Przegląd tygodnia #1/08

Zawsze marzyłam o życiu w ciepłym kraju… Włochy, Hiszpania… Upalne lato i łagodna zima. Wygląda na to, że ciepłe kraje przyszły do mnie, nawet nie musiałam się przeprowadzać, super! Jeszcze żeby tylko mój organizm przystosował się do tych zmian klimatu i będzie bosko. Póki co największy problem mam z aktywnością fizyczną, bo każda jej próba kończy się kiepskim samopoczuciem. Ciągnąca się za mną od 2 tygodni choroba nie pomaga i krótko mówiąc czuję, że wiotczeję. Ale znalazłam rozwiązanie – urlop nad jeziorem. No dobra, nie chodzi tylko o to, że chcę popływać… Chcę też spędzić urodziny w miejscu, które uwielbiam, w którym najlepiej wypoczywam i w którym mogę się skoncentrować na tym co mam… A mam to co najważniejsze, czyli bliską osobę (i psa ;)) oraz zdrowie. Ten tydzień był ciężki, bo obawiałam się już, że swoje urodziny spędzę nie w moim ulubionym miejscu w Polsce, tylko w szpitalu. Taaak, te moje czarne wizje… Facetem nie jestem i lekarzy się nie boję ;), więc jak tylko pojawił się problem, zapisałam się pilnie na badania. I dopiero wczoraj zszedł ze mnie cały stres, bo okazało się, że wszystko jest OK. 

Piszę o tym bo jako że piszę bloga o zdrowiu, postanowiłam być w tej kwestii z Wami szczera i na swoim przykładzie motywować do różnych działań. Sama miałam kiedyś problem z chodzeniem do lekarza kiedy coś się działo, a przecież czasami liczy się czas. Wiecie jaki post jest jednym z najczęściej odwiedzanych na moim blogu (przez Google)? Jak przestać bać się dentysty. Chyba napiszę też post jak przestać bać się ginekologa, bo to kolejna bolączka wielu kobiet, która w dodatku może wiele nas kosztować. W przypadku chorób kobiecych często czas ma kluczowe znaczenie, nie tylko dla zdrowia, ale i życia. 

Dobra, dość tych poważnych tematów ;). Uwijam się właśnie z ostatnimi przedurlopowymi zadaniami i jutro rano zmieniam otoczenie, przynajmniej na 5 dni. 

miejsceTrochę wypadłam z tego blogerskiego rytmu częstego robienia zdjęć 😉 na ten spacer też zapomniałabym wziąć aparat, przypomniałam sobie o nim w ostatniej chwili. Dzięki temu mogę pokazać Wam nowe bulwary wiślane (kto jeszcze nie był i chce mieć niespodziankę, niech nie ogląda ;)). 

bulwary_wislane_1 bulwary_wislane_2 bulwary_wislane_3

Długo trzeba było na nie czekać, ale warto było. Są ładne, nowoczesne, bardzo nasłonecznione, ale uwzględniono na nich również miejsce na wypoczynek w cieniu.

bulwary_wislane_4

W słońcu oczywiście też… Leżaczki akurat można sobie dowolnie przestawiać. Nie należą do żadnej knajpki, są miejskie, z logo Zakochaj się w Warszawie (kocham to hasło, więc musiałam to napisać ;)) 

bulwary_wislane_5

Ja już nie muszę się zakochiwać bo jak większość z Was wie – kocham Warszawę jak żadne inne miasto w Polsce. Choć pewnie mogłabym się przeprowadzić do Olsztyna lub Wrocławia, ale nie chcę nawet o tym myśleć, bo takie rzeczy lubią się spełniać ;). 

