Pytania do freelancera #3 [Q&A]

Zapraszam Was dzisiaj na kolejną część odpowiedzi na Wasze pytania. Dziś będzie mowa m.in. o osamotnieniu, emeryturze, samodyscyplinie i pracy w marketingu. 

Jak sobie radzisz z „osamotnieniem” na freelancingu? Chodzi mi o fakt że pracujesz z domu czyli większość czasu pracy spędzasz sama. Ja od paru miesięcy pracuję na swoim i przyznam że czasem brakuje mi pogawędek przy kawie z koleżankami z biura. Ciekawa jestem jak Ty sobie z tym radzisz? – Karolina

Jeśli mam być szczera, to koleżanki z biura są ostatnią „rzeczą”, jakiej brakuje mi na freelancingu. Wyznaję zasadę, że jak mam ochotę wyjść do ludzi, to po prostu to robię. Umawiam się z koleżanką, idę do mamy, albo po prostu idę na spacer z psem i tam czasami spotkam jakichś psiarzy, z którymi można pogadać. Bywało też, że umawiałam się z kimś na wspólną pracę i to zawsze kończyło się tak samo – moja praca podczas takiego spotkania była totalnie nieefektywna i musiałam nadrabiać ją potem w domu. Dlatego właśnie na co dzień w ogóle nie brakuje mi „namacalnych” ludzi, bo dzięki tej „samotności” skupiam się na tym, co mam do zrobienia i w efekcie mój dzień pracy trwa np. 4 godziny, a nie 8. Inna sprawa, że moja praca nie polega na totalnym odcięciu się od ludzi bo raz, że miewam nagrania do ZdrowoManii, a dwa, że dla mnie równie cenny jest kontakt wirtualny. Ten mam z ludźmi cały czas, czy to podczas pracy, czy prowadzenia bloga i kanałów na YouTube. 

Żeby nie było – kiedy pracowałam w biurze, bardzo lubiłam ten czas pogaduszek ze współpracownikami. Ale z perspektywy czasu oceniam, że to był wypełniacz, który pozwalał jakoś przetrwać te 8 godzin. Zazwyczaj nie miałam tylu obowiązków, aby całkowicie wypełnić sobie dzień pracy i te pogaduchy były wybawieniem, bo dzięki nim czas leciał szybciej. Później, kiedy zaczęłam pracę w agencji i miałam do wyboru albo pracę w domu, albo przychodzenie do biura, szybko zorientowałam się co jest dla mnie lepsze. Tam akurat miałam mnóstwo roboty, więc przychodzenie do biura i kontakt z ludźmi skutkowały tym, że potem musiałam nadrabiać pracę po godzinach. Teraz wolę pracować w domu, w ciszy i robić to efektywniej, a na pogaduchy umawiam się poza pracą. 

Agnieszko, czy mogłabyś polecić jakieś strony/miejsca, gdzie można znaleźć zlecenia niewymagające jakiś specjalnych umiejętności/weny/kreatywności. Pracuje zawodowo na etacie, ale chciałabym znaleźć dodatkowe zajęcie (jestem w stanie poświęcić dodatkowo 2 godziny dziennie na pracę). Moja etatowa praca jest na tyle wymagająca, że to dodatkowe zajęcie chciałabym, aby było proste, niewymagające, nawet powiedziałabym- żmudne. Jeśli odpowiedź na to pytanie nie byłaby możliwa w krótkiej formie, może jakiś post na blogu w tym temacie? Pozdrawiam 🙂 – Ania

Zadałaś to pytanie dość dawno i pamiętam, że od razu o Tobie pomyślałam, kiedy zobaczyłam u Agnieszki ten podcast. Jest w nim kilka pomysłów na niewymagającą pracę w domu. Polecam wysłuchać, może coś Cię zainspiruje 🙂

Czy freelancerem nazwiemy kogoś, kto ma swoja działalność, czy wystarczy po prostu brak stałego zatrudnienia i utrzymywanie się z rożnych zleceń na umowę? A może jedno i drugie?☺ – Ania

Freelancerem nazwiemy kogoś, kto nie ma stałego zatrudnienia i pracuje dla różnych firm, zamiast dla jednej. Forma rozliczenia może być różna, jedni działają w oparciu o umowy cywilno-prawne, inni zakładają własną działalność gospodarczą… To nie ma większego znaczenia, najważniejszy jest ten brak stałego zatrudnienia i idąca za tym wolność, różnorodność i samodzielność. 

