Zdrowy styl życia to nie droga na skróty

Ludzki organizm to skomplikowana maszyna. Na jego kondycję wpływa bardzo wiele czynników, a na wiele z nich my – jako obsługujący tę maszynę – mamy spory wpływ. Czasami jednak nie chcemy z tego skorzystać i wolimy zdać się na postęp medycyny i farmacji. To też jest potrzebne i wszystko jest dla ludzi, ale czy to czasami nie jest droga na skróty? Do napisania tego tekstu zainspirowała mnie moja ostatnia wizyta u diabetologa. 

IMG_0334Chyba nie muszę nikomu mówić, że cukrzyca jest bardzo poważną chorobą, a wynikające z niej powikłania mogą doprowadzić do niepełnosprawności, czy nawet śmierci. Choroba ta wymaga od pacjenta olbrzymiej samodyscypliny i dużej troski o siebie. Większej, niż u przeciętnego, zdrowego człowieka, który chce po prostu zdrowo żyć. Czy można mieć lepszą motywację do zmian w stylu życia, niż świadomość, że nieprzestrzeganie go może nas doprowadzić do poważnych powikłań? Utraty wzroku, amputacji kończyn, czy innego rodzaju niepełnosprawności…? Okazuje się, że ta motywacja nie jest niektórym potrzebna, bo przecież są leki. Każdy zdiagnozowany w kierunku cukrzycy typu II pacjent otrzymuje dokładne wytyczne dot. zmian, które musi wprowadzić w swoim trybie życia. Niestety moja diabetolog twierdzi, że stosuje się do nich tylko garstka. I u tej garstki widać wspaniałe efekty, dzięki którym można zmniejszyć ilość leków i znacząco poprawić ogólny stan zdrowia pacjenta. U większości jednak funkcjonuje przekonanie, że wszystko da się załatwić lekami i w związku z tym nie ma sensu się wysilać. To samo obserwuję w codziennym życiu, w odniesieniu do mniej poważnych chorób. Po co brać wolne w pracy żeby na przykład wygrzać grypę, skoro można wziąć jakiś silny, stawiający na nogi lek i iść do pracy robić swoje (przy okazji zarażając innych). Czytam czasami na FB jak ktoś się chwali, jaki to on dzielny, bo ledwo żyje, ale weźmie produkt X i bez obaw, dalej będzie niczym robocik wyrabiał swoją normę w korpo. Ręce mi opadają. Czy ludzie są tak głupi, czy tak bardzo nie mają szacunku do samego siebie? 

Z drugiej strony trudno się dziwić, bo w tym kraju mało kto słyszał o holistycznym podejściu do zdrowia i brakuje też lekarzy myślących i działających w ten sposób. Przypominam sobie początki mojego leczenia, kiedy endokrynolog na hasło „insulinooporność” z automatu przepisał mi Metformax. A to lek dla diabetyków, w jego opisie czytamy m.in., że:

Preparat jest wskazany u dorosłych ze stanem przedcukrzycowym (nieprawidłowa tolerancja glukozy), gdy za pomocą ściśle przestrzeganej diety i ćwiczeń fizycznych nie można uzyskać prawidłowego stężenia glukozy we krwi.

Kluczowa jest druga część tego zdania – przy insulinooporności ten lek to ostateczność, kiedy nie zadziałają zmiany w stylu życia. Mnie nikt nie zapytał, czy te zmiany wprowadziłam, nikt nie dał im szansy. Przepisano mi lek, który – jak się potem dowiedziałam – brała też moja babcia chora na cukrzycę. Udałam się na konsultację do diabetologa i ten kazał mi to jak najszybciej odstawić, bo w mojej sytuacji faszerowanie się nim nie tylko nie miało sensu, ale i mogło przynieść więcej szkody niż pożytku. 

