Przegląd tygodnia #3/02

Ajajaj, mocno się opóźnił ten przegląd tygodnia, ale nie chciałam z niego zrezygnować, bo mam fajnego newsa. To co, może zaczniemy od niego? 

Od jakiegoś czasu zachęcam Was do korzystania z hashtagu #lifemanagerkainspiruje na Instagramie. Hashtag ten brzmi nieco narcystycznie, wiem 😉 ale najlepiej oddaje to, o co w nim chodzi. A chodzi o to, że używając go pokazujecie rzeczy, do których zainspirował Was mój blog. Jest to potrzebne mnie, jako źródło dodatkowej motywacji i satysfakcji z wykonywanej pracy… I przydatne dla Was, bo możecie tam zobaczyć np. jakie moje przepisy cieszą się największym zainteresowaniem. Od dawna chodzi mi po głowie nagradzanie tych najbardziej zaangażowanych czytelników, którzy korzystają z tego hashtagu i najwyższy czas wprowadzić to w życie. I miło mi poinformować, że w tym miesiącu prezenty dla Was ufundowało Wydawnictwo Czwarta Strona, dzięki któremu na rynek książkowy weszły dwie powieści kryminalne Małgorzaty Łatki. „Kamforę” już kiedyś Wam polecałam, a teraz doczekałam się jej kontynuacji. „Matnia” przedstawia dalsze losy Leny Zamojskiej (specjalistki od mowy ciała) oraz komisarza Jakuba Zagórskiego. Akcja ponownie rozgrywa się w Krakowie i pojawia się w niej nowy wątek kryminalny, ale nie brakuje też nawiązania do przeszłości… Styl pisania Małgorzaty Łatki bardzo mi się podoba, więc mam nadzieję, że Wam również przypadnie do gustu. Ja po recenzjach, które Autorka udostępnia na swoim fanpage’u, już nie mogę się doczekać kolejnej części, chociaż jeszcze nie przeczytałam tej 😀

No i bardzo się cieszę, że będę mogła podarować „Matnię” trzem osobom, które korzystały z mojego hashtagu. Nie jest to typowy konkurs, dlatego trudno mi ustalić kryteria wyboru „zwycięzcy” (co nastąpi na przełomie lutego i marca). Jako że książki są 3, to może pierwszą podaruję osobie najbardziej aktywnej, drugą nagrodzę zdjęcie, które najbardziej mi się spodoba, a trzecią osobę może jakoś wylosuję. 

Mam nadzieję, że za miesiąc też będę miała dla Was coś fajnego, więc… Korzystajcie z hashtagu #lifemanagerkainspiruje 🙂

Ubiegły tydzień minął mi głównie pod znakiem ogarniania spraw domowych i samochodowych. Uff, z tym drugim jestem już na ostatniej prostej, ale niespodziewany atak jakiegoś wirusa nieco oddalił mnie od zamknięcia tego tematu. A co do spraw domowych, to zmierzyłam się m.in. z moim największym „wrogiem” czyli moją domową „spiżarką”. Cieszę się, że zmusiły mnie do tego poszukiwania siemienia lnianego, a nie mole spożywcze. Przy okazji pozbywałam się zapasów, więc zrobiłam m.in. granolę z patelni. Idealnie wymierzyłam ilość składników 😀

Czas na trochę jedzenia. Choć w tym momencie to nawet ciężko mi się na nie patrzy, więc nie będę się o nim rozpisywać. 

W sobotę o świcie spotkała mnie niemiła niespodzianka, coś totalnie zwaliło mnie z nóg. Objawy typowo grypowe, do tego koszmarne mdłości, zero siły, gorączka… Jednym słowem MASAKRA. Dziś stwierdzam, że to raczej grypa żołądkowa, a nie zwykła, co daje mi nadzieję, że niedługo minie… Pamiętam, jak bodajże 2 lata temu zachorowałam na zwykłą grypę i to były 2 tygodnie wyjęte z życia a potem miesiąc dochodzenia do siebie. Co za cholerstwo! Grypa żołądkowa nie jest lepsza, ale nie wierzę, że może trwać 2 tygodnie, bo po tym czasie zostałaby ze mnie skóra i kości ;). Ale i tak doceniam fakt, że rozchorowałam się akurat w weekend i że mogłam i nadal mogę liczyć na pomoc bliskich (mama w tym samym bloku to niesamowity dar od losu <3). Serio nie mam pojęcia, jak w takich sytuacjach radzą sobie matki, które pomimo swojej choroby ogarniają jeszcze dzieci. Zawsze będę twierdzić, że matki to nadludzie. 

