Czy warto robić zakupy na bazarku?

Może Was teraz zaskoczę, ale wcale nie jestem wielką fanką bazarków. Zimą praktycznie w ogóle na nie nie chodzę i wcale mi tego nie brakuje. Tutaj oczywiście nasuwa się pytanie gdzie kupuję owoce i warzywa i odpowiedź jest prosta – przy okazji innych zakupów, czy to w warzywniaku czy w markecie. Na temat jedzenia warzyw i owoców z marketów mam takie samo zdanie jak autorka tego artykułu, więc nie będę się teraz na ten temat rozpisywać. 

Dziś będzie mowa o mojej trudnej relacji z bazarkami…

bazarek_3

Bazarek bazarkowi nierówny

Zacznijmy od tego, że bazarki są różne. Ja w swoim wpisie będę opowiadać o swoim osiedlowym, bo nie mam w zwyczaju jeżdżenia po codzienne zakupy na drugi koniec miasta. Nawet zakupy w marketach zawsze staram się robić przy okazji. Wiem, że świetnym miejscem w Warszawie jest np. Hala Mirowska, ale mieszkam daleko od niej i nie wyobrażam sobie aby jeździć tam 2 razy w tygodniu. 

To będzie subiektywny wpis, nie głoszę w nim jedynej słusznej prawdy o wszystkich bazarkach w Polsce, a piszę jedynie o moich kilkuletnich doświadczeniach i spostrzeżeniach w tej kwestii.

zakupy_na_bazarku

Skąd się biorą owoce i warzywa na bazarkach?

Często mówi się, że jednym z plusów kupowania na bazarkach jest bliższy kontakt z dostawcami kupowanych produktów. Ale czy na pewno? Na moim bazarku głównie w sobotę rano można spotkać faktycznych „rolników” (albo osoby dobrze na nich wystylizowane ;)), a na co dzień urzędują tam osoby, które po prostu mają swoje stoiska owocowo-warzywne i w swoje produkty zaopatrują się na giełdzie. Te osoby nie wysiewały tych roślinek, pewnie nie mają też za bardzo pojęcia co w nich siedzi. „Zwykły człowiek” też może wstać wcześnie rano, pojechać na Bronisze i zrobić zakupy z pominięciem sprzedającego je później pośrednika. I tutaj znowu pytanie – czy jak zapytamy sprzedawcę czy warzywa nie rosły przy ruchliwej ulicy albo nie były pryskane jakąś chemią, to czy otrzymamy prawdziwą odpowiedź? Obawiam się, że nie zawsze. Prędzej usłyszymy to, co chcielibyśmy usłyszeć. 

IMG_4954

Jaki więc jest plus kupowania na bazarkach? Głównie taki, że często poznajemy w ten sposób właściciela stoiska (ale też nie zawsze, często są to zatrudnieni pracownicy) i przynajmniej wiemy kogo wspieramy. Zawsze to milej wesprzeć jakiś mały, lokalny biznes, niż supermarket, który często źle traktuje swoich pracowników i robi w konia klientów (m.in. podając błędne ceny na półkach). W dodatku robiąc zakupy na bazarku możemy trafić na sprzedawców z pasją, u których widać, że starają się dobierać produkty dobrej jakości i wkładają serce w swoją pracę. Jednak jeśli mam być szczera, to ja jeszcze nikogo takiego u siebie na bazarku nie poznałam… Mam nadzieję, że w końcu uda mi się znaleźć stoisko, do którego będę chętnie wracać. Póki co widzę duże nastawienie na zysk i zasadę „byle sprzedać”. Nie raz zdarzyło mi się przynieść do domu obrzydliwie śmierdzący, nieświeży bób czy zgniłe truskawki, dobrze ukryte przez sprzedawcę na dnie łubianki. 

