10 sposobów na problemy z motywacją

Chyba każdy z nas miewa czasami problemy z motywacją… W szczególności o tej porze roku. Mogą objawiać się one zarówno w postaci lenistwa fizycznego, jak i braku chęci do pracy. Jednym z najczęściej zadawanych mi pytań jest to, „jak ja to robię, że mi się chce”. Otóż prawda jest taka, że… Nie zawsze mi się chce. Posiadam silną motywację wewnętrzną i dobrze sprecyzowany cel całej swojej życiowej aktywności, ale czasami to nie wystarcza i muszę wspomóc się innymi trikami. W dzisiejszym poście, w ramach kampanii Nałęczowianki „Zrób to NAŁ!”, rozbieram moją motywację na części pierwsze!

10-sposobow-nanaleczowiankazrob-to-nal

1. Motywacja wewnętrzna

Zacznę od tego, o czym pisałam już nie raz, bo dla mnie to podstawa. Motywacja musi być głęboko w nas, nie może opierać się na czynnikach zewnętrznych (np. „będę biegać, żeby dotrzymać towarzystwa przyjaciółce”), nie może zmieniać się w zależności od pory roku (np. „schudnę przed wakacjami”) i nie powinna opierać się na zbyt ambitnym celu (np.”zrobię szpagat w tydzień”). 

Jako że mamy początek roku, wiele osób traktuje to jako motywator do aktywności, rozwoju osobistego itp. Moim zdaniem to super, ale nowy rok też można uznać za taką motywację zewnętrzną, która łatwo może przeminąć… Dlatego każdego, kto robi postanowienia noworoczne zachęcam, aby przy tej okazji jeszcze bardziej wsłuchać się w swoje potrzeby i motywację zewnętrzną zamienić na wewnętrzną. 

Motywacją powinna być chęć bycia zdrowym, szczęśliwym, spełnionym… Ja bardzo szybko odczuwam, że bez aktywności fizycznej zaczynam czuć się źle i brakuje mi energii. Moją motywacją jest więc chęć dobrego samopoczucia na co dzień i ogólnie potrzeba bycia zdrowym człowiekiem. W moim przypadku jest to ściśle powiązane z moim celem. 

2. Cel

Naszym celem nie powinna być aktywność czy praca sama w sobie, ale to, do czego to nas prowadzi. U niektórych cel może być dokładnie tym samym, co motywacja (czyli np. bycie zdrowym). Cel nie może być też zbyt ambitny, bo wtedy łatwo się zniechęcić. 

Jest to istotne szczególnie w przypadku osób, które mają słomiany zapał. Łatwo się zniechęcić do jakiejś aktywności, kiedy na przykład za bardzo nam ona nie wychodzi. Jeśli natomiast dany sport ma być tylko środkiem w drodze do jakiegoś większego celu, jesteśmy bardziej otwarci na aktywność jako taką i nie poddajemy się tak łatwo, kiedy jakaś nam nie odpowiada. Po prostu szukamy kolejnej.

To założenie odnośnie celu można przełożyć też na inne dziedziny życia, np. naukę języków. Czy chcemy się ich uczyć tak po prostu, aby je umieć czy np. ma nam to ułatwić komunikację z kimś znajomym, zdobycie pracy lub podróżowanie? Co Was bardziej zmotywuje?

3. Dobre odżywianie i regularne picie wody

Nie wiem jak to wygląda u Was, ale mój organizm jest wrażliwy na tym punkcie. Jeśli przez kilka dni jadam posiłki w pośpiechu, zagryzam głód głównie glutenem (kanapki, makaron), albo lekkimi przekąskami (wafel ryżowy z masłem migdałowym, mandarynka itp), szybko zaczyna mi brakować energii. Tak jak wspominałam w poście o problemach z motywacją do pracy, duże znaczenie ma też uzupełnianie płynów. O tej porze roku mamy mniejsze pragnienie, więc pijemy mniej, a to odbija się na naszym samopoczuciu. Bywa, ze jesteśmy rozdrażnieni, mamy problemy z koncentracją, boli nas głowa, nic nam się nie chce. To nie sprzyja ani pracy, ani aktywności. 

