Miesiąc dla zdrowia #16 – jak wygląda życie „popigułkowe” ;)

Ostatnio pod różnymi postami coraz częściej dostaję pytania o to, jak wygląda moje życie „popigułkowe”. Wspominałam o tym niedawno w przeglądzie tygodnia, ale jednak odzew pod tamtym sierpniowym postem pokazuje, że temat ten zasługuje na kontynuację w postaci osobnych wpisów. Cały czas wydaje mi się, że jest za wcześnie aby rozpisywać się na ten temat, ale z drugiej strony skoro jest takie zapotrzebowanie, to wypadałoby zrobić jakąś aktualizację. Jakby nie było – 5 miesięcy to sporo czasu… Dlatego dziś postanowiłam napisać jak wygląda moja walka z PCOS przy użyciu metod naturalnych, po odstawieniu pigułek antykoncepcyjnych, stosowanych wcześniej w celach „leczniczych”.

edit: Jednak ludzie w Internecie miewają problemy z czytaniem ze zrozumieniem, więc muszę coś dopisać… Warto zapoznać się z moją historią wnikliwiej (czemu może służyć chociażby podlinkowany wyżej post), zanim zarzuci mi się leczenie PCOS złotym mlekiem :D. 7 lat temu na podstawie szczegółowych badań (w szpitalu) zdiagnozowano u mnie PCOS i przez 6 lat leczyłam to pigułkami anty, bo moi lekarze (a było ich kilku) nie widzieli innej opcji. 5 miesięcy temu zmieniłam endokrynologa na takiego z bardziej holistycznym podejściem i po konsultacji z nim zrezygnowałam ze stosowania hormonów. To co opisuję poniżej to nie leczenie PCOS a minimalizowanie jego objawów w postaci trądziku. Post ten opisuje wyłącznie moje doświadczenia, które mogą dodać nadziei osobom z podobnym problemem. Nie opisuję tu zmagań z PCOS pod kątem zajścia w ciążę czy walki z nieregularnym cyklem. Chodzi o problemy z cerą i pamiętajcie, że to co sprawdza się u mnie, nie musi sprawdzać się u innych. 

zycie_popigułkowe

Odstawienie

Pigułki odstawiłam z dnia na dzień, nie kończąc nawet opakowania… Wpadłam w panikę kiedy bolała mnie łydka i wylądowałam na SOR z podejrzeniem zakrzepicy. Wcześniej jednak i tak planowałam to zrobić, konsultowałam to z nowym endokrynologiem, który podczas badania usg stwierdził, że moje jajniki na ówczesną chwilę nie wykazują policystyczności. Oznaczało to, że pigułki poprawiały nie tylko cerę, ale i inny problem.I tu w sumie wypadałoby wspomnieć, które z objawów PCOS mnie dotyczą… To w zasadzie tylko nieregularny cykl miesięczny, trądzik i w bardzo małym stopniu hirsutyzm. Do tego insulinooporność i hipercholesterolemia. 

Pierwsze 3 miesiące

Zacznijmy od tego, że przez pierwsze 3 miesiące nie wydarzyło się absolutnie nic. Pisząc „nic” mam na myśli też brak okresu. Mój pierwszy „bezpigułkowy” cykl miał ponad 90 dni, a cera w tym czasie nie uległa nawet najmniejszej zmianie. Przez cały ten czas z mniejszym lub większym sukcesem starałam się codziennie mierzyć temperaturę ciała. Niestety ciągle zapominałam robić to o stałej porze, więc ten mój pomiar był raczej bezwartościowy. Ale temperatura ciała to jedno, a inne sygnały jakie wysyła organizm przed okresem to zupełnie odrębna sprawa. I dzięki tym sygnałom nadejście „tych (długo wyczekiwanych) dni”, nie było dla mnie zaskoczeniem. 

Przełom

No i to był moment przełomowy dla mojej cery bo wtedy zaczęła się ona psuć. Na szczęście był to tylko przyrost pojedynczych krostek i grudek, a nie masakra, jaką kiedyś odnotowywałam po antybiotykach… Bo chyba nie wspominałam, ale kiedyś leczyłam cerę antybiotykami (unidox, tetracyklina). Efekt był piękny, lepszy nawet niż po hormonach! Ale to co się działo po odstawieniu… To nie było pogorszenie. To była prawdziwa masakra.

