Joga – moje początki

Planuję ten wpis od ok. 3 miesięcy i wreszcie nadszedł moment, kiedy czuję się gotowa aby go napisać. Moja przygoda z jogą zaczęła się tak naprawdę na początku lata, ale do opowiedzenia o tym coś więcej musiałam „dojrzeć”. Chciałam zweryfikować czy to co czuję po każdych zajęciach to coś powtarzalnego, przypisanego do tej aktywności, czy może jest to tylko chwilowa „euforia”. No i co najważniejsze – chciałam porównać taką praktykę samodzielną z tą pod okiem nauczyciela, w szkole jogi.

joga_vasisthasana

Moje początki

Fakt, zaczynałam właśnie od zajęć z nauczycielem, bo w lipcu pobliski dom kultury organizował takie darmowe zajęcia i ja z tego skorzystałam. Podobało mi się, ale jednak przychodziło tam całkiem sporo osób i nie byłam pewna czy instruktorka jest w stanie czuwać nad tym, aby wszyscy wszystko wykonywali prawidłowo. Do tych zajęć dołączyłam praktykę w domu, ale były to proste i maksymalnie półgodzinne sekwencje, dlatego nie mogłam mówić o jakichś specjalnych postępach. Mimo to praktyka jogi sprawiała mi bardzo dużą przyjemność… Relaksowała mnie, a jednocześnie męczyła od strony fizycznej. Mięśnie pracowały, a umysł odpoczywał. Owszem, o innych aktywnościach można powiedzieć coś podobnego, ale to jednak nie do końca to. Taniec czy squash też odciągają myśli od problemów i wymagają koncentracji na chwili obecnej, ale to jednak nie to samo co wyciszenie, które towarzyszy jodze. 

joga_półmostek

Tak naprawdę na tym etapie nie mogę powiedzieć nic więcej. Nie opowiem Wam teraz jak cudownie joga mnie rozciągnęła czy wzmocniła, bo na to jest za wcześnie. Widzę efekty, ale póki co nie są one spektakularne. Wszystko dzieje się w tempie odpowiednim dla mojego ciała. Akurat siła i elastyczność to moje słabe strony. Jako dziecko bez problemu robiłam szpagaty, mostki, stawałam na rękach itd. a teraz… Mogę nad tym jedynie zapłakać, bo nawet nie jestem w stanie wyprostować nóg w psie z głową w dole. Zawdzięczam to w dużej mierze jakiejś kontuzji sprzed roku, która co chwilę mi się odnawia. Raz już byłam zapisana do fizjoterapeuty, ale zanim doczekałam się wizyty, problem zniknął. Wizytę więc odwołałam, a problem powrócił. Muszę zrobić drugie podejście… 

W jodze cudowne jest to, że ona mnie w niczym nie pogania, nie ośmiesza… Jest dostosowana dla każdego – istnieją różne warianty asan, można wspomóc się paskami lub klockami… Najważniejsze jest słuchanie swojego ciała. 

joga_salabhasana

Samodzielnie czy w szkole?

Od października chodzę do szkoły jogi na Vinyasę łagodną. Jeśli miałabym porównać praktykę samodzielną z tą pod okiem nauczyciela, to czuję, że ta druga jest o wiele bardziej efektywna. Po pierwsze dlatego, że w domu nie jestem w stanie skupić się wyłącznie na tym, co dzieje się na mojej macie. A to pies przyniesie zabawkę, a to ktoś zadzwoni do drzwi, a to przeszkadzają mi odgłosy zmywania dobiegające z kuchni. Poza tym gorączkowo zerkam raz na tablet raz w lustro aby ocenić czy dobrze wykonuję asanę. W szkole obydwa te problemy odpadają… Atmosfera sprzyja koncentracji na chwili obecnej, a nauczyciel czuwa nad moją prawidłową postawą. Na początku oczywiście powiedziałam nauczycielkom (byłam na zajęciach u dwóch różnych), że dopiero zaczynam i dzięki temu zwracały na mnie większą uwagę. Teraz przynajmniej wiem co robię źle i mogę nad tym pracować. Na zajęciach w szkole daję z siebie 100%, dzięki czemu ciało jest po nich przyjemnie zmęczone… Czuję każdy mięsień, wiem, że zrobiłam dla siebie coś dobrego.

joga_balasana

Więc za co pokochałam jogę?

