Czy joga wpływa na układ hormonalny? Wyniki mojego eksperymentu

Miał się tu dzisiaj pojawić post z aktualizacją moich postępów w jodze… I choć nie mogę się doczekać, kiedy go opublikuję, uważam, że to co chcę napisać dzisiaj, jest ważniejsze. Czy joga wpływa na układ hormonalny? Czy joga może pomóc przy PCOS? Czy joga pomaga regulować cykl menstruacyjny? Opowiem Wam dzisiaj jak to wygląda w moim przypadku. Przeprowadziłam na sobie eksperyment, który miał mi pomóc w obiektywnej ocenie sytuacji. 

joga_a_układ hormonalny

Przygotowałam ten post również w wersji… mówionej. Dostaję od Was sporo sygnałów, że lubicie słuchać mojego głosu, a poza tym może taka forma dla niektórych będzie wygodniejsza. Koniecznie dajcie znać, czy Wam się podoba. Na pewno muszę jeszcze popracować nad wymową, ale od czegoś trzeba zacząć :). 

Zacznijmy od tła eksperymentu…

Moja przygoda z jogą zaczęła się rok temu i początki były bardzo nieśmiałe, bardziej samodzielne niż pod okiem nauczyciela. We wrześniu zapisałam się do szkoły jogi, ale na zajęcia chodziłam 1-2 razy w tygodniu, miałam też nawet 2 miesięczne przerwy spowodowane różnymi problemami. W sierpniu ubiegłego roku odstawiłam hormony i od tego czasu mój cykl miesięczny oszalał. Więcej na ten temat pisałam w poście o pierwszych 6 miesiącach bez pigułek. W skrócie – mój pierwszy bezpigułkowy cykl trwał 90 dni, kolejne po 50-60 dni. Najprawdopodobniej były to cykle bezowulacyjne, a pewnie nie muszę Wam tłumaczyć co to oznacza. W każdym razie w kwietniu stał się cud. Mniej więcej w połowie mojego cyklu (tego 50-60 dniowego, bo do takich byłam przyzwyczajona), dopadła mnie taka ochota na słodycze, że mogłabym pochłonąć całą czekoladę na raz. I tak codziennie przez kilka dni. Nie mogłam sobie z tym poradzić, nie wiedziałam o co chodzi. Sprawa wyjaśniła się, kiedy w 31 dniu cyklu przyszły kobiece dni. Nie mogłam wyjść z szoku. Jak to? Taki krótki cykl? Taki normalny? O co chodzi, to chyba jakieś nieporozumienie… Zaczęłam analizować co ja takiego w tym miesiącu zrobiłam, że sprawy tak się potoczyły. Nic mi jednak nie przychodziło do głowy, ot miesiąc jak miesiąc, to samo jadłam, tak samo byłam aktywna… No, tyle tylko że, miałam karnet „no limit” na jogę i zaczęłam chodzić na zajęcia prawie codziennie. Zaczęłam też stawać na głowie. W tym momencie poczułam się jakby ktoś zapalił światło ;). Szybko zaczęłam googlować frazę „czy joga wpływa na cykl menstruacyjny” itp. Poczytałam trochę na ten temat i poczułam, że chyba doświadczyłam tego na własnej skórze. Nie mogłam jednak stwierdzić czegoś takiego po jednym miesiącu. Być może mój organizm po prostu „oczyścił się” już z hormonów i doszedł do siebie (choć ja przed braniem pigułek też nie miałam takich cykli, zawsze trwały one ok. 40 dni, a nawet więcej). 

