Przegląd tygodnia #4/04

Zerkam sobie na zeszłoroczny majówkowy przegląd tygodnia i chce mi się śmiać 😀 wtedy otaczały nas troszkę inne okoliczności przyrody. I dwa lata temu też. Trochę się boję jak to wróży na przyszłość, tzn. na tegoroczne lato, ale póki co staram się mieć do tego dystans. Na szczęście nie przywiązuję dużej wagi do długiego, majowego weekendu. Już kilkanaście lat temu postanowiłam, że nigdzie w tym terminie nie wyjeżdżam. Przyczyniła się do tego pewna podróż do Zakopanego… To były czasy, kiedy PKP było jeszcze na „nieco” innym poziomie i wpadało na tak genialne pomysły, aby na majówkę puścić do Zakopanego jeden pociąg, w dodatku jadący przez całą Polskę i rozdzielający się w Krakowie na dwa kierunki – do Zakopanego i w Bieszczady. Ach, co to była za podróż! Zaczęło się wesoło – ledwo zmieściliśmy się do tego pociągu… I kiedy już udało nam się zająć jakiś skrawek miejsca stojącego, okazało się, że jesteśmy w tym bieszczadzkim wagonie. W ostatniej chwili zmieniliśmy wagon na zakopiański, ale tam udało nam się wywalczyć jakieś 1,5 miejsca stojącego. Na 4 osoby. W Radomiu oczywiście nikt już do pociągu się nie zmieścił, więc ludzie nie chcąc go puścić dalej, kładli się na torach. Cało zajście (z udziałem policji) trwało jakieś dwie godziny i w tym czasie staliśmy ściśnięci jak sardynki w puszce. Przez całą drogę ledwo dało się oddychać, nie mówiąc już o wykonaniu jakiegokolwiek ruchu czy skorzystaniu z toalety (która w zasadzie i tak nie istniała, bo ktoś schował do niej rowery). Kiedy po kilkunastu godzinach takiej morderczej podróży udało się dotrzeć do Zakopanego, postanowiliśmy sobie, że NIGDY WIĘCEJ nie zafundujemy sobie takiego sajgonu. Trzymam się tego do dziś i długi, majowy weekend spędzam w Warszawie ciesząc się okolicznymi atrakcjami (jeśli pogoda pozwoli). Stolica w tym okresie nieco pustoszeje. 

Dziś wstałam o 7, sprawdziłam maila i odebrałam wiadomość od klienta, że wydarzył się jakiś mały armagedon. Generalnie staram się nie odpisywać klientom w weekend, ale tu faktycznie wyglądało to na armagedon, więc w takich sytuacjach reaguję od razu. Poprosiłam odpowiednią osobę o wyjaśnienie, a ta odpisała mi w ciągu godziny. Przy okazji żartobliwie komentując nasze zaangażowanie w pracę w samym środku długiego weekendu, w dodatku o 8 rano. To by było na tyle, jeśli chodzi o długi weekend ;). 

A z pogodą naprawdę nie jest aż tak źle. Lunie nie przeszkadza.

To nic, że chodzę ubrana dokładnie tak, jak zimą…

Najważniejsze, że w naturze wszystko zmierza ku prawdziwej wiośnie.

Był w tym tygodniu nawet jeden na tyle ciepły dzień, że zabrałam swoje grabki i poszłam do piaskownicy 😉

Mam też fazę na eksperymenty kulinarne, ale nie zawsze są one udane. Te dwie pasty kanapkowe na przykład były obrzydliwe 😀

Zaliczyłam też cudowny relaks na floatingu. Tzn. relaks ten był efektem ubocznym pracy nad kolejnym odcinkiem „ZdrowoMania testuje”. 

Relację z floatingu możecie przeczytać i zobaczyć tutaj.

W poniedziałek freelancera opowiedziałam o mitach dot. freelancingu.

