Jak pozbyć się moli spożywczych + przechowywanie zapasów

Dzisiejszy post to chyba jeden z najważniejszych wpisów z cyklu „logistyka zdrowego odżywiania”. Robienie zapasów to ważna sprawa, bo posiadanie pod ręką pewnych zdrowych produktów, z których można wyczarować wartościowe posiłki, to olbrzymie ułatwienie. Niestety jak sama się przekonałam – robienie zapasów wiąże się z pewnym ryzykiem… Nie miałam o nim pojęcia dopóki sprawa nie dotknęła mnie osobiście, więc dziś chcę przestrzec innych. 

IMG_0191

Moje skłonności do chomikowania zemściły się na mnie dość boleśnie… Do mojej szafki-spiżarki dostały się mole spożywcze. To jakiś koszmar kiedy sięgasz do szafki np. po pestki dyni do sałatki i odkrywasz w nich pełzające larwy moli oraz dorosłe osobniki żywiące się właśnie tym, co sama zamierzałaś zjeść. Na początku nie dotarło do mnie, że dotknął mnie TEN problem, ale jak potem tego samego odkrycia dokonałam w kaszy bulgur, to autentycznie zwątpiłam. Szybko okazało się, że to cholerstwo jest prawie wszędzie. W 90% produktów spożywczych znalazłam te larwy!!!! Wiedziałam już, że muszę wypowiedzieć temu wojnę… Jak doczytałam w Internecie – to dość powszechny problem, szczególnie w domach stawiających na zdrową żywność, produkty pełnoziarniste, kasze itp. Wystarczy, że jeden robaczek dostanie Wam się do szafki z żywnością i pozamiatane. 

Czekałam z tym postem kilka miesięcy, bo chciałam się upewnić, że zastosowane przeze mnie sposoby walki z molami są skuteczne. Póki co nie odnotowałam kolejnej ich inwazji, więc chyba jest OK. 

Jak pozbyć się moli spożywczych?

Należy bezwzględnie powyrzucać wszystkie produkty, które noszą jakiekolwiek znamiona kontaktu z tymi szkodnikami. Ja początkowo wszystko przeglądałam, ale było to strasznie upierdliwe… W efekcie i tak wszędzie znajdowałam larwy (często były na samym dnie opakowania), więc ostatecznie zdecydowałam się na totalne czystki. To bolało, bo miałam w domu po kilka rodzajów kasz, mąk itp. Świadomość wyrzucenia tak dużej ilości jedzenia powodowała, że chciało mi się płakać. 

Produkty te wyrzucamy do osobnego, szczelnie zamykanego worka i jak najszybciej wynosimy z domu. 

Następnie zabieramy się za bardzo dokładne porządki… Myjemy wszystkie szafki (które mają kontakt z żywnością) wodą z mydłem lub płynem do mycia naczyń, a następnie wstawiamy do nich miseczkę z gorącym octem (może być rozcieńczony, np. pół szklanki octu i pół szklanki wody). Moja szafka-spiżarka ma kilka półek, więc zrobiłam to samo na każdej półce. Zamykamy tę szafkę i czekamy ok. pół godziny aż  ocet wystygnie. Potem znowu myjemy wszystko wodą z mydłem. Trzeba sprawdzić nie tylko wnętrze szafek, ale również ich okolice – to co się dzieje pod i za nimi oraz na nich. Ja nie miałam takiej możliwości, bo moja szafka-spiżarka jest szafką wbudowaną we wnękę. Ale jako że na jej dolnych półkach mój mężczyzna trzyma różne swoje narzędzia, jemu również nakazałam zrobienie w nich porządków. Następnie zafundowałam tej szafce kilkudniową kwarantannę i przez ten czas stała pusta. Przez kilka dni w domu jeszcze pojawiały się mole, więc tłukliśmy je i wyrzucaliśmy kolejne, pojedyncze produkty które były np. fabrycznie opakowane i żal mi było je wyrzucić. Dopiero po usunięciu wszystkiego mole całkowicie zniknęły. Być może nie zawsze trzeba postępować aż tak drastycznie. U mnie było to konieczne, bo w ogóle nie znałam tego problemu i nie zareagowałam jak pojawiły się pierwsze jego symptomy. 

Warto zwrócić uwagę, że piszę powyżej jak pozbyć się moli spożywczych domowym sposobem, bez użycia chemii. Nie kupowałam żadnych specjalnych środków i na szczęście obeszło się bez nich. 

