Tu i teraz: Warsztaty „Natura” w Siedlisku Leluja

Trochę chłodne to „tu i teraz” 😉 przełom czerwca i lipca przyniósł ochłodzenie, a ja siedzę w stodole i dogrzewam się piecykiem elektrycznym. Ale i tak jest super, zaraz opowiem Wam, dlaczego! Zapraszam też na zmontowanego już vloga z wyjazdu: 

Jestem w…

…Siedlisku Leluja niedaleko Pułtuska. Widząc je na zdjęciach pomyślałam, że to miejsce wystylizowane na polską wieś. Po wyjściu z samochodu jednak szybko okazało się, że to w 100% autentyczna agroturystyka i że mogę się tu poczuć, jak w dzieciństwie na wakacjach u babci. 

Jestem tu dlatego, że…

Chcę spróbować czegoś nowego. Taka właśnie jest idea projektu „Tylko spróbuj” organizowanego przez Monikę. To wyjazdowe (i nie tylko) warsztaty dla kobiet, których celem jest właśnie próbowanie nowych rzeczy. Może to być nauka fotografii, urządzania ogrodów i tarasów, burleski, masażu, sztuk walki itp. Tematem przewodnim naszego weekendu jest natura. I lepiej Monika nie mogła tego zorganizować! Jesteśmy na wsi, dookoła nas pola, łąki, lasy, po podwórku biegają kury, kozy i owce. A największy hit to stodoła. Śpimy w prawdziwej, choć oczywiście dostosowanej do przyjmowania gości stodole. Ale wiatr świszczy pomiędzy deskami, w powietrzu unosi się bardzo intensywny zapach siana, a przez wielkie okna wieczorami można podziwiać piękne zachody słońca. Dodatkowo jemy pyszne, lokalne produkty (które zbieramy też samodzielnie na okolicznych łąkach), przygotowujemy z nich wyjątkowe posiłki i zjadamy je wspólnie rozmawiając na milion różnych tematów. I zupełnie nam nie przeszkadza, że jeszcze dzień wcześniej część z nas w ogóle się nie znała.  Do pełni szczęścia podczas tego wyjazdu brakuje nam tylko ładnej pogody, bo ta niestety za bardzo nie dopisała. I jeszcze pół biedy, gdybyśmy miały odpowiednie ubrania na tę okoliczność 😉 a tu coś nie pykło, przynajmniej u mnie. 

Jestem wdzięczna za…

…to, że mam możliwość poznawać takie miejsca. To była dobra decyzja, aby w tym roku postawić na Polskę. Pewnie nie mogłabym sobie na to pozwolić, gdyby nie tegoroczna zmiana auta. Właśnie o to w tym chodziło – ten samochód miał być środkiem do celu, którym jest dla mnie większa ilość „lokalnych” podróży. Wcześniej nie raz byłam zmuszona z czegoś zrezygnować, bo np. coś się zaczynało dziać w samochodzie i musiałam czekać na umówioną wizytę u mechanika. Teraz jestem bardziej niezależna, a podróże po Polsce stały się przyjemniejsze. 

Chciałabym…

… nauczyć się tu czegoś, co będę wykorzystywać w codziennym życiu. Póki co czuję się bardzo zainspirowana do tego, aby na co dzień jeszcze więcej korzystać z darów natury, np. ziół. I nawet nabrałam ochoty, aby tego lata zrobić jakieś przetwory… Ale raczej wytrawne, bo po słodkie sięgam bardzo, bardzo rzadko. 

Zaskoczyło mnie…

… że udało mi się szybko odnaleźć w towarzystwie nieznanych mi wcześniej ludzi. Wyjazd ten zdecydowanie był dla mnie wyjściem poza moją strefę komfortu i jeszcze w piątek rano mówiłam Wojtkowi, że chyba źle zrobiłam decydując się na niego. Teraz wiem, że trochę bez sensu panikowałam 😉 Moja socjofobia to pozostałość jeszcze po czasach wczesnej młodości, kiedy to ze strony obcych ludzi spotykało mnie wiele przykrości. W dorosłym życiu mam o wiele bardziej pozytywne doświadczenia, ale jednak funkcjonuje we mnie jeszcze jakiś lęk przed byciem odtrąconą. 

Najbardziej oczarowały mnie…

Zwierzęta! Dla mnie kontakt z naturą i ze zwierzętami to najlepsza z możliwych forma relaksu. A tutaj otaczają mnie nie tylko psy i koty, ale też wspomniane wyżej zwierzęta gospodarcze. I trudno mi nawet opisać te towarzyszące temu pozytywne emocje. W piątkowy wieczór, kiedy zapowiadała się zimna noc, powiedziałam do szwędającej się po stodole kotki, że zapraszam ją na noc do siebie, żeby była moim grzejnikiem. Kotka Migotka wieczorem tylko weszła na naszą antresolę, zwiedziła kilka materacy i opuściła nasze towarzystwo. Po jakimś czasie jednak poczułam, że coś wchodzi na moją kołdrę… I to była ona! Normalnie wzruszyłam się w tym momencie 😉 wypucowała się dokładnie po kociemu i ułożyła się do snu. Towarzyszyła mi do samego rana i wcale tak bardzo mi nie przeszkadzało, że całą noc spędziłam w pozycji z podkulonymi nogami, aby nie przeszkodzić jej we śnie ;).