Dodatkowo – również na zalecenie lekarzy – przez 6 lat łykałam hormony, podczas gdy od półtora roku wiem, że bez nich też mogę mieć regularny cykl miesięczny i spokojną cerę. To była droga na skróty, która może i była skuteczna, ale też powodowała skutki uboczne. Lekarze jednak uparcie twierdzili, że jeśli nie planuję dzieci, to hormony mogę łykać nawet do menopauzy. To nic, że po kilku latach życia na hormonach zwiększa się ryzyko zachorowania na raka piersi, bo przecież wystarczy robić regularnie USG i w razie czego szybko wykryjemy nowotwór. Rzecz w tym, że ja wolałabym go nie wykrywać wcale i wizja wczesnego wykrycia za bardzo mnie nie pocieszała…

Zdrowy styl życia to nie jest droga na skróty. To wymaga pewnych wyrzeczeń, pracy, wysiłku (głównie tego fizycznego) i przede wszystkim zaangażowania. Trzeba czytać składy produktów, eksperymentować w kuchni, poszukać aktywności dla siebie… Holistyczne podejście do swojego zdrowia może zdziałać cuda, co obserwują osoby zmagające się z chorobami przewlekłymi, takimi jak PCOS czy choroby tarczycy. A ja z dumą i radością mogę powiedzieć, że na chwilę obecną mój organizm nie jest już insulinooporny. Po raz pierwszy od kiedy kontroluję ten problem (a od 7 lat robię to raz w roku), mam wzorowe wyniki. I to nie dzięki metforminie, tylko dzięki temu, jak żyję. To kolejny po wyregulowaniu cyklu i opanowaniu cery mały sukces na moim koncie. 

Dlatego dalej będę głosić – nie idźcie na skróty. Warto żyć tu i teraz, ale nie w odniesieniu do swojego zdrowia. Myślcie o tym, jak Wasze życie może wyglądać za 5, 10, 20 lat… Nie zawsze, ale w wielu przypadkach leki to ostateczność i tak powinniśmy je traktować. Przeziębienie równie skutecznie można wyleczyć złotym mlekiem, na nieregularny cykl może pomóc joga lub trening mięśni dna miednicy, hormony tarczycy czasami można wyregulować dietą. Oczywiście nie zawsze i nie u każdego*, ale zawsze warto spróbować tej naturalnej drogi. Ja przyznam, że nie pamiętam kiedy ostatnio brałam jakiś produkt posiadający status leku, a w aptece bywam już tylko po witaminę D :). 

*Celowo to podkreślam, bo nie chodzi mi tu o całkowite negowanie leczenia farmakologicznego, które u niektórych osób i przy niektórych schorzeniach jest konieczne. Jestem jednak dowodem na to, że w niektórych przypadkach nawet lekarze wybierają drogę na skróty, nie myśląc o jej konsekwencjach w przyszłości, podczas gdy przy opowiednim zaangażowaniu pacjenta, podobne wyniki można osiągnąć samym stylem życia. I tym postem chcę przekonać pacjentów, że to zaangażowanie jest warte zachodu. 

Kategorie: Aktywność fizyczna, Odżywianie, Zdrowe ciało

W dużym skrócie - freelancerka, pasjonatka zdrowego i uważnego stylu życia, miłośniczka Warszawy, psów i kuchni roślinnej. LifeManagerka.pl to blog lifestylowy, którego tematem przewodnim jest szeroko pojęte, umiejętne zarządzanie swoim własnym życiem. Począwszy od odpowiedniego odżywiania i regularnej aktywności fizycznej, poprzez rozwój osobisty, a skończywszy na licznych detalach, które czynią nasze życie lepszym, prostszym i szczęśliwszym.

  • Gratuluję!!!!

