Miesiąc dla zdrowia #10 – jak zaakceptować siebie?

Dziś znowu będzie o zdrowiu psychicznym… Lubię sobie czasami pofilozofować ;).

SAMOAKCEPTACJA

To zazwyczaj trochę trwa. Przychodzi z wiekiem, z każdym kolejnym doświadczeniem życiowym… A może znaczenie ma też wychowanie? Trudno mi powiedzieć, kiedyś to uczucie nie towarzyszyło mi zbyt często. Brak akceptacji pewnych moich decyzji ze strony otoczenia potęgował uczucie, że coś jest ze mną nie tak. Naprawdę musiało minąć sporo czasu zanim zrozumiałam, że wszystko jest ze mną ok i mam prawo być sobą. Taką jaka jestem. Introwertyczka, domatorka, łatwo mnie zdenerwować. Dla wielu osób mogę być nudziarą, nie lubię imprez, boję się chodzić po mieście kiedy jest ciemno. Traktuję mojego psa jak pełnoprawnego członka rodziny i bardziej rozczulają mnie szczeniaki niż noworodki. Nie umiem obchodzić się z dziećmi, mojej niespełna trzymiesięcznej bratanicy nawet nie trzymałam na rękach. Jestem fatalna w networkingu, zupełnie nie potrafię się odnaleźć na eventach, na których nikogo nie znam. W pewnych kwestiach jestem ignorantką, a jedną z nich jest polityka, której szczerze nienawidzę. Miewam depresyjne nastroje i lubię raz na jakiś czas się w nich „zatracić” odcinając się od otoczenia i rozmyślając o tym, co w moim życiu jest słabe. Jestem kiepska w „small talk”, a na samą myśl o oficjalnych kolacjach z klientami dostaję wysypki na całym ciele. Są w mojej rodzinie osoby, z którymi totalnie nie znajduję wspólnego języka i już nawet przestałam go szukać. 

Kiedyś miałam do siebie żal o to wszystko. Zmuszałam się do różnych spotkań, na siłę podtrzymywałam pewne relacje, obwiniałam się za to, że nie jestem mistrzynią nawiązywania nowych kontaktów. Dziś już mnie to nie rusza. Taka jestem i akceptuję to. Mogę nad sobą w pewnych kwestiach pracować, ale nie stworzę siebie na nowo, od zera. Nie stanę się nagle przebojową duszą towarzystwa, nie zacznę chodzić po klubach i nie zostanę niepoprawną optymistką. To ja muszę przeżyć z samą sobą całe życie i muszę pogodzić się z moją naturą. Inni nie muszą, jeśli ktoś mnie nie lubi – nasze drogi powinny się rozejść. 

Dlaczego piszę o tym wszystkim właśnie w ramach tego cyklu? Bo to co się dzieje w naszych głowach też ma wpływ na nasze zdrowie. A przede wszystkim samopoczucie! Obwiniając się ciągle za coś, nigdy nie będziemy czuć się naprawdę dobrze. Pogodzenie się ze sobą, ze swoją naturą i swoimi ułomnościami sprawi, że życie stanie się prostsze. Nie masz na coś ochoty? Nie rób tego. Nie zmuszaj się, jeśli nie idą za tym żadne poważne konsekwencje. Nie wiesz czegoś? Nie znasz się na czymś? I co z tego, nie wszyscy muszą znać się na polityce i nie każdy musi wiedzieć gdzie leży Gambia albo Tadżykistan. I serio nie musisz z tego powodu uważać siebie za jakiegoś głąba. Nie musisz robić tego co wszyscy, nie musisz gonić za karierą, rozwojem. Nie powiem Ci jak zaakceptować siebie. Chyba nie da się powiedzieć jak to zrobić… To po prostu trzeba zrobić i już. Dać sobie prawo do bycia sobą, do swoich wad i ułomności. 

Dla mnie ta cała samoakceptacja to naprawdę cudowne uczucie. Tak w 100% doświadczam go od niedawna, co wiąże się zarówno z akceptacją mojej natury i charakteru, jak i cech zewnętrznych. Chociaż przyznaję, że ten post nie dotyczy akceptacji swojego wyglądu, bo to dla mnie trochę odrębne tematy i trochę inaczej trzeba do nich podejść. Nie łączyłabym też tego o czym piszę z wiarą w siebie, bo dla mnie to jednak różne sprawy. 

