Bezpieczeństwo w sieci

Chciałabym dziś poruszyć temat, który chodzi za mną już od bardzo dawna, ale w końcu doczekałam się weny, aby o nim napisać. Bezpieczeństwo w sieci (i poza nią). Temat, który dotyczy właściwie każdego, ale w szczególności blogerów, którzy czasem bez zastanowienia odsłaniają… może trochę zbyt wiele? Nie chodzi tu już nawet o prywatność – to indywidualna sprawa każdego blogera gdzie ustala jej granicę. Chodzi mi o coś ważniejszego niż prywatność, a mianowicie bezpieczeństwo. I nie, nie będzie o stalkingu, mimo że temat ten również pod bezpieczeństwo w sieci można podpiąć.

Jako wstęp do mojego wpisu możecie obejrzeć to:

No bo zastanówmy się…

Jak mogą działać współcześni włamywacze… Czy obserwują swoją potencjalną ofiarę tygodniami? Bawią się w hydraulików, aby przy okazji rzekomego „sprawdzania centralnego ogrzewania” zobaczyć, co ona ma w mieszkaniu? Pewnie są i tacy, ale po co mają się tak wysilać, skoro wystarczy wejść na kilka blogów np. lifestylowych, przejrzeć wpisy w których autorzy pokazują swoje mieszkanie i w których wszystkie informacje podają jak na tacy. Nowoczesne kino domowe, x-box, stacjonarny komputer z motywem nadgryzionego jabłuszka… Ok. Jest do czego przylepić rączki. Teraz wystarczy zdobyć adres takiego blogera. Czasami wcale nie jest to trudne i miejsce jego zamieszkania można już w dużej mierze rozszyfrować z postów (np. z wrzucanych na bloga screenów z Endomondo). O! Jest i informacja, że mieszka na parterze! Idealnie. Nie znamy ulicy? No to co za problem, mailik z propozycją wysłania darów losu albo innej współpracy i po sprawie. Wtedy pozostaje tylko czekać, kiedy dany bloger uroczyście poinformuje, że wyjeżdża na wakacje. Praca współczesnego złodzieja jest taka prosta…

W przypadku wielu blogerów naprawdę bardzo łatwo jest zdobyć ich adres. Jakiś czas temu na zlecenie jednej agencji prowadziłam niewielką akcję z blogerami. Nie posiadałam maila agencyjnego, z pewnym zażenowaniem korzystałam więc z mojego prywatnego na gmailu. Tylko jedna osoba (bardzo profesjonalna i doświadczona blogerka) zwróciła na to uwagę! Reszta nawet się nie zająknęła podając adres do wysyłki…

Jeśli wydaje Wam się, że ten temat dotyczy tylko blogerów, to jesteście w błędzie. Jeśli nie posiadacie bloga, ale korzystacie z portali społecznościowych i nie dbacie o ustawienia prywatności na nich, popełniacie dokładnie ten sam błąd. Oczywiście nie popadajmy w paranoję, w dzisiejszych czasach prawie każdy ma w domu komputer czy aparat i jeśli nie są to stosunkowo nowe sprzęty za grube pieniądze to raczej nikt się na nie nie skusi. Tym bardziej, że takie rzeczy jak laptop czy lustrzanka zazwyczaj podróżują razem z Wami… W moim mieszkaniu podczas moich wyjazdów najcenniejszą rzeczą jest chyba lodówka 😉 bo albo wszystko zabieram ze sobą, albo komputery zostawiam u mamy. Tak, cholernie boję się włamań i kradzieży, bo wiem jak paskudne to uczucie zostać okradzionym. I nie chodzi tu tylko o straty materialne.

Dlatego zachęcam…

… aby zastanowić się zanim zdecydujecie się opublikować w ogólnodostępnym miejscu w sieci fotkę nowego, wypasionego sprzętu. Albo nawet swojego mieszkania, na którym dobrze widać jego”zawartość”. Warto też zastanowić się, czy Wasz blog/profil na FB nie mówi zbyt wiele o Waszym miejscu zamieszkania. No i najważniejsze – sprawdzajcie od kogo dostajecie maile, sprawdzajcie czy pod domeną z której ktoś do Was pisze faktycznie jest strona tej firmy. Czy jestem przewrażliwiona? Może. Ale chyba lepiej myśleć i zapobiegać, niż potem paść ofiarą kradzieży?