    Jestem tego samego zdania, co Ty i też często obserwuję, że ze wszystkich zaleceń jakie często otrzymuje się od lekarza nawet przy zwykłym przeziębieniu, jedynym przestrzeganym jest przyjmowanie leków. Bo tylko one są skuteczną bronią w walce z chorobą (z każdą chorobą!), a dieta, odpoczynek, spacer? phi! po co to komu? Widzę to nawet po najbliższej rodzinie niestety i często słyszę od jednych: wiem, że nie powinnam tego jeść, że nie powinnam palić, że powinnam wyjść na spacer a nie leżeć na kanapie, wiem… i od drugich: no przecież biorę leki! i kpiący uśmiech, gdy słyszą o pozostałych zaleceniach, ktorych powinni się trzymać. A gdy leki nie działają? To wina lekarza, że przepisał za słabe. Długo by o tym mówić…Zresztą sama wiesz 🙂 I to jeszcze długo się nie zmieni. Dopóki lekarze nie zaczną myśleć o pacjencie w podejściu holistycznym, dopóki kobiety w ciąży będą palić, a osoby z nadciśnieniem pić alkohol, a cukrzycy się objadać pomiędzy kolejnymi dawkami insuliny. Niestety.

  • Mon

    Zgadzam sie z Twoim postem ale w przypadku porownania zazywania metforminy u osoby mlodszej i statszej nie jest zasadne. Jak podejrzewam u Ciebie zostala zlecona w zwiazku z podejrzeniem insulinoopornosci przy PCOS i wlasnie wtedy podaje sie metformine,poniewaz wplywa ona rowniez na fukcje jajnikow . U osos starszych zwykle u podloza cukrzycy leza inne przyczyny choc tez mozna ja stosowac

    • To porównanie ma w tym wszystkim akurat najmniejsze znaczenie. Po prostu mnie zastanowiło, że u babci stosuje się ten lek przy zaawansowanej cukrzycy, więc postanowiłam zasięgnąć opinii diabetologa, czy w przypadku mojej insulinooporoności też jest to konieczne.

  • Grażyna Łopieńska

    To ja może napiszę tak nieco „z drugiej strony barykady”, gdyż wszechobecne negatywne komentarze dotyczące personelu medycznego nie są całkiem fair – w tym kraju mimo wszystko nie brakuje specjalistów troskliwie pochylających się nad problemami pacjentów… Z moich doświadczeń wynika, że mimo zaproponowania wprowadzenia zmian w diecie, aktywności fizycznej i szeroko pojętym stylu życia jako początkowej formy terapii lub profilaktyki np. cukrzycy typu 2, nadciśnienia tętniczego, jedynie niewielki odsetek chorych/ zagrożonych wystąpieniem choroby decyduje się na wykazanie własnego zaangażowania. Niestety to właśnie większość pacjentów (szczególnie w coraz starszych grupach wiekowych) woli „iść na skróty”, jak to zostało ujęte i prosi o leki od razu po postawieniu diagnozy. Liczba osób dbających świadomie o swój stan zdrowia rośnie, jednak jest nadal zbyt niska. Już w latach 70. stwierdzono, że o swoim zdrowiu w ponad 50% decydujemy sami, a medycyna ma na nie wpływ jedynie w ok. 10%, jednak nasze społeczeństwo zasadę „Lepiej zapobiegać, niż leczyć” nadal traktuje pobłażliwie, wysilać się zbytnio nie chce, a myśleć zaczyna po jakiejś katastrofie. Smutne, ale prawdziwe.

    • Swoim komentarzem tak naprawdę podsumowałaś mój post :). Bo ja absolutnie nie miałam na celu krytykowania lekarzy jako ogółu (bo nie chcę generalizować, są lekarze lepsi i gorsi). Chodzi mi wyłącznie o zmotywowanie pacjentów, aby podeszli do tematu bardziej świadomie, mniej leniwie i z większym zaangażowaniem.

  • Bardzo motywujący tekst :*

    • Uff, to dobrze, bo taki miał być 🙂

  • grhheen

    Cała sprawa ma jeszcze szerszy aspekt. Pacjenci w większości oczekują szybkich i skutecznych rozwiązań, najlepiej takich bez skutków ubocznych. A nawet leki w większości przypadków nie dają efektów od razu po zażyciu pierwszej tabletki. Kiedy większość pacjentów nie chce słuchać o zmianie stylu życia, w pewnym momencie przestaje się o tym wspominać, bo lekarz ma wrażenie, że mówi do ściany. Tak jak w bólach kręgosłupa duża część pacjentów od razu pyta o badania obrazowe i leczenie operacyjne, bo to napewno da lepszy efekt niż okresowe zwolnienie zdrowotne połączone z lekami przeciwbólowymi i fizjoterapią łącznie z regularnymi ćwiczeniami w domu. Inna sprawa jest taka, że w Polsce dostęp do dietetyka, fizjoterapii itd. jest mocno ograniczony, a opieka nad pacjentem powinna być właśnie rozdzielona na cały zespół takich pracowników, a nie należeć tylko do lekarza.

