Przegląd tygodnia #4/10

Nie wiem jak Wy, ale ja mam wrażenie, że w ciągu tygodnia pora roku zmieniła się z lata na zimę 😉 Kilka dni po tym jak chodziłam z krótkim rękawem, musiałam wyciągnąć z szafy czapkę. I nawet mnie to cieszy, bo nie ma lepszego sposobu na (permanentny) „bad hair day” niż czapka.

Dziś zamiast zasypywać Was zdjęciami i linkami (których nie mam) napiszę trochę o moich ostatnich przemyśleniach związanych z blogiem. Każdy bloger miewa czasami mniejsze lub większe kryzysy, a ja od jakiegoś czasu mam chyba największy od samego początku istnienia tego miejsca. Doszłam do takiego momentu, kiedy mam wrażenie, że cała moja „blogowa misja” nie ma już sensu. Mam w szkicach kilka wpisów dotyczących zdrowego stylu życia, ale nie publikuję ich, bo mam wrażenie, że to podstawy podstaw, które znają już wszyscy. Czuję się zażenowana pisząc o takich rzeczach. Teraz jest taka moda na zdrowy styl życia, że zastanawiam się, czy moja grupa docelowa tu zagląda? Czy są tu osoby, które nie czytają składów podczas zakupów w supermarkecie, stosują białą mąkę i nie uprawiają żadnego sportu? Z Waszych maili do mnie wynika, że tak, ale mam wrażenie, że to pojedyncze przypadki i że ośmieszam się tutaj namawiając Was do jedzenia większej ilości warzyw czy do pójścia na długi, jesienny spacer. Być może powinnam wejść na wyższy poziom pisania o zdrowiu i postawić na bardziej specjalistyczne treści? Ale tu jest problem, bo nie jestem ani dietetykiem, ani tym bardziej lekarzem, więc nie mam prawa się wymądrzać. Chwilowo (mam nadzieję, że chwilowo) nie mogę znaleźć złotego środka pomiędzy banałami a wiedzą specjalistyczną. Do tej pory mój blog opierał się na czymś w rodzaju podrzucania Wam inspiracji, ale czy jeszcze tego potrzebujecie? 

Trochę mi smutno kiedy pomyślę, że miałabym zrezygnować z tego miejsca. Nie chcę tego robić, bo ten blog wiele dla mnie znaczy. Chwilowo tylko przegrywa z moją pracą, a powodem tego jest proza życia – mam aktualnie tak wiele wydatków związanych np. z samochodem, że muszę skupić się na tym, co przynosi mi kasę. Jak widzicie po „oszałamiającej” ilości współprac na tej stronie – tym czymś nie jest mój blog, bo od kilku miesięcy nie przyniósł mi nawet złotówki. Ale to kwestia moich wyborów, więc nie odbierajcie tego jako narzekania na taki stan rzeczy ;).

Podsumowując ten lekki wylew frustracji – mimo wszystko wierzę, że moja wena powróci i że znajdę ten złoty środek, którego poszukuję. W sumie na ten tydzień dwa wpisy mam już zaplanowane… Poza tym odzyskałam gaz, mogę gotować… Odkrywanie nowych przepisów powoduje chęć dzielenia się nimi, więc… może nie będzie tak źle?

BTW – chyba dodam nową przeglądową kategorię „Przemyślenia” 😉

PT_jedzenie

W tym tygodniu jadłam u mamy kotlety z kalafiora. Były pyszne. Niestety jak to u mojej mamy 😉 w panierce, pewnie smażone na sporej ilości tłuszczu… Postanowiłam zrobić je samodzielnie w domu, zamieniając bułkę tartą na coś zdrowszego i smażąc/grillując je bez panierki. I cóż, niestety nie mam czym się pochwalić 😉 nie zawsze moje eksperymenty kulinarne są udane, a z Wami dzielę się oczywiście tylko tymi, które mi wyszły. Ale wczorajszy obiadek i tak był spoko – selerowe i marchewkowe pieczone frytki, tzatziki z grecką przyprawą (dziękuję Martuś!), pomidor z cebulką, no i te nieszczęsne kotlety. Chociaż mężczyzna nie narzekał i swoją porcję zjadł. Wow!

