Dziękuję, nie piję.

IMG_2762

Postanowiłam poruszyć pewien ważny dla mnie temat, który wciąż powraca jak bumerang. Problem ten przypomina mi o sobie przy różnych okazjach – weselach, imprezach w gronie mniej lub bardziej znajomych ludzi itp. Jest to też coś, co nieustannie mnie zaskakuje. Niska tolerancja na czyjąś odmowę picia alkoholu. 

Nie jestem abstynentką, ale mój stosunek do alkoholu cały czas się zmienia i aktualnie z alkoholu toleruję tylko wino, w dodatku w bardzo ograniczonych ilościach. To żadna tajemnica dlaczego tak się dzieje – po prostu po większej ilości lub po mocniejszym alkoholu kiepsko się czuję. Nie ma co się oszukiwać – antytrądzikowe, półroczne kuracje antybiotykami i 6 lat łykania hormonów zrobiły swoje. Ale abstrahując od tego i wracając do tematu posta – nigdy nie piłam czystej wódki i nie mam zamiaru tego zmieniać. Kiedy ktoś chce mi polać – odmawiam. Czy kogoś to oburza? Wydawałoby się, że to prosta sprawa – mój organizm, moja sprawa. A jednak nie! Mój wybór komentowany jest przeróżnie. Kiedyś na imprezie ktoś nie reagował na moje odmowy i uparcie chciał mi nalać wódkę do kieliszka… W końcu odwróciłam kieliszek do góry dnem aby wyraźnie dać do zrozumienia, że chcę, aby pozostał pusty. W tym momencie zostałam wręcz obszczekana, że zachowuję się niekulturalnie, że to obraza itd. Cóż, nie znam alkoholowych zwyczajów, nie wiedziałam, że to taka obraza majestatu, poczułam się głupio… Dziś dziwię się dlaczego to ja poczułam się niezręcznie, a nie osoba, która uparcie namawiała mnie do czegoś, na co nie miałam ochoty i która dostała tak wyraźny sygnał, że czegoś sobie nie życzę. 

Od kiedy naprawdę kiepsko toleruję alkohol, przejęłam rolę kierowcy na imprezach. Kiedyś zdarzało się, że na weselu to ja byłam tą pijącą, a mój partner szoferem. Teraz jest odwrotnie i dobrze mi z tym. Poza tym wydawało mi się, że „nie piję bo prowadzę” to już tak mocny argument, że nikt nie odważy się go skontrować. A jednak! Okazuje się, że i na to znajdzie się odpowiedź, np. „Tylko jednego, wytańczysz” albo „No co ty, nie żałuj kasy na taksówkę!”. Kiedy słyszę te teksty, włącza mi się agresor, serio. I mam tego serdecznie dość. Czy tak trudno zrozumieć słowa „nie, dziękuję”? Czy tak trudno pojąć, że ktoś może alkoholu nie lubić albo zwyczajnie mu on nie służy? Dlaczego od osób odmawiających picia alkoholu wymaga się tłumaczenia, drąży się temat, zarzuca się im (o ironio) brak kultury albo skąpstwo i pożałowanie na taksówkę. Nigdy nie wiemy też czy nie mamy do czynienia z osobą, która ma problem alkoholowy i czy ten jeden kieliszek nie zniweczy efektu długotrwałej terapii. Dlatego trzeba pamiętać – NIE znaczy NIE. To może być „nie mogę”, „nie chcę”, „nie dzisiaj”, ale to zawsze oznacza NIE. I to NIE powinno być zakończeniem tematu.

Piszę to wszystko, bo chcę zwrócić uwagę na ten problem. I jednocześnie jestem bardzo ciekawa czy Wy również się z nim spotykacie i czy tak samo Was irytuje. A jeśli przy okazji dam komuś do myślenia, to… O to chodzi. 

No to jak?

Kategorie: Różne

W dużym skrócie - freelancerka, pasjonatka zdrowego i uważnego stylu życia, miłośniczka Warszawy, psów i kuchni roślinnej. LifeManagerka.pl to blog lifestylowy, którego tematem przewodnim jest szeroko pojęte, umiejętne zarządzanie swoim własnym życiem. Począwszy od odpowiedniego odżywiania i regularnej aktywności fizycznej, poprzez rozwój osobisty, a skończywszy na licznych detalach, które czynią nasze życie lepszym, prostszym i szczęśliwszym.

  • Ona

    Kiedyś poznałam ludzi, których dziwił fakt,że potrafię bawić się bez alkoholu. Chociaż nie powiem,że nie pije bo bym skłałama, jednak zostało to uszanowane i przyjęte pozytywnie.

  • Nei znosze gdy ktos mnie zmusza do alkoholu. We mnie tez wzbudza sie wowczas agresor, powaznie! Mam dosc ostry wyraz twarzy, wiec mnie rzadko probuje ktos zmusic. dzieki Bogu. I mam jedna mocna zasade – po chociazby odrobinie alkoholu nie wsiadam do samochodu, mimo, ze tu gdzie zyje limit jest dosc wysoki! Nie i juz!

  • Sądzę, że to kwestia naszego społeczeństwa. w końcu większość imprez jest zakrapiana. nie twierdzę, że jestem temu przeciwna, bo i ja pijam alkohol (ok, teraz mam dłuższą przerwę 😉 ), ale jak postanowiłam sobie zrobić detoks dla zdrowia i dla formy, to wszyscy się dziwili. Jednak nigdy nie miałam z tego powodu nieprzyjemnych sytuacji, żebym czuła się głupio czy źle. Chociaż próbowano na mnie wymusić wypicie poczuciem winy, co było dla mnie śmieszne :p

  • Ja też z powodów zdrowotnych nie piję, ale na szczęście już chyba wszyscy bliżsi i dalsi znajomi wiedzą, że tak jest i zamiast pytać o alkohol zaczynają pytać, czy nie zrobić mi herbaty, skoro nie piję 🙂 Na weselach i w towarzystwie, które rzadko widuję i nie chce mi się tłumaczyć, dlaczego nie piję, zazwyczaj pomaga tłumaczenie, że prowadzę.
    Ale masz rację, że coś z tymi naszymi polskimi zwyczajami jest nie tak. To przekonywanie, że może jednego, że „ze mną się nie napijesz” jest trochę jak namawianie przez babcię: no zjedz jeszcze kawałek ciasta, sama piekłam. Mam nadzieję, że to się kiedyś zmieni, że to nie będzie tak strasznie dziwne, że ktoś nie pije – nie tylko dlatego, że nie może, ale dlatego, że nie lubi i nie chce.

    • O, a tu mnie zaskoczyłaś, bo nie sądziłam, że autorka najpopularniejszego w Polsce bloga o drinkach nie pije alkoholu :). Ale oczywiście doskonale rozumiem i cieszę się, że nie masz z tego powodu nieprzyjemności i otaczają Cię wyrozumiali ludzie.

      • Widzisz, najciemniej pod latarnią 🙂 Prawda jest taka, że jak zakładałam ten blog (a było to już 4,5 roku temu) to jeszcze mogłam pić. Teraz mogę już tylko pić alkohol w ilościach degustacyjnych, więc próbuję czy drink wyszedł ok, a wypija go zwykle mój mąż 😉

  • To faktycznie fajny (czyt. ciekawy) temat. Ostatnio w pracy koleżanka przyznała się, że po raz ostatni alkohol piła siedem lat temu. Natychmiast ustawił się wokół niej wianuszek i wszyscy zadawali najróżniejsze pytania o tę jej abstynencję. Było co najmniej tak, jakby przyznała, że na śniadanie zjada małe pieski…

    • Coś w tym jest. Mnie też ludzie czasem pytają, czy już na pewno nie będę mogła pić, czy nigdy, czy może jednak kiedyś, jak mi z tym jest itd. Jakby fakt, że nie mogę pić alkoholu to był jakiś wyrok, koniec świata 🙂

  • Nie piję alkoholu. Reakcje, z którymi się spotykam, można podzielić na 3 grupy:
    1. całkowity brak zainteresowania
    2. pytanie, czy jestem w ciąży
    3. pytanie, czego w takim razie innego chciałabym się napić

    W przeciwieństwie do Ciebie nie miałam żadnych problemów z ludźmi nierozumiejącymi słów „nie piję alkoholu”. Również na weselu, na którym byłam miesiąc temu, wystarczyło, że raz powiedziałam „nie” i więcej nie było w ogóle tematu. Myślę, że wszystko zależy od środowiska i konkretnych ludzi z naszego otoczenia.

    • Tal, ludzie mają ogromne znaczenie. Świetnie, ze masz obok siebie takich, którzy szanują Twoje wybory i to, co jest dla Ciebie ważne 🙂

  • U nas chyba wychodzi się z założenia, że picie jest po prostu bardzo polskie 😉

  • Myślę, że to jest problem globalny. Wszędzie na świecie można się z nim spotkać. Nie lubię namawiać ludzi na picie alkoholu i sama też nie lubię być namawiana. Jeżeli ktoś natomiast nie pije wogóle, nigdy przenigdy, to zawsze pytam czy chce mi powiedzieć dlaczego. Jeden bardzo dobry powód mam taki, że jeżeli jest to spowodowane chorobą alkoholową, to wolałabym wiedzieć, żeby nie zaproponować przez przypadek. Osoby nie pijące w ogóle pytam też zawsze czy nie przeszkadza im to, że ja się w ich towarzystwie napiję alkoholu. Znowu, przyczyna ta sama co wcześniej.

