Tu i teraz #3/2017

Myślałam, że w tym roku tego uniknę. Zafundowałam sobie ostatnio dużo atrakcji i pozytywnych emocji i naprawdę miałam nadzieję, że w ten sposób odczaruję ten okropny marzec. Niestety, nie udało się, natury nie oszukam i jak co roku dopadł mnie totalny spadek formy. Jeśli ktoś wpada tu tylko po pozytywne emocje i chce widzieć świat widziany wyłącznie przez różowe okulary, może odpuścić sobie lekturę tego posta. 

Myślałam, aby przeczekać i napisać ten wpis później, jak sytuacja się poprawi, ale sprzeciwiam się oczekiwaniu od blogerów, aby nie pokazywali się od ludzkiej strony. Owszem, naszą rolą jest inspirowanie i motywowanie do pozytywnych rzeczy, ale przy tym wszystkim wciąż pozostajemy ludźmi. Tym się różnią blogi od portali, że za nimi stoi żywy człowiek, który nie zawsze kipi i zaraża pozytywną energią. 

Czuję się…

Niestety nie najlepiej, bo załatwił mnie lodowaty sok wypity w knajpce podczas ostatniego wyjazdu i nabawiłam się infekcji gardła. Niby nie jest to całkowite przeziębienie, ale sama nie mogę się zdecydować co gorsze :/ Teraz do mojego pourlopowego rozmemłania i braku ogarnięcia dochodzi osłabienie organizmu i brak apetytu… I naprawdę czuję się jak kupa. 

Chciałabym…

Jak chyba co najmniej 90% społeczeństwa o tej porze roku – chciałabym, aby była już wiosna, taka prawdziwa, nie tylko w kalendarzu. Posmakowałam jej przez chwilę w Londynie i zatęskniłam za nią jeszcze mocniej. Poza tym chciałabym znowu poczuć się lepiej w swojej skórze, bo póki co nie jest dobrze :/ M.in. dlatego, że każda podróż zamienia moją twarz w pobojowisko. Nie zdążyłam doprowadzić jej do całkowitego porządku po wyjeździe na narty, a tu wylot do UK znowu  zostawił na niej ślad… Nie wiem czy to efekt wyłącznie podróżnego stresu, czy przyczyniają się do tego też inne rzeczy, np. zmiana wody. Do pobojowiska na twarzy dochodzi kiepska fryzura, połamane paznokcie, cellulit… Jestem jednym wielkim, chodzącym pasztetem i nie wiem od czego zacząć doprowadzanie się do porządku.

Jestem wdzięczna za…

…to, że podczas wyjazdu do Londynu naprawdę dopisywało nam szczęście. Na każdym kroku. Nawet kiedy ptak mnie obsrał, było to czymś w rodzaju szczęścia, bo narobił mi na buta, a równie dobrze mógł nasrać mi na głowę. 

Potrzebuję…

… bardzo wielu rzeczy… Powrotu do slow joggingu i do szkoły jogi. Słońca. Wiosennych porządków w mieszkaniu. Czasu, energii! 

Pracuję nad…

Powrotem do rzeczywistości. Jest bolesny, bo mam do załatwienia dużo spraw formalnych i księgowych, czego szczerze nie znoszę. Dozuję sobie to wszystko poświęcając pracy ok. 1 godzinę dziennie. Pracuję też nad vlogami z Londynu, jeden już jest:

Cieszę się…

Że pracuję na swoim i że mogę sobie pozwolić na kilka dni gorszej formy i powolny powrót do rzeczywistości. Nie muszę przed nikim udawać, że pracuję, mogę leżeć w łóżku do południa, nadrabiać zaległości na YT, przytulać się z psem i oglądać „Milionerów”. I cieszę się, że po 2-3 takich dniach moja motywacja do pracy sama wraca ze wzmożoną siłą. Spodziewam się jej jeszcze w tym tygodniu, a póki co zastanawiam się, jak dzisiaj celebrować moje lenistwo ;). Chyba zafunduję sobie spacer uważności

Tęsknię za…

Nadal trochę tęsknię za Zieleńcem i nartami 🙂 tam nadal zima, marzec to dobry czas na taki wyjazd. 

Czekam na…

… nową, wiosenną energię. I kwiecień, bo to dopiero prawdziwie wiosenny miesiąc i wtedy dopiero wszystko się zmienia!

A jak tam u Was? Czujecie już wiosenną energię, czy też czujecie się jak stare kapcie?

