3 rzeczy, na które szkoda mi czasu

Często myślę o tym, że mamy w życiu za mało czasu… I nie chodzi mi tu wcale o długość doby, ale o to, że tak wiele osób traci życie przedwcześnie. Będąc w sobotę na grobie mojego brata ciotecznego, który zmarł w wieku 23 lat, myślałam jak wiele w moim życiu wydarzyło się przez ostatnie kilka lat, kiedy ja byłam już starsza od niego. Albo mój przyjaciel… Był ode mnie rok starszy, ale mojego aktualnego wieku nie było mu dane dożyć… Choć niedługo miną 2 lata od jego śmierci, nadal bardzo często o nim myślę i nie mogę przeboleć jak wiele wspaniałych przeżyć ta przedwczesna śmierć mu odebrała. Jego odejście bardzo zmieniło moje podejście do życia… O tym pisałam już rok temu, ale teraz chciałabym dodać, że ta zmiana patrzenia na świat w moim przypadku okazała się bardzo trwała. Ja zachłannie zachwycam się otaczającym mnie światem, nie potrzebuję wcale jakichś dalekich podróży aby odkrywać jego piękno i aby cieszyć się z życia. Tak samo zachwyca mnie widok słońca zachodzącego za wyspą Samos, jak i widok warszawskiego parku jesienią. Ale zaraz, zaraz, ja chyba nie o tym chciałam…

szkoda_czasu

Są rzeczy, na które w życiu szkoda mi czasu. I nie będę tu pisać o Pudelkach i telewizyjnych reality show. Jeśli ktoś to lubi i go to relaksuje – OK, nie widzę w tym nic złego. Jest takie powiedzonko, chyba najlepiej brzmi po angielsku:

The time you enjoy wasting is not wasted time.

I ja się z tym zgadzam! Dlatego zdarza mi się „marnować” czas na rzeczy, które wcale mnie nie rozwijają (za to świetnie relaksują). Dopóki sprawiają mi przyjemność – wszystko jest ok. Ale są trzy rzeczy, na które autentycznie szkoda mi życia.

1. Toksyczne relacje

Nie wiem po co kiedyś się wysilałam aby je podtrzymywać. Za toksyczną relację uznaję taką, która wnosi do mojego życia jakąś negatywną energię. Jeśli podczas spotkań z jakąś osobą słucham tylko jej narzekania albo obgadywania innych – jest to dla mnie sygnał, że ta relacja nie wnosi w moje życie nic dobrego. Tak samo nie rozumiem internetowych hejterów, którzy przykładowo nie znoszą jakiegoś blogera, a mimo to wchodzą na jego blog i czytają wszystkie artykuły. To dla mnie przykład takiej wirtualnej, toksycznej, choć jednostronnej relacji.

2. Fochy

Jestem kobietą. W dodatku nerwową, wybuchową, kłótliwą… No mówię Wam, mój chłop nie ma ze mną lekko i jak się na coś nakręcę to mogę przez godzinę truć rozdmuchując problem do kolosalnych rozmiarów. Nienawidzę tej cechy mojego charakteru, ale czasami ona ze mną wygrywa. ALE ciche dni dla mnie nie istnieją. Kiedyś jak nie mieszkaliśmy razem, trzymaliśmy się zasady, że nie rozstajemy się pokłóceni, bo przecież nigdy nie wiadomo czy jakieś spotkanie nie jest naszym ostatnim. Teraz zasada ta została zmodyfikowana (nie ma lepszego sposobu na okazanie focha niż szczelne przykrycie się kołdrą i odwróccenie się tyłkiem do partnera ;)). Teraz fochy i kłótnie o pierdoły mają magiczną moc wyparowywania w trakcie nocy albo np. kiedy jedno pójdzie na spacer z psem. I dzieje się to zupełnie naturalnie. Nie wyobrażam sobie marnowania czasu na ciche dni.