Za to, że cudownie mnie relaksuje. Za to, że dzięki niej coraz lepiej poznaję swoje ciało i za to, że pomaga mi ona je ulepszać. Za to, że zmusza mnie do bycia tu i teraz i koncentracji wyłącznie na sobie. Za to, że ciągle poznaję nowe asany i chyba nie ma opcji aby mi się to znudziło. Pokochałam jogę za to, że niczego od niej nie wymagam, a ona tak wiele mi daje.

joga_drzewo

Joga na pewno będzie gościć na moim blogu częściej, napiszę m.in. o filmach na YouTube z którymi zdarza mi się ćwiczyć. 

A Wy za co lubicie jogę?

P.s. dołączone do wpisu zdjęcia nie są zdjęciami instruktażowymi, to tylko ilustracje i nie można się na nich wzorować, bo mogą pokazywać błędną postawę. 

Kategorie: Sport, Zdrowe ciało

W dużym skrócie - freelancerka, pasjonatka zdrowego i uważnego stylu życia, miłośniczka Warszawy, psów i kuchni roślinnej. LifeManagerka.pl to blog lifestylowy, którego tematem przewodnim jest szeroko pojęte, umiejętne zarządzanie swoim własnym życiem. Począwszy od odpowiedniego odżywiania i regularnej aktywności fizycznej, poprzez rozwój osobisty, a skończywszy na licznych detalach, które czynią nasze życie lepszym, prostszym i szczęśliwszym.

  • Ostatnio myślałam o tym czy nie spróbować jogi i coraz bardziej się do niej przekonuję. A Twoje zdjęcia przepiękne, nawet jeśli pokazują błędną postawę 😉

    • Jest także joga dla kobiet w ciąży, która się świetnie sparwdza, ponieważ jej efekty widac podczas porodu. Warto spróbować:)

      • AfterKorpo

        Ja ćwiczyłam jogę w ciąży regularnie przez kilka miesięcy + fitness i mój poród można zaliczyć do dosyć problematycznych, być może była to moja fizjologia, ale reguły nie ma 🙂

        • A co dla Ciebie oznacza problematyczny poród?
          Oczywiście, ze joga, dieta, ruch to jedno, a mozliwosci fizjologiczne czy pewne predyspozycje to drugie. Kazdy z nas jest inny, posiada bardzo indywidualne cechy i mozliwosci, a takze reakcje działania w kryzysie czy stresie, a poród dla organizmu jest w pewnym sensie stresem, czymś nowym czego nie można sie nauczyc, zastępując innymi działaniami, wiesz zrobic symulacji…

          Mam nadzieje, ze teraz z Toba i z maluszkiem wszystko jest dobrze. Współczuje komplikacji, bo to dla żadnej kobiety nie jest przyjemne.

        • AfterKorpo

          Problematyczny w sensie bardzo długi i ze wszystkimi możliwymi interwencjami medycznymi trakcie i po, których bardzo chciałam uniknąć. Na szczęście zakończył się naturalnie i szczęśliwie dla nas dwóch. Zgadzam się ze wszystkim co piszesz i mam tego świadomość, zwłaszcze, że pomimo iż jechałam do szpitala nastawiona entuzjastycznie na izbie przyjęć spotkała mnie taka sytuacja, że na oddział jechałam roztrzęsiona (nadal poziom psychologii w polskich porodówkach ma żenująco niski poziom). Choć tak naprawdę nie wiemy jakby się to skończyło gdybym nie ćwiczyła jogi 🙂 zmykam, bo forum porodowe tu robię Agnieszce 🙂

        • Współczuję tak trudnego porodu, tym bardziej, że każda matka chciałaby dla zdrowia, bezpieczeństwa i komfortu własnego i własnego dziecka.

          Masz rację, sposób w jaki traktuje się ludzi w szitalach (nie tylko na porodówkach ale ogólnie-i mówię też z własnych doświadczeń, bardzo aktualnych bo dotyczących kilku ostatnich dni) jest tragiczny, brak podstawowego przygotowania psychologicznego, empatii, a często nawet kultury osobistej…To absolutnie nie powinno miec miejsca.
          Jednak nie prędko się to zmieni, skoro gro lekarzy uważa, że „psycholog to zawód niepotrzebny”.