A teraz muszę się przyznać do czegoś wstydliwego… Ogród na dachu BUW istnieje od 2002 roku, a ja wczoraj byłam w nim po raz pierwszy… Trochę obciach. Ogród ten jest jednym z największych ogrodów dachowych w Europie. Podobno jest też jednym z najpiękniejszych.

ogrody_buw_2 ogrody_buw_3 ogrody_buw ogrody_buw_7 ogrody_buw_6 ogrody_buw_8ogrody_buw_9ogrody_buw_4zdjęciaSierpień to w Warszawie miesiąc wyjątkowy.

powstanie_warszawskieI w tym roku wyjątkowo upalny… Kurtyny wodne są prawdziwym wybawieniem, ale czy trochę nie marnują wody? Sama nie wiem co o tym myśleć, ale żeby ta i tak tryskająca woda się nie marnowała, to korzystam 😉 szkoda tylko, że po przejściu kilku kroków człowiek jest już suchy. 

P.s. W Wiśle mamy krytycznie niski poziom!

pt1 IMG_6450_aTen nasz wspaniały symbol stolicy…

pt2

I jeszcze coś z telefonu… Piękne niebo uchwycone w trakcie spaceru. 

IMG_20150809_134408 kultura

Byłam w tym tygodniu na pokazie filmu, którego tytuł być może kłóci Wam się ze słowem „kultura”, ale jeśli tak, to niesłusznie. „Disco polo”, bo o nim mowa, to film-bajka. Statki pływające po pustyni, kabriolety z siedzeniami obitymi różowym futrem, kolorowe, kiczowate ubrania, niesamowity klimat rodem z jakiegoś amerykańskiego snu. Przez 90% filmu uśmiech nie schodził mi z twarzy. Może stracę teraz połowę czytelników, ale ogólnie nie mam nic przeciwko tej starej muzyce disco polo. Nie słucham jej dla przyjemności, nie jestem w stanie przesłuchać w całości chyba żadnej piosenki, nie mówiąc już o całym albumie, ale nie mam nic przeciwko disco polo na weselach i innych imprezach. Rozśmiesza mnie i potrafię się przy tym bawić, tak samo jak przy prawie każdej innej muzyce stworzonej do tańca. Mam do tego dystans po prostu, jedyne co mnie irytuje to niektóre naprawdę słabe i zboczone teksty… Ale nie mam nic przeciwko takim hitom jak „Szalona” czy „Ona tańczy dla mnie” ;). 

Po seansie odbyła się rozmowa z reżyserem i dowiedziałam się z niej bardzo wielu ciekawych rzeczy! Np. tego, że film był kręcony wyłącznie w Polsce (plenery raczej na to nie wskazywały) a zdjęcia do niego zajęły niewiele ponad miesiąc. Dawid Ogrodnik grający głównego bohatera specjalnie do filmu uczył się śpiewać pod okiem nauczycieli szlifujących umiejętności innych disco polowców i choć startował z umiejętności zerowych, nauczył się całkiem nieźle. A żeby jeszcze lepiej wczuć się w rolę, przez jakiś czas chodził po mieście w ubraniach swojego bohatera. Środowisko disco polo podzieliło się jeśli chodzi o opinię na temat tego filmu, jedni byli nim zbulwersowani, inni przyznawali, że jest fajnym krzywym zwierciadłem dla tamtych czasów. Podobno wiele wątków w filmie ma swoje autentyczne odpowiedniki. 

IMG_20150809_132828

Na plus jest także gra aktorska, Joannę Kulig akurat bardzo lubię, a Dawid Ogrodnik… no wypisz wymaluj Zenek Martyniuk z młodości ;). Podsumowując – jeśli nie boicie się spędzenia trochę czasu w towarzystwie kiczowatej muzyki disco polo – bardzo polecam ten film, tak dla chwilowego oderwania się od rzeczywistości. Muzyka podobno została tak dostosowana, aby nie kuła w uszy nawet skrajnych przeciwników polskiego disco. Piosenki też zostały dobrane tak, aby nie były wulgarne (bo takich we współczesnym disco polo zdaje się nie brakuje). 

jedzeniePamiętacie kotlety z kalafiora mojej mamy? Wyedukowałam ją! Ostatnio przygotowała je w piekarniku zamiast smażyć na skąpanej w oleju patelni. Teraz mogę je jeść bez większych wyrzutów sumienia 🙂

obiad

przegapioneNowa ZdrowoMania i rozmowa o męskim zdrowiu oraz tai chi. 

