Kupowanie samochodu w salonie – krok po kroku

Niezręcznie się czuję pisząc ten post, bo miało to wyglądać zupełnie inaczej. Wtajemniczyłam Was w moje poszukiwania auta, bo jak wspomniałam w poście z planami na 2018 rok – planowałam wziąć leasing na nowy samochód i chciałam podzielić się z Wami swoimi odczuciami i doświadczeniem. Ostatecznie jednak sprawy potoczyły się inaczej i w pierwszej kolejności postanowiłam uporządkować w osobnym poście cały proces kupowania samochodu z salonu. Nie z perspektywy eksperta, a po prostu osoby, która pierwszy raz zmierzyła się z takim zadaniem 😉 powiem, jak to wyglądało krok po kroku i czym ja kierowałam się przy wyborze samochodu. Prosiło mnie o to kilka osób, ale może jeszcze komuś będzie się chciało to przeczytać. 

Czy opłaca się kupować auto w salonie?

Moje dwa poprzednie auta były samochodami używanymi i zakup obu kosztował mnie sporo stresu. Nie mam w najbliższej rodzinie nikogo, kto miałby doświadczenie w zakupie samochodów używanych, więc wszystkim zajmowaliśmy się my dwoje – wówczas początkujący kierowcy. I choć moje ostatnie auto kupiłam, kiedy miało już 9 lat, sama przejeździłam nim drugie tyle. Stąd wiem, że w relacji z samochodem jestem długodystansowcem i znowu szukam czegoś na około 10 lat. I właśnie dlatego postanowiłam kolejny samochód kupić już w salonie. Bez obaw, że jest powypadkowy, że felerny, że sprzedawca mnie oszuka… 

Oczywiście nie obeszło się bez ostrzeżeń życzliwych ludzi, że kupowanie auta z salonu nie ma sensu, bo po przejechaniu pierwszych kilometrów samochód traci na wartości. Byli i tacy, którzy twierdzili, że straci nawet 30%. Nooo… Nie. To by było zbyt piękne dla kupujących samochody używane, ta liczba jest mocno zawyżona, a zdaje się, że ktoś pisał mi nawet o większym spadku wartości. Poza tym kiedy kupujemy samochód na 10 lat, to czy ten spadek wartości ma znaczenie? Dla mnie nie. Bo przez 10 lat będę miała względny spokój od wymiany najpoważniejszych rzeczy. Niektórzy ostrzegają też, że samochody teraz robią tak, że zaczynają się psuć po okresie gwarancji… Prawda to, czy mit? Nie wiem, przekonam się sama, zanim puszczę taką opinię w świat. 

Kupowanie auta w salonie – od czego zacząć?

Opiszę ten proces, bo dla mnie wcale nie był on oczywisty. Niedawno dowiedziałam się, że na nowy samochód czasami czeka się przez wiele miesięcy! Ja miałam to szczęście, że na zakup zdecydowałam się w okresie wyprzedaży rocznika 2017. Dzięki temu mogłam kupić auto już wyprodukowane, czekające w magazynie. Wiązały się z tym pewne ograniczenia, bo np. u pierwszego dealera okazało się, że wybrany przeze mnie model jest dostępny tylko w niepodobającym mi się kolorze… No ale po kolei!

Od czego zacząć poszukiwania samochodu?

Pierwsze co musimy zrobić, to oczywiście zdecydować, jakie samochody w ogóle nas interesują. Jaki segment, rodzaj, silnik itd. Taka preselekcja jest konieczna, jeśli nie chcemy poświęcać zbyt wiele czasu na wizyty w salonach. No chyba, że ktoś ten czas posiada i uśmiecha mu się odbywanie kilkunastu jazd próbnych… Ja lubię samochody, ale bez przesady ;). 