Na ten problem swego czasu miałam świetny sposób i był nim mój dziennik obserwacji organizmu, w którym czarno na białym widzę, kiedy moja dieta zbacza na jakąś złą ścieżkę i kiedy piję za mało. Raz pobiłam rekord swojej głupoty, o 22 uświadomiłam sobie, że przez cały dzień nic nie wypiłam i nie zjadłam nic płynnego. Wynikało to z tego, że zapomniałam postawić sobie butelkę wody na biurku. Warto zawsze mieć butelkę wody gdzieś w zasięgu wzroku, a jeśli to nie pomaga, przydają się różnego rodzaju aplikacje przypominające o regularnym uzupełnianiu płynów. Dla miłośników metod nieelektronicznych też znajdzie się na to fajny sposób 😉 

zrob_to_nal2

Te 3 wyżej wymienione punkty to według mnie taka podstawa motywacji. Ale bywa, że to nie wystarcza i trzeba wspomóc się innymi trikami. 

4. Odpowiednia otoczka

Kiedy nie chce mi się pracować, zaczynam od wysprzątania biurka i zrobienia sobie jakiejś pysznej herbaty (latem lemoniady lub wody z różnymi pysznymi dodatkami). W takim otoczeniu przyjemniej zasiada się do obowiązków. Z aktywnością jest podobnie – zachęca mnie do niej myśl o założeniu swoich ulubionych ubrań sportowych, posłuchaniu ulubionej muzyki czy znalezieniu się w miejscu, które bardzo lubię (szkoła jogi lub ulubiony park do biegania). 

5. Joga

Zauważyłam, że w dniach, kiedy brakuje mi motywacji do pracy, bardzo pomaga mi joga. Nawet 15 minutowa sesja potrafi zdziałać cuda, ale tylko pod jednym warunkiem – kiedy wykonam w niej asany, które sprawiają mi jakąś trudność. To np. pozycje równoważne, jak bakasana (kruk) czy odwrócone (np. stanie na głowie). Wymagają one ode mnie dużej koncentracji i czasami nie wychodzą mi najlepiej. Zauważyłam jednak, że po ich wykonaniu mam poczucie, że „mogę wszystko” i trudno mi wytrzymać nawet 10 minut relaksacji. Mam ochotę od razu zabrać się za robotę! 

6. Małe kroczki

No ok, ale jak nam się nic nie chce, to jak się zmusić nawet do tej 15 minutowej sesji jogi? Ja mam na to taki sposób, że trochę oszukuję swój organizm mówiąc mu „zrobisz tylko 3 powitania słońca”, „wystarczy 15 minut slow joggingu, przecież nawet nie zdążysz się zmęczyć”. Oczywiście nigdy nie kończy się na 3 powitaniach słońca i 15 minutach slow joggingu 😉 kiedy już zacznę się ruszać, ciało szybko zaczyna czerpać z tego przyjemność i chce więcej. 

zrob-to-nal1

7. Publiczne zobowiązanie

Blogerom jest łatwiej. Czytają nas tysiące ludzi i jak napiszemy przed nimi, że zaczynamy chodzić na siłownię, to trudno potem udawać, że takiej deklaracji nie było. Ale każdy może się publicznie zobowiązać, na przykład na prywatnym FB lub nawet w gronie rodziny lub znajomych. 

8. Inspirowanie się

Choć uważam, że motywacja wewnętrzna jest najskuteczniejsza, nie widzę nic złego w poszukiwaniu tej zewnętrznej, płynącej od innych, często zupełnie obcych ludzi. Nie raz zdarzyło mi się, że podczas porannego przeglądania Instagrama poczułam się zainspirowana np. do biegania czy porannej praktyki jogi. Dobrze jest otaczać się inspirującymi ludźmi (nawet wirtualnie) i brać z nich przykład kiedy brakuje nam motywacji. 

problemy_z_motywacja

9. Tlen!

O tej porze roku czasami może nam go brakować. Może to dotyczyć szczególnie osób nieposiadających psów i dzieci, którym zwyczajnie brakuje okazji do dłuższych spacerów. Wiele osób zimą z nich rezygnuje, co uważam za przykre, bo każda pora roku oferuje coś fajnego. Dotleniony organizm czuje się lepiej i ma więcej energii do działania. Warto zadbać o to, aby pooddychać też powietrzem świeższym niż to wielkomiejskie i wybrać się w weekend do jakiegoś parku, lasu, czy po prostu gdzieś za miasto. W ostateczności pomocne będą też ćwiczenia oddechowe, które można wykonywać samodzielnie w domu. Tlen ma moc, a nasz oddech na co dzień zazwyczaj jest zbyt płytki i przez to nie wykorzystujemy w 100% jego potencjału. 

