Czy w życiu trzeba dużo i ciężko pracować?

Gdybyście zapytali mnie za co najbardziej kocham freelance, mogłabym odpowiadać na to pytanie ciągiem przez co najmniej godzinę. Tych rzeczy jest mnóstwo! Gdybym jednak miała wybrać jedną, nie miałabym z tym najmniejszego problemu. Nie wiem tylko czy da się to określić jednym słowem, ale zdecydowanie – najbardziej kocham freelance za wolność, elastyczność i niezależność. Za to, że wszystko zależy ode mnie.

pt720

Każdy freelancer sam decyduje jaką drogę wybierze. Można pracować dużo i ciężko i zarabiać spore pieniądze, a można też postawić na zupełnie inne wartości. Możliwości jest tyle ilu jest freelancerów. Ja nie ukrywam, że powodem mojej rezygnacji z etatu nie była chęć poprawienia swoich zarobków. Wręcz przeciwnie – liczyłam się z tym, że mogą się one zmniejszyć. Ja chciałam mieć więcej czasu na życie. Być może to mało popularny powód w czasach, kiedy prawie wszyscy chcą mieć więcej, ale nie czasu tylko pieniędzy i rzeczy materialnych – lepszy samochód, większe mieszkanie, dalsze podróże. Ja oczywiście też chcę zwiększać komfort swojego życia, ale nie jest to moim priorytetem. Nigdy nie będę się zarzynać czy decydować na pracę w stresujących warunkach aby ten nowy samochód czy mieszkanie zdobyć. Jeśli większe pieniądze przyjdą jako skutek uboczny pracy, którą bardzo lubię – to super. Jeśli nie, mnie i tak będzie dobrze z tym co mam. Jest mi dobrze z tym, że w piękny wiosenny dzień mogę pojechać z psem na dłuższy spacer za miasto. Cieszę się, kiedy mam gorszy dzień i mogę sobie pozwolić na odpuszczenie, zostanie w łóżku czy spotkanie z przyjaciółką w środku dnia. I wiecie co? Czuję się szczęśliwa i nie potrzebuję więcej. Pewnie mogłabym w tym czasie wziąć jakieś dodatkowe zlecenia i zarobić na lepsze wakacje czy zmianę samochodu, ale… chyba za mało mi na tym zależy skoro tego nie robię.

Niektórzy mogą powiedzieć, że to z mojej strony lenistwo, ale dla mnie to życie tu i teraz i delektowanie się życiem zanim mnie ono negatywnie zaskoczy. Ponad 2 lata temu straciłam w wypadku przyjaciela, a jego odejście całkowicie odmieniło mój stosunek do życia. Tamto wydarzenie przyczyniło się też do mojej decyzji o odejściu z etatu – poczułam, że marnuję swoje życie, a przecież w każdej chwili może mi ono zostać odebrane. Powiem szczerze – gdyby mój przyjaciel żył, nie mam pojęcia czy byłabym teraz w takiej sytuacji jak teraz. Intuicja podpowiada mi, że jednak trzymałabym się etatu i nie zdecydowałabym się na jego porzucenie. Nie wiem czy w ogóle przyszłoby mi to do głowy, przecież wtedy nie miałam poczucia, że życie jest kruche i że marnuję je tracąc nerwy w swojej pracy. 

Czasami piszecie, że bardzo dużo pracuję. Ale to nieprawda, ja aktualnie pracuję o wiele mniej niż na etacie. Owszem, są dni, kiedy pracuję po kilkanaście godzin dziennie, ale dla równowagi są też takie, kiedy mogłabym włączyć komputer tylko na 2 godziny. Inna kwestia, że naprawdę trudno mi ocenić co w moim życiu jest pracą a co nie. Czy jest nią testowanie nowych przepisów, bo niektóre mogę potem wykorzystać w ZdrowoManii? Czy pracą jest doszkalanie się z obsługi YouTube albo czytanie książki, o której potem napiszę na blogu? Gdyby przyjąć, że to wszystko jest pracą, to faktycznie pracuję dużo, ale czy takie założenie jest słuszne…? Pracy, za którą nie przepadam a do której kilka razy w tygodniu muszę przysiąść i wykonać ją na określony termin jest w moim życiu bardzo mało. Wszystko inne robię pod wpływem jakiegoś „flow” i serio – w ogóle nie czuję, że pracuję. Poświęcam też wiele czasu na bloga, ale choć ten czasami na siebie zarabia – tego też nie nazywam pracą. To chyba tak jak w tym powiedzeniu „Rób to co kochasz, a nigdy nie będziesz musiał pracować”. To dlatego mam problem z zaliczaniem pewnych swoich działań jako pracy. 

I naprawdę kocham freelance za to, że dzięki niemu mogę pracować mniej i mam więcej czasu na delektowanie się życiem. Cieszyć się życiem można też na Malediwach za zarobione dzięki ciężkiej pracy pieniądze, ale to nie jest mój cel (co oczywiście nie znaczy, że inni nie mogą takiego mieć). 

