Jak zdrowo korzystać z lata – bąblowica, borelioza i inne zagrożenia, jakie przynosi lato

Lato to dla wielu z nas ulubiona pora roku. Jest więcej słońca, mamy dzięki temu więcej energii, łatwiej nam zdrowo się odżywiać i ogólnie jakoś tak… Życie jest piękniejsze. Ale lato ma też swoje ciemne strony i właśnie o nich chciałabym dzisiaj napisać. Wszak lato jeszcze się nie skończyło, a większość opisywanych przeze mnie problemów jesienią nie traci na aktualności.

 

Bąblowica – co to jest i – dosłownie – z czym to się je?

Mam wrażenie, że o bąblowicy mówi się jeszcze niewiele i nie jest to aż tak powszechna choroba, ale ja usłyszałam o niej rok temu i zdaje się, że ten problem cały czas narasta. A jest on na tyle złożony, że to kolejna obok np. boreliozy choroba, którą trudno się diagnozuje i leczy. Zagrożeniem dla nas są owoce leśne i grzyby, które mogły mieć kontakt z odchodami zarażonych zwierząt, np. lisów lub bezdomnych psów. W momencie ich spożycia do naszego organizmu dostają się jajeczka/larwy groźnego pasożyta, który w agresywny sposób rozprzestrzenia się po naszym organizmie atakując kolejne organy i tworząc guzowate torbiele przypominające nowotwory. Objawy choroby również mogą być podobne, jak w przypadku nowotworów, dlatego często trudno jest ją zdiagnozować i właściwie leczyć. Pacjent jest leczony pod kątem nowotworu, a w rzeczywistości problem leży zupełnie gdzieś indziej. Dodatkowo leczenie bąblowicy jest niezwykle trudne, bo bąblowce i ich jaja są bardzo wytrwałe. Trudny temat, dlatego zdecydowanie lepiej zapobiegać niż leczyć.

A jak zapobiegać? To proste – nie jeść owoców prosto z krzaczka i myć ręce po każdej wizycie w lesie lub kontakcie z bezdomnym psem. Wiem, że takie dzikie owoce są najlepsze, ale to od nas zależy, czy chcemy podjąć idące za tą chwilą przyjemności ryzyko. Wszystkie owoce przed spożyciem powinniśmy dokładnie przepłukać wodą i to samo dotyczy grzybów – popularna metoda sprawdzania, czy grzyb nie jest trujący, może okazać się dla człowieka bardzo zgubna. 

Synteza witaminy D vs. szkodliwe promieniowanie UV

O kwestii naturalnej produkcji witaminy D napisałam ostatnio post, więc nie będę się bardziej rozpisywać. Tutaj tylko krótko podsumuję, że pomimo wszelkich starań i spędzania naprawdę dużej ilości czasu na słońcu, nadal kwalifikuję się pod ciężki niedobór witaminy D. Każdemu radziłabym pochylić się nad tym tematem i zbadać sobie poziom witaminy D, ponieważ jest ona niezbędna do prawidłowej pracy całego naszego organizmu. Ma ważny wpływ na odporność, pracę organów wewnętrznych itp. U wielu osób nie obejdzie się bez suplementacji, czasami nawet takiej na receptę. 

Na drugiej szali mamy nierozważne korzystanie ze słońca i wierzcie mi, że nie muszę daleko szukać, aby znaleźć przykłady takiego zachowania. Myślę zresztą, że wystarczy przejść się po jakiejkolwiek plaży, aby na ludzkiej skórze zobaczyć wszystkie możliwe odcienie czerwieni. Już pal licho, że się szybciej zestarzeją… Ale po co doprowadzać do takiej skrajności, jaką są oparzenia słoneczne? Dotykają one w szczególności osób, które ze słońca korzystają rzadko, a bardzo intensywnie, bo np. podczas urlopu mają tylko dwa dni ładnej pogody, a koniecznie chcą z niego wrócić opaleni. Poparzenie po kilku dniach może zamieni się w brąz, ale taka poparzona skóra i tak zejdzie. A badania mówią, że każde poparzenie słoneczne przybliża nas do czerniaka, nawet te, które miały miejsce w dzieciństwie! Nie jestem zwolenniczką smarowania się centymetrową warstwą kremu z filtrem co godzinę, a jednak spędzam latem dużo czasu na słońcu i wcale nie jestem z tego powodu poparzona. O swoich patentach na ochronę przed promieniowaniem UV opowiadam we vlogu z kajaków, który przed chwilą dodałam na kanał. We vlogu mówię też o konkursie* z bardzo fajnymi nagrodami, link do niego znajdziecie w opisie pod filmem 🙂

