Ogarnijmy się! Czyli dlaczego warto szerzyć modę na mniej śmieci.

Najprościej jest mieć wszystko gdzieś. Nie interesować się tym, co dzieje się na świecie i żyć chwilą, nie myśląc o przyszłości. I szczerze mówiąc są płaszczyzny, na których ja również stosuję tę metodę, np. nie interesuję się polityką (dopóki nie zaczyna ona zbyt mocno ingerować w moje życie). Ale są też kwestie, w których nie potrafię wyłączyć myślenia i jedną z nich jest nasze środowisko.

Wolisz posłuchać wpisu w formie audio, przeczytanego przeze mnie? No to zapraszam 🙂 kliknij w trójkącik:

 

I powiem szczerze, że początkowo nie planowałam promować nurtu “zero waste”. Po pierwsze dlatego, że samej daleko mi do “zero waste” i bardziej pasowałoby tu słowo “less” niż “zero”. Po drugie nie chciałam wtryniać się na podwórko moich koleżanek blogerek, które bardziej działają w tym temacie. Ostatecznie jednak doszłam do wniosku, że im nas, promujących ten nurt więcej, tym lepiej. Każdy z nas może inspirować kolejne osoby do dobrych zmian… Wy również możecie to robić! I wtedy przestaniemy być “jednostkami, które same nie zbawią świata” (cytuję to jako argument tych, którym nie chce się zmieniać swoich przyzwyczajeń). Przecież musimy zebrać się do kupy, aby te nasze małe zmiany zaczęły być odczuwalne i abyśmy zaczęli żyć w czystszym świecie.

Musimy się ogarnąć!

Ten temat budzi we mnie emocje, bo nie chodzi tylko o naszą przyszłość i o to, że nasi potomkowie będą żyli na świecie dosłownie zalanym przez plastik. Tragedia dzieje się już teraz. Mnóstwo zwierząt cierpi i ginie przez plastik. Badający ten temat eksperci odnajdują go w żołądkach ryb, ptaków… Zwierzęta umierają w męczarniach, bo np. kawał plastikowej folii zablokował im układ pokarmowy i nie mogą spożywać normalnego pożywienia. I nie mówimy tu o małych, (rzekomo) “nic nie znaczących” żyjątkach, tylko również o takich gatunkach, jak żółwie czy walenie. Oczywiście plastik, którym żywią się ryby morskie, trafia też do organizmów ludzkich (w przypadku osób, które jedzą ryby i owoce morza). Smacznego. 

Oceaniczna wyspa śmieci i plastikowy smog

Mówi się o dryfującej po Pacyfiku wyspie śmieci wielkości Francji (czytałam też, że ma ona powierzchnię pięciokrotnie większą od naszego kraju), ale jeszcze większym problemem okazuje się zjawisko plastikowego smogu, które występuje w morzach i oceanach. Badania nad tym tematem wykazują, że drobinki plastiku znajdują się nawet w teoretycznie oczyszczonej wodzie, która z lądu spływa do morza. Dodatkowo znajdujący się w wodzie plastik pod wpływem słońca, fal i wiatru może ulegać rozdrabnianiu. Plagą są też kosmetyki i środki czystości z mikrogranulkami, które nie ulegają rozkładowi i niesamowicie zanieczyszczają środowisko. Wszystko to stanowi duże zagrożenie dla wszystkich stworzeń morskich, w tym również ptaków. Dorosłe ptaki mogą mylić drobinki plastiku z poszukiwanym przez siebie planktonem i karmią tym swoje młode. 

Długo można by tak pisać, jeśli macie ochotę zgłębić wiedzę na ten temat, polecam obejrzeć jakiś film dokumentalny, np. “Plastic Ocean” (jest na Netflixie) lub “Plastic Planet”. Ja przyznaję, że nie mogłam powstrzymać łez i “Plastic Ocean” wyłączyłam po zobaczeniu żółwia. Jestem typem człowieka, który nie musi oglądać drastycznych scen i czytać kilkudziesięciu artykułów, aby dotarło do niego, że coś jest złe. Zawsze starałam się ograniczać np. ilość foliowych torebek w swoim otoczeniu, ale na tym moje działania się kończyły. A kiedy postanowiłam porządnie wziąć się za swoje dotychczasowe przyzwyczajenia?

