Co po maturze – jak żyć bez studiów?

Trwa ten wyjątkowy czas w roku, kiedy kolejna grupa maturzystów zadaje sobie to niesamowicie ważne pytanie: „co po maturze”? I w związku z tym Ania z Blue Kangaroo niedawno poprosiła mnie o udział w akcji #copomaturze. Co prawda akcja ta chyba skończyła się wczoraj, ale post ten nie zmieścił się w mojej zeszłotygodniowej kolejce publikacji ;). A Ani zależało na moim głosie, ponieważ reprezentuję grupę osób, które po maturze nie poszły na studia. I kiedyś już napisałam post, w którym wyjaśniałam dlaczego tak się stało i czy tego żałuję... W tamtym poście pisałam o takim bardziej praktycznym aspekcie życia bez studiów, a teraz podejdę do tematu nieco bardziej emocjonalnie. To będzie bardzo szczery post, w którym być może nieco wykroczę poza granice mojej prywatności… Ale mam nadzieję, że warto 🙂

Dlaczego nie poszłam na studia?

Nie kryje się za tym żadna dramatyczna historia, ja po prostu po maturze nie wiedziałam, co chcę w życiu robić i decyzja o studiach wówczas mnie przerastała. To było 14 lat temu, nie miałam wtedy żadnej pasji, nic nie zainteresowało mnie na tyle, aby chcieć tak mocno pogłębiać swoją wiedzę z danego zakresu. Owszem, miałam jakieś ulubione przedmioty w szkole, ale nie wiązałam z nimi swojej przyszłości. Postanowiłam więc wstępnie zrobić sobie rok przerwy, a ostatecznie całkowicie zrezygnowałam ze studiowania. 

Już wtedy było we mnie silne przekonanie, że robienie czegoś na siłę nie ma sensu i na pewno nie przyniesie mi to szczęścia. Musiałam zmierzyć się z presją otoczenia i iść pod prąd, czasami też znosić przykre komentarze, ale dziś z perspektywy czasu wiem, że podjęłam wtedy dobrą decyzję. Czy najlepszą? Tego się nie dowiem, bo nie wiem, co czekałoby na mnie na tamtej drodze… Ale ja swojej decyzji nie żałuję i dzisiaj opowiem Wam dlaczego. Zaznaczam jednak, że moim celem nie jest namawianie do zrezygnowania ze studiów! Bardziej chodzi mi o dodanie otuchy tym, którzy już podjęli decyzję o roku przerwy lub całkowitym pominięciu tego etapu edukacji. 

Jak żyć bez studiów?

Wiele osób po studiach mówi, że pod względem zawodowym nie dały im one zbyt wiele, ale i tak wiele wniosły do ich życia. Poznali na nich ciekawych ludzi, przeżyli wiele ciekawych rzeczy… I ja to w 100% rozumiem i…. mogę to samo powiedzieć o życiu bez studiów, bo przecież nie byłam w tym czasie zawieszona w próżni. Studenckiego życia mi nie brakowało, bo i tak nie jestem typem imprezowym, a poznawanie nowych ludzi i doświadczeń przynosiła mi praca. Ale co do jednego nie mam wątpliwości – przez to, że wcześniej zakończyłam swoją edukację, mam mniejszą wiedzę ogólną. Oczywiście nie w każdym przypadku musi tak być, można być oczytanym i bardzo inteligentnym człowiekiem nawet bez studiów, ale u mnie w tej kwestii coś nie pykło ;). Tylko teraz pytanie….

Czy to faktycznie jest takie ważne?

Z pewnością fajnie jest być wykształconym człowiekiem… Abstrahując od tego, że studia mogą przynieść spełnienie zawodowe, to można czasami zabłysnąć wiedzą w towarzystwie ;). Można też dodać sobie dwie, trzy lub nawet cztery literki przed nazwiskiem i od razu wzbudza się wtedy większy szacunek. Tylko że ja pochodzę z niewykształconej rodziny i byłam wychowywana w zupełnie innym nurcie… Nurcie szacunku do każdego człowieka, bez względu na jego sytuację życiową, materialną czy zawodową. Mnie nigdy by przez usta nie przeszły słowa „pokaż mi indeks, to dopiero będę z tobą rozmawiać”, a sama usłyszałam taki tekst od (wtedy jeszcze potencjalnie) wykształconego człowieka. Z powodu mojej decyzji spotykały mnie też inne przykrości i przyznaję, że wtedy podkopywały one moje poczucie własnej wartości. A dziś… 