P.s. Sama też czasem wrzucam coś spontanicznie, a potem dopiero myślę o konsekwencjach. Więc swój apel kieruję też do samej siebie 😉

Kategorie: Różne

W dużym skrócie - freelancerka, pasjonatka zdrowego i uważnego stylu życia, miłośniczka Warszawy, psów i kuchni roślinnej. LifeManagerka.pl to blog lifestylowy, którego tematem przewodnim jest szeroko pojęte, umiejętne zarządzanie swoim własnym życiem. Począwszy od odpowiedniego odżywiania i regularnej aktywności fizycznej, poprzez rozwój osobisty, a skończywszy na licznych detalach, które czynią nasze życie lepszym, prostszym i szczęśliwszym.

  • Właśnie dlatego, że studiuję dziennikarstwo, bardzo wiele słyszałam już na temat zagrożeń w sieci, ale nawet tych związanych z telefonami. Blueberry mają np. jakieś ustawienia ułatwiające namierzanie i przez to są zakazane dla polityków i głów państwa. Chyba prostym komentarzem będzie stwierdzenie pewnej dziewczyny – lubię czasem „połazić” po cudzych chatach… i to właśnie potwierdza jak łatwo i dużo pokazujemy.

    • Tak ogólnie to nie oszukujmy się – coś takiego jak bezpieczeństwo w sieci chyba w ogóle nie istnieje, hakerzy mogą to udowodnić w kilka minut. Ale czasami wcale nie trzeba być hakerem, żeby dowiedzieć się pewnych rzeczy o niektórych osobach. I właśnie o to chodzi – aby nie podawać pewnych informacji na tacy.

  • Niestety sami podajemy takie informacje na tacy. Sama dbam o swoje bezpieczeństwo i prywatność, dlatego wrzucając choćby screen z Endo wystarczy zaznaczyć opcję satelita i bez etykiet, chronię swoją prywatność bo oprócz złodziei są też inne zagrożenia, jak pseudoczytelnicy, którzy w pewnym momencie żyją twoim życiem i chcą wiedzieć jakie masz dziś ubrane majtki, ale co się dziwić internet tworzą te same osoby, które mijamy codziennie na ulicy miast a jak wiadomo ludzie są różni. Zaskakuje mnie to, że ludzie wrzucają non stop zdjęcia swoich pociech, na prawo i lewo mówią o życiu prywatnym o potem się zastanawiają skąd inni o tym wiedzą…

  • W.

    Dobrze, że apleujesz też do czytelników, bo nie tylko blogerzy podają jak na tacy zawartość swojego mieszkania. Szeroko pojęty ekshibicjonizm staje się cechą charakterystyczną współczesnych czasów – pokazujemy wszystko – gdzie bywamy, jak bywamy, co kupujemy, jak to nosimy, gdzie to nosimy, co jemy, jak to jesmy, co posiadamy i co chcemy. Potencjalnie zagrożeniem jest też publikowanie wishlist, bo pod pozorem ofiarowanie czegoś z listy można udostępnić o wiele więcej niż się samemu chce.

    Cenię takie przewrażliwienie jak Twoje. 🙂

  • Strasznie dbam o swoją prywatność w sieci, czasami myślę, że aż do przesady, czy to na blogu, czy na fb. Czasami przeraża mnie jak wiele informacji podają inni, jeśli komuś by bardzo zależało bez większego wysiłku wykorzystałby te informacje do swoich celów.