Przełomowe momenty

Pierwszym momentem, kiedy bardziej zainteresowałam się tematem “zero waste” była lektura książki “Życie Zero Waste” Kasi z bloga Ograniczam się. Uważam, że ta książka powinna być lekturą szkolną i ogólnie powinien przeczytać ją absolutnie każdy. Bardzo otwiera oczy, bardzo inspiruje, świetnie “prowadzi za rączkę” w procesie wprowadzania zmian. Czytając ją myślałam, że niektóre zmiany mnie przerastają… I podtrzymuję to – nadal z wielu rzeczy nie potrafię i nie mam zamiaru rezygnować. Ale myślę też, że do wielu zmian dojdę małymi kroczkami, powoli… Dziś robię kilka rzeczy, które wtedy, w momencie czytania tej książki wydawały mi się nieosiągalne. Planuję niedługo przeczytać ją drugi raz, aby zaczerpnąć z niej kolejne inspiracje. 

mniej smieci, czyli życie zero waste

Najbardziej przełomowym momentem, jeśli chodzi o moje działania, była… Moja dieta pudełkowa. Nadal miło ją wspominam i uważam, że to świetny sposób na okresy, kiedy naprawdę nie ma czasu na gotowanie… Ale przez cały ten czas myliśmy te opakowania, aby oddać je do recyklingu i kiedy po zakończeniu diety zobaczyliśmy, ile tego się uzbierało przez 2 tygodnie, to… Dopadł nas straszny kac moralny. Kombinowaliśmy, gdzie oddać te pudełka, aby jeszcze się do czegoś przydały, na grupie zero waste ludzie sugerowali, aby np. oddać je do jakiegoś przedszkola, aby dzieci wykorzystały je podczas zajęć plastycznych… Ale to wciąż był wielki wyrzut sumienia w postaci torby pełnej plastiku. Niestety, kiedy zaczęłam wnikać w kwestie recyklingu to okazało się, że nie wygląda to tak kolorowo i bardzo niewielka ilość tego plastiku faktycznie jest odzyskiwana. Warto sobie to uświadomić. Problem z recyklingiem często też wynika z ludzkiego braku myślenia. Co nam po segregowaniu śmieci, kiedy np. ktoś inteligentny inaczej wrzuci do pojemnika na odpady suche słoik po śledziach w oleju. Nieumyty. Zresztą w ogóle segregacja śmieci w Polsce bardzo kuleje i wiele osób (głównie starszych) uważa ją za bezsensowne komplikowanie sobie życia.

A teraz wyobraźmy sobie… 

Ile jednorazowego plastiku ląduje codziennie w koszach na śmieci. Zobaczcie ile jest cateringów dietetycznych, jak wiele osób z nich korzysta (czego absolutnie nie potępiam, bardziej chodzi mi o to, że te firmy powinny poszukać ekologicznych rozwiązań). Ostatnio na vlogu Bogusi Anioła na resorach usłyszałam, że nad morzem w zdecydowanej większości knajpek podaje się jedzenie na plastikach. Będąc w górach na to samo zwróciłam uwagę w knajpce na Gubałówce – na stoliku obok nas ludzie zostawili po sobie masę plastiku w postaci kubków po piwie, ze słomkami oczywiście. Niedawno jedna blogerka na Instagramie pokazywała super wypasionego drinka, w którym było kilkanaście słomek. A ile jednorazowych kubków wydają codziennie sieciowe kawiarnie? Nie mówię już o foliowych torebkach, w które pakowane są warzywa i owoce na zakupach, bo te przynajmniej mogą być wykorzystywane kilkukrotnie. Ale to wszystko składa się na absolutnie przerażającą całość!

Dlatego apeluję….