W każdym razie po odstawieniu pigułek cera pogorszyła się dopiero po kilku miesiącach, przed pierwszym okresem. I choć było to dla mnie wyraźnie odczuwalne i trochę obniżyło samoocenę, to nie będę przesadzać – nie można było tego nazwać jakimś wielkim dramatem. 

Jak jest teraz?

Jest OK! Ostatnio znowu mojej cerze coś odbijało, ale to pewnie dlatego, że byłam przed okresem. Tym razem cykl trwał „tylko” 50 dni, a nie 90, więc jest postęp, może idzie ku lepszemu? Jakby nie patrzeć – mój organizm powinien już wracać do normalnego rytmu. Nie wiem jak jest teraz, ale kiedyś w szpitalu na Karowej była taka polityka, że badania hormonalne można było robić dopiero pół roku po odstawieniu pigułek, bo podobno tyle czasu potrzeba aby wyniki nie były przekłamane. U mnie za chwilę minie pół roku, więc organizm powinien już funkcjonować w miarę normalnie. Tak naprawdę trochę zwlekałam z tym postem również dlatego, że… nie chcę zapeszyć. Boję się, że ten osławiony wysyp po odstawieniu hormonów może jeszcze przyjść. 

W każdym razie na dowód, że nie zamieniłam się w potwora, pokazuję Wam zdjęcia bez makijażu, robione dzisiaj rano. Jest tragiczne światło, ale może trochę widać, że cała moja cera jest w czerwone ciapki. Niestety mam taki typ trądziku, który zostawia ślady nawet po najmniejszej krostce. Dlatego wciąż nie czuję się całkiem dobrze w wersji bez makijażu. Ale te czerwone kropki to zbiór blizn z ostatnich dni i lat, natomiast jeśli chodzi o typowe wypryski to mam w tej chwili może ze 3 i są naprawdę maleńkie. Jeśli chodzi o blizny to planuję rozprawić się z nimi kwasami lub laserem, ale najpierw chcę mieć pewność, że cera jest już opanowana. Ale jedno jest pewne – bez tych zabiegów moja cera nigdy nie będzie gładka. 

Walczę ze światłem, więc te zdjęcia chyba nie oddają w 100% rzeczywistości, ale tu może widać to trochę lepiej niż na zdjęciu głównym. 

cera2 cera1

Jak teraz wspomagam swój organizm w walce z PCOS? 

Przede wszystkim żyję zupełnie inaczej niż przed pigułkami. Zaczęłam leczyć PCOS w 2009 roku, a w tamtych czasach wydawało mi się, że zdrowe są płatki śniadaniowe Cini Minis i serek Danio. Moją jedyną aktywnością było odśnieżanie samochodu zimą i przejażdżka rowerowa raz na 2 tygodnie latem. 

Teraz wygląda to inaczej. Moja naturalna walka z objawami zespołu policystycznych jajników to przede wszystkim zdrowy styl życia. Czyli:

  • mam dużo aktywności fizycznej – od spacerów, przez taniec, squasha, jogę aż po slow jogging
  • moja dieta opiera się przede wszystkim na warzywach, zdrowych tłuszczach i produktach zbożowych (kasze, płatki owsiane, makarony pełnoziarniste), a jej dopełnieniem są jedzone w umiarkowanych ilościach owoce
  • unikam produktów mlecznych i mięsa 
  • stosuję odpowiednią suplementację
  • piję zioła – miętę zieloną (spearmint – pomaga regulować poziom testosteronu) oraz liść morwy białej (pomaga regulować poziom cukru we krwi)
  • prawie codziennie piję „złote mleko”, które ze względu na właściwości kurkumy również może mieć pozytywny wpływ na cerę
  • mam w życiu o wiele mniej stresu niż dawniej, to zupełnie inna jakość życia niż kiedyś

Piszę tylko o działaniu od wewnątrz, bo moja pielęgnacja nie zmienia się już od bardzo dawna. Stosuję przede wszystkim kosmetyki naturalne, które nie zapychają porów i nie powodują pogorszenia cery. Znacznie rzadziej niż kiedyś robię też makijaż. W zasadzie wykonuję go tylko kiedy idę gdzieś między ludzi, których znam lub kiedy jest ryzyko, że kogoś spotkam ;). Kiedyś malowałam się nawet „do sklepu po bułki”. 