Dziś, mądrzejsza o te kilkanaście lat wiem, że na tym świecie jest miejsce dla wszystkich, również dla tych „prostszych” ludzi, którzy czasami nie do końca wiedzą jak się zachować, albo nie znają znaczenia niektórych trudniejszych słów. Ba, nie mam nawet nic przeciwko tym, którzy źle używają słowa „bynajmniej” ;). Jeśli oni są szczęśliwi i nikomu przy tym krzywdy nie robią, to czemu mielibyśmy ich potępiać? Uważam, że nie wszyscy muszą być super oczytani, wykształceni i obyci kulturalnie i zdaję sobie sprawę, że moja opinia wzbudzi kontrowersje wśród tych, którzy od takich ludzi czują się lepsi… Ale ja uważam, że prawdziwej mądrości życiowej nie da się wypracować przez kilka lat studiów i dowodem na jej istnienie nie jest tytuł naukowy. A ja, pomimo tych moich braków… 

Jestem spełniona i szczęśliwa

Rok po maturze poszłam do dwuletniego studium, gdzie skończyłam kierunek „obsługa turystyczna”. Później zazwyczaj nawet nie wpisywałam tego w CV, bo poszłam do tej szkoły tylko ze względu na tęsknotę za geografią i dla rozruszania mózgu. Chciałam też dowiedzieć się, jak wygląda organizacja imprez turystycznych od kuchni. Byłam ciekawa, czy okaże się to na tyle fascynujące, abym zechciała w tym pracować. Nie okazało się. 

I tu warto przejść do tego, do czego doprowadził mnie ten mój brak studiów. Na chwilę obecną jestem przede wszystkim blogerką. Czyli dziennikarką, copywriterem, korektorką, fotografem, operatorem, montażystą, marketingowcem, PR-owcem i przedsiębiorcą w jednym. Piszę artykuły, robię zdjęcia, pozuję do zdjęć, nagrywam i montuję filmy, występuję przed kamerą, podróżuję, angażuję społeczność, nawiązuję relacje, zmagam się z biurokracją, pojawiam się czasami w tradycyjnych mediach… I choć czasami bywam zmęczona, to naprawdę niesamowicie to lubię. I kilka dni temu, kiedy puściłam w świat relację z Tatr i dostałam super pozytywną wiadomość od pani, która była inicjatorką tego wyjazdu, uświadomiłam sobie, że jako blogerka spełniam się na bardzo wielu płaszczyznach. Również tych, które interesowały mnie te kilkanaście lat temu, tylko różnica polega na tym, że nie muszę siedzieć gdzieś w biurze i organizować komuś wyjazdów, a przeżywam i relacjonuję je sama. W ilości, jaka mi odpowiada. Czy może być lepiej?

Dlatego z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, że podoba mi się ta moja droga. Że dzisiejszy świat daje nam tyle możliwości, że nawet bez studiów można sobie świetnie poradzić i przede wszystkim być szczęśliwym. Bez udziału w wyścigu szczurów, bez odbijania się od szklanego sufitu, bez wzdychania do pięknej pogody, kiedy trzeba odsiedzieć swoje w biurze. Nie mówię, że to ogólnie jest złe, ale z całą pewnością byłoby to złe dla mnie. 

Czy nie boję się przyszłości?

Uprzedzając pytania – czy boję się przyszłości? I tak i nie. Myślę, że nie mam powodu, aby bać się jej bardziej, niż inni ludzie, dlatego że przyszłość każdego z nas może zaskoczyć. Zajmując się blogiem jadę na dokładnie tym samym wózku co osoby, które zajmują się marketingiem i reklamą, a często są to ludzie z wyższym wykształceniem. Na chwilę obecną rynek nie mógłby istnieć bez marketingu i reklamy i nie zapowiada się, aby w najbliższych latach miało się to zmienić, dlatego póki co nie widzę powodów do niepokoju. Bardziej boję się wypalenia zawodowego. 

Więc co po maturze?

Dlatego ja na pytanie „co po maturze” odpowiedziałabym – to, co czujesz. Nie to, czego wymagają od Ciebie inni i nie to, co jest społecznie zalecane. Cokolwiek nie wybierzesz – i tak wszystko się jakoś poukłada. A nawet jeśli decyzja będzie zła, to nie jest coś, od czego nie ma odwrotu. Żyjemy w naprawdę fajnych czasach, ludzie przebranżawiają się nawet po 40tce. Kto wie, może docelowo będziesz wykonywać zawód, który teraz jeszcze nie istnieje? 