Ogarnijmy się. To my tworzymy ten świat, my podejmujemy decyzje gdzie, co i w jakiej ilości kupujemy i zużywamy. Możemy wybrać knajpkę, w której może będzie te kilka złotych drożej, ale dostaniemy jedzenie na normalnych talerzach. A jeśli zależy nam na oszczędności, możemy wziąć ze sobą swoje wielorazowe naczynia. Po kawę można iść z własnym kubkiem, a jeśli nie możemy żyć bez słomek, możemy kupić sobie wielorazowe. Takie przykłady można mnożyć i w zasadzie to o nich miał być ten post, ale walnęłam taki długi wstęp, że sami rozumiecie ;). O moich patentach na ograniczanie śmieci napiszę w osobnym poście, a w tym proszę tylko, aby każdy z nas zastanowił się nad tą kwestią. Nie jesteśmy w stanie zdziałać nic pojedynczo, ale razem już mamy dużą moc. Kiedy zaczniemy ograniczać plastik i jednorazowe produkty, zapotrzebowanie na nie zacznie maleć. Może warto popracować też nad edukacją starszych członków rodziny? Może uparte powtarzanie w kawiarniach, że nie chce się słomki lub plastikowych kubeczków wpłynie na politykę tego miejsca? Kurczę, zacznijmy korzystać z tego, że my jako konsumenci mamy głos. 

I błagam… Nie myślcie o sobie, że jesteście za mali, że jesteście jednostkami, że nie jesteście influencerami, więc nic nie możecie zmienić. Wasze materiałowe woreczki na taśmie w supermarkecie mogą zainspirować inną osobę. Wasze “poproszę napój bez słomki” albo “do własnego kubka” może pokazać osobie stojącej obok, że istnieje alternatywa dla obecnych, nieekologicznych standardów. Tylko musimy działać, a nie płynąć z prądem, jak te nieszczęsne śmieci w oceanie… 

I nie mówię, że to jest łatwe, bo często nie jest. O swojej drodze, o zmianach które wprowadziłam, o tych, które sprawiły mi największą trudność i o tych, których wprowadzić nie potrafię, opowiem Wam w osobnym poście. 

A teraz chętnie poznam Wasze historie. Jaki macie stosunek do zero waste? 

Niektórzy uważają, że to tylko moda, której ulegają kolejne blogerki, aby żyć zgodnie z trendami. A ja powiem tylko tyle, że jak jakaś moda jest dobra, to naprawdę nie kumam, jak można ją krytykować. Jeśli idą za tym jakieś faktyczne (trwałe!) działania, to nic, tylko taką modę chwalić i przede wszystkim SZERZYĆ! I do tego też chcę Was zachęcić. 

Kategorie: Polecane, Różne, Zdrowy dom

W dużym skrócie - freelancerka, pasjonatka zdrowego i uważnego stylu życia, miłośniczka Warszawy, psów i kuchni roślinnej. LifeManagerka.pl to blog lifestylowy, którego tematem przewodnim jest szeroko pojęte, umiejętne zarządzanie swoim własnym życiem. Począwszy od odpowiedniego odżywiania i regularnej aktywności fizycznej, poprzez rozwój osobisty, a skończywszy na licznych detalach, które czynią nasze życie lepszym, prostszym i szczęśliwszym.

  • Marta

    Bardzo się cieszę, że o tym napisałaś! Też nie rozumiem, jak można krytykować obecną popularność ruchu zero waste, skoro to idea, która działa na korzyść wszystkich. Co do segregacji śmieci – z moich obserwacji wynika, że jako “bezsensowne komplikowanie sobie życia” traktują ją też w ogromnym stopniu ludzie młodzi, głównie ze wględu na wygodę, przyzwyczajenia i kompletny brak edukacji.

    • Z segregacją się nie zgodzę, widzę, że młodzi segregują częściej, moim teściom się nie chce, sąsiadom 60+ też nie, wolą więcej zapłacić, przykre… i tłumaczą się głupio,że nie mają miejsca na śmietniki w kuchni, pomimo,że wychodzą kilka razy dziennie z domu, czy to do sklepu, czy z psem… więc to by nie był wcale wielki problem wziąć za każdym razem te dwie butelki, czy makulaturę….