10. Zrób to NAŁ

Post ten powstał w ramach współpracy z marką Nałęczowianka, która w ramach akcji „Zrób to NAŁ! Poczuj, jak woda Cię napędza” po raz kolejny motywuje do zmiany stylu życia na bardziej aktywny i pełen witalności. To hasło przewodnie jest też jednym z moich sposobów na motywację, bo uważam, że trzeba wykorzystywać każdą chwilę, kiedy nam się chce. Miewam czasami tak, że w weekend budzę się wcześniej niż bym chciała, np. o 7. Co gorsze 😉 budzę się z chęcią zrobienia czegoś – pójścia na slow jogging, napisania posta na bloga czy zrobienia czegoś do pracy… I w pierwszej chwili odganiam od siebie tę myśl słowami „W sobotę o 7 rano, serio? Lepiej sobie pośpij!”. Potem jednak karcę się za tę pierwszą myśl i zaczynam robić to, na co dopadła mnie ochota. Efekt jest taki, że dzięki temu przypływowi chęci zaczynam dzień od solidnego zastrzyku energii w postaci aktywności albo np. robię coś, co miałam zaplanowane na poniedziałek i dzięki temu roboczy tydzień mogę zacząć później. Dlatego kiedy przychodzi nam ochota aby coś zrobić – trzeba dobrze ją wykorzystać i po prostu zrobić to TERAZ. Czasami jesteśmy mistrzami w wymyślaniu wymówek, a tak naprawdę wystarczy otworzyć się na inspiracje i rozwiązania jakie daje nam nasze otoczenie. Nie musimy wydawać majątku na karnety fitness czy sprzęt do ćwiczeń, bo np. na YouTube znajdziemy mnóstwo filmików instruktażowych, a za hantle mogą nam posłużyć butelki wody. 

naleczowianka_

I na koniec tak trochę przewrotnie…

Osobiście uważam, że czasami trzeba odpuścić. Zmuszanie się do czegoś może przynieść zupełnie odwrotny skutek. Bywa, że jakaś aktywność totalnie nam nie podpasowała, albo po prostu mamy gorszy dzień i potrzebujemy zwolnienia tempa i regeneracji. Nie ma w tym nic złego, jeśli nie dzieje się to zbyt często. A jeśli jednak częstotliwość takich spadków formy jest zbyt duża, przyczyny poszukałabym w punkcie 3. 

A jakie są Wasze sposoby na problemy z motywacją?

Kategorie: Polecane, Zdrowe ciało, Zdrowy duch

W dużym skrócie - freelancerka, pasjonatka zdrowego i uważnego stylu życia, miłośniczka Warszawy, psów i kuchni roślinnej. LifeManagerka.pl to blog lifestylowy, którego tematem przewodnim jest szeroko pojęte, umiejętne zarządzanie swoim własnym życiem. Począwszy od odpowiedniego odżywiania i regularnej aktywności fizycznej, poprzez rozwój osobisty, a skończywszy na licznych detalach, które czynią nasze życie lepszym, prostszym i szczęśliwszym.

  • Ania

    Z aktywności fizycznych obecnie u Ciebie tylko joga? Pomijam te których probujesz kręcąc zdrowomanię 🙂

    • ZdrowoMania oczywiście się nie liczy, aktywność nagrywam zdecydowanie za rzadko ;). Joga regularnie, a do tego okazjonalnie inne aktywności, np. slow jogging, taniec, łyżwy itp. Pomijam już tę oczywistość, jak codzienne spacery z racji posiadania psa.

  • Dla mnie jesteś motywacją o ruszenia się z krzesła. Mam już dość ambitny plan, ale teraz tylko wizyta u lekarza i na pewno nie powrót do jogi. Chyba to ją mogę o swoje problemy oskarżyć. A kusi mnie, bo to było przyjemne.

    • A co się stało od jogi? Ten problem z ręką?

      • Straciłam czucie w ręce, a joga była jedyną zmienną w moim życiu. Czekam na wizytę u specjalisty, bo do stałam skierowanie. Zobaczymy co powie.

  • Oh z motywacją to ja mam problem… więc nie dorzucę nic do Twojej listy, mogę jedynie zainspirować się Tobą 🙂
    PS. Przepraszam, że się dopytuję, ale odpisywałaś mi na maila? Jeśli nie to ok nie szkodzi, nie spieszy się 🙂 Ale ostatnio miałam sporo wiadomości do usunięcia i nie wiem czy przez przypadek nie usunęłam czegoś od Ciebie.