  • Bardzo cieszę się, że poruszyłaś ten temat! Na weselach to stały punkt programu! Najlepszy jest argument ” No co, ze mną się nie napijesz?”- i w tym przypadku odmowa jest obrazą na lata. :/

    • Ewka

      Wesela to w ogóle osobna historia. Pamiętam jak miałam (uwaga!) 13 lat i na weselu bolała mnie głowa. Moi rodzice nie mieli tabletek, więc spytałam najbliżej siedzącej osoby (która wiedziała mniej więcej ile mam lat). Odpowiedź była taka: „Po co Ci tabletka?! Wypij setkę to Ci przejdzie”
      Zabrakło mi słów, naprawdę…

      • Alkohol powoduje rozszerzenie naczyć krwionośnych, dlatego przy bólu głowy, ta przysłowiowa czysta setka wódki albo koniaku (bez soku i innych dodatków) naparwde pomaga 🙂

        Choć raczej nie jest to emtoda dobra do stosowania przez dziecko…

        • Ewka

          Nie twierdzę, że nie, bardziej to był szok, że proponuje się to właśnie dziecku 🙂

        • DLa niektórych 10-cio latki, które piją to zupełna norma…bo przeciez „wszystko jest dla ludzi, a kieliszek wódki jeszcze nikomu nie zaszkodził”. Słyszałam taki argument i jemu podobne na własne uszy…

    • No tak, jak mogłam zapomnieć o „ze mną się nie napijesz”, albo „za moje zdrowie nie wypijesz?”. Taaak, na pewno od mojego napicia się alkoholu ktoś będzie zdrowszy, a jak odmówię to mu tego zdrowia ubędzie. Aaaaaa

    • Trudno, niech się obrażają, skoro picie niż człowiek jest dla nich wazniejsze, to myślę, że sytuacja dla wszystkich, również dla Ciebie jest jasna 😉

      • na szczęście poza imprezami rodzinnymi tego problemu nie mam. Moi znajomi są ogarnięci i wychodzą z założenia „Pijesz- dobrze, nie pijesz- też dobrze” i wszyscy się bawią tak jak chcą bez niepotrzebnych spin. 😉

  • Ewka

    Ja nie należę do osób niepijących, ale mam fazy gdzie przez dłuższy czas mam przerwę. Na szczęście moje towarzystwo znosi to dobrze, ale czasem się zdarza, że jakaś inna osoba bardzo się dziwi jak można się nie napić i namawia i namawia. Nie cierpię tego.
    To chyba taka już mocno zakorzeniona polska tradycja(i nie tylko), że impreza, spotkanie towarzyskie ma w swoim menu alkohol. Natomiast mam wrażenie, że też ludzie mają bardzo dużo stresu w życiu i dla nich jedyną formą odstresowania oraz cieszenia się towarzystwem i zabawą jest wypicie alkoholu, a słaba tolerancja dla niepijących wynika z tego, że nie rozumieją, że można łatwo odstresować się inaczej.

    • Ja w sumie nie mam tego problemu z najbliższymi znajomymi czy z rodziną, tylko z jakimiś obcymi ludźmi. Takim tym bardziej nie chce mi się tłumaczyć dlaczego nie piję, więc oczekuję od nich akceptacji mojej odmowy i nie wnikania w szczegóły.

      • Ewka

        To by była idealna reakcja, ale chyba tak łatwo z ludzi tego namawiania i dopytywania się wykorzenić niestety nie da.

  • Agnieszka G

    Ja mam podobnie jak Ty – tzn. piję wino w niewielkich ilościach. Mój mąż wino czasem piwo. Nie pijemy wódki. Dla nas to normalne. Tym bardziej, że w mój tata ma problem alkoholowy…
    Ale niestety cała rodzina bardzo nas rozczarowała, gdy w momencie ogłoszenia, że na naszym obiedzie weselnym nie będzie wódki rozpętało się piekło… Przepłakałam kilka nocy… Od przyszłych teściów słyszałam, że to wstyd, że nie da się bez wódki itd.. że teraz oni będą musieli gości zapraszać do domu, by napili się alkoholu… paranoja… Nikt nie akceptował naszego zdania i nie rozumiał problemu. Było wino do obiadu..ale dla niektórych to za mało….

    • Jak kiedyś jeszcze myślałam o zrobieniu wesela to zastanawiałam się jak rozwiązać kwestię alkoholu, bo też chciałabym zrobić takie bez wódki. Myślę, że u mnie byłoby podobnie, czyli rodzice by się załamali… Niestety taka już polska tradycja i nasza wizja tej imprezy mocno odbiega od normy.

      • Zrób to co uważasz za słuszne. U mnie też nie będzie wódki 😉 Świat się nie zawali, rodzina pewnie też to jakoś przeżyje 😛

        • Ewka

          Ja w ogóle nie rozumiem fenomenu „czystej” – ani to dobre, ani tym bardziej zdrowe…

        • Ja też tego nie pojmuję… Żeby to chociaż smaczne było :O

        • Ani ja. Ale z tego powodu nie próbuję nawracać innych.
          Na taki argument najczęściej słyszę, że to nie ma smakować tylko „kopać”… :-/

        • Równie dobrze można włożyć palce do gniazdka.
          Smaku nie ma, a też zdrowo pokopie 😛

        • NIektórymz alezy na „zdrowym” kopnięciu 😉

          A dla niektórych ten smak, jest dobry. To jak z gustem. Każdy ma inny i nie dojdzie sie do kompromisu, bo tez nie o kompromis chodzi.

        • AKurat czysta wódka, jest zdecydowanie bardziej zdrowa, choć właściwszym określeniem byłoby mniej szkodliwa, niż drink (wódka z sokiem, colą sprite, fantą itd.). Chemia w połączeniu z alkoholem jest znacznie bardziej szkodliwa niż sam alkohol.

          A wódka z pieprzem bardzo pomaga na niestrawność lub zatrucie pokarmowe (oczywiście w ilości deguystacyjnej, przy założeniu, ze nie pijemy innego alkoholu).

        • Ewka

          No i pewnie zdrowsza niż kolorowe wódki, ale i tak wybieram wino: smaczniejsze, mniej szkodliwe (chyba nawet mniej niż wódka 😉 – proszę mnie poprawić jeśli nie mam racji) i mniej „kopie” 🙂

        • Wino, szczególnie czerwone ma dobre właściwości jak jest pite w minimlanych tzw. „zdrowotnych” ilościach. Choć ze względu na przebarwienia jakie powoduje nie jest zalecane przez dentystów…jak czarna herbata, kawa i papierosy 😉

      • U nas też właśnie tak było, początkowo zakładaliśmy wesele bez alkoholu, ale od jednych rodziców usłyszeliśmy, że tak się nie da i nie wypada…
        Ostatecznie było kilka rodzajów win i chyba dwie butelki wódki (na 11 osób) z czego i tak spora część została nienaruszona. Większość osób na przyjęciu nie przepadała za alkoholem, no ale przecież ‚nie da się inaczej’.

    • Smutne to trochę, że ludzie mogą nie akceptować wyboru innych ludzi, dotyczących ich ślubu. Przecież slub to najważniejszy dzień młodej pary – dlaczego ich bliscy tak upierają się, żeby im nie pozwolić przeżyć go według własnego pomysłu? Całkiem tego nie pojmuję. U mnie też było wino na obiedzie po ślubie i nikt nie miał z tym problemu. A jeśli miał, to miał też na tyle taktu, że zachował to dla siebie.

      • Hej ho

        Mam wrażenie, ze często to takie błędne koło – rodzice żałują, że ich własne wesele nie było takie jak sobie wymarzyli i próbują przeforsować swoje wizje na dzieciach. Albo uważają, że istnieje tylko jedna słuszna forma wesela. Też to przerabialiśmy. Koniec końców wódka była, ale jako alternatywę zaproponowaliśmy stolik z domowej roboty nalewkami, które cieszyły się dużą popularnością jako zamiennik wódki 🙂

  • Diana

    Niedługo będzie rok od podjęcia decyzji że zostaję abstynentką. Wcześniej piłam bardzo rzadko-okazyjnie i jak już to tylko wino. Na wódkę czy inne tego typu alkohole patrzyłam ze wstrętem (i żeby nie było próbowałam i reakcja była taka jak przewidywałam – obrzydzenie i totalne niezrozumienie tych którzy są wielbicielami %). Nie przemawiają do mnie argumenty typu: „wino jest dobre na serce”, „no co nie napijesz się za zdrowie…”, „daj spokój nie napijesz się z nami”, „tylko trochę”, „nie bądź taka…” – no kurcze jaka?! itp. itd. Podjęłam taką decyzję i już, dobrze mi z tym i nie uważam żeby alkohol jakkolwiek pozytywnie wpływał na ludzki organizm. Wesele (jeśli w ogóle je zrobię ze swoim przyszłym mężem) też zamierzam mieć bezalkoholowe czy się to komuś podoba czy nie, w końcu to moje święto, a nie gości. Jak będą oburzeni mogą w ogóle nie przychodzić, ja płakać nie będę. Czy ja od razu muszę być alkoholiczką na odwyku, żeby wypytywać mnie o powody mojej odmowy? No ludzie! Czasami mam ochotę krzyknąć na tego kto nie szanuje moich decyzji.

