Lektury na lato – moje propozycje + książki dla Was :)

Dziś chciałabym podzielić się z Wami moimi ulubionymi lekturami na lato – lekkimi, wciągającymi i… nie dołującymi. Bardzo lubię np. literaturę z okresu II wojny światowej, ale nie potrafię czytać takich książek latem, kiedy beztrosko spędzam czas na kocyku czy nad jeziorem. W tym okresie oczekuję od książek lekkiej i przyjemnej fabuły i takie właśnie są moje dzisiejsze propozycje. Na końcu mam też coś dla Was – konkurs z książkami do wygrania.

książki1

Kryminały

Uwielbiam! Moja przygoda z kryminałami zaczęła się od Agathy Christie. Do dziś jestem wielką fanką jej twórczości, uwielbiam jej książki za niepowtarzalny klimat. I za Herkulesa. I za Pannę Marple – chyba nawet wolę tę wścibską staruszkę (gdyby już ktoś pod groźbą tortur kazał mi wybierać). Nie pogardzę też modnymi ostatnimi czasy kryminałami skandynawskimi czy też chyba nieco mniej popularnymi rosyjskimi (Aleksanda Marinina). Bardzo lubię też styl Cobena – czytałam na razie tylko dwie jego książki, ale obie wciągnęły mnie od pierwszych stron. Lubię kiedy książka tak szybko mnie od siebie uzależnia. Jeśli tak nie jest – sporadycznie, ale zdarza mi się z braku czasu porzucić lekturę… A jeśli jakaś fabuła już mnie wciągnie, to nie istnieje coś takiego jak „brak czasu” ;).

Polecam na przykład:

  • Mistyfikacja, Harlan Coben
  • Klinika śmierci, Harlan Coben
  • Morderstwo w Orient Expressie, Agatha Christie (czy ktoś tego nie czytał?)
  • I nie było już nikogo, Agatha Christie
  • Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet – Stieg Larsson (to chyba też już wszyscy czytali)

Książki dla kobiet

Czyli raczej lekkie historie, najczęściej z miłością w tle. Tutaj królową jest dla mnie Emily Giffin, która jak mało kto potrafi zobrazować emocje kobiet. Czytając jej powieści bardzo często utożsamiam się z bohaterkami i ich odczuciami. Tego typu książki lubię za to, że przenoszą mnie w świat jakichś miłosnych historii, których (będąc od ponad 10 lat w stałym związku) raczej nie doświadczam na co dzień ;). Zaraz za panią Giffin w moim rankingu znajdują się też polskie autorki – np. Małgorzata Kalicińska, Izabela Sowa czy Katarzyna Grochola. I Musierowicz! Kocham Jeżycjadę, marzy mi się skompletowanie całej kolekcji tych książek i przeczytanie ich jedna po drugiej. Nie przeczytałam jeszcze wszystkich, więc tym bardziej nie mogę się doczekać kiedy to marzenie zrealizuję. Uwielbiam takie historie, to moim zdaniem idealne lektury nie tylko na lato – w cieple domowego ogniska rodziny Borejków przyjemnie ogrzać się również zimą 🙂

Pozostając przy tej kategorii – niedawno przeczytałam książkę „Hopeless”, która niesamowicie mnie zaskoczyła. Wzięłam ją właśnie za takie lekkie czytadło o nastoletniej miłości, a w trakcie czytania okazało się, że ta historia ma drugie dno.

Kilka konkretnych książek, które polecam:

  • Hopeless, Coleen Hoover
  • 7 lat później, Emily Giffin (i w zasadzie wszystkie inne książki tej autorki)
  • Owocowa trylogia Izabeli Sowy („Smak świeżych malin, „Cierpkość wiśni”, „Herbatniki z jagodami”)
  • Houston, mamy problem!, Katarzyna Grochola
  • Lawendowy pokój, Nina George

Zbiór felietonów

I tutaj nie mogę nie wspomnieć o Reginie Brett i jej dwóch książkach, które miałam okazję w ciągu ostatniego roku przeczytać – „Bóg nigdy nie mruga” i „Jesteś cudem”. Tę drugą w zasadzie czytam nadal – dozuję ją sobie. To książki, których nie powinno się czytać jednym tchem, a raczej dać sobie czas na przemyślenie poszczególnych historii i płynących z niej morałów. Ja miałam zwyczaj czytać jeden felieton dziennie, na dobranoc… I postanowiłam zostawić sobie ich trochę na jesień. Podobne wrażenie robiły na mnie książki z serii „Balsam dla duszy”.

Ja najbliższe dni mam zarezerwowane dla 3 lektur, które zamierzam przeczytać do końca tego miesiąca. ALE, ALE! Mam też coś dla Was 🙂 3 zestawy książek w skład których wchodzą dwie nowe książki wydane przez Wydawnictwo Otwarte:

  • „Lawendowy pokój”, Nina George
  • „Ten jedyny”, Emily Giffin

książki2

Aby wygrać jeden z zestawów należy w komentarzu pod tym postem odpowiedzieć na pytanie konkursowe:

Lektura jakiej książki pomogła Ci przetrwać w życiu jakieś trudne chwile, np. pogodzić się z rozstaniem lub innym złym wydarzeniem…?

Pytanie konkursowe nawiązuje do jednej z nagród – główny bohater „Lawendowego pokoju” prowadzi księgarnię o wiele mówiącej nazwie „Apteka Literacka”. Tak jak farmaceuta doradza swoim pacjentom jakie środki pomogą na ich dolegliwości, tak Jean Perdu dobiera fabułę książek do aktualnego nastroju i sytuacji życiowej czytelnika. Dlatego dziś Was również zachęcam do skupienia się na terapeutycznej roli książek :).

Jury w składzie ja + przedstawiciel Wydawnictwa Otwartego wybierzemy 3 najciekawsze odpowiedzi. Na Wasze komentarze czekam do końca dnia 17 sierpnia 2014 roku. 

Zwycięzców ogłoszę na moim fanpage’u kilka dni po zakończeniu konkursu. Powodzenia!

Wyniki konkursu:

Zestaw „Ten jedyny” + „Lawendowy pokój” trafia do posiadaczek poniższych adresów mailowych:

zwycięzcy już się zgłosili, więc maile usuwam

Zwyciężczynie proszę o kontakt mailowy (kontakt@lifemanagerka.pl) z danymi do wysyłki nagrody (adres + tel.). Koniecznie z tego samego maila, z którego wysłałyście zgłoszenie na konkurs.

Gratuluję!