Uliczne stoiska z owocami i warzywami

Nie wiem jak w innych miastach, ale w Warszawie ostatnimi czasy zaroiło się od przypadkowych, „chwilowych” stoisk z warzywami i owocami, które można spotkać przy wyjściach z metra i innych miejscach, gdzie jest spory przepływ ludzi. Te osoby też zaopatrują się na giełdzie, a nie muszą płacić za stanowisko na bazarku (a kto wie, może nawet cała ich działalność jest nie do końca legalna), więc ceny na ich stoiskach są zazwyczaj troszkę niższe niż na bazarkach… Ja unikam robienia na nich zakupów z dwóch powodów – po pierwsze właśnie dlatego, że nie mam pewności czy cały ten biznes jest legalny, a po drugie te stoiska często są ulokowane przy ruchliwych ulicach i to działa na moją psychikę – nie mam apetytu na coś, na czym przez cały dzień osiadały samochodowe spaliny. 

Wyjątkiem jest to o czym wspominałam wcześniej – latem w soboty na bazarki przyjeżdżają osoby z okolicznych wsi, które faktycznie wyprzedają coś ze swojego ogródka. Zazwyczaj są to osoby w starszym wieku, które nie mają do wyboru całego asortymentu włącznie z owocami egzotycznymi, tylko np. skrzynkę ogórków, szpinaku, rabarbaru i ziemniaków. Te osoby budzą moje największe zaufanie i takie chętnie wspieram. 

Więc dlaczego dopiero wiosną zaczynam sezon zakupów na bazarku? 

Bo dopiero teraz dostrzegam różnicę w jakości produktów, która jest bardzo odczuwalna w przypadku produktów sezonowych. Raz, że w marketach nie wszystkie produkty sezonowe są dostępne, a dwa że jak już są, to wyglądają jak „wyjdź stąd i nie wracaj”. Dlatego wiosną i latem o wiele chętniej odwiedzam bazarki, bo tylko tam mogę kupić dobre szparagi, rabarbar, bób, truskawki, czereśnie czy inne wspaniałe, polskie owoce… Choć jak już wspomniałam wyżej – trzeba uważać, aby to co kupujemy naprawde było dobrej jakości, bo i tutaj czasami ktoś próbuje nas zrobić w konia i sprzedaje nieświeży produkt. 

Dodatkowo jak pisałam wcześniej – warto czasami poświęcić sobotni poranek na takie zakupy, bo wtedy można trafić na świeżutkie produkty prosto z czyjegoś ogródka. 

Ceny na bazarkach

Ceny w Warszawie są bardzo różne, sama jestem tym zaskoczona… Na pewno są one uzależnione od tego ile ktoś płaci za swoje stoisko i idąc tym tokiem – te zadaszone, w dobrej lokalizacji mają wyższe ceny niż te bardziej „na dziko”. Moja mama często zachwyca się targiem na Wawrzyszewie, jakoby był on dobrze wyposażony i bardzo tani. Nie dowierzałam, dopóki nie zobaczyłam wpisu Agaty i zdjęć przedstawiających właśnie ten bazarek. Na południu Warszawy na dwóch znanych mi bazarkach ceny są nieco wyższe… Nie mam zbyt wielu zdjęć na których byłyby one widoczne, ale widać to chociażby po pomidorach. Ogólnie prawie na wszystkim jest różnica ceny od 1 do kilku złotych za kilogram. To oczywiście drobiazg przy mniejszych zakupach, ale jak robi się większe to różnica może być odczuwalna. 

ceny_na_bazarku_2 bazarek_2 bazarek

Podsumowując… 

Z wyżej wymienionych powodów daleka jestem od idealizowania warzyw i owoców z bazarków. Moje doświadczenia wskazują na to, że nie zawsze warto specjalnie się po coś fatygować na bazarek i płacić za to więcej. Supermarketów oczywiście też nie mam zamiaru wychwalać, ale zimą stawiam właśnie na nie (i na osiedlowe sklepy), bo tak jest prościej, szybciej i taniej. Czy mniej zdrowo? O warzywach z bazarków wiem niestety tak samo niewiele, więc na ten temat nie mogę się wypowiedzieć. 

Jednak właśnie zaczyna się ten czas w roku, kiedy na bazarki naprawdę warto chodzić, co najmniej raz w tygodniu. Jest na nich teraz tyle dobrych rzeczy, którymi nie będziemy mogli cieszyć się zbyt długo… Żal byłoby to przegapić :). 