Skąd się biorą mole? Jak zapobiegać molom spożywczym? 

Najpierw trzeba się zastanowić skąd one się wzięły… Opcje są w zasadzie dwie… Ta pierwsza jest trochę przerażająca, ale niestety to właśnie ona bardzo często stanowi przyczynę problemu. Mole spożywcze po prostu przynosimy ze sklepu. Ich jajeczka/larwy mogą być nawet w opakowaniu kaszy czy innego produktu sypkiego i kwestią czasu jest, kiedy coś się z nich wylęgnie. Podobno dobrą metodą jest mrożenie wszystkich kupowanych produktów przez min. 24h, albo nawet przechowywanie ich w zamrażalniku. Nie stosuję tego bo a) nie mam na to miejsca, b) zastanawiam się czy nie wpływa to negatywnie na wartości odżywcze np. kaszy….? Nie wiem, może w komentarzu ktoś się wypowie na ten temat. 

Ja zapobiegam w inny sposób i tę metodę polecam każdemu. Otóż wszystko, ale to dosłownie wszystko przesypuję do w miarę możliwości szklanych pojemników. Ewentualnie do takich wykonanych z grubego plastiku, bo przez cienki plastik mole podobno potrafią się przegryźć (co za cholerstwo!). Jako że czasami brakuje mi już słoików, stosuję inne zabezpieczenie – nowe albo już otwarte foliowe opakowania wkładam dodatkowo do pojemnika plastikowego, np. po lodach. Czasami w jednym takim pojemniku mogę zmieścić kilka torebeczek. Pamiętajcie, że jeśli kupujecie kasze czy makaron w torebce i wydaje Wam się, że są one bezpieczne bo opakowania nie zostały otwarte to… Niestety tak nie jest. To podwójnie ryzykowne – jeśli w tej nowej kaszy są larwy, to mogę one wydostać się z opakowania i przenieść się na inne produkty… Lub jeśli do szafki wpadnie jakiś mol z zewnątrz, to może dostać się do takiego opakowania. 

No właśnie – druga droga przybywania moli to np. przez okno lub otwory wentylacyjne. Jeśli tylko zobaczycie gdzieś takiego osobnika – strzeżcie się! Tłuczcie bez wyrzutów sumienia! I niestety – to znak, że warto zrobić przegląd żywności, szczególnie jeśli nie stosujecie powyższych metod zapobiegawczych.  

Jeszcze a propos metod zapobiegawczych to jak już wspomniałam – stosowałam wyłącznie domowe sposoby. Nie chciałam stosować np. plastrów z feromonami, bo bałam się, że przyciągnę nimi mole z otworów wentylacyjnych, z korytarza czy zza okna. Czytałam takie opinie na forach i logicznie myśląc – przekonuje mnie to. Nie obchodzi mnie to, że taki mol złapie się na plaster… Nie wiem czy wcześniej nie zostawi gdzieś jaj (a produkuje olbrzymie ich ilości!) i ogólnie – jego widok mnie stresuje. A poza tym na plastry lecą chyba tylko samce…  Ostatecznie postanowiłam zastosować to, co podobno je odstrasza, a nie przyciąga… Mole spożywcze nie lubią zapachu wanilii, cytrusów, liści laurowych, goździków, lawendy, eukaliptusa… I pewnie jeszcze wielu innych, dlatego wystarczy zadbać o odpowiedni zapach w szafce z żywnością*. Ja początkowo poszłam na łatwiznę i porozrzucałam trochę liści laurowych i goździków, albo co jakiś czas wylewałam w szafce kroplę jakiegoś specjalnie kupionego w tym celu aromatu do ciast (cytrynowego lub waniliowego). Jeśli zależy Wam aby te zapachy ładnie wyglądały to można zrobić jakieś woreczki zapachowe, albo np. powbijać w pomarańczę goździki… Ładnie mogą wyglądać też suszone plasterki pomarańczy. Ja na razie jakoś nie odnalazłam w sobie weny aby bawić się w takie rzeczy :). 

IMG_0213

*Niektórzy pisali mi, że u nich to nie podziałało. U mnie w połączeniu z wszystkimi innymi metodami przyniosło to pożądany efekt.

