Z pamiętnika aparatki – blaski i cienie noszenia aparatu ortodontycznego

Śniło mi się ostatnio, że 15 maja miałam zdejmować aparat. I wiecie co? Byłam w tym śnie strasznie nieszczęśliwa z tego powodu. Ale nie dlatego, że tak pokochałam swój aparat, tylko z powodu niezadowolenia z efektu końcowego. I tak, na dzień dzisiejszy chyba nie chciałabym go jeszcze zdejmować, jeszcze jest coś do zrobienia… Aparat miał być takim moim prezentem na 30tkę – ode mnie dla mnie. I nie wiem niestety czy uda mi się go zdjąć przed urodzinami, ale wiem, że te ostatnie miesiące będą bardzo trudne.

aparatka_1

Całe moje leczenie miało trwać do 1,5 roku i pewnie by tak było gdyby wszystko poszło gładko. Ale pewnie większość aparatek to powie – rzadko wszystko idzie gładko. I uwaga – teraz muszę sobie ulżyć… Momentami nienawidzę tego aparatu i naprawdę bardzo bym już chciała przestać się ciągle przejęzyczać i móc wreszcie spokojnie jeść na mieście i podczas spotkań towarzyskich… Nie mówiąc już o tych (na szczęście bardzo nielicznych) dniach, kiedy np. po rozpoczęciu stosowania nowych wyciągów miałam ochotę wyć z bólu. Raz nawet wyłam – jak dostałam najmniejsze wyciągi i przez pół godziny nie mogłam ich założyć. Strzelały mi co chwilę przecinając wargi niczym bat… Oczywiście po kilku dniach nabrałam wprawy i nie mogłam zrozumieć z czym na początku miałam problem. O, albo jak mi panie asystentki próbowały założyć separatory przed strippingiem. Boże. Przez prawie tydzień chodziłam jak jakaś ofiara przemocy w rodzinie z poharatanymi ustami. Nie było tego na szczęście widać, ale ja z każdym wypowiadanym słowem czy zjadanym posiłkiem naruszałam sobie rany i nic nie zapowiadało, że to kiedykolwiek się zagoi. Minęło po 5 dniach. Zmiana wyciągów na podwójne po strippingu to była kolejna masakra – ból zębów, kości (?) i mięśni szczęki nie pozwolił zmrużyć oka. Na szczęście tylko jednej nocy. A sam stripping? Porównywalny do usuwania kamienia – tak samo nieprzyjemny, bolesny i (w moim przypadku) krwawy. Ale bardzo krótko to trwało, więc traumy nie ma. 


Teraz noszę już potrójne wyciągi (czyli w sumie muszę zakładać na zęby aż 6 ściskających szczękę maleńkich gumeczek) i cały aparat mam obłożony dodatkowymi drutami, które mają to umożliwiać. Zahaczają mi one o usta, powodują rany, znowu mam większe problemy z jedzeniem, mówieniem i znowu muszę oklejać aparat woskiem. A kiedy założę wyciągi mówienie jest całkowicie niemożliwe, więc nie mogę odbierać telefonów kiedy mam je na zębach. Towarzyszący temu ból też sprawia, że jestem sfrustrowana, rozdrażniona i czasami mam ochotę kogoś zabić. 

Ostatnie i najbliższe miesiące to jakaś kulminacja prac nad moim uśmiechem i jestem tym już naprawdę zmęczona i przed każdą wizytą u ortodonty marzę o usłyszeniu słów „to co, umawiamy się na zdejmowanie?”. Wizualizuję to sobie w nadziei, że to coś przyspieszy. Nie przyspiesza.

aparatka_2

Cóż, pewnie długo mogłabym wymieniać te wszystkie niedogodności. Ale to wszystko jest naprawdę totalnie bez znaczenia, kiedy na drugiej szali położymy korzyści. Aparat ortodontyczny to +100 do pewności siebie. Gdyby nie on, wiele rzeczy w moim życiu by się nie wydarzyło. Przede wszystkim nie stanęłabym przed kamerą, w ogóle nie byłoby o tym mowy! A bez względu na to jak potoczą się dalsze losy mojego „programu” – uważam to doświadczenie za niezwykle cenne i wiele zmieniające w moim postrzeganiu siebie. Cudownie było też odzyskać utraconą już wiele lat temu zdolność uśmiechania się prawie zawsze i wszędzie bez kompleksów. Ja nawet przez moment nie wstydziłam się mojego aparatu. Przeciwnie – jestem z niego i z siebie dumna. Przed jego założeniem obawiałam się wielu rzeczy – bólu, niedogodności, długiego okresu leczenia i oczywiście wydatków (założyłam aparat w momencie największego kryzysu finansowego po porzuceniu etatu). Zadrutowanie się było daleko poza moją strefą komfortu, zdecydowanie. Teraz z perspektywy czasu to wszystko jest totalnie bez znaczenia. Możliwość uśmiechania się bez kompleksów jest bezcenna. I aż trudno mi uwierzyć, że już ostatnie miesiące dzielą mnie od uzyskania uśmiechu, który zawsze był tylko w strefie marzeń i który wydawał mi się tak nieosiągalny. Nadal przyłapuję się na tym, że zazdroszczę ludziom prostych zębów, a przecież moje też już takie są…