3. Dyskusje, które nic nie wnoszą do mojego życia

Kto mnie zna nieco dłużej ten być może pamięta, że kiedyś uwielbiałam dyskutować i byłam bardzo wytrwała w przekonywaniu ludzi do mojej racji, która oczywiście była najlepsza, bo „najmojsza”. Naklepałam niezliczone ilości postów na różnych forach, a dziś stronię nawet od blogów tzw. „thinkstyle’owych”. Nie wdaję się w dyskusje na temat słuszności czyichś poglądów, jeśli w żaden sposób mnie one nie dotyczą. Nie będę się z nikim sprzeczać nawet o rzeczy oczywiste (jak np. o szkodliwość papierosów), jeśli postępowanie i poglądy tej osoby nie wpływają bezpośrednio na moje życie. Szkoda na to mojej energii, lepiej zrobię poświęcając ją na przykład na czytanie książki poruszającej tematykę zdrowia.

Rozpisałam się, ale to jeden z tych postów, które napisałam całkowicie spontanicznie pod wpływem jakiegoś impulsu czy inspiracji. Ciekawa jestem jak to wygląda u Was, czy tez wprowadziliście w swoje życie jakiś „filtr” czynności, które marnują Wasz czas i nie wnoszą nic dobrego? Komentarze są dla Was, jak zwykle 🙂

 

Kategorie: Szczęście, Zdrowy duch

W dużym skrócie - freelancerka, pasjonatka zdrowego i uważnego stylu życia, miłośniczka Warszawy, psów i kuchni roślinnej. LifeManagerka.pl to blog lifestylowy, którego tematem przewodnim jest szeroko pojęte, umiejętne zarządzanie swoim własnym życiem. Począwszy od odpowiedniego odżywiania i regularnej aktywności fizycznej, poprzez rozwój osobisty, a skończywszy na licznych detalach, które czynią nasze życie lepszym, prostszym i szczęśliwszym.

  • Nie wiem jak to napisać, żeby nie wyszło samolubnie… Chyba się nie da, bo może i ta posta jest w dużym stopniu egoistyczna ;). Dodałabym: „Spełnianie czyichś oczekiwań” – wtedy, gdy ani trochę nie korespondują z moimi. Nie chodzi np. o nieudzielenie pomocy, ale o asertywność, gdy ktoś chce nadużyć naszej życzliwości. Podobnie ze spełnianiem oczekiwań w kategorii „powinnaś już dawno być zaręczona”, „nie powinnaś się tak ubierać”, „powinniście już mieć swoje mieszkanie”… Tu pora na zdanie, które trąca banałem, ale najlepiej oddaje sedno mojego komentarza „Nie mów mi jak masz żyć, bo nie umrzesz za mnie”.

    Super tekst – bardzo je lubię! Szczególnie gdy są na blogu wartością dodaną, a nie samą w sobie. Gdy takie teksty dominują na blogu toodnoszę wrażenie, że jest o niczym, a wtedy dołączają do grona rzeczy, na które szkoda mi czasu ;).

  • Miałam taki okres w życiu kiedy „oduczałam” się fochów. Raz, że marnowały mój czas, dwa że ani nie wnosiły nic dobrego do relacji, ani nie dawały mi żadnych innych efektów. Obecnie raczej nie zdarza mi się strzelać fochów i uważam, że jest to jedna z bardziej pozytywnych zmian, jakie w sobie wprowadziłam 🙂

  • Podpisuję się obiema rączkami pod tym co napisałaś 🙂
    Mnie jest jeszcze szkoda czasu na przejmowanie się tym co myślą o mnie inni i analizowanie, dlaczego mają takie a nie inne zdanie na temat mojej osoby. Tak, pochodzę z małego miasteczka, więc problem znam od podszewki 😉
    http://www.odkrywajacameryke.pl

  • Śmierć bliskich nam osób często otwiera nam oczy jak kruche jest życie i jak wiele można stracić w ułamku sekundy. Wiele osób marzy o wielkich rzeczach, życie ucieka im między palcami a nie potrafią dostrzec tych mniejszych wydarzeń, sytuacji, miejsc… U mnie wiele zmieniło się po śmierci taty, zrobiłam porządki wśród znajomych, którzy byli toksyczni, przestałam się przejmować co myśli osoba X, ostatnio doszłam do wniosku, że czasami szkoda czasu na dyskusję i lepiej żeby kazda ze stron została pry swoim zdaniu..

