Miesiąc dla zdrowia #19 – zdrowy styl życia vs. ludzie

MDZ19

Na pewno słyszeliście tego typu komentarze i to pewnie nie raz. To wpisane w zdrowy styl życia i chyba każdy w mniejszym lub większym stopniu tego doświadczył.

Że ci się tak chce…

Usłyszane od sąsiadki w windzie, kiedy wybierasz się na poranny jogging…

Ze mną się nie napijesz?

Standardowa śpiewka na większości imprez…

Jak to „unikasz nabiału”…? Kiedyś jadłaś i żyjesz…

Usłyszane po tym, ja odmówiłam mamie polania mi naleśnika jogurtem, a po chwili przyniosła mi koktajl bananowy, na jogurcie właśnie. 

Szpinak?! A ja słyszałam, że on wcale nie jest taki zdrowy.

Ja też słyszałam, dlatego jem go raz na jakiś czas, a nie codziennie po 3 razy. 

Nie możesz jeść tak mało mięsa. Mięso ma białko/żelazo/żelatynę, bez tego zachorujesz na anemię/połamiesz się/nie będziesz mieć energii. 

Moja mama jest królową takich tekstów, z tego powodu nie wypada mi ich dosadnie komentować ;). 

Brak zrozumienia dla zdrowego stylu życia

Ten post siedzi w moich szkicach już od bardzo dawna… Zainspirowały mnie do niego maile od Was, w których niektórzy piszą o braku zrozumienia dla zmian, jakie zdecydowali się wprowadzić. Myślę, że nie jest to bardzo powszechny problem, ale jednak występuje, szczególnie u osób młodych, którym może brakować pewności siebie i asertywności. U niektórych osób dużym utrudnieniem może być też fakt mieszkania z rodzicami. Sama doskonale to znam – ja swoją zdrowotną rewolucję rozpoczęłam dopiero po wyprowadzeniu się z rodzinnego domu. Ale nie tylko bliscy podcinają nam w tej kwestii skrzydła! Często spotykamy się ze złośliwościami również ze strony zupełnie obcych osób. I co najgorsze – czasami pozwalamy im mieć wpływ na nasze życie. W jednej z odpowiedzi nadesłanych na ostatni ZdrowoManiowy konkurs przeczytałam, że żyjąca w małej miejscowości babcia jednej z Was zrezygnowała z uprawnia nordic walkingu, gdyż podśmiewały się z niej sąsiadki (komentarze w stylu „gdzie zgubiła narty”). Przez takie docinki czasami wstydzimy się wyjść pobiegać czy iść na siłownię. Zresztą o tym czy aktywność fizyczna to powód do wstydu pisałam już kiedyś cały post, więc nie chcę się teraz powtarzać. 

I pomimo że zdrowy styl życia jest teraz na czasie, to nadal obserwuję w sieci dużo złośliwych komentarzy w kierunku osób dbających o swoje zdrowie. Krytykowana jest joga, „bo jest teraz modna”. Wyśmiewane bywa też przynoszenie sobie jedzenia do pracy i robienie zdrowych odpowiedników słodyczy. W sumie mam wątpliwości, czy jest sens się do tego odnosić, bo do ograniczonych umysłów trudno dotrzeć… Ale może to dobra okazja aby to napisać – zdrowy styl życia dla większości żyjących zdrowo osób nie jest żadnym wyrzeczeniem. Nie trzeba nam współczuć, serio. Jeśli o mnie chodzi – Coca cola i hamburger z McDonalds naprawdę nie śnią mi się po nocach i nie rozpaczam z powodu ich braku w mojej diecie. Sałatek i płatków owsianych nie jem za karę, to dla mnie najsmaczniejsze jedzenie na świecie. Nie wiem dlaczego niektórym tak trudno to zrozumieć. Hejtowanie zdrowego stylu życia jest naprawdę słabe. Nie chcesz żyć zdrowo – twoja sprawa. Ale daj spokój tym, którzy mają szacunek do swojego ciała i chcą swoje życie przeżyć jak najlepiej.

Będąc tym wyśmiewanym można zrobić tylko jedno – olać to. Wasz styl życia = Wasze samopoczucie = Wasza sprawa. I nikomu nic do tego. To tak jak z hejterami w sieci – chcieliby zobaczyć, że pod ich wpływem się łamiecie i wycofujecie ze swoich działań… A Wy rezygnując sprawiacie satysfakcję obcym, nieżyczliwym Wam ludziom, a jednocześnie szkodzicie samym sobie. Czy warto to robić? Odpowiedź chyba jest tutaj zbędna. 