Chłodnik wiśniowy + właściwości wiśni. 

Tutaj możecie zobaczyć jak wyglądał wycinek mojej kuchni podczas pracy nad tym chłodnikiem 😀 to tylko fragment, ale tak wyglądało wszystko. Uwaga – tylko dla ludzi o mocnych nerwach. 

YouTubek leży i kwiczy, czeka aż odzyskam swój głos. Na urlopie planuję coś nagrać.

linki

Jak dojść do siebie po wakacjach? – dobre porady, w tym okresie mogą przydać się każdemu. 

Też w temacie urlopowym – jak zepsuć sobie wyjazd, z przymrużeniem oka.

Bardzo polecam Wam też ten wywiad z Mimi Ikonn. Na YouTube jest ogólnodostępna pierwsza część, ale bardzo wiele ciekawych rzeczy jest w drugiej części, dostępnej tutaj po zarejestrowaniu np. przez jakiś serwis społecznościowy. Wywiad jest bardzo długi, ja oglądam go na raty, ale naprawdę jest wart uwagi, szczególnie jeśli ktoś lubi Mimi. Opowiada w nim ona jak rozwinęła swój (świetnie prosperujący) biznes, o swoim trudnym dzieciństwie w Azerbejdżanie i pierwszych latach życia w Kanadzie… A także o swojej działalności na YouTube. 

To by było na tyle 🙂 wracam do pracy i do przygotowań do wyjazdu, trzymajcie kciuki za moją bezpieczną podróż, bo bardzo nie lubię jeździć tą trasą… I do zobaczenia na Instagramie 🙂

Kategorie: Różne

W dużym skrócie - freelancerka, pasjonatka zdrowego i uważnego stylu życia, miłośniczka Warszawy, psów i kuchni roślinnej. LifeManagerka.pl to blog lifestylowy, którego tematem przewodnim jest szeroko pojęte, umiejętne zarządzanie swoim własnym życiem. Począwszy od odpowiedniego odżywiania i regularnej aktywności fizycznej, poprzez rozwój osobisty, a skończywszy na licznych detalach, które czynią nasze życie lepszym, prostszym i szczęśliwszym.

  • jeśli chodzi o ginekologa, to strach mija, kiedy się zachodzi w ciążę 😉 Po prostu nie ma wyboru i tyle. Wtedy nawet wizyty co tydzień nie są takie straszne.

    A jeśli chodzi o BUW to jest on piękny tylko latem. Wiosną nadal oczy bolą po zimie 🙁

    • Dokładnie, w ciąży z utęsknieniem czeka się na kolejną wizytę 😀 Po takich 9 miesiącach to już nie jest nic szczególnego 🙂

      • ja teraz jestem zmęczona, bo wychodziły mi wizyty tydzień w tydzień, ale ostatnia była najprzyjemniejsza bo tylko usg przez brzuch, więc relaks całkowity 🙂

    • Tak coś czułam, że te zmiany u Ciebie to właśnie TO 🙂 gratuluję!

      • czyli jednak jestem trochę przewidywalna 😉 ale dziękuję 🙂

    • Sama prawda! Z drugiej strony niech Aga napisze ten tekst dla wszystkich kobiet, które jeszcze w ciąży nie są i powinny pokonać ten strach 😉

  • Kotlety z piekarnika wyglądają bardzo smacznie i zdrowo :).