  • Baaardzo dobrze napisane, zgadzam się z Tobą w stu procentach 😀

  • Zgadzam się z Tobą zupełnie. O toksycznych relacjach już dawno pomyślałam jak o jedzeniu, którego nie lubię: nie lubię więc nie jem. I tak samo z ludźmi, których nie lubię i nie muszę znosić w moim życiu (bo np ludzi z pracy póki co musze) z mojego życia wypraszam. Jeśli chodzi o fochy to pamiętam takie zdanie z Bill Cosby Show, gdzie główny bohater z żoną ustalili, że nie chodzą spać skłóceni – nigdy nie wiedzą czy się obudą. Byłam dzieciakiem gdy to usłyszałam, ale ciągle pamiętam i ciągle mi się podoba…

  • Fochów u mnie brak, naprawdę. Co do relacji, ucięłam te toksyczne, męczące i nic mi nie dające.

  • Mi jest szkoda czasu dokładnie na te 3 rzeczy, które wymieniłaś! Po pierwsze – mam w głowie radar rozpoznający, który ludzie nie wnoszą do mojego życia nic dobrego (czasem się myli, ale już samo światełko ostrzegawcze, które daje, pozwala mi zatrzymać się na chwilę i zastanowić czy przypadkiem nie spotykam się z daną osobą tylko dlatego, bo „tak trzeba”). Po drugie – fochy –> nie ma na to czasu – obok zasady „żadnej elektroniki w łóżku” panuje zasada „nie idziemy spać pokłóceni”, czasem się przez nią nie wysypiamy, ale cóż – wychodzi na dobre 🙂 Po trzecie – bezsensowne dyskusje – nauczyłam sie unikac ich po pracy w jednym stowarzyszeniu o podłożu politycznym, gdzie w spotkania to była jedna, wielka, długa, nieprowadząca do niczego dyskusja – koszmar!

    Poza tym, staram się codziennie pamiętać, że życie jest bardzo krótkie i nie ma w nim miejsca na rzeczy, które nas unieszczęśliwiają (a nie są absolutnie konieczne i podjęte świadomie dla wyższego celu) – no po prostu nie warto 🙂

    PS. Fantastyczny post!

  • Świetny wpis! Mogę się pod nim podpisać 🙂 Fochy, kłótnie i jakieś niedomówienia są u nas eliminowane w ciągu 5 minut. Nie powiem, duża w tym zasługa mojego męża, który mnie tego uczył przez wiele lat, ale mam świadomość dlaczego to jest takie ważne. Toksyczni ludzie, też staram się z takimi nie podtrzymywać relacji i z wielu musiałam zrezygnować, choć z bólem. Jeśli chodzi o niepotrzebne dyskusje, to ja nigdy nie miałam potrzeby przekonywania kogoś do moich racji, ale za to słuchałam i rozkminiałam. Dzisiaj każde dywagowanie, mało konkretne konwersacje, a może tak, a może inaczej, działają mi na nerwy. Myślę, że to jest związane z ilością czasu, którą mamy, a właściwie z tym by go bez sensu nie marnować. I jeśli ktoś jest mało konkretny a umówienie się na spotkanie zajmuje 30 minut, to po prostu ręce mi opadają a taka osoba trafia do toksycznych relacji.

  • Masz świętą rację. Nie ma po co zaprzestać sobie głowy takimi rzeczami, przy tym mocno się stresując. Ostatnio po zerwaniu kontaktów właśnie z takimi toksyczny mi przyjaciółmi życie stało się lepsze, spokojniejsze (nie chodzi tu o nudne bo takie nie jest) i mam czas na inne lepsze rzeczy np zadbanie o siebie, swoją psychikę i ciało.

  • Kazdy zostanie rozliczony z przyjemnosci ktorymi nie umial sie cieszyc madrosc z taldmudu. Rok temu zmarl moj straszy o kilka lat kuzyn. Do dzis do mnie nie dotarlo. Pozdrawiam serdecznie beata

  • Człowiek z czasem dojrzewa do wielu rzeczy, uczy się na błędąch itp. W moim związku kłótnia czy też wymiana zdań trwa 5 minut, chwila spokoju, wyciszenia myśli i już jest ok. Ale staramy się nie chodzić pokłóceni spać, podobno to nie jest dobre 😉

  • mi zawsze szkoda marnować czasu na niepotrzebne konflikty z bliskimi. Nie wiemy co przyniesie jutro.