      • Marta

        Pisałam głównie na podstawie ludzi u mnie w pracy (korpo, więc większość to osoby w okolicach trzydziestki): w kuchni mamy kosze na segregowane odpady, a przy biurkach takie ogólne; przypadek, żeby ktoś podniósł się i poszedł do kuchni, żeby wyrzucić plastikową butelkę (już nie mówiąc o zgniataniu jej), papierową torebkę po bułce itd. zdarza się naprawdę rzadko.

      • Aga napisała o tym segregowaniu włąsnie głównie w odniesieniu do starszych osób 🙂

  • Cześć,
    Super wpis. Ja powoli uczę się segregowania śmieci. I tak samo męczę o to rodzinę. I wszyscy zadowoleni, bo nagle się okazało, że nasz kosz na śmieci wyrzucamy raz na tydzień 😀 a jest naprawdę malutki!
    Pozdrawiam,
    Kasia

    • Nie ma co męzczyc, trezba zrobić z tego rodzinna tradycję 😉 Co jeszcze możesz zrobić?

      • Ogólnie to plany mamy spore – przydomowa oczyszczalnia, panele słoneczne,ocieplenie domu i lepszy piec. Tylko niestety to wszystko kosztuje, więc plany realizujemy bardzo powoli, ale skutecznie.

  • Mnie najbardziej przeraża ilość zużywanych foliowych torebek przy owocach i warzywach na wagę w supermarketach… Dzięki za poruszenie tego tematu, jest on niezwykle ważny. Zgadzam się, że nawet małe decyzje w codziennym życiu mogą zrobić ogromną różnicę jeśli będziemy się ich trzymać na dłuższą metę.

    • W niektórych krajach, niemal wszędzie na działach owoce/warzywa sa do kupienia siatki materiałowe w pakiecie. niestety nie spotkałam się z tym nigdy w Polsce…

  • Nasze pokolenie zachłysnęło się wygodą, jaka towarzyszy korzystaniu z tych jednorazowych produktów. Dlatego tak trudno niektórym z nich zrezygnować… No i masz rację, że funkcjonuje to myślenie zero-jedynkowe. Dlatego potrzebne są takie osoby jak Kasia czy Ryfka (też śledzę i bardzo lubię), które mają do tego zdrowe podejście.

    Co co cateringu to tak na co dzień nie było widać tej ilości plastiku, ale Wojtek po myciu go składał to wszystko w jednym miejscu i jak po zakończeniu diety chcieliśmy to wyrzucić, to nas zamurowało 🙁

  • Ja używam biodegradowalnych (niestety są droższe od zwykłych), ale są też jakieś papierowe 🙂

  • Kinga Zając

    Super wpis 🙂 Co do segregacji, na wsiach było do tej pory tak, że albo płaciło się więcej, albo się segregowało na suche i mokre – i większość segregowała. Teraz zamiast na suche i mokre ma być osobno chyba z pięć rodzajów. No i teraz wszyscy których znam wracają do zmieszanych, bo nikt nie chce trzymać pięciu śmietników, zwłaszcza, że różnica w opłatach za segregowane i zmieszane śmieci to TRZY ZŁOTE. Ktoś, kto chciał zrobić dobrze, ewidentnie nie przemyślał sprawy…

    • szkoda, ze tak to wygląda z tym segregowaniem…To niestety pokazuje, że czasami cena dla Polaka ma znaczenie, w sensie więcej zapłaci to bardziej doceni.

    • Dziwne, u nas na wsi różnica to dużo dużo więcej i podczas zbiórki śmieci segregowanych jest bardzo dużo, a zmieszanych zdecydowanie mniej 🙂

  • Temat jest bardzo ważny, bo świadomość przeciętnego Polaka na ten temat jest.. minimalna. Ja również popełniam błędy, przyznaję się, ale staram się jak mogę, by mieć większy wpływ na CZYSTOŚĆ naszej planety. Mam nadzieję, że będzie coraz lepiej!