Piszę jednak o tych blaskach i cieniach, bo założenie aparatu to bardzo poważna decyzja. To nie zabawka, tylko poważne narzędzie, które ma dużą siłę oddziaływania. Nie wnikam w ten temat bo nie chcę się dołować, ale trochę trudno mi sobie wyobrazić, że takie zmiany w obrębie szczęki mogą pozostać bez echa jeśli chodzi o moje zęby „na starość”. Chcę tym postem dać myślenia każdemu, kto przed sobą ma decyzję o ewentualnym założeniu aparatu. Jeśli Wasza wada jest widoczna i w wyraźny sposób wpływa na Wasze poczucie własnej wartości – zapewniam, że warto znieść wszystkie niedogodności aby ją naprawić. U mnie nie był to wyimaginowany problem – tutaj możecie to zobaczyć, a oprócz tego do ortodonty wysyłał mnie niemal każdy stomatolog. Takie uwagi tylko potęgowały moje kompleksy i utwierdzały mnie w przekonaniu o ich słuszności. Ale jeśli Waszą wadę widzicie tylko Wy sami i nie ogranicza Was ona w żaden sposób (nie rezygnujecie z jej powodu z różnych rzeczy) – zastanówcie się nad tym dobrze*. Myślę, że prościej zaakceptować taką drobną „wadę”, niż z uśmiechem i bez łez przejść przez całe leczenie ortodontyczne. Niektórym się wydaje, że to potrwa kilka miesięcy, że założy się jeden łuk… Tak to wygląda tylko u największych szczęściarzy. Większość ludzi musi jednak zakładać dwa łuki (nawet jeśli ten drugi jest prosty), a leczenie rzadko trwa krócej niż rok. Nie mówiąc już o tym, że mogą pojawić się komplikacje (tak jak u mnie za bardzo rozrosła się kość górnej szczęki i choć powinnam zdejmować aparat w marcu – teraz walczę z tym problemem). Chociaż muszę podkreślić, że ja i tak miałam prostą wadę i moje leczenie podobno jest jednym z najprostszych. Nawet nie chcę sobie wyobrażać przez co przechodzą ci z trudniejszymi. 

Tak więc ja zaciskam zęby (dosłownie i  w przenośni, bo przy moich potrójnych wyciągach są one tak zaciśnięte, że mam wrażenie, że popękają) i czekam. Cieszę się z upływającego szybko czasu, bo każdy dzień przybliża mnie do zdjęcia rusztowania. 

*Mówię tu tylko o kwestiach wizualnych. Wiem, że istnieją wady zgryzu, które są zupełnie niewidoczne dla otoczenia a kwalifikują się do leczenia z powodów innych niż estetyczne. To zupełnie inna sytuacja i moje powyższe uwagi nie odnoszą się do niej. 

Kategorie: Zdrowe ciało, Zdrowy duch

W dużym skrócie - freelancerka, pasjonatka zdrowego i uważnego stylu życia, miłośniczka Warszawy, psów i kuchni roślinnej. LifeManagerka.pl to blog lifestylowy, którego tematem przewodnim jest szeroko pojęte, umiejętne zarządzanie swoim własnym życiem. Począwszy od odpowiedniego odżywiania i regularnej aktywności fizycznej, poprzez rozwój osobisty, a skończywszy na licznych detalach, które czynią nasze życie lepszym, prostszym i szczęśliwszym.

  • Potrójne wyciągi? Nawet nie potrafię sobie tego wyobrazić.. Miałam po jednym z każdej strony, ale więcej sobie nie wyobrażam. Mogłabym się podpisać pod Twoim postem, bo ja też pomimo tych wszystkich niedogodności bardzo się cieszę bo wiem, że już prawdopodobnie pod koniec wakacji będę mogła się uśmiechać bez kompleksów i wreszcie bez drutów 😉 Przed założeniem aparatu najbardziej bałam się wyrywania zębów. Okazało się, że zamiast tego miałam aparat na podniebieniu rozszerzający szczekę. Wtedy po założeniu na początku myślałam, że nic gorszego być nie może. Niedawno dowiedziałam się, że muszę jednak wyrwać ósemki bo potem mogą znowu wszystko popsuć. Jestem po wyrwaniu pierwszej z nich, i teraz już wiem, że tamten aparat to był pikuś 😉 No, ale tak jak pisałam, trzyma mnie przy tym wszystkim nadzieja, że to już ostatnie tygodnie zadrutowania 🙂 Trzymaj się :*

