Wyzwanie wdzięczności – podsumowanie stycznia

Uff, pierwszy miesiąc wdzięczności za nami. Nie powiem, że było łatwo, bo to nie był zbyt dobry miesiąc i teoretycznie niecodziennie miałam za co dziękować. Owszem, bywały dni, kiedy brakowało mi miejsca do zapisywania… Ale bywały i takie, że przez 10 minut myślałam, co wpisać do formularza. Analizując dzień nie mogłam znaleźć ani jednej pozytywnej rzeczy… I właśnie wtedy moje wyzwanie najlepiej spełniało swoją rolę i zmuszało mnie do przestawienia swojego myślenia na zupełnie inny tok rozumowania. Problemy stawały się malutkie, kiedy praktykowałam wdzięczność za zdrowe nogi, dach nad głową czy życie w kraju nieobjętym konfliktem zbrojnym. 

luty_wdziecznosci_wyzwanie

No ale lecimy z małą spowiedzią 🙂 oto moje wdzięczności stycznia, dzień po dniu. 

1

Za czas z rodziną na wsi, bezpieczny powrót do Warszawy i cały, wspaniały rok 2016.

2

Za ciepło domowego ogniska 😉 czyli własne mieszkanie i to, że zawsze ktoś w nim na mnie czeka.

 

3

Za mój filmik ze wspomnieniami. Tzn. za to, że miałam szansę to wszystko przeżyć, a przy okazji udokumentować i ubrać w taką formę. 

4

Za smaki dzieciństwa, zupę ogórkową u mamy i przecier jabłkowy, który zrobił Wojtek 😉

5

Za leniwy poranek i czas wolny, który na początku miesiąca zawsze jest towarem deficytowym. Tego dnia też moja mama złamała rękę, a ja dowiedziałam się o śmierci klienta. Poczułam więc olbrzymią wdzięczność za moją sprawność i życie, tak po prostu. 

 

Wyzwanie wdzięczności nabiera jeszcze większego znaczenia, kiedy wokół nas dzieją się przykre rzeczy. Dzisiaj byłam wdzięczna za czas wolny, którego w ostatnich dniach mi brakowało. A potem dowiedziałam się o śmierci mojego klienta i o upadku mamy, przez który spędza teraz okropny czas na SOR z podejrzeniem złamania 😞 i jestem wdzięczna też za życie i zdrowe ręce i nogi, dzięki którym mogłam iść na dłuższy spacer w zimowej scenerii. Cholera, to wszystko co mamy jest naprawdę strasznie kruche, pamiętajmy o tym na co dzień, ale nie pozwalajmy, aby ta świadomość odebrała nam radość życia. Nasz czas jest tu i teraz i trzeba żyć, jakby jutra miało nie być. Nie chodzi mi tu bynajmniej o żadne szaleństwa, tylko o bycie dobrym człowiekiem , dbanie o najważniejsze w życiu relacje i właśnie o wdzięczność za każdy dzień. Mam nadzieję, że u Was dzisiaj lepiej! #styczenwdziecznosci #styczniowewyzwanie #dzien5 #styczeń #zima #winter #spacer #grateful #begrateful #śnieg

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Agnieszka (@lifemanagerka)

Za piękną, mroźną zimę i długi spacer.

Za to, że Daisy nie rzuciła się na Lunę. Wiem, brzmi dziwnie 😉 ale Luna ma na pieńku z jedną suczką na osiedlu… Raz już wylądowała przez nią na stole operacyjnym, a tego dnia znowu nadzialiśmy się na nią biegającą bez smyczy i bez kagańca. W porę udało nam się zareagować i nie dopuścić do kolejnej niebezpiecznej sytuacji. 

