Jak żyć zdrowo i nie zwariować

A może ten tytuł powinien brzmieć: żyj zdrowo i daj żyć innym? 😉

Zdrowy styl życia to temat rzeka… W dodatku rzeka dosyć niezbadana, ponieważ nauka nie jest zgodna co do jedynych słusznych rozwiązań. Decydując się na zmiany w swoim stylu życia sami musimy zdecydować w co będziemy wierzyć.

pt604

Osobiście bardzo nie lubię przesady w żadną ze stron, szczególnie kiedy coś zakrawa na fanatyzm. Nie lubię nawracania innych na „jedyną słuszną” drogę i wtrącania się w czyjeś życie ze swoimi „dobrymi radami”. Jako blogerka pisząca w dużej mierze o zdrowym stylu życia zdecydowałam się być transparentna w kwestiach dotyczących mojego stanu zdrowia i dlatego nie raz mogliście przeczytać o tym, że zmagam się z PCOS i problemami metabolicznymi (insulinooporność, hipercholesterolemia). Poruszanie na blogu tych tematów spowodowało, że dostałam od czytelników sporo maili z dobrymi radami. I naprawdę bardzo doceniam to, że komuś się chciało poświęcić te kilka minut aby zwyczajnie spróbować mi pomóc. Zawsze odpisuję na takie wiadomości i zapoznaję się z materiałami, które mi przesyłacie. Ale póki co tylko jedną taką radę czytelniczki zdecydowałam się wprowadzić w życie. Dlaczego? Bo gdybym wprowadzała wszystkie, oszalałabym. 

Głównym zagrożeniem dla mojego zdrowia jest cukrzyca i to na tym problemie postanowiłam się skupić. Dlatego moja dieta opiera się przede wszystkim na niskim indeksie glikemicznym. Gdybym jednak odżywiała się w 100% właściwie i na każdym kroku pamiętała o wszystkich moich problemach, z mojego jadłospisu musiałabym wykluczyć bardzo wiele rzeczy. Przykładowo:

  • produkty o wysokim IG czyli np. ziemniaki, większość kasz, niektóre owoce i warzywa
  • warzywa strączkowe, w tym produkty sojowe bo szkodzą osobom z problemami hormonalnymi takimi jak moje
  • produkty mocno przetworzone jak biała mąka, biały makaron itp.
  • większość serów ze względu na wysoką zawartość tłuszczu
  • produkty zawierające cukier

Dodatkowo przypomnę, że nie przepadam za mięsem i unikam go ze względów ideologicznych, jem tylko ryby i okazjonalnie indyka. Już teraz analizując powyższą listę zauważymy, że bez wyrzutów sumienia mogę jeść tylko niektóre owoce i warzywa, nieliczne dodatki do obiadu, trochę chudego nabiału i – tu już biorąc pod uwagę moje przekonania – tylko dwa rodzaje mięsa. Niezbyt wiele tego, ale te ograniczenia to jeszcze nic. Przecież gluten to cichy zabójca, nabiał to zło, a po soi (której i tak teoretycznie nie powinnam jeść ze względu na PCOS) na bank wyrosną mi wąsy i trzecia noga. Ach no i najważniejsze, to aby jeść same surowe rzeczy! Bo „tylko surowa dieta jest zdrowa dla organizmu”. 

Ja wysiadam, przepraszam. Gdybym wzięła pod uwagę absolutnie wszystkie wskazania i przeciwwskazania dietetyczne dla osób z moimi problemami, a dodatkowo uległa modzie na diety eliminacyjne, mogłabym jeść tylko kilka owoców i warzyw, na surowo oczywiście. Nigdy nie mówię nigdy, ale na chwilę obecną mogę powiedzieć kategorycznie – absolutnie się na to nie zdecyduję. Jedzenie jest jedną z moich największych życiowych przyjemności, ja je uwielbiam i nie chcę sobie odmawiać kolejnych rzeczy. Muszę patrzeć też na mój organizm jako całość – nie brakuje mi energii, mam płaski brzuch, nie mam rewolucji żołądkowych po nabiale, a dieta oparta na niskim IG daje mi poczucie kontroli nad czyhającą za zakrętem cukrzycą. Po tym wszystkim wnioskuję, że moja dieta mi służy i nie ma powodów aby ją zmieniać. Chociaż – jeśli już coś powinnam w niej zmienić, to tylko coś dodać (bo mam niedobory), a na pewno nie wyeliminować bo śmieciowego, niezdrowego jedzenia na co dzień w niej nie ma. 