P.s. Przy tego typu postach zazwyczaj wraca temat kooperatyw, zbiorowych zakupów lokalnych prosto od rolnika itp. Co do tego też mam swoje spostrzeżenia, ale jest ich jeszcze zbyt mało aby powiedzieć coś więcej… Niemniej za jakiś czas na pewno i na ten temat pojawi się post :). A ja już wyczekuję lata, częstszych wyjazdów na wieś i zaopatrywania się w świeże produkty z ogródka babci i cioci!
A jaki jest Wasz stosunek do zakupów na bazarkach? Jeśli znacie jakieś dobre bazarki w swoich miastach, to koniecznie dajcie znać w komentarzu, może komuś się to przyda.


Kategorie: Odżywianie

W dużym skrócie - freelancerka, pasjonatka zdrowego i uważnego stylu życia, miłośniczka Warszawy, psów i kuchni roślinnej. LifeManagerka.pl to blog lifestylowy, którego tematem przewodnim jest szeroko pojęte, umiejętne zarządzanie swoim własnym życiem. Począwszy od odpowiedniego odżywiania i regularnej aktywności fizycznej, poprzez rozwój osobisty, a skończywszy na licznych detalach, które czynią nasze życie lepszym, prostszym i szczęśliwszym.

  • W.

    Moje podejście nie jest spójne, ale w mieście nie zaopatruje się na bazarach, bo nie chce mi się na nie jeździć i dźwigać zakupów, nie są to duże odległości, ale szkoda mi wolnego czasu na taką wycieczkę. W ogóle zawsze mi szkoda czasu na zakupy, niezależnie jakie one by były, więc tez właśnie robię je przy okazji. Natomiast na linii praca-mieszkanie mam kilka stoisk przy ulicach – kupuję od jednego pana, tylko z tego względu, że wiem, że to są rzeczy, która sam z ojcem uprawia, o czym nie raz mi opowiadał. Zresztą nic mnie bardziej nie zachęca niż nieidealny wygląd owoców czy warzyw. Za to kiedy jadę na wieś to w sumie przy okazji, ale jest to wyprawa, robię racjonalne zapasy u znajomych rolników, a przede wszystkim w ogródkach rodziców i babci (w moim regionie takie warzywa i owoce, które powinny być pod ręką i można bezpośrednio przed przygotowaniem są w ogródkach, cała reszta „na polach” i w sadach). (Nie)stety pod tym kątem jestem bardzo rozpieszczona i czuję różnicę w smaku różnych produktów, którymi odpowiednio od dziecka byłam karmiona, a miały w pełni naturalne pochodzenie, a tych które są odpowiednio ulepszone.

  • Ja mentalnie lubie bazarki i lubie na nich kupowac. Czuje sie wowczas jak na urlopie. W supermarketach nie przepadam. Lubie zwykle sklepy, gdzie ma sie kontakt ze sprzedawca ;))

  • Moje podejście do bazarków (wielka miłość) zmieniło się w chwili, gdy zaczęliśmy działać w ramach naszego sklepu z żywnością ekologiczną. Wiele rzeczy sobie zweryfikowałam w trakcie tych 3 lat. Dzisiaj nie ruszam rzeczy z bazarków między innymi ze względu na powody, o których wspominasz. Miałam wyidealizowaną wizję tego wszystkiego – rolnik przyjeżdża, prawdziwe produkty, wspaniałe. Okazuje się jednak, że zdecydowana większość osób na przykład kupuje produkty tam, gdzie każdy inny sklep w Krakowie. Ba, nawet w małej Limanowej na bazarku znajdują się warzywa i owoce na przykład z giełdy czy hurtowni owoców i warzyw. Dzisiaj mam kontakt z rolnikami, którzy dostarczają nam np. maliny, truskawki, warzywa, kupuję produkty raczej od osób, które znam. Zdecydowanie też wolę zaopatrzyć się w markecie, gdzie mogę dowiedzieć się, skąd przywędrowała sałata niż z przypadkowego stoiska. Co więcej, myślę sobie, że warunki w marketach (chłód chociażby) są lepsze dla warzyw i owoców niż prażenie się w słońcu czy „wdychanie” kurzu, spalin i innych rzeczy.

