Miesiąc dla zdrowia #1 – skąd czerpać motywację do zdrowego stylu życia

Najważniejszą rzeczą, od której właściwie powinniśmy zacząć przygodę ze zdrowym stylem życia, jest odpowiedzenie sobie na pytanie: dlaczego chcę żyć zdrowo, dlaczego mój aktualny styl życia nie do końca jest ok? 

MOTYWACJA

Często bodźcem do zmian są problemy ze zdrowiem, ale moim zdaniem nawet w 100% świetne wyniki badań, szczupła sylwetka i dobre samopoczucie nie powinny być usprawiedliwieniem dla niehigienicznego stylu życia. Ale przestawianie się na zdrowsze życie tylko dlatego, że wypada albo że jest to modne, to też nie jest najlepsza motywacja i raczej nie przyniesie ona długotrwałej zmiany… Chociaż nie zaszkodzi spróbować, niewykluczone, że nawet przy takiej motywacji zdrowy styl życia wejdzie komuś w krew. Często jednak obserwuję u ludzi „zrywy” spowodowane np. nadejściem wiosny, szykowaniem się do urlopu czy nowym rokiem. Ktoś kupuje masę zdrowych produktów, zapisuje się na jakieś zajęcia fitness, obwieszcza światu planowaną zmianę… Po czym wrzuca w mediach społecznościowych fotki koktajli, butów do biegania i siebie na siłowni, a potem tych fotek jest coraz mniej i mniej… Aż w końcu zostają wyparte przez zdjęcia zestawów z KFC i opakowań czekoladek. I tak do następnego urlopu lub nowego roku. Nie chcę tu dywagować dlaczego tak się dzieje, bo to indywidualna sprawa, ale wydaje mi się, że wszystko jest kwestią odpowiedniej motywacji. Ta powinna być głęboko w nas, a nie być uzależniona od czynników zewnętrznych. Takim czynnikiem zewnętrznym czasami są inne osoby. Przykładowo – zaczynasz chodzić na siłownię z koleżanką, bo nie chcesz sama… A potem koleżanka rezygnuje i ty oczywiście idziesz w jej ślady… Dlaczego? Dlaczego Twoje życie ma być uzależnione od nastroju i planów Twojej koleżanki? To przecież absurdalne. Posiadając motywację głęboko w sobie nie potrzebujesz towarzystwa do uprawiania sportu czy zdrowego odżywiania. Twój partner może zajadać się parówką z ketchupem, a ty przy tym samym stole możesz jeść sałatkę. Myślę, że to jest istotne również wtedy, kiedy naszym celem jest zrzucenie wagi – ono nie może być celem samym w sobie. Może natomiast być świetnym skutkiem ubocznym zdrowego stylu życia. 

Uważam, że każdy człowiek powinien znaleźć chwilę na refleksję nad swoim stanem zdrowia i ciałem przede wszystkim. Często żyjemy w ogóle nie zastanawiając się jak to wszystko funkcjonuje. Serce bije, krew płynie, narządy wewnętrzne pracują… Oczywista oczywistość, dopóki coś nie nawali. Ja często myślę o swoim ciele jako o czymś naprawdę pięknym i wyjątkowym. I nie chodzi tu bynajmniej o zachwyt nad własną osobą. Bardziej chodzi o to, że moje ciało fascynuje mnie jako doskonała maszyna, która robi naprawdę niesamowite rzeczy. Imponuje mi mięsień sercowy, który pracuje dzień i noc przez caluteńkie nasze życie. A oczy? Czy to nie niesamowite, że dzięki nim mogę doświadczać tylu wspaniałych rzeczy? Kiedy się nad tym zastanawiam, naprawdę się tym… jaram ;). Spojrzenie na swoje ciało w ten sposób sprawia, że zwyczajnie czuję potrzebę aby o nie dbać. Jestem za nie odpowiedzialna… Ono służy mi przez całe życie, a od tego jak będę je traktować zależy, jak to życie przeżyję. Widzę bowiem olbrzymi związek pomiędzy moim samopoczuciem fizycznym, a psychicznym. I wszystko to ma duży wpływ na mój komfort życia, na to jak spędzam czas, jakie mam relacje z ludźmi. Idąc jeszcze dalej, a zarazem upraszczając – moje samopoczucie ma wpływ na moje poczucie szczęścia. Chcę być szczęśliwa, jak chyba każdy człowiek, dlatego o siebie dbam. I to jest moja motywacja, absolutnie niepodważalna. Chociaż kiedyś miałam chwile zwątpienia… Kiedy pomimo zdrowego życia odbierałam kolejne kiepskie wyniki badań, miałam ochotę rzucić to wszystko w cholerę. Ale szybko zrozumiałam, że wyniki wynikami, na pewne rzeczy (np. geny) nie mam wpływu… Jednak jest coś, co jest ważniejsze od wyników – moje samopoczucie. A to zawsze się pogarsza kiedy zalegnę na kanapie albo przesadzę z odstępstwami od zwyczajnej diety (które oczywiście mi się zdarzają). 

