Co musisz wiedzieć, zanim przygarniesz psa

W lutym minęły 4 lata, od kiedy Luna jest z nami. Nie pamiętam już jak wyglądał czas „przed Luną”… Musiał być strasznie nudny i smutny. Od 4 lat nie wiem co to samotność, mam też najwspanialszego na świecie przyjaciela. Kiedyś uważałam, że nazywanie psa najlepszym przyjacielem, to jakiś pusty frazes, bo jak można powiedzieć tak o stworzeniu, które nawet nie mówi. Teraz sama puszczam ten „frazes” w świat, w dodatku robię to z pełnym przekonaniem. Kiedy jestem smutna lub zdenerwowana, Luna momentalnie znajduje się obok mnie, pakuje mi się na kolana i ze smutkiem patrzy na mnie, jednocześnie odwracając moją uwagę od innych spraw. Zawsze też sprawdza moje oczy i kiedy płaczę, nie odpuści, dopóki nie zliże z nich każdej łzy. Więź między nami jest niesamowita i myślę, że przyjęcie pod swój dach czworonoga jest jednym z najlepszych prezentów, jakie można sobie sprawić. 

Uważam jednak, że decyzja o wzięciu psa (i każdego innego zwierzaka) powinna być bardzo dobrze przemyślana. Postanowiłam opowiedzieć Wam dokładnie z czym to się wiąże. Bez lukru.

Ale najpierw ważna informacja 🙂

Czytając ten post razem ze mną wspierasz Fundację Azylu Pod Psim Aniołem. To ona zajęła się Luną i jej czwórką rodzeństwa, kiedy w sylwestrową noc kilka lat temu ktoś podrzucił do niej suczkę z 5 szczeniakami. W sumie to wspaniałomyślne, że ktoś podrzucił psy do fundacji, zamiast wywalić je jak śmieci w jakimś lesie… Doceniam. 

Jakiś czas temu w jednym z moich vlogów wspomniałam o przykrej sytuacji jakiej byłam świadkiem… Jakiejś kobiecie na osiedlu zginął pies. Poleciał gdzieś za suczką i przepadł jak kamień w wodę. Serce mi pękało na myśl, że sama mogłabym się znaleźć w takiej sytuacji… W sumie dobrze wiedziałam co czuje, bo mój poprzedni pies był niezłym „latawcem” i robił sobie takie wycieczki notorycznie (na szczęście sam wracał do domu, ale i tak nie raz najadłam się strachu, że tym razem zniknął na zawsze). Psy uciekają z przeróżnych powodów i nie zawsze jest to popęd seksualny, jak w przypadku niesterylizowanych osobników… Bardzo częste są przypadki, że pies się czegoś przestraszy i zacznie biec przed siebie jak szalony, nie zważając na nawoływania swojego właściciela. Mogą przestraszyć go fajerwerki, może to być grzmot… Po tym jak opisałam tamtą przykrą sytuację we vlogu, odezwał się do mnie producent lokalizatora GPS CALMEAN Pet Tracker, który może okazać się wybawieniem dla właścicieli psów (i kotów!) mających tendencję do ucieczek. To małe urządzenie przypięte do obroży pupila odpowie nam na pytanie gdzie dokładnie znajduje się nasz zwierzak, a nawet pozwoli Wam… do niego zadzwonić ;). No dobra, może sobie nie pogadacie i nie ustalicie godziny powrotu do domu, ale możecie dyskretnie nasłuchiwać co się dzieje w okolicy zwierzęcia. 

Dodatkowo możecie ustalić strefy bezpieczeństwa, w jakich w danych dniach i godzinach powinno przebywać Wasze zwierzę. Jeśli to zmieni lokalizację, zostaniecie o tym poinformowani. Ta funkcja pewnie bardziej przyda się osobom posiadającym psy i koty bardziej podwórkowe, niż mieszkańcom blokowisk, ale dla kogoś na pewno może okazać się przydatna. 