Kategorie: Czas wolny, Kultura

W dużym skrócie - freelancerka, pasjonatka zdrowego i uważnego stylu życia, miłośniczka Warszawy, psów i kuchni roślinnej. LifeManagerka.pl to blog lifestylowy, którego tematem przewodnim jest szeroko pojęte, umiejętne zarządzanie swoim własnym życiem. Począwszy od odpowiedniego odżywiania i regularnej aktywności fizycznej, poprzez rozwój osobisty, a skończywszy na licznych detalach, które czynią nasze życie lepszym, prostszym i szczęśliwszym.

  • Widzę, że nie tylko ja mam zapasy książek do czytania:) wracając z wakacji kupiłam 8 – Jesteś cudem, widzę, że u Ciebie też jest, bardzo jestem ciekawa tej książki, Kariera na wysokich obcasach, Siła nawyku, Podstęp, Dziewczyny z powstania, Poradnik przetrwania w życiu Bear’a Grylls’a i Bridget Jones Szalejąc za facetem, wczoraj zaczęłam ją czytać, przyjemna na letnie wieczory, utrzymana w tym samym tonie to poprzednia część.

    Miłego,
    Pat.

    • ” Samotność w sieci ” Janusz L. Wiśniewski ….to była , jak do tej pory jedyna książka gdzie ja , chciałam żeby się nie skończyła .Opowieść o miłości i te cytaty : ON:
      Byłem wczoraj w perfumerii i widziałem, jak kobiety z upodobaniem spryskiwały sobie wewnętrzną stronę nadgarstków, testując nowe perfumy. Przypatrując się im, poczułem, że bardzo chciałbym pocałować Twoje nadgarstki.
      (cisza…)
      Czy ktoś całuje Twoje nadgarstki?
      ONA:
      Nikt nigdy nie całował i nie całuje moich nadgarstków. Od żadnej strony. Nikt oprócz Ciebie dotychczas nie interesował się nawet przez sekundę moimi nadgarstkami.
      Kiedy się spotkamy, pocałujesz je, prawda?
      I na koniec kolejny cytat : ONA:
      (Odszedł i zrobiło się tak pusto i przeraźliwie cicho. Napisała:)
      Nagle tak cicho zrobiło się w moim świecie bez Ciebie…
      TAKA PRAWDA ŻYCIOWA ….

  • Jeśli chodzi o kryminały, to oprócz Cobena, który generalnie trzyma poziom, poleciłbym jeszcze Jo Nesbo – moim zdaniem mają jeszcze lepszy klimat niż saga Millenium, a główny bohater jest niesłychanie wyrazisty i ciekawy pod kątem psychologicznym 🙂

    • Mam trochę problem z tym Nesbo, pożyczyłam od koleżanki jedną jego książkę i… wstyd się przyznać, ale robiłam do niej już ze 3 podejścia i za nic nie chce mnie wciągnąć, trochę za długo się rozkręca :(. Jakoś nie poczułam chemii do tego autora, ale pewnie jeszcze dam mu szansę.

      • To ja polecam kryminał „Ciemne sekrety” a poetm kolejne części…Naprawdę mega wciągający!

      • Ja mam tak samo z Nesbo, też nie poczułam chemii. Za to Cobena czytałam ze 4 książki z serii o Myronie Bolitarze – świetne! Z kryminałów polecam Simona Becketta – wszystkie cztery jego książki, od Chemii Śmierci, wciągają jak mało co 🙂

        • Jeśli chodzi o Nesbo, to mogę zrozumieć osoby, którym nie przypadł on do gustu. Miałam tak z początkowymi książkami jego serii, są jakby… niedopracowane? Dlatego, jeśli nie przeszkadza Wam zaczynanie niemalże od końca, to serdecznie polecam „Policję”. Wcale nie trzeba znać poprzednich książek z tego cyklu, a czyta się ją naprawdę fajnie. Wiele wątków, dość zaskakujący koniec i trzyma w napięciu. 🙂

  • Właśnie też niedawno przeczytałam Hopeless, przygotowana na typowy odmóżdżacz w letni dzień, a wraz z biegiem wydarzeń byłam coraz bardziej zaskoczona. Genialna ksiązka!

  • Ola

    Mam podobnie, teraz na przykład jednym tchem pochłaniam kryminały z romansem w tle, a w jesienne i zimowe wieczory coś cięższego, coś co daje do myślenia.

    Jeśli chodzi o książkę, która bardzo, oooj bardzo mi pomogła to „Sekret” Byrne Rhonda. Zanim po nią sięgnęłam, wiele o niej słyszałam, ale jakoś nie czułam potrzeby, żeby się w nią zagłębić. Jednak około roku temu miałam taki moment w życiu, gdzie totalnie nie wiedziałam jak dalej żyć, można powiedzieć, że mój świat się wtedy posypał. I miałam to szczęście, że „Sekret” wpadł mi w ręce. Jest to książka, która pokazuje jak ogromny wpływ na nasze życie ma to, co jest w naszej głowie. Wszystko zależy od podejścia, od tego jakim myślom „pozwalamy” krążyć w nas samych. Krok po kroku, strona po stronie, widziałam coraz więcej nadziei i co ważniejsze, wierzyłam w to, że będzie dobrze. Jednym z przesłań tej pozycji jest – „Jeśli widzisz coś w swoim umyśle, to wkrótce będziesz miał to w ręku. Jeśli potrafisz myśleć o tym, czego chcesz, i uczynić z tego dominującą myśl, to sprawisz, że pojawi się to w twoim życiu.”. Ja zaczęłam właśnie myśleć w ten sposób i do tej pory staram się nie zapominać o tym, że „Każda Twoja myśl jest czymś realnym – jest siłą.”.
    Dlatego warto mieć w głowie same pozytywne i dobre myśli i mocno się nich trzymać, a światełko w tunelu na pewno się pojawi, a nawet wyjrzy słońce 😉

    • Ola

      Dodam jeszcze, że dzięki tej książce sama również się zmieniłam, swoje myślenie. Bardziej doceniłam, przemyślałam pewne kwestie i zawalczyłam o coś bardzo dla mnie ważnego, nie pozwalając samej sobie na upadek. Pomogło 🙂

  • ani

    Rozlewisko Kalicińskiej – naprawdę polecam

  • Z kryminałów polecam oprócz Agathy Christie oczywiście następujące:
    Joanna Chmielewska
    Erica Spindler
    Erle Stanley Gardner
    Olga Rudnicka

  • Mi najbardziej pomogło opowiadanie Etgara Kereta „Kolonie Knellera”, znajduje się w książce o tym samym tytule. Opowiada on w żartobliwy sposób o świecie, do którego po śmierci trafiają tylko samobójcy – przypomina nasz świat, tylko jest po prostu gorszy, bo nikomu na niczym nie zależy. Główny bohater dowiaduje się, że kilka miesięcy po jego samobójstwie trafiła tu jego dziewczyna, którą oczywiście postanawia odnaleźć.
    Książka pokazuje, że nawet w miejscu gdzie wszyscy inni stracili nadzieję, można się podnieść i żyć dalej, jakkolwiek dziwnie to brzmi w tym kontekście.