    Skończyłam medycynę w Polsce, pracuję za granicą. Tutaj medycyna jest bardziej przyjazna dla pacjenta, jest więcej możliwości i większy dostęp do różnych specjalistów (niekoniecznie lekarzy). I choć świadomość własnej odpowiedzialności za zdrowie, możliwości wpływania na nie, poprzez aktywność fizyczną, dietę, czy alternatywne metody jest tu większa (we wszystkich grupach wiekowych, nie tylko wśród osób młodych), to duża część pacjentów jest mimo wszystko „roszczeniowa” i chce pozbyć się swojego zdrowotnego problemu raz dwa bez własnego wysiłku.

  • Super wpis. Mam nadzieję, że nie tylko wiele osób go przeczyta ale też weźmie do serca. Jestem żywym przykładem na to, że można „przeżyć” jesień i zimę bez antybiotyków i mocniejszych przeziębień. Trzeba tylko myśleć o tym cały rok odpowiednio się odżywiając i dbać o aktywność.

  • Anna

    Mania faszerowania lekami przez lekarzy mnie przeraża, dlatego do apteki chodzę jedynie po bandaże jeśli akurat jak to typowa gapa gdzieś się przewrócę i potłukę.

    Przez rok przyjmowałam jakieś paskudne leki na serce, które poza powodowaniem ciągłej senności i problemów z żołądkiem nie działały w ogóle. W wieku 20 lat otrzymałam od kardiologa piękną alternatywę – albo leki do końca życia albo operacja. I może dobrze się stało, bo dopiero wtedy przestraszyłam się na tyle, że zaczęłam przeszukiwać internet we wszystkich znanych mi językach na temat mojej choroby. Na własne ryzyko odstawiłam leki, których podobno absolutnie nie można przestać stosować. Wbrew zakazom lekarzy zaczęłam codziennie, na miarę mojej kondycji ćwiczyć. Zmieniłam dietę i nastawienie do życia, przestałam wszystkim się stresować. Moje ryzyko się opłaciło – przyjmując te wszystkie wspaniałe leki miałam problem z pokonaniem 5-minutowej drogi na przystanek autobusowy. Teraz może nie jest idealnie (bo tak już chyba nigdy nie będzie), ale zdrowie poprawiło mi się na tyle, że przez ostatnie kilka miesięcy udało mi się łącznie przebiec ponad 200km 🙂 I nie wyobrażam sobie w jakim stanie byłabym teraz gdybym jednak grzecznie słuchała lekarzy i przyjmowała leki.

    • O, bardzo ciekawa historia. Gratuluję odwagi, nie wiem, czy sama miałabym jej tyle, gdyby chodziło o serce… Trudno to ocenić z perspektywy osoby, która nie miała tak poważnego problemu. Ale cieszę się, że u Ciebie była to dobra decyzja… I wspomniałaś o czymś ważnym – o zmianie nastawienia do życia i unikaniu stresu. Ja myślę, że u mnie to też miało bardzo duże znaczenie.

  • Omijam leki szeroką drogą 🙂 dbam o siebie i zazwyczaj zawsze stosuję naturalne metody walki na przykład z chorobą 🙂

  • Ostatnio jakoś mało było takich postów, ciągle mam wrażenie, że wszystko już napisałam. Muszę przemyśleć temat, dziękuję za sugestię :).Powodzenia z kubeczkiem! Można też kupić sobie jakieś ekologiczne podpaski i stosować je zamiennie z kubeczkiem, jeśli nie chcesz być cały czas na kubeczku. Są one oczywiście droższe, ale przy stosowaniu kubeczka wystarczają na dłużej.

