Miesiąc dla zdrowia #7 – czy istnieje dieta idealna?

To już chyba ostatni wpis z takimi teoretycznymi podstawami i po części jest to kontynuacja poprzedniego wpisu o poznawaniu swojego organizmu. W kolejnych postach przejdziemy już do bardziej praktycznych rzeczy. Na początku jednak wyjaśnijmy sobie coś ważnego, co nie wszyscy rozumieją. Dieta to sposób odżywiania, dlatego każdy z nas ma jakąś tam swoją dietę i nie zawsze da się ją określić jednym słowem. Używając słowa dieta cały czas mam na myśli właśnie sposób odżywiania a nie jakieś diety odchudzające czy eliminacyjne.

MIESIACDLAZDROWIA7

I wybaczcie mi, bo jestem pewna, że wiele z Was wie wszystko o czym napiszę w tym poście i że część z Was może uznać go za zupełnie zbędny. I słusznie – dla wielu osób jest on zbędny, ale na mojego bloga trafiają różne osoby… Również te, które dopiero zaczynają swoją przygodę ze zdrowym stylem życia i gubią się w gąszczu sprzecznych informacji… I te, które wpadają na naprawdę absurdalne pomysły. Dlatego takie posty też są potrzebne. 

Podstawą w dobraniu diety dla siebie jest poznanie potrzeb swojego organizmu, o czym pisałam w poprzednim poście. Przy niektórych dolegliwościach zalecane jest jedzenie białego pieczywa, przy innych zdecydowanie lepiej sprawdzi się pełnoziarniste. Niektóre problemy może rozwiązać dieta wegańska, inne może ona nawet pogłębić. Dieta idealna dla Kasi może się okazać szkodliwa dla Zosi. Jednak przeglądając internet można zauważyć, że wyznawcy różnych diet są święcie przekonani o ich słuszności i co za tym idzie – często próbują nawracać innych na tę samą, „jedyną słuszną” drogę.

Problem jednak polega na tym, że nie ma czegoś takiego jak jedyna słuszna droga. To w jaki sposób powinniśmy się odżywiać to naprawdę bardzo indywidualna sprawa. Jednym służy dieta wegetariańska, inni źle się czują nie jedząc mięsa, a jeszcze innym szkodzi pszenica. Dlatego jestem przeczulona na wszelkie dobre rady zalecające innym rozwiązania, które sprawdziły się w jakichś jednostkowych przypadkach (a każdy z nas jest zaledwie jednostką, indywidualnym przypadkiem). Sama jako osoba mówiąca wprost o swoich problemach, otrzymałam od Czytelników naprawdę bardzo wiele rad i niestety – połowa z nich wzajemnie się wykluczała. Naprawdę bardzo cenię Wasze rady, czasami z nich korzystam a zawsze doceniam dobre chęci, ale… Nie mogę wszystkiego wprowadzać w życie. To przede wszystkim nierealne, ale też nie świadczyłoby o rozsądku. Ostatnio ktoś zasugerował mi, że powinnam napisać post o wszystkich swoich zasadach żywieniowych jakimi się kieruję i zapytać czytelników co oni na to. Ściślej mówiąc – wystawić się pod Waszą ocenę abyście Wy ocenili czy moja dieta jest dobra czy zła (bo według tej osoby jest zła, skoro miewam jakieś problemy ze zdrowiem). Abstrahując od tego, że nie wszystkie problemy ze zdrowiem są dieto-zależne, to… Z całym szacunkiem dla autora tego komentarza, ale przez 3 lata prowadzenia bloga nie przeczytałam nic bardziej absurdalnego. Wyobrażacie sobie co by się działo w komentarzach i jak wiele sprzecznych opinii by padło? A przecież na to w jaki sposób powinniśmy się odżywiać wpływa wiele czynników, a najważniejsze z nich to nasze wyniki badań i samopoczucie (o czym doradzający zazwyczaj nie mają pojęcia). Nikt, kto nie zna całej historii Waszych problemów zdrowotnych i tego jak Wasze wyniki badań zmieniały się na przestrzeni czasu pod wpływem różnych diet, nie powinien mieć wpływu na Wasze decyzje dotyczące dużych zmian w diecie. Internet jest pełen znawców różnych tematów i często opinie specjalistów z tego samego zakresu diametralnie różnią się od siebie. I tutaj wkracza kolejna ważna kwestia, a mianowicie konieczność słuchania swojego organizmu. Ja przy swojej insulinooporności różne rzeczy już słyszałam. Endokrynolodzy, diabetolog i dietetyk byli zgodni – 4-5 posiłków dziennie, w równych odstępach czasowych, dieta oparta na produktach niskoglikemicznych, ale bez wielkiego rygoru, bo moje wyniki nie są tragiczne. Poza tym mam niską wagę ciała, która jest czynnikiem zmniejszającym ryzyko zachorowania na cukrzycę. Duża część internetu to potwierdza, ale pojawiają się też opinie, że przy insulinooporności słuszna jest tylko dieta paleo/wegańska/bezglutenowa, że powinno się jeść tylko 3 obfitsze posiłki w ciągu dnia itp. Niestety mój organizm nie reaguje zbyt entuzjastycznie na te nowinki… Chociażby dlatego, że dla mnie 3 obfite posiłki to za mało, odczuwam wtedy spadki cukru pomiędzy nimi, a kiedy jem w krótszych odstępach czasowych, mam wrażenie że cukier utrzymuje się na podobnym poziomie. Trudno mi też myśleć o włączeniu większej ilości mięsa do diety (teraz jem je tylko okazjonalnie, w gościach), bo nie chcę jeść go przede wszystkim ze względów ideologicznych, ale też niezbyt dobrze się po nim czuję. Jednak jeśli mój organizm zacznie się domagać mięsa lub całkiem przestanie je tolerować, wprowadzę w swoim odżywianiu odpowiednie zmiany.