  • Oj zgadzam się z Tobą…. Gdy wybuchł boom na NK (jeszcze przed fb) ludzie namiętnie wrzucali zdjęcia przy swoich samochodach(???!!!), chwalili się nowymi nabytkami (np wi fi) i letnimi domkami… Rozwalały mnie te zdjęcia, to już chyba kartka drzwiach ‚złodzieje mile widziani’ była by bezpieczniejsza…. Kilka lat temu francuska gazeta opublikowała artykuł gdzie wskazała konkretną osobę, ze zdjęciem, adresem, nazwą banku gdzie ma konto itd. Wybuchł skandal, facet odgrażał się sądem, ale był bez silny – gazeta wszystkie dane miała z sieci gdzie on je kiedyś publikował, wyrażał zgodę na wykorzystywanie przez powiązane źródła itp. Bardzo jasno i wyraźnie pokazali jakimi możemy być idiotami…. (swoją drogą ja taka mądra a też muszę zweryfikować w domu info na FB….)

    • podobnie ma się dla mnie opcja z Endomondo, przez który ludzie codziennie pokazują gdzie np biegali. Jeśli to stała trasa i biega się samemu to sorry ale dla mnie zaproszenie dla gwałcicieli 🙁

      • Faktycznie, sama o tym nie pomyślałam… Generalnie jestem fanką udostępniania aktywności na Endomondo, bo to motywuje, ale rzeczywiście trzeba pilnować ile informacji udostępnia się przy okazji (szczególnie kiedy biega się samotnie, wieczorem i po mało uczęszczanych miejscach).

  • Bardzo ważny temat poruszyłaś. Moi Czytelnicy przy podsumowaniach kolejnych miesięcy chcieli widzieć konkretne kwoty, które wydajemy i oszczędzamy. Wiem, że ten sposób jest bardziej czytelny i coraz bardziej się ku temu skłaniam – chyba na pierwsze urodziny bloga wrzucę takie liczby. Mimo, że piszę anonimowo to mam pewne obawy.
    Z drugiej strony Michał Szafrański podaje wszystko na tacy i (odpukać!) nic mu się nie stało 🙂
    Zmusiłaś mnie do przemyślenia sprawy raz jeszcze…

    • Szczerze mówiąc nawet nie pomyślałam o Michale pisząc ten post… Faktycznie umieszcza na blogu bardzo wiele informacji, które wiele mówią o jego statusie materialnym… Ale jakoś mam wrażenie, że nie obnosi się z tym co posiada, nie chwali nowym sprzętem, nie ujawnia zbyt wielu szczegółów dotyczących życia prywatnego… A zarabiane pieniądze pewnie lokuje w odpowiednim miejscu i równie dobrze może nie mieć w domu nawet TV (bo nie lubi ;)).
      No i ogólnie to nie jest tak, ze każdego zaraz spotka jakieś przykre wydarzenie z powodu jego obecności w sieci. Jednych nie spotka przez długie lata działalności, innemu może się coś takiego przytrafić przez jedną głupią chwilę nieuwagi… Mam nadzieję, że Michał jest bezpieczny, bo odwala kawał dobrej roboty 😀

      • Też mam nadzieję, że Michałowi nic nie grozi 😉
        Jego Czytelnicy chyba raczej czują wdzięczność niż zawiść, więc powinno być ok.

        • ew

          Ale Alina z bloga Design Your Life też podaje dużo informacji. Mieszka w niezbyt dużej miejscowości, dla włamywacza hop siup i dowie się gdzie dokładnie mieszka, bo tylko wystarczy wyszukać bloku, parteru, siatki na balkonie i być może wylegującego się na nim Rysia.. A w domu duużo skarbów, niedawno kupiony Mac, lustrzanka, obiektyw itd.;) Też odpukać!

        • O Alinie wiemy też, że mieszka z rodzicami, więc nigdy nie wysyła potencjalnym włamywaczom sygnału „heloł, moja chata stoi pusta, korzystajcie ;)”. Generalnie nie chciałabym tu omawiać konkretnych przypadków, bo nie o to chodziło w moim wpisie… Jako że są osoby, które pewne rzeczy naprawdę robią bez zastanowienia (podawanie adresu obcym osobom piszącym z gmaila), chciałam tylko uczulić na pewne kwestie a każdy i tak zrobi z tym co chce :).