Jak zachowujesz samodyscyplinę w pracy? Czy masz jakieś sposoby na pozbycie się wszelkich rozpraszaczy, które powodują,ze doba jest za krotka? 😉 – Ania

Za moją samodyscyplinę odpowiadają przede wszystkim deadline’y. Są one dla mnie świętością i sama świadomość zbliżającego się terminu wykonania zadania w magiczny sposób odsuwa ode mnie wszelkie rozpraszacze. Przyznaję też, że moim największym rozpraszaczem jest moja działalność około-blogowa (powiadomienia o wiadomościach na instagramie, komentarzach na YT itp.), ale nie mam wyrzutów sumienia, kiedy jej ulegam, bo ona też jest dla mnie ważna. Niemniej jedną z podstawowych zasad produktywności jest wyłączenie powiadomień i to na pewno warto zrobić, jeśli chce się tych rozpraszaczy unikać.

Kiedyś miałam zasadę, że w godzinach przeznaczonych na pracę nie gotuję, nie sprzątam, nie wychodzę z psem… Teraz stawiam na elastyczność i nie mam czegoś takiego jak godziny przeznaczone na pracę. Jest piękna pogoda, a Luna wyciąga mnie na spacer – idę. Najdzie mnie ochota na gotowanie – gotuję. Dopadnie mnie wena do sprzątania – sprzątam. I tak dalej… Chyba, że wisi nade mną zbliżający się deadline, wtedy nie ma mowy o uleganiu wenie, ochocie na spacer czy innym rozpraszaczom, robota musi być zrobiona w terminie. 

Zdaję sobie sprawę, że jeśli w mojej odpowiedzi miało być coś pomocnego lub inspirującego, to pewnie zawiodłam 😉 ale tak to właśnie u mnie wygląda. Deadline ma moc!

Pytanie dot finansowego aspektu freelancingu: Jakie są Twoje metody zabezpieczenia finansowego i zabezpieczenia emerytury? Wiadomo, ze własną działalność nie sprzyja dobrej emeryturze z ZUSu, wiec ciekawa jestem jak rozwiązałaś kwestie zabezpieczenia swojej emerytury? W co inwestujesz? Pytam, ponieważ sama szukam pomysłów na zabezpieczenie swojej przyszłości.
Czy może polecasz jakieś blogi o tej tematyce?
Dziękuję i pozdrawiam. – Ania

Ciężka sprawa z tą emeryturą. Przyznaję, że do tej pory sama nie wiem jak się za to zabrać i chcąc wreszcie ogarnąć ten temat, kupiłam książkę Michała Szafrańskiego „Finansowy Ninja”. Na tym jednak póki co się skończyło ;). Na razie wychodzę z założenia, że do emerytury mam jeszcze sporo czasu i na pewno znajdę jakieś rozwiązanie, które pozwoli mi zapewnić sobie spokojną starość. Może to być np. pasywne źródło dochodu, jakiś biznes, który będzie funkcjonował bez mojego większego udziału, albo coś w tym rodzaju. 

Jeśli chodzi o edukację finansową to dla mnie jej źródłem jest przede wszystkim blog i książka Michała Szafrańskiego. 

