Miesiąc dla zdrowia #11 – jak jeść więcej warzyw i owoców?

Chyba nie muszę nikogo przekonywać, że dieta bogata w warzywa i owoce jest zdrowa dla przeciętnego Kowalskiego, czyli dla większości z nas. Choć jedzenie dużej ilości warzyw i owoców nie gwarantuje pokrycia wszystkich niedoborów w diecie (np. witaminy D), to jednak ma to duży wpływ na nasze zdrowie i samopoczucie. Mówi się, że powinno się jeść minimum 5 porcji warzyw i owoców dziennie, przy czym za porcję uznaje się mniej więcej 1 sztukę lub około szklankę danego produktu. Kiedy się nad tym zastanowimy, zdajemy sobie sprawę, że to wcale nie takie proste. Wiele osób za 1 porcję uznaje plasterek ogórka lub pomidora na kanapce… A to w porównaniu z naszym zapotrzebowaniem jest prawie nic!

JAK_JESC_WIECEJ_WARZYW

U mnie największą przeszkodą w spożywaniu owoców i warzyw była związana z tym logistyka… A konkretnie dwa problemy:

  • kupowałam warzywa pod konkretny przepis i jeśli z jakiegoś powodu nie mogłam go zrealizować (bo nie miałam czasu lub brakowało mi jakiegoś składnika), często doczekiwały one swojego rozkładu… 
  • trudno robić zapasy warzyw i owoców, trzeba kupować je w miarę na bieżąco, a na to nie zawsze jest czas… Z kolei kupienie większej ilości najczęściej kończyło się tym, że połowa szła do wyrzucenia… Z prostej przyczyny – zostawiałam je na później, aby na pewno wystarczyło do kolejnych zakupów, a potem okazywało się, że nie nadają się już do jedzenia.

Od kiedy poprawiła się infrastruktura sklepowa w naszej okolicy, zaczęliśmy robić zakupy mniejsze i częściej. Przy tej okazji robimy całkiem spore zapasy świeżych produktów roślinnych, a potem jak najszybciej je zjadamy (tego działania kiedyś nam brakowało i dlatego ciągle ponosiliśmy straty). Kiedy zapasy się kończą, mój kochany mężczyzna jest tak miły, że grzecznie uzupełnia je na bieżąco ;).

I kolejna sprawa, która poprawiła sytuację – rzadko robię coś według konkretnego przepisu. Zużywam po prostu to co mam w domu… Nawet jeśli jakimś przepisem się inspiruję, nie rezygnuję z wykonania go kiedy brakuje mi jednej rzeczy (chyba, że jest ona kluczowa).

I to jest mój „tajemny” sposób jak jeść więcej warzyw i owoców – trzeba je po prostu kupować, a potem grzecznie zjadać kiedy jeszcze się do tego nadają ;). Owszem, nadal zdarzy mi się zapomnieć o jakimś samotnym buraku czy batacie, ale pracuję nad tym. 

IMG_1135

No dobra, ale jak je zjadać? Oto kilka moich spostrzeżeń i patentów, dzięki którym jem więcej warzyw i owoców niż kiedyś. 