  • Super post, Agnieszka, i życzę wytrwalosci! Efekty u Ciebie są genialne!
    U mnie leczenie przewidywane jest min.na 2 lata. Obecnie mam blokade zgryzu, ktora uniemozliwia mi jakiekolwiek gryzienie. Seplenie straszne :/ Najgorsze będzie chyba usuwanie zebow zatrzymanych. Ok, lepiej się nie rozpisuję 😉 Jestem w trakcie pisania serii postow o aparacie i mam tak mieszane uczucia, ze wstrzymuje sie z publikacja 🙂 A wolalabym zachecic niz zniechecac, wiec moze nadejdzie ten lepszy moment 😉 Albo i nie nadejdzie 😉

    • Chętnie poczytam o Twoim leczeniu, więc mam nadzieję, że jednak podzielisz się swoimi doświadczeniami 🙂

  • No cóż, nie przestraszysz mnie 🙂 już postanowiłam, że w październiku (kiedy zakończę sezon podróżniczy) zakładam druty. Długo trwały u Ciebie przygotowania przed założeniem? Tzn. czy były konieczne jakieś wcześniejsze wizyty u stomatologa? Pytam, bo słyszałam nie można mieć nawet naj-najmniejszego ubytku w zębach (?).

    • Tak, trzeba wyleczyć wszystkie zęby, czasami też powymieniać jakieś plomby jak są bardzo stare. U mnie ten proces przygotowań trwał trochę ponad miesiąc, bo miałam sporo do zrobienia (ściśnięte zęby miały też większą tendencję do psucia się). Poza tym robi się różne prześwietlenia szczęki, wyciski do gipsowego modelu, trzeba zrobić piaskowanie itp. Jak nie ma się zbyt wielu ubytków to można się spokojnie zamknąć w miesiącu albo nawet w tygodniu. Zależy to od wielu czynników (u mnie w międzyczasie były Święta Bożego Narodzenia, a na termin u ortodonty też czekałam ze 2 tygodnie).

  • Nosiłam aparat przez 3 lata liceum. Został ściągnięty zaraz przed studniówką, dzięki bogom! 3 lata bólącej szczęki po każdej wizycie, czyszczenia aparatu po jedzeniu. Miałam aparat na górę i dół, wyrywałam ósemki żeby go mieć, ale dzisiaj nie mam zgryzu i zęby są proste. Nie żałuję, mimo że czasami było to męczące.

  • Ja nosiłam aparat jakieś trzy lata chyba. Zdjęli mi go w liceum. Nie byłam jedyną aparatką w klasie, wiec łączyłyśmy się w bólu we trzy, później cztery. 🙂 Mi też sam aparat dodał dużo pewności siebie jeśli chodzi o uśmiech. Czasem mam wrażenie, że za bardzo… 😉 Założenie aparatu było super decyzją. W moim przypadku niestety trochę zawiodła systematyczność noszenia wyjmowanego aparatu po zdjęciu drutów. Chodziło o to, żeby wada mi nie wróciła po zdjęciu aparatu. Za bardzo poszalałam z rozkręcaniem aparatu i tak go rozregulowałam, że poharatałam sobie dolną szczękę od wewnątrz (zdejmowany aparat miałam tylko na dół) i to mnie zniechęciło do noszenia. Główną wadą była przerwa w górnych jedynkach, która jest zdecydowanie zmniejszona, więc ogólnie efekt uważam za doby, chociaż idealnego hollywoodzkiego zgryzu nie mam. Ale jest dobrze i jestem zadowolona 🙂 Polecam 🙂

  • Nosiłam aparat, więc wiem co czujesz…Niestety moje zęby ponownie zaczynają się krzywić z jednej strony:( To dopiero ból:(

    • Jejku, strasznie się tego boję :/ a masz jakiś aparat retencyjny?

      • Miałam, ale niestety nie mogłam nosić go w ciągu dnia…Nie pozwalał na swobodną mowę a moja praca bez mowy to jak globus bez Afryki. Mam nadzieję, że u Ciebie to się nie stanie:)

      • Ja mam „wklejony” drucik stbailizacyjny od strony wewnętrznej 🙂

  • O mamo, nie spodziewałam się, że to takie skomplikowane, myślałam, że to lekarz zakłada Ci aparat i potem co jakiś czas coś zmienia, a tu jakieś poranione wargi, nocne wycie… Trzeba się tylko pocieszać, że teraz to już z górki 🙂

    • Ja też myślałam, że to będzie takie proste 🙂 i przez ponad pół roku tak to wyglądało – założyli aparat, czasami na wizycie coś podkręcili, czasami nie… A potem zaczęło się noszenie wyciągów i okazało się, że cały ten proces jest zdecydowanie bardziej skomplikowany.
      Na szczęście już ZDECYDOWANIE z górki i te kilka miesięcy to pikuś w porównaniu z tym co za mną… Tylko teraz następuje jakieś apogeum upierdliwości 😉

  • Ach, aparat… Miałam ściągany w tym roku i w końcu odetchnęłam 🙂 Chociaż i tak jeszcze trzeba potem nosić retencję… A zaczęło się od operacji, cięcia dziąseł, cięcia kości, wpakowania expandera pod podniebienie, miesiąca, w którym wszystko, co zjadłam, miało konsystencję zupy/kremu, a po operacji moja twarz przypominała przez tydzień wielką dynię i mieniła się wszystkimi odcieniami schodzących krwiaków i zasinienia… Co nie zmienia faktu, że z wyniku końcowego jestem zadowolona, a po zdjęciu aparatu siostra zajęła się też dwoma moimi zębami od strony estetycznej i zrobiła mi piękne nakładki, dzięki czemu moje dwójki zamiast sopelków przypominają w końcu zęby i pięknie dopełniają uśmiech 🙂 Polecam przecierpieć jeśli wada jest tego warta!