Podsumowując…

Naprawdę zachęcam, aby nie zaniedbywać tego problemu… Uporządkuję jeszcze ten post w kilku krótkich punktach:

  • jeśli mole nam się przytrafią, wyrzucamy dosłownie wszystkie sypkie produkty spożywcze, a następnie robimy baaardzo dokładne porządki… 
  • wszystkie sypkie produkty spożywcze przechowujemy w pojemnikach ze szkła lub grubego plastiku. Mam tu na myśli kasze, mąki, bakalie, makaron… Podobno mole jedzą nawet karmę dla psów. Nie wiem jaki mają stosunek do przypraw, ale w szafce z przyprawami nie spotkałam żadnych latających osobników, zresztą przyprawy intensywnie pachną, a za zapachami niektórych z nich one nie przepadają, więc chyba przyprawy można uznać za bezpieczne (ja nie wyrzucałam). 
  • dotyczy to również produktów nowych, nieotwartych, gdyż mole mogą przegryźć się przez folię
  • dbamy o ładny zapach w szafce (lawenda, cytrusy, goździki, wanilia)

U mnie póki co jest spokój. Wszystko trzymam w pojemnikach i co kilka użyć jakiegoś produktu wnikliwie przyglądam się słoikowi czy nie ma w nim jakiegoś życia… Nawet jeśli je znajdę – wtedy do wyrzucenia będę miała tylko tę jedną rzecz, a nie całą szafkę jedzenia. Zapewniam Was, że lepiej zapobiegać niż leczyć i gorąco zachęcam do zasłoikowania swoich zapasów :).

Uff, wiem, że długi wyszedł ten post ale starałam się aby był jak najbardziej przydatny. Jeszcze przed chwilą jedna z Was napisała mi na snapie, że znalazła u siebie mole i w rozmowie na ten temat przypomniała mi o czym jeszcze warto tu wspomnieć. 

Kategorie: Mieszkanie, Odżywianie

W dużym skrócie - freelancerka, pasjonatka zdrowego i uważnego stylu życia, miłośniczka Warszawy, psów i kuchni roślinnej. LifeManagerka.pl to blog lifestylowy, którego tematem przewodnim jest szeroko pojęte, umiejętne zarządzanie swoim własnym życiem. Począwszy od odpowiedniego odżywiania i regularnej aktywności fizycznej, poprzez rozwój osobisty, a skończywszy na licznych detalach, które czynią nasze życie lepszym, prostszym i szczęśliwszym.

  • Bardzo przydatny post! Mole to mój największy koszmar – strasznie się boję robaków i mam ciągle schizę, że kiedys mi się to przytrafi 😀 Staram się chować wszystko do pojemników i robic w miarę często przegląd szafek. 🙂

  • Mi samej się to nie trafiło, ale u mamy w grzybach była totalna masakra! Prawdopodobnie wylęgły się, bo grzyby były niedosuszone, a ostatecznie wyleciało kilkanaście pojemników. Raz trafiłam na zakupach na kaszę z molami, ale zorientowałam się zanim wsadziłam do szafki. I tu dokładnie tak jak napisałaś jedyne wyjście, to wszystko wyrzucić, inaczej się ich nie wypleni. A ból związany z wyrzucaniem jedzenia doskonale rozumiem, bo sama nie cierpię tego robić.

    • Właśnie, na zakupach też trzeba oglądać co się wkłada do koszyka… Czasami przez opakowanie można coś wypatrzyć.

  • Właśnie niedawno stoczyłam zwycięską walkę z tymi paskudami. Podobnie jak Ty, wyrzuciłam wszystkie sypkie, otwarte produkty (chlip, chlip), umyłam dokładnie szafkę, zastosowałam olejek pomarańczowy i porozkładałam liście laurowe. Na razie spokój 🙂
    Teraz walczę z muszkami owocówkami :/

    • Jak nie urok to… :/

    • Jak pozbyć się muszek owocówek wg Ani Kani.
      1. Wyjedź z domu na tydzień zostawiając w nim chłopaka, który nie je owoców.
      2. Chłopak zagłodzi muszki na śmierć.
      3. Wróć do domu. 😉

  • Scharlott

    W moim domu rodzinnym walczymy z molami już od paru dobrych lat, z różnym skutkiem. Ocet nie pomógł, opakowania szklane i plastikowe nie pomogły (i przeraża mnie, że te mendy z taką łatwością przegryzają folię). Dodatkowo problemem jest to, że w kuchni jest boazeria a więc wiele potencjalnych kryjówek nie do znalezienia. Ostatnio robiłam porządki w przyprawach i tam chyba mole też robiły sobie ucztę bo zostały charakterystyczne nitki. Jedyne co działa na to dziadostwo to plastry niestety. Teraz chwilowo nic nie lata więc mam nadzieję, że na jakiś czas będzie spokój.