Kiedy wybierzemy kilka interesujących nas modeli, możemy umówić się na jazdy próbne, co można zrobić przez internet, wypełniając odpowiedni formularz na stronie internetowej danej marki. Później przychodzi czas na spotkania ze sprzedawcami i tutaj mam tylko jedną wskazówkę – dobrze mieć do tego dystans i być sceptycznie nastawionym. Lepiej od razu nie zdradzać swoich preferencji i np. przywiązania do marki. Warto wręcz podkreślać walory konkurencyjnych marek i aut, które bierzecie pod uwagę. To wszystko przyda się na etapie ewentualnych negocjacji. U mnie pan w jednym salonie był nieugięty, co do ewentualnych rabatów i dodatków, dopóki nie pokazałam mu wyposażenia konkurencyjnego auta w podobnej cenie. Na początku zaniemówił 😉 a potem okazało się, że jednak coś niecoś jest w stanie z ceny zejść. No i pamiętajcie, że komuś będzie trzeba odmówić… Z pewnością przyjdzie Wam to łatwiej, jeśli będziecie podchodzić do tego tematu dość chłodno. 

Jazda testowa

Przed jazdą testową moim zdaniem fajnie jest obejrzeć lub przeczytać sobie jakieś testy danego modelu auta. Dzięki temu będziecie wiedzieli na co zwrócić uwagę podczas oglądania go na żywo. Powiem na takim drobnym przykładzie – ja testowałam m.in. Kia Stonic i wcześniej przeczytałam, że w tym aucie jest dość niefortunnie ulokowany próg, którym można się ubrudzić podczas wychodzenia. Odbyłam swoją jazdę, wysiadłam z samochodu, weszłam z powrotem do salonu i nagle przypomniałam sobie o tym detalu… Spojrzałam na swoją nogawkę i faktycznie znajdował się na niej piękny, zabłocony ślad ;). Na co dzień nie przejmuję się wyglądem tyłu swoich nogawek, więc zupełnie nie zwróciłabym na to uwagi. Abstrahując od tego, czy to poważny problem, chodzi mi o sam fakt zwrócenia uwagi na rzeczy, o których się wcześniej czytało lub słuchało. 

Jeśli chodzi o jazdę testową, to warto poprosić, aby obejmowała ona różne odcinki drogi. Miasto, kawałek dróg podmiejskich (najlepiej takich z dziurami i krętych), fajnie też przejechać się jakąś trasą szybkiego ruchu. Tylko w takich warunkach można sprawdzić, jak auto trzyma się drogi, jak jest wyciszone, jak przyspiesza, jaką mamy w nim widoczność. Po jeździe testowej dobrze jest zrobić sobie notatki. Jeśli planujecie testować więcej samochodów, mogą się one okazać bardzo pomocne. Ja w jednym salonie przejechałam się dwoma różnymi autami pod rząd i potem miałam już problem, aby sobie przypomnieć co w którym zwróciło moją uwagę. 

To co jest jeszcze bardzo ważne, to skonfrontujcie wyposażenie auta testowego z tym, które kupujecie. Niby oczywiste, ale ja przyłapałam się na tym, że w jednym samochodzie poczułam się tak cudownie i ekskluzywnie, a potem okazało się, że samochód na który mnie stać, nie miałby nawet połowy tego, co miał ten konkretny egzemplarz. A takie detale, jak wykończenie kierownicy czy jakieś srebrne elementy dekoracyjne, mają na to spory wpływ. To auto, na które mogłam sobie pozwolić, miało podstawowe wyposażenie i obstawiam, że gdybym je kupiła, po wejściu do tego swojego poczułabym się nieco rozczarowana. To samo dotyczy oczywiście też takich rzeczy, jak wersja silnika. Wybaczcie, że zaczęłam od wyposażenia, jednak jestem typową kobietą ;). 

A propos wyposażenia, koloru itd… W przypadku wyprzedaży pamiętajcie, że różni dealerzy tej samej marki, mają różne stany magazynowe. Ja dość szybko zdecydowałam się na konkretny model samochodu, ale dealer, u którego miałam jazdę próbną, oferował mi go tylko w kolorze, który w ogóle mi się nie podobał (na inny musiałabym czekać 3 miesiące). Nie wyobrażam sobie, że kupuję nowe auto za kupę kasy i nie mam takiego koloru, jaki najbardziej mi się podoba… Dlatego rozesłałam zapytanie do wszystkich innych dealerów tej marki w Warszawie i zapytałam ich, co mogą mi zaoferować. Odezwało się do mnie tylko dwóch, z czego jeden miał auto w moim ulubionym kolorze i w dodatku z bardzo fajnym wyposażeniem. 

