Co nas truje, czyli jak moje mieszkanie stało się moim wrogiem

Dobrze pamiętam moment, kiedy to się zaczęło. To było w grudniu, tuż przed świętami… Spędziłam całe popołudnie w kuchni piekąc cynamonowe ciasteczka i wegański pasztet. Jednocześnie ostro wietrzyłam mieszkanie, aby wprowadzić do niego choinkę. Po kilku godzinach wietrzenia osiągnęliśmy temperaturę kilkunastu stopni i Wojtek zaprosił naszego zielonego gościa do środka. A potem dostrzegł kawał pleśni na ścianie. Na początku nas zatkało, nie rozumieliśmy jak to możliwe, czy wcześniej tego nie zauważyliśmy, czy to pojawiło się tego dnia? Szybko jednak nas olśniło, że problem pojawił się po tej dość gwałtownej zmianie temperatury, jaką zafundowałam nam podczas wietrzenia. 

Chyba nie muszę mówić, że totalnie się tym odkryciem załamałam… Toksyny wytwarzane przez grzyby są groźne dla zdrowia, mają działanie rakotwórcze, szkodzą nie tylko na układ oddechowy, ale i na pracę wielu innych narządów. I powiem szczerze – nigdy nie sądziłam, że może mnie to spotkać w zadbanym mieszkaniu w bloku. Owszem, od jakiegoś czasu ciągle mieliśmy problem ze skraplającą się wodą na szybach, ale nie sądziłam, że może to przynieść takie konsekwencje. I muszę przyznać, że ten cholerny grzyb wpędził mnie w naprawdę fatalne samopoczucie. Ale co istotne – tylko psychiczne, bo fizycznie nie mieliśmy żadnych objawów zatrucia. Grzyba szybko się pozbyliśmy używając odpowiednich środków chemicznych i wyjeżdżając na weekend w celu dokładnego wywietrzenia tej chemii z otoczenia. Wróciliśmy do czystego i pachnącego mieszkania, a ja odetchnęłam. Niestety nie na długo. 

Któregoś dnia wychodząc z domu zobaczyłam na ścianie w przedpokoju olbrzymi zaciek. Dotknęłam ściany i okazało się, że jest cała mokra. Po uderzeniu w nią ręką, woda rozbryzgiwała się na otoczenie! Myślałam, że się rozpłaczę… Przyszedł dekarz, naprawił dach, ale na tym historia się nie skończyła. Na początku roku zaczęto nagłaśniać problem ze smogiem i w związku z tym doradzano, aby unikać wietrzenia mieszkania. Ja nie mogłam sobie na to pozwolić, bo to potęgowało problem wilgoci. Popadałam już w paranoję, nie wiedziałam co jest gorsze – smog czy grzyb? Kiedy na ścianie pojawił się kolejny wykwit, zgłosiłam ten problem do spółdzielni. Ewidentnie coś było nie tak. Jak się okazało po wizycie przedstawicieli spółdzielni – w mieszkaniu w ogóle nie działała wentylacja, a grzyb wchodził do nas z balkonu, na którym zbierała się wilgoć (faktycznie pleśń tworzy się tylko na kawałku ściany sąsiadującej z balkonem). Podobno przez źle położone płytki. Przez 6 lat mieszkania tutaj nic takiego nam się nie przytrafiało, a teraz taka kumulacja problemów… Wyciągnęłam z tej historii kilka ważnych lekcji. 

Lekcja nr 1 – powietrze w domu może być dla nas szkodliwe

Nasz dom powinien być naszym azylem. Powinniśmy czuć się w nim dobrze i bezpiecznie. A mnie tegoroczna zima uświadomiła, że w naszym otoczeniu znajduje się wiele niewidocznych substancji mających negatywny wpływ na nasze zdrowie. Jedną z nich jest oczywiście smog, tego tematu chyba nie trzeba rozwijać… Drugą w moim przypadku okazała się pleśń. O trzeciej tego typu substancji też dowiedziałam się niedawno, a jest nią formaldehyd, z którym do czynienia ma w zasadzie każdy z nas. Znajduje się on bowiem w meblach, dywanach, niektórych kosmetykach, różnego rodzaju tekstyliach. Uwalniany jest stopniowo, latami, w szczególności w pomieszczeniach o zwiększonej wilgotności powietrza. 