Plany na kolejne miesiące

Mam do zrobienia kilka badań kontrolnych, ale jako że przerzuciłam się na prywatnego endokrynologa, a badań nie chcę robić prywatnie, to chwilę to jeszcze potrwa… Docelowo muszę przeanalizować moje cykle (nadal mierzę temperaturę), znowu zrobić USG i jeśli pogorszy się cera – znaleźć na to sposób. Nie ukrywam jednak, że nie mam ochoty na kolejne eksperymenty… Chcę aby sprawdzało się to, co robię teraz.

Zamierzam dorzucić do tego jeszcze suplementację cynkiem i wypróbować jeszcze jeden patent pielęgnacyjny, a mianowicie mycie twarzy szczoteczką elektryczną. 

Mam nadzieję, że ten post dodał trochę nadziei tym z Was, które odstawienie hormonów mają przed sobą i boją się tego tak samo jak ja się obawiałam. Póki co jestem dowodem na to, że nie taki diabeł straszny (tfu tfu, odpukać!).

Dajcie znać jak tam u Was, bo pamiętam, że więcej osób jest/było/będzie w podobnej sytuacji!


Kategorie: Zdrowe ciało

W dużym skrócie - freelancerka, pasjonatka zdrowego i uważnego stylu życia, miłośniczka Warszawy, psów i kuchni roślinnej. LifeManagerka.pl to blog lifestylowy, którego tematem przewodnim jest szeroko pojęte, umiejętne zarządzanie swoim własnym życiem. Począwszy od odpowiedniego odżywiania i regularnej aktywności fizycznej, poprzez rozwój osobisty, a skończywszy na licznych detalach, które czynią nasze życie lepszym, prostszym i szczęśliwszym.

  • BRAWO 😀 superrrrr 🙂 jestemw trakcie kuracji tetracykliną i zaraz się ona skończy….zobaczymy co będzie potem. Pigułki biorę od zawsze i chyba tak już zostanie…choć moja regularność pozostawia dużo do życzenia 🙂 Trzymam kciuki za ciebie i za wytrwałość!!!

    • Paulina

      Ja odbyłam pełny cykl przyjmowania tetracykliny, pomogła mi na trądzik tak, ze płakałam jaką mam piękną, gładką cerę. A potem jeszcze bardziej płakałam jaki mi trądzik wrócił! W życiu bym do tego nie wróciła, bo trądzik przyszedł ze stokroć większą siłą, straszne. Teraz proponowano mi izotretynoinę, ale się nie zgodziłam i wyleczyłam się Atredermem (ślady dopiero zaczynam leczyć Skino)

      • U mnie to samo! Przeszłam wszystkie możliwe kuracje na trądzik (włącznie z hormonalną i kurację Izotekiem) i nigdy w życiu nie wrócę do leczenia trądziku farmakologicznie od wewnątrz! Po tabletkach antykoncepcyjnych dostałam depresji! Po Izoteku niby było ok, ale po dwóch latach miałam nawrót ze zdwojoną siłą. Zmiana diety nie pomogła. Tetracyklina bardzo niszczy zęby, dlatego lepiej wybrać się do stomatologa po zakończonej kuracji.

        • A ile miałyście kurację? 3 miesiące?

        • Chyba nawet 4. Nie chce Cię rozczarować, ale nie znam nikogo komu tetracyklina pomogłaby na dłuższy czas niż okres leczenia, ewentualnie miesiąc po zakończeniu 🙁 Izotek brałam 10 miesiecy.

        • Ja miałam kilka kuracji antybiotykiem… To było tak dawno temu, że już nie pamiętam ile to trwało, ale na pewno bardzo długo, po kilka miesięcy.

  • Trądzik to jest straszna paskuda, ja też jeszcze 2 lata temu malowałam się przed wyjściem do sklepu 😉 najbardziej mnie wkurza, że dermatolodzy przepisują na trądzik jakieś maści do smarowania, a nie zadają sobie trudu, żeby zbadać, czy może problem nie leży wewnątrz, bo to nie jest chyba normalne, że u 25-letniej czy 30-letniej osoby cera wygląda jak u nastolatki. U mnie okazało się, że za trądzik odpowiedzialna jest chora wątroba, a jak udało się ją doprowadzić do przyzwoitego stanu, to i trądzik zniknął. Teraz jak pojawi się jakiś wyprysk raz w miesiącu to jest święto lasu 😉 Ale zanim zaleczyłam wątrobę to też pomagało odstawienie nabiału.
    Trochę to obok tematu, ale może komuś z trądzikiem mój komentarz się przyda 😉

    • Taaaak… To mnie przez wiele lat przepisywali maści i doustne antybiotyki, a nikt nie wpadł na to, że to hormony… Dopiero jak poszłam do dermatologa prywatnie, to zapłaciłam stówę aby dowiedzieć się, że on nie może mi pomóc, bo to problem wewnętrzny.