  1. Robę jak najwięcej sałatek, ale tak jak wspomniałam – niekoniecznie według przepisów! Brak jakiegoś składnika często demotywuje, bo rzadko ma się ochotę iść do sklepu po jednego pomidora czy pestki dyni. Ja prawie codziennie robię sałatkę z warzyw, które akurat mam w domu. Większość z nich naprawdę świetnie się ze sobą komponuje. Solidna micha sałatki może liczyć się jako co najmniej 2 porcje warzyw 🙂
  2. Mam nawyk zaczynania dnia od jakiegoś owocu lub najlepiej sałatki owocowej. Czasami to tylko jabłko i banan lub pomarańcza, ale po dodaniu do tego różnych zdrowych dodatków (orzechy, siemię lniane, pestki dyni i słonecznika, wiórki kokosowe, olej kokosowy), robi się coś naprawdę przepysznego! Miska sałatki jaką zjadam to ok. 2-3 szklanki pokrojonych owoców. Nie jest to dla mnie może super zdrowe (o tym później), ale nie stosuję tego codziennie. Poza tym jest to mój świadomy wybór, który póki co przynosi mi wyraźne korzyści w postaci świetnego samopoczucia.
  3. Owoce dodaję też oczywiście do owsianki, komosanki czy budyniu jaglanego, czyli do mojego standardowego śniadania.
  4. OLBRZYMIM ułatwieniem w robieniu sałatek są gotowe miksy sałat, dostępne np. w Biedronce. Mogą poleżeć w lodówce kilka dni, a potem wystarczy do garści takiego miksu dodać jedno czy dwa warzywa, lub nawet sam dressing i sałatka gotowa.
  5. Jeśli robię sobie kanapki i kładę na nich plasterek ogórka czy pomidora – staram się zużyć całe to warzywo zjadając je tak jakby poza kanapką.
  6. Wykorzystuję potencjał warzyw strączkowych. Wege burger, falafel, hummus czy smalec z fasoli to też warzywne danie. 
  7. Dobrze jest wyrobić sobie nawyk spożywania zdrowej przekąski w postaci warzyw i owoców np. podczas oglądania TV lub pracy przy komputerze. Ja w drugiej połowie dnia stawiam na warzywa i wtedy szykuję sobie w ten sposób np. ogórki, paprykę, kalarepę, czasami dorzucam parę oliwek. Przekonałam się też do chipsów z jarmużu! I teraz wiem, że za pierwszym razem one mi po prostu nie wyszły. Nauczyłam się je przyrządzać i teraz wcinam je o wiele chętniej. Taką przekąską może być też ugotowany bób lub groszek, albo upieczona z przyprawami cieciorka (uwielbiam!).
  8. Soki i koktajle to oczywiście też dobre sposoby na spożycie warzyw i owoców, ale nie powinno nam to zastąpić jedzenia sałatek (z powodów o których wspominam później). I o ile robienie soków bywa upierdliwe (a przynajmniej ja mam taką sokowirówkę, że na myśl o jej myciu dostaję gęsiej skórki), tak smoothie można zrobić naprawdę w 3 minuty. 
  9. Zakup książki Jadłonomii lub innej opartej na kuchni roślinnej na pewno zmotywuje do jedzenia większej ilości warzyw w przeróżnej postaci 🙂
  10. Posiadanie zamrożonego w porcjach bulionu bardzo ułatwia życie. Kilka dni temu podczas zakupów skusił mnie brokuł, na który za bardzo nie mam w tej chwili ochoty i pomysłu, a jego dni są już policzone… Planuję więc ugotować go w bulionie razem z jakąś podsmażoną cebulką i czosnkiem, a następnie zmiksować na zupę krem.
  11. Jest jeden absolutnie niezawodny sposób jak zacząć jeść więcej warzyw i owoców. Trzeba ograniczyć mięso, wtedy nie ma się wyjścia ;). 
  12. Niech żyją mrożonki! Strata wartości odżywczych podczas mrożenia nie jest tak duża, aby można było demonizować te produkty. Posiadanie mrożonych miksów warzyw to jeden z niezawodnych sposobów na ekspresowy obiad oparty na warzywach. Można dodać je do risotto, do makaronu, usmażyć na patelni, ugotować na parze… Możliwości jest wiele, a posiadanie mrożonek uratowało mnie już nie raz, kiedy nie miałam czasu lub ochoty na dłuższe gotowanie. 

IMG_0663

Na końcu jeszcze kilka sposobów, które ja stosuję aby wycisnąć maksimum właściwości z warzyw i owoców. 

  1. Spożywam je z dodatkiem tłuszczu, który umożliwia wchłanianie witamin A,D,E i K. 
  2. Dużo mówi się o niełączeniu ogórków zielonych z pomidorami, ale jak to chyba w każdej kwestii dotyczącej zdrowego odżywiania – zdania są podzielone, od Was zależy w co wierzycie. Jeśli faktycznie obawiacie się, że zawarta w ogórku zielonym askorbinaza niszczy witaminę C, to nie powinniście łączyć tego warzywa również z innymi warzywami, przede wszystkim z bardzo bogatą w witaminę C papryką. No i co najważniejsze – połączenia te raczej nie będą szkodliwe, a tylko mniej wartościowe niż gdyby spożywać te warzywa osobno. 
    Ja w sałatkach zamiast ogórka zielonego dodaję zazwyczaj surową cukinię. Bardzo ją lubię, a poza tym nie posądza się jej o takie działanie jak ma ogórek. 
  3. Staram się nie wylewać witamin do zlewu. Warzywa do sałatek i obiadu zdecydowanie lepiej gotować na parze niż w wodzie. Można też je upiec, ale moim zdaniem to zajmuje za dużo czasu. Ja gotuję w specjalnym garnku z nakładką na gotowania na parze i bardzo sobie chwalę to rozwiązanie. Warzywa staram się też gotować al dente, aby niepotrzebnie nie zwiększać ich indeksu glikemicznego.
  4. Jak już wspominałam wcześniej – przemawia do mnie teoria, że owoce ze względu na swój ekspresowy czas trawienia powinny trafiać do żołądka jako pierwsze. Wtedy nie mieszają się z innym pokarmem, bardzo szybko się trawią i co za tym idzie – lepiej się wchłaniają, a organizm z łatwością czerpie korzyści z ich spożywania. Co więcej – w takiej sytuacji owoce nie gniją i nie fermentują w żołądku, więc nie powodują np. wzdęć i innych dolegliwości ze strony układu trawiennego. Istnieją też jednak teorie mówiące o tym, że owoców absolutnie nie można spożywać na czczo. Jedna z nich odnosi się do insulinooporności – owoce spożywane jako pierwszy posiłek powodują gwałtowny wzrost cukru i co za tym idzie wyrzut insuliny do krwi… Niestety, mój organizm jest zwolennikiem pierwszej teorii. Po zjedzeniu owoców na deser czuję się ociężała. Może to kwestia psychiki i wyobrażeń na temat tego co dzieje się w moim żołądku… Ale póki moje wyniki badań są niezłe, zamierzam trzymać się wersji z jedzeniem owoców przed posiłkiem. Macie jakieś spostrzeżenia dot. swojego organizmu w tej kwestii? Jestem bardzo ciekawa!
  5. Sałatki to według wielu teorii jeden z najlepszych sposobów na spożywanie owoców i warzyw, bo nie niszczymy zbyt wielu składników odżywczych podczas ich obróbki… A dodatkowo nie zwiększamy ich indeksu glikemicznego poprzez np. gotowanie czy miksowanie na koktajl. Zachęcam aby eksperymentować i dodawać do sałatki warzywa, które rzadko jada się na surowo, np. kalafiora lub cukinię. Dodatkowo do sałatki często dodajemy tłuszcz, co ułatwia nam wchłanianie witamin rozpuszczalnych w tłuszczach. Przygotowanie sałatki z pierwszych lepszych warzyw znalezionych w lodówce zazwyczaj zajmuje ok. 5-10 minut, więc wymigiwanie się od tego to czyste lenistwo, a nie brak czasu (co mnie oczywiście też się zdarza :D). 