  • wiem jak to jest, moj partner nie pil nigdy alkoholu i nie pije, wszystkich zawsze to zadziwia ‚ale jakto ale czemu’ i nasze tlumaczenia ze nigdy nawet nie wypil jednego piwa bo ma taka zasade i juz… na imprezach robi podobnie jak Ty w tej sytuacji ktora przytoczylas, po prostu odwraca kieliszek do gory dnem i zartujemy sobie zawsze ze no przeciez ktos musi kierowac w drodze powrotnej. ale to prawda ze te pytania sa meczace i nie na miejscu bo przeciez kazdy decyduje za siebie 🙂

  • Asia

    Znam kilka osób, które nie rozumieją słowa „nie” jeśli chodzi o trunki wszelakie. Jedna się nawet obraża i traktuje to jak osobistą zniewagę. Kompletnie nie rozumiem dlaczego…

    • Nemesis Nave

      Może obrażenie się na takiego osobnika, za zbytnie naciskanie to jakiś sposób… (;

      • Asia

        No nie wiem… Taka spirala nienawiści to raczej nic dobrego. Chyba nie ma idealnego wyjścia z sytuacji, zawsze pozostanie jakiś niesmak.

        • Nemesis Nave

          Można to zrobić pół-żartem, pół-serio. Jeżeli taka osoba, nie jest zbyt przewrażliwiona na swoim punkcie, zrozumie, zaśmieje się i odpuści.

  • Spotykam się często i również bardzo mnie irytuje. Zazwyczaj najpierw grzecznie dziękuję, a każdy następny głupi argument ignoruję bądź kwituję stwierdzeniem, że nie muszę się nikomu tłumaczyć z mojego ‚niepicia’.

  • Na ogół jest to traktowane ze zdziwieniem. No jak to nie pijesz bo co, coś się stało, jesteś chora, jesteś w ciąży…..niestety wiele razy takie rzeczy słyszała. Ludzie nie rozszumią że nie trzeba pic, żeby się dobrze bawić. Po za tym jest też inna kwestia, ja po większej ilości po prostu bardzo źle się czuje na drugi dzień, tragicznie właściwie wiec nie ma to dla mnie sensu, takie katowanie się.

  • Nemesis Nave

    Wydaje mi się, że to kwestia osobowości. Nie znamy się osobiście, ale wydajesz się bardzo sympatyczną osobą, skorą do pomocy innym. Może dlatego, niektórzy próbują naginać Cię do swoich przekonań, zwłaszcza, że postawa „a co, ja jej nie namówię?!” po alkoholu jest dosyć powszednia.
    Nie miałam nigdy takiego problemu, ale to chyba wynika z tego, że bliscy znają mnie na tyle, by nie naciskać, a do obcych osób podchodzę z dystansem, więc mnie się nikt nie „uczepi” z namawianiem.
    Sama, w porównaniu z rówieśnikami zaczęłam pić dosyć późno, potem dosyć dużo imprezowałam i po prostu mnie to znudziło. Aktualnie również pijam tylko wino.
    Po komentarzach, widać, że w naszej „kulturze picia” problem dosyć powszechny.

    • To co sugerujesz na początku też jest spotykane, zgadzam się… Ale akurat nie w moim przypadku :). Bo ja tego nakłaniania doświadczam przede wszystkim ze strony obcych osób, np. dopiero co poznanych na jakimś weselu, albo ze strony jakichś dalekich kuzynów, którzy nawet nie wiem jak się nazywają. I oni nic o mnie nie wiedzą. A w stosunku do obcych jestem bardzo zdystansowana i z tego powodu robię też niezbyt pozytywne pierwsze wrażenie (prawie każdy kto mnie lepiej pozna później mi o tym mówi). I teraz tak sobie myślę, że może właśnie oni w ten sposób chcą przełamać lody…

      • Nemesis Nave

        Również prawdopodobna opcja.
        Ale z tym „niezbyt pozytywnym wrażeniem” to zaskoczyłaś! ( :

        • Już kilka osób mnie później przepraszało, że na początku wzięli mnie za zadzierającą nosa, zadufaną w sobie laskę, a potem okazywało się, że jest wręcz przeciwnie. No mistrzynią pierwszego wrażenia to ja na pewno nie jestem, to chyba kwestia introwertyzmu.

        • Lola

          Przybij piątkę – mam to samo. Mój wyraz twarzy odstrasza nowo poznane osoby, później w trakcie rozmów dopiero okazuje się co i jak 🙂

        • Scharlott

          Agnieszko a może jakiś post o introwertyzmie? No chyba że przegapiłam 🙂 Sama jestem introwertyczką i utrudnia mi to codzienne życie i np znalezienie dorywczej pracy bo większość ofert dotyczy w moim mieście sprzedawców a taki zawód mnie „przeraża”. Ciekawa jestem Twoich doświadczeń.

        • Na razie pisałam o tym tylko w kontekście networkingu, który jest ważny dla freelancerów http://lifemanagerka.pl/2015/02/poniedzialek-freelancera-networking-dla-niesmialych/
          Wydawało mi się, że introwertyzm przekreśli moją freelancerską karierę, ale na szczęście stosowane w tym poście metody okazały się wystarczające. Jeśli chodzi o pracę sprzedawcy to wykonywałam ją kiedyś i naprawdę nie było źle. Mimo że moi szefowie pochodzili z Turcji a wiadomo jaka jest turecka mentalność – sprzedawcy czasami łapią klienta niemalże z ulicy. Wymagano ode mnie wstawania jak tylko klient wchodził do sklepu, zagadywania do niego. Ale jakoś to wszystko dostosowałam do swoich „możliwości” i naprawdę nie było źle :). Jeśli pójdziesz do pracy gdzie nie będzie się od Ciebie wymagało zagadywania klientów to spokojnie dasz radę. Bo pozostała część pracy sprzedawcy to może i jest sporo kontaktu z ludźmi, ale już na zasadzie że to oni czegoś od Ciebie chcą, a Ty tylko odpowiadasz na ich pytania, pomagasz… W dodatku to obcy ludzie, więc nie zależy Ci na tym co sobie o Tobie prywatnie pomyślą. Będą oceniać Cię tylko jako pracownika. Z mojego doświadczenia wynika, że to nie jest takie straszne, gorzej jest samemu wyjść z jakąś inicjatywą. Polecam Ci ten post, w szczególności punkt 8 🙂 http://www.kroliczekdoswiadczalny.pl/2015/06/19-mitow-o-introwertykach-oto-czym-nie.html

        • Scharlott

          Dzięki za linki, muszę to sobie przemyśleć i może trzeba będzie wyjść ze swojej strefy komfortu (albo będę do tego zmuszona jeżeli nie uda mi się szybko znaleźć stałej pracy w jakimś introwertycznym zawodzie).

        • Nemesis Nave

          > to chyba kwestia introwertyzmu
          Potwierdzam, znam ten „ból”…

  • Kolejny raz poruszasz problem, który sama chcę opisać 😉
    Borykam się z tym odmawianiem cały czas. I szczerze mówiąc, mam już dość. Mam dość narzucania mi swojego stylu zabawy, zdania i przekonań. Mam dość zmuszania mnie do tłumaczenia:dlaczego? Wkurza mnie to po prostu! Czy ja obrażam kogoś bo pije? Nie. Nie zabraniam, nie chowam kieliszków. A czasami mam ochotę zachować się tak absurdalnie, żeby dać jasno do zrozumienia o co chodzi.
    Wiesz co mnie się zarzuca kiedy odmawiam? Że się alienuję (pomijam fakt że to te osoby mnie wykluczają), że się wywyższam (why?), że jestem sztywna i drętwa, albo że nie jestem patriotką (bo piję inne alkohole ale nie wódkę).
    Najzabawniejsze jest to, że wcale nie jestem abstynentką 😉 Lubię dobre wino, lubię kolorowe drinki, ale nie lubię wódki. I w tym jest problem. Z kulturą picia lub niepicia wódki. Nie wiem o co w tym chodzi, ale im dłużej z tym walczę, tym bardziej wiem że słusznie.

  • Ha, temat drażniący mnie maksymalnie 😉 Kiedyś piłam dużo. Bardzo dużo i byłam często tą hej do przodu w kwestii alkoholu. Potem mi się życie pozmieniało, a alkohol najnormalniej w świecie przestał mi smakować. Czasami mam ochotę napić się wina, ale wtedy piję lampkę z mężem, albo z najbliższymi przyjaciółmi. Zimą miewam ochotę na grzańca czasami.
    Na imprezach pić nie lubię. No nie lubię i już. I nie mam ochoty pić z każdym, kto się nawinie tak na marginesie. Ale w moim przypadku z tytułu tego, że jestem chrześcijanką, a dzisiaj i pastorem to zawsze krytyka spada na mnie z głośnym hukiem, że „świętoszek ze mnie” albo że „wiara mi nie pozwala”. I odechciewa mi się już nawet przebywać w takim towarzystwie, bo przecież nie będę każdemu po kolei tłumaczyć, że wiara mi pozwala, ale moje preferencje są całkiem inne.

    • A nawet gdyby to wiara Ci nie pozwalała to to też jest wyłącznie Twoja sprawa… Ech.

