Czy suplementy są potrzebne? Mój stosunek do suplementacji diety

Muszę się Wam dzisiaj do czegoś przyznać. Do błędu, zmiany poglądów… Jak zwał tak zwał. Piszecie mi czasami, że nadrabiacie mojego bloga czytając go nawet w całości. Jest to dla mnie bardzo zaskakujące, ale też pokazuje mi, że muszę brać odpowiedzialność za wszystko co się na nim znajduje. A – jak chyba każdemu – zdarza mi się zmienić poglądy i uznać, że coś robiłam źle. Mam co prawda nadzieję, że wszyscy zdają sobie sprawę, że nie jestem lekarzem ani osobą wszechwiedzącą i wszystko co opisuję na blogu to tylko moje doświadczenia, a nie materiały naukowe… Ale i tak co jakiś czas robię przegląd starych postów na blogu i jeśli trzeba – jakieś edytuję lub nawet usuwam. 

suplementy1

Jednym z postów, które zdecydowałam się ukryć był ten o witaminie D. Owszem, pisałam w nim, że klimat w jakim żyjemy powoduje, że każdy z nas może mieć niedobory, ale jako rozwiązanie tego problemu podsunęłam ryby. No tak, jest to oczywiście jakieś rozwiązanie, ale zdecydowanie niewystarczające. 

Kiedyś bardzo wierzyłam w moc suplementacji i ufając reklamom kupowałam sobie różne specyfiki na włosy i cerę lub po prostu na wzmocnienie. Potem zaczęłam pracować w firmie produkującej suplementy diety i to tam uświadomiłam sobie, że większość producentów suplementów w sprzedaży swoich produktów bazuje jedynie na marketingu. Tak naprawdę sprzedają nam oni ładnie opakowane i świetnie zareklamowane NIC, bo zawartość substancji czynnych w tych tabletkach bywa naprawdę znikoma. Nie mówię tu teraz o firmie w której pracowałam, bo ta właśnie stawiała na jak największe dawki, aby ten suplement w ogóle miał szansę zadziałać. Byłam junior product managerem, przez moje biurko przewijały się dziesiątki produktów konkurencyjnych, które pod okiem bardziej doświadczonego kolegi uczyłam się analizować. Jedną z wielu rzeczy, które wyniosłam z tej pracy było ograniczone zaufanie do rynku farmaceutycznego. I nie chodzi tylko o ściemy jakie wciskają niektórzy producenci! Inni dla odmiany mają mocno pod górę i prawo nie pozwala mówić im o właściwościach ich produktów. Przykładowo – nie można mówić, że suplement diety wzmacnia odporność. Według prawa suplementy diety są produktami podobnej rangi jak np. jogurty. Pamiętacie tę historię kiedy Danone zapłacił karę za reklamowanie swoich produktów jako wzmacniających odporność? To już faktycznie było przegięcie, ale nawet jeśli ktoś produkuje świetny jakościowo suplement na bazie czosnku, imbiru czy innego naturalnego produktu faktycznie wpływającego na odporność, to nie może powiedzieć o tym światu. Robi to więc okrężną drogą pisząc na opakowaniu dozwolone oświadczenia, które nie dla wszystkich są zrozumiałe i nie mówią całej prawdy o produkcie. Niektórzy oczywiście za nic mają sobie prawo i opowiadają niestworzone historie o swoich produktach, ale cóż. Są tacy, których na to stać, bo ewentualna kara to tylko kropla w morzu dochodów całego koncernu. Rozpisałam się nie do końca na temat, ale na to też chcę zwrócić uwagę – miejcie swój rozum dobierając suplementację dla siebie. Zamiast czytać hasła marketingowe – czytajcie składy. Niektóre produkty mają beznadziejne składy, ale świetną otoczkę marketingową, a inne mają super skład, ale producent nie może sobie pozwolić aby napisać w prostych słowach prawdę o działaniu swojego produktu. 