Foodterroryści, czyli wyznawcy jedynej słusznej diety

Bez względu na to jakie są Wasze założenia dietetyczne, zawsze znajdzie się ktoś, kto ma inne. Ba, znajdą się tysiące takich ludzi! I jest to oczywiście naturalne i słuszne, ale tylko pod warunkiem, że wszyscy to w ten sposób traktują. Niestety tak nie jest. Nie jeden weganin spojrzy z obrzydzeniem na Waszą jajecznicę i rzuci komentarzem, po którym odechce Wam się jeść. Nie jeden mięsożerca wyśmieje Waszą pyszną, kolorową sałatkę i wygłosi elaborat na temat wartości odżywczych czerwonego mięsa. Nie jeden bezglutenowiec spojrzy z wyższością na Waszą pizzę zajadając burgera w liściach sałaty i nie jeden ortorektyk poinformuje Cię, że sól, którą właśnie doprawiłeś sobie zupę wkrótce odbierze Ci życie. I to wszystko nie jest OK. 

W idealnym świecie każdy troszczy się o swój talerz. Możemy chcieć dobrze dla naszych bliskich i przyjaciół, możemy podsuwać im dobre rozwiązania, motywować ich do aktywności fizycznej… Ale jednocześnie mamy szacunek do ich wyborów. Mnie naprawdę jest bardzo trudno pogodzić się z tym, że moi rodzice nie dbają jakoś szczególnie o swoje zdrowie. To bardzo bliskie mi osoby, więc chcę dla nich dobrze. Ale choć to dla mnie przykre – muszę zaakceptować ich wybory.

Szczytem braku szacunku dla czyichś poglądów jest okłamywanie go co do zawartości jego potrawy. Nie raz widziałam coś takiego w programie „Ugotowani”, który kiedyś oglądałam – gospodarz okłamywał swojego wege-gościa, że np. zupa jest na bulionie warzywnym, a do kamery z nieskrywaną satysfakcją przyznawał, że wywar był mięsny, ale „wege-gość się nie zorientował”. 

To naprawdę BARDZO słabe. I głupie, szczególnie jeśli zignorujemy czyjeś poglądy nie wiedząc, że są one podyktowane np. alergią. 

Napisałam ten post, bo chcę zachęcić Was do dyskusji. Ciekawa jestem, czy spotykacie się w swoim otoczeniu z jakimiś komentarzami odnośnie Waszego stylu życia i czy mają one na Was jakiś wpływ… Ale też chciałabym, aby każdy zrobił sobie mały rachunek sumienia czy przypadkiem nie wykazuje czasami braku tolerancji dla czyjejś diety czy innych nawyków. Ja przyznaję, że nie jestem święta. Żartuję sobie czasami z mojego chłopa, który bardzo próbuje ograniczyć gluten, ale nie zawsze mu to wychodzi ;). Wydaje mi się, że to nieszkodliwe, bo to tylko takie żarty, ale może też przeginam? Warto się nad tym czasami zastanowić.

Czekam na Wasze komentarze 🙂


Kategorie: Różne

W dużym skrócie - freelancerka, pasjonatka zdrowego i uważnego stylu życia, miłośniczka Warszawy, psów i kuchni roślinnej. LifeManagerka.pl to blog lifestylowy, którego tematem przewodnim jest szeroko pojęte, umiejętne zarządzanie swoim własnym życiem. Począwszy od odpowiedniego odżywiania i regularnej aktywności fizycznej, poprzez rozwój osobisty, a skończywszy na licznych detalach, które czynią nasze życie lepszym, prostszym i szczęśliwszym.

  • Dziadkowie mojego M. są wyznawcami diety mięsnej, jako tej jedynej słusznej i najzdrowszej. To nic, że często ich talerz obcieka tłuszczem. 😉 Gdy przestałam jeść mięso byli oburzeni tym faktem. Prawili kazania z cyklu „ty wiesz, jakie to niezdrowe”, „w ciąży to niedopuszczalne” (nawet w niej nie jestem ;), „przecież to źródło białka, którego nie da się zastąpić”…
    Pozostaje nic sobie z takich uwag nie robić i kłaść na talerz to, na co mamy ochotę.

    • O matko, ja mam to samo z moimi teściami. Jedyna słuszna dieta to mięso z mięsem posypane mięsem… masakra. I tak samo słucham ciągle kazań na ten temat. Kiedyś próbowałam tłumaczyć licząc na zrozumienie, dlaczego ograniczam to czy tamto… ale spotkało się to tylko z komentarzami, które podała Agnieszka… Dlatego stwierdziłam, że nie warto tracić mojej cennej energii, bo i tak nikogo nie przekonam tylko robić swoje.
      Oczywiście nawet jeśli „nie gadam” tylko robię swoje, to i tak zawsze wszyscy „troszczą się o mnie” niemiłymi komentarzami… W Polsce temat odżywiania to niestety ciężka sprawa. Dziwi mnie tylko, że skoro moja teściowa wie, że mięso jadam od przypadku do przypadku i jest to najczęściej indyk, ryba, to ostatnio przywiozła mi wielki kawał podgardla!!!! (nawet nie wiem jakbym to miała przyrządzić i co to do końca jest)… i wtedy ręce mi opadają, bo to jest zwyczajnie brak szacunku do mnie i moich preferencji… Dlatego przyjmuję te „dary”, a potem albo szukam chętnego i oddaję, albo niestety wyrzucam, czego nie lubię.