  • Marcelina Nobis-Szczepańska

    Mam to samo! Piję bardzo skromnie…jak już to lampka wina. Piwa nie lubię, na wódkę jak patrzę to już mi źle. Dlaczego nie piję? Bo mi nie smakuje, bo jak wypiję lampkę to już czuję w nogach…a poza tym, jak jestem w towarzystwie to lubię się tak zwyczajnie pośmiać. Nie potrzebuję wspomagaczy, żeby się dobrze bawić. Ale jakie to jest nudne i irytujące, gdy na każdym urodzinach/imieninach/imprezach/świetach etc. na siłę chcą polać i traktują jak odludka, jeśli „męczysz” lampkę wina cały wieczór. Przykre to…

  • Też mnie to strasznie irytuje. Mam baaaardzo podobny stosunek do alkoholu i moi znajomi również reagują w taki sam sposób! A z argumentem, że odmowa picia to brak kultury jeszcze się nie spotkałam i wciąż nie mogę wyjść z podziwu, że ktoś wymyślił coś takiego 😀

  • Również nie przepadam za alkoholem. I nie czuję się też zbyt dobrze w towarzystwie osób, które upijają się do nieprzytomności.
    Ostatnio słyszałam od znajomej, że była na weselu, gdzie para młoda zastrzegła, iż na imprezie nie będzie alkoholu, a tylko symboliczna lampka wina. Podobno goście poprzywozili wódkę w samochodach i dorośli ludzie niczym nastolatki czaili się za rogiem popijając z piersiówek. Co jak co, ale nie uszanowanie woli gospodarza to moim zdaniem przegięcie.
    Bardzo smutne, że niektórzy nie potrafią się bawić ani być w towarzystwie bez procentów ;(

    • Nie no, naprawdę przegięcie… Nawet nie wiem co powiedzieć :/

    • No to już szokujący brak kultury… byłam kiedyś na weselu bez alkoholu (w ogóle), goście uszanowali wolę Pary Młodej i nic nie wnosili „na lewo” i wiecie co? Wszyscy świetnie się bawili.. nie wiem nawet czy nie lepiej niż po alkoholu!

  • miśka m

    To tekst o mnie! Wypisz wymaluj mam ten sam problem. Nie piję. Nie lubię, źle to znoszę, mam w rodzinie alkoholika, nie chcę. Potrafię się bawić bez alkoholu. Bez niego jest mi nawet lepiej. Mam pecha, bo nie prowadzę. Mało kto, rozumie, że można nie chodzić pić. I jeszcze mogę tu usprawiedliwić zdziwienie obcych ludzi, ale rodzina która na każdej imprezie próbuje nalać mi kieliszek, jest nie do pojęcia…

  • Anna Maria W.

    Ja, kiedy mówię, że nie piję spotykam się raczej – o ile jest jakaś reakcja – ze zdziwieniem: „Jak to? Wcale?”. Parę razy zdarzyło się też, że ktoś zapytał o powód (co w sumie też jest denerwujące, bo nie wiem dlaczego mam się komuś tłumaczyć, często to pytanie o powód jest właśnie takim polowaniem na argument, który koniecznie trzeba zbić… Ale zdarza się też autentyczna ciekawość, a nawet podziw). Nikt nigdy na mnie nie „naskoczył” tak jak w opisanej przez Ciebie sytuacji. Dokucza mi jedynie ojciec mojego chłopaka („A może jednak?”, „No, trochę nie zaszkodzi” etc.), ale robi to na zasadzie „żartów rozładowujących atmosferę” tzn. próbuje być zabawny… Ludzie generalnie mają tendencję do uszczęśliwiania innych na siłę, mam wręcz wrażenie, że to taki polski zwyczaj, jakby wypadało komuś coś wcisnąć, bo inaczej wyjdzie się na osobę nieuprzejmą – najczęściej problem dotyczy jedzenia i pojawia się na „proszonych” obiadach. Gospodarz/gospodyni z pięć razy proponuje dokładkę, gość pięć razy odmawia, gospodyni/gospodarz naciska, gość kolejny raz grzecznie odmawia (wszystko w odstępie kilku sekund). Grzecznościowa wymiana zdań? W każdym razie strasznie irytujące to wciskanie.

  • Katarzyna Mentel

    W tym roku na dwóch weselach, na których gościłam byłam namawiana do picia mimo naprawdę widocznej ciąży. Moje WTF?! zbywano wzruszeniem ramion, że jeden kieliszek nie zaszkodzi… Wiec fakt, że do picia namawiani są kierowcy już mnie nie dziwi, nie ma w Polsce kultury jeśli w grę wchodzi wódka.

  • BOŻE, JAK JA DZIĘKUJĘ CI ZA TEN TEKST! Ja też nie rozumiem, dlaczego nie picie jest jakąś pieprzoną obrazą czyjegoś majestatu. Nie znałam do tej pory nikogo, kto miałby podobny problem do mnie – mnie po alkoholu robi się niedobrze. I to naprawdę NIEDOBRZE. Zazwyczaj toleruję jedną lampkę wina, drinka albo jedno piwo. Chyba, że nie czuję się dobrze w jakimś towarzystwie (stres, zamartwianie się o coś) – wtedy nawet kilka łyków przyprawia mnie o mdłości. I często niektórzy nie potrafią zrozumieć, że ta kolejka czystej albo dodatkowy drink sprawią, że po prostu całkowicie popsuję sobie wieczór, bo będę latać do toalety, żeby się uspokoić i nie myśleć o mdłościach. No WTF po prostu…

    • Niestety doskonale znam problem, który opisujesz. Mnie po zbyt dużej ilości alkoholu jakaś gula zatrzymuje się w gardle i nie mogę już nic jeść, ani pić, bo bym zwymiotowała. Momentami dochodzi do krytycznego momentu i muszę się wtedy natychmiast płasko położyć i przeczekać najgorszy moment. Nie raz wprawiło mnie to już w zakłopotanie.

      • Mam to samo. Tylko mi się dobrze robi tylko po wizycie w wc. I potem dopiero się kładę 🙁 Więc ja już naprawdę unikam jak tylko mogę picia w dużych ilościach.

  • Akurat lubię alkohol, ale w ostatnich latach miałam często takie leki, które się z nim wykluczały. I nie był to dla mnie problem, ot, zrezygnowanie z jakiejś przyjemnostki, ale dla większego dobra. I spotykałam się nie tyle z namawianiem, co z dopytywaniem „dlaczego”. A przecież to moja sprawa, nie chcę się tłumaczyć! I czasem jest tak, że nie mogę/nie chcę pić, a za dwa dni już tak. I to całkowicie moja sprawa!

  • Stały punkt imprez, na których jestem kierowcą. Zawsze odpowiadam wtedy, że wolę mieć prawo jazdy niż wypić tego jednego, którego rzekomo „wytańczę”. Trzeba trwać przy swoim. W końcu zmęczą się naleganiem i przyzwyczają do Twojej postawy 😉 Wytrwałości!

  • Doskonale wiem co czujesz, bo mam identyczne podejście do alkoholu i kiedy odmawiam, to widzę dziwną minę; kiedyś usłyszałam nawet, że jestem sztywniarą i nie potrafię się bawić, a dla mnie nie trzeba pić żeby się dobrze bawić. Wkurza mnie to, że ludzie tego nie pojmują i nie potrafią zrozumieć ani uszanować.

  • Ja albo mam szczęście albo ostre nie, bo w moim przypadku ludzie rzadko drążą temat. Często nie piję na imprezach, bo po prostu nie mam na to ochoty. Czuję, że jeżeli się napiję, to będę się źle czuła. To tak jak nie ma się ochoty na mięso danego dnia. Ostatnio jednak coraz częściej odmawiam, bo coraz częściej towarzyszy mi uczucie, że to nie ten dzień. Mam też tak, że gdy ktoś proponuje mi alkohol, to jak w filmie przelatuje mi przez głowę obraz mojego pijaństwa, mojego kaca, potem przed oczami pojawiają mi się wykresy, statystyki, dane i informacje o tym, co dzieje się z ciałem po alkoholu i gdy moje myśli wracają już do rzeczywistości na usta samo ciśnie się „nie, dziękuję”. W trudniejszych sytuacjach, zwykle przy obcych ludziach mówiłam, że jestem chora, że biorę tabletki i że to poważna sprawa. Było to kłamstwem, ale mama mnie tego nauczyła. 😀 Teraz odważniej mówię „nie bo nie”. Chyba dlatego, że już mniej obchodzi mnie to, co pomyślą o mnie inni. Wolę pić alkohol w domu z chłopakiem np. lampkę wina do obiadu, albo wieczorem do filmu. 😉

  • Lola

    Mam identyczny problem, na wszystkich imprezach. Lubię wypić jednego drinka jeśli mam ochotę lub lampkę wina na lepsze trawienie lub po prostu dla przyjemności. Ale ludzie tego nie potrafią zrozumieć. W większości przypadków jestem całą imprezę pytana „dlaczego nie?”. Niedawno koleżanka dobiła mnie tekstem, dlaczego piję kawę skoro są czyjeś urodziny, a kierowcą jest mój chłopak, no i dlaczego każę mu kierować skoro sama i tak nie piję. Paranoja. Rozmowy ze ścianą.

  • AfterKorpo

    Agnieszka, ja stosuję od dłuższego czasu zasadę bezpośredniej szczerości (dyplomatycznej, nie chamskiej). Lista moich znajomych (mówię bardziej o koleżankach do pogadania przy kawie w pracy itp) się skróciła. Po prostu nie akceptuje już bezmyślnego przytakiwania jak ktoś mówi rzeczy z którymi kompletnie się nie zgadzam tylko dla zasady bycia miłym. Kiedy jedna znajoma notorycznie (codziennie) narzekała, że jej dzieci jej nie słuchają I nie sprzątają w pokoju powiedziałam wprost, że skoro ich tego nie nauczyła, to tego nie robią. Od tego czasu już ze mną nie rozmawia i wcale tego nie żałuję. Tak samo jest z piciem, ktoś taktowny zrozumie, a jeśli ktoś nie ma taktu, nie ma co się przejmować jego niestosownymi tekstami i muchami w nosie.