  • właśnie wysyłam ten wpis koleżance, która od niedawna nosi aparat 😉

  • Miałam aparat biały, ale kazałam sobie go ściągnąć. Głupia ja w gimnazjum. 🙂 Nienawidziłam go z całego serca, ale teraz żałuję, że zdjęłam, bo miałabym prostsze ząbki. 😉

    • Byłaś w gimnazjum, to wszystko tłumaczy 😉 a ja słyszałam u mojej ortodontki, że jakiś facet kazał sobie zdjąć aparat po dwóch tygodniach, bo jednak mu się odwidziało i nie chciał go nosić 😀

      • ojezu, to nie jest ze mną tak źle. :p

  • Trzymaj się, dasz radę! Mam w miarę proste zęby, jednak moja ukochana siostra musiała sporo przecierpieć przez aparat na zębach i to były jeszcze czasy, w których niewiele rzeczy było dopracowanych (szczególnie jeśli chodzi o leczenie zębów;)). Warto walczyć o swoje i jeśli tylko czujemy się z czymś źle i mamy możliwość poprawy, zmiany to dlaczego nie mielibyśmy z tego korzystać?:) no po prostu kurde trzeba :))

  • Bardzo bym chciała nosić aparat, bo ściśnięta dolna szczęka to problem nie tylko estetyczny, ale zdrowotny (zęby się kruszą po prostu). Wiadomo, że na leczeniu nie powinno się oszczędzać, ale jednak to duża kwota…

  • Ja do ortodonty wybieram się od – hm, 5 lat? Na razie wada nie jest widoczna, ale szczękę mam po swoim tacie i wiem, że za kilka lat z bocznych zębów (bodajże trójek i czwórek) zrobią mi się iksy, a to nie wygląda zbyt dobrze i nie będzie dobre dla mnie.
    Powodzenia w dalszym leczeniu! 🙂

  • Jak to tak zebrałaś razem to faktycznie widać ile z tym aparatem przeszłaś i jak bardzo się męczyłaś. Ja aparat noszę kolejny raz i wiem jak to jest – z perspektywy czasu to są okresy 3-5 dniowe poranionych policzków, dziąseł a gdy się to przeżywa tak bardzo się to dłuży. Od aparatu zęby faktycznie się niszczą, zwłaszcza szkliwo – nigdy nie jest tak mocne jak przed leczeniem ortodontycznym 🙁 Aparat może też zwiększać ryzyko, że zęby z czasem staną się martwe – jednak czasem nie ma wyjścia i trzeba wybrać mniejsze zło. Mój pierwszy założyłam, gdy miałam 15 lat – ze względów estetycznych, wtedy ortodontka zniszczyła mi zdrowie i dlatego noszę drugi raz – wybór lekarza to nie jest decyzja, którą można podjąć w jeden dzień – trzeba to naprawdę dobrze przemyśleć i ustalić wcześniej odpowiedni plan leczenia, którego skutki poznamy jeszcze przed leczeniem…
    Trzymaj się, bo już niedługo do końca Twojego leczenia a efekt jest bardzo fajny 🙂

  • Nosiłam aparat na przodozgryz w dzieciństwie, nienawidziłam tego – pozostaje mi życzyć Ci jak najmniejszych cierpień. Trzymaj się!