      • Moi na szczęście się przyzwyczaili i rzucą jeszcze nie raz jakimś komentarzem albo pytaniem „to kiedy zaczniesz znowu jeść mięso?”, ale nie mogę powiedzieć, by nie szanowali mojego wyboru. Swego czasu odkryłam, że tłumaczenie nie ma sensu, bo nawet jakbyś przytaczała wyniki najnowszych badań i porównywała zawartość białka w mięsie i warzywach strączkowych oni i tak będą wiedzieć swoje.
        Początek jest kluczowy, żeby nie dać sobie wejść na głowę – później już jest lżej. 😉

      • Nemesis Nave

        Może po prostu parę razy nie przyjmij? Jeżeli teściowa zachowuje się niekulturalnie w stosunku do Ciebie (świadomość, że tego mięsa nie jesz i wciskanie go na siłę jest zwyczajnie pozbawiona taktu i kultury), to może postąp tak samo.

  • Gabriela Wandzel

    Tak mi się wydaje, że osoby, które wyśmiewają, że ktoś uprawia jakiś sport, dba o dietę, chcą w ten sposób zagłuszyć swoje lenistwo i sumienie. Ruszenie się z kanapy trochę kosztuje, sama wiem to najlepiej. Dbanie o zdrową dietę też, bo wszędzie otaczają nas niezdrowe produkty, pełne chemii, czasami trzeba poświęcić chwilę więcej, by znaleźć wartościowe rzeczy dla naszego zdrowia. No i to też brak świadomości. Mało kto myśli o tym, że to co robi teraz (albo i nie robi) ze swoim ciałem, organizmem będzie miało skutki za X lat. Bo skoro teraz nic mi nie dolega, to co może się stać za chwilę? Ja w końcu zrozumiałam, że wybierając zwykłe bieganie, znajdując na to godzinę dziennie robię wiele dla siebie na przyszłość. Z jedzeniem jest nieco gorzej. Mam podobna sytuację jak Twoja, ogranicza mnie mama, która rządzi w kuchni i kwestia finansowa. Ale lada chwila to się zmieni i myślę, że razem z chłopakiem podejdziemy do tematu inaczej.

    I tak na koniec tego wywodu… naprawdę nie ma co się przejmować ludźmi i ich krytyką. Róbmy to, co nam służy.

  • Ja napotkałam tylko bardzo podejrzane spojrzenie mojego męża, kiedy ogłosiłam że nie jem mięsa. Moja mama również go unika, więc nie była zaskoczona i nie prawi mi żadnych tekstów 😉 A z takim stwierdzeniem „podziwiam że Ci się chce” spotykam się czasami, ostatnio w szatni na siłowni kiedy dziewczyna która przyszła na taniec zdradziła mi że bez koleżanki by się nie wybrała bo to tak nudno no a w ogóle to zimno dziś. Yy.. heloł? 😉 Tak jak pisałaś w poście o motywacji, jeśli jest ona wewnętrzna, to największa zawierucha nie jest w stanie powstrzymać naszej realizacji planów. Życzę wytrwałości każdemu kto spotyka się z jakimś ograniczaniem jego wyborów, tekst o babci która zgubiła narty mega słaby 🙁 Mam nadzieję że jeszcze wróci do tej aktywności, nie bacząc na krzywe spojrzenia sąsiadek!

  • makate

    Wtrącanie się do cudzego życia i ocenianie go to w ogóle częsta sprawa, niestety. Ja u siebie też widzę czasem zapędy do tego, żeby kogoś pouczyć – i staram się z tym walczyć, bo wiem, że za wiele dobrego z tego nie wyniknie.
    Jeśli chodzi o zdrowy styl życia, to chyba faktycznie część osób nie może uwierzyć że ktoś lubi warzywa i bieganie, a nie codziennie się tym katuje 😉 jasne, są chwile że się nie chce – ale mimo wszystko idę na ten pilates, bo wiem, że potem będę sobie wdzięczna. Może wolałabym żeby objadanie się było bezkarne – ale tak nie jest, i jak mam wybrać, to wolę zrezygnować z kolejnego kawałka ciasta niż potem chodzić ociężała albo mieć jakieś sensacje żołądkowe. Jakoś tak zapomnieliśmy o tym, że jednym z celów jedzenia (oprócz np. miłego spędzenia czasu z bliskimi) jest po prostu zapewnianie organizmowi sił do życia – i jeśli komuś dany produkt nie służy, to może lepiej zrezygnować.
    Przykre jest to, co piszesz o tej starszej pani. U mojej teściowej na wsi było odwrotnie – kupiliśmy jej i cioci kije i chodziły razem. A teraz czasem chodzi też z sąsiadką. Pewnie niektórzy się śmieją, ale na szczęście to nie prowadzi do zrezygnowania z kijów.
    Gdyby tak dać sobie nawzajem prawo do życia po swojemu – o ileż łatwiej by było 🙂