No i wreszcie – czy warzywa i owoce z supermarketu są coś warte? Czy trzeba kupować ekologiczne? 

Nie dalej jak wczoraj w przeglądzie tygodnia poleciłam artykuł na ten temat… Ale może przybliżę moje stanowisko. Z pojęciem „parszywej dwunastki” najbardziej zanieczyszczonych warzyw i owoców po raz pierwszy spotkałam się w książce „Antyrak”. W pierwszej chwili się przejęłam, ale po chwili do głosu doszedł rozsądek – przecież tam jest mowa o rynku amerykańskim, gdzie cały ten przemysł funkcjonuje jednak nieco inaczej. Nie raz podglądając na YouTube życie Polaków mieszkających w Stanach słyszałam, że mają spory problem z tamtejszymi owocami i warzywami, gdyż ewidentnie są one gorszej jakości niż te, które znają z Polski. U nas już sam smak tych produktów świadczy o tym, że nie jest tak źle. Chociaż oczywiście nie można generalizować. Nie raz zdarzyło nam się kupić w Biedronce paprykę, która tak waliła środkami chemicznymi, że nie dało się jej jeść. Również po błyszczących od wosku jabłkach widać, że ta żywność jest w jakiś sposób „ulepszana” czy też „konserwowana”. Dotyczy to przede wszystkim produktów importowanych, które muszą przebyć długą drogę zanim trafią do naszej kuchni. Dlatego to oczywiste, że to zupełnie nie to samo co zerwanie owocu prosto z drzewa. Choć ja akurat za super hiper ekologicznymi jabłkami prosto z drzewa nie przepadam, bo nie lubię mięsa ;). 

ALE jestem za tym aby nie popadać w paranoję. Tym bardziej, że nie tak łatwo jest przestawić się wyłącznie na produkty ekologiczne. Chociażby dlatego, że warzywa i owoce z etykietą EKO/BIO/Organic bywają nawet 3 razy droższe. I jako że kupując je przez kooperatywy dochodzi kolejny problem z logistyką, póki co nie próbowałam tej formy robienia zakupów. Ale nie ukrywam, że chciałabym większość roślinnej żywności pozyskiwać właśnie w ten sposób, tzn. bezpośrednio od rolników. Latem jest to znacznie prostsze niż zimą, bo częściej bywam u rodziny na wsi, a i na bazarku wtedy prościej dostać produkt prosto z ogródka… No właśnie, bazarki – są lepsze od supermarketów, ale to wciąż warzywa z giełdy, a nie kupowane przez nas prosto od dostawców. Rolnicy sami często mówią, że nie jedzą swoich warzyw i owoców przeznaczonych na sprzedaż, gdyż są one pielęgnowane w inny sposób niż te w przydomowym ogródku. Trudno się dziwić, kto ma rodzinę na wsi ten pewnie wie, jak trudno jest coś wyhodować w 100% ekologicznie… 

Podsumowując – jeśli kogoś stać na wyłącznie ekologiczne zakupy to super, dobrze dla niego. Jeśli ktoś nie do końca może sobie na to pozwolić i stoi przed wyborem – warzywa i owoce w jakiś sposób zanieczyszczone albo żadne, to DLA MNIE wybór jest oczywisty. Owoce i warzywa w diecie muszą być. A z tymi naszymi polskimi nie jest aż tak źle, aby można było traktować je jak truciznę (w podlinkowanym wyżej artykule są badania na ten temat).