  • Widziałaś Take This Lollipop? Jeśli nie, to polecam. Nie napiszę co to takiego i na czym polega, bo zepsuję całą zabawę, ale pasuje do tego tematu w 100%.

    Kiedyś publikowałam wiele informacji na swoim fb publicznie – w ciągu dwóch lat zmieniło się moje podejście do kwestii bezpieczeństwa i prywatności w sieci. Aktualnie mam zablokowany profil dla nieznajomych, dwa razy, czasem trzy razy myślę zanim udostępnię jakieś informacje, to samo jeśli chodzi o blog. Staram się nie publikować zbyt wiele, nie każdy musi o mnie wszystko wiedzieć. 🙂

    • A nie da się z tego skorzystać bez połączenia z Facebookiem? Nie daję dostępu do FB aplikacjom, które proszą o tak wiele pozwoleń ;).

  • Bardzo się cieszę, że ktoś o tym pisze tak rozsądnie. Oczywiście temat możnaby rozwijać w nieskończoność, chociażby poruszona kwestia dzieci, którymi rodzice spamują bez opamiętania.

    Mam zasadę od jakiegoś czasu, że nie wrzucam, ot, swoich „słitfoci”. Jeśli jestem na zdjęciu grupowym jakiegoś wydarzenia – ok. Mogę się pochwalić sesją fotograficzną, na której jestem modelką (jedną taką mam 😀 ), ale nie prywatnymi zdjęciami z wakacji czy nawet prywatną sesją rodzinną.

    Co więcej, mam świadomość, że nic w śieci nie jest prywatne. Ostatnie afery wycieku haseł do gmaili czy prywatnych zdjęć aktorek (czyli prywatnych, szyfrowanych, po stokroć zabezpieczonych danych!) pokazują skalę problemu. Ok, nie popadam w paranoję, internet jest po pierwsze narzędziem, po drugie rozrywką i chcę z niego korzystać. Ale stawiam granice, jedną z nich jest chociażby niewpisywanie całego swojego życia do internetu… Rozumiem, że aplikacje i narzędzia kuszą funkcjonalnością, ale można do tego podejść z rozsądkiem.

    P.s. Przed Twoim wpisem czytałam ten
    http://www.drlifestyle.pl/odzywianie/dr-lifestyle-radzi/kalendarz-google-jest-lepszy/
    i dla mnie chyba takie życie online to zbyt wiele.

  • Nauczona doświadczeniem, trzy razy zastanowię się zanim coś opublikuję.
    Dawno, dawano temu miałam bardzo nieprzyjemną sytuację … Ale nauczka na całe życie!

    Nie klikam jak głupia we wszystko co popadnie, no modne, bo trzeba, bo znajomi polecają …
    Czasami wystarczy po prostu ruszyć głową!

  • Fajnie, że ktoś porusza ten temat, zdecydowanie za mało się pisze i myśli o bezpieczeństwie w sieci. Przyzwyczailiśmy się do tego, że Internet, a już w szczególności portale społecznościowe, jest integralną częścią naszego życia i wielu ludziom do głowy nie przychodzi, że wrzucając na Instagrama, czy Facebooka kolejną sweetfocię mogą sobie zaszkodzić.
    Sama mam świra na punkcie bezpieczeństwa w sieci i ochrony swojej prywatności. Mało kto to rozumie. Często czytelnicy pytają, czemu na blogu nie ujawniam imienia psa, czy swojego, a znajomi apelują „skończ z tą maskaradą”. Cóż… nie zamierzam skończyć.

  • Przepraszam, że podwójnie, ale przypomniała mi się jeszcze jedna rzecz: konkursy organizowane przez blogerów! Ile razy oddajemy swoje dane osobowe firmom za możliwości udziału w nich? Jak wiele razy zostaliśmy naciągnięci na kliknięcie „lubię to”, żeby bloger wziął nas pod uwagę w jakimś rozdaniu/ losowaniu/ zabawie sponsorowanej? Ja mam taką zasadę, że jeżeli widzę regulamin konkursu zaczynający się od słów „Aby wziąć udział w konkursie, musisz polubić na Facebooku stronę bloga, sponsora x, sponsora, y, sponsora z i udostępnić publicznie post abc…” nie biorę udziału.