Osobiście uważam, że przesadne przejmowanie się takimi rzeczami jest gorsze dla zdrowia niż wdychanie ich, ale myślę, że warto się zastanowić, jak można poprawić jakość powietrza w swoim otoczeniu. 

Lekcja nr 2 – nie odpuszczać okresowych kontroli

Nie mam pojęcia jak długo w moim mieszkaniu nie działała wentylacja. Kiedy jesienią miał chodzić kominiarz, nas miało w tym terminie nie być w domu. Zadzwoniłam więc do niego, aby umówić na inny termin, ale panu było to nie na rękę i przekonał mnie, że skoro na ostatniej kontroli wszystko było ok, to teraz na pewno też jest i żebym mu wysłała sms informacją, że wentylacja działa. Sama za bardzo nie potrafiłam zweryfikować, czy faktycznie działa, więc głupia ja przystałam na jego propozycję. 

Lekcja nr 3 – konsultować ze spółdzielnią sprawy remontowe

To zadziwiająca lekcja, bo o ile oczywiste jest, że musiałabym skonsultować np. wyburzanie jakichś ścianek, czy przebudowę rur, tak mnie nawet do głowy nie przyszło, że powinnam zgłaszać im układanie płytek na balkonie. A tymczasem okazało się, że na ostatnim piętrze płytki układa się zupełnie inaczej i nasze podobno położone są źle. 

Lekcja nr 4 – woda skraplająca się na szybach to sygnał alarmowy, nie można tego ignorować

Na początku ciągle lataliśmy ze szmatą, ale bywały dni, kiedy nie miałam już na to siły i olewałam ten problem, myśląc, że to minie… Nie pomagało na to wietrzenie, nie było to uzależnione od pogody… Ta wilgoć po prostu nas nie opuszczała, a ja głupia nie szukałam przyczyny takiego stanu rzeczy.

Lekcja nr 5 – nie ma sytuacji bez wyjścia

No dobra, ale po fatalnym samopoczuciu i wyciągniętych z całej tej historii lekcjach przyszedł w końcu czas na działanie. Musiałam opracować plan naprawczy, dzięki któremu mogłabym wreszcie znowu głębiej odetchnąć i poczuć się lepiej we własnym domu. Niedawno trafiłam na wpis o zatruciu pleśnią i przeczytałam, że z mieszkania zaatakowanego przez pleśń trzeba się natychmiast wyprowadzić i wyrzucić z niego wszystkie „porowate” przedmioty, jak książki, ubrania, dokumenty itp. Czy muszę mówić, że dla mnie to absolutnie nierealne? Jak miałabym wyrzucić teraz wszystkie swoje ubrania, dokumenty, książki, większość mebli… Rozumiem, że pleśń jest cichym trucicielem, ale do tej pory jedynym skutkiem jej obecności (a raczej czytania artykułów na jej temat) było moje fatalne samopoczucie psychiczne. 

W pewnym momencie więc zamiast biadolić, opracowałam sobie program uzdrawiania powietrza w mieszkaniu. Składają się na niego następujące punkty:

Pozbycie się źródła pleśni

To oczywiście podstawa. W związku z tym wiosną czeka mnie potężny remont balkonu, taki ze zrywaniem płytek… Nie mam pojęcia jak to ogarniemy logistycznie i gdzie wyprowadzimy na ten czas psa, ale to jasne, że bez tego się nie obejdzie. 

Rozwiązanie problemu z wentylacją

To na szczęście już za nami. Panowie kominiarze walczyli z moimi przewodami kominowymi przez bite 2 godziny… A ja już wiem, że nie odpuszczę im żadnej kontroli.