Zapomniałam tam tylko dodać, że ja przygotowuję skórę do słońca już od pierwszych ciepłych dni, wystawiając ją bez ochrony na ok. 30 minut dziennie. 

Kleszcze – jak się chronić przed kleszczami i jak postępować po ukąszeniu?

Kleszcze to zdecydowanie moja największa zmora, choć ze względu na posiadanie psa nie kojarzę jej tylko z latem. Kleszcze w przyrodzie występują przez cały rok, również zimą! Tyle tylko, że człowiek zimą ubiera się tak, że raczej nie ma z nimi styczności, dlatego zaliczam to do letnich problemów. I przyznaję się, że mnie kleszcze trochę sterroryzowały. Pozbawiły mnie przyjemności ćwiczenia jogi na trawie i piknikowania na kocyku, bo zapobiegawczo po prostu tego unikam. W poprzednich latach martwiłam się głównie o mojego psa, ale od kiedy Wojtek złapał kleszcza podczas dosłownie 5 minutowego siedzenia na trawie, nieco mnie to wystraszyło. Zaczęłam dużo czytać na temat boreliozy i innych odkleszczowych chorób i autentycznie spuchła mi od tego głowa ;). Wcześniej nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak trudno tę chorobę zdiagnozować, jak bardzo zatruwa ona życie i jak kosztowne jest jej leczenie. Leki na boreliozę nie są refundowane, więc osoby z bardziej zaawansowanym stadium choroby muszą wydawać na leczenie nawet kilka tysięcy złotych miesięcznie. W tym okresie truje się organizm dużą ilością antybiotyków, co oczywiście też nie pozostaje bez echa. O boreliozie mogłabym pisać długo, a przede mną jeszcze kilka ważnych tematów do omówienia, więc jeśli już wystarczająco Was nastraszyłam 😉 może lepiej przejdę do zapobiegania. 