Druga kwestia jaką jestem zmęczona to paranoiczne pilnowanie aby przypadkiem ktoś nie pokroił sałaty nożem, nie zjadł ogórka w jednej sałatce z pomidorem albo nie przesadził z ilością nasion chia. Ciągle dowiadujemy się, że jakieś połączenia są niefortunne, a produkty uważane do tej pory za super foods mają jednak jakieś złe właściwości. No cóż – właśnie tak to jest skonstruowane. Szpinak czy jarmuż są super zdrowe, ale zawierają dużo szczawianów… Ksylitol może działać przeczyszczająco… Banany dla jednych będą lepsze dojrzałe, dla innych niemal zielone. Zielona herbata jest bardzo zdrowa, ale wysusza gardło. Chyba nie istnieją produkty idealne, tak samo jak nie ma rozwiązań uniwersalnych dla wszystkich. Grunt to nie popadać w paranoję, obserwować swój organizm i zachować umiar we wszystkim co spożywamy. Gdyby ktoś mi jutro powiedział, że płatki owsiane są rakotwórcze, nie wyrzuciłabym w panice swoich zapasów do kosza. Sama zachęcam do tego aby czytać składy i unikać szkodliwych składników, ale jeśli raz na kilka miesięcy z braku innych produktów kupię śmietanę zawierającą karagen, to od tego jednego opakowania nie wyrośnie mi od razu nowotwór.

Prowadząc bloga opieram się wyłącznie na subiektywnych odczuciach i moich doświadczeniach. Nie przedstawiam stosowanych przeze mnie rozwiązań jako jedynych słusznych. Nie mam do tego odpowiednich kompetencji! Jeśli wierzycie w szkodliwość jakiegoś stosowanego przeze mnie składnika – po prostu nie realizujcie przepisów z jego udziałem. Nie mówcie mi też, że ten składnik jest szkodliwy, jeśli nie jest to wiadome jednoznacznie (jak np. w przypadku papierosów, których na moim blogu na pewno nigdy nie zobaczycie). Poza tym podkreślam – moja dieta jest zróżnicowana, nie jem codziennie pasztetów sojowych, makaronu czy kaszy jaglanej. Jeśli któryś z tych składników nie jest super-hiper zdrowy, i tak nie powinien mi zaszkodzić.

Na koniec jeszcze dodam, że szkic tego wpisu dojrzewał w wersjach roboczych przez kilka miesięcy. Kilka razy chciałam go opublikować, ale wtedy dostawałam jakiegoś troskliwego maila od czytelniczki, a nie chciałam aby ktokolwiek pomyślał, że jest on publiczną odpowiedzią na jego maila. Dodam też, że zjawiska o których piszę (przesadnych dobrych rad, troski o niełączenie pomidora z ogórkiem) na moim blogu pojawiają się bardzo sporadycznie, ale obserwuję je ogólnie w sieci i dlatego zdecydowałam się o tym napisać. 

Więc… Żyjmy zdrowo i nie dajmy się zwariować i… Żyjmy zdrowo i dajmy żyć innym 🙂 i wybaczcie ten kobylasty wpis 😀 

Kategorie: Odżywianie, Zdrowe ciało

W dużym skrócie - freelancerka, pasjonatka zdrowego i uważnego stylu życia, miłośniczka Warszawy, psów i kuchni roślinnej. LifeManagerka.pl to blog lifestylowy, którego tematem przewodnim jest szeroko pojęte, umiejętne zarządzanie swoim własnym życiem. Począwszy od odpowiedniego odżywiania i regularnej aktywności fizycznej, poprzez rozwój osobisty, a skończywszy na licznych detalach, które czynią nasze życie lepszym, prostszym i szczęśliwszym.