Negocjacje z dealerem samochodowym?

Ok, ten jedyny odnaleziony…. Co dalej? Ano czas zakupu, a więc i negocjacji ;). Szczerze mówiąc tutaj niewiele pomogę, bo trochę inaczej kupuje się auto z wyprzedaży (które i tak jest już przecenione), a trochę inaczej takie, które dopiero ma zostać wyprodukowane. Przy tym drugim być może da się powalczyć nie tylko o niższą cenę, ale i np. o dodatkowe elementy wyposażenia. Ja kupowałam konkretny samochód, taki już wyprodukowany, w wersji w pełni spełniającej moje oczekiwania… Dlatego próbowałam jeszcze coś ugrać z ceną, albo chociaż z oponami zimowymi, ale nie udało mi się. Opony zimowe tak czy siak kupiłam u dealera (przepłaciłam), bo chciałam mieć je już od razu zamontowane. Raz, że to oszczędność czasu i mniej rzeczy na głowie, a dwa, że chciałam uniknąć sytuacji, w której nie mogę odebrać auta z powodu złych warunków pogodowych (auto salonowe kupuje się na oponach letnich). 

Wracając do negocjacji – zawsze warto próbować. Nawet ja spróbowałam, choć ogólnie nie znoszę targowania się ;). Fajną cenę (ale z pewnością nie o 30% niższą ;)) można wynegocjować podczas zakupu auta wystawowego lub testowego. 

Kiedy cena jest już ustalona, wpłacamy zaliczkę (u mnie było to 2000 zł) i dealer zamawia nasz samochód. Jeśli jest on już wyprodukowany, czeka się na niego zazwyczaj do 3 tygodni. W innej sytuacji czekamy na nie nawet kilka miesięcy (rekordy podobno są w Skodzie, gdzie samochód rodzi się nawet tak długo, ile trwa ludzka ciąża ;)). 

Na tym etapie przechodzimy do organizowania finansowania, czyli np. finalizowania leasingu. W przypadku zakupu za gotówkę po prostu robimy przelew na pozostałą kwotę.

Rejestracja nowego samochodu kupionego w salonie

Po wpłaceniu całej wartości samochodu dostajemy od dealera dokumenty niezbędne do rejestracji. Są to:

  • dowód zakupu
  • świadectwo homologacji
  • karta pojazdu

Do tego drukujemy i wypełniamy wniosek rejestracyjny, zabieramy swój dowód osobisty i jedziemy z tym do wydziału komunikacji. Nie musimy tego robić osobiście, można napisać upoważnienie komuś spoza rodziny i zapłacić za to 17 zł (płatne w kasie urzędu) lub komuś bliskiemu i wtedy nic nas to nie kosztuje. Rejestracja nowego samochodu będzie nas kosztować 180,5 zł i warto zapłacić to przed podejściem do okienka rejestracji. W przeciwnym razie i tak urzędnik każe Wam to zrobić podczas obsługiwania Was i na chwilę zablokujecie kolejkę. 

Ubezpieczenie nowego samochodu

Kiedy macie już numer rejestracyjny swojego nowego auta, możecie (a nawet musicie ;)) wykupić ubezpieczenie. Osobiście nie wyobrażam sobie, aby przy nowym samochodzie kupować tylko OC… Nie wiem czy ktoś tak robi, jeśli tak, to podziwiam odwagę. Jeśli chodzi o wybór ubezpieczenia, to ja zawsze korzystam z Rankomatu, który pomaga znaleźć najkorzystniejsze oferty. I moim zdaniem warto to zrobić, bo w tej telefonicznej rozmowie można dopytać o różne szczegóły, pomanewrować nieco warunkami (np. przy nowym aucie może nie mieć sensu kupowanie Assistance w przypadku awarii, bo to gwarantuje nam gwarancja pojazdu) i dowiedzieć się o jakichś dodatkowych promocjach. Powiem jeszcze na moim przykładzie, że ja nigdy nie kupowałam AC, więc na to ubezpieczenie nie miałam zniżek. Ale w rozmowie telefonicznej pani z Rankomatu sprawdziła moją historię ubezpieczeniową i okazało się, że jedna firma dała mi zniżki na AC, bo miałam kiedyś przez 2 lata wykupione ubezpieczenie od kradzieży i pożaru. Obniżyło to wartość całego ubezpieczenia o kilkaset złotych! Nie pasowały mi u nich inne warunki (np. określona przez nich wartość samochodu, która była o prawie 10 tys. niższa niż cena zakupu), ale powiedziałam o tym i okazało się że można te warunki zmienić. 