Malowanie mieszkania

To musi poczekać na remont balkonu, bo dopóki nie usuniemy źródła problemu, inne tego typu kroki nie mają sensu. Etap ten będzie równie problematyczny jak remont balkonu (pies!), ale już nie mogę się doczekać, bo z chęcią odświeżę wnętrze i nieco zmienię kolor (planuję postawić na bardzo jasną szarość). I tu z nieba spadła mi propozycja marki Magnat, która w ramach blogowej współpracy wesprze moją walkę o czyste powietrze w domu. Postawimy na farby z linii Sypialnia Pokój Dziecka, których główną właściwością jest oczyszczanie powietrza z trującego formaldehydu. Dodatkowo posiada właściwości biostatyczne (czyli zapobiega rozwojowi bakterii i grzybów na ścianach), jest hipoalergiczna i antystatyczna, a także plamoodporna. Głęboko wierzę, że mogę zaufać takim technologiom i że pomoże mi to zapobiec nawrotom mojego problemu. Mieszkanie to niestety nie sukienka, ani nawet samochód, nie tak łatwo jest zmienić je na inne. 

Oczyszczanie powietrza w mieszkaniu

O oczyszczaczu napisałam osobny post i z perspektywy czasu muszę przyznać, że to była świetna inwestycja. Urządzenie to pomogło mi na dwa sposoby… Z jednej strony rozwiązało problem wietrzenia pomieszczenia podczas alarmów smogowych… A z drugiej strony okazało się też świetnie wysuszać wilgoć. To skutek uboczny, zupełnie niespodziewany… Zimą nawet kiedy okna cały czas się wentylują, co kilka dni coś się na nich skrapla i wtedy oczyszczacz załatwia sprawę. Ale generalnie staram się go czasami włączać nawet kiedy nie ma smogu i wody na szybach, bo producent deklaruje, że urządzenie to oczyszcza powietrze też z grzybów i pleśni. 

Zakup roślin

Nie od dziś wiadomo, że kwiaty oczyszczają powietrze. Niektóre jednak mogą sprzyjać rozwojowi pleśni, więc tutaj też trzeba będzie głębiej wejść w temat i dokonać wyboru roślin optymalnych dla nas. Musimy wziąć pod uwagę również to, że ja mam wyjątkowe zdolności zabijania wszystkiego co posiada chlorofil. Opiekę nad naszymi nowymi przyjaciółmi chyba będzie musiał przejąć Wojtek ;). Póki co ok. 2 tygodnie temu zawitał u nas skrzydłokwiat i wydaje się być bezproblemowy w obsłudze. 

Póki co – odpukać – jest dobrze. Po ostatnim oczyszczaniu ściany problem już nie wrócił, co zawdzięczam chyba głównie oczyszczaczowi. Wierzę, że ten zaplanowany remont balkonu i mieszkania rozwiąże problem całkowicie. Trzymajcie kciuki! Latem pewnie zrobię aktualizację i pokażę Wam jakich zmian przy okazji dokonaliśmy. Może jeszcze wyjdzie z tego coś fajnego 😉

Partnerem wpisu jest marka Magnat

 

Kategorie: Mieszkanie, Polecane

W dużym skrócie - freelancerka, pasjonatka zdrowego i uważnego stylu życia, miłośniczka Warszawy, psów i kuchni roślinnej. LifeManagerka.pl to blog lifestylowy, którego tematem przewodnim jest szeroko pojęte, umiejętne zarządzanie swoim własnym życiem. Począwszy od odpowiedniego odżywiania i regularnej aktywności fizycznej, poprzez rozwój osobisty, a skończywszy na licznych detalach, które czynią nasze życie lepszym, prostszym i szczęśliwszym.

  • Szymon | pomensku

    Współczuję, też zmagałem się w dwóch mieszkaniach (na szczęście wynajmowanych) z grzybem. Wietrzenie i osuszacze powietrza NIC nie pomagały, za to w drastyczny sposób podnosiły rachunek za ogrzewanie. W obu przypadkach, podobnie jak u Ciebie, powodem były błędy konstrukcyjne, które można było wyeliminować jedynie sporym remontem. Wielu innym osobom pomoże jednak zainstalowanie nawiewników okiennych (wentylacja grawitacyjna była projektowana pod NIESZCZELNE stare okna) i dokładne przetkanie kratek wentylacyjnych. To informacja ważna szczególnie dla tych, którzy mieszkają w wieżowcach. Montuje się tam drobne siateczki (aby nie wchodziły pionem wentylacyjnym robale) i łatwo zachodzą one oleistym kurzem. Takie mieszkanie nie ma wówczas żadnej wentylacji i można się po prostu zaczadzić gotując obiad na gazie lub kąpiąc w łazience z piecykiem. Życzę powodzenia z tym cholerstwem, remont na pewno poskutkuje 🙂