  • W miarę możliwości unikajmy miejsc, gdzie jest zatrzęsienie kleszczy. Coraz częściej czytam prześmiewcze komentarze, że teraz ludzie boją się lasu. Ano boją się i wcale się temu nie dziwię. Ja od kilku lat nie chodzę do Lasu Kabackiego, bo jest tam zatrzęsienie kleszczy i jak donoszą badania – większość z nich jest zarażona boreliozą! Już kilka lat temu, kiedy jeszcze tam chodziliśmy, Luna przynosiła stamtąd kleszcza za każdym razem! Po co mam kusić los? Z tego samego powodu ograniczyłam ilość pikników (wolę je robić na piasku) i jogi na trawie (ale z tego nie chcę tak całkiem rezygnować). 
  • Róbmy dokładny przegląd ciała po powrocie z miejsc, w których występują kleszcze lub kiedy siedzieliśmy na trawie, nawet w zwykłym, miejskim parku. Najlepiej, kiedy pomoże nam w tym druga osoba, bo kleszcze lubią chować się w mało dostępnych zakamarkach ciała. Kleszcz po wejściu na zwierzę lub człowieka nie wbija się od razu, tylko najpierw wędruje po ciele i liże skórę wybierając sobie miejsce idealne do wczepienia. Stawia na te, gdzie skóra jest cieńsza, np. pod kolanami, w okolicy miejsc intymnych, czy za uszami. Przegląd ciała jest bardzo ważny, bo im krócej kleszcz będzie w naszym ciele, tym mniejsze jest ryzyko zarażenia. 
  • Wytrzepmy też dokładnie ubranie, w którym byliśmy na spacerze, nie wkładajmy go od razu do szafy. My kiedyś znaleźliśmy kleszcza w pościeli, prawdopodobnie przyniosła go Luna, choć teraz nie jestem pewna, czy nie zrobiło tego któreś z nas. Można mieć kleszcza na ciele i o tym nie wiedzieć, niestety. 
  • Stosujmy naturalne repelenty. Kleszcze nie znoszą niektórych naturalnych zapachów, np. olejku miętowego. Fajny, naturalny repelent stworzyła Klaudyna. Ja go kupiłam! Można nim pryskać ubranie, lub np. brzegi koca. 
  • Kiedy już znajdziemy kleszcza na ciele, zachowajmy spokój. Pamiętajmy, że jest tylko jeden słuszny sposób usunięcia kleszcza ze skóry i jest to po prostu wyciągnięcie go, lekko łukowatym ruchem. Pod żadnym pozorem nie można go niczym smarować, bo to kleszcza tylko zestresuje i mówiąc kolokwialnie może on zwymiotować, fundując nam boreliozę lub inne paskudztwo. 
  • Wyciągniętego kleszcza można zamknąć w probówce i wysłać do pobliskiego laboratorium, aby sprawdzić czy był on nosicielem groźnych dla naszego zdrowia chorób. 
  • Jeśli okaże się, że tak, warto od razu udać się do lekarza i profilaktycznie zastosować antybiotykoterapię. Na tym etapie niestety dokonujemy wyboru mniejszego zła. Niektórzy decydują się na antybiotykoterapię już po samym ukąszeniu… Zazwyczaj są to osoby, które albo już chorowały na choroby odkleszczowe, albo miały kogoś takiego w swoim otoczeniu (bo takie osoby najbardziej boją się tej choroby, pozostali często lekceważą ryzyko).
  • Obserwacja ciała i swojego samopoczucia po ukąszeniu kleszcza jest bardzo ważna, ale trzeba pamiętać, że te pierwsze objawy ostrzegawcze (np. rumień wędrujący) mogą nie pojawić się wcale. Większość źródeł mówi, że pojawiają się u ok. 30% chorych. U pozostałych borelioza może dać objawy nawet dopiero po kilku latach, kiedy jest już mocno rozwinięta. 
  • Jeśli chodzi o diagnostykę boreliozy, to kwestia ta jest znacznie bardziej skomplikowana, niż myślałam. Ja czytałam na ten temat bardzo obszerne opracowanie w formacie PDF, ale nie mogę go teraz znaleźć (a mimo, że mam je na dysku, to nie mam praw do jego rozpowszechniania). Znalazłam natomiast wywiad o boreliozie, w którym kwestia badań jest omówiona w pigułce, więc warto zerknąć. 

Swoją drogą zastanawiam się dokąd to wszystko zmierza. Z roku na rok kleszczy jest coraz więcej i coraz większa część ich populacji przenosi groźne dla człowieka choroby. Czy ktoś wreszcie spróbuje z tym coś zrobić? Czy za kilka lat co drugi człowiek będzie zmagał się z chorobami odkleszczowymi? 

Odwodnienie i jego skutki

Tutaj postaram się napisać najkrócej jak się da, bo nie podejrzewam Was o doprowadzanie się do groźnego dla zdrowia, silnego odwodnienia organizmu. Zakładam raczej, że czasami może Wam się zdarzyć wypić za mało wody i nawet nie łączycie tego z faktem, że jesteście senni, rozdrażnieni, brakuje Wam energii, albo boli Was głowa. Nie warto fundować sobie takich spadków formy, kiedy za oknem piękna pogoda, więc pijcie dużo wody i cieszcie się latem :). Jeśli nie lubicie smaku zwykłej, niegazowanej wody, spróbujcie przestawić się na wysokozmineralizowaną, lekko gazowaną, lub domową wodę smakową. Czasami wystarczy listek mięty lub melisy, aby woda „wchodziła” nam o wiele lepiej. 