Cieszę się…

Że zdecydowałam się na ten wyjazd, choć jeszcze w piątek rano myślałam zupełnie inaczej. Nie lubię tego gadania, że najlepsze dzieje się poza naszą strefą komfortu, ale… Coś w tym jest. 

Czuję się…

Bardzo zrelaksowana, wyciszona, otwarta na kolejne nowe rzeczy, które będę mogła jeszcze w swoim życiu zrobić, sprawdzić, być może nawet pokochać 🙂

Chciałabym…

… częściej mieć odwagę mówić „tak” rzeczom, których się obawiam. „Odwaga” to moje słówko roku i staram się o nim pamiętać w momentach, kiedy mam ochotę zamknąć się w swojej bezpiecznej skorupie. Swoją drogą pół roku 2018 za nami, więc pomyślałam, że warto odnieść się do tej mojej vision board i słówka roku. Ale zrobię to na dniach w osobnym wpisie. 

Post ten napisałam będąc jeszcze na warsztatach, a w Warszawie przygotowałam go do publikacji i dodałam zdjęcia. Dziś ten wspaniały weekend jest już tylko wspomnieniem, ale powiem Wam szczerze, że przekonał mnie do tego, aby jeszcze raz wybrać się na coś takiego. Mam nadzieję, że ktoś z Was również się skusi, bo to bardzo fajna przygoda :). Monika, dziękuję za przybliżenie do natury! Pozostałym dziewczynom dziękuję za świetne towarzystwo, a Ani za to, że przyjechała aż z Trójmiasta i umiliła mi podróż <3 podziękowania należą się też Magdzie, która dzieliła się z nami swoją wiedzą i recepturami na naturalne pyszności!

To jak, pojechałybyście na takie warsztaty? 

Kategorie: Czas wolny, Podróże, Video, Zdrowy duch

W dużym skrócie - freelancerka, pasjonatka zdrowego i uważnego stylu życia, miłośniczka Warszawy, psów i kuchni roślinnej. LifeManagerka.pl to blog lifestylowy, którego tematem przewodnim jest szeroko pojęte, umiejętne zarządzanie swoim własnym życiem. Począwszy od odpowiedniego odżywiania i regularnej aktywności fizycznej, poprzez rozwój osobisty, a skończywszy na licznych detalach, które czynią nasze życie lepszym, prostszym i szczęśliwszym.

  • Oj, bardzo bym chciała! :)) Super pomysł, bardzo popieram takie inicjatywy <3 Mam podobnie jak Ty, trochę złego mnie w życiu spotkało od obcych i nieobcych (chyba nawet bardziej) ludzi i przez co z ekstrawertyczki stałam się zamkniętą w sobie introwertyczką , której face to face ciężko się otworzyć. I też nie do końca lubię takie gadanie, że trzeba wyjść ze strefy komfortu, żeby stało się najlepsze, ale zgadzam się, że czasami tak właśnie bywa. A co najmniej otworzenie się na nowe rzeczy może przynieść pozytywne zmiany albo dobre doświadczenia, które potem miło wspominamy.

    Co do samych warsztatów, to ten temat z naturą, spanie w stodole i bliskość zwierząt chyba najbardziej mi się podoba z całej oferty. Taka odskocznia od social mediów może przynieść dużo dobrego. No i ten piękny zachód słońca, bajka! W miastach też są cudowne, ale nie przeżywa się ich tak samo.

    Mocno trzymam kciuki za Twoją odwagę :).

  • Jejku, jak tam jest pięknie! Nie mogłam napatrzeć się na klimat zdjęć, które zamieściłaś w tym wpisie. Podobnie rozczulona czułam się oglądając Twoje Instastory – ten kotek, który postanowił spędzić przy Tobie noc, był absolutnie cudowny. Wiedział zresztą gdzie się położyć – zwierzęta wyczuwają dobrych ludzi 🙂

    Warsztaty wydają mi się bardzo ciekawym pomysłem i chyba się nimi mocno zainteresuję. Trochę obawiam się, że śpiąc w stodole umarłabym na alergię, ale musze przyznać, że wizja spędzenia kilku dni blisko natury, z dala od internetu, wydaje mi się być bardzo kusząca 🙂

    • Kot mnie autentycznie wzruszył <3

  • Sylwia

    Bardzo żałuję, że termin mi nie pasował, marzy mi się taki kobiecy weekend w pięknym cichym miejscu ☺ Świetna relacja, zwierzaki i miejsce i gratuluję pomysłu organizatorce. Na pewno będę śledzić kolejne wydarzenia.

    • Będę informować o nich na Insta Stories, bo bardzo kibicuję Monice 🙂

  • Uwielbiam takie klimaty! 🙂

  • Pojechałabym! Brzmi i wygląda cudownie relaksująco! 🙂