No dobra, to był trochę przydługi wstęp, więc czas przejść do rzeczy. Ja po przejściu na zdrowy tryb życia uznałam, że żadna suplementacja nie jest mi potrzebna. Myślałam, że odżywiając się zdrowo mogę zdać się na samą naturę i aptekę mogę omijać szerokim łukiem. To samo podejście obserwuję u bardzo wielu osób – ludzie z dumą mówią, że zamiast do apteki chodzą na bazarek i że żadna chemia nie jest im potrzebna. Co więcej – uważają, że lepiej dbają o zdrowie niż ci, którzy sięgają po jakieś suplementy i w ogóle nie biorą pod uwagę tego, że może być dokładnie odwrotnie. Cóż, nawet rozumiem to podejście, bo sama też takie miałam. Nie zamknęłam się jednak na argumenty innych osób i w końcu zmieniłam swoje poglądy w tej sprawie. Już nie uważam, że natura jest najmądrzejsza, bo znajduję wiele dowodów na to, że… hmmm. Pewnych rzeczy nie przemyślała. Szkoda, że najwięcej pozytywnych właściwości mają te części grejpfruta, które są niejadalne. Szkoda, że tak wysoko odżywcze produkty jak spirulina czy chlorella nie są dostępne dla człowieka na wyciągnięcie ręki. I przyznam, że akurat takich naturalnych produktów jak algi czy ekstrakt z grejpfruta nigdy nie negowałam i stosowałam je nawet w okresie niechęci do suplementacji. Ale do wszelkiego rodzaju tabletek miałam bardzo negatywny stosunek. 

Pierwsza czerwona lampka zapaliła mi się kiedy poznałam profesor Wawer. Po nagraniu tego wywiadu nieco zmieniłam zdanie czy suplementy są potrzebne. Postanowiłam zrobić sobie analizę włosów w celu przebadania organizmu pod kątem niedoborów. Ostatecznie jednak do tej analizy nie doszło, bo chciałam aby ten kosmyk włosów wyciął mi fryzjer (trzeba wyciąć całkiem spory kawałek blisko skóry, dlatego nie chciałam robić tego sama). Rzecz w tym, że do fryzjera chodzę bardzo rzadko, więc ta kwestia gdzieś mi umknęła. Ostatnio od jednej z Was dowiedziałam się o innym sposobie na sprawdzenie niedoborów i ten jest już nieco mniej upierdliwy, więc planuję zrobić go jak tylko wyzdrowieję i wrócę do formy po antybiotykach (mam zapalenie oskrzeli). Oczywiście po fakcie wszystko Wam opowiem ;). Niemniej – teraz już wiem, że i bez wnikliwych badań można ocenić, że niektóre składniki trzeba suplementować. Przykładem jest właśnie wspomniana wyżej witamina D, której zdecydowana większość społeczeństwa ma niedobory. Inny przykład to witamina B12, której suplementacja jest wskazana przy diecie ubogiej w produkty odzwierzęce (ale nie tylko). Produkty pochodzenia roślinnego nie są w stanie dostarczyć nam odpowiedniej ilości tej witaminy. Nie będę teraz pisać kto i co powinien suplementować, bo to temat rzeka, w dodatku poza moimi kompetencjami… Ale to co chcę przekazać, to że zdrowa dieta nie oznacza diety idealnej, która w 100% zadba o nasz organizm. Są różne problemy ze zdrowiem (np. hormonalne lub metaboliczne), które wręcz wymagają wsparcia w postaci suplementacji. Bycie z góry na nie „bo to chemia” może okazać się dla nas szkodliwe. 

Gdyby natura mogła rozwiązać wszystkie nasze problemy ze zdrowiem, nie byłaby nam potrzebna służba zdrowia. Nie wszystko da się załatwić za pomocą natury, niestety. Nie lubię demonizowania np. leków. Nie miejcie wyrzutów sumienia, że raz w miesiącu z powodu bólu brzucha czy głowy bierzecie pigułkę przeciwbólową… Wszystko jest dla ludzi, jeśli potrafimy z tego korzystać z umiarem i rozsądkiem. To samo jest z suplementami – słuchanie reklam i bieganie do apteki po środki na lepsze zasypianie/apetyt/trawienie/wzmocnienie to straszna przesada! Ale dobieranie dobrych jakościowo suplementów dostosowanych do potrzeb organizmu to po prostu profilaktyka. 

Za jakiś czas napiszę jaką suplementację stosuję (i dlaczego). A jaki jest Wasz stosunek do suplementacji?

Kategorie: Odżywianie, Zdrowe ciało

W dużym skrócie - freelancerka, pasjonatka zdrowego i uważnego stylu życia, miłośniczka Warszawy, psów i kuchni roślinnej. LifeManagerka.pl to blog lifestylowy, którego tematem przewodnim jest szeroko pojęte, umiejętne zarządzanie swoim własnym życiem. Począwszy od odpowiedniego odżywiania i regularnej aktywności fizycznej, poprzez rozwój osobisty, a skończywszy na licznych detalach, które czynią nasze życie lepszym, prostszym i szczęśliwszym.