Dieta idealna to dieta dobrze dopasowana do danej osoby. Na pytanie „jak znaleźć dietę idealną dla siebie” można by odpowiedzieć w zaledwie kilku punktach:

  • dobrze poznaj swój organizm (obserwacja + badania)
  • doszkól się jakie odżywianie będzie najlepsze przy Twoich (ewentualnych) problemach ze zdrowiem
  • zastosuj się do zalecanej diety w co najmniej 80% 
  • obserwuj swój organizm i w razie potrzeby zacznij wprowadzać modyfikacje

Ogólnie na początku warto eksperymentować i nie zamykać się na żadne rozwiązania, ale słuchanie swojego organizmu to moim zdaniem podstawa. Raz, że nie wszystkie eksperymenty będą udane, a dwa, że każda dieta może czasem wymagać pewnych modyfikacji. 

Ale znowu – to co napisałam wyżej też nie jest uniwersalne dla każdego, bo przy niektórych chorobach diety trzeba przestrzegać w 100% i nawet jeśli nie czujemy się przy niej najlepiej, może ona być jedyną słuszną dla naszego organizmu (i musimy dać sobie więcej czasu aby się do niej przyzwyczaić). 

Wracamy więc do sedna – nie ma jednej słusznej drogi, a osoby wypowiadające się w Internecie nie są od stawiania diagnoz. Możecie się inspirować licznymi publikacjami i badaniami dostępnymi w sieci, ale nie można traktować tego wszystkiego jako wyroczni. Osobiście mam duży dystans nawet do porad dietetyków i lekarzy… Oczywiście są pewne prawdy uniwersalne dla pewnie co najmniej 95% społeczeństwa (jak to, że cukier i alkohol szkodzą, a warzywa są zdrowe), ale takie rzeczy jak zapotrzebowanie kaloryczne czy diety eliminacyjne to już bardzo indywidualna sprawa i w tej kwestii nie podążałabym ślepo nawet za wypowiadającym się w sieci lekarzem czy dietetykiem. Tego typu wskazówki i doniesienia mogą stanowić jedynie inspiracje aby coś na sobie przetestować lub poradzić się w jakiejś kwestii swojego lekarza, który dobrze zna historię naszej choroby. 