Infekcje intymne

Ostatnie letnie „zagrożenie” dotyczy przede wszystkim kobiet. Kąpiele w naturalnych zbiornikach wodnych, syntetyczna bielizna, wizyty na basenie czy ewentualne przygody seksualne, mogą znacząco zwiększać ryzyko złapania infekcji intymnych. Profilaktycznie warto stosować się do kilku prostych zasad, które pomogą nam zmniejszyć to ryzyko.

  • Nie chcę pisać o rzeczach tak oczywistych, jak odpowiednia higiena, ale chcę podkreślić, że w upalne dni warto poświęcić jej nieco więcej uwagi, gdyż w wysokiej temperaturze bakterie szybciej się namnażają. Pomocne mogą okazać się wkładki higieniczne lub częstsza zmiana bielizny. 
  • Skoro jesteśmy przy bieliźnie – kiedy za oknem upał, lepiej sięgać po bieliznę z naturalnych materiałów, np. przewiewnej bawełny. Sprawdzi się o wiele lepiej, niż obcisła, syntetyczna koronka. 
  • Lepiej unikać też chodzenia w mokrym kostiumie kąpielowym. Jeśli po wyjściu z wody nie zamierzasz szybko znowu do niej wchodzić, lepiej zmień kostium kąpielowy na suchy. 
  • Dbajmy o to, aby nikt nie używał naszego ręcznika i same też oczywiście też nie korzystajmy z ręczników innych.
  • Kiedy pojawią się pierwsze objawy infekcji, przed wizytą u lekarza warto sięgnąć po naturalne metody walki z nią. Do podmywania się lub nasiadówek można wtedy użyć naparów z ziół, takich jak szałwia, rumianek, kora dębu czy pokrzywa. 
  • Miesiączka nie musi oznaczać zepsutego urlopu i nawet w trakcie jej trwania można korzystać z kąpieli. Warunkiem jest oczywiście użycie tamponu lub kubeczka menstruacyjnego. W przypadku stosowania tamponu, trzeba wymienić go po każdej kąpieli, gdyż nasiąka on wodą ze zbiornika, w którym się kąpiemy. O wiele lepszym rozwiązaniem jest kubeczek menstruacyjny, który nie tylko hamuje wypływanie krwi miesiączkowej, ale i nie dopuszcza do tego, aby zanieczyszczona woda dostała się głębiej. 

Chyba przebrnęłam przez najważniejsze „letnie problemy”, choć oczywiście na upartego można znaleźć ich więcej. Te wydają mi się najważniejsze… I wiem, że zaraz pojawią się komentarze, że przejmowanie się tymi zagrożeniami to odbieranie sobie radości życia, że las jest teraz demonizowany itd. Cóż, wszyscy jesteśmy dorosłymi ludźmi i sami podejmujemy decyzję, czy bierzemy na siebie jakieś ryzyko, czy nie. Ja, ze swoją świadomością czym jest borelioza, nie chcę tego ryzyka podejmować, a radość życia znajduję w wielu innych miejscach i czynnościach, las nie jest jedynym. Najważniejsza jest świadomość zagrożeń, a to, co z nią zrobimy, to już sprawa indywidualna. 

Dajcie znać, czy powyższe problemy w jakiś sposób Was dotyczą i jak sobie z nimi radzicie! No i oczywiście życzę Wam zdrowej i bezproblemowej końcówki lata 🙂

*Zadanie finansowane ze środków Narodowego Programu Zdrowia na lata 2016-2020

Kategorie: Zdrowe ciało

W dużym skrócie - freelancerka, pasjonatka zdrowego i uważnego stylu życia, miłośniczka Warszawy, psów i kuchni roślinnej. LifeManagerka.pl to blog lifestylowy, którego tematem przewodnim jest szeroko pojęte, umiejętne zarządzanie swoim własnym życiem. Począwszy od odpowiedniego odżywiania i regularnej aktywności fizycznej, poprzez rozwój osobisty, a skończywszy na licznych detalach, które czynią nasze życie lepszym, prostszym i szczęśliwszym.

  • Niezwykle wartościowy artykuł! Jestem pod ogromnym wrażeniem, że Ministerstwo Zdrowia jest tak nowoczesne i współpracuje z blogerami!