  • Oj, książki! <3 odpowiedzi konkursowej nie wymyslę, ale chętnie wtrące swoje 3 grosze 😀
    Jeśli chodzi o literaturę dla Kobiet, to podpisuję się i pod Giffin, i pod Kalicińską, i pod Grocholą, i Musierowicz! Jeżycjada – mam z nią tak samo jak Ty! 😉 (w ogóle zauważam raz po raz, że trochę nas łączy 😀 )
    Od siebie dodaję "Mistrza i Małgorzatę" i "jedz, módl się, kochaj". Czasami czytuję też powieści o hrabinach i księciach 😉 – za sprawą Babci – byłej bibliotekarki – przebrnęłam nawet przez "Trędowatą" 😉
    Tylko że ja to przeczytam i potem szybko zapominam o czym było – dlatego prowadzę zeszyt z najfajniejszymi cytatami 🙂
    A obecnie czytam powieść "Honor" – historie o różnicach międzykulturowych i związkach typu europejsko – arabskiego tez mają swój urok 🙂

  • Kocham czytać kryminały <3.. Pomagają zapomnieć o problemach życiowych. Gdy czytam akurat ten gatunek to tak bardzo skupiam się na fabule i staram się wychwycić jakieś wskazówki dotyczące morderstwa, śledztwa itp, że zapominam o przykrych sprawach. Dotychczas myślałam, że Cobena nikt nie przebije, ale sięgnęłam po Sagę Kryminalną (Czarna Seria) szwedzkiej pisarki Camilli Lackberg..Są to najlepsze książki jakie czytałam..A sama autorka wzbudza we mnie podziw. Części jest 8 i zapewniam, że każda napisana w genialny sposób.. Fabuła każdej z nich to przeplatanka wydarzeń z przeszłości i teraźniejszości, a wszystkie wydarzenia mają ze sobą jakiś logiczny związek.. Gdy kończyłam każdą część to miałam zawsze ( jak każdy czytający kryminały ) swój typ zabójcy. Niestety moja kryminalna intuicja nie jest w przypadku książek Camilli trafna.. Zawsze psycholem okazuje się być ktoś inny.. 🙁 Autorka w mistrzowski sposób potrafi wprowadzić czytelnika w ślepy zaułek…
    Przeczytajcie, a na pewno się nie zawiedziecie !! Polecam szczególnie na wakacje… I nie przerażajcie się grubością książek (są to 500-600 stronnicowe klocki). Wciągają tak, że czyta się je naprawdę szybko 🙂 Pozdrawiam!

  • Książką, a właściwie całą serią, która pomogła przetrwać mi – uwaga! – kilka ładnych lat, jest seria „Jeżycjada” Małgorzaty Musierowicz. Zawsze byłam bardzo wrażliwym dzieckiem; cieszyłam się z drobnostek, wierzyłam w miłość jak nikt inny i kochałam najmocniej na świecie. Bolało mnie to, że ludzie krzywdzą, że są wypadki, że nie zawsze jest sprawiedliwie. Gdy weszłam w wiek nastoletni, połączenie mojej wrażliwości i burzy hormonów okazało się mieszanką wybuchową. Przecież ja nie byłam przystosowana do tego świata! Jedno rozczarowanie za drugim, zwątpienie we własne możliwości, rozterki brzydkiego kaczątka, pierwsze randki które kończyły się katastrofą… Moją ucieczką od tych wszystkich spraw były książki. Uwielbiałam spędzać całe popołudnia w bibliotece, myszkując między regałami i poszukując odpowiedzi na tysiące pytań, jakie ciągle rozbrzmiewały mi w głowie. I tak pewnego dnia w moje ręce wpadła „Noelka”. Później „Kwiat kalafiora”, „Nutria i Nerwus” i… przepadłam! Czytałam kolejne książki z serii, najpierw w przypadkowej kolejności, później od początku, niektóre po kilka razy. Pokochałam ciepłą kuchnię Borejków, humor i mądrość, które biły z każdej strony. Pani Małgorzata zdecydowanie rozumie i potrafi przepięknie opisywać wątpliwości młodych osób – czytając utożsamiałam się z większością bohaterów i można powiedzieć, że razem z nimi wkraczałam w dorosłość. Nie przesadzę pisząc, że dzięki serii „Jeżycjada” odzyskałam wiarę w ludzi i że w dużym stopniu wpłynęła ona na to, jaką osobą jestem teraz – prawie 10 lat później. Do dziś mam zapisane w notesie ulubione cytaty, do których często sobie wracam. Chciałabym przytoczyć tutaj któryś z nich, ale tak ciężko wybrać… no, to może ten: „Całe dobro – pomyślała – jakie nas otacza, to właśnie suma pojedynczych odpowiedzi na radosne sygnały dobrych ludzi. Ale te sygnały wysyła każdy z nas. Dobre sygnały. I złe. A im więcej wysyłamy tych dobrych, tym większe szansę, że ludzie odpowiedzą nam tym samym”.

  • Swój okres dojrzewania przeżyłam z książką Agaty Christie pod ręką. Uzbierałam prawie całą kolekcję (około 100 książek), więc nie umiem wybrać jednej jedynej, która najbardziej mi pomogła przerwać ten ciężki czas. Ten kawałek literatury jest tak silnie zakorzeniony w tamtym etapie mojego życia, że mogę śmiało stwierdzić, że bez tej fascynacji kryminałami Christie byłabym inną osobą. Może to brzmieć głupio, ale w czasach kiedy byłam kłótliwą, emocjonalną nastolatką, postaci które chłodno patrzyły na różne sytuacje, podchodziły do wszystkiego z dystansem i miały ogromną wiedzę o życiu i ludziach, były moimi autorytetami. Mój ulubiony bohater, Herkules Poirot imponował mi swoją potęgą umysłu, zazdrościłam mu rewelacyjnie rozwiniętej zdolności logicznego myślenia. To stało się moją inspiracją i wskazówką, przez kilka lat w chwilach kiedy zaczynałam się lekko gubić, a mój pęd do zdobywania wiedzy i samorozwoju był zachwiany, sięgałam po książki Christie, które choć dziwnie to może brzmieć, sprowadzały mnie na właściwą drogę i pokazywały, jaką osobą warto być (oczywiście nie inspirowałam się przebiegłością morderców, a inteligencją ludzi stojących po dobrej stronie :D). Nie potrafię wskazać jednej trudnej chwili i jednej konkretnej książki, ale paradoksalnie – z przekonaniem stwierdzam, że dzięki tym książkom pokonałam wiele trudności, często wynikających z mojego charakteru czy relacji z innymi w tamtym okresie.

