Zarabianie na blogu – ile zarobiłam na blogu przez ponad 5 lat?

Potraktujcie ten wpis na totalnym luzie, jako ciekawostkę, może nawet z przymrużeniem oka… To nie jest chwalenie się, ani żalenie, ani tym bardziej tłumaczenie. Mój przypadek nie jest odzwierciedleniem całej branży i sama traktuję te wyliczenia wyłącznie jako ciekawostkę. 

Bo o pracy i zarobkach blogera krążą legendy. Bycie influencerem to naprawdę świetna sprawa i wcale mnie nie dziwi, że coraz więcej osób chce próbować swoich sił na tej płaszczyźnie. Ja pracę blogera uważam za najlepszą na świecie! Choć nie jest ona pozbawiona wad, ale o tym świetnie napisała Natalia w swojej serii “ciemna strona blogowania”.

Zarabianie na blogu – na czym właściwie zarabia bloger?

Jeszcze kilka lat temu pierwszym skojarzeniem, kiedy myślało się o pracy blogera, były współprace z markami. Dziś wielu blogerów wzięło sprawy w swoje ręce i nie liczy już na zainteresowanie marek. Tworzą własne produkty, kursy, szkolenia, zarabiają na afiliacji… W 100% to popieram i nawet stanowi to dla mnie jakiś póki co niedościgniony cel. Ja też mam swój produkt, ale całkowicie zaprzestałam promowania go, przez co przynosi mi on więcej upierdliwych formalności, niż dochodu ;). 1,5 roku temu zaczęłam pisać też e-booka, ale z powodu innych zobowiązań zawodowych porzuciłam go na około miesiąc i już do niego nie wróciłam… Trochę mi żal, ale teraz widzę, że inni piszą e-booki, więc nie chcę wracać do mojego, bo zostanę posądzona o kopiowanie. Dlatego moje dochody z bloga to przede wszystkim współprace z markami. I to jest temat rzeka, ale nie chcę się teraz rozpisywać, jak bardzo selekcjonuję współprace i jak nie popieram przyjmowania każdej (lub nawet prawie każdej) propozycji, która wpada na skrzynkę. Uważam, że współprace są blogerowi bardzo potrzebne i że mogą być świetnie dopasowane do jego działalności (jak u mnie była chociażby ostatnia kampania Citi Handlowego), ale trzeba znać umiar i przy ich selekcjonowaniu trzymać się swoich zasad. 

Czy każda reklama jest współpracą?

Miesiąc temu ktoś zarzucił mi, że na moim blogu jest dużo reklam. Było to w kwietniu i miałam wtedy na koncie ok. 5 współprac w tym roku. Uważam, że to bardzo mało, jak na ilość dodawanych przeze mnie postów… I zastanawiałam się wtedy, czy dla kogoś 5 to dużo, czy może ktoś mylnie odbiera każdą pokazaną przeze mnie rzecz jako płatną współpracę? Na moim blogu i Insta Stories przewija się wiele produktów, miejsc czy osób, które chcę Wam polecić, bo tak czuję, a nie dlatego, że ktoś mi za to płaci. Nie zliczę, ile razy poleciłam np. coś z Lidla, tym samym odcinając sobie szansę na płatną współpracę (bo po co mają mi płacić, skoro reklamuję ich za darmo?). No i co ja mam z tym zrobić? Mam przestać Wam coś polecać, kiedy mi za to nie zapłacą? Powiem szczerze, że przez chwilę się nad tym zastanawiałam, właśnie w kontekście Lidla… Bo to nie jest fajne, kiedy marka nie dostrzega, że ktoś naprawdę z nią sympatyzuje i cały czas ją poleca (jednocześnie będąc w tym wiarygodnym), a ze swoim budżetem na reklamę idzie do osób, które na co dzień nie mają z nią nic wspólnego. Ostatecznie jednak stwierdziłam, że to nie będzie fair w stosunku do Was i że kłóci się to z ideą mojej działalności, w ramach której chcę m.in. promować dobre, warte uwagi rzeczy. 