    • Faktycznie jeśli rozpanoszyły się po całej kuchni i jest ryzyko, że schowały się np. w boazerii to plastry jako ten wabik mogą okazać się bardzo przydatne.

      • Anja

        u mnie plastry wabia mole od sasiadow …serio 😀

        w sensie musialam jeszcze ponczochy w kraktach wentylacyjnych zamontowac…a i tak pare zlapalam jak wpadaly przez okno 😉

        tak wiec te plastry maja swoje zalety i wady 😀 😀

    • Nemesis Nave

      Same here! Było czyszczenie, plastry, nawet specjalna lampa… By się pozbyć tego paskudztwa na amen, trzeba by zerwać całą boazerię.

      • Ech, czyli scenariusz którego ja u siebie się obawia(ła)m (że ukrywają się gdzieś w zabudowie tej wnękowej szafki) nie jest jednak tak całkiem nieprawdopodobny… Zastrzelę się jak mnie to spotka :[

  • Miałam taki problem! Zrobiłam podobnie jak Ty: wyrzucić + czyścić. Też mi było szkoda wyrzucić tyle jedzenia, ale z drugiej strony nikomu bym nie dała kaszy z robakami. Na dodatek wydaje mi się, że zlokalizowałam źródło: kupowałam produkty sypkie w sklepie „eko”, na wagę, w kilka tygodni po inwazji u mnie w domu sklep zamknął swe wrota. Przypadek? Chciałabym wierzyć. No ale cóż, wszystko jest możliwe, a mole spożywcze jak najbardziej przegryzają foliowe torebki, tak tak, a potem widać larwy w zamkniętych produktach 🙁

  • Zwiększyć skuteczność plastrów można wywieszając obok nich wilgotną szmatkę – to im pasuje i łatwiej im przez przypadek nawet trafić na plaster zapachowy. Zdrowa żywność ma jednak swój problem, jest dla nich jadalna 🙂 Ja trzymam wszystko w słoikach, a niektóre słoiki wręcz w lodówce (np. pestki dyni, to one w dużym stopniu mogą być źródłem, prócz eko-mąki)

    • Pobiegłam schować słoik z pestkami dyni do lodówki 😀

  • Ivai Q

    Temat na czasie. U nas teściowa takie porządki robiła wczoraj :/ Obrzydliwe, małe paskudy! Aż się wierzyć nie chce, że są tak trudne do wytępienia. My mamy jeszcze zamiar wprowadzić przesiewanie mąki przed zamknięciem jej w pojemniku. Słyszałam też od mojej germanistki, że u nich mole znalazły się w domu wraz z … czekoladą orzechową…

    • No, podobno lubią czekoladę… Dobry pomysł z przesiewaniem mąki.

  • Maya W-l

    Tydzień temu miałam pierwszą w życiu inwazję. Masa kasz wyrzucona (z 10 kilo prawie ze łzami w oczach), szafka umyta, plastry rozstawione, nowe kasze zamknięte w szczelnych szklanych słoikach. A ja z paranoją w oczach przyglądam się ścianom i sufitom w poszukiwaniu latających niedobitków (lub drugiej fali inwazji).
    Dziękuję za pomysł z olejkami zapachowymi, odpalę kominek to może lawenda pomoże – jak nie na robale to chociaż na moje nerwy 😉

    • Ja też na początku miałam istną paranoję, wyć mi się chciało jak gdzieś jakiegoś zauważyłam…

  • irysowa

    komentarzy już nie czytam, bo łapię schizę, że u mnie w przyprawach też są, a sprawdzałam dokładnie i ich nie ma. poza tym większość jest w szczelnych pojemnikach. już dziękowałam Ci za ten wpis za snapie, ale jeszcze raz dziękuję, bo jak powyrzucałam wszystko to mam nadzieję, że się u mnie nie pojawią to jak u Ciebie. zapomniałam się na snapie zapytać. skąd masz słoiki ? bo teraz będę trochę ich potrzebować. szukam takich właśnie ładnych i dość tanich, bo niektóre słoiki potrafią być drogie.