8

Za świetną zabawę na lodzie i za to, ze nic sobie nie złamałam 😉

 

Będąc dzisiaj na łyżwach nie wiedziałam, że normy smogu zostały drastycznie przekroczone i zdecydowanie odradzana jest aktywność na „świeżym” powietrzu. Po powrocie do domu przeczytałam ogłoszenia i zrobiło mi się przykro, bo gdybym zobaczyła je wcześniej, nie wyszłabym pewnie na te łyżwy i nie spędziła czasu tak radośnie i beztrosko… Gdzie jest złoty środek w tym wszystkim? Teraz autentycznie czuję ten smog w jamie ustnej, ale dla równowagi robię dla siebie coś detoksykującego i żuję olej kokosowy. To obrzydliwe, ale ponoć skuteczne 😉 może się przemogę i zacznę robić to regularnie? P.s. nie żałuję tych łyżew. #łyżwy #zima #winter #wintertime #skating #iceskating

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Agnieszka (@lifemanagerka)

9

Za zdrowie i dobrą formę Luny. Mniej więcej rok temu Luna była sterylizowana i przypomniałam sobie jak cierpiała po zabiegu i jak musiała chodzić w „kaftanie bezpieczeństwa” ;). Poczułam więc ogromną wdzięczność za to, że teraz czuje się dobrze.

10 

Za to, że mam pracę. 

11

Zmęczenie dało mi się we znaki, więc byłam wdzięczna po prostu za gorącą wodę w kranie i za dostawców pizzy 😉

 

Pamiętacie o #styczenwdziecznosci? Ja tak i dzielnie wszystko notuję, ale nie zawsze mam czas aby dodać fotkę na instagram. Wczoraj najbardziej byłam wdzięczna za pracę. Od nowego roku miałam mieć jej znacznie mniej, a jednak póki co codziennie mam co robić i wieczorem padam na nos. To na pewno przejściowe, więc jestem za to wdzięczna. I z tej wdzięczności jestem w stanie nawet nie popełnić seppuku, kiedy canva ma awarię i moja przygotowywana przez prawie dwie godziny prezentacja leci w kosmos. To był ciężki dzień, więc dzisiaj jestem wdzięczna za gorącą wodę w kranie, bo teraz tylko relaksująca kąpiel może mnie uratować. I pizza. Tak, pizza to dobry pomysł na zwieńczenie tego dnia 😀🍕 w sumie sushi też może być. Obojętne, byle szybko 😉 #dzisiajniegotuje

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Agnieszka (@lifemanagerka)

12

Tego dnia nagrywałam odcinki kulinarne ZdrowoManii. Pani Aldona mieszka spory kawałek za Warszawą, a spadł wtedy śnieg i było bardzo ślisko. Byłam wdzięczna za bezpieczną jazdę i za ludzi z którymi pracuję. Za wsparcie Alexa i pani Aldony, za Michała, który jest najlepszym operatorem, z jakim w życiu współpracowałam 😉

13

Kolejny dzień prawdziwej zimy, ale tym razem mogłam zostać w domu. Byłam więc wdzięczna za pracę w domu i za to, że nie muszę odśnieżać i odmrażać samochodu, stać w korkach, wychodzić na tę zawieruchę. 

14 

Tego dnia byłam wdzięczna za zakupy zimowo-sportowe i za to, że mogłam sobie na nie pozwolić. I za prezent gwiazdkowy od brata, w postaci bonu do Go Sport, który bardzo mnie odciążył podczas tego zakupowego szaleństwa.

15

Za Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy!

16

Za youtubowe joginki, które umożliwiają nam bezpłatne ćwiczenie jogi bez wychodzenia z domu.

17

Za Mamę i jej pomoc. Chłop się rozchorował, a moja mama zasypała nas lekami i innymi dobrociami dla niego <3

18

Za nowe doświadczenie w postaci wizyty w radiu. Jej efekty możecie odsłuchać tutaj. 

19

Za bób! Marzył mi się od kilku tygodni, ale nigdzie na niego nie trafiłam, aż Wojtek znalazł go w czeluściach zamrażarki w jednym z osiedlowych sklepów. Omnomnom…

20

To był jeden z tych dni, kiedy trudno mi było znaleźć powód do wdzięczności. Ale udało mi się nagrać biblioteczkę zdrowego człowieka, więc byłam wdzięczna za to, że miałam wreszcie taką możliwość. 