Czy joga wpływa na układ hormonalny – mój eksperyment

Dobrze się złożyło, bo akurat na początku nowego cyklu robiłam badania zlecone przez diabetologa i pani pielęgniarka fatalnie pobrała mi krew, zostawiając siniaka na pół ręki. Siniak to pół biedy – ja tą ręką ledwie mogłam ruszać. Przez prawie 2 tygodnie nie mogłam nic dźwigać, a co za tym idzie też opierać się na „uszkodzonej” ręce. Musiałam więc zrobić sobie przerwę od jogi. Potem był mocno zapracowany czas, był też wyjazd do Włoch… Nie kupowałam więc karnetu i stwierdziłam, że to nawet dobrze się składa – postanowiłam przeczekać do kolejnego okresu, aby sprawdzić kiedy się pojawi. W międzyczasie zdarzało mi się robić jakieś krótkie, maksymalnie półgodzinne sekwencje, bo nie potrafiłam z tego tak całkiem zrezygnować. Szczególnie, że po ok. 35 dniach NIC się nie działo, więc tym bardziej czułam potrzebę aby do jogi wrócić. Ten „bezjogowy” cykl trwał 53 dni. OK, teza teoretycznie się potwierdziła, ale to wciąż było za wcześnie aby obwieścić to światu, czyli Wam ;). To mogło świadczyć o tym, że wtedy w kwietniu to był jakiś jednorazowy wybryk mojego organizmu. Z radością zakupiłam więc kolejny karnet „no limit” i wróciłam do prawie codziennej praktyki. W międzyczasie robiłam cytologię, więc obgadałam ten temat z ginekologiem. Lekarka powiedziała mi, że w środowisku ginekologicznym też dostrzega się wpływ jogi na regulację cyklu miesięcznego i że moje podejrzenia prawdopodobnie są trafne. Podekscytowana kontynuowałam eksperyment… Jego zwieńczeniem było zakończenie „intensywnie-jogowego” cyklu na 33 dniach.

I teraz już nie wierzę, że to przypadek, że jednorazowy wybryk… Myślę, że mam to czarno na białym – joga pomaga regulować cykl miesięczny. W moim przypadku! Nie mogę wypowiedzieć się za wszystkie ćwiczące jogę i mające PCOS kobiety na tym świecie. Ale jestem przypadkiem, który potwierdza to, o czym głośno się mówi i w co niektórym nie chce się wierzyć. 

Ok, ale jak to działa?

To nie są żadne czary ani przepływ magicznej energii (choć to może też ;)). Te wszystkie skręty i pozycje odwrócone w jodze nie są po to, aby spektakularnie wyglądały na zdjęciach. To przede wszystkim masaż i sposób stymulacji narządów wewnętrznych. Pozwolę sobie zacytować mądrzejszych:

Dodatkowo działanie asan na organy wewnętrzne usprawnia ich funkcjonowanie: trawienie (skręty), wchłanianie pokarmów (wygięcia do tyłu), produkcję hormonów (skłony, wygięcia, odwrócone). Być może nawet z czasem praktykując regularnie oraz – co niezwykle istotne – stosując odpowiednią dietę ubogą w cukry proste a bogatą w błonnik i białko oraz stosując się do zaleceń lekarza prowadzącego, można by zminimalizować ów proces negatywnego wpływu insulinooporności na jajniki.

Natomiast u osób, u których podłoże zmian hormonalnych nie jest znane, praktyka asan może mieć działanie wspomagające główną strategię postępowania medycznego, zmierzającego do uzupełniania niedoborów progesteronu w organizmie. Szczególnie zalecana w tym przypadku byłaby regularna (za wyjątkiem menstruacji) praktyka pozycji odwróconych, które mają wpływ na przysadkę mózgową bezpośrednio zawiadującą pracą jajników.

Źródło. 

Dlaczego to takie ważne?

A dlaczego tak się tym jaram? Decyzja o odstawieniu hormonów była bardzo trudna i pewnie gdyby nie fałszywy alarm z zakrzepicą, nie podjęłabym jej do dziś. Przed pigułkami było naprawdę niefajnie… Strasznie szpecący mnie trądzik, nieregularne, obfite i bardzo bolesne miesiączki… Mój organizm dawał mi sporo sygnałów, że coś jest nie tak. Bardzo się bałam, że wszystkie te problemy wrócą, kiedy zrezygnuję z brania leków. Dziś po prawie roku od wzięcia ostatniej pigułki jestem dużo spokojniejsza. Nie chcę teraz się rozpisywać na ten temat, bo o tym będzie kiedyś osobny post (muszę najpierw zrobić USG, aby sprawdzić czy jajniki fizycznie znowu są policystyczne)… Ale wierzcie mi – to naprawdę olbrzymia radość, kiedy widać efekty swojej pracy nad własnym zdrowiem. Przez długi czas szłam najprostszą, ale wcale nie najlepszą drogą. Decydując się na odstawienie hormonów zdecydowałam się na narzucenie sobie większego rygoru w diecie, pielęgnacji cery, aktywności… Ostatni rok bardzo wiele powiedział mi o moim ciele i organizmie, a ja jeszcze bardziej uwierzyłam w sens zdrowego stylu życia. Czy mogłam czuć się zdrowa, kiedy miałam cykle miesięczne trwające ponad 50 dni? No nie bardzo. Osiągnięcie cyklu ok. 30 dniowego to w moim przypadku coś niesamowitego, bo miałam takie może tylko jako nastolatka. A wszystko to dzięki trosce o siebie, bo do tego mogę zaliczyć praktykę jogi. 