  • Jak tylko z mężem postanowiliśmy sprawdzić, czy odstawienie glutenu nam pomoże, od razu zostaliśmy zasypani gradem pytań, czy chorujemy na celiakię. Bo przecież tylko wtedy można odstawić gluten. Gdy mówiliśmy, że to nasz wybór i chcemy sprawdzić, czy nasze brzuchy i żołądki będą miały się lepiej, wiele osób pukało się w czoło pokazując nam, co o tym myśli. Najgorzej było z rodzicami, a szczególnie z moimi teściami. Nie wprowadziliśmy sobie tej zasady na zasadzie terroryzowania wszystkich (w sensie nie zjemy tego kotleta, bo usmażyliście go w bułce tartej), ale miałam wrażenie, że mają do nas pretensje, bo ograniczamy im możliwości gotowania. A to przecież nie w ich kuchni dokonaliśmy zmiany tylko w naszej. Jak nam coś podano w gościach, to grzecznie jedliśmy, a jak mieliśmy wybór to wybieraliśmy opcję dla nas zdrowszą. Odstawiliśmy gluten na rok, a nasze samopoczucie się znacznie polepszyło. Teraz pozwalamy sobie na produkty z glutenem raz na jakiś czas, ale jak jest jego kiepska jakość, od razu czujemy się gorzej.

    I w tym temacie zawsze jest jedno pytanie, moje ulubione: „to czym wy się żywicie w takim razie?”. Jakby gluten był nawet w warzywach i mięsie 😉

  • Chyba nie ma osoby, która choć raz nie spotkała się z takimi komentarzami prowadząc „inne” życie niż reszta. Ja spotykam się z tym problemem bardzo często, od dziadków po znajomych z uczelni. Na początku bardzo denerwowało mnie to, że ktoś nie może zrozumieć, że TAK chce mi się, ćwiczę regularnie i uważam co jem. Teraz po prostu kiwam głową, mówię jak uważam i staram się nie przywiązywać zbyt dużej wagi do słów typu: „przecież i tak jesteś szczupła, możesz jeść co chcesz” Argh!

  • W.

    Mnie ostatnio zraziła bardzo jedna sytuacja podczas imprezy (posiadówy), gdy jedna z par powiedziała, że korzysta z diety pudełkowej. Cały grom krytyki na nich spadł za to – że to wcale nie takie zdrowe, że są leniwi, bo nie chce im się gotować, albo że tak wcale się nie chudnie itd.Dopiero wtedy uświadomiłam sobie jak to otoczenie jest ograniczone: dieta = odchudzanie; dietetyk, liczenie kalorii, czytanie składu = fanaberie. Pomijając, że nie zostali dopuszczeni do głosu dlaczego na taki sposób żywienia się zdecydowali, a zrażeni tą krytyką wcześnie wyszli i nie mogłam dopytać o szczegóły i opinie, którymi byłam bardzo zainteresowana, na zasadzie zwykłej normalnej rozmowy o żywieniu.

  • Niedawno zamieszkałam w Norwegii i postanowiłam mocno ograniczyć spożywanie mięsa. Właściwie to jem ryby i owoce morza od czasu do czasu. Spotkałam się tu z dużą wyrozumiałością i rodzina z którą mieszkam czasami specjalnie przygotowuje mi wegetariańskie wersje potraw. Ale jako że to ja w większości jestem odpowiedzialna za posiłki, czasami było mi głupio przygotowując jakieś wegetariańskie kotlety. Nikt nie mówił, że to niedobre, ani że mięso jest lepsze. Jednak jeżeli podkreślali, że to wegetariańskie jedzenie, to czułam się głupio i trochę niezręcznie. A nie powinnam! Często też przyznawali mi rację, że wcale mięso w sklepach nie jest najwyższych lotów. Więc jedyne z czym musiałam sobie poradzić, to z moim poczuciem winy bycia wegetarianką…

  • W.Kaja

    Mój tata systematycznie raczy mnie mięso-terrorystycznym tekstem. Hitem był
    „-spróbuj teko kabonosa, jest pyszny,
    – tato nie jem mięsa od roku,
    -nie musisz go jeść, tylko spróbuj”
    Chyba miałam przeżuć i wypluć…

    • Iwona Dobies

      hehe:) ja nie jem glutenu i u teściów była podobna konwersacja:
      – Mamo, mi odlej rosół zanim dorzucisz makaron.
      Po czym dostaje talerz z pływającym makaronem.
      – mówiłam, że nie chcę makaronu.
      – ale przecież mało ci dałam, taki makaron w zupie to nie makaron – odpowiedziała oburzona.

      Teoria mojej teściowej….