          Dodatkowo muszę powiedzieć, że „śłużba zdrowia” w Polsce wcale nie jest chętna do szkoleń psychologicznych, nawet podczas studiów (każdy lekarz ma takie zajęcia), mało kto te zajęcia traktuje poważnie, nie chce sie uczyć, mieć świaodmości mechanizmów psychologicznych.
          Na oddziałach kardiologicznych, na których czasami jest psycholog, można usłyszeń słowa lekarza, który mówi do pacjenta „Pan jest taki smutny, przyjdzie Pani psycholog i Pana pocieszy”. Już nawet to pokazuje, że lekarze nie mają pojęcia o pracy psychologa, psycholog nie jest po to, żeby pocieszać…

        • AfterKorpo

          Tak, poziom jest niski, ale chyba ludzie starsi i kobiety rodzące są w najgorszej sytuacji, bo są w tych okolicznościach bezradni. Ja jestem typem osoby, która umie o swoje zawalczyć, ale w szpitalu przestraszona pokornie robiłam co mi każą. Niestety do tego służbę zdrowia nauczyli częściowo ludzie. Chciałam wnieść skargę na lekarza z szacunku do samej siebie (w moim mniemaniu daleko przekroczył etykę zawodową i kulturę osobistą zarówno zachowaniem jak i słowem) i dlatego, że urodziłam córeczkę (nie chcę, żeby za jakiś czas spotkało ją to samo), chciałam dowiedzieć się o nazwisko lekarza na forum, w szpitalu nie udzielili mi informacji po miesiacu. Natychmiast na forum znalazło się tysiąc pocieszycielek (wcale tego nie oczekiwałam, nawet nie opisywałam jakoś szczegółowo okoliczności). Wzniosły się apele tych przed, że one się boją, że jednak zapłacą położnej (ok. 700 zł dodatkowo za pracę, którą ma wykonać w ramach swojej pensji!!) jak napisałam, żeby zamiast płacić walczyły o godne traktowanie dyskusja ucichła…Cóż, trzeba ćwiczyć jogę, żeby mieć jak najmniejszą styczność z NFZ, takie trafne podsumowanie tej dyskusji 😀

        • Dobre podsumowanie 😀 ja też jestem za tym aby w takich sytuacjach interweniować. Sama dwukrotnie miałam sytuację, że lekarz potraktował mnie lekceważąco albo wręcz po chamsku. Za pierwszym razem przemilczałam, ale jak w tym samym szpitalu drugi raz przytrafiła mi się podobna sytuacja, napisałam skargę do dyrekcji i rzecznika praw pacjenta. Milcząc dajemy przyzwolenie na złe traktowanie… Kurczę, chyba trzeba napisać o tym post 😉

        • AfterKorpo

          Agnieszka, ja nawet miałam szkic na wordpressie, ale do dziś go nie dopieściłam, bo nie wiedziałam jak ugryźć temat nie opisując za bardzo okoliczności. A tematu nie chcę rozgryzać, bo nie chcę straszyć dziewczyn,zresztą w część historii pewnie niektórzy by nawet nie uwierzyli 🙂 Bo serio uważam, że poród pomimo ogromnego bólu może być cudownym wydarzeniem (serio, serio), albo traumą do końca życia i właśnie to zależy od personelu. Cóż, zobaczę co Ty stworzysz i odkurzę swój post, jeśli uznam, ze mam coś do dodania może opublikuję w wersji okrojonej o pewne informacje 🙂

        • Zgadzam się z Tobą i kobieta rodząca i osoba starsza ale także dzieci przebywające na oddziałach szpitalnych są zdane na łaskę pracowników danej placówki, często zalęknieni, przestraszeni i cierpiący ból.

          Płacenie położej albo rodzenie w prywatnych klinikach zaczyna być coraz częstsze dlatego, że jest to najprostszy, najszybszy i najmniej bolesny sposób, by pozbyć się swoich lęków. Faktycznie kobiety w klinikach prywatnych traktuje się zupełnie inaczej-taki poród jest drogi więc łóżka sa raczejh puste niż pełne więc kobiety po cesarce nie wysyła się na trzeci dzień do domu. Ma ona równiez pielęgniarkę, która zaprowadzi ją do toalety i pomoże się wykąpać. Ma zwyczajnie godne warunki przed porodem, w jego trakcie oraz po. Tak samo jest z dzieckiem.

