Przegląd tygodnia #2/09

Zgodnie z moimi przeczuciami, wrzesień pędzi jak szalony. Pogodziłam się już z pożegnaniem lata i z tym, że w tym roku we wrześniu nigdzie nie wyjadę. Przyznam nawet, że bliżej mi do planowania wyjazdu na narty, niż do jakiegoś cieplejszego kraju. 

W dzisiejszym przeglądzie należy Wam się też kilka słów wyjaśnienia, bo ostatnio zaniedbałam chyba wszystkie moje internetowe aktywności. Nie było w tym tygodniu LIVE’a  ani newslettera, od jakiegoś czasu nie ma tanecznej soboty, piszę mało postów, nie wyrabiam się z odpowiadaniem na Wasze maile i mało mnie na Instagramie i Facebooku (nadrabiam tylko na Insta Stories). Nawet od ZdrowoManii po raz pierwszy od 3 lat musiałam wziąć urlop, dlatego we wrześniu nie ukażą się żadne nowe odcinki… Przerwa potrwa tylko do października, ale i tak Was za nią przepraszam. Jednym z powodów mojej ograniczonej aktywności jest projekt, który w tym mijającym tygodniu osiągnął punkt kulminacyjny. Przygotowania do tego dnia trwały od ponad miesiąca, a w ostatnim czasie pochłonęły mnie całkowicie. Chciałabym powiedzieć, że teraz już „z górki”, ale nie powiem, bo boję się, że zapeszę ;). Chętnie uchylę Wam rąbka tajemnicy na temat tego projektu, ale zgodnie z moimi założeniami – zrobię to w newsletterze. 

Jako że tydzień temu nie było przeglądu, wrzucę tu jeszcze coś na wspomnienie poprzedniego weekendu. A ten był piękny, słoneczny, letni! W szczególności sobota. Postanowiliśmy nie jeść w domu śniadania, tylko wybrać się rowerami na Wege Festiwal, który miał się odbyć m.in. na Wilanowie. Na miejscu okazało się, że odbywają się tam Dni Wilanowa, a wege jedzenia wcale nie ma aż tak dużo… Ale coś indyjskiego się znalazło 🙂

Później wybraliśmy się na bulwary, gdzie zaskoczyła nas kolejna impreza, a mianowicie Święto Wisły. Tam to dopiero się działo 😉 

Wojtek skusił się na wegańskiego hot doga, a ja na torbę z przesłaniem 🙂

Łezka się w oku kręci, bo trzeba się pożegnać z tym tętniącym życiem sercem stolicy na dłuuugie miesiące. 

I znowu indyjskie jedzonko… To nic, że smażone, najważniejsze, że ciepłe i dobrze doprawione 😉

W niedzielę wybraliśmy się na pobliską wieś, aby kupić orzechy włoskie. Załapałam się na resztkę, bo podobno drzewa w tym roku zmarzły i orzechów jest niewiele. Panowie natomiast bardzo chcieli mi sprzedać 15-kilogramową dynię 😉

W tym tygodniu, jak już wspomniałam, wszystko było podporządkowane jednemu projektowi. W czwartek wieczorem po całym dniu nagrań nie wiedziałam, jak się nazywam, ale byłam przeszczęśliwa, że ten etap prac mam już za sobą.

W piątek na fali tych endorfin wysprzątałam pół mieszkania. Na drugie pół nie starczyło mi siły ;). Było co sprzątać, bo przez ostatni miesiąc moje mieszkanie było również podporządkowane pracy nad tym projektem i zastawione sprzętem AGD różnej maści. Nawet nie wiecie, jak cudownie było odzyskać swoją przestrzeń! 

W sobotę rano wybraliśmy się na grzyby. To było najlepsze, co mogłam sobie zafundować po ostatnich stresach. Las, cisza, spokój, natura, zapach naturalnego odstraszacza kleszczy 😉 było bosko. No i nigdzie herbata nie smakuje tak dobrze, jak prosto z termosu, na łonie natury. 