    • Przyznam szczerze, że też tak uważałam. Przeszłam odpowiednie badania i usłyszałam przyczynę – hormony (lokalizacja trądziku też mogła na to wskazywać – boki twarzy i żuchwa). Miałam przejść roczną terapię hormonalną, wytrzymałam 9 miesięcy, 4 dochodziłam do siebie. Dostałam depresji, miałam myśli samobójcze, napady płaczu. Najgorszy czas w moim życiu. Zmiana tabletek też nie pomogła. Nawet moja uśpiona astma się obudziła. Po 12 latach spokoju trafiłam do szpitala! Teraz zostaję jedynie zewnętrzne leczenie trądziku. Na przełomie września i października przeszłam kurację kwasami i cerę mam super. Podtrzymuję ją właśnie tymi maściami, które działają, naprawdę gdy się ma odpowiednią pielęgnację i systematyczność. Hormony dla mnie to zło! Dobrze, że u Ciebie to wątroba (i cieszę się że ją wyleczyłaś;)), ale myślę, że w większości przypadków to rozregulowane hormony. Niestety nie u każdego da się wyleczyć. Pozdrawiam!

  • Jak długo regularnie przyjmowałaś pigułki zanim je odstawiłaś? Pytam z czystej ciekawości, bo ten „krótki” 90 dniowy cykl po odejściu od pigułek, to naprawdę krótki czas, w porównaniu do mojej historii.
    Pigułkę zaczęłam przyjmować w wieku 17 lat- z dwóch powodów, po pierwsze ze względu na antykoncepcję, po drugie, pani ginekolog zaleciła taki sposób kontrolowania mojego cyklu, który od momentu mojej pierwszej miesiączki nigdy się nie uregulował. Dodam, że aby przyjąć hormony pierwszy raz, miesiączka została również farmakologicznie wywołana. Wtedy uważałam pigułkę za wyjście idealne- w końcu pojawią się regularne miesiączki i nie bedę musiała martwić się o antykoncepcję wkraczając w pierwszy poważny związek. Teraz, z perspektywy czasu nie wiem jakim cudem nie zapaliła mi się czerwona lampka. Wywiad z lekarzem podczas mojej wizyty nie był dokładny, lekarz nie próbował namierzyć problemu nieregularnego cyklu od razu zakładając, że jestem młoda i to się w końcu ureguluje.
    Pigułki przyjmowałam 4 lata. Po odstawieniu, nie miesiączkowałam przez rok. Czy to wina pigułek? Czy tuszowanie problemu, który mój organizm definitywnie ma pigułkami to dobre rozwiązanie?
    W chwili obecnej jestem pod opieką fantastycznego specjalisty, z którym mogę porozmawiać o każdym problemie w najmniejszych detalach. Każda decyzja poprzedzona jest serią badań- nie tylko tych ginekologicznych. Jednak nadal jestem zagadką! Wyniki moich badań nie są jednoznaczne, szybko się zmieniają. Jednak jestem pod dobrą opieką i wiem, że decyzja o odstawieniu pigułki była jedną z lepszych w życiu. Może jeszcze nie do końca rozumiem swoje ciało, ale odbieram jakiekolwiek sygnały. Jak coś boli- to czuję. Jak zbliża się miesiączka- czuję. Monitoruję, jak działa mój organizm i dzięki temu wiem, jeżeli pojawi się problem. Nie przyjmuję pigułki w sumie od dwóch lat, nadal moje cykle są nieregularne. Czasem jest to 30 dni, a czasem niestety 80. Mimo to nie żałuję swojej decyzji, bo czuję się po prostu lepiej.

    Nie namawiam do ostawienia pigułki. Wiem, że nie zdania na ten temat są podzielone i życie bez niej dla niektórych jest niemożliwe. Myslę jednak, że warto przyglądać się swojemu organizmowi i nie tuszować w ten sposób problemów zdrowotnych/braku miesiaczki. Jestem przykładem na to, jak niewiedza, proste rozwiązania i wygoda pokomplikowały mi życie. Warto ZAWSZE przemyśleć takie decyzje, robić regularne badania i przede wszystkim współpracować ze spacjalistą, który przeznaczy czas na dokładne zapoznanie się z Wami, zrobi dokładny wywiad i odpowie na wszelkie pytania.