  • Bardzo wartościowy tekst, mogłabym się pod nim śmiało podpisać – tym bardziej, że tak jak Ty jestem związana z branżą marketingową (nie OTC, ale wiele mechanizmów jest wspólnych dla różnych branż – niestety).
    Jeżeli chodzi o podejście do suplementów, u mnie było bardzo podobnie: kiedyś unikałam ich jak ognia, bo przecież „tylko to, co naturalne jest zdrowe”, a „witaminy z apteki to marketingowa ściema”. Jest w tym dużo prawdy, ale jak się okazuje radykalizm nie jest wskazany w żadną stronę. Dopiero problemy z tarczycą mi to uświadomiły. Nawet jeżeli prowadzimy zdrowy styl życia, niestety nie zawsze nasz organizm pracuje idealnie i czasami wymaga dodatkowego wsparcia/ skierowania na właściwe tory przez uzupełnienie niedoborów. Oczywiście, idealnie byłoby przyswajać wszystko, czego potrzebujemy z pożywienia, ale cóż, nie zawsze tak się dzieje i nie musi to wynikać wcale ze złej diety, ale z problemów z przyswajaniem, okresów większego zapotrzebowana na niektóre składniki, itp, itd. Wit. D jest też dobrym przykładem, bo tak jak napisałaś, w pożywieniu jest jej za mało, syntetyzujemy ją głównie pod wpływem słońca, o które jesienią i zimą trudno w naszej szerokości geograficznej.
    Drugi biegun to niestety nadużywanie suplementów, również tych naturalnych. Mam wrażenie, że niektóre witaminy są po prostu w danych okresach modne (teraz np. wszędzie słyszę o wit.D) i ludzie kupują je bez większej refleksji, bo przecież naturalna witamina nie zaszkodzi. A tymczasem przedawkowanie witamin też może być niebezpieczne dla zdrowia. Myślę więc, że przy długotrwałej suplementacji badanie poziomu witamin to mus.
    Podsumowując – cieszę się, że poruszyłaś ten temat, jak dla mnie superciekawy:)

    • Napisałaś, co myślę, więc nie muszę pisać nic więcej 😀

  • Jakbym czytała o sobie 🙂 Był taki okres, kiedy całkowicie obraziłam się na suplementy diety w pigułkach i postawiłam tylko na zdrowe odżywianie. Do dziś podchodzę do nich bardzo ostrożnie, a autorów radiowych reklam chętnie pociągnęłabym do odpowiedzialności za ewidentne kłamstwa i wciskanie ludziom kitu. Ale dziś wiem, że rozsądna suplementacja jest w porządku, bo w naszym klimacie nie jesteśmy w stanie dostarczyć sobie z pokarmem (i słońcem!) wszystkich potrzebnych mikroelementów. Także witamina D, magnez, tran – jak najbardziej. Chyba najważniejsze jest to, żeby stosować suplementy OBOK a nie ZAMIAST zdrowej diety. Bo nic nie zwalnia nas z rozsądnego, codziennego dbania o siebie.

  • Bardzo ciekawe! I to jest klucz: „miejcie swój rozum dobierając suplementację dla siebie. Zamiast czytać hasła marketingowe – czytajcie składy”. To zdanie można odnieść w sumie do bardzo wielu dziedzin 🙂 Czekam na ciąg dalszy kiedy podzielisz się informacjami na temat swojej suplementacji!

  • Pamiętam taki słabszy okres w życiu, gdy dużo się uczyłam, mało wychodziłam z domu, słabiej jadłam i… pochłaniałam suplementy! Ale w takiej ilości, że jak dziś o tym myślę to nie mogę zrozumieć mojego zachowania. Zrzucam to na karb młodzieńczej głupoty. Odkąd się połapałam, że bardziej sobie szkodziłam niż robiłam przysługę, zostawiłam w mojej apteczce tylko paracetamol i pojedyncze suplementy „awaryjne”. Np. magnez (bo czekolada na mnie nie działa jak zaczyna mi skakać serce) albo kwas foliowy. Nie ma w niej natomiast witaminy C (łatwiej mi i smaczniej zmiksować grejpfruta albo pomarańczę niż lecieć do apteki), suplementów z żurawiną (mam za to paczkę żurawiny i ziołową herbatę na tę samą okoliczność) i wieeelu innych, których kiedyś miałam w domu pełno.
    Z drugiej strony, gdy moja zaufana lekarka przepisała mi pewien suplement, wzięłam go bez wahania. Bo trzeba znaleźć złoty środek. Warto wiedzieć, że suplementy nie rozwiążą naszych problemów – jak to mówi inny mój doktor „mogą najwyżej pomiziać od środka”. Tak jak piszesz, wszystko jest dla ludzi. Trzeba po prostu podchodzić z rozsądkiem, a nie łykać jak młody pelikan (dosłownie!) wszystko co podsunie nam reklama… Fajnie, że poruszyłaś ten temat!