  • Asia

    Ja też nie rozumiem tego problemu. Zdaję sobie sprawę, a bardziej tak czuję, że odstaję od tzw. tradycyjnej reszty społeczeństwa. Od zawsze nie lubiłam, nie interesował mnie alkohol – jego zapach i smak, zwłaszcza czysta. Widziałam w nim zło. I nie, nie mam rodziców, którzy są alkoholikami. I jeszcze raz nie – moi rodzice mi tak tego nie objaśniali.
    Po prostu nie ciekawi mnie fakt kończącego się tygodnia, którego trzeba odreagować w „TEN” sposób, czy urodzin, imienin, wesel, świąt, które trzeba uczcić – może nie aż w tak drastyczny sposób, aczkolwiek cienka jest ta granica. Bo odchorowywanie następnego dnia i tracenie go nie jest czymś fajnym.
    Ale najbardziej mierzwi mnie to jak osoby zachowują się po alkoholu. I stwierdzenia „to jest jej prawdziwa twarz” moim zdaniem jest w większości obraźliwa. A dokumentowanie takiego poalkoholowego faktu nie mieści mi się w głowie. I nie są to tylko „gimnazjalne” zagrywki. Z przykrością widzę to do tej pory. Bo trafiają się takie osoby. Bo „to” było śmieszne. Bo to, że ktoś mniej wypił czy odchorowuje następnego dnia stawia go w pozycji mięczaka.

  • Anna

    świetny temat! Ja mam dość słabą głowę i wrażliwy żołądek. Jeśli czuję że dzisiaj nie mam dobrego dnia to nie piję, a jeśli piję to i tak niezbyt duże ilości. Ludzie mają problem, że nie dotrzymuję im tempa w piciu (ja uważam, że każdy pije tyle ile chce, są tacy dla których opuszczenie kolejki to zniewaga). Wiele razy słyszałam nieśmiertelne ‚ze mną się nie napijesz?’ (jakby byli jacyś wyjątkowi, że nie można im odmówić). Przez alkohol zerwałam kontakt z moją dobrą koleżanką z dzieciństwa – ona zalewała się w trupa, a miała rodziców którzy mimo ukończenia przez nią 18 lat byli bardzo rygorystyczni, i była oburzona że nie chcę jej pomóc i jej przenocować. Raz to zrobiłam. Efekt – łóżko i pościel do wymiany. Nie życzę nikomu 🙂 Ale najlepsze w tym wszystkim jest to, że na początku zakrapianej imprezy to ja byłam sztywniakiem bo sączyłam lampkę wina zamiast ‚walić wódę’. Ja przynajmniej wracałam do domu na własnych nogach i w pełnej świadomości. Nie wytrzymałam czegoś takiego i zerwałam kontakt

  • Mnie np. dotyka bardzo wyśmiewanie niewielkich ilości, które wypijam. Zawsze jest ktoś, kto wypije 2 razy więcej ode mnie i zawsze jest to komentowane. „Czemu tak mało pijesz?”, „no weź jeszcze jedno piwo, przecież tylko 2 wypiłaś” itp itd. Zazwyczaj olewam takie teksty, ale nie ukrywam, że mnie drażnią. Nie lubię dnia po. Nie rozumiem jak można wlewać w siebie litry alkoholu. Są osoby, które mają wyższą tolerancję alkoholu i mogą na prawdę dużo wypić, ja tego nie neguje, nie komentuję. Chciałabym, aby podobnie było w stosunku do osób nie pijących lub pijących małe ilości alkoholu. Jeśli chodzi o odwrócony kieliszek, to wcale nie jest taka obraza! Człowiek obyty i kulturalny wie, że jest to znak, że dana osoba nie pije i nie musi przy każdej kolejce jej zachęcać. Sprawdza się na tłumnych imprezach typu wesela, urodziny.

    • Co do kieliszka – właśnie też mi się tak wydawało, więc zdziwiło mnie to jak zostałam zaatakowana. Ale ostatnio na poprawinach widziałam u kogoś taki kieliszek do góry dnem i od razu poczułam się lepiej 😉

  • Aaaa! Zgadzam się z każdym słowem, opisałaś dokładnie to, co czuję.
    Ja nie zawsze dobrze reaguję na alkohol, często po prostu robię się senna. Dlatego zwykle nie piję. Nie bawię się przez to gorzej, wręcz przeciwnie – mam więcej energii.

    Reakcje ludzi, kiedy odmawiam alkoholu, są różne. Większość próbuje mnie przekonać, bo przecież nie ma żadnych konkretnych przeciwwskazań, a kiedy stanowczo powtarzam, że nie piję, spotykam się ze… współczuciem. Jakby picie alkoholu było jedynym sposobem na udany wieczór, a ja przekreślała na własne życzenie swoje szanse na jakikolwiek fun.

    Czasami skuszę się na lampkę wina przy kolacji lub oglądaniu filmu. Zwykle żałuję, a na filmach zawsze wtedy zasypiam.

    Nie powinno znaczyć nie, kwestionowanie tego jest bardzo bardzo bardzo słabe. Niestety w Polsce to naturalna reakcja 🙁

  • Omg ale temat poruszyłaś; ) Amazonka
    Żeby było ‚zabawnie’ moja pierwsza myśl w w ogóle nie dotyczyła alkoholu. Ludzie nie rozumieją ‚nie’, kiedy jest ono sprzeczne z ich checiami. moja pierwsza myśl była wlasnie: jak z wymuszaniem stosunku. ‚Jak to ‚nie’ w końcu skoro ja chcę, to Ty też na pewno chcesz’. Tylko w tym wypadku jest mniej zrozumienia dla kobiecego nie. W przypadku alkoholu to chyba faceci spotykają się z większym niezrozumieniem.
    Ze ślubnym nie przepadamy za wódka i piwem i zawsze wzbudza to dziwne reakcje. Nie pijemy tez dużo, faktycznie na weselach czy imprezach bywa to komentowane.
    Bardzo mnie dobija jako kobietę, że odmowa często wiąże się z podejrzeniem ciąży. po pierwsze dlaczego to jedyne akceptowalne wytłumaczenie? Po drugie, takie pytanie zawsze budzi we mnie agresję 😉
    Ciekawe w kwestii wesel: u nas był alkohol włącznie z wódką. Sami jej nie piliśmy, ale wychodzimy z założenia, że każdy decyduje za siebie, a ludzie jednak oczekują, że będzie czym wznieść toast. Bardziej mnie wkurzalo, oburzenie tym, że my nie chcemy tego dnia pić.

  • Nie jestem jakimś specjalnym abstynentem, ale też irytuje mnie, kiedy ktoś chce decydować za mnie, co mam wypić i zjeść. Mam w bliskiej rodzinie taką osobę, która przy każdej okazji narzuca się z piciem alkoholu, niezależnie od pory dnia czy humoru. Doszło już do tego, że mój mąż z własnej woli chce być kierowcą i jedziemy w odwiedziny do tej osoby jego samochodem (którego ja nie prowadzę bo jest mi za duży), aby nikt nie zmuszał go do picia. Ostatnio ten ktoś oburzał się, że ja będąc w ciąży nie chce się napić lampki szampana, przecież mi nie zaszkodzi i jestem jakaś dziwna, przesadzam i w ogóle (?!?!).

    A już najgorzej jest na weselach! Na własnym weselu, na którym chcieliśmy jakoś wyglądać, spodziewaliśmy się, że wszyscy będą chcieli się z nami napić i – aby uniknąć krępujących sytuacji – do jednej z butelek po wódce wlaliśmy wodę mineralną. Kiedy ktoś proponował nam „kielicha za nasze zdrowie” laliśmy sobie po prostu z tej butelki. To trochę paranoja, że musimy się tak zachowywać, kiedy nie mamy ochoty na picie. To polskie podejście do wspólnego picia wódki jako symbolu przyjaźni jest mega niekomfortowe. Mam też wrażenie, że w niefajnych zachowania przodują mężczyźni. Kobiety jakoś specjalnie nie namawiają innych do picia, za to facet potrafi właśnie strzelić umoralniający wykład, że nie chcesz się z nim napić. Jak widzę na imprezie faceta z butelką – uciekam. Wino piję od czasu do czasu po prostu dlatego, że mi smakuje, a wódka jest…ohydna. Dlaczego mam się do niej zmuszać, żeby zaspokoić czyjś kaprys?

  • Fiołek88

    Miałam przez rok podpisaną krucjatę wyzwolenia człowieka. Na roczną się nie odważyłam, ale przy mojej ilości picia alkoholu to i tak nie ma różnicy. Ludzie reagowali różnie, ale widzę, że z biegiem czasu szczególnie ludzie młodzi, a nie ciotki i wujkowie starsi wiekiem nie reagują już tak dziwnie, że ktoś nie pije alkoholu. Na weselach od razu odwracam kieliszek lub nalewam wodę 😛 Przez ten rok krucjaty nauczyłam się nie przejmować czyimś zdaniem, że powinnam się napić. Znajomi się przyzwyczaili, więc teraz jest luz 🙂
    A jeszcze mi się przypomniało, że mam taką zasadę że nawet nie zamoczę ust w alkoholu jak prowadzę auto i tutaj akurat jestem niezrozumiała, bo przecież łyk podobno nic nie zmieni. Dla mnie mnie zmieni. I tutaj tylko to się liczy. Zasada to zasada.