      • W.Kaja

        Moja teściowa na szczęście jest do rany przyłóż i jak już przeszedł jej dość krótki „okres buntu” to zaczęła mi nawet gotować osobne obiady, a ostatnio robiła ze mną hummus 🙂

  • Iwona Dobies

    Ostatnio jak zrobiłam sobie pieczone bataty pokrojone drobno w kostkę ze szpinakiem i czosnkiem do pracy, to koleżanka skomentowała -„fuj, wygląda jak jedzenie szpitalne, jak możesz to jeść?”:P ale już przywykłam do tych różnych głupich min i komentarzy. Zupełnie się nimi nie przejmuje.
    Gorzej, że moje dziecko (3,5 l) powiedziało do mnie ostatnio, że wszyscy rodzice jak przychodzą po swoje dzieci do przedszkola to przynoszą im coś słodkiego ( w sensie wafelki, cukierki, lizaki) a ja jej nic nie przynoszę. Piekę więc ciastka, babeczki i inne zastępcze słodycze i ładnie pakuje. Najpierw był bunt – bo to nie ze sklepu. Ale jak inne dzieci zaczęły się interesować, co ona dostaje to teraz chodzi dumna, że mam jej piecze ciasteczka:) nawet ostatnio jedna z mam spytała się mnie o przepis.

  • sQra

    Wszystkożercy też mają przekichane. Wcinam mięsko, nabiał, nie ograniczam glutenu, bo te rzeczy mi nie szkodzą, a je lubię. Ale i tak się muszę czasem nasłuchać, jak bardzo to mi wszystko na pewno szkodzi, a poza tym to jak ja mogę jeść zwierzątka, morderca itp. Ano mogę. Wyznaję zasadę, że mój talerz moja sprawa, twój talerz twoja sprawa i tego bym oczekiwała od innych.

  • U mnie była wojna kiedyś po treningu domowym, czy powinnam jeść białko czy węglowodany. Co osoba, to miała swoją teorię. Moi rodzice już trochę odpuszczają z nadmiarem jedzenia na talerzu, kiedy do nich przyjeżdżam, bo już wiedzą że w ciągu 5 godzin wolę zjeść dwa posiłki a nie jeden ogromny. Tu gdzie teraz mieszkam, nawzajem się nakręcamy na jedzenie. Mój chłopak jest wegetarianinem, ale akceptuje to, że wcinam kurczaka. Z drugiej strony dzięki niemu też jem o wiele więcej warzyw niż kiedyś. W pracy jedynie dziwią się, że nie jem u góry Maca 😉 lubię za to subwaya, ale bez sosu :p

  • Spotykam się z tego typu komentarzami cały czas… Niektórzy są niereformowalni 😉 Ostatnio robiłam sobie detoks cukrowy i wtedy to musiałam się natłumaczyć. Zdumiewające jest to, że co druga osoba próbuje schudnąć, męczy się drakońskimi i głupimi dietami, a gdy ja po prostu nie jem cukru, to każda z tych osób przekonuje mnie, że nie ma nic złego w jednym ciasteczku, że ja to sobie mogę pozwolić (jakbym szczupłą sylwetkę zawdzięczała batonikom).
    Przykre jest też dla mnie to, że najbliższa rodzina niespecjalnie próbuje dbać o odżywianie i nie wynika to z niewiedzy, bo przecież systematycznie uświadamiam ich w pewnych kwestiach, tylko z jakiegoś dziwnego oporu wobec zmiany. No tyle lat smażyłam na margarynie to po co będę teraz coś zmieniać… :-/
    Ale najzabawniejsze jest to, że jako osoba która je wszystko, muszę „walczyć” i z mięsożercami i weganami 😀 Bo zawsze znajdzie się ktoś, kto próbuje mnie oświecić 😛
    Temat rzeka… 😉 Też kiedyś o tym pisałam i ludzie mieli podobne odczucia, także nie jesteśmy same 😀

  • Anna R

    Ciekawy temat 🙂 My w rodzinie nie mamy problemu, bo jak odwiedzamy jednych czy drugich rodzicow to zawsze ja gotuje w ich kuchniach i wszyscy sa zadowoleni. Ja jestem zadowolona, bo jem dokladnie to na co mam ochote. Moi sa zadowoleni, bo probuja nowosci. Jego sa zadowoleni, bo nie musza gotowac, bo jest smacznie i nie czuja sie ociezali 🙂 Dodatkowo mama mojego partnera robi mi „reklame” i wszystkim opowiada, ze jak przyjezdzamy, to takie dobre, zdrowe rzeczy je. W pracy polowa osob to wegetarianie/weganie, kazdy z roznych powodow i to dzieki nim ja sama sie odwazylam na weganizm. Nikt nikogo nie poucza, nie krytykuje, a jak mamy jakis firmowy obiad to zawsze znajdziemy takie miejsce, zeby zywieniowe potrzeby kazdego z nas zostaly spelnione, co jest akurat latwe w miescie, w ktorym pracujemy 🙂
    Czasami chcialabym komus powiedziec, zeby sprobowal nie jesc tego czy tamtego, w sytuacji kiedy wiem, ze dana osoba ma jakis problem zdrowotny. Wiekszosc ludzi niestety nie zdaje sobie sprawy z tego, ze to dieta moze byc powodem problemow, ktore pozornie z ukladem pokarmowym nie maja nic wspolnego. Chcialoby sie komus pomoc, sugerujac jakies rozwiazanie, ale problem polega na tym, ze nie wiem jak to zrobic taktownie, zeby nie bylo, ze to ja jestem zywieniowym terrorysta 🙂