Uffff, wyszedł post-kobyła, ale dla mnie to ważna kwestia, bo jak niejednokrotnie wspominałam – moja dieta niemal w całości składa się z produktów pochodzenia roślinnego i warzywa i owoce odgrywają w niej ważną rolę. Jeszcze jakieś 2-3 lata temu nie jadłam ich tyle co teraz… Aktualnie jestem spokojna, że pokrywam dziennie zapotrzebowanie. 

Jeśli Wam też udało się dokonać zmiany na tej płaszczyźnie, podzielcie się swoimi patentami na to w komentarzach 🙂


Kategorie: Odżywianie

W dużym skrócie - freelancerka, pasjonatka zdrowego i uważnego stylu życia, miłośniczka Warszawy, psów i kuchni roślinnej. LifeManagerka.pl to blog lifestylowy, którego tematem przewodnim jest szeroko pojęte, umiejętne zarządzanie swoim własnym życiem. Począwszy od odpowiedniego odżywiania i regularnej aktywności fizycznej, poprzez rozwój osobisty, a skończywszy na licznych detalach, które czynią nasze życie lepszym, prostszym i szczęśliwszym.

  • Moi rodzice od dziecka uczyli mnie, że warzywa to coś dobrego. Pewnie dlatego z dzieciństwa mam niejedno zdjęcie, na którym wcinam pomidora i to nim jest ubrudzona, a nie pączkiem czy lodem 😉 Zdrowe nawyki wprowadzone od małego mają bardzo duże znaczenie. Ja sobie nie wyobrażam obiadu bez warzyw, bez surówki – one muszą być. Tak samo jak kanapki: sałata, pomidor, ogórek, papryka to baza – potem decyduje czy dodać ser lub wędlinę 🙂 Niestety mam wrażenie, że u nas w kraju, ze względu na przeszłość, jest zbyt duży kult mięsa i to ono ma pierwsze miejsce w rankingu :/

    • Agnieszka Suchocka

      Zostałam wychowana tak samo i dla mnie to było normalne. Potem w miarę
      dorastania i poznawania innych ludzi doznawałam szoku. Moi rówieśnicy za
      oczywiste uważali, że w domu są chipsy, cukierki i zupki chińskie, a
      jak pojawiały się banany czy pomarańcze to święto w domu. Na studiach z
      kolei nie mogłam uwierzyć, że ktoś nazywa kanapką posmarowany margaryną
      biały chleb z mielonką. Do dziś pamiętam jak podczas mojej kolacji wpadł
      kolega spojrzał na mój talerz i powiedział „jakie ŁADNE kanapki”.

      • Miałam podobnie jak zamiast kanapek na studia przynosiłam pojemniki z sałatkami, a kolega pytał „nie szkoda ci czasu na szykowanie?”. A dla mnie to było szybsze danie niż te jego suche kanapeczki 😉

  • Ola

    A może portale w stylu lokalnyrolnik i odbiór w kawiarni nieopodal domu? 🙂

    • Przymierzam się już od kilku miesięcy, póki co założyłam konto i obserwuję 😀 stąd wniosek, że ceny eko warzyw i owoców są czasami 3 razy wyższe 😉

      • Ola

        Ja czasem kupuję i odbieram na Ursynowie ale zazwyczaj na dołku. Ceny podobne 😉

  • U mnie podobnie, jak u Ciebie – na zwiększenie ilości warzyw i owoców w diecie wpłynęło ograniczenie i rezygnacja z jedzenia mięsa 🙂 I nawet teraz, gdy mięso w niewielkich ilościach, 1, czasami 2 razy w tygodniu pojawia się na moim talerzu, to i tak owoce i warzywa królują. A na kanapki kładę tyle plastrów pomidora, żeby zjeść go w całości 🙂

  • Post idealny dla mnie 🙂
    W weekend kupiłam brukselkę z myślą o zupie, ale tak odkładam jej zrobienie, że nie wiem, czy doczeka się spożytkowania…
    Chciałabym wprowadzić system 2 zup tygodniowo, 2 dań mięsnych i 2 dań warzywnych, zobaczymy co z tego wyjdzie 😉 Na ten tydzień mam tę nieszczęsną brukselkową (choć nie wiem jak to wyjdzie, bo nigdy nie jadłam, ani nie próbowałam) i barszcz. Dodatkowo leczo. Zobaczymy czy to przejdzie 🙂

  • Moj maz ma problemy z zoladkiem, jesli zje owoce po posilku, dlatego je owoce tylko na czczo. W szczegolnosci zauwazyl ten problem w przypadku cytrusow. Nie wiem, czy teoria a propos trawienia jest prawdziwa, ale w jego przypadku chyba sie sprawdza.