Wszystkim maturzystom życzę odwagi, która doprowadzi ich do zawodowego spełnienia :). Jeśli macie ochotę dołączyć do akcji #copomaturze, zachęcam do podzielenia się swoją historią w komentarzach. 

Kategorie: Freelance, Szczęście

W dużym skrócie - freelancerka, pasjonatka zdrowego i uważnego stylu życia, miłośniczka Warszawy, psów i kuchni roślinnej. LifeManagerka.pl to blog lifestylowy, którego tematem przewodnim jest szeroko pojęte, umiejętne zarządzanie swoim własnym życiem. Począwszy od odpowiedniego odżywiania i regularnej aktywności fizycznej, poprzez rozwój osobisty, a skończywszy na licznych detalach, które czynią nasze życie lepszym, prostszym i szczęśliwszym.

  • Monika Kudryk

    Odniosę się do wątpliwości o przyszłość – nic nie daje pewności. Ja po 15 latach pracy na etacie wraz z 24 osobami dostałam wypowiedzenie z powodu likwidacji wydziału. Owszem plus był taki, że dostaliśmy roczną odprawę. To był dla mnie punkt zwrotny – bo moje życie zmieniło się na lepsze 🙂 Nigdzie nie mamy pewności, w życiu wydarzają się różne sytuacje, a niektóre po to, abyśmy coś w tym życiu zmienili. Ja pracując myślałam o zmianie pracy, ale zawsze targały mną myśli „a gdzie będzie lepiej” itd. Teraz dziękuję mojemu byłemu pracodawcy, że ułatwił mi podjęcie decyzji 🙂 I też podobnie jak Ty Agnieszko bardziej boję się wypalenia zawodowego, zresztą to mnie dotknęło.

    • Miałam podobną historię – świetna praca na etacie i nagle BUM – likwidacja całego działu i wypowiedzenie. Wtedy to była tragedia, a z perspektywy czasu widzę, że to był dobry punkt zwrotny. A wypalenia też doświadczyłam i to był duży problem, bo czułam się właśnie tak, jak wtedy po maturze, kiedy zupełnie nie wiedziałam co dalej.

  • Ja się chętnie podzielę swoją historią 🙂
    Należałam do osób, które uważały, że tylko studia dają „prawdziwą” pracę, taką porządną i dobrze płatną. No i jak to tak nie mieć magistra? Przecież to OBOWIĄZEK! Dlatego jeszcze przed rozpoczęciem ostatniej klasy liceum wertowałam warunki przyjęcia na wymarzone kierunki studiów. Na niektóre uczelnie (jak na Akademię Teatralną), uczyłam się przez cały rok. Ostatecznie z tego egzaminu dostałam całe 0 (zero) punktów 😉 Na wymarzony Uniwerek nie dostałam się nigdzie i ryczałam chyba cały miesiąc. Dostałam się z rezerwowej listy na zaoczne studia, ale ja nie chciałam tak studiować. Poszłam więc na filologię klasyczną, bo na 80 miejsc wolnych było 65 😉 Że też wtedy mi to nic nie powiedziało ;D Ostatecznie miałam rok obsuwy i znów niedostanie się na studia, aż w końcu poszłam na wieczorową polonistykę. Ale to były tylko z nazwy studia wieczorowe. Zajęcia czasem trwały od 8 do 20 z okienkami, w czasie których jeździłam do pracy lub do domu, żeby chociaż zakupy spożywcze zrobić. Chciałam się sama utrzymywać i pracowałam dorywczo w trzech miejscach, a i tak brakowało mi czasem pieniędzy. Po licencjacie nie zrezygnowałam, chociaż przez 3 lata studiów pierwszego stopnia nigdzie nie mogłam znaleźć pracy, bo chciałam ją pogodzić ze studiami, a na to pracodawcy nie przystawali. Albo po prostu nie miałam doświadczenia, więc po co ja im tam.