    • Nie, tylko się pochwaliłam, że odpiszę 😉 a potem nazbierało się trochę maili od czytelników i potrzebuję na to dłuższej wolnej chwili 🙂

  • Aż musiałam iść do lustra sprawdzić jak tam mój cellulit 😉 ostatnio ogóle nie zwracałam na to uwagi, jak się chodzi w zimowych ubraniach to za bardzo się nie patrzy na te części ciała ;). Ale ten problem nie jest mi obcy. Teraz nie jest tak źle, pamiętam że kiedyś latem stwierdziłam, że jest lepiej niż kiedyś i nawet miałam swoją teorię co na to pozytywnie wpłynęło. Jako że od jesieni w ogóle nie zajmuję się tą sprawą, to już nawet nie pamiętam co to było. Spróbuję sobie przypomnieć ;). Podobno bańki chińskie są super na ten problem, ale ja nie miałam do tego cierpliwości, robiłam taki masaż może ze dwa razy.

    • Anna

      Też zastanawiałam się nad bańkami. Pisałam nawet w tej sprawie do Nissiax83, Ona stosowała ale nie widziała rezultatów i jakoś mi też przeszło. Ale chyba spróbuję, być może u mnie się sprawdzą.
      U mnie latem jest najlepiej bo ruszam się bardzo dużo i piję bardzo dużo wody i jem bardzo lekko dużo lżejsze posiłki niż jesienią i zimą.

      • RudaM

        Polecam bańkę chińską jeśli chodzi o walkę z cellulitem. Bardzo wysmukla, poprawia ukrwienie, modeluje sylwetkę, wygładza naskórek. Mimo, że masaż wiąże się czasami z bólem (subiektywne odczucia) i nieprzyjemnym uciskiem – warto! Doświadczona fizjoterapeutka 🙂

    • Karo

      Mnie tez temat cellulitu interesuje (tzn. tez dotyka ;)), tak jak juz kiedys pisalam w jakims komentarzu. Fajnie byloby posluchac w odcinku Zdrowomanii np. o tym, co mowi medycyna chinska (lub inne „alternatywne metody”.) na temat cellulitu, skad sie bierze, jak go mozna sie pozbyc, jaki jest zwiazek hormonow z cellulitem, etc..

      • Zastanawiam się tylko jaki specjalista mógłby rzetelnie i kompleksowo wypowiedzieć się na ten temat. Ale ok, jeśli jest zapotrzebowanie, to poszukam kogoś takiego :).

        • Karo

          Mysle, ze jest duze zapotrzebowanie, bo ktora kobieta sie z tym nie boryka 😉 (ok, wyjatki potwierdzaja regule)… wlasnie sprawdzilam – filmiki o bance chinskiej na cellulit maja na youtube duze powodzenie :D.

        • Ja to już się boję wrzucać na Zdrowomanię coś zahaczającego o medycynę wschodnią, bo potem tracę wiarę w ludzi 😉 odcinek o akupunkturze i medycynie wschodniej otrzymał rekordową ilość kciuków w dół, pod żadnym odcinkiem czegoś takiego nie było :O.
          To tak z przymrużeniem oka, oczywiście nie mam zamiaru z tego powodu rezygnować z poruszania tematyki medycyny wschodu, tylko zaskakuje mnie taka reakcja widzów, naprawdę.

        • Ania

          Ach, te łapki w dół. Ja mam wrażenie że niektórzy ludzie po prostu je klikają bez zastanowienia.
          Nie ma się czym przejmować 🙂

  • Chyba niczego bym nie dodała, bo świetnie to ujęłaś 🙂 Uważam, że dużym błędem jest to o czym też wspomniałaś – postanowienia typu „do wakacji”, „do ślubu”, itd. U mnie jeszcze dwa lata temu to „świetnie” funkcjonowało. Planowałam, że całe wakacje na coś poświęcę, a potem szukałam wymówek i koniec końców nie robiłam nic. Od dłuższego czasu trzymam się schematu planowania rzeczy krótkoterminowo – jeśli zaczynam coś ćwiczyć to robię sobie challange na 30 dni, jeśli chcę praktykować poranną jogę to nie „wmuszam” w siebie codziennej praktyki, a zakładam że zrobię coś chociaż dwa razy w tygodniu. Dzięki temu mam też bardzo dużą satysfakcję, kiedy udaje mi się zrealizować plany w większym stopniu 🙂