  • Ania

    Jeszcze raz dziękuję za formę audio przy małym dziecku to bardzo pomaga:) temat bardzo na czasie, sama jakiś czas temu zakupiłam materiałowe siateczki i mam nadzieję takich osób będzie co raz więcej i wyprą one plastikowe torebki na warzywa i owoce! Jak widzę osoby, które każdego banana czy jabłko pakują w osobną torebkę to mi się serce kroi:/ najgorsze że takie osoby mam sama w rodzinie i niestety na nic się zdają moje argumenty:( dlaczego w Polsce nie ma automatów zbierających butelki szklane, plastikowe i puszki?! Wiem, że w innych krajach jest to popularne, sama naprwno korzystałabym z tej opcji.
    Poza tym mocno denerwuje mnie palenie śmieci zimą by nie musieć płacić za dodatkowy wywóz śmieci.
    Czekam na wpis o patentach na less waste. Książka już czeka w kolejce na przeczytanie:)

    • Fakt, na “zachodzie” i nie tylko bardzo popularne są maszyny na butelki, a nawet puszki – dosatjesz wtedy paragon ze zniżką na zakupy w tym sklepie. W niemczech to funkcjonuje chyba od lat 90-tych. I ludzie naparwde bardzo chętnie z tego korzystają i sobie to chwalą.

      W niektórych karajach sa tez darmowe podajniki na wodę lub w cenie tańszej niż woda bitelkowana. Idziesz ze swoją butelką i nalewasz wodę, zamiast kupować – plastikowe bytelki, w plastkiwoej folii (zgrzewka).

  • Anna Banaszczyk

    Agnieszka, super artykuł! Ja jestem na samiutkim początku zero waste. Niestety mam w domu oporny egzemplasz, dla którego wyrzucenie butelki do osobnego kosza to wyczyn. 🙁
    Z chęcią dowiem się o Twoich trikach związanych z zero waste.

    Aha, no i forma mówiona jest super! Chyba powinnaś zacząć nagrywać podcasty:)

    Pozdrawiam

  • Zelda

    Super, że o tym napisałaś. Chyba stało się to dla mnie jakąś ostatnią kroplą motywacji i sama dałam sobie wielkiego kopniaka do zmian. Jestem na diecie wegańskiej bezglutenowej, mam do tego sporo alergii i chorego chronicznie zwierzaka pod opieką. Bałam się drążyć temat zero waste na dedykowanych temu stronach, bo miałam wrażenie, że to już dla mnie zbyt wiele – nie tylko kolejnych starań i wzrostu kosztów, ale i obciążeń emocjonalnych (bo jednak zero waste nie bierze się z niczego). Ty napisałaś o tym w sposób niezagrażający i chyba przez to łatwo mi było zmotywować się a nie “wyprzeć” myślenie o tym, kolejny raz. Moje zmiany od dzisiaj to: worki na psie odchody tylko biodegradowalne, podobnie worki na śmieci, torba na zakupy zawsze w plecaku lub torebce, jedzenia tyle, ile na pewno zjem i ogólnie nie przejadanie się, zacerowanie starych skarpet z małymi dziurkami (!) itp. naprawy. Zmiany do wprowadzenia w tydzień: woda tylko z filtrującego dzbanka, bidon filtrujący na wodę poza domem, w pracy kawa tylko ze swojego kubka, a nie z papierowych, woreczki na warzywa i owoce by nie brać plastykowych, jedzenie na wynos tylko do własnych pojemników, tylko ekologiczne środki do czyszczenia mieszkania. Zmiany do wprowadzenia w remontowanym mieszkaniu: zamknięty kompostownik do mieszkania (na balkon), perlatory do kranów, powrót do robienia własnego jogurtu roślinnego. Zamierzam też oszczędzać wodę w ten sposób by zostawiać wodę po kąpieli (biorę bardzo rzadko, ale jednak) w wannie, przelewać do wiadra i wykorzystywać do spłukiwania WC. Najśmieszniejsze, że to są wszystko bardzo proste rzeczy i nie wiem dlaczego się ich tak bałam. Poza tym wiele z nich kojarzy mi się z dzieciństwem w latach 80-tych 🙂 Dzięki Agnieszka!