    • Ja brałam pigułki przez równe 6 lat.

  • Dziękuję za ten wpis. Podlinkuję go na stronie Solidarne w zdrowiu na FB. Jestem obecnie mocno w temacie obserwacji cyklu i „podglądam” też cykle innych kobiet udostępniane na aplikacji Kindara (polecam, choć jest po angielsku). Widać tam wyraźnie, że powrót cykli owulacyjnych po antykoncepcji hormonalnej jest bardzo zróżnicowany – od „natychmiast” do wielu miesięcy. Aby pomiar podstawowej temperatury ciała był najbardziej miarodajny najlepiej robić to przed 8 rano.

    Wiele kobiet dostaje pigułki na „regulację cyklu”. A jest to tylko sztuczna regulacja i tuszowanie problemu. W przypadku PCOS ważne jest też (jeśli planuje się macierzyństwo), aby znaleźć dobrą specjalistkę lub specjalistę i porozmawiać o swojej przyszłej płodności w kontekście choroby.

    Z lektur polecam „Taking Charge of Your Fertility” i „The Garden of Fertility”, sporo tam o tym jak styl życia i dieta wpływa na równowagę hormonalną. Pozdrawiam

    • Dziękuję za podlinkowanie, ale jak pewnie zauważyłaś – sedno tego posta nie do końca zostało zauważone i zarzuca mi się leczenie PCOS złotym mlekiem :D. A z mojego doświadczenia wynika, że podstawa to znalezienie lekarza z bardziej holistycznym podejściem. Ja nie demonizuję pigułek, bo poprawiły one stan moich jajników, ale nie podoba mi się podejście, że przy braku planów rozrodczych zaleca się łykanie pigułek do menopauzy. Nie wierzę, że nie będzie to miało negatywnego wpływu na organizm… I dlatego choć nie planuję dziecka, zdecydowałam się zmienić lekarza na takiego, który dąży do przywrócenia i obserwacji naturalnego cyklu. Głęboko wierzę, że styl życia (w tym dieta) ma w tym wszystkim swój udział… Dziękuję za polecenie lektur, które jak rozumiem to potwierdzają?

      • Tak, rzeczywiście post został opacznie zrozumiany. Też jak najbardziej wspieram takie holistyczne podejście, niestety trudno znaleźć dobrego lekarza lub lekarkę, który tak pracuje. Pozdrawiam.

  • Magdalena

    Ja odstawilam totalnie leczenie dermatologiczne ze względu na to, że miałam problemy ze zdrowiem + poprawa była tylko do czasu brania leku w moim przypadku tetralysal (jeżeli ktoś wie o czym pisze to dobrze, bł chyba cos źle napisalam) no i obecnie przeszłam na totalnie dietę roślinną, jednak ja nie miesiączkuję od 5 miesięcy zbyt niski estrogen zaczęłam brac jakieś leki hormonalne od paru dni. I w sumie na razie nie widze pogorszenia ani polpszenja cery w sumie cera się polepszyła odkąd jestem na diecie roślinnej jednak czoło mam totalnie wyłączone została tylko żuchwa. 🙂 oby mi okres wrócił na stałe.

  • Widzę, że nasze PCOS wygląda bardzo podobnie. No ja jeszcze nie znalazłam naprawdę skutecznego sposobu na cerę i powoli robię się na tyle zmęczona walką z wypryskami i bliznami, że rozważam już dermatologa i antybiotyk… Przynajmniej przez kilka miesięcy miałabym spokój :-/

  • Sylwia

    Dzięki za ten wpis 🙂 Ja co prawda nie zamierzam jeszcze odstawiać pigułek, czuję się bardzo dobrze i mam wzorowe wyniki, ale chciałabym się wspomóc naturalnie. Stąd pytanie: gdzie można kupić miętę zieloną? Rozglądam się za nią już od dawna, ale wszędzie jest tylko pieprzowa.