I tak na koniec – samoakceptacja nie jest równoznaczna ze staniem w miejscu i brakiem rozwoju. Można akceptować siebie, a jednocześnie dążyć do bycia lepszą wersją siebie. Najważniejsze to nie robić nic wbrew sobie i nie frustrować się, kiedy jakieś zmiany nam nie wychodzą. Czasami ludzie robią postanowienia, że np. przeczytają ileś tam książek w rok, a potem okazuje się, że to wcale nie sprawia im przyjemności, bo wolą ten czas wykorzystać na spacer, trening czy rozmowę z bliską osobą. I to jest OK! Uświadomienie sobie tego to naprawdę cudowne uczucie. Pamiętajcie o tym kiedy przejdzie Wam przez myśl, że coś co robicie, w jakiś sposób odbiega od „normy”*. 

Akceptujecie w pełni siebie? Czy czasami czujecie się źle np. postępując w zgodzie ze swoją naturą albo uświadamiając sobie jakieś swoje „braki”?

*Umówmy się może, że nie mówię tu o rzeczach patologicznych jak agresja, kradzież czy coś w tym stylu 😉


Kategorie: Szczęście, Zdrowy duch

W dużym skrócie - freelancerka, pasjonatka zdrowego i uważnego stylu życia, miłośniczka Warszawy, psów i kuchni roślinnej. LifeManagerka.pl to blog lifestylowy, którego tematem przewodnim jest szeroko pojęte, umiejętne zarządzanie swoim własnym życiem. Począwszy od odpowiedniego odżywiania i regularnej aktywności fizycznej, poprzez rozwój osobisty, a skończywszy na licznych detalach, które czynią nasze życie lepszym, prostszym i szczęśliwszym.

  • W.

    Akceptuję siebie. Ale wymagało to wielu lat (dziwnie to brzmi, ale mniej więcej połowy życia na osiągnięcie tego stanu potrzebowałam) i sporej pracy nad sobą. Pracy, która nie polegała na udowadnianiu sobie za wszelką cenę, że jestem inna. Raczej pracy, która wymagała, bym zrozumiała – sama (słowo klucz) – że odpuszczenie czegoś co nie jest dla mnie to nic złego, że przyznanie się do porażki to koniec świata, a zawiedzenie innych jest dużo mniej istotne niż zawiedzenie samej siebie. Odpuszczanie i pogodzenie się z tym co jest i z wachlarzem zmian, które mogę wprowadzić, ale nie wbrew sobie sprawiło, że się akceptuję. I nie stoję w miejscu, wydaje mi się, że wiem jaka jestem i co mogę i to robię, a to czego nie przeskoczę – odpuszczam. Problem pojawia się wtedy, gdy inni tego nie szanują i gdy tłumaczę, że są ograniczenia, których nie pokonam wmawiają mi, że przecież wystarczy wyjść z domu i małymi krokami to robić (i inny motywacyjno-krytyczny argument), że nie wierzę w siebie itd. A nie rozumieją, że własnie znam siebie, wierzę w siebie i wiem, że coś definitywnie nie jest dla mnie.
    To ważny temat, bardzo podoba mi się sposób w jaki go ujęłaś, tak rozsądnie! 😉

    • Napisałaś bardzo ważne rzeczy…tak akceptacja to proces, on trwa. I tak nie ma chyba nic gorszego w kontakcie miedzy ludźmi, jak stracić ten kontakt ze sobą i zawodzić, rozczarowywać, forsować samego siebie, w konsekwencji chceci nie robienia tego innym…

  • Lemart Lemart

    Najgorsze w tym wszystkim było porównywanie mnie do innych. Dlaczego Kowalska dostała 5 a ty tylko 4, Wiśniewska jest taka zgrabna a ty wciąż ważysz za dużo? Obśmiewanie w szkole z powodu nadwagi (która zresztą nie była ogromna). Ciągle słyszałam, że daleko nie zajdę, że nic nie osiągnę.. I rzeczywiście.. Maturę zdałam słabo, zawaliłam studia i musiałam przejść na zaoczne, ledwo zaliczałam przedmioty i obroniłam się też ledwo na 3. Wszystko było ledwo i sama czułam się „ledwa”. Słyszałam też „a co ty za studia zrobiłaś i czemu nie idziesz dalej”? Zostałam opiekunką osób starszych za granicą, ale też słyszę „jesteś tylko opiekunką, podcierasz d…py starym ludziom, co to za robota”? Jest lepiej niż było kiedyś, ale naprawdę ciężko jest być KIMŚ (podług swoich standardów, nie czyichś ), jeśli ciągle słyszy się wiele negatywów na swój temat. Nie, nie czuję się brzydka ani głupia, ale przez to całe zjechane życie dużo zawaliłam, bo skoro i tak wszyscy mówią, że będę nikim, to po co się starać?