Na poniższe pytanie autorka poprosiła o odpowiedź w formie video, ale nie planuję na razie nagrywać filmu z freelancerskim Q&A, więc odpowiem tutaj:

W jednej z Twoich odpowiedzi użyłaś sformułowania „wcale nie jestem wielką fanką pracy w marketingu”. Mogłabyś wyjaśnić? Tzn. co Ci się nie podoba i podoba? 🙂 – Kamila

Ja z marketingiem mam „love-hate relationship”. Z jednej strony fascynują mnie narzędzia i mechanizmy działania marketingu (szczególnie tego społecznościowego, bo lubię obserwować reakcje odbiorców na konkretne działania) i lubię być z nimi na bieżąco… A z drugiej strony uważam, że marketing czasami działa na granicy etyki i to według mnie nie jest OK. Przykładem z branży marketingu społecznościowego jest ostatnia akcja Reserved z poszukiwaniami Wojtka z Polski, która moim zdaniem przekroczyła już pewne granice. Marketing często bawi się ludzkimi emocjami (żeby nie powiedzieć dosadniej, że na nich żeruje) i to czasami uważam za przesadę. Inny przykład, już spoza marketingu internetowego – pewne granice są przekraczane też na etapie projektowania opakowań i pozycjonowania niektórych produktów. Np. większości produktów wegańskich lub bezglutenowych nie powinno się zaliczać do zdrowej żywności (a na takiej lądują w supermarkecie), bo często są one tak przetworzone i nafaszerowane chemią, że mogą świecić w ciemności. Producenci w swoich działaniach marketingowych są nastawieni przede wszystkim na sprzedaż i na zyski, a człowiek jest w tym wszystkim tylko pionkiem w grze o duże pieniądze. 

Ale pytanie dotyczyło pracy w marketingu, a to jeszcze inna sprawa. Otóż pracy w marketingu nie lubię dlatego, że często działaniom marketingowym nadaje się znacznie wyższą wagę, niż one na nią zasługują. Kiedy wpadniecie w wir pracy w agencji marketingowej, w pewnym momencie uświadomicie sobie, że przez miesiąc wypruwacie sobie żyły walcząc z takimi duperelami, jak odcień czerwieni jakiegoś jednego słowa na ulotce, która będzie rozdawana raz w życiu podczas jakichś targów i która i tak w 95% swojego nakładu od razu wyląduje w koszu. Oczywiście to nie tak, że ta praca tylko na takich bzdurach się opiera, ale dla mnie takich sytuacji było za dużo. Pracowałam po 12 godzin dziennie, bo klient miał po 5678765 poprawek do pracy grafika, a wszystko odbywało się w takim tonie, jakby co najmniej chodziło o wynalezienie leku na raka. Serio, jak się spojrzy na to z dystansu, to można się czasami załamać albo chociaż poirytować ;). 

A co lubię w tej pracy? Chyba przede wszystkim to, że marketing nadal jest dla mnie na swój sposób ciekawy. Na freelancingu na szczęście mam wybór, z kim i nad czym pracuję, więc nie zmagam się już z tymi „problemami pierwszego świata”, które spędzały mi sen z powiek podczas pracy w agencji. Współpracuję z klientami, którzy mają do tego wszystkiego zdrowe podejście. 

Autorkę pytania proszę, aby dała jakoś znać, czy odczytała tę odpowiedź 🙂 jeśli tego nie zrobi, odpowiem na nie też w formie video przy najbliższej okazji nagrywania filmiku z Q&A, a chyba nie ma sensu tego dublować. 

Na dziś to tyle 🙂 jeśli ktoś chce zadać jakie pytanie, formularz cały czas pozostaje aktywny. Kolejny taki post przygotuję, kiedy zbierze się więcej pytań. 

Kategorie: Freelance

W dużym skrócie - freelancerka, pasjonatka zdrowego i uważnego stylu życia, miłośniczka Warszawy, psów i kuchni roślinnej. LifeManagerka.pl to blog lifestylowy, którego tematem przewodnim jest szeroko pojęte, umiejętne zarządzanie swoim własnym życiem. Począwszy od odpowiedniego odżywiania i regularnej aktywności fizycznej, poprzez rozwój osobisty, a skończywszy na licznych detalach, które czynią nasze życie lepszym, prostszym i szczęśliwszym.