  • Jeśli chodzi o moją przygodę z suplementami, to również, bardzo długo byłem z nimi pokłócony. Wśród kolegów z uczelni, czy pracy regularnie zażywających takie specyfiki, nie obserwowałem jakichś okazów zdrowia. Co więcej, odnosiłem wrażenie, że niektórzy ludzie uzależniają swoje zdrowie i samopoczucie od tego, czy zażyli pastylkę czy nie. Może znasz również osoby, które chorują zaraz po tym jak wspomną o tym, że ktoś kichnął na nich w autobusie? „Na szczęście biorę taki a taki specyfik” mówią na głos, a w środku zastanawiają się zapewne „ale czy aby dawka była wystarczająca? A może za mało witaminy C?”.

    Ok, tyle negatywów- teraz trochę jaśniejsza strona. Sam po sobie widzę, że podładowanie się np. magnezem czy witaminą B6, OKRESOWO, wtedy gdy mam naprawdę dużo na głowie pomaga. Czuję się spokojniejszy, mniej rzeczy mnie irytuje i potrafi wyprowadzić z równowagi. Jednak przede wszystkim staram się maksymalizować spożycie odpowiednich związków w diecie. Jedząc pestki dyni, migdały albo pijąc szklankę kakao wiem, że również dostarczam sobie magnezu, a jego forma zdaje mi się nie tylko lepiej przyswajalna dla organizmu i podniebienia, ale i portfela 😉

    Dawid

  • Suplementy diety to temat rzeka… Nie można ich ani do końca demonizować, ani gloryfikować. Bo tak jak napisałaś trzeba znaleźć złoty środek. Bardzo ciekawe jest to, że często osoby, które rzeczywiście potrzebują suplementacji żelaza, witaminy D czy z grupy B unikają ich przyjmowania jak ognia. Odwrotnie jest w przypadku osób, które (wiem z doświadczenia) przychodzą do apteki dosłownie po każdy nowy preparat z reklamy (najczęściej nawet nie znają nazwy tylko przytaczają tekst ze spotu).
    Moim zdaniem jak już brać jakieś suplementy to te znane, od sprawdzonych producentów. Często pojawiające się nowe specyfiki zawierają substancje, które wręcz wykluczają swoje działanie!!
    Pamiętać trzeba też o tym, że suplementy nie są badane! Są wprowadzane do sprzedaży jak chleb czy napój, a nie jak lek. Równie dobrze może tam nie być w ogóle substancji aktywnej jak i być zupełnie inna niż powinna. Dla przykładu podczas badań wyszło, że suplement roślinny na wspomaganie wzwodu u mężczyzn zawierał !uwaga! Sildenafil, czyli składnik popularnej Viagry… Efekt był, ale nie z powodu roślinek ;D

  • Zgodzę się, że suplementy są i dobre i złe. Dobre jeśli stosuje się je z głową, złe jeśli (tak jak mówisz) widzi się reklamę w telewizji i leci się do apteki, a później łyka garściami.
    Ja z suplementacją nie mam jakiś większych doświadczeń. Głównie kończy się to jak już wyjedzeniem jednego opakowania i później się to kończy, co też nie jest dobre – bo w sumie ten suplement nie ma czasu na to by prawidłowo zadziałać. Z branych w sposób najbardziej regularny w moim przypadku to magnez – po jego odstawieniu na dłuższy czas łapią mnie straszne skurcze, zwłaszcza łydek które czasem uniemożliwiają normalne chodzenie. Sporadycznie łykałam różnego rodzaju skrzypy polne na wzmocnienie głównie włosów, które okresowo strasznie wypadały.
    Dzisiaj chociażby zakupiłam suplement, który został mi polecony na suchą skórę, włosy i najogólniej rzecz ujmując odwodnienie. Co nie znaczy, że będę bazować tylko na tym – muszę zacząć się zmuszać do wypijania odpowiedniej ilości wody dziennie. Suplementacja jest ciekawym tematem, ale nie warto przesadzać bo nadmiar przeróżnych elementów w naszym organizmie też nie jest dobry.
    Czekam na post, o którym wspomniałaś – o sprawdzeniu niedoborów. Chętnie sama się dowiem czego potrzebuje ja sama, żeby suplementację stosować racjonalnie 🙂

  • Suplementacja to dodatek, który nie zastąpi zdrowego i różnorodnego odżywiania. Ale tak jak mówisz, dobrze dobrana stanowi profilaktykę. Nie każdy będzie jej potrzebował, ale warto się przyjrzeć potrzebom swojego organizmu, żeby się dowiedzieć.