Ufff, strasznie się boję, że mimo jednego głównego przekazu ten post wyszedł dość chaotyczny…Mam jednak cichą nadzieję, że rozumiecie o co mi chodzi i że nie dacie się zwariować i zachowacie swój w rozum w całym tym dietetycznym szaleństwie. 

Kategorie: Odżywianie, Zdrowe ciało

W dużym skrócie - freelancerka, pasjonatka zdrowego i uważnego stylu życia, miłośniczka Warszawy, psów i kuchni roślinnej. LifeManagerka.pl to blog lifestylowy, którego tematem przewodnim jest szeroko pojęte, umiejętne zarządzanie swoim własnym życiem. Począwszy od odpowiedniego odżywiania i regularnej aktywności fizycznej, poprzez rozwój osobisty, a skończywszy na licznych detalach, które czynią nasze życie lepszym, prostszym i szczęśliwszym.

  • Mam takie samo zdanie na temat odżywiania (celowo użyłam słowa odżywianie, bo dieta kojarzy mi się z ograniczeniami i wyrzeczeniami :P). Każdy powinien na podstawie własnych obserwacji dobierać swój jadłospis pod siebie.
    Oczywiście należy kierować się moim zdaniem zawsze zasadami zdrowego żywienia, czyli nie wybierać produktów przetworzonych, starać się bilansować posiłki i jeść regularnie. Ale popadanie w skrajności i twierdzenie, że tylko tak jest słusznie jest niewłaściwe.
    Tak jak powiedziałaś, jesteśmy jednostkami, które pomimo posiadania tak samo zbudowanych organizmów, różnimy się małymi szczegółami (brakiem jakiegoś enzymu, zmniejszoną odpowiedzią receptora), które oddziałują na nasze życie.
    Ja również potrzebuję dziennie 4-5 posiłków, inaczej czuję się źle i nie potrafię się skupić. Poza tym staram się aby były one w równych odstępach czasu i były zbilansowane. Staram się jeść dużo warzyw, rano jem owoce. Sporadycznie jem mięso. Odkąd tak ustawiłam swój jadłospis czuję się świetnie i nie zamieniłabym go na inny 🙂

  • Dobrze zrozumiałam o co Ci chodzi i bardzo mi się podoba Twój zdrowy rozsądek. Dzięki temu jest przestrzeń na rozmowy tego typu 🙂 Mam dokładnie takie samo podejście do diety i dziwi mnie to, że niektórzy myślą, że wiedzą lepiej co szkodzi innej osobie;-)

  • Jak zwykle w punkt 🙂

  • KasiaZet

    Temat diet to chyba obecnie najpopularniejszy obszar i przyznam szczerze, że podchodzę z olbrzymią rezerwą do wszelkich takich wpisów. Twoje podejście do tematu znam od dawna, szanuję i cieszę się, że są w sieci osoby, które pomimo tego, że nie mają wykształcenia w tym kierunku, to potrafią podejść do sprawy ze zdrowym rozsądkiem. Naprawdę bardzo sobie cenię Twoją postawę. Natomiast odnoszę wrażenie, że co drugi człowiek jest teraz ‚specjalistą od żywienia’, przeczytał dwa artykuły, jedną kontrowersyjną książkę i będzie teraz wszystkich nawracał. Krew mnie zalewa jak trafiam na pseudo żywieniowców/dietetyków. A takich mamy na pęczki! I odnosząc się do Twojej rady by się doszkolić w kwestii ewentualnej choroby, to osobiście jednak polecam by były to konsultacje z WYKWALIFIKOWANYM dietetykiem/żywieniowcem. Tym samym chciałabym zachęcić by zanim się do kogoś udamy na wizytę, za którą zapłacimy zapewne trochę więcej niż 20 zł, koniecznie sprawdźmy jakie wykształcenie ma taka osoba. Doradca po weekendowym kursie NIE JEST dietetykiem i trzeba mieć tego świadomość, bo inaczej nie dość, że będziemy mieli mętlik w głowie to jeszcze jego złote rady mogą najzwyczajniej w świecie zaszkodzić. Temat dla mnie drażliwy, bo sama na co dzień walczę z ‚żywieniowymi oszołomami’ i czasami już ręce opadają z bezsilności. Dlatego raz jeszcze podkreślę, jak bardzo się cieszę, że są jeszcze w internecie strony/osoby, które mają zdrowe i rozsądne podejście do kwestii odżywiania! 🙂