Dlatego tak się cieszę i dlatego piszę Wam o tym, bo może komuś z Was również to pomoże. Przypomnę tylko, że u mnie efekty przyniosła prawie codzienna praktyka jogi (czyli ok. 5-6 godzin tygodniowo). Kiedy ćwiczyłam 1-3 razy w tygodniu, nie było takich efektów. Nie bez znaczenia jest tutaj też praktyka pozycji odwróconych (świeca, stanie na głowie), gdyż to przede wszystkim one są zalecane przy problemach hormonalnych i jest wskazane, aby wykonywać je codziennie. 

P.s. Na koniec jeszcze film z podsumowaniem mojego roku z jogą. Jeśli ktoś przeczytał ten post, film od połowy może sobie odpuścić, bo mówię w nim to samo :). 


Kategorie: Sport, Zdrowe ciało

W dużym skrócie - freelancerka, pasjonatka zdrowego i uważnego stylu życia, miłośniczka Warszawy, psów i kuchni roślinnej. LifeManagerka.pl to blog lifestylowy, którego tematem przewodnim jest szeroko pojęte, umiejętne zarządzanie swoim własnym życiem. Począwszy od odpowiedniego odżywiania i regularnej aktywności fizycznej, poprzez rozwój osobisty, a skończywszy na licznych detalach, które czynią nasze życie lepszym, prostszym i szczęśliwszym.

  • Fantastycznie! Gratuluję! 🙂

    U mnie dieta roślinna znacząco wpłynęła na poprawę cyklu oraz na moje samopoczucie przed i w trakcie, ale widzę, że chyba warto wrócić do jogi… 🙂

  • Super, gratulacje! 🙂 Czuć Twoją radość, gdy czyta się ten wpis.

    A znasz bloga http://www.towsrodku.pl w temacie PCOS?

    • Znam, ale gdzieś mi ostatnio umknął, dziękuję za przypomnienie 🙂

  • Fantastyczny, gadany post! Forma jest świetna i bardzo miło się Ciebie słucha 🙂
    Bardzo ciekawe doświadczenia związane z jogą. Mimo, że akurat u mnie sprawy cyklowe działają od zawsze jak w zegarku, to wydaje mi się, że taka regularna praktyka pomogłaby mi w innych kwestiach. Szkoła jogi do której chodzę ma teraz wakacje 🙁 No i w sezonie jednak też u mnie tej praktyki za mało.

  • drogazmian

    Ja! Od ZAWSZE miałam nieregularne cykle, które pojawiały się „kiedy chciały”. Przez jakiś czas brałam hormony, po których odstawieniu wszystko wróciło do mojej „normy”. Od jakiegoś roku zmieniłam swój sposób odżywiania (więcej kasz, mniej nabiału i mięsa itp.), troszkę zmniejszyłam ilość wysiłkowego sportu (biegania) na rzecz jogi i …obserwuję u siebie te same co Ty efekty. Mam teraz okres średnio co 30-35 dni i jest to dla mnie coś wspaniałego 😉 myślałam nad tym co się zmieniło, i doszłam do podobnych wniosków. Super;) pozdrawiam