Miejsce przebywania psa możecie śledzić za pomocą aplikacji w telefonie.

Albo na komputerze, po zalogowaniu do panelu kontrolnego. Urządzenie działa z dużą dokładnością, więc zlokalizowanie ewentualnego uciekiniera nie powinno stanowić żadnego problemu. 

Oczywiście jak już pewnie się domyślacie – uznałam, że warto przedstawić Wam ten produkt, bo może wiedza o nim przyda się Wam albo znacie kogoś, kogo może on zainteresować. Ten sam producent posiada też tego typu urządzenia dla dzieci i dla seniorów.

W ramach tej współpracy producent CALMEAN Pet Tracker wpłaci 1000 zł na konto Fundacji Azylu Pod Psim Aniołem. To  spełnienie mojego małego marzenia, bo bardzo chciałabym czasami pisać tego typu posty i tym samym wspierać fundacje opiekujące się zwierzętami. Mam nadzieję, że będzie mi to dane częściej. Dziękuję! W imieniu swoim, Luny i zwierzaków!

No to teraz możemy przejść do głównego tematu posta 🙂 co warto wiedzieć, zanim przygarniesz psa?

Każdy pies ma charakter i emocje

Tak, nieprawdą jest, że tylko koty mają charaktery, a psy to jakieś bezbarwne istoty, które zrobią wszystko pod Wasze dyktando. Absolutnie tak nie jest. Psy są różne i oczywiście bywają takie, które zawsze są chętne na spacer/zabawę/przytulanie/kontakt z innym psem itp., ale są też takie, które czasami sobie czegoś nie życzą i potrafią to okazać. Dlatego do szału mnie doprowadza przygarnianie psa jako zabawki dla dziecka! Często kończy się to oddawaniem zwierzaka, bo okazuje się, że pies ma jakieś emocje i np. nie toleruje pewnego rodzaju zabaw. 

Pies może mieć problemy behawioralne

I dotyczy to nie tylko psów z przeszłością, pochodzących ze schroniska. Pies z hodowli również może sprawiać problemy, jeśli nie jest odpowiednio wychowywany. Warto już na początku udać się z psem do psiego przedszkola, albo spotkać się z behawiorystą, aby wiedzieć, jakich błędów wychowawczych nie popełniać. My popełniliśmy ich sporo i w efekcie mamy problematycznego psa. Ale co najważniejsze – to nasza wina, nie Luny. Nasze drobne błędy przyczyniły się do tego, że Luna jest psem bardzo lękliwym i nerwowym. Rozwiązywanie tego typu problemów to trudna i długoterminowa praca. Również kosztowna, bo często potrzebna jest pomoc behawiorysty. 

Pies może mieć problemy zdrowotne

Luna jest alergikiem. Cały czas jest na lekach odczulających, inaczej zadrapałaby się na śmierć. Wiele psów ma na przykład alergie pokarmowe i co za tym idzie – trzeba je karmić specjalistyczną, dość drogą karmą. Każdy zwierzak od czasu do czasu wymaga też badań kontrolnych i zwykłego „przeglądu” u weterynarza. Pół biedy, jeśli na przeglądach i drobnych problemach się kończy, ale zwierzaki czasami poważnie chorują, ulegają wypadkom… To nie tylko generuje koszty, ale i wymaga od nas poświęcenia, czasu, po prostu opieki. 