Podsumowując… Skąd czerpać motywację do zdrowego stylu życia? Widzę tu tylko jedną słuszną odpowiedź – ze swojego wnętrza. Nie z fit-blogów i profili na Instagramie, nie z okoliczności w postaci nowego roku, nie od koleżanki z siłowni czy swojego partnera. Taka motywacja odejdzie wraz z daną osobą lub okolicznością, a przecież zupełnie nie o to w tym chodzi. I co jeszcze warto podkreślić – u osoby z dobrą motywacją zdrowy styl życia w pewnym momencie staje się czymś zupełnie naturalnym i wtedy już nawet motywacja przestaje być potrzebna. 

Ciekawa jestem jak to u Was wygląda, czy Wasza motywacja utrzymuje się na stałym poziomie, czy przeciwnie – odnotowujecie jej wzloty i upadki? Komentarze są do Waszej dyspozycji 🙂

 

Kategorie: Zdrowy duch

W dużym skrócie - freelancerka, pasjonatka zdrowego i uważnego stylu życia, miłośniczka Warszawy, psów i kuchni roślinnej. LifeManagerka.pl to blog lifestylowy, którego tematem przewodnim jest szeroko pojęte, umiejętne zarządzanie swoim własnym życiem. Począwszy od odpowiedniego odżywiania i regularnej aktywności fizycznej, poprzez rozwój osobisty, a skończywszy na licznych detalach, które czynią nasze życie lepszym, prostszym i szczęśliwszym.

  • Magda

    Mniej więcej tak od czerwca zeszłego roku staram się żyć zdrowo. Więcej ćwiczę, piję wodę i staram się jeść dobre rzeczy. Motywacją dla mnie był ślub i oczywiście udało mi się na nim wyglądać lepiej. Ale teraz, 4 miesiące po, znowu przytyłam i mam oponkę na brzuchu. Mimo, że dalej w miarę regularnie ćwiczę i nie opycham się hamburgerami to czuję, że jednak nie daję z siebie wszystkiego. Takie posty przypominają mi, że muszę dbać o siebie każdego dnia, a nie tylko od okazji do okazji. 🙂

  • makate

    Dla mnie główną motywacją jest dobre samopoczucie i posiadanie siły do robienia różnych rzeczy. Kiedy źle się odżywiam i mało ruszam – po prostu czuję się ociężała, coś tam mnie w brzuchu boli no i nie mam chęci do robienia czegokolwiek. Drugą motywacją jest też trochę obawa, że nawet jeśli teraz dałabym radę funkcjonować jako tako bez ćwiczeń czy dbania o jedzenie, to odbije się to na mnie już za parę lat – gdy np. w okolicach czterdziestki będę mieć ogromne bóle kręgosłupa.
    Mojego męża kiedyś bardzo ruszyło, jak jego koleżanka z pracy, która miała wtedy ok. 35 lat, miała ogromne problemy z kręgosłupem i musiała mieć operację – a przyczyną był po prostu…. siedzący tryb życia.
    To co mi jeszcze pomaga, to niewyznaczanie sobie nierealnych celów, raczej małe kroczki – kiedyś rzucałam się (tak jak piszesz) od razu na milion zmian, bo myślałam, że takie drobne to tak niewiele zmienią. Tymczasem jeśli w tym momencie chodzę co tydzień na pilates, to jest to jedna godzina więcej regularnych ćwiczeń niż rok temu. Czy to mało? Cóż, lepiej ćwiczyć godzinę niż w ogóle… A na pewno jest to więcej niż trzy godziny ćwiczeń w tygodniu ale tylko przez jeden miesiąc w roku kiedy miało się wspaniały zryw 😉