    Próbuję przekonywać samą siebie, każdego dnia, że nie muszę mieć samochodu jak Basia, figury jak Kasia i kwalifikacji jak Stasia. Zmienię to, co przeszkadza mi , a nie innym.

    • Wykonujesz pracę, która jest NIESAMOWICIE potrzebna, a mało kto jest w stanie się jej podjąć. To wymaga dużej siły (zarówno fizycznej jak i siły charakteru) i empatii, a naprawdę nie każdy może się tym poszczycić. Tacy ludzie są bardzo potrzebni a Ty możesz być dumna, że jesteś jednym z nich. Nie każdy musi pracować za biurkiem, cały czas poszerzać swoją wiedzę i jeździć autem prosto z salonu. Nawet jeśli Twoja praca była koniecznością a nie efektem Twojego wyboru to i tak moim zdaniem możesz czuć się dumna i wyjątkowa bo Twój zawód jest o wiele bardziej potrzebny i wartościowy niż np. mój (zajmuję się marketingiem).
      A że ludzie gadają, porównują… Taka ich natura. Głupi są, może kiedyś zmądrzeją 😉

      • Lemart Lemart

        Dziękuję za budujące słowa!!

    • Ocenianie ludzie, zwłaszcza pod względem tego ile zarabiają jest strasznie słabe i świadczy tylko o poziomie osoby która takiej oceny dokonuje. Twoja praca jest niesamowicie potrzebna! Co może być ważniejsze od pomocy innym? Może po prostu Twoi znajomi, dogryzają Ci, bo sami zaprzedali jakiekolwiek wartości za cenę kolejnego 0 na bankowym koncie? Może teraz próbują na siłę przed samym sobą pokazać, że to Ty poniosłaś porażkę, nie oni… Choć podświadomie, dobrze wiedzą, że nie maja racji.
      Rób w życiu to co daje Ci satysfakcję. Jeśli wystarcza Ci do „pierwszego” nie przejmuj się pieniędzmi, tym jaki masz samochód, torebkę i gdzie spędzasz wakacje. Osoby które mają te wszystkie rzeczy, za pieniądze nie kupią uśmiechu i wdzięczności starszej osoby której Ty pomagasz.
      Życzę Ci dużo dobrego! A na szybka poprawę nastroju polecam krótki filmik który pokazuje, że
      w życiu liczy się coś więcej niż pieniądze:
      https://www.youtube.com/watch?v=Tjnq5StX68g
      Dawid

      • Lemart Lemart

        Tobie też dziękuję za budujące słowa!

    • Tak, porównywanie, jesteśmy w negatywnym porównywaniu mistrzami. Niestety, bardzo często krzywdzimy w ten sposób bliskich, często nie zdając sobie z tego sprawy…

      Zawód jaki wykonujesz jest bardzo potrzebny, niedawno sama stanęłam w sytuacji, kiedy potrzebowałam dwóch takich osób, bo nie jestem w stanie zrezygnować z pracy, żeby siedzieć w domu i sprawować opiekę…ba, nie jestem do takiej opieki przygotowana, kompetentna. Nie wstydź sie swojej iraccy i nie czuj sie gorsza. Twoja obraca nie jest piękna, nie jest łatwa ani lekka ale jest niezbędna i sprawia, ze komuś dajesz spokój, poczucie bezpieczeństwa i co ważne, rozwiązujesz czyjeś problemy.

      Tak, jesli ma sie tylu „kibiców” w swoim środowisku cieżko osiągnąć cokolwiek. Dobrze, ze w ogóle ukończyłaś studia…Takie toksyczne osoby warto od siebie odcinać, nawet jesli jest to rodzina. Nie masz wpływu na zachowanie i myśli innych ludzi ale masz wpływ na swoje wybory, decyzje i na to jakimi ludźmi będziesz sie otaczać, to zależy tylko od Ciebie.