    • Przyznaję, że przed napisaniem posta nie czytałam innych odpowiedzi i zabawnie jest czytać baaardzo podobne sformułowania powyżej mojej wypowiedzi 😉 To tylko pokazuje, jaką moc mają książki, jeśli tylko wprowadzimy je do naszego życia.

  • ag

    Kocham książki Nicholasa Sparksa, według mnie żaden mężczyzna w taki sposób nie pisze o miłości. Jaka książka pomogła mi przetrwać ciężki okres? Był to ‚Pamiętnik’ Nicholasa Sparksa. Utożsamiłam się z bohaterką tej książki, która na kilka lat straciła swoją wielką miłość. Pomimo wielu przeciwności, pomimo upływu czasu- wielka miłość wygrała i bohaterowie spotkali się po latach i ponownie połączyło ich uczucie. O książce dowiedziałam się nie fortunnie po rozstaniu z chłopakiem. Pomimo mojego młodego wtedy wieku był on tą moją ‚wielką miłością’. Po rozstaniu leczyłam się lekturami, m.in. ‚Pamiętnikiem’. Książka ta uświadomiła mi, że jeśli ludzie są sobie pisani i łączy ich prawdziwa miłość to odnajdą się pomimo wszystko, i będą razem. I stało się. Minęło sporo czasu, a nasze drogi ponownie się złączyły, i od tamtej pory trwamy razem już 5 rok. Na wszystkie złamane serca polecam Nicholasa Sparksa! Potrafi leczyć dusze i złamane serca :).

    Pozdrawiam 🙂

  • Też uwielbiam czytać książki z okresu II wojny światowej, ale masz rację to nie ten okres na takie klimaty. Chętnie zaopatrzę się w coś z książek z kat. dla kobiet żeby się za bardzo nie nudzić jak są jakieś przestoje w pracy 😉

  • Poza konkursem dodam, że czytam bez ustanku. Lubię beletrystykę historyczną i powieści obyczajowe. Jako że nigdy nie czytałam kryminałów, a jestem tego gatunku ciekawa niezmiernie – na mojej półce czeka kilka egzemplarzy kupionych na wyprzedażach nad morzem za całe 5 zł. sztuka 🙂
    Najczęściej sięgam po polskie autorki i autorów – Gabrysię Gargaś, Katarzynę Grocholę, Izę Sowę, Małgorzatę Kalicińską, no i Janusza Leona Wiśniewskiego 🙂 Chyba nie ma osoby, którą nie sięgnęła po Jego „Samotność w sieci” 🙂
    Czytanie uzależnia 🙂
    Dobrej nocy!

  • Mój konkursowy komentarz nie opublikował się… Nic nie szkodzi. Piszę jeszcze raz 🙂

    Jako nastolatka uległam poważnemu wypadkowi na motocyklu. Przeleżałam półtora roku w szpitalu, uziemiona całkiem w biodrowym gipsie. Byłam wówczas chyba najbardziej nieszczęśliwym dzieckiem na świecie. Tak mi się wówczas wydawało. Daleko od rodziców (szpital 200 km od domu), oderwana od nastoletniej, błogiej rzeczywistości, obolała, słaba, cierpiąca, pośród szpitalnych, również smutnych koleżanek, cierpiących nie mniej niż ja.
    Moim rodzicom było również ciężko.
    Nie chciałam i nie mogłam jeść, chudłam w oczach, nie mogłam spać, popadałam w stany mocno depresyjne.
    Wtedy własnie moja mama postanowiła zarazić mnie swoją pasją – czytaniem książek (przed wypadkiem trenowałam tenis ziemny i na czytanie czasu brakowało, a i chęci nie było wiele). Przywiozła mi do szpitala Jeżycjadę Małgorzaty Musierowicz i przepadłam 🙂 Pani Małgorzata i Jej bohaterowie postawili mnie do pionu 🙂 Pokazali jak piękne jest życie i jak dobrzy są ludzie 🙂
    Od tamtej pory czytanie jest moją pasją. Bez książek świat byłby smutny 🙂

    Pozdrawiam serdecznie i trzymam kciuki za nas wszystkie, z egoistycznym wskazaniem na siebie 🙂

    • Twój komentarz wpadł do spamu 🙁 zaglądam tam mniej więcej raz dziennie i jeszcze nie zdążyłam go wyciągnąć. Teraz już nie będę go publikować skoro napisałaś drugi raz. Mam nadzieję, że więcej razy Ci się to nie przytrafi 🙂

      • No nie wytrzymam… do spamu…naprawdę? 🙂
        Widać dobrze mu tam 😛

  • Nie mam jednej książki, która pomogła przetrwać mi ciężkie chwile. Książki są dla mnie taką odskocznią i każda z nich pomaga mi oderwać się od realnego życia i jego problemów. Czytam książki na potęgę i uwielbiam się w nich zatracać. Razem z bohaterami śmieję się i płaczę, czuję jakbym była razem z nimi w samym środku akcji. Dzięki takiemu wkręceniu się w książkę mam szansę zapomnieć o złych chwilach i przez krótki czas żyć nie w swoim, ale w tym wykreowanym (jakże dla mnie prawdziwym) świecie.

  • Nesbo i Pilch – dziwna to para? Nie, bynajmniej.

    Uwielbiam Jo Nesbo. Uwielbiam Harry’ego Hole. Nesbo to świetny obserwator rzeczywistości społecznej. Taka już karma skandynawskich autorów powieści kryminalnych, że nie tylko nie przechodzą obojętnie obok problemów nękających społeczeństwa i jednostkę, lecz że trafiają w samo sedno, w samo ich jądro (tak już kiedyś napisałam i nadal tak uważam).

    Powiedzieć, że polecam przeczytać „Dziennik” i „Wiele demonów” Jerzego Pilcha to nic nie powiedzieć. Wspaniały, barwny język, właściwie proza poetycka. Historie pełne humoru, ironii, bez patosu, o rzeczach ważnych, nawet zasadniczych. I tak miliard pierwszy raz mogę czytać o pewnym Wentule…

  • Ja tak pozakonkursowo.
    Kocham Agathę, kocham wścibską staruszkę.
    Jeżycjada to moja wielka miłość, a Ida Borejko to bohaterka namber łan!
    Cobenem i Giffin nie pogardzę, a „Jesteś cudem” też ostatnio czytałam.
    Uwielbiam Twego bloga. Pozdrawiam

  • I jeszcze coś. Kompletuj „Jeżycjadę”-nie pożałujesz. Ja kompletuję.
    Może to dziecinne, ale co roku w sierpniu lubię poczytać „Idę sierpniową”.
    Kalicińską i Grocholę też lubię.
    Czytanie jest boskie!