          Dlatego nie ma się co dziwić, ze ludziom do głowy przychodza takie pomysły, by płacić lekarzowi, ordynatorowi i jeszcze położnej pod stołem, za zadania, które wykonują w ramach swojej pracy.
          To tak, jakby mi klient przychodzacy na konsultację płacił na konsultacje i dodtakowo np. 100zł za to, że mi się dzisiaj chciało wyjść z domu…stanęło to wszystko na głowie ale jesli nie chcemy rozmawiać (tak jak wspomniałaś, na forum nagle zrobiło się cicho) i tych tematów podnosić, to najpewniej zostaną one przykryte pieniędzmi, przez tych, których na to stać.
          A prawo do godnego leczenia czy porodu powinien miec KAŻDY CZŁOWIEK. Niezaleznie od wieku, przypadłości, komplikacji, miejsca zamieszkania czy wyboru sposobu rodzenia.

          A z joga masz rację-bardzo wpływa na zdrowie więc jest silnym działaniam profilaktycznym (ciśnienie, tarczyca, hormony, układ krążenia, układ trawienny, układ wydalniczy, układ oddechowy, układ rozrodczy), dlatego warto praktykowac częsciej (co również spowoduje wzrost cierpliwości) i być szczęsliwszym człowiekiem:)

        • AfterKorpo

          Magdalena, też myślałam o dzieciach, ale mam wielką nadzieję, że jednak wobec nich personel zachowuje jakieś szczątki empatii. Masz zupełną rację, ale najgorszy jest w tym wszystkim fakt, że pobyt w prywatnej klinice to koszt ok. 2000 zł i bardzo wysoki poziom. Natomiast szpital za pacjentkę (mówię o porodzie, nie wiem jak w innych przypadkach) dostaje za dwa dni 1700 zł. W pakiecie pasztet na śniadanie i wmawianie matkom, że mają dokarmiać dzieci, bo je zagłodzą na śmierć (tak mi powiedzieli jak nie chciałam dokarmiać) żeby szybko wypuścić pacjentki.

        • Z dziećmi jest różnie, nie zawsze różowo (szczególnie z tymi, które płaczą i mają rozwolnienie).

          Z tego co wiem, pobyt w prywatnej klinice to znacznie więcej niż 2000zł choć to pewnie zależy od miejsca (moja znajoma, za poród i 4-dniowy pobyt w klinice pod Warszawą zapłaciła 7000zł; przez te cztery dni miała swój własny pokój, pielęgniarkę na każde zawołanie-gdy chciała iśc do toalety, wykąpać się czy zobaczyć dziecko). Dla niektórych, to więcej niż miesięczna pensja…Nie dziwi mnie jednak odkładanie pieniędzy na prywatny poród, który gwarantuje godne traktowanie, komfort, często prywatne sale (przypominające pokoje hotelowe) i rodzenie w prywatnej sali, a nie grupowo z niemal całym oddziałem.

          Każda z nas, w tak intymnych momentach, chce się czuć godnie, zwyczajnie godnie i bezpiecznie. Niewiele więcej nam trzeba, okazuje się jednak, że dla polskiej „służby” zdrowia mamy zbyt wygórowane oczekiwania…Za to politycy będą nam „wciskać” jakich to super warunków nie mają matki (becikowe, zaisłki na dziecko itd.) więc powinny chcieć rodzić…

  • Moją przygodę ze sportem zaczęłam kilka lat temu właśnie od jogi, na początku bardzo podstawowe ćwiczenia w domu, później poszłam na zajęcia do klubu fitness, na początek było bardzo fajnie, bo na zajęciach było nas kilka osób, więc instruktorka wszystkiego mogła dopilnować.
    Później jednak wróciłam do samodzielnych ćwiczeń. Joga nie jest dla mnie najważniejszą aktywnością, ale zawsze chętnie do niej wracam, bo potrafi i zmęczyć i rozluźnić. Zaczynałam jako totalnie nierozciągnięta osoba, bez jakiejkolwiek kondycji. A teraz dzięki jodze jestem w stanie zrobić szpagat i mostek. Joga nauczyła mnie dużej świadomości własnego ciała.