  • Ewa

    Przyznam, że poczułam się trochę przerażona…Dopiero zaczęłam moją przygodę z aparatem, noszę czwarty tydzień, a już mam go serdecznie dość. Na początku okazało się, że muszę wyrwać górną lewą czwórkę i prawą piątkę, bo dolną szczękę mam zbyt małą, a górne zęby zbyt ściśnięte (mam dość dużą wadę, jedynki są wychylone do przodu, tzw. efekt królika, dwójki są wykrzywione na skos i schowane częściowo pod jedynki, a trójki są podniesione, ok 3-4 mm nad pozostałymi zębami i również wychylone do przodu.). Odkąd pamiętam wstydziłam się swojego uśmiechu i nawet mam nawyk cichego, niewyraźnego mówienia, żeby tylko jak najmniej otwierać buzię. W końcu zdecydowałam się na aparat, odłożyłam pieniądze…i założyłam. Problemy pojawiły się już na początku, bo przy wyrywaniu okazało się, że mam dwie dziury w szóstce i siódemce (nie wiem, czemu wcześniej nie zostało to zauważone przez ortodontę), tego samego dnia co wyrywanie miałam wyborowaną jedną dziurę, następnego drugą. Od razu też miałam założone separatory i już następnego dnia myślałam, że zacznę chodzić po ścianach z bólu. Bolały zęby od gumek, bolały dziury po wyrwaniu (z obu stron szczęki), bolały dziąsła pokłute igłami od znieczulenia, posiłki mogłam ledwo skubać jedynkami. Zaraz potem miałam założony aparat (wyrywanie poniedziałek, aparat czwartek) – podobno jak się zakłada od razu po wyrwaniu zęby są bardziej podatne na prostowanie). Jeszcze tego samego dnia doszedł potworny ból szczęki promieniujący aż na skronie i koncentrujący się w bólu głowy, do tego budzenie się w nocy co godzinę z powodu szczękościsków. Jadłam tylko zupy kremy i piłam litry wody, bo nic innego nie mogłam przełknąć. Ratowałam się ibupromem max biorąc 6 tabletek dziennie przy zalecanych 3…Zastanawiałam się co jest ze mną nie tak, kiedy wszędzie w internecie czytałam, że noszenie aparatu nie boli, jedynie może być odczuwalny lekki dyskomfort. „Lekki dyskomfort” to ja, za przeproszeniem, odczuwam, kiedy mnie majtki cisną w tyłek, to był po prostu ciągły, koszmarny ból…Po tygodniu pojawiło się małe światełko nadziei – przeszedł mi ból szczęki i głowy, ból zębów jakby się zmniejszył, przechodząc w coś, co od biedy można było nazwać dyskomfortem (jednak dalej nie mogłam i wciąż nie mogę jeść nic twardszego niż rozgotowany makaron, zęby same z siebie prawie nie bolą, ale nawet delikatne gryzienie wywołuje fale bólu). Pojawiły się natomiast nowe przyjemności – dolne zęby zaczęły się chybotać, do tego mam na nich takie nieprzyjemne uczucie zblokowania, kiedy delikatnie dotknę palcem przeskakują o ułamek milimetra z takim „pyknięciem”. Wrażenie jest straszne, jakby mi miały za chwilę wypaść! Niedawno byłam na pierwszej kontroli, gdzie ortodonta uspokajał mnie, że chybotanie się jest normalne, a próg bólu każdy ma indywidualny i niestety to jest nie do przewidzenia, kto jak będzie odczuwał aparat.
    Po prawie 4 tygodniach nie widzę zupełnie żadnych efektów, natomiast, podobnie jak autorka w którymś z poprzednich postów, mam wrażenie, że moja wada jest jeszcze bardziej wyeksponowana. Obecnie jestem na etapie załamywania rąk i przemyśleń w rodzaju „na co mi to k*** było, naprawdę aż tak źle mi było z moimi zębami, i jeszcze tyle pieniędzy na to poszło” (w wersji bardziej niecenzuralnej :), teraz jeszcze doczytałam na Twoim blogu o wyciągach i już w ogóle się załamałam…Najbardziej męczą mnie te szczerby po wyrwanych zębach, w które ciągle wchodzi jedzenie i po prawie miesiącu nie wydają się ani trochę mniejsze.

    Nie chcę nikogo zniechęcać – pomimo setki wątpliwości, gdybym jeszcze raz miała podjąć decyzję, pozostałaby taka sama. Boję się, co dalej będzie z moimi zębami i czy kiedyś jeszcze zjem normalnie kanapkę albo jabłko, czy kiedyś zaczną się prostować i jak zmieni się moja twarz…ale wiem, że gdybym się nie zdecydowała na aparat, zawsze dręczyłyby mnie wizje, jak mogłabym wyglądać z prostymi zębami…Trzymam za Ciebie kciuki Agnieszko, żeby rezultat był taki, jak sobie wymarzyłaś!

    • Doświadczyłaś wyjątkowo trudnych początków i w sumie nie będę ściemniać, ze dalej już z górki, bo to wie tylko Twój ortodonta… Ale jest zdecydowanie za wcześnie abyś martwiła się brakiem efektów. Ja po pierwszym miesiącu też ich w ogóle nie widziałam, a potem zęby wyprostowały się dosłownie w 2-3 tygodnie. To niesamowicie pokrzepiający moment, od którego wszystko nabiera sensu i noszenie aparatu nie jest już takim koszmarem. Niektórzy widzą efekty dopiero po kilku miesiącach, ale jedno jest pewne – te efekty przyjdą i wtedy złe doświadczenia przestają mieć znaczenie.

      Ja teraz jestem wkurzona na aparat z innego powodu, niedługo go zdejmuję a nie jestem zadowolona z efektu końcowego… No ale wszystko będzie lepsze od tego co było przed założeniem, tak się pocieszam.

      Trzymaj się i dużo siły i cierpliwości życzę!