Zdjęcia nie stylizowałam – jakie kotlety, takie zdjęcie, sorry!

pt450

PT_zdjęcia

Nie mam co pokazywać – to standardowy tydzień składający się mniej więcej po połowie z pracy…

pt449pt447

I z relaksu…

pt448

Jesienny wieczór idealny – delikatne oświetlenie, śpiący obok pies, herbata, książka albo laptop.

pt451

ogłoszenia

Od piątku we wpisie konkursowym można zobaczyć kto wygrał książki Matthew Quicka. Jedna osoba jeszcze się do mnie nie zgłosiła, dlatego informuję – jeśli nie odezwie się do mnie do końca tego miesiąca, jej nagroda przejdzie na pierwszą osobę z listy rezerwowej.

 Tyle na dziś, udanego tygodnia!

Kategorie: Różne

W dużym skrócie - freelancerka, pasjonatka zdrowego i uważnego stylu życia, miłośniczka Warszawy, psów i kuchni roślinnej. LifeManagerka.pl to blog lifestylowy, którego tematem przewodnim jest szeroko pojęte, umiejętne zarządzanie swoim własnym życiem. Począwszy od odpowiedniego odżywiania i regularnej aktywności fizycznej, poprzez rozwój osobisty, a skończywszy na licznych detalach, które czynią nasze życie lepszym, prostszym i szczęśliwszym.

  • Jestem za tym, abyż wpowadziła kategorię: Przemyślenia. Bardzo lekko i przyjemnie się czytalo. Kobiece rozterki – znaaamy to! 😉
    P.S. to to jesienno-zimowe przesilenie wpływa tak na wielu blogerów, w tym mnie. Także głowa do góry! 🙂

  • oj mam teraz taki sam kryzys. Rownież studiowałam dietetykę ale nadal… Banały. A jak zaczniesz wchodzić w szczegóły to nikt tego nie czyta bo za dużo i za skOmplikowanie…

  • A ja myślę, że takie banały podane w fajnej formie od czasu do czasu są potrzebne. Nie po to, żeby odkryć coś nowego (bo są to zwykle rzeczy dość oczywiste), tylko właśnie żeby o tych podstawach przypominać 😉 na przegonienie kryzysu polecam spróbowanie rozpoczęcia nowego cyklu, w jakiejś zupełnie innej tematyce. Mnie np. Poniedziałki Freelancera bardzo przyjemnie się czyta 🙂

  • Pokoik na ostatnim zdjęciu wygląda mega przytulnie i pewnie taki jest, a co do zdjęcia z kotletami, to wyszło bardzo przyzwoicie, serio!

  • każdy ma lepsze i gorsze dni, czasami przychodzi kryzys ale sie nie poddawaj! Ja codziennie wchodze naTwojego bloga , najczesciej jak mam przerwe w pracy i zagladam czy cos nowego sie pojawilo 🙂 jestes inspiracją i pamietaj ze my uwielbiamy Twojego bloga!

  • Lubię takie „banały”, kiedy są fajnie uporządkowane i opisane, jak u Ciebie. Właśnie ze względu na ich funkcję porządkującą. Łatwiej odnieść się do oczywistości, łatwiej coś tam u siebie wprowadzić, łatwiej podyskutować. Nie rezygnuj 😉

  • Co do pierwszego akapitu – lepiej niż informować, inspirować :). Świadomość na temat zdrowego stylu życia jest największą od kilkudziesięciu Lat, ale nadal większość nie wprowadza tych prostych zasad do swojej codzienności. 🙂 nie przestawaj,nie rób nam tego!