    • Super, dobrze wiedzieć, że inni mają podobne spostrzeżenia 🙂

  • Przypominam sobie siebie sprzed brania pigułek. Teraz często słyszę, jak idiotyczną decyzję podjęłam, że pigułki mnie zabiją itd. Dla mnie to była trudna decyzja, ale pewnych rzeczy nie byłam już w stanie wytrzymać. Straszne wahania nastroju, płaczliwość, rozdrażnienie, ropny trądzik od 12 roku życia skoncentrowany wokół ust, na brodzie i na żuchwie, okropne długie i bolesne miesiączki. I pamiętam też, jak się poczułam po 2-3 miesiącach z pigułkami. Schudłam, zapomniałam o obfitych miesiączkach, cera powoli zaczynała wyglądać przyzwoicie. Myślę, że nie jest w stanie zrozumieć tego nikt, kto tego nie przeżył. Tabletki więc traktuję jako formę leczenia. Tylko tyle. Nie sposób na całe życie. Ostatnio byłam na USG, rozmawiałam z lekarzem. Prawdopodobnie niedługo odstawię pigułki. Już się do tego psychicznie przygotowuję ;). Oczywiście boję się nawrotu trądziku ze zdwojoną siłą. To mój największy koszmar, ponieważ po latach walki z nim, chyba już nie mam siły, aby zacząć jeszcze raz.

    Jestem Ci bardzo wdzięczna za ten post, za to, że opisujesz swoją historię, dzielisz się nią. Naprawdę dodałaś mi skrzydeł, pokazałaś, że można. Dla mnie na tę chwilę to bardzo dużo.

    Mi joga też bardzo dobrze robi ;). Odkąd ją praktykuję, nie boli mnie odcinek lędźwiowy <3 Co do jogi hormonalnej, słyszałam o niej na zajęciach. Świetnie, że widzisz różnicę. Uwielbiam pozycje odwrócone, więc mam nadzieję, że mi też pomogą, kiedy już odstawię pigułki. Dzięki! 🙂 Muszę tylko podkręcić tempo, bo teraz praktykuję 3 godziny jogi na macie i 1 na hamaku. W domu rzadko znajduję czas na długą praktykę. Zazwyczaj to 15 minut dziennie. Czekam na post z postępami! 🙂

    • Ja też nie demonizuję pigułek, ostatnie USG (robione jeszcze „na pigułkach”) w ogóle nie wykazywało policystyczności… Czyli pigułki zrobiły kawał roboty i nie żałuję, że na tamtym etapie życia po nie sięgnęłam. Ale tak jak mówisz – to wbrew temu co mówią niektórzy lekarze, nie może być sposób na całe życie.
      Póki co jestem dowodem na to, że po odstawieniu nie musi nastąpić masakra i chcę innym dawać na to nadzieję 🙂
      Ja też w domu jakoś nie mogę się zmobilizować do dłuższej praktyki 🙁

  • Gadane posty jak najbardziej na tak! Masz bardzo przyjemny glos, nie czytasz za szybko i przyjemnie jest nie patrzec na ekran. Moze kiedys jakis podcast? Buziaki 🙂

    • Podcast to chyba grubsza sprawa, chyba nie miałabym na to pomysłu. Jednak nie mówię nie, póki co raz miałam przyjemność być gościem podcastu i było to fajne doświadczenie 🙂

  • Bardzo mnie zafascynował ten wpis. Może pamiętasz, bo kiedyś pisałyśmy o tym, że joga jest nie dla mnie 😉 Zastanawiam się jednak, czy pilates może mieć podobny wpływ – bo jest to sport, który „uprawiałam” i który chciałabym jeszcze częściej praktykować. Ale jest też inna rzecz, która mi bardzo pomogła – nie wiem, czy słyszałaś o terapii dna miednicy. Zostałam na nią skierowana w związku z endometriozą – i zaczęły się dziać czary. Znikanie stanów bólowych, regulacja cyklu, skrócenie menstruacji i zupełna jej niebolesność… I mam wrażenie, że chodzi tu o to samo – aktywizacja nerwów, ścięgien, ogólne rozruszanie i uelastycznienie ciała. Jakby w przypadkach skrajnych potrzebna była zewnętrzna terapia (nie wykluczam, że nie udałoby się tego samego osiągnąć ćwiczeniem, ale raczej nie tak szybko – a w chorobie istotny jest też stan psychiczny, szybkość poprawy i zdolność podjęcia wysiłku. Ja byłam w stanie zacząć ćwiczyć, gdy poczułam się już w miarę dobrze).