    Najbardziej dotyczy mnie problem poparzeń słonecznych. Mam bardzo jasną karnację, która nie jest w stanie znieść opalania – zawsze, ale to zawsze kończy się to tragicznie. Przez wiele lat ulegałam presji opalania cierpiąc później niesamowicie lub – co gorsza – chodząc do solarium, by słońce aż tak bardzo mnie nie parzyło. Na szczęście poszłam po rozum do głowy i polubiłam swoją jasną skórę. Teraz bez filtra 50 nie ruszam się na plażę i wreszcie wakacje spędzam bez bólu 🙂

    O bąblowicy nigdy nie słyszałam, o chorobach odkleszczowych słyszę zdecydowanie za dużo. I podobnie jak ty zastanawiam się nad tym, co będzie za kilka lat…

  • A ja mam jedną uwagę – w przypadku infekcji najlepiej od razu udać się do ginekologa. Wiele osób lekceważy pierwsze objawy, leczy się samemu (korzystając często z niesprawdzonych porad z Internetu), a potem niestety skutki są fatalne. Sposoby naturalne są fajne, ale używane profilaktycznie, a nie w momencie pojawienia się objawów.

    • Bardzo słuszna uwaga 🙂 z naturalnymi metodami chodziło mi bardziej o to, aby zastosować je już podczas wakacji, albo w okresie oczekiwania na wizytę.

      • A to w takim sensie jak najbardziej się zgadzam 🙂 Dzięki, że poprawiłaś ten fragment, bo to bardzo ważna sprawa. Mam znajomą ginekolożkę, która wielokrotnie mi opowiadała, że ludzie leczą się sami albo ignorują objawy, bo „może przejdzie” i kończy się to kilkumiesięcznym (o ile nie wieloletnim) leczeniem.
        Wpis poza tym świetny 🙂 Bardzo fajnie, że Ministerstwo współpracuje z blogerami.

  • Doskonały wpis! Kwintesencja tego na co musimy zwracać uwagę latem. Będzie trzeba koniecznie o nim przypomnieć na początku przyszłego sezonu 😀

    Niestety wszystkie te problemy są na porządku dziennym w mojej praktyce zawodowej… Trochę słońca i już:
    – poparzenia (czasem na prawdę poważne, bo „przecież tylko chwilę na słońcu posiedzieliśmy”),
    – zakażenia dróg moczowych (powszechnie bagatelizowane przez kobiety),

    – przerywanie suplementacji witaminy D u małych dzieci (niestety bardzo powszechne, dowiaduję się o tym szczególnie teraz kiedy zaczyna być coraz gorsza pogoda i wracają do suplementacji),

    – no i oczywiście w szczycie sezonu problem z ochroną przed kleszczami, o którym piszesz (często przyjeżdżały do mnie do apteki osoby po środki na kleszcze, bo właśnie jadą prosto do lasu – w klapakach, krótkich spodenkach i koszulce…).

  • Również jestem pod wrażeniem, że Ministerstwo Zdrowia współpracuje z blogerami, fajnie ☺️
    Nigdy nie słyszałam o bąblownicy, także poszerzyłaś moją świadomość. A kleszcze od paru lat mając psa to zmora, bardzo trzeba uważać 🙁 i zabezpieczać psa bo inaczej się nie upilnuje tego.

  • Mnie chyba najbardziej przerażają kleszcze, może pamiętasz jak o tym pisałyśmy. Mam dwa koty i na szczęście od jakiegoś miesiąca nie przynoszą kleszczy – nie wiem czy jest ich teraz mniej, czy opaska nagle zaczęła działać ( na początku przynosiły kleszcze mimo opaski ) czy może moje koty chodzą teraz w mniej zatrawione miejsca. Ale obawa jest, bo też się naczytałam o boleriozie ( od kleszcze na zwierzęciu jest tylko krok, żeby przeniósł się on na nas 🙁 ) Najgorsze jest to, że tak trudno ją zdiagnozować, leczenie jest kosztowne i w mojej małej miejscowości nie ma specjalisty od boleriozy i nie wiem nawet czy gdzieś w okolicy taki jest…