Piszę ten post po to, aby pokazać, że w dzisiejszych czasach można mieć też takie podejście do pracy. I jeśli też chcielibyście pracować mniej i zastanawiacie się, czy wszystko z Wami w porządku czy może jesteście leniami do potęgi, zapewniam, że nie jesteście sami. I że jest coś pomiędzy obijaniem się i życiem na czyjś koszt a zarzynaniem się w celu zadowolenia szefostwa albo klientów. I żeby była jasność – zupełnie nie neguję robienia kariery i postawy nastawionej na zarabianie dużych pieniędzy. Swoje słowa kieruję raczej do tych, których marzenia są bardziej przyziemne i być może czują się z tym dziwnie w dzisiejszym świecie. A przecież nie wszyscy muszą być prezesami, budować dom za miastem i zmieniać auto kiedy kończy się na nie gwarancja. Najważniejsze aby wsłuchać się w swoje priorytety, żyć zgodnie z nimi i czerpać z tego radość. Ot, całe przesłanie tego przydługiego posta 😉 

Oczywiście bardzo chętnie poznam Wasze opinie na ten temat i Wasze priorytety. Zapraszam do komentowania. 

Kategorie: Szczęście

W dużym skrócie - freelancerka, pasjonatka zdrowego i uważnego stylu życia, miłośniczka Warszawy, psów i kuchni roślinnej. LifeManagerka.pl to blog lifestylowy, którego tematem przewodnim jest szeroko pojęte, umiejętne zarządzanie swoim własnym życiem. Począwszy od odpowiedniego odżywiania i regularnej aktywności fizycznej, poprzez rozwój osobisty, a skończywszy na licznych detalach, które czynią nasze życie lepszym, prostszym i szczęśliwszym.

  • rzuć pracę, której nienawidzisz, zacznij zarabiać na pasji ,a zyskasz dodatkowe pięć dni w tygodniu dla siebie:) podpisuję się pod Twoim stosunkiem do freelansu:)

    • Też wychodzę z tego założenia tylko, czy nie zahacza to o pracoholizm? Przynajmniej u mnie pasja powoduje, że nie umiem się od tego oderwać! Widzę po mojej mamie, że też totalnie „popłynęła” 🙂

    • Ach, wizja niemalże idealna 🙂
      Mówi się, że najtrudniejszy jest ten pierwszy krok – od decyzji do działania, może właśnie dlatego wciąż tak wiele osób odpuszcza pomiędzy tymi dwoma etapami. Brak pewności i wiary w swoje możliwości, a tym samym rezygnacja z marzeń z obawy przed czymś, co może w ogóle nie nastąpić. A szkoda, bo perspektywa tak wielu nowych możliwości doprowadza do zawrotów głowy – to jest cudowne.

  • <3 oj jak ja Cię bardzo dobrze rozumiem! I mam identyczne podejście – też najbardziej uwielbiam to, że mogę cieszyć się życiem, mieć na nie mnóstwo czasu, a jednocześnie na to życie zarabiać i to czasami lepiej niż na etacie. To, że w ciągu dnia mogę wybrać się z psem do parku, na zakupy, na siłownię, a jak mam ochotę to siedzieć do nocy w niedzielę z przyjaciółmi, bo nikt nie zmusza mnie do porannego wstawania w poniedziałek. To praca, o jakiej marzyłam jako dziecko 🙂

    • Ja jako dziecko chyba za bardzo nie wiedziałam, że tak można pracować… Moje otoczenie mi tego nie pokazało, ale dzięki temu przynajmniej jestem teraz pozytywnie zaskoczona ;). Chociaż tu rodzi się inny „problem” – dla moich bliskich to co robię jest dziwne i mama często mnie pyta czy mam za co żyć 😉

      • Mnie za to pytali, czy nie szukam „normalnej” pracy, ale już przestali 🙂

      • Ponieważ jesteś w mniejszości, a Twoje pokolenie jest zupełnie inne niż pokolenie Twoich rodziców, reakcja Twojej mamy jest zupełnie naturalna 🙂
        Świat się jednak bardzo zmienił przez ostatnie 20 lat…

        To o czym napisałaś jest bardzo ważne…w dzieciństwie wiele się uczymy, uczymy się także schematów: praca na etacie, ślub, dzieci itd. Zazwyczaj nie chcemy odstawać od reszty…

      • A już miałam nadzieję, że kiedyś przestaną zadawać pytanie: „Okey, a kiedy znajdziesz sobie etat na umowie o pracę? Poważną pracę?” :<

    • Tak! Ten czas dla rodziny i dla przyjaciół…nawet do rana. Bezcenny 🙂

  • finesja

    Pracuje na etat. A właściwie na 1/2, 8/20 i jeszcze 1/5 etatu, bo jestem psychologiem w szkole i dwóch przedszkolach. Zarabiam mało, jak to młody nauczyciel. Ale kocham moją pracę i nie zamienilabym jej na żadną inną, lepiej płatną. Kosztem większej ilości wolnego czasu mogę ogarnąć wszystko w domowym życiu. Ale mam wrażenie, że łatwo nam się mówi, bo wszystko zależy od sytuacji. Pewnie gdyby mój mąż nie zarabiał dwa razy tyle co ja i np też był nauczycielem, byłoby nam ciężko cieszyć się satysfakcjonują pracą i jeść codziennie chleb z topionym serem, wakacje spędzając tylko na balkonie. Podsumowując, cieszę się, ze ja osobiście mogę się z Tobą zgodzić i wybrać satysfakcję zamiast wielkich pieniędzy, ale myślę, że nie wszyscy mają taką szanse