    P.s. Może mogłabyś się pokusić o wpis zestawiający jogę z pilatesem?

    • Z pilatesem nie mogę porównać, bo na pilatesie byłam chyba tylko 3 razy w życiu, nie mam za bardzo doświadczenia w tym zakresie :(. Te ćwiczenia dna miednicy widziałam gdzieś szukając ostatnio aktywności do ZdrowoManii. Za bardzo nie wnikałam o co w tym chodzi, ale skoro mówisz, że to ma takie działanie to muszę chyba zgłębić temat…
      Osobiście uważam, że inne ćwiczenia poza jogą też mogą dać podobny efekt. Jednak moim zdaniem bardzo ważne są też te pozycje odwrócone, ale przecież świecę lub stanie na głowie można robić nawet nie łącząc tego z jogą.

      • Tak właśnie mi się wydawało, że może być związek innych ćwiczeń też 🙂 Nie wiem, czy pilates ma ściśle takie pozycje, ale niektóre całkiem podobne (tj. na mój prosty rozum „odwrócone”) są.

        Z dnem miednicy to pamiętam, że pisałaś o ćwiczeniach, to też ważne. Ale ja miałam na myśli taką bardzo ukierunkowaną fizjoterapię. Pozwolę sobie zostawić link do strony mojego terapeuty, twórcy tej metody (któremu zawdzięczam bardzo wiele). Przy najbliższej okazji wypytam go też o sprawy poruszone w tym artykule. Wszystko, co w naturalny sposób przywraca zdrowie, jest bardzo cenne!
        http://www.terapiadnamiednicy.pl/index

        • anna ladwiniec

          dziękuję za link. kiedyś już czytałam o tym, ale mi umknęło

      • Wróciłam do tego posta i podrzucę jeszcze jeden pomysł – to może pilates w ZM? Albo fitball? 🙂

        • Pilates był, nawet dwa razy 🙂 z fitball mam problem z gościem, bo już byłam umówiona z jedną osobą, ale nie mogłyśmy się zgrać. Rozglądam się teraz za kimś innym :).

        • To muszę przejrzeć, wyszło moje nieoglądanie filmików 😀 Dzięki!

        • Daj spokój, nie musisz być na bieżąco 🙂 o pilatesie ogólnie było bodajże w 4 odcinku, a potem były ćwiczenia i rozmowa o pilatesie w domu, to było wiosną ubiegłego roku.

  • Marta Makowska

    A jak Agnieszko z wpływem jogi na boleści? Widzisz różnicę?

    • Chodzi o bolesne miesiączki? Od jakiegoś czasu w ogóle nie biorę środków przeciwbólowych podczas okresu (bo ból jest ledwo odczuwalny), ale nie potrafię powiedzieć od kiedy i co mi pomogło. Nie łączyłam tego z jogą, bardziej z odstawieniem pigułek, bo mam wrażenie, że ostatni Ibuprom wzięłam prawie rok temu. To w sumie ciekawa sprawa, bo przed pigułkami miałam bardzo bolesne miesiączki, podczas brania hormonów te bóle się zmniejszyły, a po odstawieniu hormonów praktycznie całkowicie ustąpiły (ale to tak jak mówię, nie wiem czy to kwestia odstawienia hormonów, nie zarejestrowałam tego momentu kiedy „te dni” przestały być bolesne).

      • Marta Makowska

        Dziękuję za odpowiedź 🙂

  • Jola

    Nie spodziewałam się, a Twój tekst aż zachęca do ćwiczeń. Przyznaję, ja do pigułek wróciłam, tylko wtedy mogłam normalnie funkcjonować, ba moje ciało zachowywało się jak u zdrowej kobiety. Ciekawe, kiedy teraz cofną się skutki uboczne odstawienia i prób leczenia tarczycy, w miedzy czasie – najgorsze co mogło mnie spotkać. Chociaż pomagam szczęściu ćwiczeniami, ale nie tylko jogą, mam za mało filmików. Wiem, są w Internecie, ale tu trochę transfer lizę.