    PS. znasz jakiegoś dobrego fizjoterapeutę w Warszawie? Bo już od dwóch lat męczę się z jakąś dziwną kontuzją, która też mi utrudnia rozciąganie. :/

    • Szpagat :O kurczaki, nawet o tym nie marzę, ale byłoby pięknie gdybym choć trochę przybliżyła się do szpagatu ;).
      Co do fizjoterapeuty to nie wiem niestety, nie miałam jeszcze możliwości aby jakiegokolwiek sprawdzić :(. Może ktoś inny coś doradzi…

      • Wszystko jest możliwe, z tego co pamiętam, jak zaczynałam ciężko mi było dotknąć podłogi stojąc z wyprostowanymi nogami 😉

  • Zaczęłam przygodę z jogą, żeby zmotywować się do aktywności fizycznej. I zamiast tego dostałam prezent w postaci 40 minut dla siebie, każdego ranka, które cudownie mnie relaksują, roziągają bolące mięśnie i przygotowują do ciężkiej pracy. Ćwiczę z Adriene i to mi wystarcza bo mogę to robić kiedy chcę w domowym zaciszu. Doszło do tego, że kiedy jestem zestresowana rozwijam matę- a kiedyś przeszukiwałam lodówkę.

  • Piękne zdjęcia! Ja próbowałam kiedyś jogi. Jednakże wolę fitness, gdzie mogę się porządnie napocić. Możliwe, że kiedyś do jogi wrócę, chyba trzeba do niej dorosnąć. Będę bacznie obserwować Twoje relacje, to może się jeszcze skuszę 😉

    • Na power jodze, hot jodze, astangha jodze czy bikram jodze tez można się spocić, znacznie bardziej niż na jakimkolwiek fitnesie:)
      Joga ma rózne formy, bardziej medytacyjne, spokojne i bardziej dynamiczne czy zbliżone do tańca, jest naparwde wiele możliwości, trezba tylko znależć to, co spełnia Twoje oczekiwania:)

      • W takim razie muszę koniecznie zgłębić temat. Może znajdę też coś dla siebie. Zawsze w sumie marzyłam o tym żeby zaczynać dzień właśnie jogą. Niestety obecnie rano nie mogę znaleźć na to czasu ;(

        • Myśle, ze to kwestia znalezienia swojej jogi:)
          A co do czasu, kazdy z nas ma go tyle samo, choc kazdy z nas wykonuje inne czynności. To jednak co robimy a z czego rezygnujemy to jest nasza decyzja. Kiedyś mówiłam podobnie jak Ty, wstając do oracy przed 6:00, a wracając do domu 20:00-23:00 nie miałam czasu na 1,5h jogi (w moim odczuciu albo tyle czasu albo wcale, bo mniej oznaczałoby gorsza jakośc).

          Teraz podchodzę do tego inaczej. Rzadko mam czas na 1,5 praktykę, dlatego praktykuje tyle ile moge, czasami to jest 15 minut,czasami 35, czasami 45 a jeszcze innym razem ponad godzinę. W jodze piekne jest to,mże mozesz ja dostosować do indywidualnych potrzeb i preferencji. Nie jest ważne czy praktykujesz 15 minut czy 50, ważne, ze w ogóle praktykujesz. Bo w tej praktyce wcale nie chodzi o asany ale o oddech. A w dzisiejszych zwariowanych czasach kazda minuta poświęcona oddechowi, to jest bardzo dużo. I warto te minuty dla siebie rezerwować, bez obwiniania, ze to tylko tyle. To „tylko tyle”, to tak naparwde „az tyle”.