  • Ania_S

    Bardzo mądre to co piszesz 🙂
    Dla mnie zdrowy styl życia jest oczywistością i chyba nie potrzebuję motywacji do zdrowego życia, ale myślę, że w dużej mierze pomaga mi brak narzucanych sobie ograniczeń – jak chce mi się zjeść coś niezdrowego, to to jem i nie zastanawiam się czy potem przypadkiem nie umrę :D, bo uważam, że ważne jest to, co się je w największych ilościach, a ja mam to szczęście, że uwielbiam wszelkie owoce, warzywa, kasze, orzechy, strączki i nie muszę się motywować do ich jedzenia, bo to moja codzienność 🙂 A jeśli chodzi o aktywność fizyczną, to z tym jest u mnie biednie – staram się wszędzie gdzie się da dojść na własnych nogach, latem jeżdżę na rowerze i rolkach, zimą na nartach, ale do biegania, jogi czy innych tego rodzaju czynności nie umiem się zmotywować, choć muszę przyznać, że filmiki na yt czy wpisy na blogach niektórych osób sprawiają, że chciałabym wyjść i biegać czy poćwiczyć jogę, ale równie szybko ten zapał mija 😀 Sprawę komplikuje moja znaczna niedowaga – jem sporo, a ciężko utrzymać mi wagę, ale na kondycję nie narzekam, bo zwykłe, szybkie chodzenie też wiele daję, ale wiem, że zdrowo by się było trochę porozciągać 🙂

    • To nie jest tak biednie z tą Twoją aktywnością 🙂 jogi i biegania musisz po prostu spróbować (chyba, że już próbowałaś i Ci nie podpasowały), a jak to polubisz to motywacja będzie przychodzić sama :). Jeśli chcesz się porozciągać to joga będzie idealna.

      • Ania_S

        Biegać nie lubię bardzo i to nawet nie przez brak siły (w ubiegłe wakacje bez przygotowań biegłam godzinę i się wcale nie zmęczyłam, ale tak bardzo mi się nie chciało, że sobie nie wyobrażasz, jak poszłam drugi raz to wróciłam po kilku metrach jak pomyślałam ile drogi mnie czeka 😀 dziwi mnie to trochę, bo bardzo lubię chodzić i długie trasy mnie nie przerażają :)), a jogi muszę spróbować 🙂

  • U mnie także zaczęło się od problemów zdrowotnych:), na szczęście przepadłam i kocham ten zdrowy styl życia całym sercem!

  • W pełni się z Tobą zgadzam i odkąd moja motywacja jest wewnętrzna nie mam problemów z jej spadkiem. Owszem, zdarzają się gorsze dni, ale nigdy nie wiąże się to z porzuceniem stylu życia. Ruszam się nawet jak mi się nie chce, bo wiem że to minie, a utracony nawyk ciężko odbudować.