    • Zgadza się, zasada to zasada, ja również mam takie podejście jak TY, kiedy prowadzę. Oczywiście argumenty, że jade za 5 czy 8 godzin i „strawię alkohol” z rzadka ale jeszcze czasami padają, szczególnie, kiedy w towarzystwie jestem „nowa”.
      Ja dodatkowo robię jeszcze coś takiego, że jesli wiem, ze na drugi dzień z samego rana mam gdzieś jechać to mam ściśle wyznaczony limit alkoholu jakie mogę wypić w nocy.

      Jazda samochodem to nie tylko odpowiedzialność za siebie i swoich pasażerów ale także za wszystkich innych na drodze. O tym często zapominamy…

  • Swoją drogą – przypadkiem znalazłam na FB to: https://www.facebook.com/events/1626209990997828/.
    Komentarze dosyć dobrze oddają klimat wokół alkoholu w naszym kraju… Brr.

  • Wiele zalżzy od towarzystwa w jakim się znajdujesz. Jeśli są to ludzie, którzy szanują decyzje i wybory innych ludzi (bo nie chodzi tylko o Ciebie ale o ogół) to takiego problemu nie ma.

    Ludzie od nas oczekują wyjaśnień, bo zazwyczaj nie mówimy „Dzisiaj nie piję. Dziękuję”, tylko mówimy „Dzisiaj prowadzę”, „Dzisiaj nie, kiepsko się czuję”, „Muszę wstać rano” itd. Nie nauczyliśmy swojego środowiska, że mówimy nie i nasza decyzja nie wymaga tłumaczenia ani powodów, które będą zasadne dla innych. Powód ma być zsadny dla mnie. Jeżeli ja uważam, że nie piję, to nie piję, żadne wytłumaczenia nie są konieczne.

    Gdybym znalazła się w sytuacji takiej jak Ty, równieę bym się nie tłumaczyła, powiedziałabym, że nie i już. A jeśli pojawia się to w gronie znajomych czy przyjaciół to zastanowiłabym się czy jest sens poświęcać czas dla kogoś, kto nie szanuje moich wyborów, moich decyzji, tego co dla mnie ważne.

    W życiu oczywiście zdarzały mi się sytuacje, kiedy byłam w gronie znajomych, znajomych, znajomnych…zatem nie zlałam tych ludzi i padały różne propozycje, dotyczące nie tylko alkoholu. Zawsze kiedy mówiłam NIE, nie zmieniałam zdania, byłam konsekwentna. Teraz wszyscy wiedzą ,że moje NIE naparwdę znaczy NIE i nie zamierzam się tłumaczyć dlaczego.

    Niewątpliwie ejenak, Polacy mają specyficzny stosunek do alkoholu, jest to związane z hostorią naszego kraju-w komunie interesy załatwiało się zazwyczaj przy alkoholu a jego odmówienie wiązało się z okazaniem braku szacunku i kultury oraz chęci „ubicia interesu”.
    Pomimo, że naszego pokolenia nie dotyczy to bezpośrednio, to jednak mamy to w spadku od starszych pokoleń. W Niemczech w ogóle nie ma z tym problemu, kiedy odmawiasz (a przepdają za piwem), we Francji podobnie (choć wiemy jak kochają wino i nie tylko wino), jak mówisz nie, zazwyczaj nie ma nacisków.
    Myślę, że to bardzo nasze, polskie ale to się już powoli zmienia, młodsze pokolenia zaczynaja być bardziej asertywne, bardziej dbac o siebie (choć oczywiście nie mówie, że wszyscy jego przedstawiciele).

    To na co jeszcze zwróciłabym uwagę-zadbanie os woje emocje. Po co wpadać w złośc? Budzić agresora? Nie szkoda nereów, emocji i energii? To bardzo wypala energetycznie, sparwia, z epotem szybko jesteśmy zmęczeni. Postarałabym się popracowac nad akceptacją takiej sytuacji (akceptacja to przyjęcie faktów, a nie zgadzanie się z tym co się dzieje). Oni chcą, żebyś piła, a Ty nie. To sa fakty.
    Jeśli wiesz, że nie zmienisz zdania, szkoda emocji 🙂

    Życzę wytrwałości, siły i cierpliwości, szczególnie do tych, którzy już wypili i chętnie namawiają do zabawy, w trosce o Twój dobry humor 😉

  • May

    Jak mnie irytuje kiedy ktoś usilnie namawia mnie do alkoholu! Nie jestem abstynentką, mieszkam w akademiku 😉 Ale to tak z przymrużeniem oka, bo akademik nie oznacza pijaństwa. Wracając do tematu – moja sprawa ile wypiję. Lubię czasem usiąść z piwem lub innym alkoholem sama – nie widzę w tym problemu, bo nie upijam się wtedy, wystarczy mi jedno piwo np do filmu i chipsów. Lubię czasem usiąść z moim chłopakiem i popić trochę we dwoje – jest wesoło, mamy dobre humory a potem zasypiamy i śpimy dłuuugo 🙂 Alkohol ze znajomymi? Czemu nie! Teraz już znam swój organizm i wiem, kiedy powinnam przestać pić, żeby nie zrobić żadnej gafy i nie cierpieć zbyt wiele na drugi dzień 😉 ALE piję w jakiejkolwiek formie, jakąkolwiek ilość wtedy, kiedy JA chcę. Nie przemawia do mnie argument „ze mną się nie napijesz?” itp, wręcz działa odstraszająco. Mam prawo nie chcieć się napić, bo np źle się czuję, jestem zmęczona albo po prostu mam okres – sorry za bezpośredniość ale nie jestem jedyną dziewczyną dla której spożycie alkoholu w taki dzień jest fatalnym pomysłem. Jeżeli mam ochotę, to mogę z moim chłopakiem albo dobrą koleżanką wypić dopóki nie zasnę przy butelce i nikomu do tego, ale tak samo jeżeli nie mam ochoty to nie mam obowiązku wypić choćby kropli alkoholu.
    Ludzie potrafią być bezczelni i aż przypomniała mi się sytuacja z akademickiego korytarza. Wyszłam wyrzucić śmieci i spotkałam kolegę w grupie znajomych (jego znałam, ich tylko kojarzyłam z korytarza), który to kolega zaproponował żebym się do nich dołączyła. Jako, że byłam po piwie (czasem po prostu lubię na kolację do serialu/filmy wypić piwo i zagryźć chipsami 😉 ) i nie miałam planów na wieczór bo siedziałam sama, to spytałam, co dokładnie mi proponuje – okazało się, że wódkę. Ponieważ z zasady nie mieszam alkoholi, odmówiłam. Najpierw próbował mnie namawiać, ale kiedy ciągle słyszał odmowę, stwierdził „jak się ze mną nie napijesz to będziesz pi..da”. Wystarczyło przy kilku dziewczynach mu odpowiedzieć „nie większa od ciebie”, żeby kolega zmienił zdanie i przestał mnie namawiać 🙂 Na niektórych nie ma innej rady.
    Moje ciało – moja sprawa. I nikomu do tego, że nie mam ochoty pić alkoholu. Proste. Do gardła mi nikt nie wleje i tyle w temacie.
    Super, że poruszyłaś ten temat, bo niektórzy ludzie wydają się nie rozumieć, że każdy ma prawo do swoich decyzji i nie musi się napić tylko dlatego, że inni też to robią.

  • Masz 1000% rację i to jest strasznie wkurzając. Zastanawiam się czy to nie zasługa naszej polskiej mentalności.

  • Nie należę do szczególnie pijących osób, nie lubię mieć kaca i poczucia zmarnowanego dnia po imprezie. Szczerze mówiąc, gdy ktoś nagminnie mnie namawia do picia, dystansuję się od tej znajomości. Takie namawianie to dla mnie znak, że tę drugą osobę nie do końca interesuje to, co ja mam do powiedzenia i jakie ja mam przekonania.
    Poza tym często słyszę – spotkajmy się na jakieś piwo! Trochę tak jakby tylko przy alkoholu spotkanie było ‚prawdziwe’ i się liczyło. No halo. To na kawę spotkać się już nie można? Albo pójść na spacer? Albo obejrzeć jakąś wystawę?
    Cieszę się, że poruszyłaś ten temat i bardzo się z Tobą zgadzam.

  • W zasadzie nigdy nie piłam alkoholu i mogłabym o tym napisać książkę, tyle ciekawych sytuacji z tego wynikło. Ale przynajmniej opanowałam asertywność do perfekcji.

    Czas na studiach chyba był najtrudniejszy, miałam bardzo imprezowe towarzystwo i pierwsze lata to było ciągłe namawianie, pytanie dlaczego nie piję. i stwierdzanie, że jestem dziwna. Ale doskonale pamiętam moment, kiedy kolega, który zawsze był pierwszy do namawiania mnie, powiedział komuś żeby dał mi spokój skoro to moja decyzja i, że ją podziwia i szanuje. Raz musiałam odmówić kilkunastu facetem karzącym mi się napić przed meczem, udało się :).

    Zawsze mi powtarzali, że jak już pójdę do pracy to jak ja się wytłumaczę na imprezach firmowych. Mam już ich sporo za sobą i tych mniejszych i większych i większych problemów nie miałam, fakt, musiałam milion razy powtarzać, że nie piję, ale w końcu było to uszanowane. Ostatnio szef upierał się żebym się z nim napiła, mimo wielokrotnej odmowy i tak nalał mi wódki, ale kiedy ją odstawiłam, więcej nie wracał do tematu.

    Ogólnie widzę, że z czasem, kiedy ludzie widzą, że i tak mnie nie przekonają szanują mój wybór, ale i tak gdzies tam sobie myślą, że jestem dziwna, przyzwyczaiłam się :).