  • zgadzam się z każdym punktem który napisałaś,ja również nie lubię tracić czasu na bezsensowne rozmowy i toksyczne znajomości a na ciche dni to już całkiem mi go szkoda,wole od razu wyjaśnić nieporozumienie niż trwać w bezsensownym milczeniu..

  • Ewa

    Nad toksycznymi relacjami nigdy się jakoś nie zastanawiałam, ale w drugim i trzecim punkcie, jakbym czytała o sobie 🙂 U nas w domu nie ma fochów, obrażania i cichych dni, wszystko wyjaśniamy przed snem. Czasem skończy się to łzami i długa rozmową, ale zawsze dochodzimy do jakiś wniosków i staramy się je wprowadzać w życie. A co do dyskusji, które nic nie wnoszą, unikam tematu polityki u mnie w rodzinnym domu, z babcią nie rozmawiam na temat religii (u nas sytuacja jest odwrotna niż mówią stereotypy – to ja jestem bardziej wierząca), a kiedy już niewygodny temat jest poruszany, staram się go uciąć jak najszybciej, zanim rozpęta się sprzeczka i pojawi się negatywne nastawienie.

  • Weszłam z bloglovin oceniając po tytule z myślą, że zerknę na luźny wpis, a tu taki ważny temat. Często nie zdajemy sobie sprawy z tego jak wielki wpływ na całe nasze ciało, nie tylko psychikę, mają myśli, którymi się karmimy. Ja dodałambym jeszcze, że szkoda czasu na rozpamiętywanie tego co się wydarzyło i zamartwianie się na zapas. Swego czasu pochłaniało sporą część mojej energii. Wymaga to troche pracy nad sobą, ale warto.

    • Wymaga to całkiem sporo pracy nad sobą… To zamartwianie się na zapas to straszna głupota, ale niestety u mnie cały czas funkcjonuje.

  • Chyba każdemu szkoda czasu na takie rzeczy, ale trudno ich uniknąć czy wyeliminować. Moim zdaniem najlepiej je zaakceptować i postarać się żeby nie odgrywały istotnych ról w naszym życiu;)

  • Zgadzam się z Tobą w 100 %. Bardzo mądrze napisane szkoda czasu na takie bzdury 😀

  • Mam podobnie do Ciebie i też przede wszystkim staram cieszyć się każdym dniem, doceniać, to co mam. Nie tracę czasu na wymówki, na zastanawianie się „coby było gdyby…” tylko staram się z uśmiechem patrzeć na tę moją codzienność, dostrzegać różne drobiazgi i zawsze pamiętać o tym co jest dla mnie najważniejsze. Też nienawidzę tracić czasu na fochy, na zgubne relacje. Lubię żyć na spokojnie, po swojemu, z mężem przy boku, cudowną córeczką i maleńkim synkiem co jeszcze w brzuchu siedzi:)

  • Śmiałam się w głos czytając punkt 2. Mogłabym to samo napisać o sobie bo zachowuje się tak samo 😉 Nie wyobrażam sobie cichych dni. Czasem słyszę jak pary potrafią nie odzywać się do siebie tydzień. To nie ja. Ja muszę wyjaśnić sprawę do końca. Jeśli coś jest nie tak lub czasem nie po mojej myśli potrafię w nieskończoność drążyć temat i męczyć ucho mojemu chłopakowi. Potrafię wybuchnąć i zepsuć nawet najbardziej wspaniałą chwilę. Walczę z tym, ale nie jest to takie łatwe. Najczęściej jednak zdaję sobie później sprawę, że nie było to tego warte ( bardzo często chodzi o jakieś pierdoły) i głupio mi, że tak się nakręcam. Jest to jednak już po fakcie. Pies często ratuje sytuację, można złapać za smycz zawołać psa i wyjść na fochu. Super relaksujące zajęcie jak dla mnie. Zawsze wracam z innym nastawieniem. Jednak gorzej jak to on jest szybszy i wyjdą razem 😉 Oto kolejny plus z posiadania psa 😉 Czasem zdarza mi się wyparowywać w środku nocy na kanapę w salonie ( Lala idzie solidarnie za mną ;D), ale wracam bo coraz szybciej zaczynam sobie uświadamiać, że nie warto… 😉