    • Ja też miałam to zabezpieczenie przed owadami. Teraz kominiarze mi je zdjęli i boję się zainstalować nowe. Choć robaków też się boję 😉

      • Szymon | pomensku

        Najlepszym rozwiązaniem byłaby kratka wentylacyjna z wymienialnymi siatkami (coś na zasadzie filtrów powietrza) ale nie mam pojęcia, czy coś takiego istnieje 🙂

        • nieobiektywniej

          My używamy zwykłej gazy, którą regularnie wymieniamy, gdy się zapycha.

  • Ufh, ale historia…. Ja potrafię się zafiksować na punkcie takich rzeczy, potrafią skutecznie zepsuć mi radość z przebywania np. w domu.
    A wentylację sama, za pierwszym razem, jak sprawdziłaś? Czy w ogóle nie sprawdziłaś? Ja bym podstawiła zapalniczkę pod kratkę wentylacji, jestem ciekawa czy są wymagane jakieś większe działania. No nic, najważniejsze, że już po – teraz tylko wdrażać ulepszenia!!

    • Nie sprawdzałam :/ mógł mi chociaż powiedzieć jak to samodzielnie sprawdzić. A że nie mam w domu zapalniczki, to sama jakoś o tym nie pomyślałam 😉

      • Aleksandra Chola Gałabuda

        Samodzielnie to chyba się nie da zmierzyć siły wyciągu…Trzeba by mieć sprzęt pomiarowy! Ale jak listek papieru toaletowego bez naszej pomocy „przykleja” się do kratki to jest z grubsza ok;)

  • Trzymam kciuki. Ja z grzybem miałam styczność mieszkając u rodziców, ale to stare budownictwo było. Teraz w bloku nie mam takiego problemu.

  • Jak zobaczyłam „mokrą” ścianę korytarzu to też się przeraziłam. W newraligcznych miejscach stoją pochłaniacze wilgoci, dobrze się sprawdzają. Jak najbardziej rozumiem Twoje racjonalne podejście do tematu

    • Bardziej ekonomiczne od pochłaniaczy wilgoci są osuszacze powietrza (co prawda podłączane do gniazdka, ale nie zauważyłam jakiś wielkich zmian w rachunku za energię). Zainwestowaliśmy w taki i problem „mokrych okien” znikł. A kiedy w brzydką pogodę rozwieszam pranie w domu – wystarczy włączyć osuszacz i do wieczora wszystko suchutkie 🙂

  • Wiesz co chociaż nie mam takich problemów (jak na razie!) to tekst strasznie mi się spodobał. Fajnie, że poruszasz tak szeroką tematykę, pewnie dlatego tak chętnie tu wracam 🙂

    • Dzięki! I życzę Ci, abyś nigdy nie miała takich problemów 🙂

  • Mnie takie sytuacje całkowicie rozbrajają. W ogóle zaczynam popadać w lekką paranoję: owoce i warzywa pryskane, mięso naszpikowane antybiotykami, nabiał w dziwny sposób konserwowany, smak ulepszany, powietrze brudne. ubrania zanieczyszczone i tak dalej i tak dalej. Zaczynam mieć wrażenie, że zgotowaliśmy sobie świat, który nas zabija. Z grzybem na ścianie już się zmagałam, co przy astmie jest wyjątkowo problematyczne. Teraz mam spokój, ale słyszałam, że jeśli raz się pojawił, to prędzej, czy później wróci. Chyba jednak zamieszkam w dżungli.