      Jesli przeszłość jest dla Ciebie problememe, jesli czujesz sie „ledwa” nadal, zastanów sie nad wizyta u psychologa, może Ci bardzo pomoc i skrócić drogę pracy nad sobą, pokazać to, czego Ty nie możesz zobaczyć…

  • Bardzo dobrze Ci idzie to filozofowanie 🙂
    Ciężko jest się akceptować w dzisiejszym świecie, który woła o to aby pokazać się z jak najlepszej strony i pozyskać akceptację innych. Ja staram się nie przejmować opinią innych, żyję zgodnie ze swoimi zasadami. Nie wchodzę z butami w cudze życie i tak samo nie chcę, aby ktoś ingerował w moje. Najciężej jest z osobami, które usilnie, z oporem maniaka próbują wmówić, że ich sposób patrzenia na świat, ich postępowanie jest najwłaściwsze. Staram się zupełnie odcinać od takich ludzi…

  • Jeszcze pracuję nad pełną akceptacją siebie. Muszę przyznać, że mój mąż ma w tym nieświadomie dość spory udział. Po spotkaniu go zaczęłam troszkę inaczej patrzyć na otaczający mnie świat i moje podejście do niego. Ale w dalszym ciągu droga jest jeszcze dość daleka 😉

    • To jest piękno tego, jak mogą na nas wpływać inni ludzie, nawet o tym nie wiedząc. Nie przejmuj sie tym, ze droga jest długa, ciesz sie tym, ze jesteś w tym procesie i wiesz do czego chcesz dążyć…:)

  • Masz rację, to przychodzi z wiekiem, doświadczeniami i po milionie przemyśleń na własny temat, które muszą przejść przez głowę. Fajnie, jeśli samoakceptacja odbywa się etapami, kiedy dojrzewamy do polubienia siebie, po kolei odrzucamy zewnętrzne opinie i pozwalamy sobie na bycie sobą. Tak po prostu.
    O ile mniej kortyzolu wydziela organizm wolny od stresowania się tym, że nie jestem taka, jak wszyscy! 🙂

    • Tak, a większość ludzi nie bierze pod uwagę, ze to porównywanie siebie jest nie tylko na poziomie myśli ale także na poziomie sposobu funkcjonowania ciała czyli tak jak napisałaś-nasz organizm zaczyna pewne hormony wydzielać, a inne hamować. A to sie w niebagatelny sposób przekłada na wzdęcia, zaparcia, problemy ze snem, problemy kardiologiczne i psychiczne….a to niby tylko myśli…

  • Ale piekny tekst. Niestety nie jestem w stanie powiedziec, ze siebie akceptuje. Moge jedynie stwierdzic, ze nad tym pracuje i widze tego efekty. Jest to dosyc trudny i dlugotrwaly proces. Wieczne porownywanie sie do innych i chec dorownania osiagnieciom innym nie jest pomocne, bardzo obniza moja samoocene. Zdecydowanie czuje sie lepiej sama ze soba teraz niz jeszcze kilka lat temu. Tak jak mowisz, przychodzi to z wiekiem, z doswiadczeniem, z kolejnymi sukcesami i porazkami.
    Bardzo sie ciesze, ze napisalas kilka slow od siebie na ten temat. To niezwykle wazne, aby mowic o tym glosno.

  • Akceptuję i tak jak u Ciebie to był proces, pewnie dlatego że mam podobny charakter do Twojego 😉 Kiedyś miałam do siebie żal o to, że nie umie zgromadzić wokół siebie grona przebojowych znajomych i regularnie się z nimi widywać. Aż mnie oświeciło, że przecież w ogóle nie mam na to ochoty 😉 A chciałam bo takie osoby są lubiane, a ja pewnie chciałam być lubiana. Teraz wolę być lubiana przez kilka osób, ale za to jaka jestem naprawdę 🙂 To mi daje duży spokój ducha.

  • Tak trzymać, choć nie jest to proste, wiem:)

  • Gabrysia

    Pięknie napisane! Od jakiegoś czasu pracuję nad sobą, nad swoim rozwojem. Nie jest to łatwe bo zbyt dużo „demonów” z przeszłości ciągle daje o sobie znać. Ale się nie poddaje. Widzę efekty swojej pracy, żyje mi się ze sobą lżej. Mam tak samo jak Ty – jestem introwertyczką, wolę spędzać czas w domu..to nie jest zbyt popularne 😉 przez całe życie miałam poczucie odmienności, ponieważ moi rodzice są raczej ekstrawertykami lubiącymi spotkania towarzyskie 😉 dom był zawsze pełen ludzi a oni nie potrafili zrozumieć dlaczego ja od tego uciekam..dopiero teraz, gdy założyłam własną rodzinę mogę żyć na swoich zasadach. Od czasu do czasu lubię gdzieś wyjść, spotkać się ze znajomymi, ale nie ukrywam że najczęściej uwielbiam spędzać wieczory z książką i mężem 🙂 Akceptacja siebie wymaga czasu. Czasu, przemyśleń, inspiracji. Dziękuję za tekst. Jest nas więcej 😉 pozdrawiam!