  • Kiedyś fajnie opisała to Ania maluje, która opowiadała o tym, jak na jej oskrzela dobrze działają ostre przyprawy i wysokokaloryczne dania, choć raczej jej jadłospis nie uchodziłby za zdrowy. Każdy z nas czuje po jakichś daniach czuje się dobrze lub gorzej. Ma mam bóle brzucha po gumie do żucia, nie namawiam do jedzenia mięsa, które choć bardzo mi smakuje, wyeliminowałam w ramach eksperymentu żywieniowego 🙂 I czuję się dużo lepiej na takiej półwegetariańskiej diecie.

  • Magdalena

    Ja przeszłam na dietę w połowie roslinna. Ograniczyłam nabial, jednak miód jest w mojej diecie. I na początku podchoddzilam sceptycznie, obserwowała swoje ciało, cerę, samopoczucie. I jestrm zachwycona. Czuje się o niebo lepiej, nie odczuwam zmęczenia, a wstaje przed 6, nie mam jakiś wypryskow. Nie wiem czy wrócę do jedzenia mięsa, bo organizm się go nie domaga, a wyniki badań są naprawdę dobre, a ponoc lepsze niż niejednego miesozercy. 🙂

  • Starając się odpowiedzieć na (pewnie retoryczne 😉 pytanie z tytułu postu – myślę że dieta idealna istnieje, tyle że dla każdego oznacza to co innego 🙂 Super że masz takie zdrowe podejście, które zresztą jest mi znane nie od dziś i dobrze że o tym piszesz! Może to podstawy, ale za to jak ważne. Ja wiele zmieniłam na lepsze jeśli chodzi o żywienie, dzięki ciąży i dzięki Tobie 🙂 Wiele razy zainspirowałaś mnie do spróbowania czegoś, albo przeciwnie – do wykluczenia. Na przestrzeni ostatnich kilku lat mój styl żywienia zmienił się diametralnie, a ja ciągle odkrywam co jeszcze mogę robić żeby było lepiej. Dążę do ideału i wierzę że taka idealna dla mnie dieta istnieje, muszę ją wypracować. Takim jednym z czynników, o których w ogóle nie myślałam a okazał się wspaniale sprawdzać było odstawienie mięsa. Doszłam do tego po 30 latach życia, bez żadnych nacisków, wpływów etc. Po prostu zaobserwowałam (na co też zwracasz uwagę i co moim zdaniem stanowi klucz do odżywiania dobrego dla siebie i w zgodzie z potrzebami organizmu), że mięso w ogóle mi nie smakuje, nie potrzebuję go. Coraz lepiej idzie mi zastępowanie go, ponieważ wciąż karmię piersią, zależy mi żeby dostarczać sobie a przez to dziecku wszystkich potrzebnych składników. Ale też cieszę się, że w porę odkryłam zdrowe jedzenie, wierzę że moja córeczka przyzwyczajona od maleńkości do przeróżnych kasz i warzyw, nie będzie potem miała problemu z tego typu jedzeniem. A jak patrzę jak smakuje jej batat czy avocado, to aż kipi we mnie ze szczęścia 🙂
    Oczywiście inna sprawa u osób z chorobami, sama odczułam co znaczą i jak upierdliwe w życiu codziennym są problemy z cukrem (które miałam w ciąży). Z drugiej strony to też dzięki temu bardzo ograniczyłam słodycze i dziś nie potrzebuję ich już w ogóle (może to też fajny temat na post? wielu ludzi jest cukro-uzależnionych).
    Przydługi ten komentarz i może trochę chaotyczny, ale musiałam się uzewnętrznić pod tym postem na bliski mi temat 🙂