    • Wydaje mi się, że to jakie mamy oczekiwania od życia wpływa też na to jaką ilość pracy jesteśmy w stanie zaakceptować. Dlatego ktoś kto bardzo chce spędzać wakacje na Malediwach nie jest bardzo nieszczęśliwy kiedy musi więcej pracować. Ja gdyby nie było mnie stać na pewne podstawowe dla mnie rzeczy (jak np. zdrową żywność), pewnie też bez większego problemu zwiększyłabym ilość swojej pracy aby ten swój minimalny pułap zarobkowy osiągnąć. Dlatego podejrzewam, że np. w Twojej sytuacji – gdybyście oboje pracowali na niepełny etat i przez to musieli jeść ten ser topiony, to pewnie zwiększenie o kilka godzin tygodniowo ilości pracy aby pozwolić sobie na krewetki nie wpłynęłoby na Wasze zmniejszenie poczucia szczęścia. Nie wiem czy jasno się wyrażam 😀

      A sytuacja kiedy ktoś dużo pracuje a i tak go nie stać na podstawowe rzeczy to niestety zupełnie inna historia.

  • Zgadzam się w 100% z tym co napisałaś, choć wielu ludziom wydaje się być dziwne, że wolę zarabiać mniej a czuć wolność i kochać to co robię. Taka praca jak teraz daje mi szczęście i to jest dla mnie ważniejsze niż rosnąca kupka pieniędzy na koncie.

    • Dokładnie <3 podsumowałaś mój post w 2 zdaniach 😀

    • Marcin Mlu

      Najlepsza inwestycja to inwestycja w siebie i logiczne myślenie;) Czasem,więcej z(a)robi dla nas nie-zwykły spacer ,niż nadgodziny w pracy wydane na Mac’a czy energetyka.Dobra jest codzienna obserwacja siebie i jej bilans energetyczny ;P -poza tym..istnieje zasada Pareto,przeto;D

  • Paulina Kinal

    Ostatnio sporo pracuje i myślę…ze wole mniej i delektować się życiem. Co z tego jak masz hajs…skoro nie masz kiedy go wydać.

  • Podoba mi się Twoje podejście do życia. Sądzę, że jestem starsza od Ciebie. Sposób w jaki zostałam wychowana i oczekiwania jakie mi stawiano wdrukowały mi w głowę bardzo mocno, że najlepsza praca to ta na etacie. Ja jednak się z tym nie zgadzam i mimo tego, że w lutym podpisałam nową umowę na pracę etatową na kolejne 3 lata – mam zamiar potraktować ten czas jako przygotowanie do pracy na swoim. Chcę ten czas wykorzystać na naukę umiejętności, które w moim przekonaniu pozwolą mi dobrze pracować dla siebie. Potrzebuję tego czasu też na nabranie pewności siebie, żeby po podjęciu decyzji o zmianie nie mieć chwil zwątpienia. Również w moim przypadku impulsem do zmiany myślenia była utrata bliskieje osoby. I może dla kogoś to banał – ale życie jest zbyt kruche, żeby spędzać je w otoczeniu, które przynosi więcej frustracji niż zadowolenia, Pozdrawiam

    • Agnieszka

      Praca na etacie i najlepiej w budżetówce… skąd to znam. Ja do niedawna pracowałam w korporacji, dusiłam się tam. Teraz czuję, że żyję. Pracuję tyle ile chcę, kiedy chcę… mam możliwość wyboru. Rodzice wpajali mi podobne wartości (praca na etacie itp.) dlatego ciężko było mi podjąć decyzję o przejściu na swoje. Jestem na początku drogi, na razie nie zarabiam dużo, ale wystarczy mi na wynajem mieszkania i miłe życie. W działalności początki są najtrudniejsze. Trzymam również kciuki za Ciebie 🙂 Pozdrawiam serdecznie! Agnieszka

  • Mi się w końcu udało zdobyć prawdziwe freelancerskie zlecenie i chociaż dzisiaj pracuję cały dzień i jutro będzie tak samo, to jednak swoboda, że kolejne dni mogę sobie zrobić wolne jest dla mnie bezcenna. Brak szefa nad głową jest największym atutem i nie muszę się nikomu tłumaczyć z tego, dlaczego w tej chwili robię to, a nie co innego 🙂

    • Cieszę się, że coś u Ciebie ruszyło w zleceniach 🙂 mam nadzieję, że poprawiło Ci to humor 🙂

      • Zdecydowanie 🙂 Nabrałam nowej energii, mimo że zlecenie nie należy do najłatwiejszych. I jeszcze nie skończyłam tego, a już dostałam od tej samej firmy kolejne 🙂 Co najlepsze, w tej chwili wychodzi na to, że freelancing w moim przypadku jest też korzystniejszy finansowo 🙂

        • Pewnie 🙂 przede wszystkim dlatego, że nie musisz lwiej części zarobionych dzięki swojej pracy pieniędzy oddawać szefowi. To naprawdę olbrzymi plus kiedy pracuje się tylko na siebie 🙂
          Bardzo się cieszę i trzymam kciuki aby tych zleceń było więcej!