  • Chyba do tej pory nie zdawałam sobie sprawy z tego ile w Tobie jest mnie. Nie miewam stanów depresyjnych, ale bardzo lubię/potrzebuję czasem, a nawet w miarę regularnie pobyć sama ze sobą i swoimi myślami. Ten czas jest mi bardzo potrzebny, aby lepiej zrozumieć siebie.
    Samoświadomość budujemy całe życie, ale dojście do akceptacji samej siebie chyba u mnie przyszło w momencie, kiedy w końcu zaczęłam mieć swoją przestrzeń. Swoje mieszkanie, faceta, budowanie swojego – już dorosłego – życia. To jest chyba najlepszy moment na akceptacje siebie i swoich wyborów, coraz mniej czynników zewnętrznych ma na nas wpływ, a my możemy się skupić głównie na sobie.

  • Trudne jest zaakceptowanie swojej choroby. Takiej jakiejś konkretnej, która Ci coś w życiu utrudnia lub uniemożliwia. Pewnie się da, ale to trudniejsze od akceptacji cech czy upodobań.

    • To szczególnie trudne, kiedy choroba sprawia ból, zabiera nam pewna cześć ciała lub okrada z dotychczasowych umiejętności (np. na skutek choroby nie można chodzić).

      Jednak da sie to zaakceptować, a przede wszystkim zaakceptować chorobę i siebie w chorobie. To kluczowy element zdrowieńia, szczególnie w przypadku chorób terminalnych, nowotworowych. Nawet jesli na całkowite wyzdrowienie nie ma wielkich szans, to zawsze są jakieś, a ostatecznie można podnieść w znaczący sposób jakość swojego życia.

      Osoby chore nowotworowo, często mówią o tym, ze najciężej pracuje im sie z akceptacja choroby, bo to niejako jest powiązane z akceptacja śmierci, a niemal wszyscy mamy z tym problem ale także z tym, ze bliscy nie akceptują ich choroby i związanych z nią wyborów.

      Jednak proces akceptacji, nawet w takich przypadkach nie jest niemożliwy.

  • Asia

    Miałam wrażenie, że opisujesz mnie 😀 Naprawdę wiele lat zajęło mi zrozumienie, że ze mną wszystko w porządku, choć nadal zdarza się, że usłyszę, że jestem dziwna, albo dzika… Przełom przyszedł dopiero dwa, może 3 lata temu. Nie ma sensu gonić za nierealnymi oczekiwaniami, jakie pokładają w nas inni a które jednocześnie leżą w totalnej niezgodzie z naszym charakterem, możliwościami itp. To samo tyczy się naszych własnych oczekiwań w momencie, kiedy nie do końca siebie znamy, czy właśnie nie potrafimy zaakceptować tego, kim jesteśmy. Ok, warto wychodzić poza własną strefę komfortu, badać granice własnych możliwości, ale wyłącznie na własnych warunkach a nie dlatego, że ktoś od nas tego oczekuje. W pierwszej kolejności trzeba dogodzić sobie, nie innym.

  • MagdaBem

    echh Agnieszka, ja wszystko wiem, bo jestem starsza:)Nie akceptacja samej siebie prowadzi do poważnych zaburzeń psychologicznych serio serio!Pozdrawiam.

  • Akceptacja siebie wymaga dużo pracy i wytrwałości i nie jest to łatwe, kiedy świat dookoła wie lepiej od Ciebie jaki powinieneś być. Ale w pewnym momencie przychodzi w życiu taki moment, kiedy stwierdzasz, że to bezsensu, że nieważne co sobie pomyślą sąsiedzi, przypadkowi ludzie, czy rodzina, to Twoje życie i to Ty musisz być z niego zadowolony, a to, że coś komuś nie pasuje to jego problem. A jak już się do takiego wniosku dojdzie życie staje się zdecydowanie lepsze 🙂

  • „Traktuję mojego psa jak pełnoprawnego członka rodziny i bardziej rozczulają mnie szczeniaki niż noworodki.” jakbyś wyjęła mi to z ust! Ja generalnie jestem w drugą stronę, nienawidzę siedzieć w domu, nie znoszę JAK NIC SIĘ NIE DZIEJE. I to też po głębszej analizie nie jest takie spoko 🙂 sporo z tym problemów.

  • Dopiero od niedawna jestem na drodze, aby zaakceptować siebie. Czeka mnie jeszcze dużo pracy, mimo wszystko chcę zmienić trochę siebie pod kątem postępowania, kontaktów z ludźmi itp. Czekam jednak, aż to przyjdzie samo, nie staram się robić niczego na siłę. Kiedyś chciałam być taką duszą towarzystwa jak inni, z marnym skutkiem. Za często wytykam sobie swoje braki. Potrafię się nimi mocno dołować, co nie przeszło bez echa nawet na blog-u. Nic na siłę, małymi krokami zmierzam po sukces.