  • Acha, my jemy duzo wiecej warzyw od kiedy zawsze na kolacje jest zupa – bez chleba, bez miesa, bez nabialu, same warzywa i przyprawy. Pycha!

  • Super wpis! 😉 Jestem na etapie przemyśleń i zapisków, co zmienić w swoim jadłospisie, bo wyhodowałam sobie dodatkowe kilogramy. U mnie minusem dużym jest to, że warzywa wykorzystuję głównie do obiadu, a owoce codziennie, ale nie w przesadnych ilościach. Mam zamiar rozpisywać menu na cały dzień, bo dużo łatwiej będzie mi wtedy zwrócić uwagę na to, co gdzie dodać, żeby trochę to wszystko zbilansować. Dodaję wpis do zakładek, bo bardzo mi się przyda 😉

  • U mnie jest z tym dobrze, choć nie idealnie. Chyba odstawienie mięsa nie miało aż takiego wpływu, choć jakiś na pewno. Też dużo testuję, właśnie m.in z Jadłonomii. Mój ostatni hit to pasta z pieczonego czosnku i białej fasoli, doskonała właśnie do świeżych warzyw (uwielbiam z selerem naciowym). Ale teraz co rusz odkrywam jakieś hity 😉 owoce na śniadanie, bo jakoś tak naturalnie.. czasem jabłko albo banan po treningu (ale wtedy też jestem długo po jedzeniu). Ja wierzę w tą teorię o kiśnięciu w żołądku 😉
    Co do warzyw i owoców EKO, podsłuchałam kiedyś rozmowę pana który wykładał towar w sklepie z jakąś panią, która zastanawiała się czy wziąć jakieś warzywo „zwykłe” czy eko. On jej zrobił wykład niemalże na ten temat, twierdząc że pracował w wielu krajach UE, gdzie wszystko jest uregulowane, są ściśle określone normy itp. Mówił że u nas to śmiech na sali i producenci liczą sobie czasami 3x tyle za dokładnie tą samą rzecz która nie jest EKO. Ten droższy produkt różni się tylko zachęcającą naklejką z tym napisem.. Nie wiem ile w tym prawdy. Sama kupuję na bazarku, może to też nie są super hiper EKO owoce i warzywa, ale przynajmniej wyglądają świeżo i apetycznie (niekoniecznie dlatego że są „nawoskowane”;) po prostu dbają o to, żeby towar był przeglądany na bieżąco i zostaje tylko to co nadaje się do kupienia). Natomiast w moim sklepie osiedlowym to aż przykro patrzeć. Wszystko podgnite, zwiędnięte, masakra… W ogóle nie wchodzę na ten dział bo mi się smutno robi!
    Jeszcze jedna kwestia to właśnie logistyka.. z tym też coraz lepiej, bo wyrzucałam za dużo. Czasami miałam ambitny plan coś zrobić, ale Zosia skutecznie go niweczyła. I tak leżało i wiadomo jak się kończyło. Teraz bardziej mierzę siły na zamiary i jest lepiej.
    Te miksy sałat rzeczywiście są super. A dla mega zabieganych fajną opcją są sałaty z dodatkiem np. mozzarelli, pomidorków koktajlowych, z grzankami i sosem. Do tego ostatniego byłam bardzo sceptycznie nastawiona a spojrzałam w skład, że to oliwa z oliwek i oregano (faktycznie tak smakowało). Tak że lepsze to na szybko do pracy niż jakaś buła albo co gorsza nic 🙂

  • Dzięki za ten post. Uswiadomilam sobie że jem bardzo malo warzyw. Na szczęście mam rodzinę na wsi i latem bardzo często dostaję warzywa i owoce a nawet jajka od szczesliwyxh kur. Babcia rowniez zwróciła mi uwagę, ze obecnie jemy bardzo mało kiszonek ktore eowniez sa zrodlem witamin zwlaszcza w sezonie zimowym.

  • Świetny, merytoryczny post do którego właściwie trudno coś dodać. Koktajle są mistrzostwem świata! Nawet na mieście ostatnio staram się je pić maksymalnie często, zamiast kawy czy lemoniady.