  • Zelda

    Hej, napisałam tu przed chwilą pochwalny komentarz, który uznano za SPAM. Czy dałoby się go przywrócić?

    • Jasne, dziękuję za info, bo nie zaglądam do spamu 🙂

  • Świetny pomysł z nagrywaniem głosu, bo masz cudowną barwę i bardzo miło się słucha!
    A w nawiązaniu do tematu posta – ja ostatnio zaczęłam coś od czasu do czasu rzucać mojej mamie i kupujemy w foliówkach coraz mniej, a jeśli już to te foliówki są wielokrotnie używane. Dzisiaj nawet zastanawiałyśmy się, czy nie chodzić np. po śliwki z własnymi foliówkami, które i tak są w domu. Zawsze będzie ich mniej, choć pani w kolejce w biedronce proponowała na reklamówkę na 3 cytryny i 3 nektarynki. I była zszokowana, że nie chcemy i spojrzała na nas jak na wariatki.
    Ale może da jej to do myślenia, bo sama miała w reklamówce jedną! paprykę…

  • Super – i oby do przodu. Jak myslisz, co jeszcze możesz zrobić?:)

  • Na problemy z nadmiarem jedzenia lub urlopem sa Jadłodzielnie 🙂 Można tam oddac jedzenie, któe jest dobre ale np. wyjeżdżasz i wiesz, że tego nie przejesz, a nie dotrwa to do Twojego powrotu 🙂

    Zero-jedynkowe podejście, oj dziewczyno nawet nie masz pojęcia, jak sie nie mylisz z tym stwierdzeniem. A szczególnie mocno, dotyczy to perfeksjonistów.

  • Z początku byłam sceptyczna, ale tyle inni mówią o tym, że ja sama i nawet reszta rodziny, zaczęliśmy zwracać uwagę, aby np. nie brać niepotrzebnych toreb w sklepie. Człowiek już od dawna, wcześniej dla siebie, ale staram się segregować śmieci i boli, jak miasto kwestie rozwiązało. Jeszcze tylko butelkowaną wodę gazowaną kupujemy. Niegazowanej już nie kupuję. Warto się zastanowić, co można jeszcze zrobić w swoim zakresie.

    • Agnieszka

      Kupić saturator do wody gazowanej 🙂

  • Straszne to jest o czym piszesz….. U nas w mieście wprowadzili jeszcze bardziej restrykcyjną segregację i słyszałam takie głosy, że ludzie odpowiedzialni za zmiany powariowali,że przesada, że za dużo tego, że znowu się trzeba uczyć segregacji od początku. Wcześniej był podział suche/mokre i to wystarczyło…no strasznie się tego słucha, bo przecież segregacja nie jest taka trudna 🙂

    • Trudna nie jest, jednak pociąga za soą naukę czegoś nowego, a to nie jest wygodne, bo to jest zmiana:| Choć oczywiście, nie każdy az tak bardzo skupia się na naturze ludzkiego funkcjonowania i dokonuje zmian 🙂

  • Paulina Buchwald

    Dodam jeszcze tylko, że przykładem mogą być dla nas Niemcy. Niedawno wróciłam stamtąd z Erasmusa i muszę przyznać, że ogromną wagę przykładają sortowania śmieci i ekologicznych spraw, nawet w supermarketach panie kasjerki pytają się, czy ktoś chce paragon, jeśli nie, to nie drukują, najczęściej spotykałam się z tym w Kauflandzie 😉

    • Serio? Nie drukują paragonów? Rety! jaka to oszczędność papieru i tuszu (a także srodowiska), fantastyczne!

  • Świetny artykuł! Ja również staram się każdego dnia dbać o nasze wspólne środowisko. Wystarczy mieć jedynie trochę więcej wyobraźni, żeby przewidzieć skutki zaśmiecenia.