    • Część słoików mam z Ikei, ale teraz oczywiście potrzebuję ich więcej… Nie chcę w nie specjalnie inwestować, więc używam takich, które w jakiś sposób trafiają do domu – po maśle orzechowym, po suszonych pomidorach, czasem od mamy coś się w słoiku dostanie ;). Nie wszystkie muszą być ładne, bo ich nie widać 🙂

  • Mnie na szczęście się nie przytrafiły, ale moja mama miała z nimi problem, wylęgły się najprawdopodobniej z jakiejś czekolady;/
    Mnie natomiast interesowałby temat – jak walczyć z myszami – bo tu u mnie to straszny problem.

    • Współczuję, z myszami nie chciałabym mieć problemu, bo tak lubię te zwierzątka, że nie byłabym w stanie tego skrzywdzić. Zresztą kiedyś jako dziecko mieszkałam przez jakiś czas w domku jednorodzinnym i mieliśmy w domu myszy… Ponadawałam im imiona i robiłam im spiżarki za szafkami (czyli znosiłam jedzenie). Zupełnie nie rozumiałam dlaczego moja mama po odkryciu tego faktu miała ochotę mnie ukatrupić 🙁

      • Maya W-l

        Takie skutki oglądania disneyowskiego Kopciuszka 😉

      • Hehe, dobre 😉
        Ja nawet na wsi, mieszkając pośród pól, nie miałam tylu myszy co tutaj w centrum miasta;/ Zauważyłam, że myszy jedzą wszystko – awokado, kiwi, ziemniaki, kukurydzę, marchewkę!

    • Maciek Paprocki

      Najprościej zdobyć dobrego kota 🙂

  • Ja miałam taki problem po wprowadzce na wynajmowane mieszkanie. NIe znałam moli wtedy i nie wiedziałam, że to będzie taka masakra. Udało mi się też przez to przejść, tak jak piszesz – wyrzucić wszystko co otwarte. Ja dodatkowo stosowałam plastry i bardzo dużo tych moli się na nie łapało, to na pewno znacznie pomogło. A potem każdy produkt już szczelnie zamykałam w pudełkach i tak mi został ten nawyk do teraz:) Mam nadzieję że już nigdy tych moli nie będę więcej przerabiać:)

  • Nigdy nie wiadomo, kiedy na kogo padnie, więc wpis super przydatny. I świetna porada z tymi szklanymi słojami, nie dość, że estetycznie i praktycznie, to jeszcze chroni przed molami – na pewno takie zastosuję, gdy będę mieć swoją kuchnię. A czy puszki metalowe też mają szansę działać?

    • Tak, myślę, że aż takiej mocy nie mają aby przez puszkę się przegryźć 🙂

    • Anja

      puszki sa ok jesli maja szczelne zamkniecia 🙂

      przegryzc to mole moga takie glownie cienkie folie … niestety tego sama doswiadczylam

  • Warto wyrobić sobie nawyk przeglądania wszystkich opakowań już w sklepie, szczególnie takich, przez które widać kaszę czy ryż. Raz widziałam jak mole radośnie fruwały sobie po Tesco przy półce z ryżem i kaszami właśnie:/

  • Też miałam kiedyś taki problem. Robienie zapasów to nie do końca taki świetny pomysł. Ale na szczęście udało się to wytępić 🙂

  • Miałam na wcześniejszym mieszkaniu mole, ale nie znalazłam żadnych larw. Często jednak widywałam latające robale. Nie wiem, czy przedostały się z zewnątrz, ale zrobiłam to wszystko, o czym piszesz i pamiętam, że nie pomogło. Czytałam, że mogą zagnieździć się nawet w jakiś szczelinach w szafce. Musiałabym chyba rozmontować kuchnię, żeby je znaleźć. Teraz mieszkam na akademiku i dobrze, że mi przypomniałaś o zapachach w szafkach. 😉

  • U nas w mieszkaniu też inwazja moli… Po wyrzuceniu wszystkiego (przyprawy też, kiedyś je tam znalazłam…) i porządkach jest faktycznie nieco lepiej, przechowujemy wszystko w pojemnikach ale znów zaczynają latać… :/ Chyba musimy jeszcze rozsiać jakiś odstraszający je zapach 🙂

  • Ocet u mnie też pomógł. Staram się szczelnie zamykać wszystkie rzeczy ale po prostu się nie da. Co jakiś czas zaglądam do szafek. Wycieram pólki octem. Używam aromatów do ciast …. na dłuzszą mete to nie daje skutku. Mole są i będą.