  • Ania_S

    Owoce i warzywa to moja ulubiona żywność, więc nie mam problemów z jedzeniem ich w dużej ilości (chyba, że nie mam czasu).
    Warzywa gotuję na parze na zapas i potem w tygodniu mieszam w lunch box’ach z kaszą, oliwkami itp. Codziennie jem też surową marchewkę i ugotowanego buraka 😉 Chleb jem rzadko, ale jak już robię kanapki to zawsze z warzywami (albo z owocami – ostatnio np. z masłem z nerkowców i suszonymi figami :D), często robie pasty ze strączków lub wege pasztety.
    Owoce najbardziej lubię jeść luzem, dodaję też do owsianki czy placków. A co do ich jedzenia na czczo, to mi także nie szkodzą i myślę, że wtedy więcej składników się z nich przyswoi, ale na szczęście w połączeniu z innymi produktami trawią mi się bez problemu (mój podwieczorek nie byłby kompletny bez jabłka i czekolady, do tego jem inne rzeczy i nie czuję się ociężała, choć też czasem myślę o tym, co się wówczas dzieje w moim żołądku :)), z tym że nie mieszam ich raczej z innymi produktami w daniu, tylko najpierw zawsze jem owoc, a po chwili resztę.

  • U mnie zadziałało planowanie menu na cały tydzień. Staram się, żeby dania w danym tygodniu były do zrobienia z podobnych składników. Wtedy wiem, że jeśli nie wykorzystam warzyw do curry czy chilli, to zrobię z nich farsz do tortilli czy sos do lasagne. Do tego w szafkach zawsze mam jakieś suche strączki i puszki z gotowymi. Szybko da się z nich wyczarować coś fajnego 🙂

    • Planowanie menu to świetna opcja, choć nie u każdego się sprawdza. Mój tryb życia jest zbyt nieregularny, zdarza mi się spontanicznie jadać posiłki poza domem (np. u mamy) i już kiedyś tak miałam, że jak próbowałam je planować, to jeszcze więcej się marnowało. Ale u wielu osób to rozwiązanie doskonale się sprawdzi, czego sama jesteś przykładem 🙂

  • Mnie się rodziny, niestety, nadal nie udaje przekonać do większej ilości warzyw. Panuje przekonanie, że oni to nie zwierzęta. A co do tych EKO owoców i warzyw, sprzedanych na ryneczkach. Akurat mam znajomych w tej branży i często to tylko chwyt marketingowy. Wiele osób sprzedające w takich miejsca kupuje warzywa i owoce w tych samych miejscach co duże sklepy, robiąc nas w balona. Nie mówię, że wszyscy. Poza tym te produkty są dla mnie zbyt idealne. Jabłka bez takich czarnych plamek? (Nie wiem jak to się fachowo nazywa.) Wiem, że te nowe odmiany trzeba pryskać, aby w ogóle był owoc, ale za idealny wygląd oznacza dużo chemii i to bez względu na to, gdzie to jest sprzedawane.

  • Uwielbiam owoce oraz warzywa i nie wyobrażam sobie mojej diety bez nich!
    A co do ego kupowania warzyw ekologicznych/organicznych. Uważam, że wszystko z umiarem. W Stanach owszem kupowałam najcześciej wszystko to co organiczne, ale to dlatego, że nasłuchałam się jakimi truciznami są pryskane rzeczy nie-organiczne. Oni tyle rzeczy eksportuja ze musza jakos zabezpieczyc te owoce/warzywa przed zapsuciem sie podczas transportu, stad wszystko wyglada na super zdrowe/duże i nie psuje się po dwa tygodnie;) Polska tyle nie eksportuje, dlatego kupujac polskie owoce czy warzywa jestem spokojniejsza, poniewaz jestem pewna, ze maja o polowe mniej chemikaliow niz te amerykanskie. No i smakują oraz jak owoce a nie jak styropian ;))))

  • Natalia Kida

    Właśnie zrobiłam pierwszy raz Twoje „batoniki” kokosowe z przepisu na Zdrowomanii… Piszę batoniki w cudzysłowie, bo po zblendowaniu masy spróbowałam jej łyżką i przepadłam. Boże, to jest takie proste a takie dobre! 😀 Można jeść nawet w formie kremu, kiedy dopadnie człowieka smaczek na słodkie. Upłynniłam to tylko odrobiną wody, bo mój blender nie dawał rady. Kolejna porcja w lodówce, tym razem doczeka swojej planowanej formy 😛

    • W połączeniu z czekoladą są jeszcze lepsze 😀 też ostatnio je robiłam i wyrzucałam sobie, że robię za rzadko 😉

  • U mnie w domu po prostu sprawdza się „ułańska” fantazja 😉 To znaczy robię zapasy warzyw – żeby mieć w razie czego coś na rosół, coś na gulaszopodobne dania, coś do kanapek i coś do codziennych sałatek do pracy. To „coś” wygląda różnie w zależności od zasobów targu i pory roku, a potem w kuchni miksuję dowolnie i mieszam 😉
    Co do eko warzyw i owoców, to muszę takie kupować na co dzień dla klientów, dla których gotuję. I moje spostrzeżenia są takie, że za większość owoców i warzyw nie warto przepłacać. Warzywa i owoce dla siebie kupuję w większości na targu, od sprawdzonych dostawców, ale bez certyfikatów eko. I nie ustępują one smakiem tym eko. Rzodkiewka, pietruszka, pomidory, cytrusy, ziemniaki – tu widzę przewagę produktów eko. W sezonie jeszcze natka, szczypior i koperek. Ale poza tym uważam, że certyfikat eko nie jest gwarantem smaku ani nie daje nam od razu więcej zdrowia i witamin 😉 Także sama nie daję się zwariować i ponieważ nie stać mnie na np. cukinię za 28 zł za kilogram, jem te trochę „gorsze” warzywa.