Co z leasingiem? 

Dopiero z kompletem dokumentów możemy odebrać nasze nowe, pachnące autko i wyjechać nim na ulice. U mnie cały ten proces od wizyty w pierwszym salonie, do odebrania samochodu zajął równo miesiąc. W międzyczasie miałam dylemat, na który samochód się zdecydować, a potem przez kilka dni zapoznawałam się z umową leasingową. No właśnie, może pamiętacie, że cały temat zakupu auta wziął się na moim blogu stąd, że chciałam opowiedzieć Wam o leasingu. Ostatecznie jednak opowiem Wam dlaczego zrezygnowałam z leasingu… Ale to nie teraz, bo sami widzicie, jaką długość ma ten post… 

Gdzie doradców sześć… 😉

Na koniec jeszcze kilka(set ;)) słów na temat procesu decyzyjnego. Jako że wspominałam Wam o moich planach, dostałam od Was dużo wiadomości ze wskazówkami dotyczącymi zakupu nowego auta, leasingu itp. 

Ostatecznie jednak odcięłam się od wszystkich doradców. Po pierwsze dlatego, że – jak zawsze – zdania były podzielone i w ogóle nie było takiej opcji, żeby wszyscy jednogłośnie doradzali mi to samo. Po drugie dlatego, że to ja mam jeździć tym samochodem i ja mam wobec niego konkretne oczekiwania i pewne kwestie są wobec nich drugorzędne. Czytałam wszystkie Wasze wiadomości i to naprawdę wyglądało zabawnie – jedna wiadomość była za Toyotą, druga za Kią, w kolejnej ktoś narzekał na Toyotę, a w następnej na Kię… Dodatkowo ciągle ktoś pisał: koniecznie sprawdź Hondę! A byłaś w Skodzie? Moim zdaniem tylko Seat! Aaaaaaa 😀

Bardzo przydał mi się w tym wszystkim zdrowy rozsądek. To, że ktoś ma problem z Toyotą Avensis z rocznika dajmy na to 2014, nie oznacza, że moja Toyota Auris z 2017 będzie miała identyczny defekt. Ktoś napisał też, że w Kia problemem jest rdza. No tak, jak wpiszemy w Google „Kia Ceed rdza”, to faktycznie znajdzie nam jakieś wątki na forach o zardzewiałych Ceedach… Ale jak wpiszemy hasło „Toyota Auris rdza”, to sytuacja będzie identyczna! 

U mnie o wyborze samochodu zdecydowały przede wszystkim dwie rzeczy – moje samopoczucie w tym aucie, na co składa się też widoczność… I druga, już bardziej drugorzędna sprawa to wyposażenie, które w jednym z aut było dużo lepsze. No i tak się składa, że w tych dwóch kwestiach było 2:0 dla Kianki. Auris bardzo podoba mi się wizualnie, marka Toyota wzbudza we mnie zaufanie, wiem, że mają dobre silniki i niezły serwis… Ale co mi po pięknym samochodzie, jeśli miałam w nim gorszą widoczność. Śmiem twierdzić, że szybko przestałby być taki piękny ;). Kiedy dokonałam rezerwacji tej jedynej Kianki, intuicja podpowiedziała mi, że nie będę żałowała. Ja w tym samochodzie już od pierwszej jazdy testowej poczułam się jak w swoim, chociaż bardzo różni się od mojego osiemnastolatka. A takie kwestie jak rdza… Będę się nimi martwić, jeśli w ogóle będą mnie dotyczyć. O ile w ogóle jest się czym martwić, bo są w życiu poważniejsze problemy niż rdza 😉 mój obecny samochód rdzewieje od jakichś 6 lat i nie poświęciłam nawet minuty swojego życia na zamartwianie się z tego powodu. 