  • Kurcze przeraziłaś mnie faktem, że można te dziady przynieść ze sklepu ;/ Mnie niestety też spotkał ten problem, ale udało nam się w miarę szybko ugasić ten pożar, oczywiście tak, jak piszesz pozbyliśmy się wszystkich zapasów z szafek z żywnością. Natomiast ostatnio toczyliśmy walkę z owocówkami, które absolutnie nie chciały się wynieść, to był koszmar one rozmnażają się z prędkością światła. Udało się w końcu je wytępić.

    • Jak??? Też właśnie walczę 🙂

      • Wywaliłem wszystkie owoce i warzywa, kupiłam raida na owady i wytrułam dziady. Następnie bardzo dokładnie umylam kuchnię i jak na razie mam spokój 🙂

      • Ja z owocówkami czasami latem mam problem, ale pomaga zagłodzenie ich, tzn. uprzątnięcie z pola widzenia wszystkich produktów, którymi się żywią. Zazwyczaj po 2 dniach głodowania znikają. Ale jak rozumiem u Ciebie to poważniejszy problem 🙁

        • Staram się żeby nic nie leżało na wierzchu, ale te ciągle nic chcą zniknąć. Póki co, zastawiam nie nie pułapki: słoik z wodą, octem winnym i płynem do mycia naczyń. Topią się i chyba jest ich coraz mniej 🙂

  • Odpukać od bardzo dawna mi się to nie przytrafiło. Choć kilka razy z rzędu, dosłownie, problem był w mace pszennej. Przez to, że ja jestem na diecie bezglutenowej jest ona nieużywana i dosłownie sama chodziła tyle tego było, a była w wydawało by się szczelnym, plastikowym pojemniku. Chociaż to własnie dzięki opakowaniu nie przeszły nigdzie dalej. Dzisiaj już zaczęłam przekładać do pojemniczków, mam tyle a nie używam i planuję coś na swoje mąki kupić.

  • A my jak wróciliśmy z Toskanii po 3 tygodniach, to zastaliśmy szarańczę molową w domu. Latały sobie po całym domu niczym motylki po łące. Do kosza poszły moje quinoe, makarony, płatki, orzechy (takie z drzewa), pestki….A najbardziej to sobie ukochały mąkę migdałową. Przeżarły się przez grube, plastikowe opakownie i party sobie urządziły.

  • Ja kiedyś przyniosłam ze sklepu mąkę z „życiem” w środku. Nie polecam, widok jest średni.

  • Tykotka

    U nas zaczynały się 2 razy, ale za każdym razem szczęśliwie wytępione przed apokalipsą. Raz larwy pojawiły się w kaszy już po przesypaniu do szklanego słoika, a raz wyleciał z szafki dorosły mol… Na szczęście chyba samiec, bo przegląd i czyszczenie nic nie wykazały.

  • Kornelia Sierotowicz Wójcik

    2 razy w zyciu to przeszlam, mole w kuchni to moja zmora! Rowniez stosuje metodę czystek w szafkach, ocet i jednak kupuje te plasttry feromonowe. U nas dzialaja. Ale o olejku cytrynowym i wanioliowym nie slyszalam wiec zakupie przy najblizszej okazji, tak na wszelki wypadek;)

  • Zgadzam się z Toba, niestety należy się pozbyć wszystkiego, w czym znalazły się mole, bo jaja zapewne zostały złożone. Warto jednak zwrócić uwagę, że ole mogą być równeż np. w koszyku na chleb (wiklinowym czy z innego tworzywa przypominające naturalnego lub naturalnego.

    Przechowywanie w szklanych pojemnikach to najlepsza opcja, jednak musimy je zamykać, a zamknięcie musi być szczelne (dlatego nie zawsze sparwdzają sie pojemniki plastikowe, bo mają wyrobione zamknięcia, o czym zazwyczaj nie wiemy.

    Też nigdy nie znalazłam moli w przyprawach (wydaje mi się, że ze względu na zapach jak napisałaś ale i smak, to nie jest atrakcyjne dla moli do jedzenia).

    Tak jak napisałaś, kilka razy, niestety mole [przyniosłam do domu w nowo zakupionym w sklepie produkcie…a rodzi to spore problemu, bo o molach zazwyczaj nie dowiadujemy się w ciągu pierwszego dniach ich pobytu w naszej kuchni…

    Mi osobiście sparwdzały się plastry z feromonami oraz olejek lawendowy (do tego mycie szafek na mokro, szklane pojemniki).