  • Nic dodać, nic ująć. Z dokładnie tych samych powodów nie kupuję na bazarkach zimą i kupuję latem. Te same wnioski 😉
    Od czasu do czasu kupuję jakieś warzywa przez Lokalnego Rolnika, ale…ceny są powalające :-/ i niestety ale zwyczajnie nie stać mnie robienie pełnych zakupów.
    Kiedyś, jak mieszkałam w rodzinnym mieście, to uwielbiałam bazarki. Moje miasteczko jest małe, więc każdy się zna i osoby które sprzedają warzywa i owoce to rolnicy. Wszystko zawsze świeże, ceny niskie, mili ludzie których chętnie się wspiera. Gdy przyjechałam do dużego miasta to przeżyłam bazarkowy szok 😛 Kilka razy mnie oszukano, produkty często były nieświeże, kiepskiej jakości, a obsługa byle jaka. No a jak się dowiedziałam, że zaopatrują się na giełdzie to już w ogóle nie widziałam sensu w robieniu zakupów w tych miejscach.
    Niestety nie znam w Łodzi żadnego bazarku, który byłby godny polecenia. Jak już robię zakupy na okolicznych to bardzo uważnie wszystko sprawdzam, zanim cokolwiek kupię.

  • Ja mam to szczęście, że mieszkam przy wspomnianej przez Ciebie Hali Mirowskiej i faktycznie ostatnio kupuję tam większość warzyw i owoców – nie widzę sensu kupowania tam np. bananów, ale pomidory wychodzą taniej niż w Biedronce i na pewno są lepszej jakości, dużo smaczniejsze. Mamy też tuż pod nosem BioBazar, ale ceny warzyw tam to jest jakaś farsa, chociaż np. boczek wyszedł nas niewiele drożej niż ten biedronkowy. Wadą takich zakupów jest to, że trzeba na nie poświęcić więcej czasu – mój chłopak, który mieszka tu od dziecka nauczył mnie, żeby najpierw obejść cały bazarek, a dopiero później kupować u tych, którzy mają produkty ładniejsze lub tańsze, bo różnice w cenach potrafią wynosić 2-3 zł na kg takiego samego warzywa. No i trzeba mieć gotówkę, a ja jestem typowym bezgotówkowcem 😀

    • Ja też jestem bezgotówkowcem, to faktycznie upierdliwe, że idąc na bazarek trzeba pamiętać o wizycie w bankomacie.
      Na BioBazarze byłam raz i ceny mnie powaliły 🙂 no i tam mam jeszcze dalej niż na Halę więc bez sensu.

  • Ja nie tylko do bazarków, ale i osiedlowych warzywniaków mam taki sam stosunek. Kiedyś zachwycona tym, że mogę kupować świeżutkie owoce i warzywa nie w markecie, tylko właśnie w takich miejscach, po pewnym czasie przestałam zauważać różnicę. W jakości i świeżości produktów. Bo cena w dużych sklepach oczywiście zawsze była korzystniejsza. Rozczarowana byłam także, gdy po raz kolejny pytając sprzedawcę o odmianę warzyw, czy owoców, albo mówiąc jakie jabłka chciałabym kupić, nie otrzymywałam zadowalającej odpowiedzi, albo nie dostawałam jej wcale. Bo to nie rolnik mi je sprzedawałam, a osoba zatrudniona na tym stoisku, której nie interesowało nic więcej, niż zważyć, zapakować, sprzedać. Bardzo podobało mi się natomiast kupowanie warzyw i owoców na BioBazarze, gdy bywałam w Warszawie i do tej pory pamiętam smak produktów z jednego ze stoisk, które zawsze było tam bardzo oblegane. Opcja kupowania warzyw i owoców w kooperatywnie spożywczej też była super, ale na dłuższą metę było to dla mnie męczące, bo odebranie zakupów z umówionego miejsca stanowiło niemały problem. Generalnie stawiam kupowanie warzyw i owoców na bazarkach, w marketach i osiedlowych warzywniakach na tym samym miejscu i nie gloryfikuję (ale też nie przekreślam) żadnego z nich. Wszystko zależy od tego, na kogo tam trafimy. Bo znałam kiedyś właściciela osiedlowego warzywniaka, który był jednocześnie rolnikiem i o wszystkim, co sprzedawałam potrafił opowiadać i opowiadać, a jego produkty smakowały, jak żadne inne 🙂

  • Dla mnie najważniejsze jest kupowanie warzyw i owoców, a już gdzie kupuję to różnie bywa. Wolę kupić warzywa w supermarkecie niż nie jeść ich wcale. Jednak uwielbiam klimat bazarków 🙂 Niestety nigdy nie mamy 100% pewności co właściwie kupujemy, dlatego czasami kupuję sezonowe produkty z gospodarstw ekologicznych.