  • Ja staram się nie marnować czasu na rozmyślanie o tym, co mogłam zrobić lepiej i przeżywanie złych chwil (np. kłótni) w myślach jeszcze raz. I rozmyślanie, co mogłam powiedzieć, a nie powiedziałam podczas jakiejś rozmowy. To zupełnie do niczego nie prowadzi, a przecież często rozpamiętujemy jakieś sprawy z przeszłości…

  • Ola

    Dobrze, że o tym piszesz. Sama ostatnio wiele zrozumiałam i całkowicie się z Tobą zgadzam. Dbam o to, co ważne, o bliskich, a zło odpycham i staram się zastępować je dobrem. Niektóre rzeczy po prostu olewam, nie warto 😉

  • Ewa

    Ja w zeszłym roku potrafiłam się zamartwiać dosłownie godzinami tym, że nie jestem super ładna, że rozstałam się z facetem, czytac fora na ten temat, użalać się nad sobą, potem to przybierało na sile, zaczęłam uważać, że jestem brzydka, nudna, głupia, że zostanę sama na całe życie, no po prostu godzinami siedziałam i tylko się użalałam, ani nic nie zrobiłam w tym czasie, ani nic się na studia nie pouczyłam, ani nie poszłam na zakupy, nie mówiąc o sporcie tylko siedziałam i się zadręczałam. I wreszcie powiedziałam temu STOP, koniec użalania, bo z użalania nic mi nie przyjdzie, nie wyładnieję i nie znajdę faceta, nie posprzątam i nie zdam egzaminów. Zrobiłam sobie taki dzienniczek inspiracji, tylko pozytywne motywujące rzeczy tam wpisywałam, akcje typu super zadbana, czytam ksiązki, ruszam się, chudnę, zaczęłam planować tam gdzie bym chciała jechać na wakacje, jaki sport uprawiać, jaki film obejrzeć, jaki kosmetyk sobie kupić, same przyjemności zapisywałam, nawet takie rzeczy nierealne teoretycznie jak jakieś luksusowe wyjazdy etc. wszystko co mi do głowy wpadło. Powiem Ci świetnie motywująca rzecz, te wszystkie pomysły były zapisane i wiesz co? Nie myślałam o nich po zapisywaniu, a muszę przyznać, że powoli wszystko się realizuje, to gdzieś tkwi w podświadomości i i tak do tego mimowolnie dążę! Super sprawa! Motywuje, bo nie ma tam zrzędzenia. Wtedy też zaczęłam czytać blogi motywujące i w tym twój, ty też mnie zainspirowałaś i inne blogi porzuciłam, a z tobą już zostałam!!! Polecam zeszyt: wpisujecie wszystko co chcecie, nawet jak macie ochotę na obiad w restauracji, albo odcinek jakiegoś serialu, 1 dniowy wypad na narty, albo gra w siatkę, wyjazd do Grecji, podróż autostopem, zachód słońca, jazda na rolkach wszystko piszcie co wam do głowy przyjdzie! Ja mam też podróż do Tybetu zapisaną i wczasy na Hawajach – kto wie…może kiedyś…polecam to naprawdę motywuje. Zero zrzędzenia, martwienia się, nic z tego nie macie tylko zły nastrój i niskie poczucie wartości!!!

    • Bardzo ciekawy i wiele wnoszący komentarz 🙂 dziękuję, że to wszystko opisałaś. Chyba faktycznie coś jest w tej potędze podświadomości, mi też czasami pewne rzeczy spełniają się tak jakoś… mimochodem?
      Fajnie, że u mnie zostałaś!

  • Ja też cenię każdy dzień i potrafię się cieszyć z małych rzeczy. Zawsze kiedy wychodzę rano do pracy przed moim chłopakiem, mówię kocham albo jakieś inne dobre słowo. Również nie rozstaje się w złości, szkoda mi czasu na fochy o głupoty. Szkoda czasu, szkoda wszystkich dni, które składają się na nasze całe życie.

  • Jak zwykle trafiasz w sam środek mojego serca 😀 Niech przeczyta to chociaż połowa Polski, przemyśli i zastosuje się a świat będzie piękniejszy!

  • Zgadzam się w pełni, zwłaszcza z punktem pierwszym. W pracy mam koleżankę, która NON STOP narzeka… na wszystko dookoła. Mam czasami tego dość, staram się od tego dystansować, ale niestety nasze stanowiska są blisko siebie i muszę słuchać czasami jej zawodzenia…

  • Ola

    Fochy to nie odłączna część kobiety, czasem po prostu ciężko się bez nich obyć.