  • Aleksandra Mróz

    Myjąc szafki pamiętajcie tez o wyczyszczenie tych dziurek na bolce pod półki i zawiasów, tam też siedzą moliszcza:( z dziurek wydlubalam mikroszydelkiem do łapania dziurek w rajstopach a zawiasy trzeba było odkręcić.
    Przyprawy tez warto trzymać szczelnie zamknięte, u mnie ostatnio dorwały się do czarnuszki:( mimo tego że była w słoiku ale z plastikową zakretką co niestety nie zapobiega dostawaniu się ich do środka:(

    • Masakra :/ dziękuję, że dorzuciłaś od siebie wartościową radę 🙂

      • Aleksandra Mróz

        No i wszystkie te miejsca potraktować jak inne, octem, również w trakcie późniejszego mycia szafek – profilaktycznie. Ja się niestety jeszcze nie pozbylam ale nie miałam czasu na generalne porządki CALEJ kuchni. W wyczyszczonej i zasłoikowanej;) szafkach póki co nie ma:)

  • Blog To Wake Up Baby

    Niedawno stoczyłam walkę z molami. Też wszystkie szafki wymyłam wodą z octem, no i niestety bardzo dużo produktów musiałam wyrzucić. Mam nadzieję,że znikneły już na zawsze..

  • Dziękuję Ci za ten wpis! W mojej studenckiej stancji borykam się z lokatorkami z molami od… zeszłego roku. Stosowałyśmy oczywiscie: wyrzucanie produktow, gruntowne porzadki, rozlozone liscie laurowe, ocet, lepy sklepowe… Byl spokoj 2 miesiące i znów wróciło to cholerstwo. Ręcę juz załamuje, totalnie… Dostosuje sie do paru wskazowek z Twojego posta, których jeszcze nie testowalam i mam nadzieje, ze to przyniesie wyczekiwane rezultaty 🙁

  • Goszcz

    Mole jedzą karmę dla zwierząt, miałam niestety okazję widzieć kiedyś przegryzione opakowanie pełne moli. Co do suszonej pomarańczy z goździkami, to bym uważała – kiedy w moim domu zalęgły się mole w kuchni na parterze, to dostały się nawet do pokoju na piętrze właśnie do suszonych pomarańczy. Co prawda nie miały goździków, ale jakoś mam złe skojarzenia 😉

  • Elżbieta Kraj

    Od razu po przeczytaniu postal, pobiegłam sprawdzić stan swoich szafek, gdyż sama jestem chomikiem zapasowym. Wszystko przesypane w słoiki i poukładane. Całe szczęście niczego się nie doszukałam, ale lepiej dmuchać na zimne. W domu rodzinnym mama długo się z molami użerała. Mam nadzieję, że mnie to ominie. Dzięki za przypomnienie 🙂

  • Z tym przyciąganiem to szczera prawda! Niestety mieszkam w bloku, więc z wentylacji przyspacerowały do mnie nie mole ale… karaluchy. Gdybym zastosowała środki wabiące w życiu bym się świństwa nie pozbyła! Wszystkie miejsca, którymi mogłyby dostać się do domu okleiłam drobną siatką. W domu zrobiłam BARDZO dokładne porządki, zastosowałam odstraszacze i mam święty spokój. 🙂 Warto wziąć to pod uwagę nie tylko w walce z karaluchami ale też molami. Takiego robactwa ciężko się z domu pozbyć kiedy już się na dobre zalęgnie, a takie „zapobieganie” nie kosztuje nas zbyt dużo wysiłku. 🙂 W końcu chyba każdy z nas sprząta – raz na jakiś czas warto zrobić zupełnie gruntowne porządki. 😀

    Mole spożywcze mój tato przyniósł z zakupów wraz z ryżem. Całe szczęście udało się uratować część zapasów właśnie dzięki słoikom i pojemnikom, bo mimo, że zauważyliśmy problem szybko to robactwo zdążyło rozejść się po szafce. 🙁 Najważniejszy jest porządek w domu i zapobieganie. 🙂

  • Klaudia

    czy suszone owoce, orzechy też powinny być chowane w słoikach, czy wystarczy w nich trzymać mąki, kasze, różnego rodzaju ryże, otręby itd?