  • ja bralam pol roku tabletki, odstawilam je w sierpniu z podobnych powodow – za duzo sie naczytalam i bylam pewna ze mam zakrzepice…. niestety na dzien dzisiejszy ( cera wrocila do stanu sprzed wiec pozostaja mi inne metody walki bo do tabletek juz nie chce wrocic 🙂

  • Czytałam nie do końca wiedząc co oznacza skrót PCOS, teraz już wiem. Choć problem mnie nie dotyczy, to zmiany jakie wprowadziłaś teraz do swojego życia powinien zastosować każdy! 🙂

  • Ja za kilka miesięcy robię przerwę (zalecaną przez mojego lekarza), zobaczymy, jak to będzie u mnie… Zastanawiam się, czy może Ty się orientujesz, czy przy PCOS nie można pić naparu z pokrzywy? Znalazłam w internecie sprzeczne informacje, jedne donoszą, że wolno, inne, że z liści pokrzywy jak najbardziej można i już się w tym wszystkim pogubiłam 😉

    • Nie słyszałam o tym, bo nie planowałam na razie picia pokrzywy, więc nie szukałam informacji na ten temat. Ciekawe. Oszaleć można od tych wszystkich sprzecznych informacji 🙁

  • Sama jestem rok po odstawieniu i ostatnio znów poprosiłam lekarza o pigułki, bo moja cera pozostawia wiele do życzenia… Myślałam, że po 3 latach kuracji hormonami wszystko się ustabilizuje, ale lekarz powiedział, że skoro mam taki problem to hormony będę musiała brać cały czas, chyba że po ciąży się nastąpi cudowne ozdrowienie. Załamałam się 😀 Jednak czekając na wizytę u endokrynologa stosuję mydło z Aleppo, łykam olej z wiesiołka oraz robię co jakiś czas olejowanie twarzy – mogę powiedzieć że taka naturalna pielęgnacja przynosi całkiem dobre efekty.

  • Tabletki brałam przez około 3 lata. Cera była ok, bez szału, ale po odstawieniu po jakimś czasie, bardzo mi sie pogorszyło i potrzebowałam około 3 miesięcy, żeby doprowadzić ją do jako takiego stanu. Ostatnio jednak wysypało mnie strasznie na brodzie i po bokach, poszłam do dermatologa i dostałam antybiotyk (ten sam co ty), cera od razu się poprawiła, chociaż nie byłam przekonana do antybiotyku i to przez 3 miesiące! Trochę się boję co będzie po antybiotyku, ale lekarka powiedziała mi, że jest 70% szansy na poprawę całkowitą. Zauważyłam, że pewne pokarmy zwiększają u mnie trądzik i tak: orzechy – bardzo zdrowe itd, ale u mnie powodują kompletną katastrofę na twarzy! Ser żółty – jak zjem, to na drugi dzień mam gwarantowane pryszcze na całym czole. Uważam, że na trądzik wpływa to co jemy oraz to w jakim powietrzu przebywamy – zimno, wiatr, wilgoć w mieszkaniu powodują zatykani się porów.

    • Trzymam kciuki, żeby u Ciebie antybiotyki rozwiązały problem raz na zawsze. Ja też wierzę w to, że na trądzik wpływa dieta i ogólnie styl życia (stres pewnie również).

  • Kasia

    Jeśli chodzi o ten hirsutyzm w bardzo małym stopniu to co to dokładnie oznacza ? Powiększyłam Twoje zdjęcia i ogólnie z innych postów nie zauważyłam u Ciebie hirsutyzmu nawet w bardzo małym stopniu.

  • Anna R

    Pozwole sobie przepisac fragment rozdzialu o tradziku z ksiazki ‚Super Skin’ Kathryn Marsden, autorki nawiazujacej w tej i w innych ksiazkach do diety nielaczenia. W niedziele dostalam na wyprzedazy ksiazek z biblioteki inna jej ksiazke ‚Good gut healing’, a 2 lata temu przeczytalam jej ‚Food Combining Diet’. Mam nadzieje, ze bedzie to dla Ciebie Agnieszko i dla czytelniczek pomocne:)

    Pokarmy, ktorych nalezy unikac: czerwone mieso, czekolada, krowie mleko, cukier, kola, pomarancze, produkty pszeniczne, alkohol, zywnosc przetworzona i z puszek, jajka i mieso z masowej ‚produkcji’, produkty gleboko smazone i tluste, ser, kawa, napoje slodzone i gazowane, sok pomaranczowy, sol, pikantne potrawy.