Więc powiem to wyraźnie – na moim blogu i w social mediach będą pojawiały się różne marki. Czy w ramach współpracy czy nie, to nie ma wpływu na moją opinię. Polecam rzeczy, które kupiłam sama, które dostałam od kogoś bliskiego, które dostałam w paczkach PR-owych (jeśli faktycznie będę chciała je polecić) i które dostałam w ramach płatnej współpracy. Przy czym tylko wtedy, kiedy dana rzecz naprawdę się u mnie sprawdzi. Ktoś mnie ostatnio zapytał, czy zdarzyło mi się wycofać z jakiejś współpracy, bo po przetestowaniu produktu okazało się, że nie chcę go polecać… Jasne, że tak, w ciągu tych 5 lat co najmniej 3 razy (o trzech w tym momencie pamiętam).  Te same produkty widziałam później wychwalane przez inne blogerki, ale czy uważam, że one kłamały? Niekoniecznie, bo może u każdego sprawdza się coś innego, o tym też zawsze musimy pamiętać.

Ile zarabia bloger – moje “case study” 😉

Przyznam, że to dla mnie bardzo ciekawy eksperyment i nigdy nie patrzyłam na to w ten sposób… Zainspirowana tamtym komentarzem postanowiłam przeanalizować ostatnie (ponad) 5 lat mojego blogowania i policzyć, ile wyniosła moja stawka godzinowa i wynagrodzenie miesięczne, za całą wkładaną w to miejsce pracę. Skupię się na postach sponsorowanych, bo przykładowo afiliacji jest na moim blogu tak mało, że w wielu miejscach jeszcze nawet nie wypłaciłam ciułanego w tych serwisach wynagrodzenia. Wahałam się też, czy umieszczać tu współprace okołoblogowe, które w jakiś sposób wynikły z bloga, ale nie były realizowane na jego łamach, tylko np. w medium klienta. Uznałam jednak, że to inna kategoria działań i nie będę ich wliczać. 

Zacznijmy od kilku ważnych liczb, które posłużą nam do dalszych kalkulacji. Prowadzę bloga od stycznia 2013 roku, czyli od 63 miesięcy (teraz już 64, ale zaczęłam pisać ten post w kwietniu i wtedy też robiłam wszystkie obliczenia, więc tego będę się trzymać). Przez ten czas opublikowałam ponad 1000 postów. Aktualnie na blogu wisi ich 952, ale wynika to z tego, że co jakiś czas przeglądam stare posty i ukrywam te, które są już nieaktualne, albo po prostu za słabe (np. zrobiłam do nich za słaby research).

Na początku, przez pierwsze kilka miesięcy, kiedy jeszcze pracowałam na etacie, praca nad blogiem zajmowała mi ok. 3 godziny dziennie. Kiedy w lipcu 2013 roku przeszłam na freelancing, zaczęłam zajmować się blogiem w znacznie szerszym zakresie. I tu zaczynają się schody, bo trudno to wszystko obliczyć… Są dni, kiedy praca nad blogiem zajmuje mi tylko jakieś 3 godziny, ale są takie, że uzbierałoby się tych godzin ze 12. To dlatego, że to bardzo złożone zajęcie i nie chodzi w nim tylko o pisanie postów. Powiedziałabym nawet, że samego pisania jest w tym najmniej ;). Kryje się za tym masa innych czynności, o których już kiedyś pisałam, więc odsyłam do tamtego wpisu. Nadal tym wszystkim zajmuję się sama. 

Blogowanie od kuchni – ile czasu zajmuje prowadzenie bloga?

Ten okres mojego freelancingu postanowiłam więc mocno uśrednić. W zależności od ilości zleceń zawodowych zajmowałam się blogiem mniej lub więcej. Mówiąc “mniej” mam na myśli jakieś 5h dziennie, a myśląc “więcej” odnoszę się do tego, co jest teraz – działalność okołoblogowa to dla mnie więcej niż etat. Oczywiście nie codziennie – nadal zmienia się to w zależności od dnia, ale skala tygodniowa i miesięczna pozostaje taka sama. A że przez te kilka lat pisałam bardzo regularnie, nie mając chyba ani jednej dłuższej niż tydzień przerwy w publikowaniu nowych postów, to ten czas uśrednię do 7 godzin dziennie. 

Czyli:

Styczeń – lipiec 2013 (6 miesięcy): ok. 540 godzin

sierpień 2013 – kwiecień 2018 (57 miesięcy): ok. 11 970 godzin

W sumie: ok. 12 510 godzin poświęconych na pracę nad blogiem przez 63 miesiące. 

Ile zarobiłam na postach sponsorowanych?