Pies pod pewnymi względami jest jak dziecko

Zawsze mnie bawi, kiedy rozmawiam z którąś z dzieciatych koleżanek i kiedy ja opowiadam coś o Lunie, ona odpowiada, że jej dziecko ma dokładnie tak samo (i w drugą stronę ;)). To zabawne, ale faktycznie tak jest, że pod wieloma względami pies jest jak dziecko. Tak samo wymaga codziennej uwagi i opieki. Życie z psem się zmienia, oczywiście jest o wiele weselsze, bardziej aktywne i szczęśliwe, ale nie ukrywam, że idą za tym też pewne ograniczenia. Podróże z psem wyglądają inaczej niż te bez psa, z pewnych atrakcji nie można skorzystać, w niektóre miejsca nie można się udać…

A kiedy nie zabiera się psa ze sobą, często pojawia się problem z kim go zostawić i na jak długo będzie to możliwe. Dla nas tygodniowy wyjazd to jest maksimum, na które możemy sobie pozwolić. Jako że Luna nie jest super spokojnym i ułożonym pieskiem (patrz poprzednie punkty), opieka nad nią pod naszą nieobecność nie jest tym, o czym marzą nasze rodziny. Przede wszystkim musi ona odbywać się u nas w domu, bo do jednej rodziny nie można Luny zabrać ze względu na jej konflikt z kotem, a do drugiej ze względu na jej konflikt z dzieckiem…

Dlatego nie ukrywam, że posiadanie psa bardzo ogranicza moje podróżnicze zapędy i tym samym wpływa na kierunki wyjazdów, bo w wiele miejsc nie opłaca się jechać na krócej niż np. 2 tygodnie. Pomijam już kwestię tęsknoty, bo wiem, że są ludzie, którzy bez problemu rozstają się z psem nawet na miesiąc, ale ja akurat bym nie mogła, po tygodniu już usycham z tęsknoty za tym łobuzem. 

Pies potrzebuje Twojego czasu i miłości

To żywe stworzenie, które tak jak Ty potrzebuje w życiu nie tylko jedzenia, załatwiania potrzeb fizjologicznych i miejsca do spania… Jeśli chcesz, aby Twój zwierzak był szczęśliwy, musisz poświęcić mu naprawdę sporo uwagi. Spacery to rzecz oczywista, korzysta na nich zarówno pies, jak i właściciel… Ale poza tym konieczne jest codzienne okazywanie psu zainteresowania i miłości :). Rzucanie piłki, zabawa szarpakami, ćwiczenie sztuczek i komend, przytulaski… Codziennie trzeba wygospodarować na to czas. 

No dobrze, ale żeby nie było tak pesymistycznie 😉

Często słyszę, że ktoś bardzo chce mieć psa, ale nie decyduje się na to, bo ten musiałby siedzieć sam w domu przez 9-10 godzin dziennie. Nie przemawia do mnie ten argument, bo to zupełnie normalne, że zwierzak spędza trochę czasu w domu sam. I wierzcie mi, że temu psu lepiej jest spędzić te 10 godzin w ciepłym domu na swoim miękkim posłaniu, w oczekiwaniu na Ciebie, niż żyć w schronisku… Oczywiście wiele zależy od rasy psa, bo są takie, dla których te 10 godzin bezczynności będzie katorgą. Ale są też takie, które z wielką przyjemnością przeleniuchują ten czas, więc trzeba po prostu dobrze dobrać pupila do swojego stylu życia. Oczywiście później po powrocie z pracy trzeba trochę ten czas nadrobić – zabrać psa na dłuższy spacer, pobawić się z nim… Pies pod wieloma względami jest bardzo „elastycznym” stworzeniem i w dużej mierze dopasowuje się do swojego opiekuna. Luna na przykład jest strasznym śpiochem i w zimne lub deszczowe dni trudno wyciągnąć ją na spacer przed południem, więc osławiony problem zrywania się z łóżka na poranne spacery w ogóle mnie nie dotyczy. 

Zawsze będę promować adopcję zwierząt, ale tylko tę świadomą. Decydując się na przyjęcie pod swój dach zwierzaka trzeba wiedzieć, że życie od tego momentu nieco się zmieni. Może będzie ciut trudniejsze, ale jednocześnie o wiele szczęśliwsze. 

Dziękuję marce CALMEAN za objęcie patronatu nad tym postem i wsparcie Fundacji Azylu Pod Psim Aniołem. 