  • Agnieszka Kulawczyk

    Mam szczęście 🙂 Mieszkam w Łodzi bardzo blisko największego rynku (Bałucki Rynek). Tutaj mało kto nie jest rolnikiem 🙂 Oczywiście, trzeba uważać, bo dla niektórych najważniejszy jest zarobek. Na szczęście nie dla wszystkich 🙂 Uwielbiam robić wiosną zakupy na rynku 🙂 Poza tym ogromnie doceniam, że mam w jednym miejscu sezonowe owoce (teraz: pyszne jabłka i gruszki!) i warzywa, jajka i kiszonki.
    Jedyną rysą na szkle są jajka, które wiem, że są od kur z chowu ściółkowego, ale wspieram przynajmniej rodzinne gospodarstwo z podłódzkiej Łęczycy.

    • Wlasnie napisalam o tym samym – uwielbiam rynek na Dolnej 😉

  • Ach, narzekacie, a ja wiele dalabym za taki ryneczek! Tu u mnie w ogole ich nie ma, musze kupowac wszytko w marketach! Czasami chodze do warzywniaczkow prowadzonych przez hindusow lub arabow, maja spory wybor warzyw, ale wszystko i tak jest z tej samej hurtowni;) Raz w tygodniu odbywa sie tu Farmers Market, ale jest to tak ubogie i zalosne, a ceny sa tak pojechane, ze w ogole tam nie chodze.
    Co wiecej jakosc i smak warzyw i owocow tu na Wyspach jest tragiczne, dlatego zawsze zachwycam sie nimi gdy jestem w PL lub gdzies na poludniu Europy 😉 Poza tym ciezko dostrzec tu sezonowosc, poniewaz wiekszosc produktow dostepna jest przez caly rok (truskawki, szparagi, maliny, itp.).
    Jezeli chodzi natomiast o polskie ryneczki to je uwielbiam i bardzo, ale to bardzo mi ich tu brakuje. Zawsze gdy jade do domu, do Lodzi, odwiedzam ryneczek. A na takim rynku przeciez od razu widac kto jest rolnikiem, a kto zwyklym sprzedawca;) Zazwyczaj robie jedna runke dookola i ogladam, a potem zabieram sie za zakupy, gdy juz wiem co gdzie jest, jakie i za ile 😉

  • Bardzo rzadko kupię na bazarkach, ale jak jestem to kupuje warzywa i owoce, a nawet ubrania.

  • też te owoce i warzywa z ciężarówkowych straganów jakoś mnie nie przekonują, właśnie ten kurz i brud z ulicy nie są zbyt zachęcające…
    przyznam, że ja na te bazarki czekałam całą zimę i o ile Halę Mirowską mam blisko i uwielbiam za wybór roślinek i ziół na balkon to już ta część bazarkowa mnie trochę zniechęca, bo jest po prostu bardzo tłoczno i bardzo drogo – więc tak jak piszesz – sezonowe nowalijki, coś dla smaku mogę tam kupić, ale biorąc pod uwagę, że jemy bardzo dużo warzyw i owoców to gdyby całe spożywcze zakupy miały się opierać na bazarku poszlibyśmy z torbami 😛
    no i tak nie mogę nie dodać – jeśli ktoś wybierałby się latem do Stambułu to takie lokalne, uliczne bazary trzeba tam koniecznie odwiedzić! Są rewelacyjne, wszystko jest naprawdę świeże i pyszne, smakuje zupełnie inaczej, ceny też są śmiesznie niskie – polecam Sali Pazari we wtorki i Cuma Pazari w piątek – oba po europejskiej stronie miasta, oba na linii tramwaju jadącego z Sultanahmet 🙂

    • W.