  • Ja uwielbiam inspiracyjne treści i bardzo lubię czytać o podstawowych kwestiach zdrowego odżywiania. Ciągle mam wrażenie, że nic nie wiem w tej kwestii. Nie odchodź! Pięknie proszę 🙂

    • W sumie to chyba nie potrafię odejść, za bardzo do tej pory to lubiłam abym teraz mogła zrezygnować z powodu jednego kryzysu… Mam tylko nadzieję, że on szybko minie 🙂

  • Każdy z nas ma takie kryzysy
    wydaje mi się, że wiele osób pomyśli to samo co ja
    to że ktoś już napisał co nieco o zdrowych trikach nie znaczy, że nie przeczytam o nich w Twoim życiu

  • Nie wyobrażam sobie aby zabrakło mi Twoich inspiracji! Za każdym razem z niecierpliwością wyczekuję Twoich postów. Mam nadzieję, że to tylko chwilowe zwątpienie i wrócisz pełna energii do nas 🙂

    • O, przywołałam Cię myślami chyba, bo zastanawiałam się kilka dni temu gdzie się podziewasz :). Ty też mnie do czegoś zainspirowałaś, ale to pewnie zobaczysz w przyszłym miesiącu 😉

      • To mnie teraz zaciekawiłaś 🙂 w takim razie czekam cierpliwie! Jeżeli chodzi o moją nieobecność, to próbuję odnaleźć swoją ścieżkę, określić co chcę robić, w którą stronę zmierzać i … chyba gubię się w tym wszystkim…

  • O nooooł nie opuszczaj bloga! Nigdy nie odniosłam wrażenia, że piszesz o banałach, bo Twoje zdrowotne rozkminki są bardzo praktyczne. Choć rozumiem kryzys, bo sama łapię się na tym samym – chcę o czymś napisać, a potem: hmmm na tylu blogach już to było. Ale z drugiej strony, nie wchodzę przecież na Twojego bloga po specjalistyczną wiedzę, tylko po Twoje ujęcie tematu. Wiem, że zupy są zdrowe, ale ciekawią mnie zupy Lifemanagerki i co ona o nich sądzi i jak je robi i czy Luna wpadła w kadr 🙂 Poza tym naprawdę inspirujesz i motywujesz – nawet osoby, które siedzą w temacie zdrowego życia potrzebują kopa i poczucia, że nie są same. Także keep going :)))

  • Hej! Nie przestawaj pisać, bo ja uwielbiam czytać Twoje posty. Naprawdę są świetne. Lubię takie dawki inspiracji. Nie tak dawno zainspirowałam się do stworzenia czegoś swojego – zawsze uwielbiałam pisać, ale nie miałam gdzie. Jesteś motywacją dla nie jednej z nas. Może warto po prostu zaktualizować stare wpisy. Na pewno coś się zmieniło odkąd zaczęłaś blogować. Jak masz czas po prostu czytaj – książki, artykuły i tak jak ktoś napisał może warto pomyśleć o zakładce PRZEMYŚLENIA albo dodać jakiś temat, serię. Mamy za oknem taki okres, że wielu z nas potrzeba kopa do działania, bo dopada nas przesilenie. Pozdrawiam. Ola

  • Czym więcej wpisów „specjalistycznych” tym mniej Ciebie. A ja dla Ciebie tutaj wchodzę, dla jakichś tam skrawków osobowości, które pokazujesz. Wiem jak się zdrowo odżywiać, wiem, że trzeba ćwiczyć, ale Ty jesteś fajną inspiracją, pokazujesz tu, że faktycznie można tak żyć na codzień. To się nigdy nie deaktualizuje. Moim zdaniem zamiast specjalistycznych, użytecznych wpisów, powinnaś trochę bardziej polecieć po prostu w pokazywaniu jak to u Ciebie wygląda. Ta jak w tych przeglądach tygodnia uchylasz drzwi do siebie.