Same zyski dość łatwo obliczyć, bo wszystko mam w systemach do wystawiania faktur. Może przeoczyłam jakieś malutkie, bo nie pamiętałam już, czy dla danej firmy 3 lata temu realizowałam działania marketingowe, czy coś na blogu. Do tego wszystkiego dochodzi fakt, że udział w niektórych kampaniach generował u mnie też koszty, ale teraz nie jestem w stanie tego policzyć. Jedyne co zrobię, to odliczę podatek dochodowy od tych zysków, ale to oczywiste. 

I z tej kalkulacji wynika, że na blogowych współpracach przez te 63 miesiące zarobiłam ok. 30 tys. złotych. Czy to dużo? Powiedzmy sobie szczerze – niektórzy blogerzy biorą tyle za jedną kampanię, inni zarabiają tyle w miesiąc, a inni być może w rok. Przy moim podejściu do współprac to zarobek z ponad 5 lat i kalkulacja wychodzi prosta – to daje średnio ok. 476 zł miesięcznie. Czyli 2,40 zł za godzinę. Od prawie 1,5 roku moje minimalne miesięczne koszty utrzymania działalności to 1400 zł. Kurtyna ;).

Oczywiście nie można brać tego tak dosłownie. Mój rekord współprac w jednym miesiącu to max. 4 (co przydarzyło się chyba tylko raz i za Chiny nie mogę sobie przypomnieć, kiedy to było). Dla równowagi czasami nie mam żadnej przez kilka miesięcy (i nie mówię tu o początkach, bo nawet rok temu miałam taką przerwę).

I pewnie są osoby, które powiedzą – ok, ale ile czasu poświęciłaś na przygotowanie tych postów sponsorowanych, bo na pewno nie te kilkanaście tysięcy godzin! No jasne, że nie, ale gdyby nie te kilkanaście tysięcy godzin zainwestowanych przeze mnie w bloga i w budowanie relacji z Wami, nigdy nie dostałabym żadnej propozycji płatnej współpracy 😀. Musimy traktować blogowanie jako całość, jako zbiór czynności, które wpłynęły na to, gdzie znajdujemy się ze swoim blogiem w danym momencie. 

Czy blogowanie to dobry biznes?

Dla mnie blogowanie to styl życia. Wiem, że dziś wiele osób startuje z blogiem w celach biznesowych, ale niewiele takich osób osiąga sukces (bez dużych nakładów na reklamę lub bez znajomości z zasięgowymi influencerami). Bez faktycznego zainteresowania tym tematem, trudno jest w tym wytrwać. Kiedy latami nie idą za tym jakiekolwiek pieniądze, w pewnym momencie musimy odpuścić, bo trzeba zrobić sobie miejsce na działalność zarobkową. Inna sprawa, że blogowanie też generuje koszty i to czasami całkiem spore… Ale nie uwzględniałam tego w mojej kalkulacji, bo wtedy moja “stawka godzinowa” wyniosłaby mniej, niż wartość 1/10 batonika znanej trenerki. 

Więc podsumowując… Błagam – nie piszcie mi “nie tłumacz się ze współprac”, bo ani przez moment nie było to moją intencją. Jestem dumna z moich współprac i nigdy żadnej się nie wstydziłam, więc nie mam z czego się tłumaczyć. Nie piszcie też, że się żalę, bo jak możecie zauważyć – głodna nie chodzę, z mieszkania mnie nie eksmitują… Mam za co żyć i jestem szczęśliwa, a to, że blog nie przynosi mi wielkich kokosów jest po części wynikiem mojego świadomego wyboru… A o chwalenie się, to przy wynikach tego eksperymentu chyba nikt mnie nie posądzi :D?