      O jak miło, że mi przypomniałaś ;)) Lokalne, uliczne bazarki i świeżo wyciskane soki na każdym rogu to jedna z rzeczy, których najbardziej brakuje mi z Stambułu. Same kolory cieszą oczy, a co dopiero smak i przez cały okres pobytu tam (zaledwie 7 miesięcy) wchłaniałam wszelkimi możliwymi zmysłami ‚bazarowe spacery’ 😉

      • ja miałam to wszystko trochę dłużej, ale też zabierałam na wycieczki po bazarkach każdego gościa i wszyscy byli zachwyceni – zwłaszcza gdy trwał sezon na przepyszne figi!

    • Ja też bardzo dobrze wspominam tureckie bazary, byłam w Kusadasi i w Guzelcamli (wybacz, że bez tureckich znaków ;)) i po prostu chodziłam i chłonęłam atmosferę tych miejsc i cieszyłam oczy widokami. W ogóle tureckie jedzenie oparte na tych świeżych warzywach jest boskie.

      • oj w takich małych miejscowościach to jest jeszcze fajniej 🙂 u moich teściów na bazarku każdy każdego zna, a jak nie ma bazarku (bo ustawiają tylko w 1 dzień tygodnia) to się po prostu idzie do konkretnej osoby, albo … do ogródka :):)

  • Kasialek

    Ja z kolei mam to szczęście, ze rodzice mają działkę rekreacyjno-użytkową – sami sieją, dbają o warzywa i owoce i je zbierają. Jeszcze trochę muszę poczekać, ale będąc w weekend w rodzinnym mieście nie omieszkam wciąć wszystkiego co się da 😉 wtedy mam 100% pewności, że nie ma w nich zbędnej chemii i innych świństw 🙂 Jeśli chodzi o bazarki – ostatnio w weekend miałam go odwiedzić, a od dłuższego czasu zamierzam podjeść na giełdę owoców i warzyw w Ząbkach (mieszkam rzut beretem). Nie wiem jednak czy sprzedają takim szarakom jak ja czy tylko ‚pośrednikom’ 🙁

  • Najlepsze warzywa i owoce o te, które sami wyhodujemy i zbierzemy. Ja chodzę na bazarek do znajomej pani, która prowadzi duże stoisko pod jednym marketem. Wiem, że zaopatruje się na giełdzie, ale często ma „edycje limitowane”. Czasem udaje mi się kupić u niej ekologiczne jajka, teraz sprzedaje bez z własnego ogrodu, a kiedyś udało mi się kupić u niej raz płatki róży cukrowej. To przesympatyczna pani i rzadko zdarza mi się kupić u niej bubel. Zimą kupuję w Biedronce, ale czasem też mam wrażenie, że przyniosę coś do domu i następnego dnia gnije. Tak mam na przykład z marchewkami z marketu. Więc ta pani i jej bazarek to moje sprawdzone miejsce na zakupy, a latem gdy już wszystko dojrzewa jadę po prostu do domu rodzinnego po świeże porzeczki, agrest, maliny, szpinak prosto z ogródka, czasem też wymieniamy się z sąsiadami na to, co im zbywa (wiadro czereśni <3)

  • DietoNatka

    Hej, właśnie u mnie w poczekalni czeka post – gdzie kupuje warzywa i owoce w Holandii i czy boje sie je kupowac w markecie. Jesli jesteś ciekawa mojego zdania to planuje go puścić w poniedziałek, wiec zapraszam do lektury. Troche o miejscach gdzie mozna kupić warzywa i owoce – marketach , tureckich sklepach, targach, troche o smaku i dostępności bio i organicznych produktow roślinnych. Zapraszam serdecznie.

  • Nemesis Nave

    Dobrą opcją są kooperatywy spożywcze 🙂 Tylko tu dochodzi trochę „zachodu”, bo trzeba się dogadać z grupą, potem jechać i odebrać w wyznaczonym miejscu. No, ale chociaż zielenina z pewnego miejsca.
    Co do bazarków – mam podobne zdanie.