    • Monic

      Właśnie, a masz Agnieszko pomysł może, jak zastąpić wkładki higieniczne? Już się tak przyzwyczaiłam do tych marketowych, że nie wyobrażam sobie dnia bez nich. Bardziej komfortowo się czuję, gdy je mam, zwłaszcza w te dni, gdy jest owulacja i pojawia się dużo wydzieliny (przynajmniej ja mam :v).
      Eko podpaski wielorazowego uzytku są – to wiem. A spotkałyście się może z jakimś zastępnikiem (?) na wkładki? Ostatnio sobie uświadomiłam, że ilość śmieci, które nie da się recyklingować, jaką dodatkowo przez to generuję, jest.. duża o.O

      • Karola

        Oczywiście że są: poszukaj w internecie :). Kiedyś trafiłam na taką stronę : http://kubeczek-menstruacyjny.ladycup.eu/LadyPad.aspx, ale tego jest bardzo dużo, prawdopodobnie na etsy i stronach małych firm. Nie wiem jak w polskim internecie, ale w anglo i francuskojęzycznym można znaleźć całkiem sporo opcji. Pozdrawiam

  • Karo

    Hej Agnieszka, ciekawy post, gratuluje! Moze moglabys napisac wpis z podsumowaniem, od kiedy prowadzisz zdrowy styl zycia, jakie metody najbardziej ci pomogly i jakie zmiany po jakim czasie obserwowalas?
    Wspominalas tez o cellulicie, czy udalo Ci sie go zredukowac :)? W sumie to chetnie obejrzalabym odcinek zdrowomanii na ten temat, ciekawa jestem np., jak cellulit widzi medycyna chinska.

  • Względem niedoczynności tarczycy sama na sobie przekonałam się, ile złego można wyrządzić pójście na skróty lekarza. Obecnie wróciłam do czegoś, co działało i to jest klucz. Sama już nie wiem, czy idę dobrą drogą, ale nie ma się z kim skonsultować. Na początku roku (niestety odszedł) miałam lekarza, który mi leki przepisał, ale nie zdziwił się przy następnej wizycie, że ich nie wykupiłam. Sam przyznał, że da się iść inną drogą. Żałuję, że go nie ma. Teraz mam taką panią doktor, że lepiej uciekać.

  • Dzięki za inspirację! Jestem na etapie, w którym chcę podjąć walkę o lepsze zdrowie. Widzę po sobie i po wielu osobach, które decydują zmienić swój styl życia, że do tego potrzeba dużej świadomości… tej decyzji. Nie pojedynczego impulsu. Skoro jak sama piszesz, nawet chorzy uważają, że leki załatwią sprawę.

  • Niestety muszę przyznać Ci rację. Niestety, bo masz zupełną rację i widzę to na co dzień. Ludzie idą na skróty jak tylko się da. Codziennie do apteki przychodzą pacjenci po lek na już, który postawi ich na nogi i wyleczy z przeziębienia, po których nie będą czuli wzdęcia po obfitym posiłku i tak dalej. Zawsze, ale to zawsze staram się wytłumaczyć takim osobom, że najważniejsze jest zapobiegać i próbować naturalnych sposobów. Niestety większość osób patrzy często na mnie ze zdziwieniem, że w ogóle proponuję im zmianę diety jeśli mają przecież leki („po to one są”). Oczywiście przyjmowanie wielu leków jest konieczne i nie podlega żadnej dyskusji, ale liczą się również nasze chęci i wspomaganie tego leczenia, które często wiąże się ze zmianą diety czy wprowadzeniem aktywności fizycznej… Brak jednak chęci i lenistwo to coś co jest u powszechne. Lepiej kupić siatkę suplementów niż przygotowywać urozmaicone posiłki, łyknąć chrom zamiast pójść pobiegać…
    Chciałabym, żeby większość osób miała takie podejście jak Ty i dbała o swój organizm (który mamy tylko jeden) 😉 Pozdrawiam!