  • Mnie nieprawdopodobnie zmotywowała i zainspirowała książka Nicka Vujicica „Bez rąk , bez nóg bez ograniczeń.”
    Pomogła mi podjąć decyzję przy dużej zawodowej zmianie życiowej.
    Po utracie pracy,przedłużającym się z w związku z tym letargu i brakiem chęci do czegokolwiek trafiłam na książke Nicka i dostałam takiego kopa motywacyjnego, że działam teraz jak króliczek z raklamy baterii.Uwieżyłam, że moge absolutnie wszystko, jeżeli dla faceta bez kończyn nie ma rzeczy niemożliwych i ma odwagę realIzowaćać wszystko o czym zamarzy to dlaczego nie ja?? Ja mam ręce, nogi i brak już ograniczeń.Mogę wszystko!!:)

    A z kryminałów kocham książki Marka Krajewskiego:)

  • Poniższa odpowiedź pewnie niektórym wyda się banalna, ale co tam. Oto moja historia z książką (a właściwie książkami) w tle:

    Jedne z najtrudniejszych chwil w życiu, jakie pamiętam, przeżywałam jako mała dziewczynka. Komuś może wydawać się to dziwne, ale tak właśnie było. W moim bloku nie mieszkały dzieci w moim wieku, więc nie miałam z kim bawić się na podwórku. Nie byłam zbyt śmiała, otwarta ani towarzyska, przez co nie miałam wielu koleżanek w szkole. To sprawiło, że już w bardzo wczesnym wieku (około 8, 9 lat) nabawiłam się poważnych kompleksów – uważałam się za brzydką, nudną, nijaką dziewczynę, która nigdy nie będzie miała przyjaciół. Całymi dniami siedziałam sama w domu i próbowałam uporać się ze wszystkimi negatywnymi emocjami sama, ale nie potrafiłam. W końcu poszłam z płaczem i wyrzutami w stylu „nikt mnie nie lubi” do mojej starszej siostry w nadziei, że chociaż ona jakoś mi pomoże. I pomogła – po długiej rozmowie i poważnym potraktowaniu problemu mnie-małolaty podsunęła mi pod nos niemały stos książek. Przeraziłam się, bo była ich naprawdę spora kupka, ale zapewniała mnie, że mi pomogą. Tym stosikiem okazała się seria książek o Ani z Zielonego Wzgórza. Ponieważ miałam tylko 9 lat do rozpoczęcia czytania zmotywowało mnie przede wszystkim to, że główna bohaterka miała na imię tak, jak ja 🙂

    Zaczęłam więc ją czytać, a skończyłam już następnego dnia. Po prostu nic innego nie robiłam przez cały dzień – tylko czytałam i czytałam, tak mnie wciągnęła. Śmiałam się głośno z jej przygód i niezdarności, płakałam kiedy umierał Mateusz i wzruszałam się, kiedy Ania przeżywała swoją pierwszą miłość. I marzyłam, że sama kiedyś będę prowadzić takie życie.

    Zaraz po przeczytaniu pierwszego tomu chwyciłam drugi, potem trzeci i wszystkie kolejne. Gdzieś w połowie czytania serii odkryłam, jak bardzo moje życie się zmieniło. Zaczęłam się więcej uśmiechać, cieszyć życiem i drobnymi przyjemnościami, byłam bardziej śmiała i otwarta, a to przyciągnęło do mnie grono osób, które z czasem stało się moimi przyjaciółmi. Z niektórymi z nich utrzymuję bliskie kontakty do dziś. Jak to się stało? Myślę, że książka silnie wpłynęła na mnie, ale podświadomie. I może to lepiej, bo gdybym była tego wówczas bardziej świadoma, to przeraziłoby mnie to. Według mnie magia książek i ich moc polega właśnie na tym, że wpływają na nas i zmieniają nasze myślenie o świecie mimo, że nie zawsze od początku zdajemy sobie z tego sprawę. Po prostu motywują nas do działania i powoli prowadzą na dobrą ścieżkę. Nie wiem, jak to się dzieje, ale działa. Gdyby tak nie było, to książki nie były dla tylu osób ucieczką od codzienności czy sposobem na relaks. Dlatego zawsze, kiedy słyszę, że jakaś książka zmieniła czyjeś życie lub w czymś pomogła to nie wyśmiewam tego, tylko kiwam głową ze zrozumieniem – bo mi też kiedyś pomogła.

  • Trudno wybrać jedną książkę, która wpłynęła na moje życie, dlatego, że każda w mniejszym lub większym stopniu inspiruje, pomaga, pozwala oderwać się od przykrej rzeczywistości. Po długim namyśle stwierdzam, że jest jedna książka, którą mogłabym wskazać i będzie to „Przeminęło z wiatrem” Margaret Mitchell.

    No i bum! – zakochałam się. Chłopiec przystojny, jasnowłosy, jego uśmiech sprawiał, że uginały się pode mną kolana, a na twarzy rozkwitał krwawy rumieniec. Wszystko było pięknie, szkoda tylko, że chłopiec nie odwzajemniał mojego uczucia. Moje piętnastoletnie serce dostawało ukłucie ostrym kolcem za każdym razem, gdy on nie zwracał na mnie uwagi. Jak głupia, zmieniłam autobus na ten, którym on jeździł. Chodziłam w miejsca, gdzie potencjalnie on mógłby był. Nosiłam nawet ubrania w kolorze, który on lubił. I nic! Desperacja w moim zachowaniu musiały go dziwić i śmieszyć jednocześnie, ale czego nie zrobi zakochana nastolatka? Jak on mógł mnie nie chcieć? Wszystkie horoskopy przepowiadały nam wieczne szczęście! Po pewnym czasie odpuściłam. Zrozumiałam, że nic z tego nie będzie, wszak chłopiec ten poszedł na studia do innego miasta. W ręce wpadło mi stare, trzytomowe wydanie „Przeminęło z wiatrem”. Jest to powieść osadzona w czasach wojny secesyjnej w Stanach. Przeczytałam ją jednym tchem, w trakcie wybuchając śmiechem lub dla odmiany wycierając pojedynczą łzę z wzruszenia. Książka nauczyła mnie, że często się mylimy, oceniając czym jest miłość. Przychodzi ona w ludziach do nas podobnych, nie znajdziemy jej w tych, w których ją sobie ubzduraliśmy. Ponadto, nie wzorowałabym się na głównej bohaterce, Scarlett O’Hara, bo jest kobietą samolubną i idącą po trupach do celu. Imponuje mi jednak jej niezależność (tak niezwykłą jak na tamte czasy) i wytrwałość. Dziś moje nastoletnie zauroczenie wspominał z śmiechem na ustach. Poczekałam, zaczęłam robić to, co kocham, bawiłam się, zdobywałam przyjaciół. Teraz mam niesamowitego chłopaka, który niczym Rhett Butler powiedział kiedyś do mnie: „Hej, znalazłem w Tobie to, czego szukałem od dłuższego czasu. Widzisz, jacy jesteśmy podobni? Kochamy to samo, mamy te same priorytety. Nasze wspólne życie będzie takie cudowne”.
    Polecam tę książkę każdemu, kto myśli, że gorzej być nie może. Wszystko się zmienia, grunt to nie żyć przeszłością, jak robił to Ashley, obiekt westchnień Scarlett. Gdy jest źle, warto powiedzieć sobie: „Pomyślę o tym kiedy indziej, wszak jutro też jest dzień”.