 

Kategorie: Polecane, Różne

W dużym skrócie - freelancerka, pasjonatka zdrowego i uważnego stylu życia, miłośniczka Warszawy, psów i kuchni roślinnej. LifeManagerka.pl to blog lifestylowy, którego tematem przewodnim jest szeroko pojęte, umiejętne zarządzanie swoim własnym życiem. Począwszy od odpowiedniego odżywiania i regularnej aktywności fizycznej, poprzez rozwój osobisty, a skończywszy na licznych detalach, które czynią nasze życie lepszym, prostszym i szczęśliwszym.

  • Ja, podwójna psia-mama nie miałam pojęcia o istnieniu tego wynalazku! 🙂

  • Nic na świecie mnie tak nie boli, jak krzywda bezbronnych zwierząt ! Prowadzę własna dzialanosc, a mój pies jest jej charakterystyczna postacią 🙂 siedzi ze mną zawsze przy kompie!

  • Nie mam psa i nie mogę go mieć – jestem uczulona na psią i kocią sierść, więc na razie marzenie o zwierzaku mogę odłożyć między bajki. Moi rodzice mają jednak i psa i kota, więc pokażę im ten produkt – powinien im się spodobać 🙂

    • Jest sporo psów, które że tak powiem nie uczulają. To samo z kotami. My mamy kundelka, który w połowie jest shitzu i mimo, iż mam dość mocną alergię przy niej czuję się dobrze. Ponadto nie mam problemu sierści w domu. :):):) Też kiedyś myślałam, że bycie psią mamą jest dla mnie nie osiągalne 🙂

  • Ola

    Zgadzam się ze wszystkim co tu zostało napisane, też mam psa po przejściach i wielu problemów jakie były na początku się nie spodziewałam (np. Behawioralnych), ale po solidnej pracy na początku tym bardziej doceniam jakim szczęściem jest mieć szczęśliwego futrzaka 🙂

  • „Mój” golden to najbardziej leniwy pies na świecie, potrafi przespać cały dzień i bez problemu można go zostawić samego w domu na kilkanaście godzin. Jest mało wymagającym uwagi psem, za to bardzo wymagającym, jeśli chodzi o sprzątanie. Rasa cudna, tylko ta wypadająca sierść…

    • Ja mam labradora i podobnie uważam, że to największy leń na świecie – wyłączając oczywiście spacery 😉 I zgadzam się co do sierści, chociaż wydaje mi się, że z roku na rok jakby jej mniej wypadało. Za to drugi pies chesapeake bay retriever to jego mogę codziennie wyczesywać, a sierść nie przestaje wychodzić 😐

  • Mnie bawią argumenty „chciałabym, ale nie ma mnie cały dzień w domu i pies musiałby siedzieć w nim sam”. Pies dostosowuje się do pozostałych członków rodziny. Nie mówię tu o psach, które mają np. lęk separacyjny, bo to zupełnie inna bajka. Ale np. moje dwa lenie, śpią całymi dniami, na spacerach to wulkany energii, lub jak ktoś nas odwiedza 😉 Wiek psa również ma znaczenie, wiadomo, że szczeniak domaga się więcej uwagi.

    Nasz Stefan ma alergie pokarmową i odpadają nam wszystkie karmy, które zawierają kurczaka 🙁

    • No właśnie ludzie często nie zdają sobie sprawy z tego jak wygląda życie psa w schronisku… Tam też siedzi cały dzień w jednym miejscu, tylko że są to warunki nieporównywalnie gorsze do tych mieszkaniowych, wolontariusze nie wyrabiają się z zapewnianiem dłuższych spacerów, dookoła jest głośno, cały czas słychać szczekanie… Ja przez to szczekanie nie mogę wytrzymać w schronisku nawet 5 minut, a dla tych zwierząt to jest całe życie :(. Wiec ten argument jest po prostu nietrafiony, przyczyna pewnie tkwi gdzieś indziej, czyli po prostu ktoś z innych powodów nie jest gotowy na psa i wcale nie chodzi o jego dobro, że lepiej mu będzie w schronisku.