  • Tak! Bo kiedy wszędzie szukamy niezdrowych substancji to na pewno je znajdziemy, bo wszystko co w nadmiarze jest niezdrowe. Najważniejsze jest znalezienie złotego środka i nie przejmowanie się za bardzo, bo wtedy znika przyjemność z jedzenia, a przecież jedzenie to jedna z najprzyjemniejszych rzeczy w życiu. Przynajmniej ja jeść uwielbiam, zdrowo oczywiście, ale nie przejmując się, że raz na jakiś czas zjem coś co lubię, a jest ogólnie uznawane za niezdrowe (np. białe pieczywo). 😉

  • Paulina Kinal

    Dokładnie!wszędzie trzeba zachować umiar, raz na jakiś czas…można zjeść coś.mniej zdrowego, na co mamy ochotę. Zycie nie powinno być tylko przestrzeganiem surowych reguł.

  • AfterKorpo

    Nie zapomnę wypowiedzi jednej dietetyczki w telewizji „doskonale zdaję sobie sprawę jakie spustoszenie w moim organiźmie zrobi to ciastko” – mowa była o herbatniku. I jak ludzie z takim nastawieniem mają czerpać przyjemność z jedzenia? Podpisuję się pod Twoim wpisem wszystkimi kończynami. Lubię Twoje wpisy o jedzeniu właśnie głównie ze względu na to, że nie popadasz w paranoję. Na „dzieciatych” portalach kulinarnych panuje jakaś szał. Wszystko w przepisach musi być bio, mleko tylko roślinne, mąka bezglutenowa, wiem, że mam wybór, ale czasem śmieszy mnie, że ludzie wydają kupę kasy na spożywcze nowości-superżarcie, a zapominają ile dobrego jest w tych najtańszych: burakach, kapuście, kiszonkach itp. A poza tym bardzo sceptycznie podchodzę do najnowszych wieści naukowców…

  • Wszystko z umiarem i będzie dobrze 🙂 Ale jak ktoś kocha jeść to trudne jest 🙂

  • Zgadzam się z Tobą całkowicie, naprawdę jakby słuchać wszystkiego, to można by przestać jeść :3 Czytałam już tyle różnych wypowiedzi i książek, mądrych ludzi, którzy są ze sobą całkowicie sprzeczni. Moim ulubionym konfliktem jest ten między konstruowaniem pełnowartościowych posiłków a dietą rozdzielną. Trzeba sprawdzać, co nam najbardziej pasuje, jeść intuicyjnie – pisała o tym aniamaluje. Ja wiem po jakich połączeniach czuję się dobrze, a po jakich gorzej. I tylko mnie powinno to obchodzić 😛

  • Marta Siuta

    Super wpis, i o to chodzi! 🙂 Nie dajmy się zwariować!

  • Zawsze powtarzam, że najgorsi są wszelkiego rodzaju „faszyści”. Poza tym, warto jeszcze pamiętać o efekcie nocebo… Można zrobić sobie wroga ze wszystkiego, tylko po co? 😉

  • Właśnie czytałam ostatnio o kolejnej siostrze anoreksji: ortoreksji. Podobno ‚nowość’ ale może słyszałaś o niej. Chodzi o obsesję na punkcie zdrowego żywienia. Trzeba żyć zdrowo ale z głową! 😀

  • Jak ze wszystkim należy zachować umiar i obserwować siebie. Żyć w zgodzie ze sobą, czerpać to co dla nas jest najlepsze, ale wg nas a nie wg innych 😉

  • Jedynym ograniczeniem są dla mnie produkty mleczne bo cierpię na nietolerancję laktozy. Zauważyłam, że najlepiej się czuję ograniczając produkty wysokoptrzetworzone i stosując zasadę ‚mindful eating’. Do tego dużo wody i mam o wiele więcej energii. Bardzo fajnie napisany post, z rozsądkiem i bez przesadzania. Dzięki 🙂