To zdjęcie po prawej to nie jest pies leżący sobie na poduszkach. To pies leżący centralnie na mnie, na wypadek, gdyby mi w tej chorobie za lekko było ;). 

A propos psa to w ubiegłym tygodniu i Lunka musiała zaliczyć wizytę u doktora. Profilaktyczną na szczęście. Ale po stresie z tym związanym trzeba było potem zrelaksować się w savasanie… 

Ten pies to naprawdę ma życie…

Wegetariański FOODBOOK #10

Codziennie coś dla siebie #3

Surówka piękności – najzdrowsza wersja

Kończę na dziś, bo gonią mnie obowiązki (i przyjemności :D), na które przez ostatni dni nie starczyło mi sił 😉 mam nadzieję, że u Was lepiej. Trzymajcie się z daleka od wirusów!

Kategorie: Różne

W dużym skrócie - freelancerka, pasjonatka zdrowego i uważnego stylu życia, miłośniczka Warszawy, psów i kuchni roślinnej. LifeManagerka.pl to blog lifestylowy, którego tematem przewodnim jest szeroko pojęte, umiejętne zarządzanie swoim własnym życiem. Począwszy od odpowiedniego odżywiania i regularnej aktywności fizycznej, poprzez rozwój osobisty, a skończywszy na licznych detalach, które czynią nasze życie lepszym, prostszym i szczęśliwszym.

  • Choroby są straszne. U nas szpital domowy 🙁 Najgorzej Młody przeżywa, więc my się mobilizujemy, żeby się nim zająć

    • A co Was dopadło, przeziębienie? Współczuję i podziwiam, że ogarniacie… No i z jednej strony dobrze, ze akurat w urlop, a z drugiej strony szkoda…

      • Jakaś wirusówka paskudna. U Młodego do tego wyżynają się ostatnie zęby (piątki) i bardzo go buzia boli. I nam bardziej szkoda urlopu 😉 Największą mobilizacją do ogarniania jest poprawa nastroju najmłodszego – jeśli jemu lepiej, to i nam 🙂

  • Wiola

    Mam nadzieję, że szybko wrócisz do pełnej formy.
    Lunka – przesłodka! ostatnio oglądałam pierwsze filmiki z nią. To niesamowite jak ona urosła.
    To wyzwanie na luty jest najlepsze na świecie, tyle zadań udało mi się zrealizować i spróbować nowych rzeczy, których pewnie nigdy bym się podjęła. Dziękuje za inspiracje i kop do działania.

    • Bardzo się cieszę, bo o to właśnie chodziło <3

  • Marta

    Ja zawsze zastanawiałam się jak będę wszystko ogarniać jak wyjdę za mąż, będą dzieci. Mam 4 – letnie dziecko, drugie urodzi się za 3 m-ce. Odkąd jestem mamą: schudłam (wcześniej nigdy mi się to nie udawało, a przy spacerach z dzieckiem wyszło samoistnie), czytam więcej książek niż gdy mieszkałam sama, nauczyłam się smacznie gotować, dzięki blogom/vlogom poszerzyłam wiedzę z zakresu zdrowego odżywiania, minimalizmu, ekologicznego sprzątania itd. No i tu w Warszawie nie mam pod ręką rodziców/ teściów. Także da się wszystko ogarnąć 🙂

  • Magdalena

    Kiedyś u mnie pojawiły się mole… Szczęście w nieszczęściu, że szafki kuchenne niedługo miały być wymienione, więc w jednej chwili zakasałyśmy z mamą rękawy i się ich pozbyłyśmy. A widoki były paskudne, na samo wspomnienie mam dreszcze. Teraz wszystko dokładnie przeglądam podczas otwierania opakowań, szczególnie, jeśli są to zamówienia internetowe, bo właśnie w takich spotkałam te stworzonka. Ostatnio paczka płatków jaglanych poszła do utylizacji.
    Agnieszko, wiem, że jako twórca potrzebujesz odzewu z Naszej strony i wcale mnie to nie dziwi :). Świetny pomysł z tym hashtagiem. Gdybym tylko umiała się zmobilizować do robienia większej ilości zdjęć, to z pewnością co drugie byłoby opatrzone takim znacznikiem :P. Mogę na razie jedynie napisać, że dzięki Tobie byłam na swoich pierwszych zajęciach z aerial yogi i zakochałam się od pierwszego dotknięcia chusty. Bardzo Ci dziękuje. Nie zrobiłam fotki, bo zapomniałam o całym świecie, o IG też :P. Może następnym razem.
    Generalnie to co robisz jest inspirujące, motywujące, dające do myślenia, ułatwiające życie, ale też uświadamiające. Wiem ze swojego doświadczenia, że nie zawsze (wręcz rzadko) zostawiam komentarz lub łapkę w górę, mimo, że post czy film bardzo mi przypadł do gustu. Może uda mi się nad tym popracować ;).
    Do niedawna wydawało mi się, że w kwestii tzw. zdrowego stylu życia wszystko już zostało powiedziane, że każdy jest ekspertem… Nie wiem czy miałaś kiedyś takie wrażenie. Jednak im więcej rozmawiam z ludźmi, tym szerzej otwieram oczy ze zdziwienia… Niektórzy w ogóle nie myślą o tym, żeby dbać o swoje zdrowie, kiedy je jeszcze mają. Także trzeba działać 🙂 i dzielić się swoimi sposobami na zdrowie i szczęście :). To jest potrzebne. Sama zastanawiam się od dłuższego czasu nad założeniem bloga (bo zaczęłam zauważać potrzebę mówienia/pisania o tym, co mogłoby choć jednej osobie pomóc), ale boję się, że strona techniczna mnie przerośnie.
    Wracaj szybko do zdrowia.