  • Ja też chętniej zakupy na bazarkach robię wiosną, głównie dlatego, że zaopatruję się wtedy w kwiaty, bo nadchodzi czas ogarniania ogródka i balkonu 🙂 Osobiście nie przepadam za zakupami w takich miejscach ze względu na straszny tłok, ale mam kilka wypatrzonych stoisk na swoim rynku, gdzie się zaopatruję. Często też można spotkać takie stoiska, które mają dosłownie kilka produktów. Pan który sprzedaje tylko rzodkiewkę i szczaw najprawdopodobniej przywozi je ze swojej działki, a nie z giełdy. Przynajmniej ja w to wierzę 🙂

  • Jaka piekna nazwa Wawrzyszczewo:)) Bazarki w małych miastach mają zazwyczaj produkty od rolnika, ale tp tylko w sezonie. Małym rolnikom chyba nie opłaca się jechać do dużego miasta i nie produkują tyle, aby być tam każdego dnia. U mnie mamy Farmers Market w różnych miejscach w mieście w weekendy. Wtedy przyjeżdżają rolnicy, z którymi możesz porozmawiać, zobaczć certyfikat, a nawet potem odwiedzić go. Niestety, ceny są dwa razy takie jak w sklepie. Co do malych sklepów imarketów to każdy owoc jakikolwiek kupiłam jest bez smaku, niedojrzały. Już się nawet zastanawiałam czy smak słodkiego ananasa mi się nie przyśnił.

    Na szczęście lęcę za dwa tygodnie do Polski i bedę mogła jeść z ogródka:)

  • Agnieszka, miałam kiedyś podobnie Edyta. Wizja domowych warzyw czy owoców była dla mnie kusząca dlatego często rogiłam zakupy na ryneczku. Do czasu aż nie dowiedziałam się, że niemal wszyscy sprzedawcy kupują owoce i warzywa…na giełdzie, a niektórzy na przecenach w marketach, wypakowują je z opakowań i sprzedają po znacznie wyższej cenie, bo to przeciez ryneczek.
    Zdarzają się jednak sprzedawcy, ktorzy faktycznie mają swoje produkty, najcześciej ziemniaki, jabłka, szparagi, buraki, szpinak, botwinkę, truskawki, maliny itp. Okoliczni rolnicy, ktorzy wsyatwiają sie ze swoimi produktami i faktycznie miałam takich ulubionych sprzedawców: pną ale ziemniaków, panią od truskawek i kupowałam tylko u nich. Miałam ten komfort, ze pracowałam blisko takiego ryneczku. Teraz jakbym miała jechac 50km w jedna strone, żeby zeobic takie zakupy, nie byłabym zachwycona.
    O kooperatywach bardzo wiele mówiła mi Reni Jsuis, pisze takze o tym na swoim portalu czy w książce. To jest dla mnie bardzo ciekawa opcja, jednak jeszcze nie znalazłam u siebie takiego środowiska i ludzi do takiego współdziałania. Nadal wiekszość osob kupi tam, gdzie jest najtaniej…

  • Wychowałam się na wsi. Moja babcia nadal ma całkiem sporych rozmiarów ogródek (bo już nie można nazwać tego polem) i nawet jak porównuję żywność super-mega-bio-eko do takich np. prostych ogórków mojej babci to widać między nimi przepaść – już gołym okiem, a co dopiero w smaku.

    Nie kupuję na bazarkach (chyba, że akurat przechodzę obok i mam po drodze), bo po pierwsze jest bardzo drogo w porównaniu do marketów, czy lokalnych sklepów, a po drugie momentami mam wrażenie, że właściciele tych stoisk kupują najtańsze możliwe warzywa/owoce i wciskają, że są świeżutkie, zdrowe etc. i robią wszystko, żeby zarobić. Po takiej transakcji zazwyczaj jestem nie tylko niezadowolona, ale też zniesmaczona.
    W markecie jest tanio nie tylko dlatego, że warzywa są słabej jakości, ale głównie dlatego, że działa ekonomia skali. Taka Biedronka, czy inny Lidl może wynegocjować cenę za tony pomidorów, a lokalny pan na bazarku na 30 kilogramach niestety nic nie wytarguje u hurtownika.

    Te małe budki (w Łodzi są na swoim miejscu raczej na stałe) lubię dużo bardziej. Jest drożej niż w marketach, ale w większości przypadków można się zaprzyjaźnić ze sprzedawcą, zamówić takie warzywa jakie się chce – nawet jeśli ma je przywieźć tylko dla mnie, bo normalnie tego nie sprzedaje, to i tak przywiezie, bo ma gwarancję, że zarobi na pośrednictwie, a ja jestem bardzo zadowolona, bo nie muszę wstawać o 6 rano w sobotę, żeby jechać na targ na drugi koniec miasta.