  • Zgadzam się z Tobą, że motywacja powinna być nasza, wewnętrzna. Ale to czasami zbyt mało, szczególnie na początki i wtedy bodźce zewnętrzne mogą nam pomóc, chociażby te fan page czy zdjęcia na instagramie, tylko niech rzeczywiście nas motywują. Ja śledzę od kilku lat fan page Ewy Chodakowskiej, historie, metamorfozy które tam umieszcza właśnie działają na mnie motywująco, myślę sobie – skoro osoba z nadwagą a nawet otyłością dała radę podnieść swój tyłek z kanapy, zawalczyć to i ja dam! Idę i ćwiczę. Tak samo ze zdj. na instagramie, widzę o jedna, druga, trzecia była biegać pomimo, że temp. na zewnątrz są na minusie – to i ja wstaję, ubieram strój i idę biegać. Ja lubię aktywność fizyczną, to nie tak, że się zmuszam i robię to dla kogoś, wiem, że robię to dla siebie, ale czasami potrzebuję kolejnego bodźca do działania, szczególnie w chwilach lenistwa czy zwątpienia. Nie ćwiczę by schudnąć, już nie, teraz głównie dla zdrowia, na początku tego roku zdiagnozowano u mnie niedoczynność tarczycy w jeden miesiąc – odchudzając się wtedy – przytyłam 5 kg. Teraz wiem, że powinnam się ruszać by utrzymać prawidłową wagę oraz tak jak mówisz lepsze samopoczucie, sport pobudza, szczególnie uprawiany rano, wieczorem trochę już jestem leniwa, ale ustaliłam sobie by najpóźniej o 20 zwlec tyłek z kanapy i zrobić chociaż 15-20 minut jogi, lepsze to niż nic;)

    • Rozumiem co masz na myśli 🙂 Ja te fanpejdże, blogi i instagramy odbieram bardziej jako inspirację 🙂 ale to wewnętrzna motywacja sprawia, że coś robię pod ich wpływem i o tym będzie jutrzejszy post 🙂
      Ja mam tak, że rano wolę te bardziej dynamiczne aktywności (np. bieganie), a joga jest dla mnie idealna na wieczorny relaks 🙂

      • Też lubię rano biegać, ale u mnie to często zależne jest od czasu jakim dysponuję rano i podporządkowane myciu włosów, po bieganiu muszę to zrobić koniecznie, po jodze na szczęście są na tyle świeże, że wytrzymają jeszcze jeden dzień:)

  • Doskonale to ujęłaś, motywacja powinna być wewnętrzna. Dopiero świadomość naszego ciała, jego potrzeb i zdrowia daje kopa do działania. W przeciwnym razie motywacja szybko wygasa.
    Jak dla mnie motywująca jest sama walka ze sobą i swoimi słabościami. Nie pozwolenie sobie na zajadanie się słodyczami czy chipsami daje siłę do dalszego działania 🙂

  • Mysle, ze najtrudniejszy jest pierwszy krok w dobrym kierunku, kiedy trzeba zmieniac stare przyzwyczajnia np zywieniowe lub dotyczace aktywnosci fizycznej, czasami problem ze zdrowiem jest takim sygnalem alarmowym ktory daje solidnego kopa. Lepiej by obylo sie bez niego. Pozdrawiam serdecznie. Tez mam zamiar wziac sie za swoje zdrowie w tym roku i wiecej poruszac ten temat na blogu. Trzymaj sie cieplo.

    • Bardzo fajnie, że będziesz o tym więcej pisać na blogu 🙂

  • MagdaBem

    O dzięki za ten Post !

  • Świetny początek cyklu wpisów. O motywacji powinnam czytać codziennie, bo każdego dnia mam przynajmniej kilka wzlotów i upadków 😉

  • O, to jak z leczeniem alkoholizmu: jak nie odpowiesz na pytanie, dlaczego chcesz przestać pić, to nic z tego nie wyjdzie. Podobno!
    Wybacz, takie luźne skojarzenie 😉

    • Luźne, ale chyba nawet całkiem trafne 🙂

  • Wzloty i upadki, już jakieś 2 lata. Przyznaję, że jak jakoś udaje mi się zdrowie wyregulować, mam przypływ motywacji, aby zacząć się ruszać. Kiedy zaczyna znowu doskwierać mi tarczyca, plus nie wiem co jeszcze, to motywacja odchodzi w zapomnienie. Po ostatniej wizycie u endokrynologa, po wspólnej rozmowie zapowiada się długie szukanie drugiej przyczyny problemów. Motywacja więc znowu, mocno zmalała. O ćwiczeniach nawet nie myślę, na talerzu tez nie za ciekawie.