  • Ja bym jeszcze do tego dodała pkt 4 – szkoda mi czasu na tzw. zamartwianie się typu “co by było gdyby”. Ile na to energii trzeba poświęcić ufffff! Czasami przez moją postawę, wydaje mi się, że ludzie uważają mnie za olewatorkę. No ale mi naprawdę szkoda czasu na analizowanie jakiejś sprawy z każdej strony i zastanawianie się, a może lepiej tak, a może inaczej, albo co będzie gdy sprawa zakończy się w taki sposób, a co będzie gdy w inny. Jak słyszę u kogoś takie gdybanie, to zwykle wtedy macham ręką i mówię, że nie ma co się zastanawiać bo i tak będzie co ma być i okaże się w danym czasie. Podejrzewam, że wychodzę wtedy na taką, co olewa i zbywa sprawę, ale trudno. To i tak do niczego nie prowadzi, a ja w tym czasie wolę robić coś przyjemniejszego 🙂

  • Mniej internetu – to podstawa. Przez ostatni miesiąc prawie nie miałam do niego dostępu i nagle zrozumiałam, jak wiele mam na wszystko czasu i jak on szybko ucieka przez palce, kiedy nie robi się jakiejś jednej, konkretnej rzeczy, ale np. surfuje po sieci, coś się przegląda, czegoś się szuka. No i warto planować, co robi się danego dnia, bo niezaplanowany czas też lubi być zmarnowany:)

  • ja także nie przejmuję się toksycznym,i relacjami. Lepiej ten czas poświęcić dla normalnych ludzi, a którymi miło spędza się czas 😉

  • Zupełnie nieświadomie też szkoda mi czasu na te rzeczy 🙂
    Toksycznych znajomych unikam i jeśli ktoś nie odzywa się do mnie zbyt często – sam, to po prostu uznaję, że nie warto się poświęcać dla tej drugiej osoby. Zwłaszcza jeśli kontakt z mojej strony jest częsty i często wyciągam pierwsza dłoń.

  • Iza

    Poruszyłaś ważny temat w tym poście. U ciebie refleksja na życiem przyszła w momencie śmierci bliskich osób, u mnie kiedy zachorowałam.Coś mnie zabolało trafiłam do szpitala i potem leżąc już na szpitalnym łóżku miałam duużo czasu na przemyślenia. Myślałam że to już koniec mojego dotychczasowego „normalnego” życia że nigdy już nie będę mogła pracować, nie pojadę na wycieczkę, że nie będę mogła jeździć na rowerze itd.Żałowałam tego że tak mało udało mi się osiągnąć w życiu jak na swoje 28lat(że np. nie skończyłam studiów,nie byłam nigdy za granicą,że wciąż nie znalazłam swojej „połówki”, że nie mam nawet prawdziwych przyjaciół- ogółem że nie realizowałam swoich marzeń i zmarnowałam życie prowadząc szarą,monotonną egzystencję/wegetację -praca-dom,praca-dom). To zdarzenie uświadomiło mi mój problem, dopiero lęk otworzył mi oczy. Ze szpitala wyszłam dość szybko,od tego czasu minął ponad rok,moja sytuacja zdrowotna jakoś się unormowała ale moje patrzenie na życie się zmieniło. Może dzięki temu mam większy dystans do życia? Jedno jest pewne – teraz wiem że w życiu nic nie ma pewnego. Nie wiadomo ile czasu nam dano dlatego nie warto marnować życia. Trzeba żyć tu i teraz. To chyba była moja lekcja. Zawsze lubiłam sobie dużo rzeczy planować teraz bardziej stawiam na spontan.
    Na co nie warto tracić w życiu czasu?
    – na porównywanie się z innymi (można porównywać się tylko do siebie)
    – na pracę po 10 godzin dziennie przez 6 dni w tygodniu(pozostaje mało czasu na celebrowanie życia, kontakty towarzyskie, rodzinę)
    – na oglądanie telewizji
    – siedzenie kilka godzin przed internetem (można ale z umiarem)
    – na zastanawianie się „co inni na to powiedzą?”
    – na obgadywanie innych
    – na czekanie na tzw.”lepsze czasy” – jak jest pomysł to trzeba działać od razu