    Produkty polecane:
    – wszelkie swieze owoce (z wyjatkiem pomaranczy), 2 razy dziennie, POMIEDZY POSILKAMI ALBO PRZED ALE NIE Z INNYMI POKARMAMI (czyli te smakowicie wygladajace sniadania z owocami niekoniecznie sa dla nas dobre)
    – swieze warzywa i salaty
    – domowe zupy
    – produkty pelnoziarniste jak ryz i zyto, ale unikac pszenicy
    – jogurt z zywymi kulturami bakterii
    – czosnek, cebula, pory, szalotki
    – nasiona i orzechy
    – jaja z wolnego wybiegu
    – ekologiczne mieso 2 razy w tygodniu
    – filtrowana lub butelkwowana woda

  • Ja też nie 😉 bo nie mam owłosienia np. na twarzy. Ale ostatnio jak endokrynolog mnie oglądała to powiedziała, że ten problem jest u mnie minimalnie widoczny np. na brzuchu. Oglądała mi też palce stóp pod tym kątem, więc wywnioskowałam, że to też jest miejsce gdzie inne kobiety nie mają owłosienia, a ja delikatnie mam.

    • Kasia

      Chyba trochę przewrażliwiona ta endokrynolog, bo znam jasne blondynki ktore maja kilka włosków na palcach czy na brzuchu. Nikt im nie mowi ze to lekki stopień hitsutyzmu. Depilujesz brzuch ? Bo oglądałam Twoje zdjecia gdzie masz go odsłoniętego i nic odbiegającego od normy nie zauważyłam 😉

  • Kinga E.

    Nigdy Cię nie czytałam, ale cieszę się, że trafiłam tutaj. Leczę się hormonalnie od ok. 5 lat, co prawda na coś innego 😉 ale kiedy moja nowa pani endokrynolog powiedziała mi, że leki będą mi towarzyszyć prawdopodobnie przez całe życie, bo to „jak cukrzyca”, trochę się załamałam… na pewno przyda mi się ogromna dawka motywacji do wdrożenia ‚zdrowego stylu życia’ 🙂

  • Aga, znów polecam Ci moje magiczne ziółka! 🙂 Okres mam jak w zegarku! 🙂

  • Dorota

    Problemy z twarzą miałam od zawsze, był lekarz który przepisywał tylko robione leki, inny który próbował leczyć mój niby chory żołądek, stado dermatologów stale przepisujących te same specyfiki. Tetracyklina i dwu-tygodniowa biegunka po niej. Po drodze były tabletki antykoncepcyjne, po których może i cera była gładsza, ale za to zatrzymał mi się okres. I chyba miałam już dość, odstawiłam tabletki i czekałam co się wydarzy. Twarz oczywiście raz lepiej raz gorzej, na szczęście są kryjące podkłady. Ale trafiłam w końcu do ginekologa, który diagnoze zaczął od gruntowego przebadania mnie. Stwierdził nie tylko PCOS, ale i insulinooporność, która jak się okazuje ma wpływ na pracę jajników. Więc jestem na diecie dla cukrzyków i biorę leki dla cukrzyków, ale są efekty. Cykl skrócił mi się z 45 dni do 31 i udało mi się zajść w ciążę 🙂 Bez makijażu nadal przed dom nie wyjdę, ale za to biust mam większy 🙂 a tak serio to chyba się już pogodziłam z tym, że nastolatki mają ładniejszą cerę niż ja, dbam jak mogę o siebie i wewnętrznie dietą i zewnętrznie kremami nawilżającymi, szczoteczką do mycia twarzy. Ale złotego środka nie ma i poprostu taka już moja natura 🙂

    • Ja też już trochę tak do tego podchodzę, pewnych rzeczy nie przeskoczę i muszę się z nimi pogodzić… Zauważyłaś jakąś zmianę na plus przy używaniu szczoteczki do mycia twarzy? Ja właśnie sobie kupiłam i mam po niej wysyp 🙁 mam wrażenie, że rozprowadza mi bakterie po twarzy, tak jak peeling. P.s. Chyba nazywasz się tak jak moja koleżanka z podstawówki 🙂

      • Dorota

        Szczoteczki używam już ponad pół roku i spektakularnych efektów nie widzę, ale skóra jest lepiej oczyszczona i rzadziej robię peeling.
        Widzisz, koleżanka z podstawówki też czyta Twojego bloga 🙂

        • Ojeeeej <3 nie kojarzyłam abyś miała problemy z cerą, dlatego myślałam, że to zbieg okoliczności z tym imieniem i nazwiskiem 🙂 Gratuluję ciąży!

