Dla chętnych post w formie audio:
Stało się! Miesiąc temu nasza rodzina powiększyła się o kolejnego czworonoga mam w związku z tym masę przemyśleń i wskazówek, które chciałabym zachować gdzieś na dłużej, a przy okazji być może pomóc tym, którzy zdecydują się na podobny krok. Chcę przy tym zaznaczyć ważną rzecz – pisząc ten post opieram się na własnych doświadczeniach. Nam w całym procesie adaptacji drugiego psa towarzyszyła behawiorystka, dlatego wspomnę tu o kilku jej radach, które w naszym przypadku okazały się pomocne. Nie oznacza to jednak, że są to rady uniwersalne dla każdego. Były one dostosowane do tych konkretnych psów i ich konkretnych zachowań.
Skąd w ogóle pomysł na drugiego psa?
Zawsze chciałam mieć w domu min. dwa zwierzaki, np. dwa psy, dwa koty lub po jednym przedstawicielu tych gatunków. Jednak było to bardzo nieśmiałe marzenie, które cały czas przegrywało z obawą, czy damy sobie radę w takim powiększonym składzie.
Ale to nie tak, że przygarnęliśmy Emi, bo jeden pies mi nie wystarczał, motywacją nie było też zapewnienie towarzystwa Lunie, bo ona nigdy nie wykazywała potrzeby posiadania czworonożnego towarzystwa, raczej wręcz przeciwnie ;). Chęć adopcji Emi była porywem serca, który później bardzo dokładnie przemyśleliśmy i przegadaliśmy. Na schroniskowych spacerach dała się poznać jako bardzo lękliwy i wycofany, ale jednocześnie radosny piesek. Strasznie było mi jej szkoda, że od ponad roku siedzi za schroniskowymi kratkami i ma w swoim życiu tak mało tego, co lubi najbardziej, czyli spacerów. Po głębokim przemyśleniu tej sytuacji doszliśmy do wniosku, że możemy sobie pozwolić na drugiego psa i dać Emi zupełnie nowe życie.
W dzisiejszym wpisie nie będę koncentrować się na lękliwości Emi. Chcę aby ten post był uniwersalny dla każdego, kto zamierza wprowadzić drugiego psa do domu. Skoncentruję się więc na opisie naszej historii i wskazówkach dotyczących tego tematu.
Przygotowania do wzięcia drugiego psa
Ok, decyzja zapadła i co dalej? Kiedy ma się w domu jednego psa, przyprowadzenie kolejnego nie jest takie proste. Szczególnie wtedy, kiedy ten pierwszy nie jest zbyt psiolubny… Żeby nie powiedzieć, że nie znosi innych psów ;). Zresztą – sympatia do osiedlowych psów na spacerach, a zaakceptowanie nowego czworonoga na własnym terenie to są dwie zupełnie różne sprawy! Może się niestety okazać, że ten nowy skład stada się nie sprawdzi. Może być tak, że zwierzęta się nie dogadają i pies rezydent zostanie tą naszą ludzką decyzją skrzywdzony. Dlatego trzeba się liczyć nawet z tym, że drugiego psa trzeba będzie z bólem serca oddać. Z tego powodu my wzięliśmy Emi formalnie do domu tymczasowego, choć oczywiście z założeniem, że zostanie z nami na zawsze. Starałam się zrobić wszystko, żeby to się udało, aby później nie mieć sobie nic do zarzucenia na tej płaszczyźnie.
Zapytałam więc Was na Instagramie, czy możecie polecić mi jakąś dobrą behawiorystkę. Jednym z powtarzających się poleceń była Agnieszka Siedlecka z Know HAU. Zaprosiłam ją do nas i już po pierwszym spotkaniu czułam, że to jest strzał w dziesiątkę. Agnieszka ma świetne podejście, a do tego jest super zaangażowana. W kolejnych tygodniach cały czas wspierała mnie online i na podstawie wysyłanych filmików podpowiadała co robić.