  • Marta Woźna

    Ja dostałam kilka propozycji współpracy od firm z suplementami. Pisałam stanowcze nie, ale teraz gdy po ciąży nie mogę dojść do ładu z suchymi włosami i skórą na całym ciele, już mi ręce opadają i coraz częściej myślę, by coś zacząć łykać…

    • Ja też kiedyś reagowałam stanowczym NIE na propozycje współpracy od producentów suplementów diety… Teraz jednak poświęcam chwilę aby zapoznać się z produktem. Większość jednak jest nadal do bani ;).
      Możesz mieć jakieś niedobory po ciąży, warto to zbadać aby nie łykać nic w ciemno 🙂

  • Brawo! Agnieszka polski internet potrzebuje takich ocieplonych wpisów o tym, że suplementy to nie jest samo zło i że nie są do niczego potrzebne. 🙂 Dziękuję za ten wpis! Jutro polecam. Niech idzie w świat 🙂

  • irysowa

    jestem za suplementowacją, ale większości suplementów nie kupuję w aptece, bo mają tragiczne składy. jedynie produkty firmy solgar, a tak większość w sieci. jeśli chodzi o moje podejście do suplementacji ogólnie to nigdy nie byłam jakoś przeciwko suplementacji ani nie brałam miliona suplementów. po prostu zdrowe podejście. chociaż rok leczyłam się na przyrost candidy i wiedząc ja dziurawe i zniszczone mam jelita wspomagałam się dość mocno suplementami, bo wiedziałam, że mając taki problem nie da się rady samą dietą dostarczyć sobie tego co mi potrzeba.

  • Suplementy diety to generalnie temat rzeka. Napiszę tylko, że słabe są praktyki aptek sieciowych, które swoim farmaceutkom zlecają promowanie konkretnego produktu, konkretnej firmy, która np. dała aptece największe zniżki.
    Trochę to słabe, biorąc pod uwagę, że farmaceuta jest jednak często „lekarzem pierwszego kontaktu”

    – Pani magister, ten tu lekozozol dobry jest?
    – Nie. Polecam raczej ten drugi.

    Tydzień później:

    – Pani magister, ten tu lekozozol dobry jest?
    – Tak, tak, najlepszy jest.

    Rozumiem, że takie dialogi można usłyszeć w sklepie AGD, ale w aptece?

    • Niestety nie tylko w aptece, w gabinecie lekarskim często wygląda to podobnie 🙁

  • Czekam z niecierpliwością na kolejny wpis. Sama nie stosuję żadnej suplementacji, a moja gospodarka hormonalna jest trochę rozregulowana. Boję się w tym wypadku sama dobrać ‚suple’. Może Twój kolejny post coś mi rozjaśni. 🙂
    Pozdrawiam ciepło i wracaj szybko do zdrowia!

  • Anna Maria W.

    A co to za mniej upierdliwy sposob na sprawdzenie niedoborow? 🙂

    • Tzw. human body scanner. To coś co brzmi trochę jak ściema (bada niedobory za pomocą fali elektromagnetycznych), ale czytelniczka poleca mi jako coś sprawdzonego. Będę niedługo robić też niektóre tradycyjne badania, to porównam wyniki.

  • Jesteś ostatnio w tak świetnej blogowej formie, że nieustannie chylę czoła. I znowu wrzucę Twój tekst w tygodnik <3

    • Aniu dziękuję, od półtora tygodnia jestem uziemiona w domu przez chorobę, więc tworzę 😀

  • Ja się trochę waham jeśli chodzi o suplementy. Z jednej strony chciałabym żeby nie były mi potrzebne. Wiem też, że bardzo trudno znaleźć te wartościowe i prawdopodobnie nie zdecydowałabym się nigdy na żadne suplementy z apteki, bo wiem, że tam znajdę produkty korporacji farmaceutycznych, których cel jest inny niż mój… Z drugiej strony jednak zdarzają mi się niedobory witamin i minerałów pomimo zdrowej diety i dbania o siebie. Choćby z powodu ciąży i karmienia piersią. Słyszałam opinie, że suplementy i tak nie zadziałają, ale o dziwo… u mnie problemy znikają czasem nawet po kilku łykniętych tabletkach… Trzeba mieć swoje, zdrowe i przemyślane poglądy na ten temat (zresztą podobnie jak na każdy inny) po prostu. Ale też być otwartym na nowe informacje, bo ten temat wygląda na ciągle jeszcze nie zgłębiony przez naukę do końca.