    Przy mojej obecnej pracy studia mi nic nie dały. Bycie instruktorem fitness nie wymaga wiedzy polonistycznej 😉 Teraz widzę, że moje „niewykształcone” koleżanki odnoszą sukcesy zawodowe, zatrudniają ludzi, a ja nadal próbuję trochę odbić się od dna i udowodnić, że wcale nie brak mi doświadczenia. O ile czasem tylko żałuję studiów, to bardziej żałuję tego, że na studiach nie zrobiłam kursu instruktorskiego. Dopiero prawie 2 lata po skończeniu studiów i pracy jako praktykant (26 letnia praktykantka, którą nadzorowały 20 letnie studentki), zrobiłam kurs i to była moja najlepsza decyzja. To tutaj się najbardziej rozwijam. I wszystkie kursy razem wzięte kosztowały mnie mniej pieniędzy i czasu niż studia.

    Teraz żal mi jest siebie z przeszłości. Tej, która tak naiwnie wierzyła w to, że to papierek jest gwarantem sukcesu, a nie zaangażowanie i własna ciężka praca.

    Ale ja jestem jedną z wielu studentów. Są też osoby, którym te studia się przydały, ale w moim przypadku akurat nie. Szkoda tylko, że wcześniej o tym nie wiedziałam…

  • A ja z kolei miałam rok przerwy od nauki zaraz po liceum 🙂 Moi rodzice byli przerażeni – no właśnie, jest taka presja, że trzeba iść na te studia, a jak już nie pójdzie się od razu po maturze, to w ogóle pewnie nic z tego ;))
    Uważam, że ten rok dobrze mi zrobił, na studia poszłam, całe przepracowałam i pomogło mi to ukierunkować się w stronę tego, co chcę, a czego nie chcę robić.
    Bo zmiana zdania to nic złego – jeśli chcemy zmienić pracę, albo studia, bo nie czujemy tematu, to trzeba to zrobić (z drugiej jednak strony, oczywiście nie ma co popadać w skrajność i zmieniać cały czas :)).

  • Raquel

    Agnieszka, nigdy nie nazwałbym Cię „prostą” osobą – masz dużą widzę na różne tematy, wartościowe przemyślenia, ciekawie o tym piszesz. Zresztą, człowiek uczy się przez całe życie, nie tylko na studiach.

    Ja uwielbiałam studiować, na uczelni czułam się jak ryba w wodzie, zrobiłam też kilka studiów podyplomowych, jednak rozumiem, że ktoś może wybrać zupełnie inną drogę – po co zmuszać się do czegoś, do czego nie jesteśmy przekonani? Bez sensu, niech każdy idzie własną drogą, jest wiele możliwości.

  • Syl Wia

    Myślałam ze już nic nowego w tym zakresie nie da się powiedzieć. A jednak znalazłam dla siebie akapit, który utwierdził mnie w przekonaniu ze moje studia jednak coś mi dały. Dziękuje za wpis 🙂

  • Doskonale Cie rozumiem 🙂 Blogowanie pozwala się spełniać na wielu płaszczyznach, ale przede wszystkim nie musisz się ograniczać do jednej rzeczy co mnie zawsze przerażało. Szacunek dla człowieka bez względu na stan jego posiadania czy tytuł przy nazwisku to ważna rzecz, której niektórzy nie są w stanie się nauczyć. Niestety to jest kwestia wychowania w dużej mierze i tego nie przeskoczysz. Ja się bardzo cieszę, że też mogę się zajmować tym co lubię robić, choć do spełnienia marzeń jeszcze troche mi daleko.

  • Po prostu czekałam na Twój wpis w tej akcji! 🙂 Nie pójście na studia może być powodem społecznego linczu, ale społeczeństwo chyba coraz bardziej się otwiera na wszelkie pomaturalne działania i dobrze 🙂 Każdy ma prawo iść swoją drogą 🙂

  • Dorota M

    Takie wpisy pokazują, że droga każdego wygląda inaczej i to od nas zależy jak to będzie wyglądać. I chociaż ja planuje iść na studia (turystyka) robię to ze względu na chęć rozwijania wiedzy w tej dziedzinie. Uwielbiam się uczyć tej tematyki i dlatego wiem, że studia są dla mnie. A co będzie dalej? To już inna historia 😉

  • Jeanne04

    A ja mogę od siebie dodać – warto przy tym być aktywnym, próbować różnych rzeczy. Czasami, kiedy decydujemy się na zrobienie sobie przerwy od nauki, a rodzice naciskają nas jednak na studia, wybieramy coś, co kompletnie nas nie interesuje, a to powoduje tylko dodatkową frustrację i brak poczucia sensu, a stąd już niedaleka droga do depresji, co niestety znam z własnego doświadczenia. Tak, jak napisałaś, róbmy to, co podpowiada nam serce, ale jednocześnie nie pozwalajmy sobie na chwile zastoju