    • A nie masz przy tych swoich problemach ze zdrowiem jakichś zaleceń dot. np. diety, dzięki którym też czujesz się lepiej? Nie wiem jak to jest w przypadku tarczycy…

      • Niestety, tylko moje jakieś próby, zwłaszcza z dietą pod kątem Hashimoto. Jak na razie pomagają probiotyki, prebiotyki, symbiotyki (nie rozróżniam tego). Jedyny problem, że to też na własną rękę więc nie wiem czemu pomaga. 🙂 Boje się iść do lekarza.

  • „I co jeszcze warto podkreślić – u osoby z dobrą motywacją zdrowy
    styl życia w pewnym momencie staje się czymś zupełnie naturalnym i
    wtedy już nawet motywacja przestaje być potrzebna. ” to się nazywa nawyk. Jak mamy anwyk, staje dla nas naturalne, że cos robimy niemal mechanicznie, nie zastanawiając się nad tym 🙂

    Poruszyłaś bardzo wazny temat postrzegania ciała. Dla wielu z nas jest oczywiste, że je mamy, że oddycha, porusza się, spi itd. Jednak niewielu z nas patrzy na nie jak na żywą „maszynę”, która nieustannie pracuje. Warto na siebie popatrzeć w taki sposób bo styl zycia, dieta i ruch to paliwo jakie mu dajemy albo jest dobre albo kiepskie więc i nasz „silnik sie zatrze”.

    Patrzenie na siebie inaczej niz zwykle skłania do refleksji:)

    • Świetne porównanie z tym silnikiem… I masz rację, to się nazywa nawyk 🙂

      • Dobry nawyk to wspaniała ‚rzecz’! Troche tudniej jest kiedy mam zły nawyk i usiłujemy go zmienić. Co nie znaczy, że jest to niemozliwe…:)
        Jednak aby nie miec takich trudności warto już znacznie wczesniej podejmowac ‚prawidlowe’ działania:)

        Tak apropos nawykow, rowniez z ich zmiana pracuje w gabinetach z klientami 🙂 Zatem mam wiedze teoretyczna i praktyczną. wiem, że taka zmiana jest bardzo trudna dla wieksozsci moich klientow, jednak nie poddaja się, są sukcesy:)

  • Goszcz

    Mi się wydaje, że często problemem są właśnie te upadki, z których nie umiemy się podnosić. To że ktoś zaczyna zdrowy styl życia, idzie mu dobrze, ale nagle pozwala sobie na za dużo i czuje wyrzuty sumienia, z którymi sobie nie radzi i zupełnie odpuszcza. Ja mam to np. jak raz kiedyś pójdę zjem jakiś fast food – potem od razu częściej o tym myślę i przez to też częściej wracam i na więcej sobie pozwalam. Czuję wyrzuty sumienia, ale z drugiej strony przecież nic złego się nie dzieje, aż nie zaczynam czuć, jak źle takie jedzenie wpływa na moje samopoczucie. Także może wśród różnych postów uda Ci się poruszyć temat porażek w zdrowym stylu życia i tego jak się z nich podnosić 🙂

    • Mam taki post od dawna w szkicach i ostatnio uznałam, że opublikuję go dopiero w ramach tego cyklu 🙂 muszę go jeszcze dopracować, więc będzie pewnie w drugiej połowie miesiąca.

  • Moja motywacja jest tak ulotna, że miewam bardzo różne momenty. Stosunkowo najłatwiej przychodzi mi zdrowe odżywianie, jedzenie regularnych posiłków i rozsądne wybieranie składników do gotowania. Ze sportem jest dużo gorzej, ale pracuję nad tym, żeby te „zrywy” przerodziły się w systematyczność 😉

  • Karolina

    Ja już jestem na tyle zmotywowana, że nie wyobrażam sobie nie ćwiczyć 4-5 razy tygodniowo, bo to uwielbiam 😀 kiedy jestem chora to jestem taka zła, że nie mogę iść pobiegać albo na siłownię ;/ odżywiam się również dosyć zdrowo, ale nie mam motywacji do przygotowywania nowych przepisów…. czuję, że zanim pojadę kupić to co potrzebne i zacznę to robić to już się zniechęcę. Ale postanowiłam sobie, że przygotuję jakiś najprostrzy i najszybszy przepis z Jadłonomii w tym tygodniu 😉