      • Ewa

        Dziękuję Ci za słowa otuchy! Wiem, że jest za wcześnie na efekty, aparat mam nosić 2 lata, więc nie oczekuję cudów po miesiącu (dokładnie tak jak Ty chciałabym, żeby proste zęby były moim prezentem na 30stkę :)), ale…po prostu bardzo bardzo bym chciała zobaczyć w końcu, że te wszystkie męki prowadzą jednak do jakiegoś pozytywnego rezultatu!
        Może efekt końcowy u Ciebie będzie się różnił po zdjęciu aparatu? Mam wrażenie, że te wszystkie zamki i druty zniekształcają jednak trochę efekt wizualny nawet prostych zębów (są bardziej widoczne, więc i wydają się bardziej wysunięte do przodu). Po zdjęciach z artykułu Twoje zęby wyglądają wspaniale i „holywoodzko”, ale wiadomo, że Twoje wrażenia są najważniejsze 🙂
        Przewertowałam wszystkie artykuły z kategorii aparat na Twoim blogu i zauważyłam, że też miałaś na początku problemy z gryzieniem i o ile same zęby już nie bolały, to jednak gryzienie pokarmu dalej było problemem. Czy to kiedyś mija przy aparacie? Z moimi zębami jest trochę lepiej, bo nie bolą już prawie same z siebie, ale dalej są bardzo bardzo wrażliwe na dotyk (zwłaszcza rozruszane jedynki), czy to kiedyś mija i można jeść w miarę normalne rzeczy? (ostatnio pokonał mnie miękki pasztecik z pieczarkami, bo trzeba było używać jedynek…)

        • Doskonale wiem o czym mówisz… Ale jak zęby już „utrwalą się” w jakiejś pozycji, to z gryzieniem nie ma już takiego problemu. Wiele miałam takich okresów, że nie mogłam nic gryźć przednimi zębami, ale ostatnio już nawet zjadłam burgera na mieście i było to dla mnie wielkie WOW, że jestem w stanie przegryźć bułkę i warzywa znajdujące się w nim 😉 wszystko zależy chyba od etapu leczenia, jak aparat jest ustawiony tak aby jakieś zęby mocniej pracowały to one mogą być bardziej wrażliwe, ale to kwestia kilku dni lub nawet tygodni aby ustabilizowały się na tyle, aby można było nimi normalnie gryźć. A dopóki to nie nastąpi to widelec+nóż i układanie sobie wszystkiego na trzonowcach 🙂 to sposób dzięki któremu nie umarłam z niedożywienia przez ostatnie 1,5 roku :). Nadal wiele rzeczy jem w ten sposób, np. kiedy jestem w knajpce z kimś i nie chcę sobie ubrudzić przednich zębów aby móc swobodnie rozmawiać.

  • stilcode.pl

    Ja również noszę aparat i mimo bolesnego początku oraz innych niedogodności codziennych jestem zadowolona równie jak TY, że jestem posiadaczką tego cuda. Długo się nie zastanawiałam, ale decyzja była przesuwana w czasie. Ostatecznie przekonał mnie chłopak i nie żałuję. Minął niedawno rok i zostało jeszcze jakieś pół roku, bo wada nie była duża. Twój sen nie był dla Ciebie przyjemny, ja jednak czekam na chwilę kiedy będę mogła go zdjąć,, A potem ten retainer.. Ciekawe co to będzie za przygoda. Ile Tobie jeszcze zostało?
    Pozdrawiam

    • Ten retainer wewnętrzny przyklejony na stałe to chyba zostaje z człowiekiem na dłuuuuugie lata… A ten wyjmowany… Nie wiem szczerze mówiąc jak długo będę go używać.
      Ale nie jestem pewna o co pytasz, post jest stary więc może nie wiesz, że aparat już ściągnęłam i została mi tylko retencja 🙂

  • asia

    Ja noszę aparat juz 20 miesięcy. Jestem asystentka stomatologiczna od roku na
    ortodoncji ale nie leczyłam się w pracy…. do wczoraj. Po ostatniej wizycie ucieklam od mojej orto i poprosiłam dziewczyny by zobaczyly ile mi naknocila w buzi. Od kilku miesięcy nie widziałam efektów żadnych. Nie potrzebne podwyższenia zwarcia itd. Trochę już nabyłam wiedzy jak leczenie powinno wyglądać i dzięki Bogu, bo nie wiem ile bym się męczyła z tym aparatem. Na koniec powiem, że miałam naklejany aparat wczoraj od nowa. Tylko 3 zamki miałam prawidłowo wypoziomowane! !! Przez co zgryz tragedia i wiele miesięcy będziemy to naprawiać. Czasem warto zmienić lekarza. Pozdrawiam i super wpis.