Podsumowując…

Dla mnie samochód jest ważnym przedmiotem, bo odpowiada za moje bezpieczeństwo i jest środkiem do realizacji wielu celów podróżniczych, nawet tych niewielkich. Proces poszukiwania tego jedynego auta wzięłam w 100% na siebie i powiem Wam, że to było bardzo przyjemne doświadczenie… A raczej byłoby, gdyby nie te moje leasingowe plany, przez które to wszystko w pewnym momencie zrobiło się stresujące. Teraz sobie myślę, że mogłam od razu odpuścić i w ogóle nie zawracać sobie tym tematem głowy. No ale i tak najważniejsze, że wszystko dobrze się skończyło i że teraz cieszę się już autem, które mam nadzieję (odpukać?) zostanie ze mną na długie lata. 

Na koniec polecam Wam jeszcze trzy wywiady na YouTube, które warto obejrzeć przed rozpoczęciem poszukiwania samochodu. Ja obejrzałam je już po fakcie, ale okazało się, że intuicyjnie postępowałam podobnie, jak radzi ekspert w kupowaniu nowych samochodów 😉

Zachęcam do dzielenia się Waszymi doświadczeniami z kupowania nowego samochodu. Komentarze są do Waszej dyspozycji!

Kategorie: Różne

W dużym skrócie - freelancerka, pasjonatka zdrowego i uważnego stylu życia, miłośniczka Warszawy, psów i kuchni roślinnej. LifeManagerka.pl to blog lifestylowy, którego tematem przewodnim jest szeroko pojęte, umiejętne zarządzanie swoim własnym życiem. Począwszy od odpowiedniego odżywiania i regularnej aktywności fizycznej, poprzez rozwój osobisty, a skończywszy na licznych detalach, które czynią nasze życie lepszym, prostszym i szczęśliwszym.

  • Nev

    Jako posiadaczka auta ledwie dwa lata młodszego niż ja, powiem że rdza to jednak bywa bardzo duży problem. Zwłaszcza kiedy podłoga przerdzewieje tak, że odpada ci próg 😉 Oczywiście w nowym aucie z salonu które ma z tobą być przez maksymalnie 10 lat taką kwestią nie warto zawracać sobie głowy, ale jeśli po 10 latach uznasz, że jednak nie chcesz się rozstać z autem nagle stanie się to istotne.
    Choć nadal lepsza rdza niż problemy z silnikiem 🙂

    • No tak, bez progu to może być problem 😀 mój osiemnastolatek póki co rdzewieje tylko delikatnie na nadkolach i na klapie bagażnika, więc w kwestii rdzy jestem optymistką 😀

  • Jak rozmawiałyśmy o Kia na Instagramie miałam przeczucie, że taki będzie Twój ostateczny wybór 🙂
    Wraz z Mężem mamy Kię od czterech lat i jesteśmy bardzo zadowoleni. Przede wszystkim ogromny komfort podczas prowadzenia samochodu, samej jazdy i moje ulubione doświetlenie zakrętów. Niby takie drobnostki, ale przydatne. I z ciekawości – jaki rodzaj nadwozia wybrałaś?

  • Jeanne04

    Mimo, że temat kompletnie nas nie dotyczy – przeczytaliśmy cały post i czekamy na drugi z leasingiem. Może wiedza przyda się na przyszłość 🙂 Czy mogłabyś napisać jeszcze coś więcej o samym ubezpieczeniu? Czym różnią się oferty, na jakiej podstawie są wyliczane stawki?
    Sami mieliśmy inne zdanie dotyczące wyboru marki przez Ciebie, ale w takich wyborach nic nigdy nie jest czarno-białe, więc najlepiej, jak napisałaś, kierować się tylko swoimi oczekiwaniami.