  • Ja nie mam większych problemów z koniecznością zachowania anonimowości. Prowadze firmę, mam działalność gospodarczą. Nie da sie ukryć wszystkiego jeśli się chce prowadzić biznes 🙂

  • Powiem Ci, że zastanawiałam się ostatnio nad tym samym. Nigdy nie udostępniałam online zbyt wielu informacji sensytywnych, ale siłą rzeczy prowadząc bloga pojawia się tego więcej. Naturalne jest, że Czytelnicy proszą i lubią dostawać więcej „codzienności” blogera, ale czy to jest dobre w dłuższej perspektywie?

  • Też staram się ograniczać informacje, które umieszczam w sieci. Ostrożności nigdy zbyt wiele.

    Zadziwiają mnie ludzie, którzy chwalą się wszystkim na fb i innych portalach lub blogach (w jakim są miejscu, gdzie podróżują – oczywiście w danej chwili, gdzie jedzą, gdzie robią zakupy itp.). Rodzice często zamieszczają informacje o swoich dzieciach, gdzie chodzą do przedszkola, na jaki plac zabaw. Widziałam nawet informacje gdzie jeden bloger zazwyczaj robi zakupy (z wpisu wynikało, że jest to sklep w pobliżu miejsca zamieszkania). Wystarczy prześledzić kilka postów i informacji na fb i już mamy sporo informacji o danej osobie i jej rodzinie. I owszem może to stanowić zagrożenie.

    Cóż ostrożności nigdy zbyt wiele. Pozdrawiam!

  • mam pytanie. przeczytalam wszystkie wpisy z kategorii odzywiania i mam pytanie. zrobiłas liste produktow ktore warto kupic w biedrze i tesco i wspominalas o lidlu. kiedy można sie spodziewać takiego wpisu ? wiesz czy w delikatesach centrum sa jakies rzeczy godne uwagi ?

    • Postaram się aby wpis o Lidlu był w tym miesiącu. Delikatesów Centrum niestety w ogóle nie znam, nie wiem nawet czy mają tam jakieś marki własne.

      • dziękuję za odpowiedz 🙂

  • Bliski mi temat. Wcale nie uważam, że jesteś przewrażliwiona, tym bardziej, że śledząc Twój blog, tez można się bardzo wiele o Tobie dowiedzieć 😉

    Mój punkt widzenia ktoś wcześniej poruszył – bezpieczeństwo osobiste. Obawiam się nie o skarby trzymane w domu, ale o własny największy skarb, jakim jest życie i spokój. Wystarczy wyobrazić sobie byłego faceta, zazdrosnego i nadal w niezdrowy nieraz sposób zainteresowanego naszym życiem. Któremu nie wystarczą informacje wyciągane od wspólnych znajomych. Któremu bardzo na rękę są wszelkie zdjęcia i najmniejsze choćby skrawki wiadomości na nasz temat. Który nie jest do końca zrównoważony… Niestety, to nie scenariusz filmu.

    Dziwię się też rodzicom i nieraz zwracam uwagę znajomym, którzy publikują zdjęcia swoich dzieci na publicznych profilach FB, łącznie z podaniem imienia, ulubionego placu zabaw, przedszkola. TERAZ może to niczym nie grozi, ale kto wie, czy za jakiś czas jakiś psychol / zboczeniec / porywacz nie zainteresuje się danymi, które same pchają mu się w łapy? Paręnaście lat temu rodzice mówili dzieciom, żeby nie rozmawiały ze znajomymi, teraz robią to sami…