  • Dokładnie, zgadzam się z Tobą w 100% 🙂 mam dokładnie takie samo podejście do życia i wkurza mnie jak ktoś mi mówi, że tego mam nie jeść, bo niby nie jest takie zdrowe jak mi się wydaje. Moje życie, moja sprawa, jak ktoś chce skorzystać z przepisu na blogu to droga wolna, ale jeżeli uważa go za beznadziejny to też jego sprawa 🙂 Tak samo jak mam wrażenie, że niektórzy nie do końca umieją czytać ze zrozumieniem i pomimo tego, że staram ważyć słowa w swoich notkach to nie zawsze są one odbierane tak jak powinny. Napisałam kiedyś posta nt. wafli ryżowych i matko święta, jest to najczęściej czytany post ze wszystkich i najgoręcej komentowany, a wydawało mi się, że nie napisałam w nim rygorystycznie ‚nie, nie wolno Ci jeść wafli ryżowych’ ;d Tak samo jak zawsze czytając jakiegoś posta z przepisem z uśmiechem na twarzy przechodzę do komentarzy i szukam perełek typu ‚a to Ty nie wiesz, że miód powyżej 60 stopni celsjusza traci swoje właściwości?!’ ;d
    Także brawa Kochana za normalne podejście 😉

    • Z ciekawości odnalazłam ten Twój post o waflach ryżowych, poczytałam komentarze i… ręce mi opadły 😀 to jest właśnie idealny przykład tego, co zainspirowało mnie do tego wpisu.

      • Haha chociaż Ty jedna mnie rozumiesz ;d w sumie nie ma co narzekać, ruch na blogu huka aż miło przez ten wpis ;d a ja od roku ignoruję jego istnienie i komentarze tam, bo wolę się nie wystawiać na publiczny lincz ;d

  • lifemaniaczka

    W paranoje, obsesje na punkcie odżywiania i zaburzenia łatwo można popaść bo granica jest między rozsądkiem a jego zachwianiem jest cienka. Zgadzam się z tym co piszesz. Gdybyśmy chcieli uniknąć wszystkiego co nie jest naturalne bądź tym podobne byłoby trudno zjeść cokolwiek. Grzeszki jedzeniowe czy okazjonalne wykroczenia naszych zasad są paradoksalnie zdrowe. Odpoczywa wtedy nasza psychika, nie musimy się w 100% kontrolować. W skrajnych i radykalnych poglądach i w sztywnych się ich trzymaniu cierpią nasze relacje z innymi ludźmi a tym samym cierpimy sami. Co z tego, że do ust włożymy zdrowy produkt, gdy będziemy smutni i zgorzkniali. Więc wszystko jest dobre, jeśli jest tylko z umiarem!

  • Dokładnie. Warto dbać o to co się je, ale nie ma co popadać w przesadę. Bo gdyby przeanalizować wszystkie za i przeciw każdego produktu trzeba by zacząć żywić się powietrzem 🙂

  • Zgadzam się z tym co napisałaś, sama także podkreślam gdzie się da, że grunt to umiar i zdrowy rozsądek, a to co dobre dla mnie, niekoniecznie będzie dobre dla drugiego człowieka, ALE…
    Ponieważ ciągle jeszcze poszukuję optymalnego dla mnie modelu odżywiania (głównie w związku z problemami z tarczycą), czytam na ten temat dużo, nie tylko badań czy profesjonalnych publikacji, ale też opinii innych osób, przysłuchuję się dyskusjom w sieci, itp. Oprócz tendencji, którą Ty opisujesz, do nawracania na „jedyną słuszną” dietę (paleo/ wege/ bezglutenową/ raw/ wpisz cokolwiek;)), obserwuję też tendencję przeciwną, pt. „uleganie modom na diety to głupota”. A to też nie do końca fair, bo w ten sposób wrzucamy do jednego worka osoby, które rzeczywiście bez większego zastanowienia przerzucają się z jednej diety na drugą, bo coś tam o niej przeczytały oraz osoby, które wytrwale poszukują metody na poprawę swojego zdrowia. Dieta bezglutenowa jest tu dobrym przykładem – uleganie tej „modzie” pomaga zdobyć wiedzę i polepszyć jakość życia wielu ludziom, którzy nie mają celiakii, ale inne potencjalnie powiązane z glutenem choroby (np. te na tle autoimmunologicznym). Problem w tym, że nie mamy wiarygodnych źródeł informacji, tymczasem ludzie zaczynają żywo interesować się tematem zdrowia – a to przecież bardzo dobrze!
    Przypuszczam, że większość osób, która dzieli się z Tobą swoimi przekonaniami, robi to w dobrej intencji – bo napisałaś o swoich dolegliwościach i dlatego, że blog poświęcony tematyce zdrowia skłania do takich dyskusji. I w tym kontekście Twoja uwaga o soi, wąsach i trzeciej nodze wydaje mi się lekko kąśliwa;) Oczywiście rozumiem to, o czym piszesz i popieram Twoje „dajmy żyć innym”. Ale rozsądna (sic!) dyskusja na temat tego, co zdrowe/ zdrowsze jest potrzebna, bo dla wielu osób może być pierwszym bodźcem do pozytywnych zmian. Podkreślam: bodźcem – bo konkretne decyzje podejmuje każdy z nas samodzielnie.
    Pozdrawiam!