    • Szczerze mówiąc ja za bardzo nie wiem, o co chodzi z tymi ubezpieczeniami i dlaczego te stawki czasami tak bardzo się różnią i jednemu kierowcy u jakiegoś ubezpieczyciela wychodzi najtaniej, a innemu o wiele drożej. Przy AC jest wiele zmiennych, na które mamy wpływ, np. decydujemy o wkładzie własnym w przypadku szkody całkowitej lub kradzieży (czyli o kwocie, którą my w takiej sytuacji musimy zapłacić). Decydujemy też o tym, czy w przypadku szkody chcemy naprawiać samochód oryginalnymi częściami w ASO, czy mogą to być zamienniki… Czy chcemy, aby ubezpieczyciel zajął się wszystkim i rozliczył się z warsztatem, czy to my mamy się zająć naprawą auta, a oni na podstawie oceny rzeczoznawcy tylko wypłacą nam odszkodowanie… To są rzeczy które też wpływają na cenę. Przy nowym samochodzie w pewnych kwestiach za bardzo nie mamy wyboru, bo na przykład musimy naprawiać auto oryginalnymi częściami w ASO, aby nie stracić gwarancji.

  • Goszcz

    Ja się samochodami nie interesuję, więc też mnie zdziwiła informacja, że na samochód trzeba czekać i to nie jest tak, że wchodzisz do salonu i bierzesz 😉 Moja znajoma sprowadzała Skodę z Gdańska do Poznania, bo koniecznie chciała białą 😉

  • emi emiylka

    Swietnie opisany proces… generalnie zakup czegos wiekszego niz cotygodniowe zakupy do domu wiaza sie z doglebna analiza – tak jest u mnie w domu, dzieki temu unikamy niepotrzebnych rozczarowan. Fajnie ze masz zdroworozsadkowe podejscie do tego i nie lyknelas tematu zakupu auta zbyt lekko. Ciekawi mnie co z tym leasingiem 🙂

  • Dora M

    Naprawdę solidny post. Nie mam żadnego doświadczenia w kupowaniu aut – totalny początkujący – a i tak zrozumiałam o co chodzi. A kwestia z doradcami prawdziwa – i to nie tylko z kupnem auta. 😉
    P.S. Tak kibicowałam za Kią 😉 dlaczego? Bo czułam że to autko dla ciebie od kiedy uslyszałam na Insta o jeździe próbnej.

  • Ula

    Ja kupowałam auto w 2 lata temu i też czekał mnie ten „dramat” wyboru. Przed leasingiem ustrzegł nas ostatecznie sąsiad z garażu (ma miejsce garażowe na przeciwko mojego), który pracuje w leasingu i odradził nam go ( niekorzystne finansowo w perspektywie ogółu umowy – płacisz więcej niz auto jest warte, choc dla niektórych nie ma to znaczenia). My tez nauczeni raczej z domu, ze wolimy mieć swoje własne, zdecydowaliśmy się ostatecznie na zakup za gotówkę auta używanego. Auto kupiłam za 18 tysięcy (Suzuki Swift Sport – zależało mi na mocnym silniku), dziś średnia cena na otomoto to 20 tys (mam szczęcie i auto w 2 lata nie straciło na wartości). Ale kupowałam auto długo, bo w sumie 3 miesiące, by znaleźć egzemplarz idealny (z kazdym pojechałam do mechanika na wstępny przegląd, swojego wybranka zabrałam do oficjalnego salonu na przetrzepanie stanu technicznego od a do z i sprawdzenie historii. Opłaciło sie i w auto włożyłam do tej pory 200 zł na wymianę elementów eksploatacyjnych i co iles km wymiana oleju, ale tego nie wliczam nawet w koszta. Koleżanka z pracy razem ze mną kupiła Hyundaia i30 w leasing na męża wartego prawie 60 tys, dzis straciła na nim już 20 tys (cena mojego auta), ale to też kwestia, ze ta marka jest nisko oceniania i mocniej traci na cenie np do Toyoty.