    • *oczywiście miało być „żeby nie rozmawiały z NIEznajomymi”
      😉

    • Dzieci to w ogóle temat rzeka… Niektórzy zamieszczają fotki swoich dzieci w kąpieli lub na plaży nago i nie widzą w tym nic złego… A ja – choć dziecka nie mam – widzę w tym spore zagrożenie i wydaje mi się to nierozsądne. Ogólnie uważam, że są dwa rodzaje informacji. Takie, które ktoś może w banalny sposób wykorzystać przeciwko nam i takie, które są niewiele warte. O mnie z bloga można się „bardzo wiele” dowiedzieć, ale czy znacie miejsca w których regularnie bywam? Czy gdzieś tutaj podane jest moje nazwisko? Czy czytelnicy wiedzą czy mam rodzeństwo albo na jakiej ulicy mieszkam? Czy publicznie wiadomo dla jakich marek pracuję? A co komu po informacji co jem na śniadanie, jakiego kremu używam, z jakimi hormonami mam problem czy gdzie spędziłam ostatnią sobotę… Myślę, ze „bardzo wiele” może czasami oznaczać „bardzo niewiele”, jeśli zastanowimy się nad wartością posiadanych informacji. Blogowanie pod którym podpisujemy się własną twarzą zawsze niesie za sobą jakieś ryzyko, dlatego początkowo też prowadziłam bloga anonimowo. Ostatecznie jednak świadomie podjęłam decyzję o ujawnieniu się i biorę to ryzyko na klatę. Jednocześnie jednak chcę je minimalizować dlatego wielu rzeczy na tym blogu nie zobaczycie ;).

      • Na naszym (Twoim i moim) przykładzie dobrze widać, jaka jest dla kogo definicja ‚bardzo wiele’. 🙂

        Dla mnie sam fakt ujawnienia twarzy to bardzo dużo. Poza tym wiadomo, jak wygląda i wabi się Twój pies, po zdjęciach można wywnioskować, gdzie chodzicie na spacery i biegać. Dla mnie to już jest baaardzo dużo. Na żadnym ze swoich blogów nie ujawniam twarzy ani nawet nie ma ujęć sylwetki, w ogóle staram się dbać o to, żeby moje zdjęcia pojawiały się w jak najmniejszej liczbie miejsc, nie pozwalam się tagować na portalach ani nie zgodziłam się na umieszczenie zdjęcia na stronie w pracy. Przyczyny wyjaśniłam w pierwszym komentarzu. Ale rozumiem, że Twój blog jest swego rodzaju działalnością zawodową, więc kieruje się innymi regułami. 🙂

        • Ja też kiedyś tak miałam, że nie zgadzałam się aby gdziekolwiek dodawano moje zdjęcia, tagowano mnie itd. Niestety i tak nie byłam w stanie całkowicie nad tym zapanować i moje zdjęcia pojawiały się np. na fanpage’u eventu, w którym brałam udział czy na stronie klubu gdzie byłam na jakimś wieczorze panieńskim. O niektórych takich miejscach nawet nie wiem. Uważam, że nie jesteśmy w stanie w 100% nad takimi rzeczami zapanować, chyba że zamkniemy się w domu i nie będziemy uczestniczyć w żadnych wydarzeniach.
          Blogowanie to specyficzna działalność, która niesie za sobą pewne ryzyko. Ja w pewnym momencie stwierdziłam, że nie pokazując na blogu siebie, nie będę wiarygodna w tym co chcę tutaj robić. A że i tak gdzieś w tej sieci jestem i ogólnie pracując w mojej branży nie da się ukryć się przed światem, to zdecydowałam się to ryzyko podjąć.
          Ale jeśli mój potencjalny gwałciciel albo morderca czatuje na mnie w miejscach, w których np. Tobie się wydaje, że regularnie bywam, to zapuści tam korzenie :D. Miejsca które pokazuję w przeglądach to okolice, gdzie jestem max. kilka razy w roku. Miejsca gdzie faktycznie często można mnie spotkać na spacerze z psem, nigdy w tak oczywisty sposób się na blogu nie pojawiły. To samo dotyczy biegania – jeśli komuś się wydaje, że wie gdzie biegam to ma rację – wydaje mu się :). To tak abstrahując od podstaw bezpieczeństwa niezwiązanych z blogiem, np. tego, że nigdy nie biegam sama wieczorem, albo w miejscach gdzie nie ma ludzi. No i abstrahując też od tego, że od jakiegoś czasu w ogóle nie biegam 😉

  • Czy ktoś z Was spotkał się, tak jak mój M, z sytuacją, gdy zdjęcia robione nowym telefonem przyszły do niego po jakimś czasie na maila, pod hasłem „Ulepszyliśmy twoje zdjęcia” ?