  • Dorota

    Super wpis! Myślę, że takie pytanie należy sobie po maturze zdawać i podchodzić do niego krytycznie. Jestem zdania, że w życiu trzeba po prostu coś robić – cokolwiek, bo każdy sukces, tak samo jak każda porażka, pokazuje w czym dobrze się czujemy, a co się u nas nie sprawdzi.
    Studia mogą być świetnie wykorzystanym czasem, jeśli ktoś potrafi się zorganizować, udzielać się w kołach naukowych, wyjazdach zagranicznych, które bez dofinansowania przez uczelnię być może nie byłyby możliwe, wyszukać sobie praktyki. Z drugiej strony to może byś okres hibernacji – myślimy tylko o sesji i nie przejmujemy się światem, nie nabywamy wiedzy praktycznej, „życiowej”, w bo końcu jesteśmy studentami!
    Jeśli boimy się, że podejmiemy błędną decyzję, zastanówmy się: co jest złego w popełnianiu błędów? To na nich się uczymy! Ważne jest, by wiedzieć, po co coś robimy, i nawet jeśli odpowiedzią będzie „bo to mi się wydaje ciekawe i może się w tym odnajdę” – trzeba spróbować, bo nikt za nas życia nie przeżyje i nie podejmie naszych decyzji.

  • Niestandardowydomek.pl

    Agnieszko dziękuję za ten wpis! Sama nie studiowałam i niestety momentami odczuwam, iż w odczuciu pewnych osób jestem od nich gorsza. Ja tak nie uważam i nie oceniam tak innych. Ważnym jest jakimi jesteśmy ludźmi i jak traktujemy innych to świadczy o nas nie ukończone szkoły.

  • Paulina Jaskiewicz

    Osobiście, z perspektywy czasu stwierdzam że moje studia nie dały mi nic. Prócz tego, że wydałam na nie kupę kasy, głównie z kieszeni moich rodziców…. skończyłam 3 letnie studia zaoczne I-go stopnia, w międzyczasie pracując na 3-ch stażach za połowę najniższej krajowej… decyzję o nie podjęciu studiów II-go stopnia podjęłam od razu, mimo nieprzychylnych komentarzy znajomych i rodziny (no bo jak to tak, taka zdolna i nie chce się uczyć – leń!). Dotarło do mnie że ten papierek wcale nie jest ważny – może z 2 razy ktoś zauważył że skończyłam uniwersytet i wielkie wow bo pewnie tyyyyle umiem (co jest błędnym myśleniem, bo nie docenia się wtedy ludzi którzy ukończyli np. pwsz-ty czy inne centra nauki gdzie z ręką na sercu mogę powiedzieć że przekazywana wiedza była wbrew pozorom lepszej jakości), a w niektórych przypadkach wręcz mi to przeszkadzało („nie no Pani ma studia, Pani się do tej pracy nie nadaje”). Jestem bardzo zadowolona z tej decyzji, bo widząc moich rówieśników, którzy teraz nagle się budzą po 5-6 letnich studiach i oczekują wysokozarobkowej płacy, jestem w szoku. Ciepły stołek nie czeka, kilka tyś na miesiąc również, a szara rzeczywistość i najczęściej praca w niewyuczonym zawodzie owszem.
    Mnie osobiście duuużo dał związek z moim mężem, który już jako nastolatek chodził do pracy i dziś, mimo skończonej szkoły zawodowej zarabia 2-3 razy tyle co ja wielce wykształcona księgowa, oczywiście nie pracująca w wyuczonym zawodzie, jeśli w ogóle tak mogę powiedzieć po 3-ch latach studiowania:D

  • no ciekawe Twoje podejście. Ale wiesz….masz rację. Ja skończyłam studia, potem podyplomowe, robię troszkę coś innego i ciągle jeszcze poszukuję swojej drogi 🙂

  • Ela – themomentsbyela.pl

    Skończyłam studia dobrych kilka lat temu, ale czy mi coś dały, chyba raczej mniej niż więcej. Dzisiaj jestem trochę na życiowym zakręcie. Zmieniam pracę, ale też zastanawiam się co robić żeby nie ugrzęznąć w biurze po kilkanaście godzin dziennie jak do tej pory. Chciałabym zająć się fotografią, wiem że jeszcze wiele do nauki przede mną, ale człowiek przecież cały czas musi doskonalić swój warsztat. Trzymajcie kciuki żeby się udało.