A tak poza tym to dalej działam z realizacją moich jesiennych planów. Chodzę na akupunkturę, regularnie ćwiczę jogę, jem dobre rzeczy, czytam Jeżycjadę, suplementuję witaminę D, łykam mongolskie zioła, zachwycam się efektem infuzji tlenowej, oglądam „Azja Express”, piję napar z kurkumy, spaceruję z Luną i staram się nie zwariować. 

A dziś od rana tworzyłam to oto dzieło 😉 imprezy w stylu baby shower czy wieczór panieński to totalnie nie moje klimaty, a takie ozdoby często wydają mi się kiczowate… Ale czego się nie robi dla przyjaciółki 🙂 mój tort z pieluch jest minimalistyczny, więc nawet mi się podoba. Poza tym użyłam w nim dwóch moich ulubionych kolorów. 

tort z pieluch

Medycyna wschodnia i akupunktura – moje pierwsze wrażenia. 

Moje plany na wrzesień i jesień. 

Porcja pozytywnej energii i motywacji – nowy cykl na blogu!

Płynność finansowa freelancera, czyli co zrobić, kiedy klient nie płaci. 

Pomysły na zdrowe lunchboxy. 

Mnóstwo pomysłów na lunchboxy dla dzieci. 

Jak wyczyścić buty z zamszu i nubuku – temat niestety już na czasie 😉

Przepiękny film o Tatrach <3

Na dziś to tyle. O parapet stuka deszcz, mnie pobolewa gardło (a to nowość), więc leżę pod kocem i popijam świeży, ciepły napar z imbiru. Zaraz zamknę komputer, sięgnę po książkę… A jutro planuję zrobić sobie nieco luźniejszy dzień. Udanego tygodnia!

Kategorie: Różne

W dużym skrócie - freelancerka, pasjonatka zdrowego i uważnego stylu życia, miłośniczka Warszawy, psów i kuchni roślinnej. LifeManagerka.pl to blog lifestylowy, którego tematem przewodnim jest szeroko pojęte, umiejętne zarządzanie swoim własnym życiem. Począwszy od odpowiedniego odżywiania i regularnej aktywności fizycznej, poprzez rozwój osobisty, a skończywszy na licznych detalach, które czynią nasze życie lepszym, prostszym i szczęśliwszym.

  • Iza Zmazur

    To nic ze nie bylo tanecznej soboty, jesteś czlowiekem i masz prawo być zmeczona.
    My to wszystko rozumiemy 🙂

  • Tajemnicza jesteś! 🙂 powodzenia w realizcji projektu 🙂

  • Dobrze, że nie starasz się wszystkiemu sprostać, a skupiasz na tym, co najważniejsze. Dajesz dobry przykład.

  • u Was jak zawsze dużo, dobrego jedzonka 🙂

  • Widzę, że ten projekt to będzie coś ekstra, nie mogę się doczekać 😀 Zdjęcia z lasu rewelacyjne, nie można się napatrzeć 🙂

  • Agnieszka, super ta torba, zwierze – nie rzecz – nie kupuj – adoptuj. Fajnie powiedziane. Pozdrawiam serdecznie Beata

  • Pełnia lata i jesieni w jednym wpisie, a wszystkie zdjęcia piękne :).

  • Im więcej zdjęć grzybów widzę w sieci w ostatnim czasie tym bardziej tęsknię za Polską. Uwielbiałam zbierać grzyby od dziecka 🙂

  • A ja własnie w sobotę wieczorem pomyślałam, gdzie taneczna sobota? 🙂

  • Powodzenia! Ciekawe cóż to będzie!

  • Ile pięknych zdjęć grzybów! Przypomniałaś mi czasy jak razem z tatą chodziliśmy na grzyby. Było to bardzo dawno temu, jeszcze jak byłam dzieckiem. Uwielbiałam wspólne grzybobranie. Mieliśmy wtedy psa, notabene też grzybiarza, który wyszukiwał kapeluszy chyba po zapachu. Jak znalazł to siadał obok i czekał aż któreś z nas przyjdzie i go pochwali. Pamiętam, że raz udało mu się znaleźć podgrzybka giganta zaplątanego w liście paproci. Oj to były wędrówki 🙂