    Zawsze trochę dziwią mnie teksty, zwłaszcza dziewczyn, że one to mi zazdroszczą i podziwiają, bo one to wódki nie lubią za specjalnie, to po co piją?

  • Hej ho

    Wbrew pozorom zwykle łatwiej jest nie pić w ogóle niż pić z umiarem. Ja na przykład znam swoje możliwości i wiem ile (niewiele) mogę wypić, żeby czuć się dobrze. Nigdy też nie doprowadziłam się do takiego stanu, żeby później tego żałować i bardzo się z tego cieszę. Ale nie rozumiem jak można nalegać i wymuszać na innych picie konkretnych ilości. Dlatego nie cierpię imprez, na których każdy po kolei pije do następnej osoby. Zawsze wtedy mocno wstrzymuję kolejkę i wkurzają się na mnie, że psuję zabawę. Na szczęście dawno przestałam się tym przejmować 🙂

  • i to słynne polskie „ze mną się nie napijesz!?” nie znoszę! Choć alkohol toleruję dobrze, lubię winko i drinki (nigdy „czystych” alkoholi), to czasem zdarza się, że z jakiegoś powodu nie mogę/nie chcę się napić. Jak ktoś (najczęściej po paru głębszych) próbuje mnie do tego namówić to też mam agresora! A już zwłaszcza, jak ktoś mi wmawia, że po jednym piwie to spokojnie mogę prowadzić.. nie i już – nie toleruję tego.

  • Olka M

    Ja tam osobiście czasem się napiję, bo lubię wino i piwo, ale zgadzam się w 100%, że osoby niepijące mają ciężko, moja koleżanka nie piła w ogóle alkoholu przez 25 lat, ale znalazły się osoby, które nie potrafiły tego uszanować do tego stopnia, że dolewały jej alkoholu do soku, sama z resztą jestem często w podobnej sytuacji, że jak nie chce się napić, to ludziom to ciężko zaakceptować.

  • Świetnie, że o tym piszesz. Zupełnie niezrozumiałe jest dla mnie dlaczego ludzie nie akceptują odmowy do picia alkoholu. To prywatna sprawa każdego i osobisty wybór. Jeśli ktoś ma ochotę wlewać w siebie truciznę to proszę bardzo, ale dlaczego zaraz przymuszać do tego innych. Ja od prawie dwóch lat nie piję. Zdarza mi się wypić małą lampkę wina lub odrobinę cydru raz na kilka miesięcy. Na więcej nie mam ochoty. To mój świadomy wybór i nie jest on absolutnie związany z żadną ideologią jak wielu może się wydawać. Ja po prosu czuję się mega źle po alkoholu. Więc po co pić coś po czym mi źle?

  • Ja zazwyczaj nie mam problemów, bo albo faktycznie piję jakieś ilości alkoholu, co zamyka kwestię, albo nie trafiam na „naciskaczy” ale w ten wakacje zdarzyła mi się sytuacja, w której ktoś z otoczenia nie umiał zrozumieć, że nie to nie. Wciskał mi wódkę bardzo nachalnie, więc w końcu, widząc, że moje argumenty i odmowy trafiają w próżnie, dałam sobie nalać kieliszek, po czym bez słowa go wylałam [to było na dworze przy ognisku]. To w końcu trafiło. Wołał nie namawiać niż marnować wódkę 🙂

  • Doskonale Cię rozumiem bo mam z alkoholem tak samo. Po prostu nie lubię i już. Jedynie wino mi smakuje jednak nie jakoś wyjątkowo bardzo żeby co tydzień lub co miesiąc pić. A jak wypiję to raz na kilka lat, z jakieś okazji. Wódkę lubię tylko w tortach 🙂 A piwa nie znoszę i dużo osób mi się dziwi. Wolę te pieniądze z własnej woli przeznaczyć na coś, na co miałabym naprawdę ochotę. Ale każdy lubi co innego. Też zawsze przejmuję rolę kierowcy. Ale zawsze… jest jakieś ale… ale ktoś cię odwiezie, ale sylwester jest tylko raz w roku itd.. Nie rozumiem tego zmuszania. Może niektórym bardziej smakuje zwykła herbata 😀

  • Lena

    Ja nie piję ze względu na leki – następnego dnia nawet po lampce wina mam kaca giganta. Co zabawne, często gdy mówię, że nie piję bo nie mogę przy lekach słyszę: no coś ty, zawsze się tak gada, nic ci nie będzie!

  • Ela Kraj

    Poruszyłaś temat, który bardzo mi ciąży na każdej imprezie. Zawsze, gdy rozbija się o alkohol, podnosi mi się ciśnienie i włącza agresor. Nie lubię pić, nie lubię osób pijących w otoczeniu. O ile nie przeszkadza mi, gdy ktoś pije piwo, wino – z umiarem, to już osoby łojące wódkę budzą we mnie niesmak.
    A ciągłe zdziwienie, że bez procentów można się dobrze bawić jest dla mnie kompletnie niezrozumiałe. Można. A przynajmniej ja nie potrzebuję wspomagaczy, by było wesoło. Ostatnio tłumaczę to metodą na Obeliksa się sprawdza- za niemowlaka wpadłam do kotła z oprocentowanym eliksirem i jestem tak nasączona, że większe dawki stanowią śmiertelne zagrożenie 😉 Większość odpuszcza, a tymi opornymi staram się nie przejmować – to ich problem, a nie mój i jeżeli mają zamiar się obrażać o niepicie, to może i lepiej, że sami się odcinają…

  • O tak… nagabywanie (bo namawianie to zbyt łagodne słowo) do picia alkoholu na imprezach pojawia się bardzo często. Są ludzie, którzy potrafię zrozumieć jeśli się nie pije, a są tacy, którzy nie potrafią tego uszanować nawet u kierowców – to szokujące! Nie dziwię się tym kampaniom reklamowym, w których chowa się kluczyki do samochodu… ja nigdy nie napiję się wiedząc, że wsiadam za kółko, moi znajomi to rozumieją i szanują, znajomi moich znajomych kręcą nosem i początkowo próbują przekabacić ale odpuszczają, kiedy robię się bardzo stanowcza. Ale są ludzie, którzy wsiądą… po 1, 2, 3 kieliszku… którzy stanowią poważne zagrożenie swojego, mojego i życia wielu innych niewinnych ludzi. Warto o tym pomyśleć i nie nakłaniać innych. Skupiłam się na kierowcach ale po prostu musiałam. Kiedy trafiają się imprezy/domówki na których ktoś usilnie namawia mnie do alkoholu, a nie da się z tym „nic zrobić” – wychodzę. Po co mam sobie psuć nastrój i nerwy?

  • polnischeversion

    U moim przypadku argument, ze prowadze jak na razie funkcjonuje 🙂

  • BonaVonTurka (Hipis)

    Najzabawniejsze jest to, że jestem pełnoletnia dopiero od roku a ludzi moja abstynencja dziwi i irytuje od dłuższego czasu. Czy tak nieprzyzwoite jest, że niepelnoletnia dziewczyna nie pije? Teraz też nie tykam alkoholu-mam po prostu psychiczną niechęć do niego. Trudno to wytłumaczyć ludziom, szczególnie podpitym ludziom, często zasłaniam się chorobą albo religią. Na szczęście mam znajomych tolerancyjnych- i inteligentnych- więc nie robią mi żadnych problemów.
    Niestety nie mam prawa jazdy. Już wiele razy słyszałam, że mam koniecznie zrobić, bo jestem wymarzonym kierowcą.
    Słyszłam opinię, że abstynenci są irytujący, bo psują humor pozostałym osobom i stawiają jakieś „głupie” warunki.

  • baja.g

    Też mam problem z takimi docinkami a właściwie to inni jakoś mają problem, że ja nie piję (wtf?!)
    I niestety rodzina tak reaguje na to moje niepicie… Ciągle podczas jakichś imprez rodzinnych czy nawet zwykłych niedzielnych odwiedzin jestem namawiana do napicia się wina czy piwa mimo, że usilnie odmawiam to rodzina nie potrafi tego zrozumieć i mam dość tekstów typu: „Może odrobinę”, „Tylko lampkę wina”, „Napij się chociaż ze mną po połowie piwa” itp. Kiedy skończyłam 18 lat trochę szalałam z piciem, zawsze na jakiejś imprezie nie potrafiłam sobie odmówić ale chyba prawie każdy tak ma w tym wieku 😉 chciałam poczuć jak to jest… ale po jakimś czasie alkohol przestał mi kompletnie smakować (nie twierdzę, że smakował mi wcześniej, bo tak nie było) i miałam jakąś traumę z dzieciństwa kiedy to podczas grubych imprez ludzie upijali się bez opamiętania a ja widziałam jak leżą pod stołem bo się podnieść nie mogą, inni nie dość że ledwo gadali to jeszcze ledwo stali na nogach. Strasznie denerwował mnie ten stan upojenia alkoholowego, bo jak można doprowadzić się do takiego stanu?! Ja nie mam mocnej głowy, szybko na mnie działa alkohol i wiem, że to kręci ludzi, lubią ten stan. Poza tym bardzo szybko robię się senna, często boli mnie przy tym głowa i podczas gdy każdy „dobrze” się bawi, ja mam ochotę się położyć i spałabym tak chętnie jak nigdy wcześniej… To jest też jeden z powodów dla których odmawiam alkoholu, jakoś lubię czuć kontrolę nad sobą, mam wtedy więcej energii niż po wypiciu chociażby lampki wina. To odmawianie i tłumaczenie się jest bardzo męczące, ani nie mam chęci na picie ani mi to specjalnie nie smakuje i ani się przy tym świetnie nie bawię. Mój mąż podziela moje zdanie, na ogół nie pijemy, zresztą jak jesteśmy gdzieś w towarzystwie to i tak On prowadzi samochód więc nie musi specjalnie się tłumaczyć. Oboje jesteśmy tego zdania że nie musimy pić alkoholu żeby się gdzieś dobrze bawić. Ale nie wykluczam go całkowicie ze swojego życia bo są takie dni że jednak się przełamię i napiję trochę dla ogólnego rozluźnienia ale następne kolejki odmawiam i dobrze mi z tym 😉 Wiem i rozumiem osoby, które nie chcą pić i wiem jak to irytuje gdy ktoś usilnie nas do ego namawia i te wyszukane teksty potrafią naprawdę wzbudzić w sobie agresora, aż ma się ochotę wyjść. Mój szwagier jest taki czepialski i jak odmawiam np kieliszka wódki, to on proponuje: „A to może drineczka”, „Mam jeszcze tequile”, „Może piwko”, „Albo winko, do wyboru do koloru”… ech…. wrrrrr