  • Marika

    W moim wypadku (niestety) wada jest dosyć poważna. Nie wiem czy można to nazwać wadą ale od dzieciństwa miałam problem z tym, że zęby stałe wyrastały mi a mleczne nawet się nie ruszały. Jakoś moja dentystka sobie z tym radziła ale potem wszystko się skomplikowało. Prawa trójka stała zaczęła mi rosnąć za tą mleczną a z wizytą u dentysty strasznie zwlekałam… No i mam. Mleczna trójka została wyrwana dopiero, gdy ta stała całkowicie wyrosła i koniec końców ta stała jest bardzo wysunięta w tył i jestem „bez jednego zęba”. Poza tym mam nadzgryz i dentystka również zalecała aparat. Pierwszą wizytę u ortodonty mam 20 lutego ale trochę boję się przebiegu mojego leczenia, bo wiem, że nie będzie łatwo 🙁

    • Nawet jeśli nie będzie łatwo, to naprawdę warto 🙂 ja z perspektywy czasu oceniam, że nie było tak źle jak się spodziewałam, że będzie 🙂

  • Agnieszka Kulawczyk

    Noszę aparaty już pół roku. Miałam poważną wadę: zgryz krzyżowy (zęby przy zagryzaniu zachodziły na siebie odwrotnie tzn. góra dół zachodził na górę, co powodowało ścieranie się zębów) i otwarty (mocno wysunięte do przodu jedynki). Teraz jak patrzę na stare zdjęcia, to w zasadzie ani jednego zęba nie miałam prosto 😉
    Pierwsza poważna decyzja: leczymy bez wyrywania zębów. W efekcie wylądowałam z ekspanderem (Quad-Helix) na podniebienie. Pierwszy dzień po założeniu 3 aparatów – masakra, nie mogłam nawet przełykać. Po 4 miesiącach doszły wyciągi – o matko, co za ból. Pierwszy raz nie mogłam spać w nocy z bólu. Najgorsze, że nawet chcąc połknąć tabletkę, musiałabym te cholerstwa zdjąć, a to powodowało jeszcze większy ból…
    Obecnie jestem bez ekspandera, ale nie wiem,czy już na stałe. Zależy, czy efekt rozszerzenia utrzyma się. Wczoraj odkryłam, że mając 25 lat nie umiem układać języka w buzi i on wypycha jedynki do przodu. Mam nadzieję, ze ortodonta coś na to poradzi, bo jak nie, to obawiam się, ze leczenie szlag trafi. Niemniej wróciły wyciągi (po 8 dniach przerwy) i boli 🙁 a to tylko 1 para 3/6 aż nie chcę myśleć, co będzie jak mi dołoży jeszcze 2 😀
    Moje leczenie ma trwać 3 lata. Wkurza mnie to, ale rozumiem ortodontę. Lepiej zrobić coś powoli i cieszyć się efektami bez powrotu wady. Poza tym z tego, co się dowiedziałam, jeśli leczenie idzie za szybko lub za mocno pracuje się zębami, to można np. ukręcić korzenie O.o
    Do moje ortodonty również chodzą pacjenci, którzy zdjęli aparaty i wada wróciła. Przeraża mnie to, ale myślę, ze wszystko zależy od tego, jak sumiennie nosimy retencję i stosujemy się do wszystkich zaleceń lekarza.
    Nie lubię mieć aparatów, ale najbardziej najbardziej nie lubię ekspandera. Mam wielką nadzieję,że seplenienie, problemy z jedzeniem i poraniony język już za mną. Chciałabym wyleczyć zęby i pozbyć się aparatów jak najszybciej. Ból zębów potrafi nieźle dać w kość.
    Uwaga na moim przykładzie, trzeba nauczyć dziecko jak prawidłowo układać język na podniebieniu nawet, jeśli mówi poprawnie i nie sepleni.

  • Dominika Matyska

    Ja za tydzień mam zakładać aparat i muszę przyznać, że już nie mogę się doczekać! Niestety moja wada jest sto razy gorsza od tej jaką Ty miałaś. Jest to dla mnie straszny kompleks, wstydzę się moich zębów co wpływa na moją samoocenę. Ciąży mi to przy nawiązywaniu nowych kontaktów, podczas prezentacji, itp. W końcu stwierdziłam, że dość tego, trzeba pokonać strach przed bólem i zacząć walkę o piękny uśmiech. Jestem w stanie znieść każdy ból, byle móc w końcu cieszyć się pięknym uśmiechem i prostymi zębami. Kiedyś słyszałam, że jeśli chcesz być piękna musisz cierpieć i chyba jest w tym trochę prawdy. 😀 Mam nadzieję, że moje leczenie (2-2,5 roku) zleci szybko i będę zadowolona z efektu.
    Pozdrawiam! 🙂

  • andzka

    Twoja wada przy mojej to pikuś 🙂 każdy ząb w inną stronę od zawsze chciałam mieć aparat, nigdy się nie uśmiecham bo to wiąże się z dużym dyskomfortem podjęłam decyzję ,że czas zawalczyć o siebie nie chcę się dłużej wstydzić pierwsza wizyta za mną -pobranie wycisków (masakra=odruch wymiotny 🙂 ) do wymiany 2 plomby nie długo idę na plan leczenia gdzie dowiem się wszystkich szczegółów i najpierw drut na górę a po 3 m-cach na dół 🙂 nie straszny mi ból bo wiem ,że w zamian osiągnę coś o czym zawsze marzyłam proste zęby 🙂 w końcu będę mogła się uśmiechać bez obaw 🙂 pozdrawiam