  • Generalnie staram się unikać łykania suplementów. Ale tam gdzie dieta nie pomaga, zdarza mi się wspomóc się nimi. Najczęściej dotyczy to magnezu lub witaminy D.

  • A ja nie do końca zgodzę się z tym co napisałaś o naturze. Natura dobrze wszystko zaplanowała i wszystko byłoby ok, gdyby nie to, że sami sobie to popsuliśmy. Gdybyśmy nie siedzieli całymi dniami w ciemnych biurach lub przed ekranem telewizoraów, czy monitorów, a także nie smarowali się kremami UV (bo tak straszą nas, że raka dostaniemy od opalania) to byłaby całkiem spora szansa, że „nałapalibyśmy” sobie tej witaminy D wystarczająco dużo. Podobnie jest z B12. Jej barki są skutkiem nadmiernej czystości, no ale trudno w dzisiejszych czasach o to nie dbać. Niestety jedno wiąże się z drugim. Nie jestem fanką suplementów, ale wiem też, że bez pewnych wspomagaczy dziś się nie obejdzie. Natomiast jestem wielką przeciwniczką suplementów z apteki. Sama biorę właśnie D i B12 oraz od jakiegoś czasu testuję Kelp na problemy z tarczycą. Wszystkie suplementy sprawdzam i staram się kupować jak najlepszej jakości. Brałam też spirulinę i chlorellę, ale zrezygnowałam, bo jednak są badania, które wskazują, że mogą one nie najlepiej na nas działać. I przyznam, że nie zauważyłam żadnych zmian ani w czasie ich brania ani po odstawieniu. Trochę podchodzę do tego w taki sposób, że normalnie nie zjadłabym glona to dlaczego miałabym go przyjmować w innej postaci? Sporo dowiadywałam się na temat suplementacji i nadal to robię i wychodzę z założenia (mocno uproszczonego), że skoro coś, co daje nam natura nie jest przeznaczone dla nas ludzi to po co zmieniać to na siłę. Grejpfruit jest dobry sam w sobie, w takiej najprostszej postaci. Obrany ze skórki i zjedzony, bez zbędnych ceregieli. Rozkładanie go na czynniki pierwsze i doszukiwanie się, która jego część ma najlepsze wartości jest bez sensu. Tak naprawdę cały czas bardzo mało wiemy o witaminach, jak faktycznie na nas działają, skąd się biorą, jakie czynniki zachodzą, co z czym jest powiązane i jak w ogóle doszło do ich powstania. Długi temat i jakby na niego nie patrzeć pozostnie jeszcze długo bez odpowiedzi. Ważne by jednak mówić o tym, alby ludzie zastanowili się ,co w siebie pakują i nie łykali „witaminek” jak cukierków. Czasami mam wrażenie, że niektórzy są naprawdę od nich uzależnieni.

    • Ja szczerze mówiąc nigdy nie widziałam efektu regularnego brania jakiegokolwiek suplementu. Traktuję te produkty tak samo jak traktuje je prawo – czyli jak coś o podobnym działaniu jak jedzenie. Nie odczuwam super poprawy samopoczucia jedząc jarmuż, granaty czy inne superfoods, tak samo nie odczuwam działania suplementów. Wiem, że wzbogacają one moją dietę o składniki, których nie zjadam w wystarczającej ilości, ale nie mają one odczuwalnego wpływu na mój organizm. Akurat co do grejpfruta to mogę się spierać, bo te części niejadalne mają właściwości lecznicze, np. świetnie wspomagają walkę z grzybicą czy różnymi rodzajami bakterii. I odkrycie tego faktu nie było tak całkiem bez sensu, bo ekstrakt swego czasu przyniósł poprawę zdrowia tysiącom ludzi na świecie. Miąższ nie ma takiego działania. Natura ma oczywiście moc, ale człowiek może pomóc w jej wydobyciu, nie negowałabym tego.
      Co do witaminy D – ja swojej jeszcze nie badałam, ale słyszałam o przypadkach jej niedoboru nawet w lecie, u osób które nie używają filtrów UV (tutaj przykład: https://www.youtube.com/watch?v=FYkR-2Q7AdY). Jej wytworzenie podobno nie jest takie proste jak na pierwszy rzut oka się wydaje.
      Co do apteki – w aptekach też są lepsze i gorsze witaminy. Dobrze kojarzę, że Ty polecałaś mi Solgar? Kupiłam je w aptece. Grunt to – jak wszędzie – czytać składy i niekoniecznie słuchać rad farmaceuty ;).