  • Co do probiotyków… bardzo ważne jest dbanie o florę bakteryjną naszych jelit, ale nie dajmy się zwariować 😉 Kiszonki to świetna sprawa! Co do preparatów z apteki, właśnie takim które mają po 2-3 szczepy ufam najbardziej, bo tylko parę szczepów jak do tej pory ma udowodniony naukowo wpływ na nasz organizm. Reszta… nie. W dobie przyjmowania antybiotyków i żywności w której „mogą” się one znajdować (typu mięso) jest ważne aby o to zadbać, ale moim zdaniem wystarczy jeść kiszonki i zastosować najbardziej tradycyjne probiotyki.
    Co do suplementacji… witamina D3 w naszym klimacie to dobry wybór w okresie zimowym, ale ja osobiście nie zażywam, bo czuję się dobrze. Witamina C i duże dawki… zostawię bez komentarza, bo jak dla mnie nie ma żadnego celu przyjmowania dużych dawek witaminy C. Złote mleko uwielbiam i kurkumę staram się dodawać do wielu potraw, szczególnie kuchni indyjskiej 😉

    • Witamina w dużych dawkach działa, i do tego lewoskrętna. Możesz to zostawiać bez komentarza ale po co szydzić jak to działa? Mnie leczy z grzybicy oraz ogromnie podniosła odporność. Jeśli chodzi o probiotyki to niestety nie apteczne nie działają. Jedynie firmy Swanson lub amerykańskie działają. Jadłam jedne i drugie i dopiero po tych Swanson zaczełam widzieć poprawę w zdrowiu.
      Także trochę bardziej otwartości

      • Ja akurat wierzę w sens uderzeniowej dawki witaminy C przy przeziębianiach (i tylko przeziębieniach), ale nie ma czegoś takiego jak witamina C lewoskrętna, to niestety wymysł marketingowy, tu jeden z artykułów obalających ten mit: http://www.damianparol.com/lewoskretna-witamina-c/

        • Możliwe, muszę poczytać. Ale tak jak mówisz, w dużych dawkach na pewno działa 🙂 Ale nie zgadzam się że tylko w przeziębieniach. Mi się poprawiły wyniki candidy po dużych dawkach witaminy C.

      • Nie wiem, w którym miejscu mojego komentarza można wyczytać szyderstwo, ale na pewno nie miałam takich intencji 😉 Jeżeli tak to zostało odebrane to przepraszam.
        Szanuję wybory innych osób i jeżeli ktoś chce i mu pomaga to nie mam nic przeciwko. Homeopatia też na niektórych działa, a mam o niej zdanie takie, a nie inne, którego nie zmienię. Jestem farmaceutą i wiem jak działa rynek, wiem jak działa rozpowszechnianie wśród ludzi nienaukowych informacji i póki ktoś bierze nadprogramowe ilości witaminy C to ok, nic mu się nie stanie (prócz możliwości odkładania się kamieni w nerkach, jeżeli ktoś jest narażony na takie ryzyko), łyka cukier w tabletkach za grube pieniądze (mowa o środkach homeopatycznych), ok też mu się nic nie stanie, niech bierze. Ale nie można uogólniać i twierdzić, że dana substancja ma określone działanie. Jeżeli komuś pomaga, to nie znaczy że pomaga każdemu. Badania kliniczne na witaminie C prowadzone były wiele razy, na ogromnej ilości pacjentów i żadne nie potwierdziły jej wpływu na przebieg jak i zapobieganie przeziębieniu.
        Wykonując taki a nie inny zawód muszę się opierać na faktach naukowych i tak robię. Nie jest dla mnie argumentem, że komuś pomaga to pomoże wszystkim. To coś w stylu, tyle osób pali papierosy i nie umarło na raka płuc, więc w czym problem, można powiedzieć że palenie nie powoduje raka…
        I proszę nie odbierać mojej wypowiedzi jako ataku, bo naprawdę nie jest to moim zamiarem 😉 Nie każę ani nie zabraniam nikomu stosować czegoś lub nie. Po prostu przyłączyłam się do dyskusji, ale na pewno nie z zamiarem obrażenia kogoś czy wyszydzenia, a po prostu wyrażenia swojej opinii i punktem widzenia osoby z takim a nie innym doświadczeniem.
        Pozdrawiam serdecznie 😉