 

Kategorie: Różne

W dużym skrócie - freelancerka, pasjonatka zdrowego i uważnego stylu życia, miłośniczka Warszawy, psów i kuchni roślinnej. LifeManagerka.pl to blog lifestylowy, którego tematem przewodnim jest szeroko pojęte, umiejętne zarządzanie swoim własnym życiem. Począwszy od odpowiedniego odżywiania i regularnej aktywności fizycznej, poprzez rozwój osobisty, a skończywszy na licznych detalach, które czynią nasze życie lepszym, prostszym i szczęśliwszym.

  • Powiem szczerze, że ostatnio miałam sporo energii, a teraz znowu spadek… Ale nie wierzę, że jesteś „wielkim chodzącym pasztetem” no błagam! Cellulit? Pomyśl sobie jaki ja moge mieć cellulit będąc trzy rozmiary większa od Ciebie ;)))

    • Nigdy nie pociesza mnie, że ktoś ewentualnie ma gorzej ;). Poza tym często szczuplejsze osoby mają większy cellulit od tych bardziej puszystych. Moja mama też jest większa kilka rozmiarów ode mnie, a nie ma praktycznie wcale 🙂

      • Marta Lipińska

        U mnie cudownym lekarstwem na cellulit okazała się joga, może też picie większych ilości wody, tak sądzę. O nawodnieniu w dalszym ciągu zdarza mi się zapominać, zwłaszcza przy gorszym samopoczuciu, natomiast joga towarzyszy mi codziennie niemalże od roku i po kilku miesiącach praktyki cellulit tajemniczo zniknął. Cieszę się z tego bardzo, ponieważ już zaczęłam wątpić w ubieranie krótkich spodenek latem. 😉

        • U mnie na cellulit joga w ogóle nie pomaga 🙁 pomagały przysiady, ale strasznie nie lubię ich robić.

        • Marta Lipińska

          Wiesz, u mnie może dlatego pomaga joga, bo wcześniej nie robiłam kompletnie niczego… W ogóle nie uprawiałam żadnego sportu, w szkole w-fu totalnie nienawidziłam. Dla mojego ciała widocznie jest to wystarczającą odmianą.

        • No to jesteś szczęściarą, że joga daje taki efekt, super 🙂

  • Ja to różnie.. ale raczej energią nie tryskam 😀 też liczę że wiosna trochę mi jej doda.. 🙂 zdrowiej :*

  • nazwawlasna

    Jak stare kapcie, niestety :c wiosenne przesilenie + infekcja, zupelnie jak u Ciebie. Trzymaj sie, to minie!

  • Ja na sam początek wiosny (przynajmniej tej kalendarzowej) kompletnie się rozchorowałam, także forma zdecydowanie nienajlepsza. Ale mam nadzieję, że jeszcze kilka dni leżenia w łóżku i stanę na nogi! 🙂

  • Katarzyna Korneluk

    Jak kapeć, niestety. Też mam infekcję gardła i bolące zatoki ale nawet nie mogę jej wyleżeć, bo muszę jeździć do pracy. Wyobraź sobie, że jak już raz na sto lat poszłam do lekarza (dumna z siebie, że tym razem będzie inaczej niż zwykle i o siebie zadbam), to nie dostałam L-4… Nie powiem już nawet co mi nawypisywał na recepcie – i tak tego świństwa nie kupię. Cóż, musimy się trzymać 🙂 życzę szybkiego powrotu do zdrowia i nadejścia wiosny!

  • Anna Maria W.

    Jak na paszteta masz mega zgrabne nogi 😀 Tak czy siak rozumiem to marne samopoczucie, marzec to obok lutego najgorszy miesiąc… Ja sie czuje jak pomarszczony stary balon z którego juz prawie zeszło powietrze. Uśmiałam sie z opisu przygody z gołębią kupą 🙂 Dobrze, ze nie ukrywasz tego jak w rzeczywistości sie czujesz.

  • Ja zdecydowanie poczułam wiosenną energię, ale to raczej kwestia tego, że przeorganizowałam życie i wreszcie odpoczęłam w weekend 🙂
    A historia z ptakiem genialna – uśmiałam się, jak dawno 😀
    P.S. Dużo zdrowia!