    • Metoda małych kroków, to bardzo dobra metoda.
      Jesli jednak czekasz aż coś przyjdzie samo, efekty mogą być odwrotne do tych, których oczekujesz.

  • Samoakceptacja jest niezwykle ważna. Zarówno ta dotycząca naszego wyglądu jak i charakteru. Niektórych rzeczy nie da się na siłę zmienić, a jeśli już będziemy się do tego zmuszać w cale nie będzie nam z tym dobrze. Myślę, że zaakceptowanie siebie to również umiejętność życia według własnych zasad, nie dla kogoś, nie na pokaz, nie dlatego że inni żyją w taki a nie inny sposób. Samoakceptacja to również świadome decydowanie w jaki sposób chcemy żyć i kogo w tym życiu chcemy mieć obok siebie. Toksyczne związki, czy znajomości które opierają się jedynie na jednostronnych relacjach nie wnoszą nic dobrego w nasze życie. Oderwanie się od nich może być trudne jednak warto to zrobić. Warto również nie bać się żyć tak jak chcemy i postępować tak jak uważamy, że będzie dla nas najlepiej nie krzywdząc przy tym innych. W końcu chodzi o to by czuć się dobrze zarówno we własnym ciele jak i czerpać radość z własnego życia.

  • Akceptuję siebie pod względem charakteru, osobowości, podejścia do rozwoju. Akceptuję siebie jako kobietę…nie akceptuję jedynie ciała nad którym intensywnie pracuję. Mogłabym je zaakceptować, ale nie czułabym się z tą decyzją dobrze, a najważniejsze to słuchać samego siebie i podejmować nowe wyzwania:)

    • Zaakceptować, to nie znaczy zgadzać sie. Zaakceptować to znaczy przyjąć fakt. Czy negatywny obraz Twojego ciała jest faktem? Czy skutkiem porównań z innymi?

      • Zdecydowanie faktem, nigdy nie porównywałam sie z innymi. Zaczynałam od wagi 103 kg i wciąż mam nadwagę…przyjęłam fakt, nie zaakceptowałam go i działam nad zmianami. Tak myśle:)

        • Jesli zaakceptujesz to jak wyglądasz będzie Ci łatwiej. To nie znaczy, ze masz sie z tym pogodzić i nie robić nic. Akceptacja daje spokój, a on jest Tobie potrzebny jesli chcesz dokonywać zmian w swoim życiu. Trzymam za Ciebie kciuki! Powodzenia!

          Z czym masz największy problem w dbaniu o spadek wagi?

        • Dziękuję::) Schudłam już prawie 30 kg, a nie zaakceptowałam nigdy tego…myślę, że każdy jest inny a mnie to akurat napędza do zmian:) W sumie najtrudniejsze kwestie mam już za sobą…teraz już będzie tylko lepiej:) Pozdrawiam:)

        • Powodzenia!:)

        • Widząc Cię na żywo w życiu nie powiedziałabym, że masz nadwagę. Jest naprawdę dobrze! Zaskoczyłaś mnie teraz bardzo.

        • Dziękuję bardzo:) Chyba tak po mnie tego nie widać, ale ważę ok 77 kg, więc to zdecydowanie nadwaga ( również w opinii dietetyka). Powinnam jeszcze zrzucić od 10 do 15, pracuję nad tym aby do czerwca się udało:)

  • Samoakceptacja to proces, często długotrwały. U mnie było bardzo podobnie jak u Ciebie. Też miałam do siebie żal za to, że jestem „inna” – cicha, trzymająca się z boku, nie potrafiąca rozpychać się łokciami tak jak inni. Wydawało mi się, że przez to jestem gorsza. Potrzebowałam naprawdę dużo czasu, żeby zrozumieć, że tak nie jest. Uświadomiłam sobie, że każdy ma swoją „działkę” – rzeczy, które lubi i w których jest dobry. I to, że moje podejście do życia różni się od większości wcale nie jest złe. Wręcz odwrotnie – to właśnie jestem ja. I taka chcę pozostać 🙂

  • Ja przede wszystkim staram się nie robić niczego wbrew sobie. Jeśli nie mam ochoty gdzieś iść, to nie idę, nie zmuszam się do zrobienia czegoś. Jeśli przez 24 lata nie imprezowałam ostro, to teraz nagle nie zacznę. Oczywiście, próbuję nowych rzeczy, ale zazwyczaj podchodzę do nich z dużym dystansem. Lubię siebie, swój charakter. Uważam, że dużo w życiu przeszłam i to miało wpływ na moją osobę. I chociaż czasami myślę, że nie dam rady, to zbieram się w sobie i działam. Myślę, że każdy człowiek ma w sobie więcej tych dobrych rzeczy niż złych, ale często nie widzi plusów, skupia się na minusach przez co nie do końca akceptuje siebie.