Współprace na moim blogu były, są i będą, bo to dzięki nim mogę się tutaj spełniać. Im więcej ich będzie, lub im bardziej będą dochodowe, tym więcej będę mogła tutaj robić. Ale jedno jest w tym wszystkim pewne – nie pojawią się tu reklamy produktów, których nie poleciłabym Wam i bez wynagrodzenia. I cieszę się, że w zdecydowanej większości mam tak mądrych odbiorców, którzy świetnie to wszystko rozumieją. I właśnie jednemu z odbiorców oddam na koniec głos 😉

W samo sedno! W reklamie i marketingu są pieniądze. To dzięki nim sportowcy mogą rozwijać swoje pasje, mogą być realizowane świetne programy telewizyjne, kanały na YouTube, czy właśnie prowadzone blogi. Z jednej strony chcemy z tego wszystkiego korzystać, a z drugiej strony mamy pretensje o to, że ktoś za to płaci i tym samym to umożliwia? Ja dzięki współpracom blogowym mogę też wspierać więcej akcji charytatywnych, zdarzało mi się nawet oddać całe swoje wynagrodzenie na taki cel. Więc nikt mnie nie przekona, że sięganie po pieniądze od marek jest złe. Oczywiście cały czas mówię o sytuacji, kiedy współprace są dobrze dobrane do bloga i uczciwe w stosunku do odbiorców. 

Celowo nie rozwijam w tym poście tematu dodatkowego wynagrodzenia, jakim jest pozytywna energia od Czytelników. Pisałam o tym w podlinkowanym wyżej wpisie o blogowaniu od kuchni, więc nie czujcie się teraz pominięci 🙂 

Jak już wspomniałam – zarabianie na blogu i współprace to temat rzeka i mogłabym pisać ten post jeszcze długo… Dziś jednak chciałam skupić się na przedstawieniu stosunku zarobków do poświęcanego na tę pracę czasu. Podkreślam jednak, że to mój jednostkowy przypadek i nie przedstawia on obrazu całej branży. 

Kategorie: Freelance, Różne

W dużym skrócie - freelancerka, pasjonatka zdrowego i uważnego stylu życia, miłośniczka Warszawy, psów i kuchni roślinnej. LifeManagerka.pl to blog lifestylowy, którego tematem przewodnim jest szeroko pojęte, umiejętne zarządzanie swoim własnym życiem. Począwszy od odpowiedniego odżywiania i regularnej aktywności fizycznej, poprzez rozwój osobisty, a skończywszy na licznych detalach, które czynią nasze życie lepszym, prostszym i szczęśliwszym.

  • Cudownie, że piszesz o tym w taki sposób. Muszę przyznać, że dla mnie sponsorzy na blogach czy kanałach na yt sa jak najbardziej ok- czytelnicy dostają wartościowe treści za darmo a twórca dostaje wynagrodzenie za czas i pracę, którą włożył w tworzenie bloga.

  • Bardzo ważny artykuł! Myślę, że wielu osobom może otworzyć oczy i przekłuć taką instagramową bańkę ‘idealnego życia blogera’.
    Co do przeliczania na godziny, to porównam to trochę do mojej tej gałęzi branży muzycznej, którą się zajmuję – jestem organistką. I jak to przy ślubach bywa zdarzają się różne sytuacje. Osobiście na szczęście takich nie doświadczyłam, ale wielu moich znajomych miało problemy z parami, bo ‘co to jest, jak zagra pan dwa utworki’, ‘aż tyle? za co?’. Ludzie myślą, że muzyk nie ma co robić, tylko czeka jak pies aż mu się jakieś ‘zlecenie’ trafi. A prawda jest taka, że też poświęca (poświęcił) swój czas (często kilkanaście lat) na naukę tych ‘dwóch utworków’. Pary też często oburzają się na kwoty (a te, o których mowa są dość niskie), ale już na różne duperele ślubne potrafią wydać grube tysiące. Warto ludzi uświadamiać! 🙂

    • Trzeba im w takiej sytuacji powiedzieć, że nie ma problemu, niech sobie sami zagrają te dwa utworki 😉

      • Nawet nie wiesz ile jest czasem dyskusji w tym temacie… 😉 A jak się oburzają, jak im czegoś nie chcesz zagrać… 😀

  • Hihi, jak ktoś mówi, że “nie ogląda ZdrowoManii, bo jest sponsorowana”, to co by to było, gdyby posty były płatne 😀 nawet nie próbujmy zrozumieć tego podejścia, szkoda naszego czasu 😉

  • Goszcz

    Ja zawsze jak czytam Twojego bloga i oglądam Twoje filmy to myślę sobie, że powinno być o Tobie więcej słychać i powinnaś więcej na tym zarabiać. Ale rozumiem też Twój wybór i sposób, w jaki współpracujesz z markami. Cieszę się, że tworzysz dalej świetne treści, bo Twój blog właściwie jest jedynym, który śledzę na bieżąco 😉