  • Goszcz

    Ja jakoś nigdy nie miałam problemu z prawdziwym hejtem, co najwyżej są jakieś pytania, ale nikt złośliwie nie komentuje. Moja współlokatorka na przykład zawsze z ciekawością ogląda to co jem i się zachwyca, że takie dobre rzeczy robię, bo jej to się nie chce/ nie ma czasu 😉 I zawsze jadła ciągle to samo, ale ostatnio nawet za moją inspiracją zaszalała i kupiła sobie w końcu coś innego w sklepie i była zadowolona 😉
    Z drugiej strony jestem ostatnio z polecenia lekarza na diecie bez pszenicy, mleka krowiego i cukru. I już mi się nie chce wszystkim tego tłumaczyć 😉 Ale muszę przyznać, że większość osób to akceptuje, tylko mnie strasznie żałują, że jestem taka biedna 😉 A mi jest całkiem dobrze, od kiedy nie jem cukru przestałam być ciągle głodna!

  • Bardzo ciekawy wpis 🙂 Irytuje mnie ogólne podejście, że zdrowy, ale rozsądny tryb życia to jakieś wyrzeczenia. Sama miewałam różne pomysły, ocierałam się o różne diety i triki. Zawsze jednak starałam się pamiętać, że najważniejsze są dobre zasady na całe życie. Uwielbiam gotować i uwielbiam dobre jedzenie, dlatego chcę żyć tak, bym mogła sobie na to pozwolić 🙂 Chodzi tu o w zasadzie drobne a dobre nawyki: jak picie wody, warzywa do każdego posiłku, mniejsze a częste posiłki, etc. Na razie częściej mi nie wychodzi niż wychodzi, ale wiem, do czego chcę dążyć i co osiągnąć 🙂

    Rozpisałam się – chodziło mi o to, że ludzie bardzo często uważają, że to przesada, że terror, że się tak nie da. A to kwestia podejścia 😉 Dla mnie nawet diety eliminacyjne był inspiracją i wyzwaniem, do szukania innych sposobów gotowania.

  • Nie manifestuję swojego sposobu odżywiania, nie krytykuję cudzej zawartości talerza, szanuję czyjś wybór, bo to jego zdrowie. Moje złote rady na nic się przydadzą, jeśli ktoś nie widzi potrzeby zmiany. Tylko się odgryzie za takie uświadamianie na siłę. Jedynie z bliskimi osobami dzielę się swoimi poglądami czy nowinkami, jeśli jest ku temu okazja. Jeśli słyszę jakieś komentarze, zbywam je żartem 🙂

  • A u mnie to działa w drugą stronę niż u Ciebie 😉 Moi rodzice mają hopla na punkcie zdrowego jedzenia. Zwłaszcza na punkcie ograniczania/wyłączania z diety glutenu. Ja nie 😉 To znaczy, z różnym skutkiem, staram się jeść zdrowo, ale wyznaję zasadę, że wszystko jest dla ludzi – gluten też. A ile ja się nasłuchałam o tym, że muszę go koniecznie z diety wywalić, bo coś tam i coś tam i coś tam. Masakra 🙂 Znam też terroryzujących wegetarian. A tak jak piszesz – nikt nikomu patrzeć w talerz nie powinien 🙂 A z drugiej strony, kiedy mój luby idzie pobiegać, a w przerwie szama drożdżówkę ze sklepu, to słyszy ode mnie kilka słów prawdy 😀

  • Agata N

    Oj tak 😉 Dobry temat!
    Jestem dietetykiem i od wielu wielu lat dbam o to, by mój styl życia był jak najbardziej zdrowy, ponieważ wiem jakie są konsekwencje, mam wiedzę, lubię siebie i nie chcę sobie szkodzić, a przy okazji chcę dawać dobry przykład moim bliskim i moim pacjentom.
    Straszne jest jednak to jak otoczenie na to reaguje na zdrowe odżywianie. Jeszcze na studiach, gdy pracowałam w różnych miejscach – od korpo po małe firmy – zawsze wszyscy śmiali się ze mnie, że noszę ze sobą jedzenie. Słyszałam już różne teksty, hitem było jak moja szefowa powiedziała kiedyś „że też się Pani jeszcze nie pochorowała od tego zdrowego odżywiania” 😉
    Trzeba mieć sporo dystansu do siebie i poczucia humoru, żeby przeżyć te różne zaczepki 🙂 Tego więc sobie i nam życzę 🙂

  • pau

    Czytając tego posta od razu przypomniało mi się wiele sytuacji z mojego życia. Momentami nawet wpadałam w taką pułapkę, że kłamałam bo już miałam dosyć komentarzy na swój temat. Niestety te komentarze nie tyczą się tylko jedzenia, każdego odstępstwa od „normy”. Zadziwiające jest to jak inni ludzie bez żadnych ogródek osądzają i komentują.
    Przyznam, że nie wyrobiłam sobie jeszcze wystarczającego pancerzyka, i często w takich sytuacjach nie umiem się obronić. Ale pracuję nad tym 😉 pozdro!