  • Mila.concei

    Musze pokazac tego posta mojej mamie, bo tez musi kupic nowy samochod a jej zachowanie jest mniej wiecej 98% przeciwienstwem do twojego (czyli wlasciwego) – od progu w salonie wyznaje milosc do tej jedynej marki, zachwyca sie wszyyyystkim, daje sobie wcisnac, co tylko sie da no i ogranicza sie najchetniej do jednego salonu i sprzedawcy…takze ten… 😉

    • Trochę rozumiem mamę 😀 ale trzeba zachować zimną krew 😉

  • grhheen

    Kiedy kupowałam mój pierwszy samochód (używanego 3-latka po żonie właściciela salonu) bardzo dobrą ofertę ubezpieczenie dostałam właśnie w salonie, w którym kupiłam auto. Także czasem warto sprawdzić też tą opcję. 🙂

    • Tak, oni mają jakieś specjalne pakiety dealerskie. Oferta stamtąd też była korzystna, ale inna wygrała ze względu na te zniżki na AC. 7 stówek piechotą nie chodzi 😀

  • wrona

    Z wielkim zainteresowaniem przeczytałam ten post 🙂
    Co prawda przede mną proces kupna auta używanego, ale wszelkie informacje i doświadczenia innych w tym temacie są bardzo przydatne 🙂

  • Karolina

    Dzieki za wiele berdzo przydatnych informacji :). Czy mozesz zdradzic, jakie modele/ marki bralas pod uwage i ktory ostatecznie wybralas?

    • Wstępnie brałam pod uwagę Toyotę Auris, Kia Ceed, Kia Stonic i (najmniej) VW Polo. Jeździłam wszystkimi poza VW Polo, bo VW woli zasypywać mnie ankietami z pytaniami, jak mi się podobało u nich w salonie, niż zaprosić mnie na jazdę próbną ;). Później „walka” toczyła się pomiędzy Toyotą a Ceedem i stanęło na Ceedzie.

      • Karolina

        Dzieki za szybka i wyczerpujaca odpowiedz! Ja osobiscie juz od dluzdzego czasu staram sie kupic auto uzywane (tak dlugiego, ze wstyd sie przyznac) i ciagle cos sie nie udaje, zazwyczaj okazuje sie, ze jednak nie jest wszystko tak dobrze, jak to przedstawia sprzedawca (co okazuje sie, gdy zabieram ze soba na druga wizyte kogos znajacego sie na rzeczy)…moze wraz z wiosna dostane nowej energii i w koncu mi sie uda ;)…moze to dobry pomysl na nowa serie na twoim blogu – jak kupic auto uzywane, poradnik dla kobiet z zerowym doswiadczeniem ;)?
        Zycze ci, zeby twoja KIA sluzyla ci „dlugo i szczesliwie” :)!

  • Świetna sprawa, mój mąż zajmuje się sprzedazą aut więc wszystkim się on zajmuję 🙂

    _____________
    ♥ Blog dla kobiet daria-porcelain.pl ♥

  • Marta Makowska

    Co prawda zakup salonowego auta mi nie grozi, ale dobrze poczytać u Ciebie na takie tematy 🙂

  • Pamiętam jak kupowałem swój samochód na firme. Sprawdzam reklame i widze cene, ide kupic auto, a tutaj nagle w podstawie golas jak nic. W końcu wybrałem inna markę (nie bd reklamować), bo mieli o dużo bardziej przejrzyste ceny ;p

  • Pamiętam nasz pierwszy zakup w salonie, nowego modelu, który dopiero co zjechał z taśmy produkcyjnej. Wtedy mieliśmy nóż na gardle, bo auto było potrzebne do pracy, a poprzednie odmówiło posłuszeństwa. Kolor nie był dla nas najważniejszy, potrzebowaliśmy czegoś z napędem na dwie osie, i wtedy było nas stać tylko na jeden model. To, że auto traci na wartości to prawda, przekonałam się o tym, jak lampa nie ustąpiła mi pierwszeństwa i naszego ukochanego autka nie opłacało się naprawiać. Co tu dużo mówić, przez mój wypadek dużo straciliśmy pieniędzy, na szczęście nie zdrowie. Ogólnie zasada jest taka, że jak nie jeździ się 30 tys km rocznie to nie opłaca się kupować nowego auta, taka jest nasza kalkulacja 😉 Udanych podróży, tych dalszych i bliższych!