  • Ja zauważyłam ten fanatyzm już jakiś czas temu i dlatego odizolowałam się od sieci bo dosłownie wariowałam. Media i ludzie nakręcali się coraz bardziej,jeden chciał prześcignąć drugiego i tym ze zdrowego życia wszystko zaczęło robić się chore.

    Teraz wróciłam z tarcza obronna na wszelką presje ludzi i jeśli ktoś będzie mówił mi co i jak jeść to jego też zjem:D Można dobrze radzić,ale jak każdy jest inny wyglądem tak każdy ma inne wnętrze i upodobania. Tak samo jak nie narzucam komuś swojej wiary tak samo powinno być z jedzeniem. Niech każdy pilnuje siebie:)

  • Problem w tym, ze wiele osob inaczej zinterpretuje to o czym piszesz. Mam kolegę, ktory codziennie je dwa paczki, i ciagle powtarza – nie dajmy sie zwariowac. Ma przy tym obtluszczoną watrobę i mnóstwo dolegliwości. Zgadzam sie z Tobą, ze nie można wpadać w fanatyzm, z drugiej jednak strony lepiej byc fanatykiem zdrowego odżywiania, niż nie mieć sil, energii, walczyc z otyłością i niską samooceną.

    • Do takiej osoby nie pasuje pierwsza część tytułowego zdania – taka osoba na pewno nie żyje zdrowo. Jeśli ktoś, kto codziennie objada się chipsami i drożdżówkami pomyśli, że ten post może stanowić dla niego usprawiedliwienie to będzie to zdecydowanie nadinterpretacja moich słów, bo o zupełnie innym stylu życia tutaj piszę :). Jasne, że z obu tych skrajności dla samego zainteresowanego na pewno lepsza jest ta przesadnie zdrowa… Ale mnie szczerze mówiąc za bardzo nie obchodzą skrajności innych ludzi, dopóki nie próbują ingerować w moje życie.

  • Dokładnie tak! Umiar we wszystkim, złoty środek! Każdy ma prawo ze zdrowym rozsądkiem modyfikować zdrowe (nomen omen) zalecenia. Każdy sam najlepiej wie, na co jego organizm reaguje, jak reaguje, co można, a co nie. Nie dajmy się zwariować 😉

  • W.

    Ogólnie współcześnie (a może od zawsze) panuje coś takiego jak – wszyscy wiedzą lepiej, wszyscy radzą i niestety często te rady są ze sobą sprzeczne, podparte plotką, niedoczytane do końca etc. Na każdym kroku można spotkać kogoś kto będzie wiedział lepiej i radził jak postąpić. Dlatego trzeba ufać własnemu rozsądkowi i filtrować informacje. Masz bardzo dobre podejście i gratulacje za odwagę w opublikowaniu tych bardzo dojrzałych przemyśleń!