  • ooo ja bym otagowala przy tym tekscie ministra wiadomo ktorego . Jako weganka srednio raz w tygodniu slysze zart o tym czy na rowerze tez jezdze bo to nie po bozemu -___-‚. Kolezanka katoliczka na joge nie pojdzie bo ksiadz mowi ze to wymysl szatana… coz kochana. Zyjemy w nietolerancyjnym swiecie gdzie zdrowe podejscie do zycia jest nie nalezy do tradycyjnych polskich wartosci. Dobrze ze mamy tez tradycje polskie solidarnosciowe i powstancze a bycie w opozycyjnej mniejszosci mamy nie jako we krwi 😉

    • To z jogą to doskonała wymówka, chyba też wymyślił to jakiś minister albo naczelny „ojciec” naszego kraju. Papież Franciszek nie ma nic przeciwko jodze, uważa ją wręcz za „dar od kultury wschodu” 🙂

  • Komentarzy w moim otoczeniu zawsze jest mnóstwo i niestety nie zawsze jestem w tak dobrej formie, żeby móc z nimi dyskutować… Zresztą tak jak piszesz, czasami nie warto, bo „do ograniczonych umysłów trudno dotrzeć”. Aktualnie na tapecie jest wyśmiewanie przynoszonych przez Feel’a koktajli (smoothie) do pracy. Co ciekawe, wyśmiewa „kolega”, który codziennie je zupkę chińską zapijając ją colą, a jednocześnie nie jest zbyt zadowolony w siebie, bo od początku roku przytył już 3 kilo. Cóż, każdy podejmuje własne decyzje, a ludzie zawsze będą gadać i krytykować. Taki świat, trzeba nauczyć się dystansu 😉

  • Nie prowadzę zbyt zdrowego stylu życia, a jednak problem jest mi doskonale znany, bo dotyka on nie tylko osób, które starają się dbać o siebie i być fit, ale po prostu każdego, kto w jakikolwiek sposób odbiega od standardowej przeciętności. Tak się składa, że trenuję ze swoim psem obedience – na poważnie, przygotowuję go do startów w zawodach. Większości osób z mojego otoczenia po prostu w głowie się nie mieści, że „aż tyle” wydaję na akcesoria treningowe, indywidualne zajęcia z trenerem, dobrą karmę. A już fakt, że trenuję praktycznie codziennie, że „mi się chce”, że bardzo, bardzo staram się, aby mój młody zawodnik każdego dnia miał przynajmniej sesję detali jest już w ogóle absolutnie nienormalne.

  • Klaudia Leszczyńska

    Dobry wpis:) ja teraz będąc w ciąży też nie raz slyszalam co powinnam jeść a czego nie, na szczęście zazwyczaj osoby te nie potrafiły uzasadnić nawet danego stanowiska, bo tak się przyjęło że to wolno, a tego nie. Teraz chyba i tak łatwiej zdrowo się odżywiać, w kontekście mentalnym. Pamiętam jak lata temu wszyscy dziwili się wegetarianom, a dziś jest to już normalne, że jeden je mięso, a drugi nie:) mi osobiście podoba się dużo z diety św Hildegardy i o ile na początku też było sporo usmieszków, o tyle teraz wiele osób pyta o ten sposób żywienia;) pozdrawiam!:)

  • Blonde Bangs

    Za bardzo zdaniem innych się nie przejmuję, ale szczerze mówiąc najgorsze jest to co mówią bliscy. Ostatnio mam taki czas, że często choruję i w takich sytuacjach oczywiście pojawiają się wypowiedzi typu: zaczęłabyś normalnie jeść, a nie jakieś cuda wianki, później się dziwisz, że chora jesteś; wydumujesz sobie, mleko to jest od krowy, a nie roślinne. Całe szczęście na co dzień mieszkam km od nich :P.

  • Magdalena

    Tak czytam czytam i sobie myślę: nie lubię kupować gotowych dań, kanapek, jakiś fast food’ów, bułek słodkich czy słodyczy w bufecie szkolnym i zawsze mam jakiś lunch czy mniejszą przekąskę tak czy siak wszystko robię od a do z od poniedziałku do piątku i zawsze są komentarze ‚że ci się chce’, ‚chyba nie masz co robić’, ‚gdybym miała czas to również bym robiła’ kurde tak sobie myślę, ja również mam dodatkowe zajęcia, lekcje do 16, a zanim przyjdę do domu będzie po 17, jeszcze nauka i jakieś życie prywatne i mi się chce, bo mi to sprawia przyjemność. Jak to przeczytałam kiedyś takie zdanie (już teraz moje motto) ”Nauczyłam się gotować, by zdrowo żyć” wystarczy tylko chcieć.