  • 2,40 zł brawo! Moja stawka wynosi pewnie jakieś 0,24 zł za godzinę 😉 Dawaj tego e-booka 🙂 myślę, że żadna z Twoich czytelniczek i czytelników nie będzie miał nic przeciwko i nie wyskoczy na barykady krzycząc: KOPIUJOOOO! A pewnie dużo osób chętnie to kupi i przeczyta 🙂

    • Atta

      Agnieszki e-booka brałabym w ciemno 🙂

      • Asia

        o czy ten e-book? Ja nie wiem czy inne blogerki pisza bo nie czytam ich za wiele. Co do reklam to spojrz np. najbardziej popularne blogi – tam nie ma posta bez reklamy w roznych postaciach.

  • Atta

    Rozumiem osoby, które irytują współprace, kiedy jedna z ich ulubionych blogerek (lub jeden z ich ulubionych blogerów) powiedzmy na 5 wpisów 3 ma sponsorowane, a tematyka nie za bardzo wiąże się z tym, co ci blogerzy promują sobą na co dzień (chociaż wówczas dochodzę do wniosku, że właściwie promują sobą tylko to, że są słupami ogłoszeniowymi). Mimo tego nie uważam, że współprace są złe. Jeśli ufasz jakiemuś blogerowi i wiesz, że nie poleca produktów tylko dla kasy, to zupełnie inna bajka. Ufam Tobie, ufam Ani Kęsce, nigdy nie przejechałam się na Waszych rekomendacjach. Myślę, że najbardziej szkodzą blogerom inni blogerzy, którzy biorą wszystko jak leci i nie zastanawiają się nad tym, w jakim świetle stawiają przez to całą branżę 🙂

    Jak już Ci kiedyś napisałam (chyba na Insta) – uwielbiam Twoje posty sponsorowane za to, że nie są nachalne 🙂 A to jest sztuka!

  • Natalia F.

    Rzadko kupuję e-booki, ale Twojego kupiłabym z przyjemnością, pisz śmiało:) Lubię Twój styl, a tematyka, którą poruszasz jest dla mnie w 99% ciekawa, więc biorę w ciemno:)

  • Kais

    A mnie zastanawia inna kwestia, skoro pracując 7h dziennie (średnio) na blogu zarabiasz na nim tak mało, to ile czasu poświęcasz na pracę, która przynosi zysk? Nie sądzę, żebyś pracowała 12h dziennie(średnio), tak sądzę, bo sympatyzuję z tobą od dłuższego czasu. Więc jeśli nie pracujesz w sumie 12h dziennie, to znaczy, że pracując zarobkowo ok 2h dziennie (czyli razem z pracą na blogu 9h) jesteś w stanie zarobić na życie. I to jest dopiero ciekawe. Co robić, żeby zarobić na życie pracując 2h dziennie jako freelancer 😉

    • Rozumiem, że Cię to zastanawia, ale odpowiedź na to pytanie nie jest taka prosta. Przede wszystkim przez ostatnie kilka lat realizowałam na YouTube swój program, czyli ZdrowoManię, która dzięki sponsorowi przynosiła mi dochód pozwalający na pokrycie comiesięcznych kosztów utrzymania firmy. Właśnie kończymy tę współpracę, ale przez ostatnie 3,5 roku nie musiałam się martwić o ZUS. W międzyczasie miałam na freelancingu takie zlecenia, które realizowałam poświęcając na nie np. bite 2-3 dni (po 12h dziennie) i potem przez prawie cały miesiąc nie musiałam już nic przy nich robić, dlatego tak dużo czasu mogłam poświęcać na bloga. Z blogiem też jest tak, że mogę przez kilka miesięcy nie zarobić na nim nic, a potem przez kolejne kilka miesięcy zarobię nieco więcej. Więcej, niż jestem w stanie wydać, bo nie jestem osobą rozrzutną i nie mam dużych potrzeb finansowych. Więc najprościej mówiąc – moje dochody są bardzo nieregularne i są miesiące, kiedy żyję z nadwyżek, które przytrafiają mi się w innych miesiącach. Ot, cała tajemnica 😉
      Generalnie przez ostatni rok zajmuję się głównie blogiem i ZdrowoManią i rzadko przyjmowałam jakieś zlecenia na freelancingu. Jeśli już, to były to zlecenia consultingowe, które nie wymagały ode mnie dużego nakładu pracy, mogłam np. rozmawiać z klientem przez telefon spacerując z psem.