    • Niestety też. U mnie wielkie siedlisko moli było w pestkach dyni na przykład…

      • Klaudia

        Dzięki za wyczerpujący post 🙂 Wymyłam dziś własnie wszystkie słoiki, jutro będę przeglądać i przekładać do nich wszystkie produkty 🙂

  • ona

    Uważajcie na przesypywanie do szklanych słoików!! U mnie też trwa inwazja moli na całego, wiele znalazłam w kokonach właśnie na gwintach (pod nakrętką) szklanych słoików. Myślałam, że przesypywanie wszystkiego rozwiąże problem, ale one i tam potrafią się wcisnąć 🙁

  • Aneta Królikowska

    Zdziwiła mnie informacja odnośnie duszonych plastrów pomarańczy, bo u nas w pracy w nich sie zaległy. Wzywaliśmy specjalna firmę co psikala sufity specjalnym roztworem.
    Mole legną sie tez do migdalow, orzechow itp. Wlasnie mysle czy nie mam worka z orzechami w szafce!

  • Patrycja Kielbasa

    ja mialam w przyprawach…a dokladnej w koperku..

    • Urszula Stusek-Gaczoł

      Ja borykam się z tym problemem juz chyba 3 lata i co dziwne problem zaczyna się zawsze gdzieś w kwietniu jak robi się ciepło i jesienią znikają same przez zimę jest spokój i na wiosnę znów się pojawiają. Prawdziwa inwazja larwy, kokony znajduje pod sufitem w szczelnie gdzie ściana łączy się z sufitem.A ze mieszkanie mam b.wysokie 3,50 nie wszędzie umiem dosięgnąć. Znalazłam je nawet w nasonach chia i eko przyprawie typu wegeta. Juz nie wiem co mam robić.

      • Józef Kendzia

        HURAAAAAAAA! Wreszcie pozbyłem moli. W pobliskim sklepie ogrodniczym sympatyczna sprzedawczyni doradziła mi zakup preparatu o nazwie „MOLI”. Kupiłem zastosowałem i koniec z tym cholernym robactwem. U mnie to paskudztwo wylęgało się za boazerią. Codziennie tłukłem kilka sztuk, o wyrzucanych artykułach spożywczych, robieniu generalnych porządków nie wspomnę. Stosowałem różne sposoby, żywiczne drzazgi, płytki na owady latające, goździki, liście laurowe, opryski na owady latające firmy „B..s” i wiele innych sposobów – zero skuteczności. W momencie robienia oprysku (preparat w aerozolu) trafiłem jednego na ścianie więc go popryskałem i do słoika. Wyobraźcie sobie że dopiero po 12-tu godzinach przestał odnóżami ruszać, taka cholera żywotna. Kiedy wielka mucha pryśnięta jakimś tam „Muchozolem” kończy żywot w kilka minut. Z informacji na opakowanu wynika że preparat ma kilkumiesięczne działanie. Na moim profilu na facebooku zamieściłem zdjęcie tego preparatu.

  • Józef Kendzia

    HURAAAAAAAA! Wreszcie pozbyłem się moli. W pobliskim sklepie ogrodniczym sympatyczna sprzedawczyni doradziła mi zakup preparatu o nazwie „MOLI”. Kupiłem zastosowałem i koniec z tym cholernym robactwem. U mnie to paskudztwo wylęgało się za boazerią. Codziennie tłukłem kilka sztuk, o wyrzucanych artykułach spożywczych, robieniu generalnych porządków nie wspomnę. Stosowałem różne sposoby, żywiczne drzazgi, płytki na owady latające, goździki, liście laurowe, opryski na owady latające firmy „B..s” i wiele innych sposobów – zero skuteczności. W momencie robienia oprysku (preparat w aerozolu) trafiłem jednego na ścianie więc go popryskałem i do słoika. Wyobraźcie sobie że dopiero po 12-tu godzinach przestał odnóżami ruszać, taka cholera żywotna. Kiedy wielka mucha pryśnięta jakimś tam „Muchozolem” kończy żywot w kilka minut. Z informacji na opakowanu wynika że preparat ma kilkumiesięczne działanie. Na moim profilu na facebooku zamieściłem zdjęcie tego preparatu.

  • Miałam ten problem jak mieszkałam w akademiku. Po tym doświadczeniu zaopatrzyłam się w bardzo wiele dobrej jakości pojemników. Odnośnie plastrów mam podobne przemyślenia. Wydaje mi się, że przeciągają mole od sąsiadów. Dzięki za pomysły z olejkami. Nie nawidzę tych robaków.