    • Ech, co my się mamy z tymi hormonami… Trzymam kciuki za tarczycę.

  • Świetna sprawa z tą jogą. Jestem zafascynowana tym, jak wielki wpływ może ona mieć na nasze ciało. Od dawna myślę o spróbowaniu tej formy aktywności. Akurat cykle mam jak w zegarku, ale na pewno znajdzie się coś innego do poprawki :).

  • Muszę spróbować, bo moja „hormonalna historia” jest bardzo podobna, a chciałabym powoli żegnać się z tabletkami. 🙂

  • Lisamelie

    Ja swoją przygodę z jogą zaczęłam po obejrzeniu ZdrowoManii! Tak się zainspirowałam, że po prostu musiałam spróbować sama. Bywało różnie, raz lepiej, raz gorzej, bywałam zniechęcona, tak że bywały całe tygodnie kiedy na matę nawet nie spojrzałam. Nigdy z żadną aktywnością fizyczną nie miałam zbyt wiele wspólnego to początki bywały trudne i bolesne. Dziś, po około pół roku regularnych ćwiczeń wygląda to znacznie lepiej, a jak udało mi się zrobić pierwszy raz mostek w życiu to uśmiech nie schodził mi z twarzy przez cały dzień co tylko przyczyniło się do jeszcze regularniejszej praktyki i odkrycia, że joga jest naprawdę dla każdego,a przynajmniej wiem jest idealna dla mnie i nie wyobrażam sobie, że mogłabym przestać.Poprawiła się nie tylko moja sprawność fizyczna, równowaga, ale także zaczynam dostrzegać zmiany w sposobie mojego myślenia, przeżywania emocji, lepiej radzę sobie z problemami i w końcu mam ładny kręgosłup! Noszenie książek i zeszytów w torbie na jednym ramieniu do szkoły niestety przyczyniło się do tego, że doszło do jego skrzywienia. Joga mi bardzo pomogła. Co do regulacji cyklu to jestem w trakcie osobistego testowania. Nie wiadomo mi nic czy nie mam żadnych zaburzeń hormonalnych, ale moje cykle czasem przedłużają się do 60 dni, są dość nieregularne, nigdy nie wiem kiedy „te dni” nastąpią. Od tego pół roku zaczynam dostrzegać pewne zmiany, ale nie wiem czy to organizm sam się „naprawił” czy to zasługa jogi. Jedno co mogę powiedzieć na pewno, to to że kiedyś towarzyszyły mi silne bóle, takie że mało co przeciwbólowego chciało chociaż uśmierzyć ból – od kiedy ćwiczę sprawa wygląda o niebo lepiej, bywa że wcale nie muszę zażyć ibuprofenu. Także myślę, że joga ma naprawdę rewelacyjny wpływ na wiele obszarów życia. Bardzo się cieszę, że pewnego dnia trafiłam na Twojego bloga i ZdrowoManię, właściwie dzięki temu zaczęłam zaprzyjaźniać się z jogą i wygląda na to, że pozostanę przy tym jak najdłużej 😉

    • Wspaniale czytać takie komentarze <3 baaardzo się cieszę, że masz takie pozytywne doświadczenia i że moja praca nad ZdrowoManią przyczyniła się do Twojego rozpoczęcia przygody z jogą 🙂

  • ciekawe. moze tez wroce do joi na serio. U mnie na te cykle pomoglo lykanie macy w tabletkach codziennie (ten peruwianski korzen. nie matcha). Moj chlopak lekarz patrzyl na mnie troche dziwnie ale nie zabronil. Suplement a pomogl. Mimo to zanim zalece branie poczytajcie jakies badania kliniczne tego w internecie jest pelno ale po angielsku. Trzymam kciuki za joge!

  • Anna Semczak

    Ja, niestety ze względu na niedoczynność tarczycy i galopujące Hashimoto z hormonów nie mogę zrezygnować, ale po roku z jogą (okazuje się, że zaczęłyśmy mniej więcej w tym samym czasie 🙂 widzę, że jestem spokojniejsza, PMS prawie nie istnieje a cykle są regularne jak w zegarku, co jeszcze kilka lat temu było dla mnie nie do pomyślenia.