  • 100% racja. Bardzo łatwo wpaść w pułapkę i po kolei słuchać wszystkich dobrych rad i eliminować coraz to nowe produkty z diety. Choc sama trochę ostatnio sklaniam się e kierunku paleo, to uwazam ze zlota jest zasada mojej mamy: wszystkiego po trochu i z umiarem:-)
    http://www.odkrywajacameryke.pl

  • Jak najbardziej jestem zwolenniczką rozmów na temat zdrowego stylu życia i przede wszystkim promowania go. Gdybym była przeciwna jakimkolwiek rozmowom na ten temat, nie prowadziłabym takiego bloga. Ja jednak mam bardzo duży dystans do wielu doniesień naukowych i badań i dlatego nie donoszę o nich na blogu i też nie dyskutuję o tym z innymi. Kluczowa tutaj jest właśnie granica pomiędzy tą rozmową (rozsądną dyskusją), a usilnym przekonywaniem kogoś do swoich racji. Ja nie będę nikogo przekonywać, że moim zdaniem jakaś dieta jest bez sensu, bo każdy ma zupełnie inny organizm i inne potrzeby i dla każdego coś innego będzie bez sensu – dla mnie unikanie nabiału, dla innych opieranie się na niskim IG.

    A soja posłużyła akurat za przykład, bo niestety, ale wiele „rad” udzielanych przez fanatyków jest pisana właśnie w takim tonie, jakby od czegoś (np. od glutenu) miało komuś coś wyrosnąć. Ja akurat nie miałam z tym do czynienia na moim blogu czy w mailach (bo te zawsze były miłe i nie przekraczały pewnej granicy), ale jest to zjawisko dostrzegalne w sieci.

  • W punkt 🙂 mnie też bawi, kiedy niektórzy ludzie wiedząc, że prowadzę bloga o zdrowym trybie życia ( a przecież zawsze piszę, że nie odżywiam się idealnie i mam swoje słabości) doznają szoku widząc mnie z kieliszkiem wina albo sezamkami 😀

  • Och jak dobrze wiedzieć, że istnieją ludzie o normalnym podejściu do tak fantastycznej sprawy, jak zdrowe odżywianie! Większość to albo fanatycy, albo abnegaci!:)

  • Hey Jude

    Nie wiedziałam, że masz PCOS… ja niedawno odkryłam, że jestem na skraju tej choroby i postanowiłam dowiedzieć się czegoś o tym schorzeniu (endokrynolog nic nie doradził) i rozumiem o czym piszesz! W sieci jest mnóstwo dietetycznych fanatyków! Ręce opadają! Są fora na których obojętnie czy masz nadwagę, migreny czy „trzecią nogę” odpowiedź jest zawsze jedna: zmień dietę na ………… (bezglutenowa, bezmleczna, paleo, jakakolwiek). Ja rozumiem, że wiele osób czuje się lepiej na takiej diecie, ale zawsze należy trzymać złoty środek. Czasem to idzie w chorą stronę, ktoś opisuje, że schudł objadając się jajkami na boczku i tłustymi żeberkami… gdzie tu zbilansowana dieta? I jeszcze jedno zapytałam na jednym blogu dotyczącym paleo jak ma to wyglądać u osób, które nie lubią mięsa i odpowiedź mnie powaliła: nie ma miejsca na lubię/nie lubię, jedzenie ma nas odżywić. Szczerze mówiąc pomyślałam, że ktoś musi mieć bardzo smutne życie, każdy przecież coś lubi bardziej a coś mniej, z jedzeniem ( i gotowaniem) wiąże się mnóstwo radochy. Ja zaczęłam od wyeliminowania przetworzonych produktów i fast foodów i czuję się dużo lepiej:)

  • Zgadzam sie z Toba Grunt to nie popadać w paranoję, obserwować swój organizm i zachować umiar we wszystkim co spożywamy. Pozdrawiam serdecznie Beata

  • Z ust mi to wyjęłaś, z resztą też pisałam o tym ostatnio u siebie, ale ugryzione z trochę innej strony. Pisałam, żeby nie dać się zwariować, powinniśmy jeść wszystko, dbać o różnorodność, bo każdy produkt ma swój niepowtarzalny skład i dostarcza nam przeróżnych ważnych pierwiastków czy składników odżywczych. Nie objadać się i dołożyć do tego aktywność fizyczną i po krzyku 🙂 Oczywiście w twoim wypadku są pewne ograniczenia, z resztą ty wiesz o tym dobrze. Super podejście do sprawy! Pozdrawiam!