    • Dziękuję, że się rozpisałaś 🙂 cieszę się, że mogłam choć troszkę przyczynić się do tych dobrych zmian u Ciebie <3 co do słodyczy to pisałam kiedyś post jak zrezygnować ze sklepowych słodyczy http://lifemanagerka.pl/2014/04/zrezygnowac-sklepowych-slodyczy/ i w sumie trudno mi dodać do tego coś mądrzejszego. U mnie jakoś zmiana diety naturalnie wpłynęła na to, że nie mam tak dużej potrzeby spożywania słodkiego smaku jak kiedyś. Nadal jem słodycze (domowe), ale już w znacznie mniejszej ilości.
      Super, że Mała lubi takie zdrowe rzeczy <3 wyobrażam sobie jak to musi cieszyć, ja też się cieszę jak Luna (lol, znowu to robię 😉 porównuję psa z dzieckiem) zajada się marchewką czy gruszką 😀

      • Pamiętam ten wpis 🙂 rzeczywiście trudno wiele więcej powiedzieć.. najprościej jest przestać kupować 😀 ja nie do końca mogę, bo mój małżonek życia bez słodyczy nie widzi, ale ostatnio próbuję go indoktrynować i robić domowe zamienniki. Póki co idzie ciężko, on uważa że to niesłodkie. Nic dziwnego jak przywykł do tony cukru w jednym wafelku. Chyba kupię książkę Moniki Mrozowskiej, żeby mieć więcej inspiracji pod ręką. Mam ambicje żeby takie słodycze zaczęły mu smakować 🙂
        A porównywanie psa do dziecka no to cóż. Jest nieuniknione, to naprawdę niesamowite jak te istoty są do siebie podobne pod pewnymi względami 😀 a i Lunasek to takie Wasze dziecko, więc wcale mnie nie dziwi jak cieszysz się kiedy zajada zdrowe rzeczy!

  • Aga, moze ten link bedzie Ci w jakis sposob pomocny, jest tam poruszony temat zarowno insulinoodpornosci jak i problemow skornych:
    http://pawelwator.blogspot.co.uk/2015/06/dieta-kinaza-mtor-tradzik.html#more
    I jeszcze ten:
    http://pawelwator.blogspot.co.uk/2014/02/tradzik-modzienczy-jak-zapobiegac-dieta.html
    Zastanawiam sie czy slyszalas o medycynie funkcjonalnej i jesli tak, to co o niej myslisz.

  • Agnieszko, bardzo fajnie i rozsadnie to napisalas, nie ma jedej drogi dla wszystkich, kazdy ma swoja wlasna droge, we wszystkim. Chyba najlepiej wsluchac sie w swoj organizm i robic to, co robi mu dobrze. Pozdrawiam serdecznie Beata

  • May

    Dokładnie! Sama już się przekonałam, że trzeba znaleźć to, co dla nas jest najlepsze. Ja np mogę zjadać sporo słodyczy, a dolegliwości różnej maści pojawiają się u mnie po spożyciu pszenicznych produktów. Tak, wiem, w słodyczach też sporo pszenicy, ale dopóki jem czekoladę, to wszystko jest ok. Kanapka z jasnym pieczywem? = wielki brzuch; Mąka? = bóle+wielki brzuch. U siebie zaobserwowałam też ciekawą przypadłość – jeżeli schudnę w krótkim okresie, bo nie jem/jem mało (wiem, jakie to niezdrowe, ale nigdy nie robię tego celowo, po prostu kiedy się stresuję to nie jestem w stanie myśleć o jedzeniu), to wcale nie mam później efektu jojo po powrocie do poprzednich nawyków żywieniowych. To tylko dwa dowody na to, że każdy reaguje inaczej na dany sposób odżywiania, a na pewno znalazłoby się ich wiele więcej.