  • Magdalena

    Nie akceptowałam siebie wcale. A co dziwniejsze… nigdy nie miałam do tego powodu nikt się nie wyśmiewał, miałam powodzenie u facetów i nigdy nie musiałam szukać ciuchów które zakryją to czy owo byłam po prostu szczupła i nieszczęśliwa przez to co się działo na plakatach, w gazetach czy internecie. Zgrabne, wysokie i ‚apetyczne’ dziewczyny – wtedy tak uważałam. Doprowadziłam do takiego stanu, że liczyłam kalorie, zmniejszałam porcje i katowałam się ćwiczeniami co zaowocowało brakiem miesiączki zresztą do tej pory. CHORE. Cieszę się tylko z tego powodu, że w porę otworzyłam oczy i zaczęłam jakoś o siebie i swoje zdrowie walczyć i w sumie koło się zamyka, bo w tym pomogła mi dieta roślinna.

    Serio trzeba się akceptować i robić wszystko aby kochać siebie, bo w końcu to nasze ciało, a to jak my siebie odbieramy i jak my siebie traktujemy wpływa na to jak inni nas odbierają i jak nas traktują. Jeżeli nie mamy do siebie szacunku, nie akceptujemy siebie to nie wymuszajmy na innych aby to robili. Smutne ale uważam to za prawdziwe patrząc na swoim przykładzie.

  • Ada Szałda

    Bardzo mądrze piszesz jak zawsze zresztą. I z tego co widzę mAmy bardzo podobne cechy charakteru.. tez jestem inna według reszty społeczeństwa.. ale.grunt zei pasuje to jak.jest.. chOC nie doszłam jeszcze do perfekcji jeśli chodzi a akceptację samej siebie to i tak jest lepiej dzięki właśnie takim osobom jak Ty. Jesteś chyba jedyna z tych blogów które obserwuje która pisze prawdę i widać ze zależy jej na swoich czytelnikach
    Gorąco pozdrawiam Ciebie i Lune ☺

    • Dziękuję Ci baaardzo za miłe słowa 🙂 pozdrawiamy również, ja i Luna w szarym skafandrze 😉

    • Nie o perfekcję chodzi, małymi krokami dąż do celu a będziesz bliżej i bliżej 🙂

  • Przede mnie jeszcze długa droga do pełnej samoakceptacji, ale myślę, że jestem już na właściwej ścieżce. Zerwane kontakty, z ludźmi, których towarzystwo mnie męczyło, rezygnacja z dążenia do bycia dobrą w wielu dziedzinach, większy dystans do siebie, wyleczenie niektórych kompleksów.. 🙂 Jeszcze sporo przede mną, ale myślę, że kiedyś się uda zaakceptowac się w pełni 🙂

  • Fajne jest to, że mimo określania siebie jako introwertyczki, nie boisz się wychodzić do ludzi poprzez tego bloga a nawet YouTubeowe nagrania. 🙂 Wygląda na to, że chęć pomocy innym i dzielenia się z nami swoimi doświadczeniami pozwala Ci zerwać tą nieraz uciążliwą plakietkę introwertyczki. 🙂
    Dawid

  • Jak na osobę introwertyczną jesteś bardzo otwarta 🙂 Dobrze że nauczyłaś się to robić w swoich granicach ale czasem dla dobra sprawy nie boisz się wyjść poza strefę komfortu (patrz występy przed kamerą). To prawda, że do takiej pełnej (albo przynajmniej prawie) akceptacji samego siebie dochodzi się z czasem.. U mnie też był to długi proces 🙂

  • Nie zawsze wszystko w sobie akceptuję, ale staram się pracować nad tym, co mogę poprawić. Tak, jak piszesz- swojej „natury” raczej nie zmienię, ale myślenie już mogę 😉

    • Zmiana myślenia jest bardzo ważna. To właśnie praca z naszymi przekonaniami, w dużym stopniu przekłada sie na wprowadzenie ogromnych zmian w życiu.