  • Anna R

    Ciekawie sie czytalo 🙂

  • Kamila P.

    Jej ale się cieszę, że opowiedziałaś na moje pytanie. Oczywiście, że przeczytałam bo czytam praktycznie wszystkie Twoje wpisy (z małym wyjątkiem wpisów o jodze 🙂 )Super, dziękuje pięknie za wyczerpującą odpowiedź, moja ‚ciekawość’ czuje się zaspokojona. Pozdrawiam Kamila!

  • Super pytania i jeszcze fajniejsze odpowiedzi 🙂 Mam wrażenie, że ostatnie pytanie, a w zasadzie odpowiedź, mogłabyś rozwinąć na całego posta 😉 Bardzo fajny wpis 🙂

  • Jeśli chodzi o żywność bezglutenową, a szczególnie bezglutenowe ciastka i wszelkiej maści ciasta, to masz zdecydowaną rację w tym co piszesz. W życiu nie powinno znajdować się to na półkach ze zdrową żywnością. Patrząc na skład jaki to ma – całą masę ulepszaczy i polepszaczy smaku. Ja zaczęłam w to wnikać jak się okazało, że koleżanka Oli w przedszkolu z której mamą się przyjaźniłam ma celiakie. A że dziewczynka bez słodyczków nie wyobrażała sobie dnia, więc rodzice zaczęli kupować dla niej ciasteczka oznaczane kłosem. Jaki to miało skład szkoda gadać…

  • Karyna

    podoba mi się Twoje podejście do ‚samodyscypliny’ we freelancingu – ta duża elastyczność zamiast trzymania się sztywno jakiś godzin. zdrowe podejscie, które spróbuję zastosować u siebie 🙂

    • Tylko trezba byc uwaznym, żeby elastyczność nie stała sie totalnym brakiem dyscpliny;)

  • Sama prawda z tą pracą na etacie i czasem, który leci przez palce- często jakieś zadanie dałoby się wykonać o wiele szybciej, ale nawet nie można, bo co będziesz robił przez resztę dnia? Przecież nie możesz iść do domu, bo masz płacone za cały etat, więc co robisz- tu gadu gadu, tam gadu gadu, kawka, herbatka, ciastko. Nie rozumiem takiego podejścia i nie rozumiem zdziwienia, że coś nie zostało zrobione szybciej. No jak ma być zrobione szybciej, skoro później pracownik wie, że będzie się nudził i musiał udawać, że coś robi?:D

  • Świetny ten post! 🙂 I dzięki za link do podcastu o dodatkowych pracach, na pewno sprawdzę! 🙂

  • Heh z tym lekarstwem na raka- w punkt. Dlatego chyba jedyna kampania przy której czułam że moja praca ma jakiś głębszy sens to ta dla fundacji onkologicznej. Tam rzeczywiście walczą o losy ludzi. A ta cała reszta…. śmiech na sali;)

    • Tylko widzisz dla Ciebie praca dla fundacji jest wartością, a dla innych duży zarobek (jak w przypadku roduktów odzieżowych) jest wartością-wszystko zależy od tego, po jakiej stronie stołu siedzisz.

      A poza tym ostatecznie dla biznesu produkująego ubrania-jak wspomniany przez Agnieszke Reserved liczy się tylko zarobek, to jest firma a z definicji firma ma przynosić dochód, a nie być działaniem non-profit dla kogoś.

      Co oczywiście nie usparwiedliwa narzędzi jakich chwyta sie firma, bo tutaj zgadzam się z Agieszką, że pewne granice naparwdę zostały przekroczone, co niejednokrotnie można było usłyszeć również od konsumentów.