    • nieobiektywniej

      Psy lubią siedzieć w domu, gdy traktują to jak pracę – pilnowanie terytorium. Nasz pies zawsze słyszał „pilnuj” i zachowywał się jak wartownik, cały dumny, że ma teren do ogarniania, jak kiedyś psy pasterskie stado owiec. 🙂

  • Luna jest niezwykle fotogeniczna! Uwielbiam oglądać jej zdjęcia. Sama dorastałam w domu, w którym zawsze były zwierzęta i trochę mi tego brakuje. Pewnie za kilka lat sama zdecyduje się przygarnąć psiaka, ale z decyzją o przyjęciu psa do domu to trochę jak ze zdecydowaniem się na dziecko. Może to dziwnie brzmi, ale trzeba być na to gotowym. Pies wymaga naprawdę sporo uwagi i przeorganizowuje całe życie. Świetny pomysł z wpisami sponsorowanymi i przekazywaniem pieniędzy na szczytny cel. Trzymam kciuki, żeby pojawiało się więcej tego typu propozycji.

    • Zgadzam się, że można to trochę porównać do posiadania dziecka. Wiele kwestii wygląda podobnie, po prostu człowiek staje się odpowiedzialny za drugą istotę żywą. Oczywiście dziecko jest bardziej wymagające, ale swoją drogą posiadanie psa to niezły trening przed posiadaniem dziecka 😉

  • Kinga Anna

    absolutnie zgadzam sie z Twoim argumentem, dotyczącym psa oczekującego na własciciela w domu – naprawdę, dla większości zwierząt nie jest to problem. poza tym, mozna wybrac z fundacji/schroniska psa, który „stylem bycia” będzie pasował do nas. Opiekunowie w takich miejsach wiedzą ( lub powinni) więcej na temat psiaka i jego zachowań. Ja akurat mam przybłędę z ulicy, i trafił mi się niezły uparciuszek. Ale nawet teraz, po tonach zjedzonych kapci, zniszczonej podłogi etc. nie zamieniłabym go na spokojnego i totalnie ułożonego psa. Atos to MÓJ ATOS i jestem szczęsliwą przyjaciółką mojego włochatego psiaka:)

  • Rewelacyjny wpis! Całym serduchem popieram takie akcje! A jak pisałaś o Lunie jaka jest to miałam wrażenie jakbym czytała o swoim psie, bo też jest alergikiem, który oprócz leczenia farmakologicznego wymaga także specjalistycznej karmy i wiąże się to z nie małymi kosztami, ale nie wyobrażam sobie bez niej życia. Mam to szczęście, że na czas naszych ewentualnych wyjazdów z mężem, zajmują się nią rodzice, którzy mają duże doświadczenie z psami. Mój tata miał psa od dziecka i swoją miłość do psiaków zaszczepić mnie i mojej siostrze, która notabene została technikiem weterynarii 😀

    • Zazdroszczę, że macie taką świetną opiekę dla swojego psa na czas wyjazdów. Ja na moją też nie narzekam, Luną opiekują się podczas naszej nieobecności dwie osoby na zmianę… Ale czułabym się bardziej komfortowo wiedząc, że nie sprawia im to problemu, że ona normalnie się do nich na ten czas przeprowadza itd. A to aktualnie nie wchodzi w grę.

  • Luna jest taka kochana! Uwielbiam na nią patrzeć:) cieszę się, że natrafiłam na ten post bo właśnie zamierzamy z chłopakiem zaadaptować jakiegoś pieska tylko musimy znaleźć takiego, który dogada się z naszym kotem, a że Czesia do najłatwiejszych dam nie należy, to może to być małe wyzwanie:)

    • Chyba zawsze na początku to jest wyzwanie, ale z czasem pewnie się dogadają 🙂 trzymam kciuki!