  • Gratuluję ogromnych postępów! Ja potwierdzę, że u mnie też joga poczyniła korzystne zmiany, a ćwiczyłam góra dwa razy w tygodniu, prawdopodobnie przyczyniła się też zmiana diety, ale to zazwyczaj po czasie idzie ze sobą w parze. Pierwsze zdjęcie jest boskie!

  • Ania

    To ja kiedyś pisałam, że u mnie joga zadziałała odwrotnie – nie było okresu przez 4 miesiące. Ale dziś już nie łączyłabym tego z jogą. W tamtym czasie miałam też dużo stresu i ogólnie spadek formy. Mimo, że praktyka jogi dawała mi naprawdę dużo radości i czułam się przyjemnie zmęczona, to jednak okres zimowy dał mi mocno w kość, np. byłam chora, co ostatni raz zdarzyło mi się z 10 lat temu, nie przesadzam… Miesiączka w końcu się pojawiła, bo trochę się wyluzowałam. Jogę niestety na razie odstawiłam (powód jest prosty: w mojej szkole jest duszno na sali, a jeszcze nie zaopatrzyłam się w matę, by móc samej ćwiczyć na świeżym powietrzu ;)) ale planuję wrócić we wrześniu. Będę robiła swój eksperyment – bo może znów ten okres mi się zatrzyma (oby nie!).

  • Miałam bardzo bolesne miesiączki, odkąd regularnie trenuje, ból jest sporo mniejszy i naprawdę mogę funkcjonować. Kiedyś nie wstawałam z łóżka. 🙂

  • Martyna

    Pielegniarka przebiła Ci tętnice, też tak miałam :(2 tygodnie wycięte z życia, a 2 miesiące rezygnacji z ćwiczeń 🙁 Co do jogi hormonalnej polecam książkę Dinah Rodrigues „Joga hormonalna”

  • Super! Ja też widzę pozytywny wpływ jogi na hormony, przede wszystkim po mniejszym napięciu 😉 Ale też mniejszych bólach miesiączkowych.
    Trochę mnie zmartwiłaś tym, że na hormon najlepsze są pozycje odwrócone, bo akurat te nie idą mi najlepiej :-/ no może poza świecą.

  • Robiąc czasem takie odwrócone pozycję (po prostu dla siebie -nie ćwicząć jogi), aż czuć jak organy wewnętrzne są masowane! Bardzo dziwne uczucie i to musi być to!

  • Agnieszka, posty mówione jak najbardziej wykorzystuj dalej:)

  • Libusze

    Czytany post jest super! Więcej takich 😉

  • Anna R

    Witaj Agnieszko. Chcialam podzielic sie z Toba moim jogowo-menstruacyjnym doswiadczeniem z ostatnich dni. W sobote praktykowalam joge, ale oprocz regularnej sesji praktykowalam tez nowe asany. W niedziele zaraz po przebudzeniu zaczelo sie spodziewane krwawienie. W nocy z niedzieli na poniedzialek oraz w poniedzialek do poludnia krwawienie bylo niezwykle intensywne (bardzo ale to bardzo obfite) co mnie troche przestraszylo, bo kolezanka ktora ma tak intensywne krwawienia ma problemy z poziomem zelaza. Jednakze po tym intensywnym krwawieniu moj okres praktycznie sie skonczyl, tzn mam jeszcze delikatne plamienie ale to tylko plamienie. A wiec moj okres trwal poltora dnia! Na poczatku myslalam, ze przyczynila sie do tego praktyka „pripurn supta vajrasana” z roznymi mudrami gdzie dolny odcinek kregoslupa jest wygiety. Jednakze po rozmowie z kolezanka uswiadomilam sobie, ze wplyw musiala miec grupa asan „vajra-veeriya” I, II i III gdzie poniekad siedzi sie (balansuje) na pietach i piety „masuja” nasze organy. Zamierzam kontynuowac praktyke nowych asan codziennie i zobaczyc jakie beda dalsze rezultaty, ale poki co, musze powiedziec, ze wole taki krotszy, intensywny okres niz kilkudniowe krwawienie 🙂 Pozdrawiam!