Wczoraj zupełnie przypadkiem wstrzeliłam się w Międzynarodowy Dzień Tańca z takim wpisem

I moją pierwszą taneczną sobotą na Instagramie. Wasz odbiór przeszedł moje najśmielsze oczekiwania, dziękuję za tyle pozytywnej energii!!! Jestem wręcz wzruszona 🙂 no i niezmiennie roztańczona 😉

Którą opcję rozwiązania problemu z talerzami wybieracie? Ja trzecią 😉

I to udostępniałam już na Facebooku, ale muszę i tutaj – co się dzieje za kulisami jogowych fotek i filmów. Oglądajcie do końca 😉

I już całkiem serio – Kamila przygotowała świetny post o diecie przy insulinooporności. Jako osoba zmagająca się z tym problemem za pomocą diety, podpisuję się pod nim w 100%

A jeśli z pogodą u Was naprawdę kiepsko, to Ewelina spieszy z aż 29 inspiracjami, jak w takiej sytuacji spędzić długi weekend. 

Buddha Bowl, czyli pomysł na zdrowy obiad. 

Ten post Ani przypomniał mi sytuację, jak kiedyś pod vlogiem z drogi ktoś zarzucił mi, że się przechwalam. Obejrzałam tego vloga drugi raz pod tym kątem i znalazłam jedną dobrą rzecz, którą ośmieliłam się w nim powiedzieć na swój temat. Powiedziałam, że całkiem nieźle ogarniam parkowanie i mam bardzo dobre wyczucie wielkości swojego samochodu 😀 no tak, duża część naszego społeczeństwa ewidentnie ma problem z pozytywnym wypowiadaniem się na swój temat. A jeszcze większy z tolerowaniem tego u innych. 

Ok, zostawiam Was więc z czymś do poczytania i do pooglądania. I życzę słonecznej drugiej (większej!) części długiego weekendu. A jak wszystko dobrze pójdzie, to w środę o 20 widzimy się na live na Instagramie <3 

 

 

Kategorie: Różne

W dużym skrócie - freelancerka, pasjonatka zdrowego i uważnego stylu życia, miłośniczka Warszawy, psów i kuchni roślinnej. LifeManagerka.pl to blog lifestylowy, którego tematem przewodnim jest szeroko pojęte, umiejętne zarządzanie swoim własnym życiem. Począwszy od odpowiedniego odżywiania i regularnej aktywności fizycznej, poprzez rozwój osobisty, a skończywszy na licznych detalach, które czynią nasze życie lepszym, prostszym i szczęśliwszym.

  • Zdjęcia z parku mnie urzekły!! Piękne

  • asicca

    Twoja taneczna „propaganda” przynosi efekty- wzięłam się za naukę podstawowych kroków salsy, co prawda przed yt, ale to i tak dużo jak na mnie;)

    • Bardzo się cieszę 🙂 salsa jest najlepsza, to moje ulubione latino 🙂

  • Agnieszka, uwielbiam Twoje fotki. A wiem, mi jako mamie jest latwiej. Bo ja dosiadam sie do dzieci w piaskownicy, zasuwam po niej grabkami i w ten sposob sie relaksuje hi hi hi. Pozdrawiam serdecznie Beata

  • :O Straszna ta historia z PKP! 🙂

  • Dziękuję za polecenie, Aga! 🙂
    Gratulacje świetnego odbioru Twojego nowego projektu – wychodzenie ze strefy komfortu ma sens! 🙂

  • ta historia z pociągiem na majówkę jest jak z jakiegoś filmu z lat 50 ;/ niestety. Ja tak kiedyś wracałam z nad morza i obiecałam sobie, że nigdy więcej się nie porwę na taki wyczyn. 🙂 a pogoda, nie chcę nawet tego komentować :)) ale jestem optymistką, wierzę, że już niedługo będziemy opalone od słońca:)

  • stopthedot

    Ej, z parkowaniem to się serio przechwalasz! (tak, ja nie umiem, tak zazdroszczę – jak ostatnio odważyłam się parkować prostopadle, to barierka wymusiła pierwszeństwo 😀 )