  • Obecnie nie mam psa; mojej Zuzi nie ma z nami od 2011 roku i muszę przyznać, że jeszcze dwa lata później rzewnie płakałam wspominając jej ostatnie chwile – pomimo braku słów, jej spojrzenia były takie pełne zrozumienia i mądrości, że nie ma innej możliwości, że psa nie łączy z człowiekiem wyjątkowa więź. Mój wujek tak przeżył fakt, że musiał uspać swojego psa, że już nie chce mieć więcej psów, bo nie chce znowu tak cierpieć po jego utracie. Doskonale to rozumiem..

    • Ja też długo dochodziłam do siebie po stracie poprzedniego psa. Ostatecznie jednak uznałam, że dom bez psa jest niepełny. Wiem też, że gdyby mój pies myślał jak człowiek, na pewno chciałby, abym po jego odejściu dała dom innemu zwierzakowi. Ale jak najbardziej rozumiem, jeśli ktoś nie chce drugi raz przez to przechodzić. Ja do tej pory czasami płaczę po poprzednim psie, ale wtedy oczywiście Luna zlizuje mi łzy 😀

  • Żałuję, że nie przeczytałam tego wpisu, zanim wzięłam Bryzę 🙂 Niezwykle zainteresował mnie CALMEAN. Niedawno zastanawiałam się nad takim rozwiązaniem.

  • Cześć Agnieszko, bardzo ciekawe rozwiązanie i już przekazałam link mojej siostrze, która ma żywiołowego pieska. Może skorzysta. A Twój argument o 9 godzinach na ciepłym posłaniu zupełnie do mnie trafia – święte słowa! Powiem Ci szczerze, że myślałam, że Luna jest trochę większa, a to taka kruszynka 🙂

    • Mnie się wydaje duża w porównaniu z tym, jaka malutka była na początku… Ale nadal ludzie reagują na nią słowami „jaki malutki piesek!”, więc chyba faktycznie jest kruszynką 😉

  • Doskonały artykuł!.
    Trzeba edukować społeczeństwo, że pies powinien być traktowany jak członek rodziny. Traktować psa jak członka rodziny oznacza, że mamy mu zagwarantować bezpieczny dom, warunki do biegania, własne terytorium, czułość i tresurę, ponieważ troska nie polega na tym, żebym psiaka przejadać.
    Każdy członek rodziny powinien wyrazić chęć jej powiększenia!
    Jedna osoba z otoczenia powiedziała kiedyś, że kupuje psa za 3,5 tys. złotych, ponieważ druga połówka ma takie marzenie. Ta osoba jednak sceptycznie podchodzi do zwierząt, wyobraża sobie, że pies – i to Lessie! – będzie siedział na swoim siedzisku i nie wymaga ani wyprowadzania ani głaskania. Widzi również furtkę zwrócenia psa, jeśli się nie sprawdzi.To jest bardzo zły przykład.
    Zanim zaprosicie psiaka do swojej rodziny zróbcie analizę czy jesteście na to gotowi. Jeśli jesteście już pewni, odwiedźcie schroniska, czeka na Was wiele samotnych przyjaciół 🙂

    • Zawsze dobijają mnie sytuacje, kiedy ktoś oddaje psa z powrotem do schroniska albo go sprzedaje… Tak jakby to był jakiś przedmiot, a te zwierzęta przecież bardzo przywiązują się do ludzi 🙁 my wzięliśmy Lunę wstępnie do domu tymczasowego, ale obserwując zaufanie, jakim nas stopniowo obdarzała, szybko uznaliśmy, że nie możemy jej oddać.

      • Podobnie, powinno się zakazać trzymania psa uwiązanego przy budzie na dwóch metrach kwadratowych, bez możliwości wybiegania i wystawionego na największe mrozy. Często się jeszcze to zdarza, a jest to raczej zjawisko czasów naszych rodziców, kiedy psy były traktowane jako tylko i wyłącznie odstraszacze włamywaczy.