      • Kasia

        Dzięki za odpowiedź. Prowadzę swoją jednoosobową działalność, więc dochody nie sa tak regularne jak na etacie, ale aż takiej nieregularnosci i niepewności bym nie zniosła, pewnie też dlatego, że mam 3 dzieci i wkrotce 4. Pozdrawiam i powodzenia.

  • Mam masę znajomych, którzy moje blogowanie traktują i uważają, że dostaję coś za darmo, ale nikt tak na prawdę nie widzi ile czasu i pracy to nas kosztuję. Ja bloguję już 7 lat i przez te 7 lat dzień w dzień poświęcam się blogowaniu

    Blog urodowy

  • Świetnie napisane, w szczególności to o traktowaniu bloga jako całości! Ja piszę od 7 lat, a mi wyszło jakieś 44 groszy za godzinę, haha 😉 Chociaż nie do końca jestem przekonana, czy to zabawne 😉 Koszty, jakie ponosimy, też mają ogromne znaczenie. Na przykład niedługo muszę kupić nowy telefon – gdybym nie prowadziła bloga, wystarczyłby mi najprostszy do sprawdzenia poczty, pogody, kilku apek codziennego życia typu bank i do porozmawiania z kimś. Niestety pisząc bloga moje potrzeby technologicznie są bardzo wysokie, więc muszę kupić naprawdę dobry smartfon. Podobnie niedługo będę musiała kupić laptopa bo moja kilkunastoletnia skrzynia daje mi codziennie popalić. Czy kupię najtańszy laptop tylko do przeglądania neta? No nie! Bo musi być szybki i mieć pojemny dysk, żeby spełnił moje oczekiwania na najbliższych kilka lat, dopóki nie umrze śmiercią naturalną. Nie wspomnę o aparacie, dodatkach do zdjęć, kosztach prądu (siedzenie kilka godzin przy kompie robi swoje!), oświetlenia (lampa), teł do zdjęć, domeny itd. Gdybym uwzględniła koszty i porównała je z zarobkami, jestem PEWNA, że byłaby to strata. I to spora 🙂

    Piszę bloga dla przyjemności, więc nie mam bólu tyłka, że nie jest moim źródłem utrzymania, czy nawet w ogóle jakiegokolwiek dochodu. Ale szkoda, że zawsze znajdzie się jakaś grupa osób jednoznacznie krytykująca współprace (które zawsze są u mnie RZETELNE I ZGODNE Z PRAWDĄ), nie biorąc pod uwagę ilości wkładanej pracy. Aktualne wpisy z Lily Lolo (akurat nie za wynagrodzeniem :P) zajęły mi kilkadziesiąt godzin pracy (na pewno więcej niż 30 godzin, możliwe że więcej niż 40 godzin), a i tak w blogowej ankiecie kilka osób napisało mi, że piszę za rzadko ♥ Jak mam pisać częściej, skoro tyle pracy wkładam w jeden czy dwa wpisy?? W takich momentach czasem się naprawdę odechciewa, ale to już akurat trochę odbiegło od tematu wpisów sponsorowanych, lecz tyczy się bardziej bycia niedocenionym.

  • Tak naprawdę nikt na tym nie traci. Ludzi chyba boli to, że inni mogą coś zyskać? Sponsorzy zawsze będą szukać sposobów na promocję, taka kolej rzeczy. Lepiej żeby inwestowali w ludzi niż w zbyteczne projekty 😉
    Blog kosztuje nie tylko czas, ale hosting itp. itd. Może negatywne nastawienie wynika z przesady niektórych influencerów i tyle

    Pozdrawiam 😉
    https://positiveat.pl

  • Szczerze, konkretnie i celnie. To zarzucanie sponsorowanych wpisów, które są jasno opisane i zaznaczone jest głupie, to strzał w kolano.

  • Fajnie, że opisałaś swoje zarobki na blogu. Wiele osób myśli, że zarabianie na blogu jest łatwe i są tam tysiące złotych. Oczywiście świta zgarnia 80% z całego rynku tak jak najlepiej zarabiający piłkarze. A reszta próbuje dołączyć do tej elity i raczej jeśli nie wymyśli własnych produktów to będzie zarabiać mało w porównaniu do włożonej pracy.