    Zarówno bulwary, jak i ogród prezentują się bajecznie, to ta strona Warszawy, którą powinno pokazywać się sceptycznie nastawionym do niej turystom. Sama byłam w Warszawie kilka razy i bardzo lubię stolicę, mam z nią związanych wiele miłych wspomnień i chętnie niedługo znowu ją odwiedzę :).

    Rozpoczynamy urlop w tym samym czasie, więc ja także wracam do pakowania. I życzę Ci nie tylko bezpieczniej i spokojnej podróży, ale i bajecznego wyjazdu :).

  • Nie wiedziałam, że napisałaś post o tym jak przestać się bać dentysty. Zabieram się za jego czytanie 😛
    BUW latem jest mega na spacer czy zdjęcia:)

  • Koniecznie muszę wybrać się na te nowe bulwary! A w ogrodzie BUW to sama jeszcze nie byłam :p

  • A ja lubię chodzić do dentysty. Do lekarza też, chpciaż obecnie nie mogę sobie na to finansowo pozwolić, więc idę jak już jestem w stanie krytycznym.
    Kotlety wyglądają bardzo apetycznie. Co jest w sałatce?

    • Sałatka to przypadkowy zbiór tego co miałam w lodówce – roszponka, ogórki małosolne, pomidorki koktajlowe, papryka, cebula… I to polane oliwą i posypane jakimś miksem ziół.

  • Kurtyna wodna to taka radocha. Staram sie chodzic do lekarza z umiarem. Kiedys bylam hipochondrykiem, ale z tego tez mozna sie wyleczyc Pozdrawiam serdecznie beata

  • Chętnie bym odwiedziła Warszawę, dawno nie byłam 🙂 coraz więcej fajnych miejsc tam widzę 🙂 a do tego ogrodu na dachu też się wybierałam ostatnim razem i nici z tego wyszły 😛 Mmm kotlety wyglądają obłęd!

  • W.

    Podobne odczucia miałam po seansie ‚Disco Polo’ plus dla mnie to niejako taki powrót wspomnieniami do dzieciństwa, bo odkąd przeprowadziliśmy się na wieś to te piosenki gdzieś stale były obecne – a to w samochodzie u wujka, a to Disco Relax w telewizji u Babci, a to jakiś festyn czy odpust, na którym kramy były poobwieszane kasetami. Każdy znał słowa, każdy nucił te piosenki i na takich wiejskich zabawach nogi same rwały się do tańca. Obecnie inaczej reaguję na tego typu muzykę, z własnej woli jej nie słucham (chyba, że robię wyjątek dla filmu w kinie), ale nie udaję że jej nie znam i śmiało twierdzę, że to kawał polskiej kultury, do dzisiaj szeroko rozpoznawanej.
    Film – sam w sobie sympatyczny, w krzywym zwierciadle prezentuje i czasy i bohaterów, a aktorzy się w tym sprawdzają. 😉

  • Ależ macie rewelacyjne te miejscówki w stolicy!:) muszę Was odwiedzić!

  • Na „Disco Polo” byłam w kinie i mam dokładnie takie same odczucia co Ty, i do filmu, i do muzyki 😉 Odrobina kiczu jeszcze nikomu nie zaszkodziła.
    A na dachu BUW byłam w liceum na jakiejś wycieczce klasowej i to miejsce stało się moim ulubionym w Warszawie. Muszę go odwiedzić jeszcze raz, ale ostatnio mi do stolicy nie po drodze 🙁

  • Po pierwsze – piękna sukienka 🙂 Po drugie, jak już kiedyś do Warszawy dojadę, to obowiązkowo wybiorę się na spacer bulwarowy 🙂 A i dzięki za przypomnienie – już dawno miałam obejrzeć ten film, ale ciągle o nim zapominam 😉

  • Cudowna Warszawa! Zawsze jak naoglądam się zdjęć u Ciebie to za nią tęsknie. Chętnie spotkałabym się z Tobą na kolejne pogaduchy!

  • bardzo ladne zdjęcia; )