    Może to dziwne, ale największym zaufaniem darzę te babcie, co siedzą pod sklepem osiedlowym i sprzedają truskawki, jajka, czy ziemniaki. Doskonale wiem, że ten biznes jest tak bardzo nielegalny jak tylko może być, ale mam to w nosie. Od takiej babci kupię zawsze warzywa/owoce najwyższych lotów, a jak truskawki są przygniłe to dostanę kilogram gratis jeśli sama je sobie przebiorę w domu.

  • A ja czekam na wpis o kooperatywach, bo od dwóch lat zastanawiam się czy jest sens przystąpić :D. Na razie wydawało mi się to zbyt dużym utrudnieniem – za mało mobilności, ale jeśli taka kooperatywa ma niezaprzeczalne plusy, to chętnie się znowu zastanowię :).

  • Anka Sekulska

    Ha, mieszkam tuż obok wspomnianego Wawrzyszewa (jak panowie usłyszą Wolumen, to będzie wiadomo gdzie). Fakt, nie wszyscy to producenci, jest kilku stałych handlarzy. Ale za to wiem, że towar jest zawsze świeży, a we wtorki i czwartki jest kilku producentów. Jabłka zawsze kupuje od producenta, który ma też wyciskane soki ze swoich owoców (każdy worek z wypisaną odmianą jabłek). Jest chyba 2 lub 3 sprzedawców od których nie brzydzę się kupić kury (kaczki też bywają) która ma tłuszcz w kolorze żółtym a nie bladobeżowym. Jest pani która akurat teraz ma sadzonki roślin, wcześniej kupowałam od niej dynię. Bazarek to jedna z 3 wartości dodanych mojego mieszkania. Lubię rano przed pracą w dni targowe po prostu przejść się po 3 alejkach i nacieszyć wzrok, niesamowita energia na cały dzień, te kolory i zapachy.

  • Zero92

    Bardzo lubię bazarki ale chyba tylko jak mam je niedaleko. Mocno stawiam na wygodę robienia zakupów a dojazd na bazarki może być problematyczny. Zwykle wybieram najbliższy sklep. W Szczecinie miałem bardzo przyjemny bazarek z pysznymi warzywami, ale każdy wyjazd do Warszawy to zakupy w marketach. Najczęściej jest to Topaz, mam go zaraz pod blokiem siostry więc prawie jak bazarek

  • J.tyna

    Żyłam w przekonaniu, że bazary mają na prawdę eko produkty.. Chociaż od kilku miesięcy mam sprawdzone delikatesy(i tam robię zakupy) z asortymentem również od małych przedsiębiorstw. Np. naturalne miody, pyszne szynki, przetwory bez konserwantów. Made in Kaszebe w Wejherowie są super wyposażone 🙂

  • U mnie w ogóle nie ma tematu, bo nie ma w mojej okolicy żadnego targu czy bazarku. Zero. Warzywa i owoce kupuję więc w dyskontach, tak jak wszystko inne (wyjątkiem są truskawki i czereśnie, po które jestem w stanie specjalnie pojechać).
    Zakupy na targu znam jednak z innej strony – moja 92-letnia babcia mieszka przy jednym z głównych krakowskich miejsc tego typu i zakupy robi tylko tam. Ma „swojego” rolnika, „swoją” panią z nabiałem i „swoją” piekarnię. Nie przeczę, to ma swój urok. Ludzie ją znają, nie ma więc problemu, żeby przechować zakupy (idzie, wybiera, płaci, a ja potem robię szybką rundkę po stoiskach, odbieram i zanoszę jej do domu – wiadomo, że sama nie wybrałabym tak dobrze, bo się nie znam :D), ja jestem też spokojna, bo mam pewność, że nikt jej nie oszuka.
    Mam więc na bieżąco porównanie cen sklepowych i bazarkowych – na targach prawie zawsze jest taniej. Niestety, mieszkam za daleko od babci, żeby robić też przy okazji zakupy dla siebie, bo zwykle jadę rowerem albo musiałabym jeździć z tym wszystkim jeszcze cały dzień 🙁