    • Fajnie, że napisałaś, bo właśnie byłam ciekawa opinii osób, które miały okazję jakoś odczuwalnie porównać różne warzywa w wersji eko i „gorszej” 🙂

  • Mrugacza

    Powiem Ci, że ten cykl postów u Ciebie coraz bardziej mnie wciąga 😉 Poruszasz ważne i ciekawe tematy, te lżejsze i nieco trudniejsze. Dzisiejszy wpis bardzo mnie zaciekawił bo ostatnio to bardzo bliski mi temat. Od niedawna jakoś bardziej przyglądam się temu co ląduje w moim koszyku w biedronce i z niemałą satysfakcją zauważam przewagę roślin 😉

  • Agnieszka Suchocka

    Z fragmentem „…warzywa i owoce w jakiś sposób zanieczyszczone albo żadne, to DLA MNIE wybór jest oczywisty…” zgadzam się w 100%. Jem bardzo dużo owoców i warzyw, ale głównie kupuję je w osiedlowych sklepach lub marketach. Nie raz ubolewałam nad tym, że nie są one rewelacyjne, ale za każdym razem wybieram z tego co jest dostępne to co najlepsze. Latem pojawiają się rolnicy ze swoimi straganami i wtedy kieruję się ku nim mimo, że płacę odpowiednio drożej. Nawet jeżeli wybiorę się w daleką wyprawę w zaufane miejsce to nie jestem w stanie zrobić takich zapasów, aby wystarczyły do kolejnego wyjazdu ponieważ się zepsują.

  • Ola

    Z przyjemną ciekawością przeczytałam ten wpis 🙂

    • Cieszę się, bo trochę długi wyszedł 🙂

  • Goszcz

    Dla mnie najważniejsze, żeby jeść warzywa, jest to, o czym wspomniałaś – muszę po prostu sporo ich kupić 😉 Wtedy je zjadam choćby dlatego, żeby się nie zmarnowały. A ile pomysłów na potrawy się pojawia 😉

  • Akurat z tym nie mam problemu mogę jeść warzywa kilogramami 🙂

  • Magdalena

    Ważne jest to aby nie popaść również w drugą stronę tej pułapki zdrowej żywności, czyli ortoreksji. Może nie jest to słyszane tak jak np. anoreksja, jednak choroba jest podpisywana pod zaburzenia odżywiania z którymi po części ja się zmagam znaczy dobrze, że po części, jednak czasami już serio przesadzam z tym co tknę, a czego nie.

  • Spotkalo mnie to szczęście, że od dzieciństwa miałam dostęp do dobrej jakości owoców i warzyw z działki rodziców i od wujka ze wsi. Doceniam to tym bardziej teraz, bo wiem czego szukać na stoiskach z owocami i na bazarkach i nie tak łatwo mnie oszukać i nabrać np na wypolerowane i nawoskowane jabłka, proste jak szprycha od roweru marchewki (a w zasadzie marchewy) chiński czosnek czy drugiej świeżości ogórek wygladajacy dobrze jedynie dzięki niskiej temperaturze w której sie znajduje.

  • U mnie także niezawodnie sprawdzają się sałatki, dania jednogarnkowe warzywne, koktajle i owoce „do ręki”;)

  • Uwielbiam przyrządzać jedzenie, lubię warzywa i owoce, wprost przepadam za sałatkami – ale jak pomyślę, że te wszystkie porcję mam tachać ze sobą do pracy to mi się odechciewa zdrowego żywienia 🙁

  • Michał Kowalski

    A co to za danie jest na drugim zdjęciu? 🙂

    • To na patelni? To taka warzywna potrawka curry… Na parze ugotowałam pokrojone ziemniaki, na patelni podsmażyłam zielone warzywa (cukinia, fasolka szparagowa, okra z puszki), zalałam je przecierem pomidorowym i poddusiłam do miękkości… Na końcu dodałam dużo curry i te ugotowane na parze ziemniaczki… I posypałam ziołami. Dobre było, ale nie ma to żadnej nazwy bo to improwizacja 🙂

  • Bardzo przydatny artykuł! Ostatnio tak się zapuściłam z dietą – słabo mi jak o tym myślę. Spadłaś mi z nieba z tym postem! 🙂

  • Agnieszko czy Ty całkiem odrzuciłaś sery i mleko krowie?