  • Przydałoby się takie wyciszenie. Totalny reset 🙂 Ja chodziłam kiedyś na pilates i też dawał mi podobne odczucia 🙂

    • Joga za każdym razem daje taki reset, w dużej mierze dzięki relaksowi, który jest na końcu…dobrze poprowadzony relaks to jak obudzenie sie po bardzo dobrze przespanej nocy 🙂

  • Za bycie ze sobą, spokój, relamks, duża uwanośc, cierpliwośc i pokorę, której uczy każdego dnia, szacunek do siebie i do innych, znajomość swoich słabości, walkę z ego…sporo tego jest 🙂

    Tak jak napisałaś w jodze każdy idzie swoim rytmem dlatego nie rób nic na siłę…wiele osób na począku nie prostuje nóg w psie:) A w jodze, nie chodzi o asany, w jodze chodzi o oddech:)

  • Mnie też joga zachwyciła!

  • Cudowne zdjęcia ! Podchodziłam do jogi kilkukrotnie. Sprawiała mi przyjemność i relaksowała, ale nigdy nie mogłam w niej wytrwać na dłużej. Potrzebuję urozmaicenia, mój błąd polegał chyba na tym, że chciałam poprzestać na tej jednej aktywności. Dlatego zaczynałam się nudzić. Ostatnio coraz częściej myślę o tym, żeby znów wrócić, ale tym razem potraktować jogę jako dodatek, formę relaksu. No i marzy mi się, że któregoś dnia stanę na głowie albo zrobię coś innego, równie spektakularnego 😛

  • AfterKorpo

    Ja jogę tak naprawdę „poczułam” dopiero po ok. 1,5 roku, w sensie, że zaczęłam wykonywać asany z większym zrozumieniem i z wyrozumiałością do moich ograniczeń. Ta aktywność wymaga najwięcej cierpliwości i zrozumienia, efekty wolniej, ale po czasie widać. Szczególnie polecamjest dla osób energicznych i wiecznie rozbieganych (również w umyśle), pogłębiona praktyka naprawdę przynosi efekty.

    • W jodze jedna z ważniejszych rzeczy jest poznanie siebie, swoich ograniczeń i nauczenie akceptowania ich, bez nadwerężania orgańizmu i psychiki, ze „moge tylko tyle”. Dobrze ze Ty juz potrafisz to robic. Swiadomosc ciala jest bardzo wazna dla dobrego funkcjonowania 🙂

  • Ja chodziłam przez jakiś czas na zajęcia o nazwie Power Joga… trochę mi się ten power w zestawieniu z jogą nie kleił, ale poszłam bo pasowały mi godziny. Byłam kilka razy i jakoś zupełnie mnie nie wciągnęło.. Ale nie wiem czym power joga różni się od „niepower”, tej drugiej nie próbowałam;-) ale super że tak to polubiłaś i tak wiele Ci daje!

    • Power joga różni sie od innych stylów jogi tym, ze jest bardzo dynamiczna, przechodzenie w sekwencje jest szybkie, bez zatrzymywania na dluzej w danej asanie. Ważne jest jednak to kto i jak prowadzi te zajęcia, bo nie sa one oderwane od człowieka. A ta inna joga to jaka?

  • pamiętam jak dziś moją pierwszą 45-minutową sesję jogi w domu. Na sam koniec było pozostanie około 5 minut w bezruchu leżąc na ziemi. A jak cały set się skończył, to byłam zrelaksowana i szczęśliwa, jak nigdy. Muszę wrócić do regularnych ćwiczeń i jogi!

  • Do jogi miałam nastawienie sceptyczne, ale ostatnio obejrzałam świetny instruktaż dla początkujących i zmieniłam podejście. Kto wie, może i ja spróbuję. Chociaż będzie to zupełnie obrót o 360 stopni co do aktualnej aktywności czyli wieloletniego trenowania judo 🙂

  • Ivai Q

    Z jogą nie miałam wiele wspólnego, ale ze stretchingiem owszem! Uwielbiałam te zajęcia! Raz, że faktycznie niektóre „figury” były niezwykle wymagające, a dwa – uczucie jak po godzinnym treningu siłowym. Pamiętam, że zawsze mi się nogi trzęsły kiedy miałam zejść ze schodów 🙂
    Bardzo chciałabym do tego wrócić, jednak w mojej miejscowości nie ma tego typu warsztatów.
    Szkoda.

  • Brzmi ciekawie, niestety nie powiem, że zacznę jak najszybciej, bo jestem chora ;x ale jak już się wykuruje to może uda mi się wybrać na zajęcia 😉
    Jakieś podpowiedzi odnośnie stroju?