    Szkoda, że nie rozumiałam tego 10 lat temu, kiedy zaczynałam wielkie przygody z odchudzaniem 🙂 Ale lepiej późno, niż wcale 😉

  • I właśnie dlatego wszelkiego rodzaju diety-cud są, delikatnie mówiąc, złe! Jedzenie to indywidualna sprawa każdego człowieka, zależna od upodobań i potrzeb, różnego rodzaju ewentualnych alergii i schorzeń oraz przekonań, wyznawanych wartości (wegetarianizm, weganizm) i prowadzonego trybu życia (inne zapotrzebowanie kaloryczne ma przecież osoba pracująca za biurkiem, a inne człowiek przebiegający w ciągu tygodnia 20-30 kilometrów). Dobrze to ujęłaś – najlepiej przyjrzeć się sobie i dostarczać organizmowi odpowiednie ilości odpowiedniego pożywienia w regularnych porach. Oczywiście klasyczne prawdy w rodzaju „dużo warzyw, regularne posiłki, stawianie na sezonowe produkty” są niezmiernie ważne. Ale już ostateczne poprawki (tak aby dieta była „szyta na miarę”) najlepiej samemu sobie dopasować. Ciało da znak, czy jest ok, czy też nie 🙂

  • w 100% racja! Dieta idealna to dieta dopasowana do danej osoby. A niestety internet aż kipi od przepisów na diety cud, diety idealne, które wzajemnie siebie wykluczają. Osoba początkująca w temacie może poczuć mętlik w głowie (i żołądku:D) od samego czytania! Ja bardzo lubię program whole30, ale uważam, że nie u każdego sprawdi się on tak dobrze jak u mnie. Dlatego w razie wątpliwości lepiej udać się do dietetyka, nisz szukać porad w internetach 🙂

  • baja.g

    Bardzo dobrze to określiłaś, ja również mam podobne zdanie na temat diety/odżywiania. Można zwariować od tych wszystkich „porad”, które wkoło nas atakują (bo w końcu człowiek stwierdza, że nie ma co jeść bo na każdą rzecz się coś znajdzie złego), a które nakazują zdrowe odżywianie a przecież nie dla każdego będą one dobre. Na początku też myślałam, że przykładowo pieczywo pełnoziarniste jest lepsze od białego czy cukier szkodzi i nie powinniśmy nim słodzić to ok, mogę spróbować jakichś zmian, też po niektórych produktach czuję się źle np po nabiale i mleku i wyszło to dopiero niedawno (ciągle obserwuję swój organizm bo nawet lekarze nie potrafią pomóc, bez przerwy tylko leki na objawy) ale nie chcę popadać w skrajności i nie używać czegoś w ogóle, bo zrezygnować z czegoś całkiem wcale nie jest łatwo i taka męczarnia powoduje tylko napady głodu i ciągłe obwinianie się o np zjedzenie pączka. Gdy mam na coś ochotę to po prostu to jem, nie przesadzam z tym i uważam że równowaga nie tylko w sferach żywieniowych ale i innych, jest niezwykle ważna i już nie raz się o tym przekonałam 🙂

  • Świetnie, że jest tyle wpisów od Ciebie 😀 Wiem, że na dłuższą metę pisanie codziennie jest nierealne, mam jednak nadzieję, że i tak w tym roku Twój blog będzie rozkwitał. Dziękuję!

    • Ja też mam taką nadzieję, dziękuję za motywację 😀

  • Bardzo dobry temat, jakiś czas temu pisałam u siebie na blogu o zdrowym rozsądku w zdrowiu wlaśnie;) Zgadzam się z Tobą w 100% jak zwykle zresztą!:) Pozdrawiam!

  • Oj tak, zdrowy rozsądek przy odżywianiu to najważniejsza sprawa 🙂 Ze wszystkich stron jesteśmy atakowani takimi propozycjami, że wybór czegoś odpowiedniego dla nas może być niesamowicie trudny. Byle nie przegiąć w którąś stronę 🙂

  • Wpis nie jest chaotyczny, treść jest przekazana:)
    To o czym piszesz, o znajomosci swojego ciała bo ono wie co jest dla niego dobre, to nic innego jak naturalny system samoregulacji, z którym się rodzimy (jeśli rodzimy sie zdrowi). Jednak z biegiem czasu jeśli dostarczamy swojemum organizmowi subtsancji szkodliwych,toksycznych, w tym także leków (np. antybiotyków), ten mechanizm się rozregulowuje…