        • tak na wszelki wypadek nie dziękuję 😉

  • Bardzo podoba mi się takie podejście do życia i pracy. Sama marzę o pracy freelancera jednak zdaję sobie sprawę, że nie mam zbyt wielkiego talentu do robienia zdjęć, pisania tekstów czy grafiki by móc na tym zarabiać.

  • Nie wiem skąd mi się to nagle wzięło, bo studia skończyłam już dawno temu, ale czytając Twój tekst miałam mnóstwo skojarzeń z teoriami ekonomistów;) Kłania się tu teoria wyboru konsumenta, malejąca użyteczność krańcowa i krzywa obojętności, którą każdy z nas buduje sobie po swojemu. Normalnie idealny case do podręcznika mikroekonomii:)
    A mówiąc poważnie – bardzo się z Tobą zgadzam, sama czuję i wybieram podobnie. Widocznie mamy podobną krzywą obojętności;) I cieszę się, że o tym piszesz, bo rzeczywiście trochę jest tak, że wciąż najbardziej „społecznie poprawny” model pracy to etat, min. 40h tygodniowo i wysoka, stale rosnąca pensja jako priorytet. A przecież, jakkolwiek banalnie by to nie brzmiało, w życiu nie chodzi o pieniądze i nie trzeba czekać na osobisty dramat lub totalne wypalenie zawodowe, aby to zrozumieć. Możemy żyć szczęśliwie(j?) rezygnując z części sztucznie zaszczepionych nam potrzeb.

  • Bardzo się cieszę, że przeczytałam ten wpis.

  • Aż ciężko mi jest wyobrazić sobie, że można wieść takie życie! Od dziecka wpaja się nam, że masz się uczyć, studiować a potem pracować. Masz pasję? Lubisz fotografować. To fajnie, ale idź do pracy. Obecnie studiuje coś co mija się z moimi zainteresowaniami całkowicie. Po prostu odnalazłam pasję (a raczej do niej powróciłam) całkiem niedawno. Byłam jedną z tych osób, które zaczęły jakiś kierunek, bo tak wypadało. Teraz zostało mi kilka miesięcy do końca licencjatu. To, że muszę go napisać, to jest najgorsza katorga. Ale nie wiem, czy byłabym wstanie rzucić tego wszystkiego po tych paru latach nędznej harówki. Chciałabym bardzo w przyszłości utrzymywać się z tego, co jest moją pasją. Bliscy odradzają, ja miewam mieszane uczucia. Nie wiem, co robić ale wiem czego chce. Bardzo bym chciała już zacząć już planować! Ale wtedy przypomina mi się praca licencjacka i egzamin i od razu ulatują ze mnie wszystkie siły. Błędne koło! Nie wiem, czy warto się tak męczyć.

    • Trudna sytuacja, ale wydaje mi się, że już za daleko zaszłaś aby teraz rezygnować… Chyba trzeba zacisnąć zęby, zmusić się do napisania tej pracy i pozbyć się tego problemu raz na zawsze. A potem poświęcić się temu co kochasz.

  • Trzeba to nazwać odwagą, bo niewielu ludzi w dzisiejszych czasach by się na to zdecydowało 🙂 Ale zdecydowanie inspirujesz do zastanowienia się nad swoim życiem, nad zmianami. Ja akurat pracuję tylko dorywczo, ale większość mojego czasu pochłaniają studia. Kocham je nad życie i nie wyobrażam sobie uczyć się czegoś innego, ale czasem po całym dniu na zajęciach zamiast wrócić do mieszkania i siąść do projektu lecę na rolki albo pobiegać, albo spotkać się ze znajomymi bo wiem, że projekt mogę oddać w drugim terminie a chwile są tylko chwilami i dodatkowo są ulotne więc muszę je chwytać jak tylko się da! 🙂

  • Praca jako freelancer wymaga dużo odwagi i podjęcia pewnego ryzyka. To jest coś, co moim zdaniem wiele osób blokuje i nie pozwala im rozwinąć skrzydeł i zacząć robić tego, co jest ich pasją. Bo etat daje poczucie stabilizacji. Nawet jeśli nie zarabiasz dużo i Twoje zarobki stoją w miejscu masz to poczucie komfortu, że co miesiąc stała kwota wpłynie Ci na konto. Rzucenie etatu zabiera to pozorne poczucie bezpieczeństwa. Jednak myślę, że jeśli ma się pasję zdecydowanie warto się jej poświęcić i zarabiać na czymś, co lubi się robić, mając przy tym możliwość zarządzania swoim czasem. Twój post jest dla mnie inspiracją, że z powodzeniem można prowadzić takie życie 🙂

    • Z tym bezpieczeństwem na etacie to też różnie bywa. Fajnie opisała to kiedyś Justyna http://8razy5.pl/gdy-zwalnia-cie-klient/ bardzo polecam ten post. A w skrócie – etat też można stracić i to całkiem niespodziewanie. Freelancer natomiast rzadko utrzymuje się tylko z jednego zlecenia, zazwyczaj ma kilku klientów i raczej nie zdarza się, że wszyscy odchodzą w tym samym momencie.