    • Dlatego trzeba trzymać się prostej zasady – nie przejmuj się rzeczami, na które nie masz wpływu. Zawsze trzeba myśleć, jak minimalizować jakieś negatywne działanie czegoś, ale jeśli np. nie masz możliwości jedzenia ekologicznych warzyw, jedz pryskane i nie miej wyrzutów sumienia. Te wyrzuty prawdopodobnie zaszkodzą Ci bardziej, niż te warzywa.

  • Karolina TC

    Grzyb to wyjątkowo wredne stworzenie. Pozbycie się go pozornie wydaje się proste ale z praktyki wiem, że nie ma tak łatwo.
    W moim poprzednim mieszkaniu również skraplała nam się woda na oknach. Dochodziło do tego, że spleśniały nam rolety oraz meble stojące bezpośrednio przy oknie! Mieszkanie było wynajmowane więc niewiele można było zrobić. Kontrola wentylacji wykazała, że przewiew jest. Co z tego skoro powietrze było nawiewane do środka, a nie wyciągane z mieszkania. Powietrze z wentylacji idące od innych mieszkańców zresztą czyli niezbyt przyjemne.
    Lekko pomógł osuszacz powietrza ale nie poradził nic na grzyb wychodzący na ścianach. Prawdopodobnie ocieplenie budynku było źle wykonane i stąd problem.

    Z pewnością duże znaczenie mają okna. U mojej mamy problem zniknął po wymianie okna.

    Hitem jednak było jeszcze wcześniejsze mieszkanie gdzie już na wejściu unosił się dziwny zapach. Taki chemiczny, kojarzący się z dentystą. Dosyć długo nam on nie przeszkadzał ale w momencie kiedy plastikowe pojemniki na jedzenie przeszły tym zapachem i zaczął on przechodzić na jedzenie zaczęliśmy się martwić. Wentylacja była dobra. Mieszkanie wietrzone. Zapach wychodził ze ścian i podłogi. Udało nam się załatwić badanie powietrza w Sanepidzie, które wykazało znacznie podwyższone stężenie formaldehydu w powietrzu. Osoba przeprowadzająca badanie powiedziała nam, że wdychanie tego przez 2 lata powoduje trwałe uszkodzenia. Tyle tam właśnie mieszkaliśmy 🙂 Po wywiadzie z właścicielką mieszkania i sąsiadami okazało się. że formaldehyd był w kleju użytym do klejenia płytek oraz w czymś dodanym do tynku, dokładnie teraz nie pamiętam. W każdy razie rozwiązaniem było zerwanie podłóg i skucie ścian do gołych cegieł (bo na szczęście z nich był blok budowany). Właścicielka odmówiła, my się wyprowadziliśmy zostawiając ją z sanepidowskim nakazem oczyszczenia mieszkania. po miesiącu dowiedzieliśmy się, że wynajęła mieszkanie parze z dwójką dzieci. Poinformowaliśmy ich o stanie mieszkania ale nic to nie dało bo właścicielka zrobiła z nas parę wariatów, którzy chcą jej zaszkodzić. Na szczęście po jakimś czasie poszli po rozum do głowy i się wyprowadzili.
    Taka tam historia 🙂
    Dzięki za informację o farbie Magnat, nie miałam pojęcia o istnieniu tej konkretnie. Przyda się przy remoncie (w końcu) naszego mieszkania 🙂

    • Tak sobie myślę, że przy wynajmowanym mieszkaniu to jednak jest łatwiej poradzić sobie z takimi problemami, tzn. łatwiej się wyprowadzić 😉

  • Hej ja tak na szybko 🙂 Temat wentylacji w mieszkaniach jest mi bardzo bliski, projektuję kuchnie i instalacje np. do okapów.
    W bardzo wielu mieszkaniach nie można wpinać okapów do wentylacji, ponieważ zaburzają wentylację w całym pionie budynku, a bardzo wiele osób nie zdaje sobie z tego sprawę i wpinają okapy do wentylacji, skutecznie ją sabotując.
    Niestety spotkałam się też z wykonawcami, którzy problem wentylacji kompletnie bagatelizują i np. zabudowują wentylacje albo puszczają ją milionem kolanek w wymyślnych karton-gipsach. Zdarza się też, że wymieniają systemowe kratki wentylacyjne na jakieś badziewie. Cuda się dzieją. Także problem twojej wentylacji może nie zależeć od Ciebie. Powodzenia! Problem jest konieczny do rozwiązania, trzymam bardzo kciuki.