    Byliśmy zszokowani. Otóż, chodzi o to, że gdy używasz funkcji łączenia różnych aplikacji (przykładowo konto Google połączączone z listą kontaktów w tel.) to wszystkie informacje, których używasz przenikają wzajemnie w swoje struktury. Na przykład robisz zdjęcie Opery w Bydgoszczy, i w trakcie wyskakuje ci podpis z Googla, że jesteś przy Operze.
    A skoro wszystkie zdjęcia zrobione w telefonie nie są w tym momencie prywatne, pozostaje wziąć pod uwagę przerażającą rzecz, że nie trzeba zamieszczać zdjęć dzieci w internecie CELOWO, by i tak ujrzał je cały świat.

    Mam nadzieję, że zrozumiale napisałam, bo to dość zakręcony temat 😉

    • Tak, to jest przerażające :0 Mało korzystam z konta Google, bo mnie odstrasza tamtejsza inwigilacja i żonglowanie danymi. Kiedyś pisałam do kolegi o wyjeździe do miasta X. i za chwilę na bocznym pasku pojawiły się reklamy noclegów w tym mieście. Jak z horroru! :0

      • Zgadzam się, że to przerażające, a Google naprawdę wie o nas chyba wszystko… Ma przecież wgląd we wszystkie nasze wyszukiwania… No i ogólnie – wystarczy połączyć swoje konto Google z jakimś urządzeniem mobilnym i nagle zapełnia nam się ono wszystkimi naszymi zdjęciami z Picasy, kontaktami mailowymi itd. Wtedy sobie uświadamiamy ile informacji o nas kryje się pod tym jednym hasłem do usług Google.

  • A co do zamieszczania zdjęć dzieci (z własnego wyboru, a nie z ramienia Google), dodam tylko, że sama piszę bloga anonimowo, co prawda ujawniam swój wygląd, ale piszę bez nazwiska i bez dzieci w tle. Jeśli już zamieszczę jakieś ich zdjęcie, to jedynie takie, na którym nie widać ani twarzy, ani żadnych innych poszlak 😉

    Druga rzecz, którą chcę się podzielić, to bezpieczeństwo poglądów… Nie wiemy, jakie czasy nas czekają, a Internet i tak wie o nas wszystko, więc aby nikt nas nie pociagnął nigdy do odpowiedzialności a przykładowo chcemy poujadać na jakiegoś polityka, nigdy nie używajmy konkretnych poszlak, typu „premier Tusk”, „premier Polski” itp. Wystarczy napisać bardzo ogólne słowa, bez podawania konkretów, ludzie i tak będą wiedzieli o kogo chodzi.

    Piszę o tym dlatego, że np. w USA (i pewnie nie tylko), są specjalne algorytmy czułe na hasła (w rozmowach telefonicznych, treści sms-ów) np. „Bin Laden”, czy „Alkaida” ostatnio na pewno i „Kalifat”. Gdy tylko algorytm zaalarmuje takie hasło, automatycznie rozpoczyna się nagrywanie rozmowy – żeby wykluczyć, czy to żarty czy zamach 😉
    A skoro w USA, to czemu nie i u nas. I to żadna teoria spisku. To się dzieje 🙂

  • Świetny wpis, daje do myślenia. Masz sporo racji, ludzie bez zastanowienia wrzucają masę zdjęć, gdzie widać co mają i że stać ich na drogie wakacje. Zwyczajnie chcą pokazać znajomym, że dobrze im się wiedzie, zapominając przy tym, że podają jak na dłoni potencjalnemu złodziejowi informacje o sobie.