      Jeśli chodzi o warunki to etat moim zdaniem jest lepszy tylko z powodu płatnych zwolnień i urlopów. Ale to też coś za coś – freelancer może mieć znacznie więcej dni urlopu w roku, a w dni pracujące może zarobić rocznie tyle, ile ktoś zarabia na etacie. To można by tak porównywać godzinami, ale chciałam tylko podkreślić, że jak już ma się kilka stałych zleceń to z tą stabilizacją na frilansie nie jest tak źle 🙂

      • Właśnie przeczytałam post Justyny, bardzo przydatny:) masz rację, nie ma nic pewnego, etat też nie daje żadnej gwarancji. Jeśli chodzi o bycie freelancerem to faktycznie być może nie taki diabeł straszny jak go malują 🙂

  • Bardzo dobre i ZDROWE podejście. Po co lepsza praca, skoro pozostaje ci tak mało czasu dla siebie? Po co lepsze pieniądze skoro po pracy nie ma już nawet ochoty się ich wydawać? Praca jest to po, by żyć godnie, ale nigdy nie powinna stać się całym życiem.

  • Ja miałam tak wpajane od dziecka, że trzeba pracować dużo i ciężko,że tylko dzięki temu będę szczęśliwsza bo przecież podobno będę więcej zarabiać. Zostałam wysłana na studia, które podobno były przyszłościowe, ale zupełnie nie były w moim „klimacie”… Cały czas też pracowałam w branży za którą nie przepadałam. Za namową rodziny poszłam na kurs związany z kierunkiem moich ukończonych studiów, by skończyć z pracą w branży, która nie jest w żaden sposób przyszłościowa.
    Kurs skończyłam, pieniądze zapłaciłam ale nic z tym dalej nie robię. Dlatego, że nie chcę. To nie były moje decyzje. Moją decyzją będzie praca, którą kocham, praca na własny rachunek, związana z moją pasją.
    Nie mam niestety poparcia w nikim. Każdy komu mówię o moich planach twierdzi, ze źle na tym wyjdę, że trzeba się trzymać dobrej długiej umowy, pracy na etacie i pewnych zarobków. Nie ważne jest dla nich to, że ja do tej pracy idę już z duszą na ramieniu, zniechęcona, zmarnowana i nieszczęśliwa. O ile więcej szczęścia miałabym z pracy, która sprawiałaby mi przyjemność, nawet mniej płatnej. Wiem, że nie każdy to pojmuje i ludzie pukają się w czoło gdy słyszą takie słowa, ale taka jest prawda.
    Dla mnie priorytetem jest szczęście. A szczęścia na pewno nie daje mi zajęcie, którego nie lubię wykonywać…

    • Doskonale Cię rozumiem i oczywiście popieram w trzymaniu się swojej decyzji – nie poddawaj się presji otoczenia, tylko idź swoją drogą, bo to Twoje życie i to Ty ponosisz konsekwencje wszystkich swoich decyzji. Skoro dotychczasowe były pod presją i były złe, to teraz trzeba zrobić po swojemu 🙂 Trzymam kciuki.

  • sieczkarnia

    Wczoraj wieczorem słyszałam „kątem” ucha jakiś reportaż w któryś wiadomościach. Mówili o tym, że się wyjeżdża, do których krajów najchętniej itd. Jakaś dziewczyna mówi, że marzy o pracy naukowej, ale w Polsce z grantami i doświadczeniami słabo, więc wyjeżdża. Inny chłopak podobna śpiewka. Reporter mówi teraz o małym miasteczku, gdzieś pod jakimś większym miastem i o jakiejś innej bohaterce. Ja przystaję, żeby usłyszeć wyraźnie, bo już wyczuwam, że teraz będzie w końcu coś fajnego. Dziewczyna mówi, że tak pracuje właśnie w tej mieścinie w sklepie spożywczym, ale nie ma zamiaru nigdzie wyjeżdżać. Powiedziała, że jest szczęśliwa z tym co ma i że nie wszyscy potrzebują tak dużo. Ja uśmiechnęłam się od ucha do ucha i poczułam z nią wyraźną więź 🙂 To wszystko było oczywiście bardziej płynne niż moja nieudolna relacja, ale morał ten sam.. Bardzo fajnie, że piszesz o tego typu rzeczach. Ja i moja Norcia też ubóstwiamy wspólne spacery tak jak Ty i Twoja Luna – jak widzę wasze zdjęcia to tak jakbym widziała mnie i mojego psa-aniołka ;))Aaa i wiesz co – chętnie przeczytam kiedyś posta o rodzajach freelancingu, może jakichś wskazówkach z jakimi umiejętnościami jest łatwiej, jakie trzeba by przyswoić, jakie swoje umiejętności można wykorzystać i jak się zabrać do tego już tak konkretniej. Lubię czytać o początkach i doświadczeniach freelancerek, ale taki HOW TO

    • Ja też słyszałam ten reportaż 🙂 dlatego wiem o co Ci chodzi i mi też podobała się wypowiedź tej dziewczyny.