    • Ja miałam tak jak Ty i dzięki temu nauczyłam się eksperymentować w kuchni. Kiedyś robiłam wszystko według przepisu, a teraz jak patrzę na przepis i widzę, że czegoś mi brakuje, to nie rezygnuję, tylko na bazie tego przepisu tworzę coś innego, podobnego 🙂

  • U mnie jest to wieczna sinusoida. Odkryłam jednak, że im mniej rzeczy na raz chcę wprowadzić, tym częściej faktycznie mi to wychodzi. Dlatego jeden miesiąc poświęciłam na odstawienie cukru, drugi na wprowadzanie regularnej aktywności fizycznej itp., nie łączę już postanowień. I tak powoli posuwam się do przodu. 🙂

    • Oj tak, bardzo dobra metoda 🙂 zdecydowanie lepiej jest wprowadzać zmiany po trochu 🙂 dzięki temu organizm (i psychika) nie przeżywa szoku.

  • Magdalena

    Właśnie. Sami dla siebie powinniśmy być najlepszą motywacją, bo walczymy o swój stan zdrowia, samopoczucie, wygląd, a jednak dużo osób ma problemy z samoakceptacja. Nie warto rezygnować z czegoś tylko dlatego, że inną osoba to zrobiła czy czas na daną czynność się skończył. Warto to ciaganąć, pielęgnować i starać się aby weszło nam to w nawyk, bo jak mieć nawyki to same dobre dla naszego ciała i duszy. 🙂

  • U mnie wzloty i upadki niestety. Do wielu rzeczy jest mi łatwo się zmotywować ale do dbania o swoje zdrowie niestety jakoś nie. Zaczynam ćwiczyć i przestaję. Nie jem cukru a potem – ciach pół ciasta. Kiepściutko mi to wychodzi. Trochę straciłam już nadzieję, że to się zmieni…

    • Oj nie wymagaj od siebie zbyt wiele 🙂 nawet takie chwilowe zrywy są lepsze od całkowitego ich braku i kiepskiego stylu życia. Może kiedyś wejdzie Ci to w krew, a jak nie to też na pewno będziesz na lepszej pozycji niż osoby, które nie robią nic.

      • Dzięki za pocieszenie. W tym roku zamierzam NIE robić żadnych noworocznych postanowień ani planów dotyczących zdrowego życia, żeby sprawdzić jak mi pójdzie kiedy niczego od siebie nie oczekuję w tym temacie.

  • Paradoksalnie, kobiety, które zostają matkami często zaczynają się zaniedbywać: mało spać (wiadomo – siła wyższa), jeść byle co, olewać ćwiczenia. A przecież to właśnie teraz powinny jeszcze bardziej zwracać uwagę na siebie i swoje zdrowie, bo są potrzebne nie tylko sobie, ale też swoim dzieciom. Mnie właśnie przez ostatnie miesiące dopadło to matczyne olewanie siebie i już teraz wyraźnie czuję skutki: przytyłam, pogorszyła mi się kondycja, zaczął mnie boleć brzuch, pojawiły się zawroty głowy i niewyspanie. I przyszło otrzeźwienie – mam nadzieję, że wrócę na prostą, bo wcześniej nigdy nie miałam większych problemów z mniej więcej zdrowym trybem życia 🙂

  • Karolina Luka

    Zdrowy styl życia zaczęłam prowadzić już 3 lata temu. Wcześniej byłam dość leniwa i nie zwracałam uwagi na to co jem. U mnie podziałał zryw;) Najpierw zaczęłam ćwiczyć. Baardzo mnie to wciągnęło. Niedługo później zaczęłam odżywiać się bardziej świadomie. Nigdy nie jadłam w miejscach typu KFC, ale warzywa i owoce omijałam szerokim łukiem. Teraz dokładnie wiem dlaczego ćwiczę i dbam o swoją dietę, i sprawia mi to przyjemność.
    Tak jak piszesz, warto pomyśleć o swoim ciele jako, o czymś wyjątkowym. Warto o nie dbać, bo mamy tylko jedno;)
    Fit-blogi czy instagram mogą się przydać, gdy mamy chwilowego lenia, ale nie sprawdzą się na dłuższą metę. Zdecydowanie się zgadzam, ze motywacja powinna pochodzić z wnętrza:)

