… i jeszcze te rany pomimo wosku… masakra z tym aparatem, tak się denerwuje jak ktoś mi gada że to przecież nic nie boli i to tylko głupi aparat! -.-
    Nawet się uśmiechnąć nie mogę, ani zamknąć ust, bo właśnie te kule po to są. A najgorsze jest to że akurat z tym czymś jadę na dwa obozy! 🙁
    Zastanawiam sie czy kiedykolwiek będę miała ladne zęby i warto się tak męczyć 🙁

    • Wiem, że takie chwile są naprawdę strasznie frustrujące i nieprzyjemne, ale przez to po prostu trzeba przejść. Wszystko dzieje się w konkretnym celu i jak go w końcu osiągniesz, o wszystkich złych rzeczach zapomnisz i będziesz przeszczęśliwa. Nie wiem jaką masz teraz wadę, ale ortodonci to cudotwórcy, więc myślę, że dzięki tym wszystkim aktualnym zabiegom będziesz kiedyś miała ładne zęby 🙂

  • Monika Julia

    Wiem, że post bardzo stary, ale 3 dni temu założyłam aparat na dwa łuki, a dziś 4 pierścienie. Czy ten dyskomfort od pierścieni będzie odczuwalny przez cały okres leczenia? :(( zęby stykają mi się tylko w 4 miejscach- tam gdzie mam pierścienie. Nawet jak gryzę to tylko tymi zębami. Nie mam wrażenia jakby miało to uczucie zniknąć, pomocy! :(((

    • Spokojnie, do wszystkiego się przyzwyczaisz, potrzeba na to troszkę czasu. Zęby też z czasem zaczną się ustawiać i zgryz będzie lepiej dopasowany.