Pierwszym zaleceniem było to, że dziewczyny musiały zapoznać się na dość neutralnym gruncie. Dobrze, aby na pierwszym spotkaniu tego drugiego psa prowadził ktoś inny i cały spacer odbywał się “równolegle”, tzn. blisko siebie, ale nie do końca razem. My zrobiliśmy tak, że Emi ze schroniska wyprowadziła jej opiekunka, po czym przeszła z nami kilkadziesiąt metrów, a później my ją przejęliśmy i na dalszy spacer poszliśmy już we czwórkę. Dla Luny była to nietypowa sytuacja, ale nie okazywała agresji i zazdrości. Raczej udawała, że tego drugiego psa nie ma, ignorowała go totalnie. Nagrywałam to spotkanie i po pokazaniu filmików Agnieszce dowiedziałam się, że Luna często wysyłała nam sygnały “zabierz mnie stąd” i ogólnie czuła się bardzo niekomfortowo. Następnego dnia powtórzyliśmy spacer i było podobnie. Na podstawie tych filmików Agnieszka uznała, że jest za wcześnie, aby brać Emi, zaleciła nam min. 5 wspólnych spacerów. Na trzecim Luna czuła się już o wiele lepiej, potrafiła już odejść od nas i sobie coś powęszyć, rozładowywała napięcie bawiąc się patykiem, zaczęła akceptować obecność Emi.
Wprowadzenie nowego psa do domu
Zalecenia dotyczące wprowadzenia drugiego psa do domu były podobne zarówno ze strony behawiorystki, jak i pana Mariusza z fundacji. Warto zacząć od pochowania w domu wszystkich możliwych “punktów zapalnych” – misek, zabawek itp. Następnie wychodzimy z dwoma psami jednocześnie na długi spacer, a potem jak gdyby nigdy nic, z obydwoma przychodzimy do domu. Ważne, aby do domu jako pierwszy wszedł ten nowy pies. Myślę, że w odwrotnej sytuacji pies rezydent mógłby go nie wpuścić. Po wejściu do mieszkania zachowujemy się zupełnie normalnie, nie zajmujemy się psami, tylko wracamy do swoich spraw.
Psy same powinny ustawić relacje między sobą, dlatego nie reagujemy, kiedy jeden na drugiego warknie. One w ten sposób ustalają granice, a to niezwykle ważne dla ich dalszej relacji. Są sytuacje, kiedy powinniśmy zareagować, ale o nich opowiem za chwilę. Warto pamiętać, że to nowy pies musi dostosować się do zasad panujących w domu. Nie możemy się nad nim roztkliwiać, jednocześnie ignorując lub karcąc pierwszego psa. To raczej nasz dotychczasowy pies powinien być w tej sytuacji faworyzowany.
Dwa psy w domu – nasze problemy
U nas w związku z pojawieniem się drugiego psa wystąpiły dwa podstawowe problemy – terroryzowanie Emi przez Lunę oraz… Molestowanie seksualne, w tym samym układzie. I są to sytuacje, które wymagają już interwencji człowieka, ponieważ nie może być tak, że nowy pies, który i tak jest bardzo zestresowany całą tą sytuacją, jest dodatkowo terroryzowany lub molestowany przez psa rezydenta. Terroryzowanie polegało na tym, że kiedy biedna, stłamszona Emi odważyła się wyjść spod krzesła, które wybrała jako swój azyl, Luna rzucała się do niej warcząc i szczekając, zmuszając ją do powrotu na miejsce. Molestowanie natomiast to sposób na rozładowanie swojego napięcia i dopóki ten nowy pies nie ma odwagi sam się bronić (już samo warknięcie powinno pomóc), to naszym zadaniem jest dbanie o jego komfort. No dobra, ale jak sobie z tym radzić…
Pierwsze, co robimy, to odwołujemy psa, kiedy zaczyna się nakręcać. Kiedy tylko się rozproszy i do nas podejdzie, od razu chwalimy go słownie i szybkim pogłaskaniem. Po tym wracamy do swoich zajęć. Sytuacja pewnie się powtórzy, może nawet nie raz i nie dwa… Dlatego jeśli po kilku razach to nie pomaga, musimy odseparować zwierzęta, np. biorąc tego molestującego na smycz i ograniczając mu możliwość podejścia do tego drugiego. Jeśli to również nie pomaga, staramy się, aby ten drugi pies zniknął pierwszemu z oczu. U nas na początku było tak, że Emi cały czas leżała pod stołem, więc po prostu przykrywałam stół kocem tak, aby Luna nie widziała Emi. Ona wtedy się wyciszała, a ja po chwili mogłam odpiąć ją ze smyczy i zdjąć koc. Po kilku razach Luna załapała, że jak nie reaguje na moje pierwsze upomnienia, to jest brana na smycz i przestała doprowadzać do tego momentu, to znaczy uspokajała się po kilku pierwszych odwołaniach. Z czasem też Emi dodatkowo zaczęła sama się bronić, wtedy chwaliłam Lunę słownie za zostawianie Emi w spokoju, kiedy tamta na nią warknęła.