      Pomyślę nad takim postem. Trochę już pisałam o początkach i muszę przemyśleć jak ugryźć temat aby się nie powtarzać.

      • sieczkarnia

        I powiem Ci, że dzięki temu tekstowi o nie przejmowaniu się opinią innych i tym powyższym bardzo Cię polubiłam. Wiem, że to głupie, ale wcześniej po prostu myślałam, że jesteś odmienną ode mnie osobą i choć podczytywałam to jednak czułam dystans. Wiedziałam, że masz fajny i zdrowy styl życia, łączy nas miłość do psów i że świetnie sobie radzisz jako freelancerka, ale po prostu nie czułam się twoim blogowym targetem.

        Co do posta to właśnie wiem, że pisze się o początkach freelancingu, jego plusach i minusach etc., ale na coś takiego jeszcze nie trafiłam.

        • Dzięki, może powinnam częściej pisać takie psycho-filozoficzne posty, ostatnio mam na nie straszną fazę. Jeszcze jeden siedzi w szkicach, ale chwilowo dam Wam odpocząć od swoich wynurzeń 😉

  • Pozdrawiam Cię z autokaru który wiezie mnie na Litwę. Gdybym nie była freelancerem, raczej nie zaczynałabym w ten sposób tygodnia 🙂 To jest to, co kocham w tym najbardziej i co wynagradza mi wszelkie uciążliwości i czasami mniejsze zarobki – właśnie ta wolność, że kiedy chcę, to mogę wyjść z domu bez planowania tego pół roku wcześniej i wyjechać na kilka dni za granicę. Albo po prostu spędzić najlepsze godziny dnia wystawiając twarz do słońca, zamiast podkręcać klimatyzację w ciasnym biurze i co chwilę wzdychać, zerkając z tęsknotą przez okno….

    • Ja przed chwilą tak na luzie przeglądałam bilety lotnicze i jako że najtańsze są w środku tygodnia, to też moją głowę znowu nawiedziła myśl „dobrze być freelancerem” 😉

      Udanej wyprawy do Wilna!

  • Bardzo chciałabym w przyszłości mieć pracę, którą będę kochać i w dodatku mieć dużo czasu dla siebie. Również nie mam parcia na kasę. Czas jest najcenniejszy. 🙂

  • Do mnie również nie trafia „były” Kominek, który potrafił pisać po kilka postów dziennie, odmawiać sobie naprawdę wiele przez wiele lat, by teraz mieć boskie życie. Ok, lubi to. Rozumiem. Ja też lubię swoją pracę, uwielbiam wyjazdy, pilotaże, Italię, ludzi, flow przez dwa tygodnie non stop.
    Uwielbiam pisać, inspirować, zarażać tym swoim pisaniem. To super sprawa. Ale cieszę się, że się w porę ogarnęłam. Że przez to nie przegapiam, jak cudnie śmieje się moja córeczka. Ja ciepło przytula synek. Że chcą mnie mieć dzisiaj, a nie za miesiąc. W „szarej” Polsce 🙂 Chcę mniej mieć, bardziej być. Mniej snobistycznie, więcej wspólnie. Wolę nie kupić dziecku zabawki, za to przytulać je trzy razy częściej. Tak wybieram. I dzięki temu doskonale Cię rozumiem. I jeszcze bardziej lubię 🙂

    • Pięknie to napisałaś. Marzę, żeby u mnie kiedyś było podobnie – taki jest plan 🙂

  • Daje wiele do myslenia! Ja jeszcze tak gdzies ‚pomiedzy’ tym wszystkim.

  • nitka

    Właśnie jestem na etapie poważnego zastanawiania się nad swoją przyszłością, bo już rok mam w plecy. Czy freelancerem może zostać każdy czy trzeba mieć jakieś zdolności/ konkretny talent/ umiejętności? Jestem totalnie zagubiona w tym, co dalej ze sobą zrobić. Nie chcę spędzić całego swojego życia w pracy, bo życie jest za krótkie! Z drugiej strony trzeba na nie jakoś zarobić…

    • Freelancerem może zostać ten, kto ma jakieś umiejętności, które może wykonywać samodzielnie, bez bycia częścią jakiejś organizacji. Może to być pisanie tekstów, projektowanie graficzne, programowanie, jakieś doradztwo np. marketingowe, prawne, finansowe, mogą to być tłumaczenia, prowadzenie jakichś zajęć, może to być nawet zwierzęcy behawiorysta… Możliwości jest właściwie bardzo wiele, trzeba wsłuchać się w siebie, przeanalizować swoje mocne strony i umiejętności… Być może niektóre rozwinąć… A potem działać. Naprawdę warto się nad tym zastanowić. Oczywiście potrzebne są też inne cechy, np. samodyscyplina i umiejętność bycia swoim własnym szefem. Ale wydaje mi się, że jak się lubi swoją pracę to takie cechy uruchamiają się z automatu.