      • Ja po dłuższym braniu D, B12 i jeszcze jednego innego suplementu widzę różnicę. Ale masz rację po większości nie odczuwam tego. Dawki witamin w suplemantach to, tak jak mówi Sebastian, jest często kropla w morzu. Niedobory witaminy D (i podobnie zaczyna być z B12) to dzisiaj epidemia. Przy długotrwałych niedoborach trwających latami nie ma takiej opcji żeby wystarczyło nam aby w ciągu jedengo roku (nawet przy codziennym wystawianiu) się na słońce w okresie wiosenno letnim nadrobić straty. Chyba, że wiedziemy spokojne życie w egzotycznym kraju 😉
        No coś ty jak nie odczuwasz różnicy jedząc dobre i zdrowe rzeczy? Jasne, że odczuwasz. Czujesz się po nich dobrze, masz siłę i energię i lepszy humor :)). Wiadomo jeden granat czy pęczek jarmużu nie wystarczy, ale po dłuższym czasie zdrowego odżywiania będą efekty. Może w tym jest właśnie problem. Łykamy suplementy, bo chcemy szybkich rezultatów zamiast skupić się na długofalowym działaniu. Często suplementy nie rozwiązują naszego problemu, a jedynie dają chwilową poprawę lub maskują objawy. Inna rzecz, że supelenty suplementom nie są równe. Wszystko wrzucane jest do jednego wora. I my tu sobie rozmawiamy o niezbędnych witaminach, czy nawet tym wyciągu z grejpfruta, który oczywiście pomógł bardzo wielu ludziom tak samo jak wyciąg z pestek brzoskwini, a tymczasem ktoś inny może uznać, że skoro tak zachwalamy to pewnie taki, suplemencik na kolana ze sztucznym kolagenem, albo specifik na odkwaszenie organizmu też jest ekstra. Nawet niektóre specyfiki na odporność czy przeziębienie i grypę są klasyfikowane jako suplementy, a tymczasem ich skład pozostawia wiele do życzenia. Prawo niestety nie jest zbyt fajne w tym przypadku i to, że traktuje je tak samo jak coś o podobnym działaniu do jedzenia nie oznacza wcale, że tak jest. Myślę, że to jest jeden z większych mitów. Ludzie sądzą, że suplementy to jest to, co zostało wyjęte z roślin i wsadzone w tabletkę czy kapsułkę, a tak nie jest. To są w większości przypadków sztucznie wytworzone substytuty. Świetnie o suplementach napisała beata Bawlikowska w książce „Największe kłamstwa naszej cywilizacji”. Przeczytaj jeśli będziesz miała okazję.
        Kończąc już ten długi komantarz chcę pwoedzieć, że masz rację trzeba czytać skład i niekoniecznie słuchać rad farmaceuty. Nie każdy suplement jest zły, a niektóre są nawet niezbędne. Warto też jak dowiadywać się jaknajwięcej samemu.

        • Może źle się wyraziłam, bo jedząc zdrowo oczywiście czuję się lepiej :). Chodzi mi o sytuacje kiedy odżywiając się tak jak się odżywiam nagle włączam do diety jakieś kolejne super odżywcze jedzenie, no dajmy na to nasiona chia albo jarmuż. Nie jest to coś czego działanie ja odczuwam. Ot, kolejny składnik zdrowej diety. Z witaminami jak dla mnie jest tak samo. Witaminę D i B12 biorę póki co od ok. 1-2 miesięcy i też nie czuję efektu (pewnie jest za wcześnie, ale i tak nie sądzę abym go odczuła). Miałam trochę nadzieję, że poprawi mi się odporność, ale w tym czasie zachorowałam 2 razy :D. Łykam to aby swoją dietę uzupełnić w niedobory, ale nie spodziewam się żadnych super efektów, bo wiem, że na to składa się cała dieta i styl życia.
          Tak generalnie to się zgadzamy, bo tak jak Ty w komentarzu, ja w poście nakłaniam do tego aby suplementy dobierać mądrze do swoich potrzeb, nie polegać na opiniach farmaceuty (które często też są częścią marketingu produktu) i wybierać produkty z naprawdę dobrym składem.

        • Dziewczyny jaka ciekawa dyskusja! Lifemanagerka kiedy ja to wszystko przeczytam, nocy mi zabraknie 😀

  • U wegan czy wegetarian zdeycowanie wskazane jest suplementowanie witaminy B12. Witamina D w naszej szerokości geograficznej ma niewiele momentów, kiedy może być wytwarzana naturalnie przez organizm dlatego również, szczególnie w okresie jesienno-zimowym warto ją suplementować…

  • Kasia

    Ja od prawie roku jestem na diecie wegetariańskiej, nie brałam ani nie biorę żadnych suplementów, nie przyjmuję witaminy B12 czy też żadnej innej i czuję się znakomicie:-) Wyniki badań są również bardzo dobre także myślę, że choć tę kwestię warto rozpatrywać indywidualnie w moim przypadku śmiało mogę powiedzieć, że w tym momencie nie potrzebuję suplementów.