  • Bożena

    Hej! No właśnie co po maturze… Myślę, że trzeba jeszcze wziąć pod uwagę rynek pracy w miejscu, w którym zamierzamy mieszkać. Niestety -nie wszędzie da się robić pracę marzeń, no i bardzo, bardzo niestety znajomości w niektórych branżach to podstawa, tak więc ja projektant wnętrz, po turystyce, jestem mamą! Szok, z perspektywy czasu… A co po tym jak dzieci trochę od ziemi odrosną? Życie pokaże, ale tak bardzo mi się dietetyka marzy, że chyba do szkoły jeszcze wrócę 🙂 Pozdrawiam -do Norwegii też pojadę, przekonałaś mnie.

  • Dominika

    Ja własnie teraz jestem po maturze i idę na studia bardzo nieprestiżowe, po tym jak za wszelką cenę próbowałam sobie udowodnić, że ściśłe kierunki są dla mnie. Już oduczyłam się myślenia, że na uniwersytet idzie się po pracę. Chcę zgłębiać to, co mnie interesuje, a źródła utrzymania szukać na własną rękę po zajęciach, bo tych nie będzie dużo. Bardzo szanuję osoby, które decydują się na inną ścieżkę i dziękuję za Twoje słowa otuchy. Sama rok przed maturą zrezygnowałam z dobrego liceum, żeby mieć więcej czasu na naukę w liceum dla dorosłych i nie było łatwo z oceną innych.

  • Najbardziej bolą mnie komentarze czy raczej takie przekonanie, że ktoś bez studiów jest po prostu głupszy, bo nie ma magistra… Ale w czym ten magister jest lepszy od kogoś bez studiów? Chyba tyko w tym, że ma wiedzę w konkretnym temacie, bo np. kończąc dziennikarstwo nadal ktoś nie ma wiedzy medycznej czy prawniczej, kończąc filologię polską, ktoś nadal nie ma pojęcia o księgowości. A osoba bez studiów może mieć wiedzę na rozległe tematy, jeśli sama zechce się czegoś dowiedzieć.

  • Może warto zadać też pytanie, ile osób po studiach pracuje w swoim „wystudiowanym” zawodzie? 🙂 Sama studia skończyła, w zawodzie nie pracuję chociaż wiedza z tych 5 lata często się przydaje. Czasem żałuję, że poszłam za głosem tłumu i od razu po maturze zaczęłam dalszy etap edukacji, nie robią przerwy na zastanowienie się, co tak naprawdę chcę robić, na zagraniczny wyjazd czy zwyczajnie odpoczynek.
    Hmmm…zainspirowałaś mnie do nowego posta na moim blogu 🙂

  • Agnieszka! Bardzo dziękuję za taki post! U mnie była presja po maturze, że trzeba iść na studia, no bo trzeba. Wybrałam coś, co mnie w ogóle nie interesowało. Nie skończyłam ich i wcale tego nie żałuję. Tylko wydanych pieniędzy było szkoda. Ale, co było to było. Poszłam do przodu 🙂

  • Bardzo ważny i odważny artykuł. Niestety, bardzo łatwo dużo osób nadal potrafi kogoś skrytykować za brak studiów. Moim zdaniem niesłusznie, zwłaszcza że na wielu uczelniach zaliczenia przedmiotów często wyglądają mało profesjonalnie, czyli prowadzący zleca napisanie krótkiej pracy.

    Na pierwsze studia wybrałam się po rocznej przerwie po szkole średniej i byłam z nich naprawdę zadowolona, głównie dlatego, że nacisk był na praktykę a nie teorię. Drugie studia na państwowej uczelni to była totalna porażka. Wybrałam je trochę „z marszu” i niestety za namową bliskich, by nie robić kolejnej rocznej przerwy. Skończyłam te studia, ale to była trochę droga przez mękę i gdybym miała jeszcze raz wybierać, to na pewno nie ten uniwersytet i nie ten kierunek. I z pewnością nie ulegałabym tak łatwo ocenom i opiniom innych o tym, co chcę zrobić. Trzeba do tego naprawdę odwagi i asertywności, których w tamtym momencie mi zabrakło.