  • człowiek

    Ja nie mam tego problemu bo po prostu pije na imprezach itd bo bez tego jestem mruk haha . Ale ja pije mało i żadko wiec problemu nie mam . Ale też nie mogę zrozumieć żeby kogoś zmuszać 🙂 ale cóż tak jest u nas

  • KBKS

    To chyba od towarzystwa zależy 😉 jedni na odmowę reagują normalnie, nawet nie pomyślą, żeby zapytać czemu nie pijesz, że może jednak jednego, itd itd, przyjmują to najzupełniej w świecie normalnie, każdy decyduje o sobie czy ma na coś ochotę czy nie. Inni z kolei uznają to za obrazę majestatu, pamiętam jak rok temu pojechałem do bliskiego kolegi, nie spodziewał się mojej wizyty, wpadłem, bo miał urodziny, kupiłem fajny prezent, a na końcu pamiętał jedynie nie to że zrobiłem 150km, żeby złożyć mu życzenia i dać prezent, tylko to że się z nim nie napiłem… brak słów 😀 no ale problem w tym, że prawdopodobnie uzależniony, więc nie była to jego zła wola, ze pamiętał tylko to że się z nim nie napiłem, tylko choroba. Podobne towarzystwo uważa mnie za sztywniaka, dziwaka, wiedząc że nie piję, co rusz proponują mi żebym się napił 😀 ale to towarzystwo, które poza alkoholem ma niewiele życia, alkohol jest podstawą zamiast dodatkiem, i często ledwo co przyjadę to słyszę jak ktoś się na..bał, co robił po alkoholu itp.
    A nie piję, bo nie chcę – to powinno wyczerpać cały temat dla wszystkich. A jeśli się wgłębić w szczegóły, to moje postanowienie jest z powodu współuzależnienia, i tego co widziałem u bliskiej mi osoby jak alkohol ją niszczy i najbliższe otoczenie, tym że sam przez kilka miesięcy co prawie każdy weekend piłem więcej niż powinienem, i nieprzyjemnymi sytuacjami, które spotkały mnie od strony bliskiej mi osoby, która utraciła kontakt z rzeczywistością po alkoholu. W pewnym stopniu alkohol jest dla mnie jeszcze stresorem, więc też staram się unikać sytuacji, miejsc, gdzie alkohol się pije, nad tym jeszcze praca jest przede mną, bo jedni piją, drudzy nie i to normalne, muszę się przyzwyczaić, żeby traktować takie sytuacje tak jak kiedyś normalnie, póki co nic nie poradzę, że mnie to stresuje, wszystko w swoim czasie. Może nie jestem abstynentem, bo napiłem się trochę wina na weselu, na jednym spotkaniu towarzyskim też zdarzyło mi sie lampkę wina napić. Alkohol mimo wszystko wywołuje u mnie powrót do przeszłości, która nie była dla mnie przyjemna przez jakieś pół roku.
    Na ludzi nie ma się wpływu, jedni reagują normalnie, drudzy uznają kogoś za dziwaka, każdy może decydować o sobie i wybierać sobie towarzystwo i sytuacje, w jakich ktoś chce się z kimś spotykać, nic nie poradzimy na sposób myślenia innych, za traktowanie odmowy jak obrazy.

  • Nowhere Girl

    [anglojęzyczna ksywka jest tylko dlatego, że najwięcej komentuję przez Disqus na niepolskich stronach]

    Nie piję alkoholu w ogóle. Zero. Po pierwsze nie lubię żadnego napoju alkoholowego (teraz już dawno przestałam próbować), po drugie… co prawda nigdy nie byłam pijana, ale kiedy widzę albo słyszę pijanych ludzi, jestem całkowicie przekonana, że tego rodzaju zmianą samopoczucia nie jestem zainteresowana, a wręcz chciałabym jej uniknąć. 😉 Jak na ironię, nie prowadzę samochodu – nie potrafię, nie mam.
    Ale właściwie nie mogę powiedzieć, żebym szczególnie się stykała z tego typu nietolerancją. Zapewne dlatego, że po prostu jestem (bardzo) mało imprezowa, więc bardzo rzadko znajduję się w sytuacjach, w których ktoś mógłby mnie namawiać do napicia się. Tylko kiedy z jakiegoś powodu gdzieś mowa o alkoholu, stykam się z – nie tyle nietolerancją, co ze zdumieniem: że ktoś może (!!) nie uważać upicia się za stan przyjemny (!!). Dziwoląg jakiś…
    Na szczęście w ogóle, z założenia i od zawsze (tak, od dzieciństwa) nie przeszkadza mi bycie w mniejszości.

  • Kuba

    Ja nie piję z przyczyn zdrowotnych, choć na ogół nikomu o tym nie mówię. Specjalnie, by wyuczyć w innych tolerancję i akceptację takiego stanu rzeczy. Daję do zrozumienia, że nie chcę i reakcje są różne. Masz racje z tym, że większość ludzi tego nie rozumie, co dla mnie także jest zdziwieniem i to mocnym. Co to w ogóle jest żeby oceniać człowieka na podstawie tego czy pije, czy nie? Słyszał ktoś ostatnio o tym ile urodziło się dzieci chorych? Alkoholicy/osoby pijące czy tego chcą czy nie chcą to będą MUSIELI zaakceptować taki stan rzeczy, że co raz mniej ludzi będzie pić alkohol. Ze względu na ZDROWIE.
    Może trochę też przesadzam, bo w końcu nie ma człowieka idealnego który dbałby o swoje zdrowie w stu procentach i pod wieloma innymi względami może je zaniedbuje. Ja zaś alkoholowi mówię nie, i dobrze póki co na tym wychodzę. A ludzie? Olać tych którzy tego nie rozumieją. To nie są przyjaciele czy osoby godne do przebywania z Tobą.

  • Dorota

    Oj tak. Ten temat jest wiecznie zywy. Nie rozumiem jak mozna kogos namawiac i drazyc temat dlaczego nie pije. Ostatnio mnie sie to przytrafilo i szczerze powiem zawiodlam sie na pewnych osobach i w to konkretne towarzystwo juz nie wejde. Nie sa tego warci.

  • Aleksandra Patykowska

    zgadzam się z Tobą,odkąd nie piję lub piję zauważyłam dokładnie te same zachowania ludzi ,które opisałaś.Dlaczego zwykłe’ nie,dziękuję’ nie wystarcza?…to takie irytujące kiedy cały czas ktoś pyta dlaczego nie piję czy w ogóle nie piję..potem pytają innych dlaczego nie piję…na zasadzie na pewno jej facet zabrania albo inne bzdury rany i tak przez całą czas…i kiedy juz myślę,ze nikt nie zapyta pada pytanie.. no co nadal nic?a moze jednego? a moze wina ? a moze szampana?a moze drinka?

  • Majki

    Alkohol towarzyszył nam i będzie towarzyszyć już chyba zawsze. Grunt to picie kontrolowane, jednak jak widać po poniższej ankiecie większość z nas nadużywa alkoholu, a od tego krótka droga do alkoholizmu – http://ankietywatory.pl/jak-czesto-pijesz-alkohol/

  • Papete

    Różne są podejścia. Kiedyś mąż koleżanki był dla mnie pełen podziwu, że potrafię być asertywna i powiedzieć „nie”. Szkoda, że (wydawałoby się) najbliżsi nie potrafią tego zrozumieć. Kiedyś byłam u mamy mojego mężczyzny. Gdy zaproponowała mi napicie się, odmówiłam (najgrzeczniej jak potrafiłam). Usłyszałam od niej, że jestem „nietowarzyska”. Dziwnie się poczułam i odpowiedziałam, że myślałam, iż to raczej zaleta niż wada. Ale najgorsze jak do tematu podchodzi On: „to był taki żart”, „ale mogłaś się napić”, „niekulturalne jest odmawianie”, „w pewnych sytuacjach nie powinno się odmawiać”, „tym bardziej, że czasem pijesz wino”. Żart to żart, w porządku. Ale niestety nie dowiedziałam się, co to za wyjątkowa sytuacja, że nie powinnam odmówić. Czasem napiję się wina, ale mocniejszych trunków nie toleruję. On dobrze o tym wie. A nawet gdyby to było wino, też miałabym prawo odmówić. To przykre.