    • Jeśli robisz badania i wszystko jest ok to nic, tylko się cieszyć 🙂

      • Kasia

        Dodam jeszcze, że bardzo lubię czytać Twojego bloga jak również oglądać ZdrowoManię i cieszę się, że taki blog i kanał na YT istnieje, można się z nich dowiedzieć wielu wartościowych rzeczy:-) Oby tak dalej!

  • coquille

    Ja nie jestem przeciwna suplementacji, ale ostatnio dowiedziałam się z jednego popularnego programu o zdrowiu, że witaminy z tabletek wchłaniają się tylko w 10%, natomiast z żywności w 90%…. hmmmm…

  • Bardzo się cieszę 🙂 dziękuję.

  • Jestem właśnie w trakcie czytania książki Jerzego Zięby „Ukryte Terapie” i jestem w szoku. Ludzie tak naprawdę nie zdają sobie sprawy do czego zdolny jest przemysł farmakologiczny i jak wiele skutecznych (i tanich) sposobów na walkę z chorobami jest przed nami ukrywanych… Ja coraz bardziej sceptycznie podchodzę do wiadomości wrzucanych nam do mózgu przez system, szkolnictwo, mass media i tym podobne i staram się szukać „prawdy” i tej ukrytej wiedzy. Jeżeli chodzi o suplementy, to w tym momencie zażywam wysokie dawki witaminy D i w razie przeróżnych infekcji kwas l-askorbinowy (czyli tak zwana witamina C, tylko ta lepiej przyswajalna). Mam nadzieję, że za niedługo będę miała wystarczającą wiedzę, żeby dzielić się tym z innymi. I po prostu uświadamiać, że to w co wierzymy przez całe życie może być całkowitą manipulacją.

    a na koniec dorzucę cytat z ww książki: „organizm człowieka nie cierpi na żadną chorobę z powodu braku leku, ale z powodu braku substancji naturalnych, których to brak doprowadził do choroby”.

  • Ja jestem raczej z tych nieufnych. Jakoś nie potrafię się przekonać do stosowania suplementów. Aczkolwiek takie posty jak ten wywołuję pewne zamieszanie 😉

  • Zgadam się!! Z powodu ubogiej gleby, niestety nie dostarczamy odpowiedniej ilości witamin i minerałów. Oprócz tego mamy wszyscy niedobory i często zupełnie zasyfione jelita.

  • Venezz

    Ja jestem bardziej przeciwniczka suplementów niz zwolenniczka, choć w sytuacjach choroby czy szczególnego wyczerpania organizmu jak najbardziej można sobie pomóc ale to moim zdaniem powinny być tylko pojedyncze okresy w życiu a nie stałe przyjmowanie ich. Organizm powinien być silny aby nie musieć korzystać z suplementów częściej. Natura wiedziała co robi jest madra, tylko czlowiek od niej odszedł i potrzebuje pomocy. Siedzenie przed TV komp brak ruchu powietrza słońca nawet w zimie, to zależy od nas, to my decyzujemy o tym co robimy, przecież to my sobie to serwujemy, nikt nam nie zabrania wyjsc na zewnątrz i poruszac się. Dalej na zdrowie wpływ mają emocje i nasze uczucia a wiec stres w zbyt duzej dawce negatywne myśli itp też wpływają na nasze ciało, powstało wiele książek na temat chorób i emocji które spowodowały powstanie tych chorób, na rynku jest wiele publikacji aby sprawdzić i przekonać się o tym. Wreszcie na zdrowie wpływa jedzenie, jak jemy zywność która rośnie na wyjałowionych glebach pryskane chemia jedzenie to z czego mamy miec wartość odzywcza, z czego ma sie organizm bronić – to rozwija sie rynek suplementów, bo na tym rynku mozna dobrze zarobić. Ja odżywiam sie ekologicznym jedzeniem,dużo gotuje w domu, sprawia mi to przyjemnośc i wiem co jem – jak kupię zwykła zywnośc to warzywa smakuja często okropnie, jest duza róznica. Wiem że z dostępnością eko jedzenia jest problem to prawda ale polecam zamiast drogich suplemntów drożsża żywnosć dobrej jakości, zabawne jest to że mamy plazmy najnowsze modele różnych sprzetów a w lodówce taka bieda że szkoda słów. Tak wiec holistyczne podejście daje zdrowie i to my odpowiadamy za nie.