  • Może moja odpowiedź nie będzie dokładną odpowiedzią na pytanie, ale mam nadzieję, że też zostanie uznana 😉 Jeśli chodzi o to jaka książka mi pomogła w trudnej chwili to nie mogłabym wybrać jednej ponieważ dużo czytam i każda z przeczytanych książek coś wnosi do mojego życia i sprawia, że zauważam rzeczy, których wcześniej nie widziałam bądź doceniam i cieszę się z tego co mam. Jest jednak seria książek, która dużo mi dała. Jest to seria książek Jany Frey wydana przez wyd. Ossolineum. Przeczytałam je wszystkie we wczesnym nastoletnim wieku i bardzo cieszę się, że się z nimi zetknęłam. Uważam, że każda dziewczyna wkraczająca w okres dojrzewania ( szczególnie młodzież gimnazjalna) powinna je przeczytać. Teraz pewnie nie zainteresowałyby mnie tak bardzo, ale wtedy pomogły mi poznać świat i ustalić swoje priorytety i zasady według których chciałabym się w życiu kierować. Każda z tych książek opowiada o innym „przypadku”, jedna o narkotykach, inna o nastoletniej ciąży i różnych innych podobnych sprawach. To nie tylko zobaczenie zła, ale także nauka o tym jak traktować inne osoby. Nastolatkowie często odrzucają swoich kolegów i koleżanki bo są „inne”. Te książki pomagają traktować inność jako normalność i pomagają także zrozumieć to, że czasem trzeba komuś pomóc w tej jego „inności”. Wiele z nich można wynieść 🙂

  • Książka, która pomogła mi się odnaleźć po „upadku”, kiedy cały mój świat wydawał się jedną wielką beznadzieją i nie pamiętałam już co to śmiech była: „Rozmowy z Bogiem” – Neal Donald Walsch. Dzięki tej książce nauczyłam się słuchać siebie, nawiązałam ze sobą kontakt, zrozumiałam, że jakie by nie były faktyczne pobudki napisania książki, dlaczego nie założyć, że wewnętrzny głos, który zdarza nam się słyszeć to nie głos Boga? Bo kto to jest Bóg? Kto go widział, kto zna całą prawdę? Wszystko opiera się na wierze! Poza tym czytając ją, identyfikowałam się z każdym napisanym tam słowem, co bardzo podnosiło mnie na duchu. Nie będzie przesadą, jeśli stwierdzę, że dzięki „Rozmowom z Bogiem” odbiłam się od dna 🙂

  • Randy Pausch „Ostatni wykład”, to książką, o której zawsze mówię, kiedy ktoś pyta, o tę najważniejszą dla mnie pozycję. Niesamowicie motywująca o tym, jak spełniać marzenia i o tym, jak żyć. Nauczyłam się z niej doceniać drobnostki i każde życiowe doświadczenie, które może kiedyś zaprocentować. Do tego poruszająca historia autora… Ta książka to prawdziwa perełka.

  • Aga, rozbroiłaś mnie!

    Czytam „lekkie lektury na lato, nie dołujące…”, patrzę na pierwszą książkę z góry na zdjęciu – „Klinika śmierci”… 😀

    • Haha, na szczęście ta książka nie jest ani trochę dołująca, za to wciąga bardzo skutecznie 😀

  • Zainteresowałaś mnie książkami Emily Giffin, przyznaję że nie czytałam jej książek. Ostatnio lubię takie klimaty. Jesteś cudem czytałam, bardzo pozytywna i życiowa książka. Też czytałam ją dłużej, bo tak jak piszesz, warto trochę nad nią pomyśleć.

  • Jeśli spodobał Ci się Coben, to polecam gorąco książki Charlotte Link! Szczególnie ‚Ostatni ślad’. Mistrzostwo świata. A ostatnią książką przeczytaną w 1,5 dnia był ‚Krąg’ Miniera. POLECAM!

    Jeśli chodzi o literaturę podtrzymującą mnie na duchu w złym czasie zdecydowanie stawiam na sagę o Harrym Potterze. Już wyjaśniam dlaczego 20-letnia studentka Psychologii szukała spokoju w książkach dla dzieci i młodzieży 🙂 3 lata temu dowiedziałam się, że cierpię na nieuleczalną chorobę odziedziczoną po mojej Babci (której nawet nie miałam możliwości poznać, a jednak zostawiła mi coś w spadku :)). Był to okres kilku miesięcy spędzonych w szpitalach, miliony strzykawek, nieprzyjemnych badań, samotności w otoczeniu głownie starszych ludzi, rodzina 400km dalej, ostatecznie byłam zmuszona nawet przerwać studia.. Był to najgorszy czas mojego życia. Poprosiłam współlokatora żeby przynosił mi książki, żebym nie umarła z nudów w tym szpitalu, ale każda, dosłownie KAŻDA była o czymś smutnym. I któregoś razu dla żartu wziął właśnie Harrego.. i przepadłam 😀 Ucieczka w świat magii, niesamowitych zaklęć i historii tak dalekich od przyziemnych problemów była strzałem w dziesiątkę! Mimo, że jako nastolatka przeczytałam całą serię, to chłonęłam te książki na nowo odnajdując w nich wiarę w magiczny cud odzyskania zdrowia i poprzedniego życia.
    Oczywiście nie twierdzę, że to magiczne zaklęcia postawiły mnie na nogi :D, ale raczej medycyna. Wróciłam na studia, mam pracę, którą uwielbiam, planuję własny ślub, życie jakoś mi się wyprostowało, a saga J.K.Rowling stoi dumnie na regale wśród innych, równie dobrych książek. :))
    Pozdrawiam serdecznie! :))