  • Tego potrzebowałam w Poniedziałek! 🙂 Mi brakuje najbardziej punktu 3, bo niestety, z piciem wody w odpowiednich ilościach u mnie kiepsko. Kawka za kawką, a o wodzie niestety się nie pamięta, co wpływa na ból głowy i spadek koncentracji. A od tego już mały krok, żeby plany poszły w łeb 😉

  • Myślę, że najczęstszą przyczyną problemów z motywacją jest to, że nie pochodzi ona z naszego wnętrza. W takiej sytuacji jej spadek i zaniechanie działania wręcz nam służy – po co mamy tracić czas trenując lub robiąc coś co nie wynika z naszych własnych pragnień?

  • Uwielbiam jogę i fitness, ale kiedy zacznie robić się ciepło chcę wrócić na rower i do biegania (miałam ponad roczną przerwę). Z jednej strony nie mogę się doczekać wiosny i spróbowania swoich sił po tym czasie, a z drugiej boję się, że pójdzie mi źle i szybko się zniechęcę. Wiem, że muszę sobie opracować jakiś plan, żeby nie dopuścić do tej drugiej opcji, ale nie mam jeszcze zielonego pojęcia jak to zrobić!

  • Jeżeli ma się możliwość praktykowania jej tylko w domu uważam, że można sobie zrobić nią krzywdę.

  • Najlepszym motywatorem są chyba jednak pierwsze namacalne efekty, np. wskazówka wagi schodząca niżej 🙂

  • Agnieszka, tu masz racje, ze blogerom w pewnym sensie jest latwiej, bo jak zapowiemy, ze cos zrobimy, to zawsze jest z tego dodatkowa motywacja, ze ktos sobie przypomni i zapyta, jak tam nam idzie realizacja naszego postanowienia. Kolejny plus dla blogowania. Pozdrawiam serdecznie Beata

  • Ania

    Ja mam taki problem, że często nachodzi mnie ogromna motywacja do robienia różnych rzeczy, np. pójścia na spacer, na trening, do sprzątania, do gotowania… jednak najczęściej jestem wtedy w pracy i zanim dotrę do domu, to mój entuzjazm opada… Pod koniec dnia jestem wykończona psychicznie i choć wiem, że nawet parę minut ćwiczeń jest w stanie poprawić mi nastrój, to nie chce mi się… Moim postanowieniem noworocznym jest właśnie walka z moją wewnętrzną leniwą bulą 🙂 Wydaje mi się, że to dość sensowne postanowienie, bo jestem w stanie mu sprostać i być z tego dumną 🙂

  • Edyta

    Spacer, spacer i jeszcze raz spacer!
    U mnie to piesek na smycz, mąż u boku i w las 🙂
    Ale czasem mnie też się nie chce. Przykładem jest wczorajszy i dzisiejszy dzień, kiedy po prostu nie chciało mi się iść do pracy i wzięłam sobie dwa dni urlopu. Odpoczęłam, robiłam same przyjemne rzeczy i teraz jestem przygotowana na jutrzejszy dzień od 8 do 16 w biurze. I myśl, że 3 dni i znowu weekend 🙂

  • Nał to akurat moja woda od wielu wielu lat więc do niej nie trzeba mnie przekonywać! Ale wszystkie inne sposoby mimo że znam i tak BIORĘ! :)))))))

  • Dzięki za ten wpis – motywujące podsumowanie 🙂

  • Mnie motywują emocje:)
    Jak wiem, że po zrobieniu czegoś czuje się dobrze to to robię 🙂

  • Ja potrzebuje porządnego kopniaka w zadek, codziennie się motywuje zakładając spodnie hehe bo brzucha trzeba wciągnąć. Najtrudniej jest zacząć.. póki co kompletuje strój 🙂 buty już są.. kolej na resztę 🙂

  • Ja planowałam swój rok oczywiście na jego początku, ale do dobrej i najlepszej dla mnie ich formy doszłam dopiero kilka dni temu. Jest tak, bo ja zawsze chcę za dużo i to się objawia w planowaniu roku, miesiąca i tygodnia. Nigdy nie udaje mi się z tych celów wywiązać z w stu procentach. Ale może właśnie tak to w życiu jest 😉

    • Chyba właśnie tak jest, chyba dlatego, że człowiek nie jest cyborgiem, a czasami życie ma wobec nas inne plany 🙂