21

Za to, że mam jeszcze jedną babcię. 

22

Za to, że moja nieformalna teściowa praktycznie co niedzielę przygotowuje dla mnie wegetariański obiad. 

23

Za piękną pogodę i dłuższy spacer.  I za słońce, które zaczyna już odczuwalnie przygrzewać!

24

Za współpracę z Virtualo, dzięki której mam co czytać i mogę poznać więcej książek na temat zdrowego stylu życia. 

25

Za to, że są ludzie, którzy są tak po prostu życzliwi. Za to, że Organic Coffee bez żadnego problemu umożliwia mi nagrywanie odcinków ZdrowoManii w swojej kawiarni, kiedy nie mam gdzie spotkać się z gościem… I za to, że gość do odcinka o smogu przyjechał tego dnia specjalnie na nagrania, choć trochę kolidowało to z jego planami. Ot, życzliwość, chęć wsparcia fajnego projektu, jakim jest ZdrowoMania… Tak po prostu, za darmo. 

26

Za Lunę i za to, że codziennie daje mi okazję do spaceru.

27

Za blisko mieszkających rodziców. 

28

Za jogę i moc pozycji odwróconych.

29

Za piękną pogodę, niższy poziom smogu i co za tym idzie – długi spacer. 

30

Za to, że Wojtek zaangażował się w post o zdrowym stylu życia w związku.

31

Za cały styczeń! Może nie był to najłatwiejszy miesiąc, ale przynajmniej zima dopisała i dużo przyjemności dały mi spacery w białej scenerii. 

Co mi dało wyzwanie wdzięczności? 

Wyzwanie wdzięczności zmusiło mnie do szukania pozytywów nawet wtedy, kiedy wszystko było delikatnie mówiąc do dupy. Starałam się jednak, aby nie były to rzeczy, które zawdzięczam sobie i stawiać raczej na coś pochodzącego z zewnątrz, uzależnionego od losu albo od innych ludzi. Analiza dnia pod kątem pozytywnych wydarzeń pomagała mi je dostrzegać nawet podczas trudnych dni. Czasami uświadamiałam sobie, że mogło pójść mi z czymś o wiele gorzej.  A jeśli któregoś dnia naprawdę nie mogłam znaleźć żadnej takiej rzeczy, zawsze pozostawała mi wdzięczność za bliskie osoby, za Lunę, za zdrowie, za życie itd. Pozwalało mi to nie pogrążać się tak całkiem w złym nastroju i myśleniu o problemach. 

Nie muszę chyba mówić, że w moim przypadku wyzwanie okazało się bardzo przydatne i w związku z tym planuję je kontynuować. Jeśli ktoś ma ochotę, zachęcam do wydrukowania karty wdzięczności na luty. 

Dziękuję też wszystkim, którzy zamieszczali zdjęcia z hasztagiem #styczenwdziecznosci na Instagramie i Facebooku. Podglądanie Waszej wdzięczności było dla mnie czystą przyjemnością. W lutym zachęcam oczywiście do tego samego, oficjalny hashtag to #lutywdziecznosci 🙂

A jak Wam poszło wyzwanie, co Wam dało?

Kategorie: Zdrowy duch

W dużym skrócie - freelancerka, pasjonatka zdrowego i uważnego stylu życia, miłośniczka Warszawy, psów i kuchni roślinnej. LifeManagerka.pl to blog lifestylowy, którego tematem przewodnim jest szeroko pojęte, umiejętne zarządzanie swoim własnym życiem. Począwszy od odpowiedniego odżywiania i regularnej aktywności fizycznej, poprzez rozwój osobisty, a skończywszy na licznych detalach, które czynią nasze życie lepszym, prostszym i szczęśliwszym.