  • Zmiana teydbu życia i diety to najlepsze i bazowe co mogłas zrobić. Bardzo czeęsto organizm zaczyna się stabilizować po roku od ostawienia hormonów i później ( mam wiele takich przykładów w bliskim otoczeniu). Zatem może się okazać, że jest jeszcze za krótko, na co wskazują Twoje nadmiernie długie cykle miesiączkowe.

    Ze szczoteczką uważaj jeśli masz wyoryski by nie zainfekować skóry, która już i tak jest narażona na niestandardowe działania:)

    Trzymam kciuki by okazało się, że to już koniec poszukiwań!:)

  • Diana

    Hej, bardzo fajny artykul. Tez duzo przezylam jesli chodzi o cere ale osatnio wydaje mi sie ze jestem na dobrej drodze. Mialam wysyp bardzo podobny do Twojego i tutejsi lekarze kazali mi to leczyc sterydami…a ja madra posluchalam i sprawa sie pogorszyla. Po okolo roku zaczelam od odstawienia kremu na noc przez ponad miesiac zeby dac mojej skorze odpoczac i pomimo tego ze na poczatku zrobila sie sucha itp, po okola tygodnia zaczela sie poprawiac. Bylam u kilku dermatologow i stwierdzili u mnie tradzik rozowaty poniewaz czesto dosc mocno sie rumienie. Zaczelam brac suplement Niverosin i do tego krem o takiej samej nazwie. Zmywam makijaz olejkiem jojoba i potem woda termalna. Jest u mnie naprawde duza poprawa i juz nie mam potrzeby stosowania makijazu codziennie. Probowalas moze kiedys nie stosowac zadnych kremow do twarzy przez kilka tygodni? Jesli dobrze pamietam to napisala cos na ten temat kiedys Dr Hauschka. Naprawde polecam. Pozdrawiam serdecznie i przepraszam za brak polskich literek! 😉 x

    • Tak, robiłam mojej cerze taki detox. Kiedyś podejrzewałam, że wszystko ją zapycha i robiłam przerwę od stosowania jakichkolwiek kosmetyków. W sumie do dziś nie przesadzam z ilością kosmetyków i nie stosuję ich codziennie. Większość mi niestety szkodzi.

      • Diana

        Wiem jak to jest i wspolczuje. A bylas moze kiedys u irydologa? Wiem ze dla wielu osob to nawet nie pomyslenia zeby pojsc do lekarza ktory czyta z oczu 🙂 ale moze warto sprobowac. Ja cierpie na migreny i dlatego w ubieglym roku sie wybralam i rzeczywiscie lekarz patrzac w moje oko byl w stanie powiedziec co mi dolega. Doznalam dosc duzego szoku gdy wymienial po kolei co mnie boli lub bolalo itp. Przepisal mi witaminy ktorych stwierdzil ze mi brakuje i dal kilka zalecen. Moze to tez mialo wplyw na moja cere i ogolny stan zdrowia.

  • Blog To Wake Up Baby

    Ja odstawiłam pigułki jakiś czas temu i wysypało mnie nie na twarzy ale na dekolcie, gdzie dotychczas nigdy nie miałam wyprysków 🙁

  • Ewa

    U mnie za każdym razem po odstawieniu problemu z okresem nie było. Pojawiał się normalnie po 30 dniach jednak to co się działo z moją skórą to koszmar. Cienkie, wypadające garściami włosy, za pierwszym razem bardzo tłusta cera niemalże natychmiastowo, w pozostałych dwóch przypadkach przez kilka miesięcy oprócz włosów nic nie zauważałam, ale np. teraz po 4 miesiącach trądzik przybrał zmasowany atak na plecach. Ogólnie leczę trądzik już ponad 10 lat zarówno antybiotykami doustnymi jak i preparatami na skórę a także i hormonalnie i te ostatnie + odpowiednia pielęgnacja + dieta przynoszą najlepsze efekty 🙂

  • petyniaq

    Zazdroszczę tak dobrego znoszenia okresu bez hormonów. Ja też mam pcos i chorobe Leśniowskiego-Crohna, pół roku temu jeden cykl miałam Bez hormonów. Był to koszmar. Tak mnie bolał brzuch, że przedawkowalam no-spe. Nic innego brać nie mogę ze względu na flaki. Boję się odstawić plastry, ale zaczęła mnie boleć łydka i stresuje się zakrzepica.