  • Bardzo ciekawy tekst i niestety prawdziwy. Najgorsze z tego wszystkiego to oszukiwanie co do składu potrawy. Tego zdzierżyć nie jestem w stanie! Ostatnio nawet uznałam, że najlepiej będzie mówić, że mam nietolerancję albo alergię na produkty, których nie jem i może wtedy skończy się namawianie do spróbowania 😉

  • Asia

    Właśnie dlatego nikomu w najbliższym otoczeniu nie mówię co i jak jem i nie wdaję się w dyskusje na ten temat, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto z wyższością mi będzie usiłował uświadomić jak straszliwie się mylę i że sama sobie pętlę na szyję zakładam…

  • Świetny i bardzo mądry wpis. Mnie spotyka to samo, gdy tylko powiem, że czegoś nie jem. Ostatnio nawet spotkałam się z komentarzem, gdy dodawałam mleko bez laktozy do kawy :/
    Uwielbiam Twoje wpisy
    Pozdrawiam i zapraszam

  • Oczywiście, że się spotykam! 😀 U mnie królową jest akurat Babcia 🙂 Totalnie nie może zrozumieć kiedy odmawiam jej ciasteczek i słodkości 🙂

  • Ja chyba miałam dużo szczęścia, bo nigdy nie spotkałam się z takimi docinkami. Parę razy zdarzyło mi się (zanim zaczęłam wkręcać się w zdrowy tryb życia) usłyszeć niezbyt miłe uwagi na temat tego, że właśnie nie ćwiczę lub mało ćwiczę. Wiem, że nie były to złośliwe uwagi, a raczej miały zmotywować mnie do działania. Różne były tego skutki i przyznaję, że czasem było mi przykto to słyszeć.
    Odkąd jestem wege nigdy nie spotkał mnie przykry komentarz. Nawet moi rodzice i rodzeństwo zaregowali pozytywnie na te zmiany. Mój brat z żoną przeszli na wegetarianizm niedługo po mnie. Mój tata, który jest wielkim mięsożercą gotuje mi wegańskie potrawy i podsyła przepisy. Sam jednak niestety nie chce zmienić swoich przyzwyczajeń. Przykro mi i kilka razy zdażyło nam się o to posprzeczać, ale muszę to szanować tak samo jak on szanuje moje wybory.
    Współczuję bardzo tym, którzy niestety tak nie mają. Tak jak piszesz nie pozostaje nic innego jak zwyczajnie to olać. Za parę lat oni odczują skutki swoich negatywnych wyborów i będę z żalem wspominać, że trzeba było postępować inaczej.

  • Karolina Jachimowicz

    Świetny tekst, trafiłaś w samo sedno 🙂 Ja jednak walczę i zachęcam (nie namawiając do skutku) każdą osobę do wprowadzenia chociaż odrobiny zdrowia do swojego życia.

  • Myślę, że każdy z nas spotyka się z takimi komenatrzami albo spotykał w przeszłości. Ja do dzisiaj słyszę takie komentarze, nie tylko odnośnie moich decyzji związanych ze zdrowym stylem życia, ale także odnośnie decyzji moich przyjaciół czy osób publicznych, które zdecydowały się na określony rodzaj diety, aktywności fizycznej.

    Moja rodzina jest specyficzna, jej człnkowie akceptują moje decyzje, choć nie oznacza to, że się z nimi zgadzają albo popierają moje działanie…moja mama już kiedy miałam 13 lat mówiła, że to moje życie więc ja mam podejmować decyzje, a ich konsekwencje również będę ponosić ja (spokojnie, wszystko w granicach rozsądkau, moja mama była i jest odpowiedzialna).

    Niestety bardzo często nie dyskutujemy z decyzjami innych ale ich etykietujemy i obrażamy, mówiąc, np. że weganom z braku mięsa się na mózg rzuciło dlatego jedzą tylko sałatę (żeby to chociaż była prawda…). Nie szanujemy wyborów innych, nie dajemy im wolności do decydowania i ponoszenia konsekwencji (jakbyśmy o życiu innych wiedzieli wszystko najlepiej), nie jesteśmy tolerancyjni…Bardzo nam tego brakuje.
    Jeśli jednak mamy tego świadomość jest to pierwszy krok to pracy nad sobą:) Ja zdobiłam swój rachunek sumienia. Agnieszka, cieszę się, że ten tekst wyszedł ze szkiców i pojawił się tutaj:)

  • #typowe 😉

  • May

    Moi rodzice trochę się podśmiewają pod nosem z mojego niejedzenia cukru i pszenicy. Ale jak jestem w domu (przyjeżdżam raz na jakiś czas – studiuję w innym mieście) i wołam „tata daj na siłownię” to nikt nie kreci nosem, mama zachwala, nawet babcia też 😀 Pomimo docinków pół żartem pół serio nie mają problemu z tym, że staram się o siebie dbać. Choć nie zawsze tak było, ale chyba zauważyli, że mam wszystko w nosie i po prostu robię swoje 😉

  • Ja na szczęście nigdy z czymś takim się nie spotkałam. Mam wokół siebie otwartych ludzi. I zdrowo odżywiających się.