  • Jejku! Z wielu aspektów nawet nie zdawałam sobie sprawy! Uwielbiam lato ale jak widać sporo zagrożeń 🙂

  • Świetny, wartościowy artykuł. Jestem w ogromnym, pozytywnym szoku, że Ministerstwo Zdrowia, podejmuje takie współprace! Takie nowatorskie podejście do spraw bardzo cenię 🙂 O bąblowicy faktycznie mówi się niewiele, ja jestem świadoma jej istnienia, wiedziałam też jak można się nią zarazić, ale nie miałam pojęcia jakie są skutki i konsekwencje tej choroby. Kleszcze to prawdziwa plaga. Zawsze budziły we mnie strach, a kiedy usłyszałam, że osoby z mojego otoczenia zaraziły się od nich boreliozą, stałam się prawdziwą panikarą. Zwłaszcza że jako dziecko, czy nastolatka często zdarzało mi się „złapać” kleszcza (mieszkałam na wsi, często przebywałam w trawie, parkach, czy lasach). Też boję się tego, co będzie za kilka lat, jeśli nadal nie zostaną podjęte konkretne działania. Obecnie najbardziej dotyczy mnie problem poparzeń słonecznych. Kiedyś bardzo chciałam być opalona i zawsze kończyło się to opaleniem na raka – zdecydowanie w tej kwestii jest w ludziach mało świadomości, bo ciągle, nawet w mieście mijam osoby, które doświadczyły takich poparzeń i wydają się być wręcz dumne ze swojej czerwonej opalenizny 🙁

  • Nigdy nie słyszałam o bąblownicy, ale borelioza to temat znany, bo wiele osób w mojej rodzinie miało problemy po ukąszeniu kleszcza. Na szczęście mi się to nie zdarzyło, choć często po lasach chodzę, profilaktycznie smaruję skrórę olejkami eterycznymi np. z drzewa herbacianego. Z tego co wiem, krzaki w katowickich i sosnowieckich parkach i skwerach były opryskiwane przeciw kleszczom. Podejrzewam, że w większych miastach również stosują jakieś środki.

  • Karyna

    Jeśli chodzi o naturalne odstraszacze kleszczy, to podobno spoko jest olej kokosowy.

  • Stosuję ten sam repelent i jak na razie jeszcze kleszczy nie przynieśliśmy do domu 🙂 I muszę przyznać, że nawet podoba mi się jego zapach, więc stosowanie go nie jest uciążliwe.

  • Agnieszka, zupelnie nie pomyslalam o tym, by zatrzymac sobie kleszcza do analizy. Ale to w sumie nie jest glupie i dla pewnosci warto to zrobic. Pozdrawiam serdecznie Beata

    • Lena

      Tylko że nie każdy zarażony kleszcz zarazi człowieka. Można niepotrzebnie wziąć antybiotyki i mieć schizę, że się zaraziło, a wcale tak nie musiało być.

      • No właśnie to też prawda, ale osoby mające styczność z boreliozą często uważają, że wolą antybiotykoterapię, niż ryzyko zachorowania na tę chorobę. To też zależy, jak szybko usunęło się tego kleszcza i w jaki sposób, bo jak zrobi się to szybko i prawidłowo, to szansa zarażenia jest mniejsza.

  • Mila.concei

    Swietny artykul! Brawo dla Ciebie za podejscie do tematu i dla Ministerstwa Zdrowia za pomysl wspolpracy z blogerami, oby tak dalej!
    O bablownicy nie slyszalam a warto znac temat.
    Kleszczy sie boje i tak samo unikam miejsc, w ktorych ryzyko ich spotkania jest wyzsze niz zwykle. I nie uwazam tego za panike – jak to niektorzy z politowaniem mowia – tylko za objaw rozsadku.

  • Dodam od siebie że tak, boreliozy trzeba się jak najbardziej bać.
    Mi też zniszczyła kilka lat życia. Zniszczyła organy wewnętrzne..nie chce mi się nawet pisac.
    Borelioza zaczyna być epidemią – w mojej rodzinie nie tylko ja byłam chora.

    A badanie kleszcza kosztuje około 200zł. Warto zrobić niż potem wiele lat się leczyć.