        • Spoko 🙂 Każdy robi jak mu pomaga najlepiej

  • Bardzoo, bardzo motywujący wpis. Ja ogolnie żyję zdrowo, ale ostatnio zbyt często zdarzają mi sie grzeszki, szczególnie te słodyczowe i fast foodowe. Potrzebowałam takiego lekkiego kopniaka, żeby wrócić na właściwą ścieżkę. 🙂
    Co do leczenia się naturalnymi sposobami – ja choruję rzadko, ale kiedy już czuję, że łapie mnie jakieś przeziębienie w zupełności wystarcza mi imbir, woda z miodem i cytryną, złote mleko (o którym w sumie dowiedziałam sie właśnie od Ciebie :)), czosnek, rosół. Od dawna nie brałam żadnych leków. Nie neguję ich oczywiście całkowicie, ale przeraża mnie to, że ktoś na jedno kichnięcie sięga od razu po leki, zamiast chociaż sprobować wyleczyć się naturalnie.

  • Aliofil i takie połączenie typu tran z czosnkiem świetnie wspomagają odporność. Ja prawie codziennie faszeruję się czosnkiem, ale świeżym na kanapkach, bo uwielbiam 😀

  • Magdalaena

    „A ja z dumą i radością mogę powiedzieć, że na chwilę obecną mój organizm nie jest już insulinooporny. Po raz pierwszy od kiedy kontroluję ten problem (a od 7 lat robię to raz w roku), mam wzorowe wyniki. I to nie dzięki metforminie, tylko dzięki temu, jak żyję.”

    Nie wiem, czy dobrze Cię rozumiem – czy to jest tak, że masz dobrą krzywą cukrową? czy może osiągnęłaś stan, w którym brak regularnych posiłków nie powoduje u Ciebie napadów głodu i osłabienia?

    • Mam prawidłową krzywą cukrową.

      • Magdalaena

        Cieszę się, że masz dobre wyniki, ale dla mnie to byłoby dla mnie za mało, żeby powiedzieć że nie mam insulinooporności, jeśli i tak musiałabym pilnować np. godzin i wielkości posiłków.

        IMHO tak jakbym twierdziła, że mam zdrowe nogi, ale i tak chodziła o kulach 🙁

        • W moim przypadku insulinooporność nie dawała żadnych objawów, złe wyniki były jednym co o niej świadczyło. Na chwilę obecną wyniki wskazują, że moje komórki uwrażliwiły się na insulinę, ale nie czuję, że ten temat już mnie nie dotyczy. Insulinooporność i PCOS to choroby przewlekłe i czuję, że mogę trzymać je w ryzach, ale nie sądzę abym kiedyś mogła powiedzieć, że w 100% się z nich wyleczyłam.

  • Gratuluję! To rzadkość, że wybieramy trudniejszą i bardziej wyboistą drogę, ale doświadczenie pokazuje, że to ona daje lepsze rezultaty 😉 Świetnie, że masz lepsze wyniki i sama udowodniłaś sobie, że to co robisz, ma ogromny sens!