  • Olka M

    Bardzo fajny post, ja jestem właśnie na etapie uczenia się akceptowania siebie w pełni, bo wiem, że tylko ja sama mogę to uczynić i nikt tego za mnie nie zrobi, pewnie łatwiej jest jak ma się kogoś kto po klepie po plecach i wesprze, trudniej jak najbliższe otoczenie nas nie akceptuje i ciągle od nas wymaga, aby zachowywać się tak jak oni tego sobie życzą. Coraz mniej zaczyna mi to przeszkadzać… w sumie to i ja mogłabym mieć wiele zastrzeżeń do ich postawy, dlatego codziennie ćwiczę „skupianie się na sobie” oczywiście w zdrowym podejściu. Pozdrawiam

  • Akceptacja siebie jest kluczowa, jeśli chcemy czuć sie dobrze, rozwijać sie i mieć satysfakcję z życia. Z akceptacja wiele przychodzi, np. spokój, którego tak często nie doceniamy. Wiele także odchodzi, jak smutek, poczucie winy, porównywanie sie do innych…

    To bezwzględny krok jaki warto podjąć jesli chcemy zawalczyć o swoje szczęście (jakkolwiek górnolotnie to brzmi).

  • Ja mam czasem takie dni, że podupada moja pewność siebie, ale na ogół, lubię siebie i myślę, że to bardzo pomaga w życiu 🙂

  • Sonia

    Podpisuje się pod tym rękami i nogami- właściwie czuje, jakbyś pierwszy akapit napisała o mnie 🙂 Jestem jeszcze na początku tej drogi, dopiero zaczynam walkę z pretensjami do samej siebie- za introwertyzm, zero przebojowości, okresowe zatracanie się w ponurych rozważaniach i zimne poty na myśl o small talk.. Dzięki za ten tekst!

  • Basilily

    🙂 Jakbym czytała o sobie…
    introwertyczka, domatorka, latwo mnie wkurzyc? check :>
    boje sie chodzic po miescie jak jest ciemno (i malo ludzi)? check :>
    moj kot to nie tylko peplnoprawny czlonek mojej rodziny, to moja, jak go pieszczotliwie nazywam, najukochansza slodka bulka :> check
    nie wiem jak obslugiwac dzieci. Zwlaszcza te male Check :>

    I wiele wiecej. Daleko mi do mistrzostwa w nawiazywaniu kontaktow, na imprezach sie mecze, a przebywanie w tlumie jest jak przebiegniecie psychicznego maratonu.

    A, i moze dodam jeszcze wieloletni kompleks na punkcie zebow, z ktorym w koncu po latach wielu postanowilam sie rozprawic – i za 2 tyg. zakladam aparat 😀

    I od jakiegos czasu mam bardzo podobne podobne przemyslenia. Mam juz tak serdecznie dosyc nie akcpetowania siebie i naginania sie zeby byc,w moim mniemaniu, bardziej „normalna”.

    Ale masz swieta racje – kazdy z nas musi sam ze soba przezyc zycie. I chcialabym zeby nie bylo to juz nigdy wiecej „musi” ale 100 % „chce!” 🙂

    Pozdrawiam Cie bardzo serdecznie
    K

  • Często korzenie braku akceptacji sięgają naszych najmłodszych lat życia. Według badań, do 8 roku życia nie potrafimy samodzielnie i świadomie wybierać co nam służy i nas wspiera. JAKO DZIECI AKCEPTUJEMY SIĘ W TAKIM STOPNIU W JAKIM AKCEPTUJĄ NAS RODZICE I ŚWIAT DOROSŁYCH. I tutaj często ukształtowało się solidne źródło samokrytycyzmu bez krzty troski dla siebie. Często wzmocnienie tego mechanizmu następuje w szkole lub świecie rówieśników. Oczywiście, może być zupełnie odwrotnie i tego sobie wszyscy życzmy.

    Osobom, które szukają skutecznych metod na zwiększenie akceptacji samego siebie, polecam indywidualne sesje coachingowe. Dobry coach potrafi odpowiednimi pytaniami zachęcić do refleksji nad samym sobą i zachęcić do większej samoakceptacji. Cały proces można także rozpocząć od skorzystania z darmowych porad coachingowych w ramach Coachingowego Panelu Ekspertów.

  • tomass

    Trudno pracować nad poczuciem własnej wartości. Niektórym potrzebna jest pomoc specjalisty. Tak było w moim przypadku. Potrzebowałem kogoś, kto pomoże mi się otworzyć. Tą osobą był pan Sadowski z Psychologgii. Potrzeba wiele pracy nad sobą, by coś osiągnąć, ale najpierw potrzeba pracy, by w siebie uwierzyć.