Podobnie było z terroryzowaniem – nie pozwalałam Lunie tego robić i chwaliłam ją, kiedy tylko spokojnie obserwowała Emi i pozwalała jej chodzić swobodnie po mieszkaniu.
Warto też podkreślić, ze trzeba pilnować psów, kiedy na tym początkowym etapie zaczynają przekraczać swoje granice, gdy jeden z nich leży na swoim posłaniu. Legowiska powinny być dla zwierzaków ich azylem, dlatego nie pozwalamy im wchodzić na obcy teren i generować tam konflikty. U nas średnio się to udało, bo którejś nocy Emi zaanektowała posłanie Luny zupełnie się tego nie spodziewaliśmy, bo przecież prawie w ogóle nie wychodziła spod stołu… Ale wzgardziła swoją mięciutką i milutką “klatką” za dwie stówy, na rzecz Luny poduszkowego posłania zaaranżowanego w skrzynce z jakichś darów losu
na szczęście Luna przyjęła to ze spokojem i od tego czasu na to posłanie nie wchodzi.
Jak karmić dwa psy jednocześnie?
Problematyczne na początku może być również karmienie. Luna przed przyjściem Emi dostawała część swojego posiłku w kongu, ale teraz ten sposób musiał pójść w odstawkę, bo kong stał się dla Luny zasobem do bronienia (choć Emi w ogóle się nim nie interesowała). Luna nie była też głupia i strasznie się wkurzała, że ona swój posiłek musi wylizać z konga, a Emi dostaje go w misce (staraliśmy się, aby tego nie widziała, ale i tak się domyśliła ;)).
Psy powinny jeść jednocześnie, ale w innych miejscach, aby nie miały siebie w zasięgu wzroku. Ja robię tak, że nakładam im jedzenie jednocześnie, po czym stawiam miskę Lunie na jej standardowym miejscu, a drugą od razu zanoszę Emi do pokoju. Kiedy obie zjedzą, zabieram obie miski, aby żadna po drugiej “nie dojadała”, bo to też generowało sytuacje sporne, kiedy widziały, że druga zagląda do nieswojej miski. Nie gwarantuję, że ta metoda sprawdzi się u każdego, ale u nas świetnie zdała egzamin i karmienie dwóch psów jednocześnie nie jest dla mnie w ogóle kłopotliwe.
Problemy zaczynają się dopiero wtedy, kiedy jeden pies nie chce jeść. Luna czasami tak wydziwia, że zamiast jeść, pilnuje miski. Chowam jej wtedy to jedzenie do lodówki na później.
Spacery z dwoma psami – jak ogarnąć dwie smycze?
Ze spacerami może być różnie, bo i psy bywają różne. Luna i Emi mają trochę inne temperamenty spacerowe, więc każde wyjście wymaga od nas chodzenia na kompromis. Luna jest bardziej powolna, lubi sobie powęszyć w jednym miejscu przez kilka minut, nigdzie jej się nie spieszy (i to jest OK, wiem od Agnieszki, że ważniejszy od odległości spaceru jest jego czas – pies równie dobrze może spędzić pół godziny węsząc coś w okolicy bloku i to też jest w porządku)… Emi natomiast spacerować uwielbia i dodatkowo chce jak najszybciej dotrzeć do parku, bo pomiędzy blokami chyba nie czuje się zbyt komfortowo. Mam więc jednego psa, który zostaje w tyle i nie chce się ruszyć, dopóki sobie czegoś odpowiednio nie obwącha… I drugiego, który żądny przygód rwie się do przodu i nie ma ochoty na żadne przystanki.