      Najwazniejsze, to pozostawac przy tym, co dla Ciebie ma sens i jest wartością, a fundacje bardzo mocno szukaja grafików, projektantów itd. W ramach wspołpracy non-profit czy wymiany barterowej, może więc warto zainetersowac sie takim działaniem, skoro wyraźnie odczuwałaś wówczas, że ma to sens i jest dla Ciebie wartością 🙂

      Pozdrawiam i zycze spokojnego długiego weekendu:)

      • Jasne, że firma ma przynosić dochód, ale dla mnie jako pracownika agencji dużo bardziej wartościowe było spędzanie czasu na pracy która miała realny wpływ na ludzkie życie. Nie na to, czy brand manager dostanie premię, bo sprzedało się więcej żeli pod prysznic danej firmy.

        Ja akurat z grafiką nie mam nic wspólnego, byłam accountem, a takie współprace z pewnością można nawiązać, ale dla mnie to póki co nierealne czasowo. Może pewnego dnia nad tym pomyślę 🙂

        Życzę udanej końcówki długiego weekendu 😉

        • Zgadza się, każdy z nas ma wizje projektów w jakich chce brać uczial lub nie chce brać udziału, o czym wielokrotnie wspomianła w swoich postach Agnieszka.

          Dlatego warto poszukiwać takich rozwiązań, które pozwolą na taka pracę, szkoda życia, na robienie czegoś, co ani nam się nie podoba, ani nie jest zgidne z naszymi wartościami…:)

          Dziękuję, Tobię rownież życze wspaniałego tygodnia i nadchodzącego weekendu:)

  • Lena

    Śmiać mi się chce z tych wszystkich freelancerów, którzy chwalą się, że nie mają szefa nad sobą i są tacy wolni. Nie mają szefa, ale mają klienta i to jego życzenia muszą spełniać. Tak jak wspomniałaś, mają deadline, dokładne wytyczne klienta i gdzie tu freelance, zostaje tylko lans.

    • No trochę jednak się mylisz 😉 trochę bardzo. Różnica polega na tym, że po 1. to ja wyznaczam deadline. Sama oceniam na kiedy zrobię jakieś zadanie i uwzględniam w tym inne swoje plany, również te, że codziennie chcę wychodzić na dwugodzinny spacer, albo któregoś dnia umówić się z kimś na kawę w ciągu dnia. Po 2. żaden klient nade mną nie stoi, nie zagląda mi przez ramię i nie popędza, a ja nie muszę przed nikim udawać, że pracuję. Różnica pomiędzy szefem a klientem jest diametralna i tu nawet nie ma o czym dyskutować. O tym, na czym polega wolność freelancera pisałam tutaj: http://lifemanagerka.pl/2015/07/plusy-freelancingu/ i jak najbardziej to podtrzymuję.

      • Lena

        To ciekawych masz klientów, bo to zazwyczaj klient zleca jakieś zadanie i mówi na kiedy ma być wykonane. Nie wyobrażam sobie, abym będąc klientem nie mogła określić czasu wykonania jakiegoś zadania. Ja zlecam, ja płacę, ja decyduję. Na dwugodzinny spacer mogę wychodzić nie będąc freelancerem, mam szefa który mnie nie popędza, nie stoi za moim ramieniem i nie udaję, że pracuję. Wszystko zależy od tego, jakiego się ma szefa. A śmieszy mnie to , że teraz wszyscy nazywają się freelancerami, bo to takie modne… jestem niezależny mogę robić to, co chcę. Prawdziwym freelancerem można nazwać wziętego pisarza lub artystę, który maluje obrazy lub pisze książki wtedy, kiedy chce i jakie chce, a jego prace się sprzedają. Bo pisanie tekstów na tematy, które ktoś mi narzuca nie jest free.

        • Jest, bo nikt nie może Ci nic narzucić. Bierzesz tylko te zlecenia, które chcesz. I nie jesteś parobkiem, który ma wykonać jakieś zadanie na czas, tylko partnerem, który też ma coś do powiedzenia.
          Ty masz swoją definicję freelance’e, ale to nie zmienia faktu, że ta ogólnie przyjęta definicja jest zupełnie inna 😉

        • Lena

          Skoro czułaś się parobkiem będąc na etacie, to znaczy, że miałaś kiepską pracę. Wybacz, ale klientów też musisz mieć mało znaczących, a nie duże firmy, skoro to ty decydujesz o wielu rzeczach.