    • Wyobraźni i otwartości na posłuchanie/poszukanie tego jak to robią inni:)

  • Basia

    Dzięki za ten tekst ! W pełni się zgadzam, to nasze małe konsumenckie decyzje wpłyną na zmianę tego co uważamy za “normalne” i za tym pójdą kolejne zmiany. Bo WSZECHOBECNA foliówka serio nie jest normalna i należy z tym walczyć.

  • Agnieszko super, że o tym napisałaś. Ja wprowadam u siebie less waste od 10 miesięcy i chociaż dalej daleko mi do ideału to jest coraz lepiej. Używam konopnych myjek do zmywania, materiałowych wacików kosmetycznych, woreczków na zakupy, noszę ze sobą własną butelkę wody, kupuję pojedyncze-samotne banany. Dalej mam jeszcze dużo do zrobienia w tym temacie np. wprowadzenie kubeczka menstruacyjnego czy ograniczenie ilości żywności w plastiku.

  • Patrycja

    Bardzo motywujące są takie wpisy i czyta się je z największą przyjemnością, jednak dla mnie najsmutniejsza rzeczywistość leży dużo dalej od naszego podwórka. Problem segregacji czy jej braku bywa kością niezgody, ale co w sytuacji gdy sąsiedzi nagminnie śmiecą? Gdy dla ludzi pochodzących z innych stron świata wyrzucanie śmieci przez okno, puszek i butelek do parku, pozostawiania zużytych pieluch i pojemników po jedzeniu na wynos na chodniku przed klatką jest rzeczą normalną i kompletnie nie próbują nic z tym zrobić (i ustalmy szczerze, nie zrobią). Przez 6 lat mieszkałam wśród ludzi pochodzenia arabskiego i afrykańskiego i choć jestem daleka od oceniania ich jedną miarą to codziennie (sic!) pojawiały się nowe śmieci tuż przed moim nosem. Na nic ogromnie pomieszczenie z 12 pojemnikami do segregacji, worek nieposegregowany i tak stał na zewnątrz rozciągnięty dodatkowo przez ptaki zachęconych zapachem resztek jedzenia. Koszmar. Koszmar przez duże „K”. Można zacząć od siebie, można kupić gotowe opakowania, kubki, słomki, chodzić z własną butelką na wodę, ale jeśli „góra” nie wymusi na tych ludziach większego przystosowania się do wymogów współczesnego świata to nadal brudy będą pływały w morzach i oceanach, niestety.

    • Wiem o czym piszesz, ten problem występuje w wielu miejscach, wiele narodów w ogóle nie dba o środowisko… I to jest przerażające, my niewiele możemy w tej kwestii zmienić 🙁

  • Małgorzata Rachwał

    Zgodzę się z Toba, że plastik nas zalewa, ale nie widać tego, dopóki się nie zacznie segregować odpadów… jak kiedyś nie segregowałam, nie zdawałam sobie sprawy, ile się tego zużywa – a powiem, że nie piję wody butelkowanej i napoje gazowane itp. to u nas rzadkość – a jak zaczęliśmy segregować – to oczy nam się otworzyły ile tego idzie w przeciętnym 4-osobowym gospodarstwie domowym! Teraz przymierzam się do kupna torebek na owoce i warzywa – dzięki Tobie i Bogusi z piękno i minimalizm 🙂 więc proszę o wpis o takich torebkach 🙂 pozdrawiam, Gosia

  • Najlepiej działać właśnie powoli i systematycznie, bo jak naprawdę chce się zacząć od rewolucji, to można się załamać. Z tymi plastikowymi opakowaniami to i u mnie będzie ciężko, problemem są głównie kosmetyki do włosów.

    • Kasia

      Ostatnio na instagramie szafasztywniary wspomniane było o szamponach w kostkach, w dość fajnych opakowaniach – to może być inspirujące 🙂

  • kinga

    świetny pomysł z nagraniem w formie podcastu tego co napisałaś!