  • Czytam Twojego bloga ale jeszcze nie komentowałam, ale dzisiaj zmieniam tę sytuację i mam zamiar komentować regularnie.
    Książka która na mnie wpłyneła… hmm,jakieś 6 lat temu byłam w depresji, nieszczęśliwa w małżeństwie, z małym dzieckiem, mająca problemy z zajadaniem stresu. Wtedy własnie dostałąm książkę Anny Janko „Dziewczyna z zapałkami” przeczytałam ją i … zaczęłam inaczej myśleć. Nie chciałam trwać w takim toksycznym związku tak długo jak tytułowa H. Zauważyłam, że jest rozwiązanie z fatalnej życiowej sytuacji. Może książka ta nie rozwiązała moich problemów, ale miała duży wpływ na moje przyszłe decyzje. Od 5 lat nie jestem z mężem, jestem po terapii, po zmianie życia, od 2,5 roku mam fantastycznego partnera i wiem, że można. My kobiety za bardzo chcemy dać jeszcze jedną szansę mężczyzną , którzy nas krzywdzą. Jestem zadowolona z życia, czego chcieć więcej?
    Justyna
    ps. Klinikę Śmierci też czytałam tego lata, świetna książka 🙂

  • Ha! Według mnie książką idealną na zreperowanie z szarganych emocjami uczuć po rozstaniu jest „Jedz, módl się, kochaj”. Wpadła w moje ręce przypadkiem i odniosła w moim życiu zdecydowany debiut! Treść zafascynowała mnie tak bardzo, że planowałam zakupić drugi egzemplarz w celu wysłania swojemu byłemu. Jednak egoizm i wrodzone skąpstwo odwiodło mnie od tego szalonego pomysłu – nigdy nie wiadomo jak Ex mógłby ją odebrać…?
    W każdym razie moja samoocena wzrastała wraz z każdą przeczytaną stroną. Przestałam się znęcać nad sobą, katując się pytaniami „co ze mnę jest nie tak?” oraz odpuściłam sobie spożywanie samej kapusty na rzecz wszystkich dobrodziejstw matki natury i homo sapiens’a – tak, byłam na diecie cud, która polegała na wcinaniu samej kapuchy.
    Reasumując, zrozumiałam, że żyłam w toksycznym związku – wcześniej taki związek uważałam za normalny. Nauczyłam się żyć w zgodzie ze sobą, choć czasem ponosi mnie ułańska fantazja i dochodzi do samobiczowania – tak, mam pełno wad, które mnie przytłaczają. I co najważniejsze, nie boję się być szczęśliwa sama ze sobą.

    ps. Autorka zrobiła mi pranie mózgu i mogłabym jeść na okrągło pizze i makarony!

  • Jak do wygrania są książki to chętnie wezmę udział w konkursie, bo czytać uwielbiam! Choć nie jestem pewna czy mój wpis będzie stricte odpowiedzią na pytanie konkursowe.
    Nie wiem czy mogę podać tytuł książki, która pomogła mi przetrwać ciężkie chwile, Alę są takie, które coś wniosły do mojego życia. Czasem jest to powrót do dzieciństwa. Tutaj wymienię Jeżycjadę oraz „Dzieci z Bullerbyn” i „Anię z Zielonego Wzgórza”. Czasem jakieś wartości. Szacunek dla pracy i prostego życia, gdzie białe jest białe, a czarne – czarne, jak w „Chłopach”. Czasem pamięć o bohaterach oraz dumie prostych ludzi jak w „Nad Niemnem”. Czasem książki przenoszą mnie do innych krain, jak powieści o Toskanii czy autorzy tacy jak Cejrowski, Wojciechowska czy Pawlikowska. Czasem wzbudzają strach czy potęgują napięcie jak kryminały i sensacje. Czasem budzą wielkie emocje jak „Inny świat” i pokazują jakie wielkie szczęście mam, że nie doświadczyłam takich okropieństw. A czasem sprawiają po prostu, że świetnie się bawię jak przy „Dumie i uprzedzeniu” czy „Dzienniku Bridget Jones”. Są postacie, które mnie drażnią czy irytują, są też takie, które podziwiam i czasem chciałabym naśladować. Bardzo lubię postać Fandorina z prozy Borisa Akunina, który, choć czasem naiwny nieco to jednak posiada bystry umysł i pomimo straty jaką poniósł, żyje dalej i doskonali zarówno umysł jak i ciało. Nie sposób nie wspomnieć o Winnetou i jego wiernym przyjacielu, Old Shatterhandzie, którzy zawiązali nić porozumienia pomimo oczywistych podziałów. Można by tak dłużej wymieniać. Parafrazując tytuł popularnej ostatnio książki o bieganiu – i jak tu nie czytać 🙂
    Pozdrawiam!

  • Nietrudno jest mi przypomnieć sobie wakacje sprzed trzech lat. Nietrudno, choć pamięć wraca do tych wspomnień powoli, jakby broniąc się przed tym, co zaraz się stanie, jaką ranę się znowu rozdrapie. Trzy lata – rana wszak powinna być dawno zagojona. I jest, tylko strupek chyba nadal świeży.

    Tamten rok był dla mnie wyjątkowo trudny. Raniłam po stokroć i sama również zostałam zraniona. Straciłam wówczas dwóch jedynych przyjaciół, co uważałam za prawdziwą katastrofę, za trzęsienie ziemi, które zamiast pochłonąć mnie do reszty i w całości, znęca się nade mną dawkując zasypującą się za mną ziemię. Na dodatek, moje serce również nie postanowiło mnie rozpieszczać i po kilkunastu intensywnych miesiącach wahań między euforią a rozpaczą, dosłownie rozpadło się, poddało, powiedziało mi „stop”. I słusznie, pewnie nawet te najbardziej romantyczne zakochania czasem nie mają szans, aby się spełnić. Ba, nie mają nawet szansy, aby wypowiedzieć je na głos, przyznać się do nich.

    Właśnie wtedy, w tych chwilach, gdy byłam kompletnie rozbita i nie miałam pojęcia, czego chcę i czy w ogóle czegoś chcę, dostałam w imieninowym prezencie osławioną książkę Carlosa Ruiza Zafóna „Cień wiatru”. Prawdziwy czarodziej z tego Zafóna, zabrał mi niezliczone godziny, bowiem potrafiłam jedną stronę czytać nawet kilka razy. Nigdy wcześniej nie trafiłam na powieść, która by tak mocno do mnie trafiła.