        • Mój koszmar z dzieciństwa i wakacji na wsi… Na wsi u mojej babci już na szczęście trochę poszło ku lepszemu, psy w większości są spuszczone… Ale kiedyś to był prawdziwy koszmar.

        • Przygotowaliśmy artykuł w temacie, już niedługo pojawi się na naszym blogu. Dzięki za inspirację. Edukacja społeczeństwa z zakresu posiadania psa to konieczność.

  • My nie zdecydowaliśmy się na psa bo za dużo nas nie ma w domu (ja sama usycham po 10-12 godzinach poza domem, a co dopiero pies), ale psiaki to nie jedyne zwierzęta, które można adoptować. Na forum SPŚM są na przykład wspaniałe polaboratoryjne świnki morskie, mamy dwóch chłopaków uratowanych w ten sposób, a ostatnio trafił do nas wygłodzony, osierocony kociak 🙂 Adoptuj nie kupuj to moje hasło.

  • Podrzucę koleżance, która myśli o przygarnięciu pieska 🙂 Widać, że dobry team z Was 🙂

  • xyz

    A ja polecam kursy dotyczące zoopsychologi, opieki nad psami itp prowadzone na Uniwersytecie Otwartym SGGW (Dział Przyroda ). Teraz startują zapisy

  • Lena

    Polecam kursy dotyczące zoologii, opieki nad psami itp na Uniwersytecie Otwartym SGGW oraz książkę Jean Donaldson „Pies i człowiek. Jak żyć zgodnie pod jednym dachem? „

  • Ja korzystam z Tractive GPS Pet Tracker, nawet nie wiedziałam a istnieniu Calmean, a szkoda 🙂
    Zgadzam się w 100 % z tym co napisałaś – mnie również niesamowicie drażni, kiedy ludzie kupują/biorą psy ot tak, bo są ładne/bo dziecko chce/bo nam się nudzi, a potem zwierzaka oddają, bo temat ich przerósł.
    Myślę, że duży błąd, który popełniają ludzie to niedowiedzenie się na jakiego psa się decydują (w przypadku psów rasowych). Przy kundelkach ciężej określić charakter i, np. potrzeby ruchowe albo pielęgnacyjne, ale myślę, że dobry weterynarz sobie z tym poradzi.

  • nieobiektywniej

    Mądry wpis. Jako była właścicielka kundelka ze schroniska mogę się całkowicie podpisać. Nasz pies był prawdziwym członkiem rodziny, gdzie on to z nami nie podróżował! 🙂

    Tym bardziej, właśnie TYM BARDZIEJ jako byłą właścicielkę psa, który do końca życia zaskakiwał nas swoimi lękami i zachowaniami (przygarnięty jako roczniak, nic nie wiemy o jego przeszłości), irytują mnie nachalne namawiania do adopcji zwierząt, w postaci emocjonalnej presji albo lekko rzuconej aluzji na kawie „kto chce małego kotka?”. To nie zabawa, to poważne zobowiązanie do opieki i odpowiedzialności. Porównałabym je, zachowując proporcje, do adopcji dziecka. Przed adopcją zwierząt nikt nie bada przyszłej rodziny czy do tego się nadaje, a zwierzak się potem nie może poskarżyć. Popieram przygarnianie psów ale z głową. Tak jak w Twoim wpisie.

  • W styczniu adoptowałam psiaka ze schroniska – początkowo miało być tylko na okres mrozów, Krakowskie schronisko zorganizowało akcję, ponieważ brakowało ogrzanych kojców. Szybko okazało się jednak, że nie ma opcji o oddaniu małego łobuza. 🙂 Więc mimo że decyzja nie do końca przemyślana to jak najbardziej ok. Mieszkałam sama do tej pory więc towarzystwo psiaka okazało się strzełem w 10! Mimo że dużo podróżuje to do tej pory nie miałam problemu ze znalezieniem zastępczej psiej mamy 🙂

    • Super 🙂 pokaż swojego psiaka!