  • Edyta

    cześć, może to nie jest dobre miejsce na wylanie moich żali, ale chyba muszę się uzewnętrznić 😉
    Noszę
    aparat od kilku tygodni – dół jakieś tygodnie, a góra jakieś 6. Z
    natury jestem raczej marudą i sądziłam, że po założeniu aparatu moje
    życie zamieni się w ciąg bólu i wyrzeczeń. Ku mojemu zaskoczeniu po
    założeniu aparatu i pierwszej zmianie łuku miewam się całkiem dobrze –
    założony mam aparat kosmetyczny samoligaturujący. Po wizycie u ortodonty
    zęby bolą, ale znośnie i czuje je ok 3 dni. Po tygodniu noszenia
    aparatu nie miałam już problemu z jedzeniem, nieco gorzej jest po
    dołożeniu dołu, który powoduje póki co że mam wrażenie krzywego zgryzu.
    Póki co jestem w fazie raczej „rozruchu” i zęby jeszcze nie są
    drastycznie poruszane. Może się łudzę, ale wydaje mi się że to leczenie
    nie będzie aż tak bolesne. No ale żeby nie było zbyt kolorowo to pojawił
    się pewnien problem, a mianowicie okropny kamień nazębny!! Do następnej
    wizyty mam jakieś 2 tygdnie i nie omieszkam się o tym porozmawiać, ale w
    między czasie chciałam spytać jakie są Wasze doświadczenia w tej
    kwestii? Czy macie jakieś sprawdzone sposoby, aby zminimalizować
    odkładanie kamienia?
    Przyznaje, że na punkcie moim zębów odkąd nosze
    aparat mam lekkiego bzika – szoruje zęby i aparat po każdym posiłku,
    nitkuje zęby i używam płukanek. Szczerze mówiąc ogarnia mnie lekkie
    przerażenie bo na około zamków pojawiają się lekko zółto obdwówki, a w
    niektórych miejscach małe plamki wyglądające na kamień. Na kilka zębach i
    zamkach zauważyłam, że ten kamień jest dużo bardziej widoczny.
    Kamień
    niby nic wielkiego – można zastosować higienizację w gabinecie
    dentystycznym. Nie ukrywam jednak, że klinika do której chodzę jest dość
    droga (higienizacja w cenie 300zł), ale jakże jest to smutne kiedy
    wydajesz łącznie na swoje zęby ok 10 tys. PLN i mam wrażenie że zamiast
    „zrobić sobie dobrze” i mieć piękny zęby, to mam wrażenie, że
    doprowadzisz je przez kolejne lata do ruiny (moja wada wstępnie będzie
    leczona 2 lata).
    Prośba zatem o Wasze komentarze w zakresie higieny jamy ustnej podczas noszenia aparatu, może jakieś rady? 🙂

  • Zawiedziona

    Ja niestety nosilam aparat okolo 5 lat ze względu na liczne komplikacje. POtem chodzilam juz na reklamacje gdyz jednym slowem ortodonta spitolil sprawe… myslalam ze moj koszmar sie skonczyl jednakze okazalo sie po 7latach od sciagniecia aparatu ze… mam zewnetrzna resorpcje korzeni zębów… jednym slowem zanika mi kosc dosc drastycznie i juz niedlugo moge pozostac bez zebow… niestety decyzja o zalozeniu aparatu byla jedna z najgorszych decyzji w moim zyciu 🙁

    • Współczuję strasznie 🙁 ale dobrze, ze o tym piszesz, bo też uważam, że w niektórych przypadkach leczenie ortodontyczne jest na tyle skomplikowane, że gra może nie być warta świeczki. Warto wiedzieć też o pesymistycznych scenariuszach.

  • Jaaa

    Ja mam miec aparat i tak bardzo bardzo ale to bardzo tego nie chce. Cale zycie praktycznie nosilam aprat ruchomy i co? No i itak musze miec staly ktorego tak bardzo nie chcialam i nie chce. 🙁 mam nadzieje ze jakos to przetrwam -,- a twoj post jest genialny przepieknie piszesz i juz ci zazdroszcze ze juz zarax to zdejmujesz (nawet jeszcze nie mam a juz ci zazdroszcze xd) pozdrawiam

  • Dominika

    Czuję się zmotywowana żeby zająć się krzywym zgryzem, który jako kompleks gnębi mnie od dawna 🙂 Mam już dzięki niemu nadwrażliwość i odsłaniające się szyjki zębowe, ale ciągle odkładałam to na później. 25 urodziny to dobry czas by coś zmienić w swoim życiu 😉