  • Świeże i rewelacyjne podejście. W życiu trzeba robić to co się lubi. Tak na prawdę to polepszyłaś swój komfort życia i to dużo bardziej niż Ci wszyscy, dla których komfort oznacza posiadanie sportowego audi czy wakacje na Malediwach 🙂

  • Czuję idealnie tak samo! Zwłaszcza teraz, kiedy patrzę jak szybko dorasta moja córka – nie wyobrażam sobie na siłę zarabiać więcej kosztem czasu z nią. Po co, skoro to, co mamy wystarcza?

  • Trochę Ci zazdroszczę ale ja nadal szukam właśnie tego zajęcia 😉

  • W to, co opisałaś zupełnie wpasowuje się to, co ostatnio powiedział mi mój chłopak, czyli, że kocha mnie za to, że „tak niewiele mi potrzeba”. Chodziło mu o to, że cieszę się z drobnostek i nie marzę o dalekich podróżach, nie dążę do tego za wszelką cenę, ale również nie osiadam na laurach. Ważne, aby utrzymać w życiu równowagę i odnaleźć swoje wartości – dla mnie jest to czas spędzony z ukochanym, spokój, rodzina, miłość, zdrowie. Też mam nadzieję, że będę pracować w czymś co mnie interesuje, a pieniądze będą pożądanym skutkiem ubocznym. Pozdrawiam! :))

  • Bardzo ciekawy tekst! Ja również zdecydowałam się na taką drogę życiową i bardzo doceniam wolność którą mi to gwarantuje. Jasne, dla wielu brak stałych godzin czy nieregularne zarobki są minusem, ale stale godziny można samemu sobie ustalić a zarobki przy mądrym zarządzaniu nie stanowią problemu. Tym bardziej, że w odróżnieniu od etatu – górnego pułapu nie ma. Największy minus jaki dostrzegam to czasami problem z wyplaceniem mi wynagrodzenia na czas :)). Zdecydowanie cenie jednak to, ze nie muszę nikogo prosić o wolne, gdy muszę iść do dentysty, że mogę zdecydować, czy wolę dodatkowe pieniądze, czy spacer po lesie. Dla mnie wolność jest dużo cenniejsza niż kolejny przelew.
    🙂

  • „Najważniejsze aby wsłuchać się w swoje priorytety, żyć zgodnie z nimi i czerpać z tego radość. ” Zdecydowanie to jest to, o co chodzi.

    Każdy z nas ma inne priorytety w życiu. Jednak dopóki w trakcie dążenia do nich jest nam dobrze, czujemy się spełnieni i nie robimy nikomu krzywdy, to jest jak najbardziej w porządku. I choć to bardzo oczywiste, to ludzi takich jak TY, jest jednak mniej. Dążenie do zwiększania ilości dóbr materialnych zawładnęło większością ludzi. Po latach takiego życia, często dochodzą do wniosku, że to co osiągnęli jest im niepotrzebne, nie daje radości, wsparcia…

    Dlatego warto, tak jak zrobiłaś to TY, usiąść i zastanowić się, czego my tak naprawdę chcemy od życia? Co jest dla nas ważne? W jakim punkcie chcemy być za 5, 10 lat ?

  • To co napisałaś, jest kwintesencją tego co chciałabym robić w przyszłości.
    Pogoń za materialnymi dobrami nie jest dla mnie. Ale cieszenie się każdą chwilą życia – jak najbardziej. Idealnie ubrałaś to w słowa:)

  • Agata

    Też w przyszłości chciałabym „pracować” w taki sposób jak Ty. Dać sobie czas na życie i doświadczanie tego, co nas otacza, czerpanie radości z chwil 🙂 Drzemie we mnie taka myśl, że kiedyś chciałabym sama decydować o swojej pracy, nie zaharowywać się, robić, to co lubię, mieć czas na hobby, po prostu być, a nie posiadać. Na razie jestem w drugiej klasie liceum, myślę o studiach na kierunku architektura na Politechnice Wrocławskiej, a do hobby zaliczę rysunek i rolki. Jestem pewna, że da się to zrobić! 🙂

    • Jak się bardzo chce, to prawie wszystko się da 🙂 powodzenia!

  • dadada92

    Cześć jestem nowa na Twoim blogu. Trafiłam tu raczej za sprawą aparatu ortodontycznego I przy okazji szperalam trochę po całym blogu. Nie wiem czy już o tym pisałaś ale czy dokładniej się zajmujesz o ile to nie tajemnica? 🙂 Freelancer to ogromne pojęcie I zastanawiałam się jaka częścią Ty się zajmujesz.