    Wówczas zrozumiałam, że nie tylko moja miłość była trudnym łapaniem powietrza i pulsowaniem w skroniach. Pogodziłam się z tym, że musiała pozostać niewypowiedziana. Zaczęłam również pojmować, iż to dopiero mój początek, że jeszcze tyle przede mną, a każdy most da się spalić i nowy wybudować w innym miejscu. Tak też zrobiłam. Będąc pod wpływem „Cienia wiatru” postanowiłam dać sobie drugą szansę. Sobie i ludziom. Drugiemu człowiekowi, który niewątpliwie wyciągał do mnie rękę.

    „Cień wiatru” był moim prawdziwym lekarstwem, czymś w rodzaju antidotum, które usunęło ze mnie całą truciznę, podaną przez innych, a wstrzykniętą do mojego organizmu przeze mnie samą. Do tej pory chętnie wracam do tej książki, choć niewątpliwie przypomina mi o tamtych wydarzeniach. Jednak każdy skuteczny lek musi mieć gorzki posmak, prawda?

  • Jest taka książka, która bardzo mi pomogła dosłownie trzy dni temu. W drodze nad morze czytałam „Bóg nigdy nie mruga” Reginy. Zdążyłam przerobić 27 lekcji. W nocy, kilkaset kilometrów od domu pokłóciłam się z chłopakiem. I nie, nie była to kłótnia o nieopuszczanie klapy od sedesu. Sprawa była poważna na tyle, że zastanawiałam się, czy po prostu nie wyjść i wrócić na stopa do domu. W nocy, w deszczu. Nie sądziłam, że jetem w stanie wybaczyć błąd, jaki popełnił. Wyszłam na zewnątrz, usiadłam na ławce pod dachem. Spaliłam pół paczki papierosów. Nie chciałam wracać do pokoju, próbowałam ochłonąć, włączyłam więc Legimi na Iphonie i wybrałam „Bóg nigdy nie mruga”. Lekcja 28 „Wszystkim wszystko wybaczaj”. Nie wierzę w Boga, były momenty że uśmiechałam się pobłażliwie czytając tą książkę, ale to było jak znak. Możecie mówić, że poradniki ssą, że te książki są pisane pod publiczkę, ale pomyślałam sobie wtedy „Kobieto, masz rację.” Stwierdziłam, że nie warto narażać czteroletniego związku z powodu jednego głupiego incydentu, a za pięć lat to nie będzie miało żadnego znaczenia. Wróciłam do pokoju i było już ok.

  • Felietony Reginy Brett są świetne. Poznałam je dopiero tego lata i nadal jestem pod ich wrażeniem. Również je sobie dozowałam i szkoda mi było gdy się skończyły. Po przeczytaniu kupiłam jeszcze dwa egzemplarze i podarowałam bliskim osobom. Coben również mnie zachwycił bo od pierwszej książki ( „Bez pożegnania”) nie mogłam się oderwać. Pamiętam, że czytałam ją na urlopie i nawet schodząc z plaży, siadając w jakiejś knajpce na obiad otwierałam książkę ukradkiem bo nie mogłam się doczekać co dalej. Po przeczytaniu około 6 książek tego autora trochę znudził mi się jego styl, stał się dla mnie trochę przewidywalny i powieści jakoś dziwnie wydają mi się do siebie podobne. Od siebie mogę polecić „Cień wiatru” Carlos Ruiz Zafon, dla mnie magiczna książka.
    A taka motywacyjna ale lekka to „Planeta dobrych myśli” Beata Pawlikowska. Położona przy łóżku i otworzona na przypadkowej stronie potrafi wypędzić skutecznie „muchy z nosa” ;))

  • Książką, która swego czasu(3-4 lata temu?)bardzo mi pomogła, była „W dżnugli miłości” Beaty Pawlikowskiej.
    Po świetnym poradniku „W dżungli życia” nie oczekiwałam, że kolejna część będzie przynajmniej równie dobra, zwłaszcza, że przeczytałam sporo negatywnych recenzji. Cóż, muszę więc się z nimi nie zgodzić i wyrazić swoje zdanie, które brzmi następująco:coś wspaniałego. Pomimo, że niektóre prawdy zawarte w książce są niemalże oczywiste, tak wielu z nas w życiu nie pomyślałoby, że do pełni szczęścia musimy przede wszystkim pokochać samych siebie-bez tego ani rusz.
    Przez początkowe rozdziały przeszłam spokojnie i bez zachwytów, zapewne dlatego, że tematyka nie bardzo mnie dotyczyła. Dlatego też nie powinnam się do nich odnosić i ich komentować, gdyż nie miałam nigdy do czynienia z osobami uzależnionymi od alkoholu, pomijając pijących rówieśników, spotykających się co piątek „na melanżu”.(Chociaż, może i można to uznać za początkowe stadium choroby alkoholowej…)
    Zaczynając część piątą:Jak zostać wojownikiem, na moich policzkach stopniowo zaczęły pojawiać się wypieki, w mej głowie tworzyły się plany i postanowienia i uświadomiłam sobie wiele spraw, z których wcześniej nie zdawałam sobie sprawy.Oczywiście, nie każdemu może spodobać się teoria, że w życiu tak naprawdę jesteśmy sami-tylko sobie samu możemy zaufać w stu procentach, sami dla siebie jesteśmy najlepszymi powiernikami. Przez długi czas twierdziłam, że bez potwierdzenia przyjaciół bądź rodziny, bez ich pochwały i akceptacji, nic co stworzyłam nie jest choć odrobinę dobre. Mimo iż początkowo miałam z tego satysfakcję i cieszyło mnie wykonywanie tej czynności-brak aprobaty ze strony bliskich sprawiał, że nie potrafiłam już dostrzec w tym niczego dobrego. A teraz, mam zamiar nauczyć się zupełnie innego poglądu na świat. Stać się osobą, z którą pragnęłabym się zaprzyjaźnić, nieustannie pracować nad swoim charakterem, osiągnąć szczęście i obdarzać nim innych.
    Całą książkę najchętniej przepisałabym do swojego pamiętnika lub powiesiła w widocznym miejscu, by móc przypomnieć sobie niektóre z porad pani Pawlikowskiej i korzystać z nich, gdy tylko dopada mnie „deszcz”.

  • „Mechanizm serca” – Mathias Malzieu – książka, która pozwoliła mi się nie poddać w walce o swoją miłość. Uświadomiła jeszcze dobitniej niż to wiedziałam ile można poświęcić dla drugiej osoby, a wręcz, że powinno się to zrobić. Długo z Mężem walczyliśmy o nasz związek – jego rodzice dotkliwie nam utrudniali życie, jednak nam się udało! Warto, więc było! 🙂

  • Narobiłam wszystkie wpisy:) Hopeless umiliła mi wakacyjne chwile..wyglądasz cudownie nad tym jeziorem pozdrwaiam

  • Kurczę, wygrałam konkurs 🙂 dziękuję bardzo!!!!