    Racja, warzywa i owoce są bardzo ważne. Poza tym to jest to, co dała nam natura-proste, zdrowe i niezbędne dla organizmu, często nie wymaga obróbki cieplnej. Tylko sie z tego cieszyć i korzystać. Choć do dzisiaj zdarza mi sie rozmawiać z rodzicami, którzy mówią, ze ich dzieci nie lubią ani warzyw ani owoców i nie ma sie co dziwić…skoro w dalszej części wywiadu okazuje sie, ze rodzice ich rownież nie spożywają…

    • Ja u siebie w domu nie jem przetworów mlecznych, ale jak jestem u kogoś na obiedzie i poda mi coś z jakimś serem to nie wybrzydzam.

  • makate

    Moje sposoby na więcej warzyw to: koktajle, sałatka zamiast kanapek (np. na kolację), pasty warzywne (np. zamiast plastra sera), szukanie przepisów na sycące obiady warzywne (tutaj faktycznie przydają się bardzo książki/blogi o kuchni wege).
    A co bym chciała poprawić? Na pewno wiele dobrego zdziałałoby zastąpienie chipsów warzywnymi przekąskami – muszę nad tym popracować! Staram się też, tak jak piszesz, czuwać nad tym jakie warzywa aktualnie są w domu i nie kupować ich za wiele na raz, bo wtedy się marnują – a to mnie bardzo smuci 🙁 No i może wreszcie kupię nakładkę do gotowania na parze.
    A jeszcze z tego o czym piszesz, to jedyna rzecz która u mnie się nie sprawdza, to gotowe mieszanki sałat – jakoś tak szybko się to zapowietrza, psuje i kiepsko wygląda ;/

  • Beata

    Co to za potrawka na ostatnim zdjęciu ? 🙂

    • To taka warzywna potrawka curry… Na parze ugotowałam pokrojone ziemniaki, na patelni podsmażyłam zielone warzywa (cukinia, fasolka szparagowa, okra z puszki), zalałam je przecierem pomidorowym i poddusiłam do miękkości… Na końcu dodałam dużo curry i te ugotowane na parze ziemniaczki… I posypałam ziołami. Dobre było, ale nie ma to żadnej nazwy bo to improwizacja 🙂

  • Jak już nie wiem jak wcisnąć warzywa do diety, to albo robię z nich zupę krem, albo smoothie 😛 Odkąd mam książkę Jadłonomii zjadam ich na pewno więcej 🙂

  • Warzywa mogłabym jeść garściami i najczęściej w ciągu dnia jest to pokarm, który stanowi główną część moich potraw. Z wocami jest różnie, bo mój żołądek nie na wszystkie dobrze reaguje. Ale nigdy nie zrezygnuję z truskawek w sezonie, z jabłek w każdej formie i bananów 😉

  • Przydatny wpis! Sama jakiś czas temu pisałam o tym ile to dokładnie jest porcja warzyw lub owoców, gdyż wiele osób tak jak piszesz w dalszym ciągu ma z tym spore problemy.
    Zaskoczyłaś mnie tą surową cukinią w sałatce. Nie próbowałam nigdy, ale bardzo jestem teraz ciekawa jej smaku 🙂

  • Blog To Wake Up Baby

    Ja planuje od lutego codziennie dbać o owoce i warzywa w mojej diecie, bo jak dotychczas to często o tym zapominam niestety…

  • Genialne rady! Ja bardzo lubię warzywa i owoce we wszelkiej postaci! Ale część podpunktów to dla mnie nowość zupełna, więc się zainspiruję 🙂

  • Pożyteczny wpis. Dziś czytałam że naukowcy zmienili piramidę żywieniową – w nowej piramidzie to właśnie warzywa i owoce są podstawą. Długo trzeba było czekać..
    Przyznaje że na bakier u mnie z warzywami. Owoców natomiast jem dużo. Właśnie ostatnio zaczęłam robić smoothie warzywno owocowe: jabłko, marchewka, troszkę imbiru i karadamonu, woda i gotowe. Pycha i mężowi też smakowało.

  • Świetny tekst Aga! Wyczerpałaś temat w stu procentach! Ja bardzo tęsknię za polskimi ryneczkami mimo, że wiem, że nie zawsze takie super owoce i warzywa dostanę. W Anglii może nie jest aż tak strasznie jak w Stanach, ale z całą pewnością dobrze nie jest. Znaleźć pomidora, który ma jakikolwiek smak graniczy z cudem. Nawet te organiczne są słabe. No i tak jak wspomniałaś wszystko co BIO/EKO/Orrganic jest mega drogie.