    • To prawda z tymi okapami, mnie też później kominiarze powiedzieli. U mnie akurat można wpiąć do wentylacji, bo mieszkam na ostatnim piętrze i mam swój ostatni przewód, ale na innych piętrach może być z tego więcej szkody, niż pożytku, a ludzie często nie mają o tym pojęcia.

  • U nas w Szwajcarii ze wzgledu na duza wilgotnosc powietrza jest to notoryczny problem, w szczegolnosci pod parapetem. Okna zima sa mokre u nas, nawet jak wietrze 5-6 razy dziennie, a mam male dziecko, wiec to niezle logistyczne przedsiewziecie 🙂

  • Ten kominiarz to d*pa, a nie kominiarz. Pierwszy raz słyszę, żeby specjalista odpuścił sobie kontrolę…
    Powodzenia we wprowadzaniu zmian i remoncie; oby już pleśń do was nie zawitała:)

    • Ano dupa. A ja dupa, że mu zaufałam :/

      • Cóż, każdemu mogło się zdarzyć. Ważne, że teraz jesteście na dobrej drodze do usunięcia dziadostwa na zawsze.

  • U nas też pierwsza reakcja i zalecenie spółdzielni, to że okna mają być cały czas rozszczelnione. Słabe, kiedy na zewnątrz jest minus dwadzieścia i smog. To rozszczelnienie powoduje, że w domu robi się naprawdę zimno… No ale innego rozwiązania według spółdzielni nie ma.

  • Przy wynajmowanym mieszkaniu łatwiej rozwiązać problem, bo można się wyprowadzić 😀

  • Przestraszył mnie trochę ten post, u mnie w bloku ciągle są problemy z ciągami wentylacyjnymi. Wprawdzie nie zauważyłam w mieszkaniu problemu z wilgocią i pleśnią, za to regularnie w zimie mamy problem z cofającym się przez wentylacje powietrzem. Może o tym wiecie o tym wiecie, ale pomyślałam, że miałabym wyrzuty sumienia, jakbym nie napisała – skrzydłokwiaty mogą być trujące dla zwierząt, należy pilnować, żeby nie były przez nie podgryzane. Domyślam się, że Luna jako pies nie chodzi po szafkach i nie ma do niego tym samym dostępu, ale przezorny zawsze ubezpieczony 😉 My mamy w domu kota,więc wykaz roślin szkodliwych znamy prawie na pamięć. Wiadomo, że przed kotem w domu nic się nie ukryje 🙂

    • Oj tak, z kotem jest o wiele trudniej… Ja już nie raz musiałam wracać do domu z kupionymi komuś kwiatkami, właśnie ze względu na kota. Luna na szczęście nie skacze po meblach 🙂

  • Weronika Tępczyk

    U nas na balkonie też pojawiła sie pleśń, a całą zimę był problem z podłogą która w ciągu nocy robiła sie mokra. Nie miałam pojęcia, że to może mieć również konsekwecje zdrowotne, całe szczęście wyprowadzamy sie w czerwcu…

  • U mnie na szczęście nie ma takiej sytuacji, ale trzeba być czujnym! 🙂 Dzięki 🙂

  • kiedys zdarzyło mi się wynajmować mieszkanie z grzybem, na szczęście tylko wynajmować, ale wiem, jakie to potrafi być przygnębiające ;/

  • but not so fast

    Ma to szczęście że mieszkam na wsi, więc powietrze jest trochę czystsze niż w dużych miastach. Sama uwielbiam wietrzyć dom, nawet jeśli na dworze jest chłodno godzinę przed spaniem okno musi być otwarte 😉

  • nieobiektywniej

    Plastikowe okna to krok do tyłu. Ale my mamy nowe drewniane i też kominiarz zwrócił uwagę, że są zbyt szczelne i kazał rozszczelniać. Łatwo powiedzieć, gdy mieszka się w sztormowym rejonie…