  • Świetne ujęcie tematu! Strasznie się cieszę na ten nowy cykl! Będę śledzić z pewnością 🙂

  • irysowa

    zapowiada się świetna seria. jeśli mamy utrzymać zdrowy styl życia to tak jak mówisz musi iść to od nas, a nie że koleżanka czy nowy rok. czytałam kiedyś na jakimś blogu, że zdrową surową dietą jeden facet wyleczył się ze schizofrenii. pewnie wiele osób teraz pomyśli, że to bujda, ale ja w to wierzę. nasze ciało karmione zdrowym jedzeniem i stylem życia potrafi wiele rzeczy przezwyciężyć. jeśli chodzi o zdrowe odżywianie to nie mam z tym dużego problemu. wiadomo przed okresem zeżarłabym chipsy, schobo bonsy i inne słodycze, a na co dzień wolę zjeść sobie banana i słodkie jabłko niż jakiegoś batonika. ale jeśli chodzi o ćwiczenia to nie mogę się zmotywować. nie wiem dlaczego. jeśli chodzi o dietę to jestem bardzo rygorystyczna i uważam, ale poćwiczę jeden/dwa dni i później przerwa na kilka tygodni…nie wiem czy to przez to, że nawet po najlżejszych ćwiczeniach mam zakwasy, bo jestem tak zastana. demotywuje mnie chyba ten brak efektów właśnie. a nawet negatywne efekty, duże zakwasy które utrudniają mi później podstawowe czynności.

  • U mnie wygląda to tak, że od ponad półtora roku regularnie uprawiam sport (ćwiczenia na siłowni, a od niedawna, po zmianie fitness klubu, dodatkowo zajęcia body pump), poza tym staram się jeść zdrowo (owszem, czasem mam napady objadania się sklepowymi chrupkami, ale zdarza mi się to może raz na pół roku, tak to jem zdrowe przekąski – pestki z dyni czy orzechy samodzielnie łuskane). Niestety jestem uczuleniowcem (jeszcze nie zdiagnozowano co mi dokucza), więc muszę być ostrożniejsza w dobieraniu żywności, co jednak wychodzi mi na dobre – unikam konserwantów, więc makaron robię sama w domu, za co w końcu mój żołądek mi dziękuje.

  • Teresa

    U mnie zadziałała chyba jakaś chęć zmian, ale takich bardzo powolnych. Początkowo przestałam słodzić herbatę, co u mnie było wielkim krokiem na przód bo zawsze krzywiłam się, że jak można pić gorzką. Później zauważyłam, że prawie całkowicie wyeliminowałam biały cukier z kuchni i powoli zaczęło się tak dziać z innymi składnikami: sól, słodycze, słodkie napoje. Oczywiście zdarza się korzystać, ale nie jest to taki atak jak kiedyś (mówiła o tym Monika Mrozowska). Myślę, że właśnie jest to kwestia wewnętrznej motywacji a nie chwilowych zrywów.

  • U mnie zawsze to wygląda tak, że najpierw jest dużo, dużo motywacji i powera, a potem nadchodzi kryzys. Wydaje mi się, że wzloty i upadki będą zawsze, ale jeśli na czymś nam bardzo zależy to warto nie przestawać o to walczyć. 🙂

  • W.

    Motywacja wewnętrza i własne wyniki (efekty) – nie w skalach pobijania rekordów świata czy robienia życiówek, raczej takie, które sama, bez niczyjej pomocy zauważam. A potem przerodzenie motywacji w nawyk – to działa najlepiej i sprawia, że bez zdrowych aktywności czy wyborów nie wyobraża się dalszego życia.

  • U mnie tak właśnie bylo, wszystko uzaleznialam od innych. Teraz juz „doroslam” do zdrowego stylu zycia, chcialabym zacząć ćwiczyć i robić cos dla siebie. Jednak teraz jestem w ciąży i sama nie wiem co mogę robić, zeby nie zaszkodzić sobie i dziecku.
    Pozdrawiam ☺