        • Oczywiście, że tak, nie chcę pracować z dużymi firmami, o czym też już pisałam w osobnym poście. Nie czułam się parobkiem na etacie i nie uważam, że na etacie jest się parobkiem. Odnoszę się do tego, w jaki pogardliwy sposób piszesz o freelancerach. Co swoją drogą bardzo mnie zaskakuje, bo nie wiem, jak można tak pogardliwie pisać o czyjejś pracy, jakakolwiek by ona nie była. Nawet mi próbujesz teraz dogryźć określając moich klientów małą znaczącymi, jakby to miało jakiekolwiek znaczenie. Mam takich klientów, jakich chcę mieć. Kropka. Na tym właśnie polega wolność freelancera.

        • Lena

          Albo takich, którzy chcą Ciebie. A co do dużych firm, to niestety nie masz szans, aby być ich zleceniobiorcą. Najgorzej jak ktoś za grosz nie ma pokory.

        • Lena

          I jeszcze jedno: zaprzeczasz sama sobie raz piszesz, że nie chcesz być parobkiem pracując na etacie, a potem piszesz, że że nie byłaś parobkiem na etacie. Trochę się pogubiłaś w swojej argumentacji. I masz jeszcze jedną paskudną cechę: zawsze musisz postawić na swoim, bez względu na to czy masz rację, czy nie. Może życie zweryfikuje Twoja postawę.

        • Nie wiem czy słyszałaś takie powiedzenie, że racja jest jak pewna część ciała – każdy ma swoją. Ja swojej bronię tym bardziej, że mam doświadczenie zarówno w pracy na etacie, jak i na freelancingu, dlatego mam prawo powiedzieć, że moim zdaniem praca na freelansie daje o wiele więcej wolności. Ty natomiast bardzo próbujesz mnie obrazić i prześmiewczo wypowiadasz się o freelancerach, co sprawia, że tracę chęć do jakiejkolwiek dyskusji. Dlatego nie będę Ci już tłumaczyć, że słowa parobek użyłam w odniesieniu do freelancera, a nie etatowca (i to, że napiszę, że freelancer nie jest parobkiem nie oznacza, że etatowiec nim jest). Nawet nie próbujesz przeczytać tego co piszę ze zrozumieniem, tylko wyciągasz jakieś bezsensowne argumenty o braku pokory 😀 naprawdę myślisz, że uważam, że duże koncerny mogą walić do mnie drzwiami i oknami, a ja będę zgrywać taką, co nie chce z nimi współpracować? Sprawa jest prosta – ja nie chcę pracować z takimi firmami, a takie firmy nie chcą pracować z takimi małymi żuczkami freelancerami. I super, wszyscy są zadowoleni. To nie ma nic wspólnego z brakiem pokory, tylko z racjonalnym podejściem do życia, znajomością swoich potrzeb i umiejętności itd. Ale to już chyba nie ma sensu o tym dyskutować, bo i tak zaraz znowu mnie zaatakujesz. Miłego popołudnia Magdo 🙂

        • Lena

          Miłego popołudnia. Ja nie wstydzę się, jak się nazywam, ani kim jestem. Wszystko co piszę mogłaby Ci powiedzieć prosto w twarz, gdybyśmy się kiedyś spotkały, chociaż to nigdy nie nastąpi. Lena to drugi człon od Magdalena, ale widzę, że Ty zadałaś sobie trud, aby dowiedzieć się jak się nazywam.

  • Karolina K

    Czekałam na ten post bo byłam ciekawa twojej odpowiedzi na moje pytanie więc tym bardziej się cieszę że ukazało sie już w tym „odcinku” Q and A 🙂

  • Tak, te miliardy poparwek do jednego drobnego projektu, w fekcie czego klient za kartke świąteczną w formie elektornicznej zamiast 150zł pałci 3000zł:) Znane to fakt…za to można znielubić tę pracę;)