    • Dziękuję! Ja też się uśmiałam z historii z ptakiem, ale nie wiem czy by mi było do śmiechu, gdyby narobił mi na twarz :O zadecydowały o tym sekundy, pół kroku! Miałam mega farta 😀

  • Moja skóra nie jest problematyczna, ale w Londynie zachowywała się strasznie – nie to, że była kompletnie przesuszona to właśnie zmiana wody spowodowała, że pojawiło się na niej kilka wyprysków. Dla pocieszenia – wszystko mija, trzeba tylko wytrzymać 😀

    • Tak, to faktycznie pocieszające 😀 dlatego zaciskam zęby i czekam, aż minie 😀 z tą wodą, to może coś w tym jest, bo ja tą podróżą starałam się nie stresować, a po nartach już prawie doszłam do siebie. A tu drugiego dnia pobytu mnie wysypało na twarzy :/

  • Bądź sobie kupą, pasztetem i kapciami, bo jak każdy masz do tego prawo. I to Twoje miejsce, i Twoje tu i teraz, więc jak najbardziej powinnaś o tym pisać :). Marcowy spadek formy chyba dotyka wszystkich. Po listopadzie i całej zimie wyczekujemy słońca. Jeszcze tylko kilka dni do kwietnia. Wtedy na pewno odżyjesz, spojrzysz na siebie inaczej. Połamane paznokcie, nieukładająca się fryzura czy cellulit to rzeczy, nad którymi zapanujesz. Najważniejsze, żeby w sercu była radość :). Tego Ci życzę! 🙂

  • Oh, jak dobrze zrobił mi ten wpis! Mam taką totalną depresję przedwiosenną, że w ogóle mogłabym nie wstawać z łóżka. Dobija mnie pogoda, deszcz, wiatr i wiecznie mokre i napuszone włosy, Żaliłam się nawet ostatnio koleżankom – blogerkom i poradziły mi, żebym napisała o tym post. Odpowiedziałam im, że nie mogę, bo mój blog ma motywować, a nie dołować ludzi. Właśnie udowodniłaś mi, że nie o to chodzi! Nie jestem robotem, mam prawo mieć gorsze dni i pokazać ludziom, że oni też mogą! Agnieszko, dziękuję!

  • Też jestem totalnie rozmemłana:) Ale od czasu do czasu to wcale nie jest taki zły stan i cieszę się, że mogę sobie na to jeszcze pozwolić 🙂 A żeby trochę się pocieszyć to sklejam filmik z wakacji. Od razu robi się ciepło na serduchu :).
    Przygoda z gołębiem – genialna! Całe szczęście, kiedy ma się szczęście 😉

  • Dla mnie to jest super, że pokazujesz też tę bardziej ludzką twarz 🙂 Super to jest! 🙂

  • Piękne zdjęcie z Luną, takie pozytywne! 🙂 Powrotu do zdrowia!

  • Ty w jakiej formie byś nie była i tak motywujesz i inspirujesz 🙂 Mi ostatnio bardzo pomógł wyjazd na tydzień do słonecznego kraju, wiem że nie zawsze można sobie na to pozwolić ale widzę że te nasze problemy – bo wcześniej miałam bardzo podobne do Twoich obecnych – są spowodowane brakiem Słońca u nas w kraju, a na to mamy niestety zero wpływu. Czekamy więc na wiosnę i zmuszamy się do ogarnięcia, a chwilami kiedy tego potrzebujemy po prostu odpuszczamy, nie ma innej opcji. Zdrowia :*

  • coquille

    Dziś mam kiepski dzień i pierwszy raz się dziś zaśmiałam, czytając część „jestem wdzięczna za…” 😀

  • Jako kapcia czy nie kapcia, z cellulitem czy bez ja i tak Cię Love! ❤
    Mój marzec odrobinę lepszy jedynie alergiczne opuchnięcie oczu z rana ale to nic najgorsze dopiero przede mną 😉 Buzi!

  • Karolina Zimińska

    Co tam cellulit. Bez przesady! Ja nawet nie zaglądam do niego 😀
    Dobrze, że napisałaś ten wpis, dobrze czasem tak opisać „smutki” i iść dalej. Ja też czekam na wiosnę!! Pozdrawiam 🙂

    • Też nie zaglądałam przez zimę i dlatego ostatnio przeżyłam szok 😀 ale spoko, pokonam dziada 😉

  • Ja także czekam na taką prawdziwą wiosnę. Bardzo mocno odczuwam przesilenie wiosenne (przynajmniej tak to sobie tłumaczę) i nie potrafię się zwlec z łóżka jeśli nie prześpię przynajmniej 10h 🙁

  • Jak ja Cie dobrze rozumiem! Czuję się jakbym czytała o sobie 🙁 Staram się ogarnąć, żeby dobrze czuć się we własnym ciele, ale idzie dość opornie. Mam nadzieję, że im więcej słońca, tym więcej energii i chęci 🙂