  • pani Mondro

    Ja ze swojej strony polecam preparat Pufas, oczywiście po zastosowaniu wszystkiego co już zostało opisane. Ja się wprowadziłam do zagrzybionego mieszkania. Poprzedni właściciele mieli tapety, kładzione jedna na drugą przez lata, pod ścianą stała biblioteczka zapełniona po brzegi książkami. Po opuszczeniu przez nich mieszkania, zabraliśmy się za zrywanie tapet, a tam… istna hodowla pieczarek. Było mycie, szorowanie, wietrzenie, wymiana okien, wszystko… teraz jak tylko grzyb nieśmiało się wychyla dostaje po łbie Pufasem. To środek na bazie chloru, działa natychmiast, ale śmierdzi chlorem, więc najlepiej stosować go w ciepłe dni, kiedy można na długo pootwierać okna. Wiem co mówię, bo miałam dziada w każdym prawie pomieszczeniu.

  • Wspolczuje! Tez walcze z grzybem i zaparowanymi oknami 🙁

  • Sporo roślin ponoć oczyszcza powietrze, ale ilości, które są skuteczne według autorów tekstów przekraczają według mnie moce metrażowe większości mieszkań. Najbardziej podoba mi się wątek nie przejmowania się tym mimo działania! W 100% zgadzam się z tą koncepcją 🙂

  • U nas sprawdził się osuszacz powietrza, problem wilgoci znikł, w domu jakby cieplej nawet kiedy ogrzewanie całkowicie wyłączone. Co prawda osuszacz jest na prąd, ale nie są to jakieś odczuwalne koszta. A co do farby – nie miałam pojęcia o istnieniu takiej, ale przy kolejnym remoncie z pewnością poszukam coś dla siebie 🙂

  • Och Wychowanie

    Tak się cieszę, że nie miałam z pleśnią nigdy do czynienia. Znam rodziny, które zmagały się z tym problemem. Walka jest ciężka i nie zawsze skuteczna, niestety. Życzę powodzenia w zmaganiach i wiary, że dacie radę 🙂 Pozdrawiam 🙂

  • Justyna

    Czasem nie widać tego co jest ukryte. Okazuje się po pewnym czasie. Dobrze że sobie z tym poradziłaś

  • ub

    Nigdy nie myślałam o skraplającej się wodzie na oknach jako możliwym problemie głębiej niż możliwość wypaczenia drewnianych okien… Bardzo pouczająca historia. Rozumiem, że oczyszczacz pomógł w zupełności czy jeszcze coś stosowałaś?? Bo u mnie to ogromny problem :/ Czy korzystanie z oczyszczacza jest bardzo drogie pod kątem prądu?

    • Nie miałam jeszcze wyrównania za prąd za ten okres, więc nie potrafię ocenić, czy zużycie prądu mocno wzrosło. Ale nie sądzę, dzisiejsze urządzenia elektryczne są energooszczędne i jeśli to chodzi tylko kilka godzin w tygodniu (lub nawet dziennie) to koszt eksploatacji nie powinien być wysoki. Ja nie robiłam nic innego poza stosowaniem oczyszczacza. Naprawiono nam wentylację, ale problem ze skraplającą się wodą zniknął jeszcze przed pojawieniem się kominiarzy.

  • Współczuję grzyba na ścianach. Sama niestety też mieszkam w mieszkaniu, w którym się on pojawia, ale tym razem to jest nic w porównaniu do koszmaru który przeżyłam kilka lat temu. W UK to ogromny problem chociaż chyba nie aż tak duży dla samych Brytyjczyków. Tutaj każdy dom i każde mieszkanie w mniejszym lub w większym stopniu jest zagrzybiałe. Cieknąca woda z okien i beznadziejna wentylacja to standard. Bardzo mnie dziwi dlaczego tak niewiele się z tym robi. Powodzenia w walce z grzybem. Dobrze, że nie ignorujesz tego problemu.

  • sylwia

    a mnie ciekawi co to za oczyszczacz powietrza?