  • Bardzo dobry wpis 😉 Od dłuższego już czasu zauważam, że wszędzie pełno dobrych porad na temat zdrowego odżywiania. Czasem myślę, że chyba nawet za dużo i momentami czuję się tym wszystkim trochę przytłoczona. Staram się znaleźć złoty środek, ale zaraz dowiaduję się od kogoś życzliwego, że to co jem nie jest zdrowe albo że robię coś źle.
    Do owsianki nie mogłam się przekonać. Po prostu smakowała jak dykta. Postanowiłam się jednak nie poddawać i poszłam do sklepu kupić owsiankę. W pracy dowiedziałam się, że ta którą kupiłam jest najgorsza ze wszystkich… Ok, nie studiowałam wcześniej owsianki, ale staram się jakoś przekonać do jej smaku i próbuję ubarwić ją innymi składnikami (owocami, jogurtami). Taki „porady” raczej mi w tym nie pomogą.
    Próbuję również rozruszać moje kości, poprawić trochę wygląd ciała, bo widzę, że idealnie nie jest i powinnam coś zrobić. Więc postanowiłam ćwiczyć. Na początku było wyzwanie 30 dni z Mel B. Po 1. miesiącu efekty były super. Potem przerwałam ćwiczenia i już nie udało mi się do nich wrócić. Podjęłam jednak kolejną próbę i przez 3 tyg udawało mi się ćwiczyć codziennie po 30 min. Pożyczyłam nawet rowerek stacjonarny, ale okazało się, że to też nie tak i znów robię coś źle. Dla osoby, która stara się dopiero wyrobić w sobie zdrowe nawyki i przyzwyczajenia, której niezwykle ciężko jest pogodzić wszystkie obowiązki i jeszcze brać się za siebie jest to bardzo skuteczny demotywator! I niestety po ost „dobrej radzie” zaczęłam wątpić w siebie i w sens tego co próbuję robić…

  • „Chyba nie istnieją produkty idealne, tak samo jak nie ma rozwiązań uniwersalnych dla wszystkich.Grunt to nie popadać w paranoję, obserwować swój organizm i zachować umiar we wszystkim co spożywamy”.

    Zgadza się, żeby zachować równowagę, powinno się dbać przede wszystkim o różnorodność spożywanych produktów (l czym napisałaś) oraz o to, by śmieciowego, ewidentnie nie zdrowego pokarmu zwyczajnie unikać.

  • Gdybyś chciała wykluczyć produkty zawierające cukier, to owoce też odpadają 😉 Więc zostałyby Ci tylko warzywa 😀
    Ja mam ten sam problem, z różnych zdrowotnych względów powinnam jeść tak naprawdę tylko warzywa i mięso. Za mięsem w dużej ilości nie przepadam, więc zostałyby tylko warzywa… Ale bez przesady. Moim zdaniem trzeba podchodzić do wszystkiego z umiarem – organizmowi potrzebne są wszystkie składniki odżywcze, a tych nie dostarczymy mu jedząc tylko warzywa. Ja zwracam uwagę tylko na to, żeby w składzie produktów, które kupuję nie było za dużo „śmieci”, czyli niepotrzebnych dodatków. Takim prostym przykładem są rodzynki. Można kupić rodzynki z dodatkiem dwutlenku siarki albo bez dwutlenku siarki. Skoro jest wybór, to wybieram te bez dodatków.

  • Zdaje się, że takie paranoiczne eliminowanie „niezdrowych” rzeczy jest nawet jednostką chorobową o nazwie ortoreksja… Każdy z nas jest inny i zgadzam się z tym, co napisałaś – przede wszystkim należy obserwować swój organizm i dostosowywać swoją dietę (i inne życiowe aspekty) do jego potrzeb i zachcianek. I nie stresować się zanadto, bo nerwy szkodzą bardziej niż parę miligramów karagenu 🙂

  • Pingback: Mój sprawdzony sposób na zimowe przeziębienia plus kilka dobrych linków, czyli kolejne podsumowanie tygodnia. | VADEMECUM BLOGERA()