    Jeśli uważasz, że to zbyt osobiste to przepraszam a jeśli odpowiesz to dziękuję 😉

  • Zazdroszczę Ci bardzo. Jestem na początku drogi freelancera – tak naprawdę mija dopiero kilka miesięcy – i widzę, że mam ogromny problem z rozróżnieniem czasu wolnego i pracy. Może to wina perfekcjonizmu! 🙂 Jednak mam wrażenie, że pracuję ciągle. Nie wiem czy to tak jest, czy to ja tak mam, czy nie umiem wypośrodkować, ale jestem zmęczona. Zlecenia spływają, czas się kurczy, a ja nie umiem nim zarządzić. Panika się pojawia, nie ukrywam 🙂

  • Marcin Mlu

    Moja krótka refleksja na temat pośpiechu towarzyszącemu osobom,które wpadły w wir własnych ambicji;) (w pewnym momencie przesadne dążenie do sukcesów i perfekcji staje się uzależniające psychicznie i blokuje zadowolenie z życia=stres,niepokój i inne pochodne) https://www.youtube.com/watch?v=kJHei2zIQbo

  • Zupełnie się z Tobą zgadzam, choć niestety nie każdy ma tyle odwagi, żeby zrezygnować z etatu. Taka decyzja niesie za sobą sporo konsekwencji 🙂

  • Doskonale Cię rozumiem. Miałam tak kiedy prowadziłam firmę. Owszem nerwy były i pracowałam czasem więcej niż 8 godzin, ale nie traktowałam wszystkiego jako zło konieczne. Tu pojedź załatw, tu spotkanie biznesowe, tu zajęcia. Zupełnie inny poziom motywacji i poczucie, że robisz to dla siebie. Potem niestety 1,5-2 lata pracy koniecznej bez satysfakcji za bardzo, no może poza moimi kursantami.
    Teraz chce wdrożyć plan i mam możliwości znów tworzyć coś na własny rachunek. Mam nadzieję, że się uda bo bardzo tęsknie za tym o czym piszesz.
    AniaG

  • Przez długi czas szukałam zajęcia, które będzie mi dawać satysfakcję i spokój. O ile jeszcze nie mogę liczyć na to drugie. To i tak wiem, że podjęłam słuszną decyzję. Póki co pieniądze przychodzą na konto, więc jest dobrze. Jeżeli okaże się, że moja praca daje mi, tylko satysfakcja i nie będę mieć na zapłacenie rachunków. To pójdę na etat lub wyjadę z Polski. Póki co – jest dobrze!
    P.S. Wyślę wpis mężowi 😉

  • Ja bym nawet powiedziała, że nie wszyscy powinni być prezesami i budować dom za miastem. Prezes musi kimś kierować, ktoś musi uczyć jego dzieci pisać i liczyć, ktoś mu ten dom wybudować i tak dalej 🙂

    Fajnie czytać o osobie, która jest szczęśliwa, kiedy je małą łyżką 🙂

  • Życie to nie tylko dobra materialne. Co komuś po nowym aucie, większym mieszkaniu, kiedy nie ma kiedy spędzać z rodziną i bliskimi czasu w tym wielkim metrażu. Praca dla siebie daje o wiele więcej niż tylko tą świadomość, że możesz zwolnić kiedy tego potrzebujesz – to też w niej cudowne. Praca dla siebie uczy szacunku dla swojego czasu, dla swojej osoby, dla bliskich, których się ma. Też kiedyś tak będę pracować dla siebie 🙂 cudowne miejsce – zostanę na dłużej! 🙂

  • Ja miesiąc temu rzuciłam pracę, której szczerzę nie znosiłam i… czuję, że jestem szczęśliwa. Przez ten miesiąc tak wielu rzeczy się nauczyłam, dowiedziałam, zrobiłam, że aż nie potrafię pojąć jak to jest możliwe. Co prawda szukam swojego miejsca (właśnie jako freelancer), ale wierzę, że jestem na dobrej drodze do osiągnięcia dokładnie tego o czym marzę.

  • Julia W.

    Jak miło dowiedzieć się, że ktoś myśli podobnie jak ja.

  • Paulina Gaworska

    Twoje słowa dają mi do myślenia, zastanawiam się czy ja bym tak mogła? Ja jestem na początku swojej drogi zawodowej i raczej mam wątpliwości, ale może kiedyś jak już zdobędę doświadczenie:)

  • Bardzo lubię tego typu wpisy, są motywujące by podążać za swoimi pragnieniami. Ja z jednej strony cenię sobie etatową stabilizację (która jak wiemy i tak prędzej czy później może się skończyć), z drugiej jednak strony marzy mi się jakieś swoje własne działanie ze względu na to by mieć właśnie ten czas dla siebie….. Gdzieś tam oczami wyobraźni widzę siebie wstającą o 9.00 a nie 6.30, zjadającą na spokojnie śniadanie a później piszącą teksty w domu lub w jakiejś kawiarence w galerii po treningu 😉 Albo możliwości podróżowania bez konieczności walczenia o urlop w danym terminie…. w końcu mając laptop/ tablet i dostęp do internetu można pisać z każdego miejsca…. ahhhh….. marzenia…. oby się zrealizowały… tzn obym ja miała siłę jednak je zrealizować.

  • Bardzo fajnie napisane i w zasadzie to zgadzam się ze wszystkim, bo mam podobne podejście do życia. Wolę zarabiać mniej, ale mieć dużo czasu dla siebie i swoich bliskich. Dla mnie ten czas jest najcenniejszy 🙂

  • Pingback: #Jaki lajf, taki stajl #25()

  • Pingback: WTORLINKI #47 - Króliczek Doświadczalny()