  • Kilka razy czytałam ten post, temat jest mi bardzo bliski…Dwa razy robiłam dogłębne badania endokrynologiczne, nikt nie stwierdził PCOS, ktoś myślał o insulinooporności ale zawsze kończyło się bez jasnej diagnozy… Ale np metforminę czy Glucophage dostawałam, to źe czułam się potem fatalnie lekarzy nie interesowało. Za każdym razem do tego chodzenia po lekarzach, badań motywował mnie trądzik i włoski na twarzy. Finalnie raz trafiłam na dietetyka z bardziej holistycznym podejściem, stosującego dietę paleo, i kiedy się jej trzymałam to muszę przyznać, że i cera się poprawiła, i lepiej się czułam. Potem odpuściłam, i nie wiem co się dzieje ale obecnie ponownie mam straszny wysyp, jest coraz gorzej co bardzo mnie stresuje… i znowu trafiłam do endokrynologa, robię ponownie badania i już usłyszałam, że pewnie przejdziemy na metforminę. mam już część wyników, i widzę, że np kortyzol mam powyżej normy. Nie wiem co z tym dalej zrobić, kogo się poradzić, czy dalej próbować być na paleo – nie jest to takie proste dla mnie, mam problem z odstawieniem kawy i pieczywa 🙁 choć jednocześnie czuję, że po kawie, jeszcze ze spienionym czyli podgrzanym mlekiem czuję się fatalnie. Podsumowując – mam straszne wątpliwości czy iść w kierunku leków jakie proponuje lekarz, skoro już dwa razy to robiłam i się wycofywałam… Jakieś rady? 🙂

    • Ja na Twoim miejscu bym jeszcze trochę poeksperymentowała.
      Przeanalizuj może swój styl życia, czy jest wystarczająco aktywny, czy nie jest zbyt stresujący? Może zapisuj sobie co jesz i jak to wpływa na cerę. U mnie prowadzenie dziennika obserwacji organizmu bardzo wiele mi rozjaśniło i dzięki temu wiem, że szkodzi mi np. kurczak, albo że cera pogarsza mi się podczas bardziej stresujących okresów.
      Co do metforminy – ja w tej kwestii tak do końca nie ufam endokrynologom i z tymi insulinowymi problemami wolę jednak chodzić do diabetologa.

  • Natalia

    Ja muszę podporządkować dotychczasowe życie pod diagnozę. Okazało się,ze borelioza to tylko dodatek (komentarz o holistycznym podejściu), a tak naprawdę od dziecka choruje na zzsk. Ciągłe zwolnienia z w-f rozleniwiły mnie bardzo,a teraz potrzebuję dużo ruchu, od stycznia idę na jogę i zaprzyjaźniam się kurkumą. Pozdrawiam 🙂

  • Agnieszko, to bardzo, bardzo wazny tekst. Wspaniale, że pokazujesz na swoim przykładzie, że tak niewielka zmiana, jak zmiana nawyków może sparwić, że nasz organizm funkcjonuje zupełnie inaczej.
    Oczywiście mam świaodmośc, że zmiana nawyków to ogromny wysiłek, trud, krok do przodu, jednak piękne jest w tym działaniu to, że możemy zrobić to sami, bez leków, bez zabiegów, bez uzależniania sie od substacji czy innych osób. Możemy postanowić, że chcemy zmian i wdrażac je w zycie, a to naparwde daje fenomenalne efekty. Zarówno w przypadku włączenia aktywności, zmiany anwyków żywieniowych, zmiany nawyków dotyczących pracy itd.

    Mamy tak wiele naturalnych metod do wykorzystania, znanych od setek lat, a jakos dziwnym trafem cały czas łapiemy sie tego, co w mniejszym stopniu pomaga, a w większym szkodzi.

    Mam nadzieje, że ten tekst sprawi, że w głowach czytelników pojawi sie refleksja, że faktycznie warto-warto podjąc wysiłek i zadbac o siebie, żeby być zdrowszym, czuc sie lepiej, bardziej sie wysypiac i efektywniej odpoczywać. To tylko tyle i az tyle. Dobrze Ciebie rozumiem Agnieszko, bo sama dokonałam takich odkryć w swoim zyciu jak Ty-mi bardzo pomogła joga, medytacja, uwazność i psychologia pozytywna, to z tych narzędzi korzystam każdego dnia, żeby jakośc mojego życia była wyższa, lepsza, żebym była lepsza soba, lepsza żoną, przyjaciółką, psychologiem, nauczycielem jogi, koleżanką z pracy itd. I co ciekawe, nie tylko ja zauważam, że to sie bardzo dobrze sparwdza:)

    Dziękuję za ten post! Trzymam za Ciebie kciuki!