Jak to ogarnąć? Ja wypracowałam system, który całkiem dobrze się u nas sprawdza. Po wyjściu z bloku dostosowujemy się do temperamentu Emi. Idziemy szybko do przodu, bez zbędnych przystanków i zaplątywania się w smyczach. Kiedy przejdziemy już przez wszystkie ulice i jesteśmy w bezpiecznym miejscu, spuszczam Lunę ze smyczy. W tym miejscu zazwyczaj dziewczyny robią dwójeczkę, więc często od razu za jedną torebeczką po nich sprzątam i idziemy dalej do parku. Tam już obie robią co chcą, to znaczy Emi oczywiście na smyczy, a Luna luzem. Emi nauczyła się już ładnie, że czasami się zatrzymujemy i czekamy na Lunę.
Jeszcze w kwestii smyczy – mamy do wyboru, albo chodzimy z dwiema osobnymi, albo robimy jedną rozdzielającą się na dwa psy. Robiłam na ten temat ankietę na Insta Stories i dosłownie kilkoma głosami wygrała opcja smyczy rozdzielanej. Ja po przetestowaniu dwóch opcji też wolę taką, w której trzymam w ręku jedną, dłuższą smycz, a krótsza jest przyczepiona do niej mniej więcej w połowie długości. I tak momentami trzymam za obie, ale przez większość czasu jedną rękę mam wolną i to jest dla mnie dużo wygodniejsze.
Dwa psy w domu – miłość czy akceptacja?
Luna i Emi po miesiącu razem są na etapie akceptacji. Ciężko powiedzieć, czy przerodzi się to w siostrzaną przyjaźń lub miłość, bo cały czas zmagamy się z tym drugim problemem, czyli lękliwością Emi. Powoduje ona, że Emi w domu jest dość wycofana, stara się schodzić Lunie z drogi, nie inicjuje kontaktów z nią i z nami. Różnie może się to dalej potoczyć, ale z tego co mi pisaliście, to naprawdę na dwoje babka wróżyła. Znowu powołam się na ankietę na Instagramie, gdzie zapytani o relacje między Waszymi zwierzakami zagłosowaliście na obie opcje prawie pół na pół, z lekką przewagą (56 do 44%) przyjaźni. U nas w tej chwili jest nieźle, dziewczyny potrafią blisko siebie zasypiać, na spacerach też fajnie sobie razem węszą… Ale są też w stosunku do siebie zdystansowane, a Luna nadal czasami zupełnie bez powodu “ustawia” Emi, np. podczas szykowania się na spacer, kiedy Emi zaczyna podskakiwać z radości. Zwracamy jej wtedy uwagę, bo to już podchodzi pod terroryzowanie, o którym pisałam wcześniej.
Konflikty o jakieś zasoby (miskę, zabawkę, nas ;)) podobno mogą pojawiać się zawsze, więc tym nie ma co się przejmować. Najważniejsze, aby zwierzęta respektowały wysyłane przez siebie sygnały. To jest właśnie to psie “dogadywanie się”, nawet jeśli z punktu widzenia człowieka warczenie na siebie wygląda mało przyjaźnie.
Dodam jeszcze, że na początku nie mieliśmy odwagi zostawiać ich samych w domu. Przy pierwszych wyjściach podglądaliśmy je więc za pomocą messengera i nagrywaliśmy, co dokładnie się dzieje pod drzwiami, bo to tam spędzały początkowy czas. Nie były to jakieś szczególne filmy akcji, psy spokojnie leżały w przedpokoju, czasami nawet zaskakująco blisko siebie ;). Teraz to już standard, ale za tym pierwszy razem to był dla nas szok :D.
Jeśli chcecie podglądać, co tam słychać u moich dwóch Kluseczek, zapraszam na ich profil na Instagramie. Tam na bieżąco informuję o postępach, występujących problemach, robię Q&A itp. Na uczczenie 3000 obserwatorów zrobię LIVE połączony z Q&A.