    • Masz bardzo dużo racji, sama raczej nie czytam tych specjalistycznych blogów, a jeśli już to trafiając na nie przez Google i wychodząc po chwili. W blogach najczęściej przyciąga i zatrzymuje mnie autor. Gdyby go nie było, blog niczym nie różniłby się od portalu internetowego. I w sumie też tak mam, że zaglądam na inne blogi tylko ze względu na autora, bo tematyka za bardzo mnie nie dotyczy – w sumie też jesteś tu dobrym przykładem, bo jak pewnie się domyślasz z chustonoszeniem i macierzyństwem mam niewiele wspólnego, a jednak nadal Cię obserwuję :).
      Co do tego uchylania drzwi do siebie, to ostatnio przyłapywałam się raczej na ich zamykaniu, np. nie wrzucałam jakiegoś zdjęcia z codzienności na Insta, bo zapalała mi się lampka ostrzegawcza „zaraz zaraz, ale czy kogoś to w ogóle interesuje co ja teraz robię?”.
      Teraz się cieszę, że wylałam z siebie te przemyślenia, bo taki feedback od Was jest bardzo cenny 🙂

  • Z chęcią poczytam o podstawach zdrowego żywienia 🙂 Tym bardziej, że chcę zmienić swoje nawyki, ale idzie mi to jak krew z nosa…

  • Mam nadzieję że chwilowy jesienny kryzys szybko minie, bo ja inspiracji i podstaw o zdrowym odżywianiu i życiu potrzebuję bardzo, a takie wpisy, nawet jeśli banalnie proste motywują 🙂

  • Yessss, widzę ramki na ścianie! Teraz już chyba naprawdę moja kolej 😛 A co do pierwszej części postu: na niektóre blogi zagląda się, żeby zdobyć nową wiedzę, a na inne, żeby poczytać cokolwiek jego autor miał do napisania 🙂 U Ciebie tak właśnie jest, myślę, że nawet gdybyś napisała recenzję książki telefonicznej to i tak byłabym zachwycona 😉 Także pisz o tym, o czym masz chęć, nic więcej nie jest potrzebne 🙂

  • Agnieszko, ja chętnie poczytam te wpisy podstawowe, bo mimo że zaglądam do Ciebie od dawna, to trudno mi się zmobilizować, a powodów jest kilka, m.in. to, że brakuje mi podstawowej wiedzy, np. jak czytać składy. Pewnie gdy czytałam o tym wcześniej, to nie czułam potrzeby zmian żywieniowych, bo nie było tak źle jak jest teraz 😉 A czasami (a nawet często tak mam) wydaje mi się, że jakiś wpis u mnie jest podstawowy i pewnie trafi tylko do niewielkie ilości osób, a okazuje się, że w danym miesiącu był najpoczytniejszy. A skoro go przygotowałam, to publikuję, nawet jeśli miałaby go przeczytać tylko jedna osoba i mógłby jej pomóc. Także nie trzymaj ich dłużej w szkicach tylko publikuj!

  • Hej, rzadko komentuję ale dziś postanowiłam się odezwać 🙂
    Dla mnie zdrowy tryb życia jest czymś co ciągle odkrywam i nawet najbardziej podstawowe kwestie są dla mnie ważne. Lubię czytać inspiracje dotyczące prostych przepisów kulinarnych – bo tym co utrudnia mi czasem zdrowie żywienie jest wizja bardzo skomplikowanej operacji i poświęcania na to kilku dodatkowych godzin, których nie mam ;(
    Tak samo sport – niby wiem, że jest ważny, ale gdy już mam zacząć wpadam w długie rozmyślania – jaka forma ruchu będzie dla mnie najlepsza, kiedy znaleźć na to czas, itp.
    Podsumowując – chętnie poczytam o Twoich sposobach na zdrowie życie, zwłaszcza o konkretnych pomysłach na to od czego zacząć i jak się nie poddać 😉