    • Dziękuję za tak długi komentarz <3 cieszę się, że polubiłaś aerial jogę! Co do tego, czy wszystko zostało już powiedziane na temat zdrowego stylu życia, to mnie też często nachodzą takie myśli. Ale wtedy jadę do supermarketu, patrzę co ludzie mają w koszykach…. I wracam do domu z poczuciem misji do wykonania ;).
      Techniczna strona prowadzenia bloga nie jest taka trudna, więc działaj! 🙂

  • Mila.concei

    Grypa to kilka tygodni wyjetych z zycia wiec moze faktycznie lepiej juz jelitowka…intensywniej, ale za to krocej 😉
    Lunka jak widac wspiera pancie w chorobie 😉
    Szybkiego powrotu do zdrowka!! :**

  • dieta cud

    Agnieszko i wszystkie czytające mnie dziewczyny. Kilka miesięcy temu zdecydowałam się na zakup kubeczka menstruacyjnego. Wybrałam LadyCup. Zabrałam się za aplikację, marnie to szło ale raz się udało. Dodam że korzystam z podpasek, tampony są mi obce. W „panice” posiadania w sobie ciała obcego próbowałam w pośpiechu usunąc kubeczek, co skończyło sie bólem i dyskomfortem, ponieważ z kubeczka nie zeszło ciśnienie. Od tego momentu kubeczek poszedł w odstawkę na kilka dobrych miesięcy. Aktualnie znowu się do niego przymierzam ale opornie mi to idzie, jakoś nie toleruję tego uczucia w momencie wkładania a i boje się, że z jakiegoś powodu go nie wyjmę i znowu skończy się to bólem. Zastanawiałam się czy może nie przekonać się przez początkowe noszenie tamponów? Już sama nie wiem. Piszecie że aplikacja jest prosta, u mnie jest na odwrót.

    • Może faktycznie spróbuj na początku z tamponami, aby w ogóle oswoić się z aplikacją. Tampon jest dużo prostszy w obsłudze z tego co pamiętam, bo jest przede wszystkim mniejszy. Z kubeczkiem trzeba się totalnie rozluźnić, nie można się spinać i panikować, bo wtedy trauma gwarantowana. Też przez to przechodziłam na początku, ale wygoda z tym związana jednak wygrała.

  • Olga

    Ja też niestety zaliczam się do tych mało komentujących i tagujących inspiracje lifemanagerki. Wszystko dlatego, że niekiedy brakuje mi pomysłu na bystry komentarz, no a żeby zdjęcia publikować to też fajnie, żeby były miłe dla oka 🙂 Mimo wszystko, ja czytam, stosuję się do niektórych rad i próbuję przepisów 🙂 Bardzo lubię do Ciebie zaglądać i w sumie to ciężko mi się przestawić po styczniu na tak „małą” ilość postów 😀
    Dobra robota!

    • Małą 😀 miło mi to czytać, dziękuję 🙂

  • Mam nadzieję, że później nie musiałaś już do tego tekstu wracać 😉

  • Mnie niestety na przełomie starego i nowego roku dopadła grypa (pierwszy raz od lat!) i miałam te same przemyślenia – jak coś takiego przechodzą matki?! Zapytałam nawet o to koleżankę i powiedziała, że „po prostu wiesz, że ten mały człowiek sobie bez ciebie nie poradzi, więc wstajesz”, ale i tak nie potrafiłam sobie tego wyobrazić w momencie, kiedy dwie godziny zbierałam się, żeby doczołgać się do łazienki. Szacun dla tych wszystkich matek-nadludzi!