  • Ja praktykuję cały czas, choć przyznam się że mam kilka luk kiedy po prostu zapomniałam coś wpisać! Kilka dni mam takich kiedy byłam wdzięczna dokładnie za to samo… Cóż, moje życie jest ostatnio dość monotonne, ale nie zmienia to faktu że doceniam że umiem coś docenić! Masło maślane, ale myślę że wiesz co mam na myśli 🙂 Dziękuję raz jeszcze za to wyzwanie!

  • Czytając Twoje podsumowanie, jest mi wstyd, że tak szybko się poddałam i zapomniałam o wdzięczności. Czas się poprawić. W styczniu nie wydrukowałam sobie Twojego formularza i to był efekt.

    • Może spróbuj w lutym, miesiąc krótszy, będzie łatwiej 😉

  • Super podsumowanie, naprawdę masz wiele powodów do radości i fajnie, że przypominałaś sobie o nich w trudniejszych momentach 🙂 W lutym również postaram się brać udział w wyzwaniu 🙂

  • Przyznam, że do twojego wyzwania podeszłam z wielkim entuzjazmem. I wiesz co? Ostatecznie przestałam spisywać moje wdzięczności. Ale to nie dlatego, że nie miałam być za co wdzięczna. Styczeń mi dokopał pod względem braku przychodów i pracy, przez co miałam więcej czasu dla rodziny. I w zasadzie ta moja najbliższa rodzina czyli syn i mąż, to moje największe wdzięczności w styczniu! Po prostu w kółko za nich byłam wdzięczna. Co więcej, te myśli o tym, że to za nich powinnam być wdzięczna, przychodziły same. Nie musiałam się zastanawiać nad nimi. Po prostu samo trafiało do głowy. Wystarczyło, że usłyszałam, że córka koleżanki ma padaczkę. A ja od razu, że jestem wdzięczna za zdrowie mojego dziecka. I to tyle. Ale w lutym chcę znaleźć więcej aspektów. Wiem, że jednak jest więcej rzeczy, za które powinnam być wdzięczna niż tylko za tych moich dwóch ancymonów 😉 Chociaż i tak za nich będę wdzięczna całe życie 🙂
    P.S. Czy teściowa podzieli się przepisem na kotlety z buraków? 🙂
    P.S. 2: Bardzo podoba mi się forma tego posta :))))) Chcę więcej! 😉

    • Ten przepis na kotlety podobno był z Jadłonomii 🙂

      Pięknie napisałaś o tej wdzięczności 🙂 tak naprawdę to nie jest ważne za co jesteśmy wdzięczni, tylko sam fakt praktykowania tej wdzięczności. Wyzwanie ma nam pomóc w jej codziennym odczuwaniu i celebrowaniu. Jeśli potrafisz to i bez wyzwania, to nie jest Ci ono potrzebne :). Mnie się wydawało, że potrafię, a jednak trudniejszy okres pokazał, że czasami o tym zapominam. Wtedy wyzwanie było bardzo pomocne.

  • Wypróbuję na pewno w lutym! 😉

  • Dziękuję Ci, dziękuję! Ostatnio zauważam, że jestem zbyt mało uważna, a dni przelatują mi między palcami. Jest drugi lutego, więc mam dzień obsuwy, ale i ja zaczynam wyzwanie wdzięczności – niech ten miesiąc będzie piękniejszy od poprzedniego 🙂

  • Ojej, tak dzień w dzień. Pięknie sobie poradziłaś. 🙂 W styczniu „wdzięczyłam się” 🙂 na insta, trochę nieregularnie, ale może w lutym spróbuję też na papierze. Pomysł bardzo mi się podoba, więc jedziemy dalej. 🙂
    Ps. Bardzo lubię Twoje spacerowe zdjęcia, są mega energetyczne. 🙂

  • Ja dziękuję na papierze niemal codziennie (jeśli nie zapominam) i jest to coś naprawdę miłego i dającego kolejny powód do radości. Jednak u mnie nie jest tonic nowego, odkrtwczego, ponieważ, jako osoba wierząca, od malutkiego w codziennej modlitwie dziękowałam za dany dzień.