  • nie przestawaj, daj kryzysowi przejść:) Twoj blog jest bardzo inspirujący, bardzo prawdziwy i właśnie za tą prawdziwość go lubię i tu zaglądam. Nie kreujesz jakiegos idealnego świata, niedostępnego dla większości ale pokazujesz że każdy świadomy człowiek może np zdrowo żyć. A odpowiadając na Twoje pytanie czy zagląda tu ktoś kto nie uprawia sportu-zgłaszam się ja! 🙂 chociaż próbuję i czasem mi wychodzi to wciąż kiepsko z moją mobilizacją a Ty mnie do tego inspirujesz. Ponadto, nawet jak piszesz o rzeczach o których wiem, to zawsze, ZAWSZE jest jednak coś nowego czego mogę się z tych postów dowiedzieć. Interesujące jest też dowiedzenie się na co TY zwracasz uwagę bo każdy punkt widzenia jest inny. pozdrawiam! (kiedyś pisałam bloga i „u szczytu” jego popularności przestałam. teraz żałuję;-)

  • Ja tam lubię takie „oczywistości” 🙂 Chętnie czytam takie wpisy bo one, tak jak napisały koleżanki powyżej „porządkują” temat, ale są też okazją do wymiany doświadczeń. Kiedy spotykam się z koleżankami nie perorujemy do siebie naukowym językiem, ale właśnie dzielimy się swoimi codziennymi sposobami, przemyśleniami, weryfikujemy swoje spostrzeżenia („ona robi tak, ja robię tak, ciekawe może wypróbuje jej sposób”).
    Myślę, że cały błąd myślenia o tego typu wpisach, który Cię zniechęca, to myśl, że one mają wyedukować, a ich rola jest właśnie porządkująca i taka „ploteczkowa”, ale przy okazji motywująca (tak, ja wiem, że więcej warzyw, ale jak widzę kotlety z kalafiora i frytki z selera, to jest spora szansa, że któreś z nich wypróbuję…mniam!). Dlatego, czytając Twój blog czuję, że jesteś osobą z krwi i kości, kimś z kim chciałabym wypić kawę, poradzić się, czy pójść na spacer 😉 Od naukowych wywodów są podręczniki akademickie 😉

  • Świetnie Cię rozumiem, bo ja aktualnie też mam chwile zwątpienia. Wydaje mi się, że blog pochłania zbyt dużo czasu, który mogłabym spędzić „żyjąc”, tym bardziej że ostatnio w życiu dzieje się sporo. Nowy status związku, nowe miasto, nowe znajomości. Doszłam więc do wniosku, że będę pisać tylko wtedy, gdy naprawdę będę miała na to ochotę.
    Co do wartości postów, to myślę, że nie każdy na blogach szuka dogłębnej wiedzy, ja tu zaglądam, żeby sprawdzić „co słychać” i może się czymś zainspirować przy okazji 🙂

  • Daj sobie na wstrzymanie… wszystko na pewno się ułoży po Twojej myśli, moja blogerkowa ziomalko! :))

  • Jako stała czytelniczka (choć milcząca) stwierdziłam, że teraz muszę się odezwać i chciałam Cię prosić, żebyś nie ważyła się rezygnować z postów na temat zdrowego trybu życia. Wydaje Ci się, że to banały? Dla mnie absolutnie nie. Bo choć są to treści, z którymi na pewno można się zapoznać w różnych miejscach, u Ciebie są niezwykle czytelne, bardzo atrakcyjne, a przez to inspirujące do działania. Dzięki Tobie ruszyłam tyłek i zaczęłam biegać, dzięki Twoim inspiracjom żywieniowym poważnie planuję zabrać się za gotowanie, co dla mnie stanowi spore wyzwanie. I choć już wcześniej podczytywałam etykiety, to teraz kupuję bardziej świadomie. I proszę Cię o więcej. A za co jeszcze cenię Twoje posty? Za to, że nikomu nie narzucasz swojego światopoglądu, nie narzucasz i nie ma u Ciebie tego „ja wiem i robię najlepiej, jak ktoś robi inaczej to jest…” i nie oceniasz. Dziękuję.

    • Ja też Ci dziękuję za ten komentarz. Wasze słowa wiele dla mnie znaczą, więc na pewno będę kontynuować bloga w takiej formie jak do tej pory 🙂

  • Kochana, dlamnie możesz pisać o podstawach podstaw bo wierz mi, że mimo moich usilnych starań ciągle mam w domu białą makę i kilkanaście kg cukru (pozostałości po weselu…). I nie waż mi sie zmieniać bloga na treści pseudo lub faktycznie naukowe bo ani czytać nie bedzie mi się tego chciało ani wcielać w życie… Co do panierki na kotletach – może taka ze skrobi kukurydzianej dałaby radę 😉

  • Wow ramki wiszą już na ścianie ze zdjęciami, czas brać się za moje jesienne zadania bo trochę ostatnio się rozleniwiłam. Agnieszko niby banały, proste rzeczy, a czytam Ciebie już od ponad roku i zainspirowałaś mnie mnóstwem rzeczy.. powrót do biegania, czytałam Twoje posty o Lunie przed zabraniem mojego psiaka do naszego domu, przepisy, świąteczne herbatki ;), balkonowe lampki oj długo by tak wymieniać. Kiedyś zostawiłam laptopa otwartego na Twoim blogu, mój chłopak zaczął sobie przeglądać i mówi:” aaa to ja już wiem skąd Ty bierzesz te wszystkie pomysły..” Każdego dopada kryzys ale zobaczysz wrócisz ze zdwojoną siłą 😉 Niedługo zaczniemy odczuwać już klimat nadchodzących świąt a wtedy nie trudno o nowe inspiracje.
    Uwielbiam Twojego bloga za to, że z każdej wizyty zabiorę jakąś cząstkę do swojego życia i wiem, że czas spędzony na nim nie będzie czasem zmarnowanym. Twoje podejście jest zawsze profesjonalne. Czuć, że szanujesz widzów. Także głowa do góry !

    • Komentarz Twojego chłopaka niesamowicie mnie rozbawił 😀 dziękuję za te wszystkie ciepłe słowa! I pozdrowienia dla Lali 😉

      • ups miało być ..” szanujesz czytelników” ale w sumie teraz także i widzów 😉

  • Absolutnie się nie zgadzam z tym, o czym piszesz i posyłam mocnego, choć oczywiście wirtualnego kopniaka. Nie mam zamiaru Cię pocieszać i pisać „będzie dobrze” albo coś takiego. Mam zamiar poprosić, żebyś przypomniała sobie moment, w którym zakładałaś bloga i cel jaki zakładałaś. Po co chciałaś pisać? Czy to Twoje „po co” się zdezaktualizowało? Jeśli tak, to faktycznie nie ma sensu już pisać.
    Jeśli chodzi o przekonanie, że pisanie o zdrowym żywieniu i stylu życia to banały to większość ludzi tak naprawdę prawi banały. Michał Szafrański mówi, że trzeba oszczędzać, ja mówię, że trzeba zarządzać czasem a Ty mówisz, że trzeba się zdrowo prowadzić 🙂
    Patrząc z tej perspektywy to wszystko są banały. I tak naprawdę nie zawsze tu chodzi o wiedzę – chodzi o motywację, żeby to robić. I tej motywacji czytelnikom potrzeba, a Ty ją dostarczasz!
    Doskonale Cię rozumiem, gdy zastanawiasz się czy ktoś to czyta, czy ktoś coś zmieni w swoim życiu pod wpływem tego. Niestety prawda jest taka, że 99% osób nic nie zmieni.
    Po szkoleniach, które ja prowadzę 90% uczestniczek nie zmienia NIC. Bo tak jest skonstruowany człowiek – wygodnie. Ale 10% coś zmieni. I dla tych 10% warto pisać, działać i tworzyć. Bo te 10% zmieni nie tylko siebie ale też świat.
    Ja przynajmniej w to wierzę 🙂