Moje ulubione ekologiczne gadżety zero waste / less waste itp.

Wiem wiem, długo kazałam Wam czekać na ten post, ale moim zdaniem pisanie go bez dokładnego przetestowania pokazywanych w nim rzeczy nie miałoby sensu. Głównym bohaterem tego wpisu będą woreczki na zakupy, a te chciałam chociaż kilka razy wyprać, aby mieć jakąś opinię na temat ich trwałości. Wydaje mi się jednak, że nie będzie to ostatni post, w którym pokażę Wam moje ulubione, ekologiczne gadżety zero waste. Z czasem w moim domu mogą pojawić się kolejne i jak zbierze się ich więcej, przygotuję kolejną część wpisu. 

Woreczki na zakupy

Kiedy ja zaczynałam swoją przygodę z woreczkami na zakupy, było ich jeszcze dość niewiele. Teraz obserwuję na Instagramie, że stał się to produkt bardzo modny i co za tym idzie – jak grzyby po deszczu wyrastają kolejne niewielkie firmy, które zajmują się ich szyciem. Uważam, że to dobry nurt, bo dzięki temu konsumenci mają większy wybór i łatwiej wybrać im coś dopasowanego do ich potrzeb. Ja mam 4 rodzaje woreczków i w zasadzie jedyne jakich nie testowałam, to te “firankowe”. Nie mam więc pojęcia, jak się sprawdzają, jak są wytrzymałe itd., więc może Wy podzielicie się swoją opinią w komentarzach. A ja opowiem Wam o swoich woreczkach:

Woreczki Naturofaktura

Były to moje pierwsze woreczki i od razu się z nimi polubiłam. Worki te są wykonane z nieobrabianej bawełny, są oddychające. Wykorzystuję je głównie do kupowania pieczywa, a kiedyś też produktów sypkich. Tu trzeba mieć na uwadze, że takiego worka nie da się szczelnie zamknąć i raz mi się zdarzyło, że podczas transportu wysypała mi się kasza jaglana. Generalnie takie rzeczy, jak kasza jaglana lepiej kupować do plastikowych lub szklanych pojemników, ale kiedy nie ma się takiego przy sobie, to fajnie mieć możliwość zapakowania ich do woreczka. Tych do tego celu raczej bym nie polecała. Ale świetnie sprawdzą się przy warzywach, owocach, grzybach i pieczywie. 

Zestaw 5 woreczków w różnych rozmiarach kosztuje 50 zł. Mamy do wyboru kilka wersji kolorystycznych. 

Mój największy naturofakturowy worek waży 27,8 g.

Torbacze

Te woreczki są u mnie zdecydowanie najczęściej w użyciu. Po pierwsze dlatego, że bardzo je polubiłam, a po drugie dlatego, że to do nich najchętniej pakuję owoce i warzywa. Bardzo lubię w nich to, że są dziurkowane, co powoduje, że są lekkie, zajmują mało miejsca i widać co w nich jest (przy mniej popularnych produktach zdarza się, że kasjer musi otworzyć woreczek, aby zidentyfikować zawartość). Producent podpowiada, że woreczki można wykorzystywać też do innych celów, np. prania delikatnej bielizny, pakowania bielizny na podróż albo po prostu przechowywania warzyw. 


Torbacze można kupić na allegro. Torbacze mają też świetną torbę w stylu retro – pokochałam ją od pierwszego wejrzenia 😀 jest bardzo praktyczna i fajnie wygląda. Dzięki długim uszom można ją zawieszać na ramieniu. 

Wszystkie torbacze bardzo dobrze znoszą pranie w pralce. Niektóre po kontakcie z letnimi owocami nie chcą się doprać, ale żaden materiał nie wyjdzie bez szwanku ze spotkania z jagodami i jeżynami ;).

Największy torbaczowy worek (który jest naprawdę duży, ok. dwa razy większy od dużych worków innych marek) waży 32 g, średni 15,6 g.

Widzę tutaj jedną rysę na szkle – poprawcie mnie, jeśli coś się w tej kwestii zmieniło, ale torbacze nie są szyte w Polsce, tylko zdaje się, że w Chinach. 

Woreczki Aleksandry Stanglewicz

Ach, one są po prostu przepiękne! Wyjęcie takich woreczków na taśmę przy kasie albo na bazarku zawsze zwraca uwagę otoczenia. I to jest bardzo fajne, bo dzięki temu promujemy ideę zero waste. Niestety wpadłam trochę w pułapkę urody tych woreczków i tak było mi żal je zabrudzić, że totalnie je gdzieś zapodziałam! To z tego powodu tak długo musieliście czekać na ten wpis ;). 

Woreczki wykonane są z dość grubej bawełny. Zamykają się szczelniej niż woreczki z Naturofaktury, więc mogą sprawdzić się przy zakupie produktów sypkich, takich jak kasza jaglana czy ryż.

Ze względu na ilustrację, ich autorka zaleca pranie ich ręcznie w zimnej wodzie, po uprzednim odwróceniu na lewą stronę. Miałam zrobić dla Was test i wrzucić je z innym praniem do pralki, ale… nie odważyłam się. Nie chcę stracić tych pięknych ilustracji… Choć pytałam o to Aleksandrę i mówiła, że dostawała sygnały od klientek, że piorą woreczki w pralce (na lewą stronę) i nie tracą nadruku. Ona jednak tego nie poleca. 

Woreczki Aleksandry mają dwa rozmiary, możecie je kupić np. na Pakamerze lub na Etsy. Polecałabym je głównie do kupowania pieczywa, makaronów i innych suchych rzeczy. 

Większy woreczek waży 28,6 g. 

Applebag

Plusem torebek Applebag jest to, że są bardzo lekkie i zajmują bardzo mało miejsca, a są w stanie pomieścić bardzo wiele. Wykonane są z rozciągliwego poliamidu, który podobno może unieść nawet 30 kg. Ja jednak nie zapałałam miłością do tych torebek. Z dwóch powodów. Po pierwsze materiał się zaciąga, co jest dość upierdliwe przy niektórych produktach i ogólnie siatka ta szybciej się niszczy. Po drugie nie podoba mi się ta rozciągliwość. Pamiętam, jak niezręcznie się czułam podczas pierwszych zakupów z moją applebag… Kupiłam kilka ciężkich rzeczy (ale nie 30 kg ;)), które ulokowały się na dnie i wyciągnęły siatkę tak, że prawie sięgała do ziemi. Być może ja jestem dla niej za niska i dlatego niewygodnie mi się ją nosi. Nieco lepiej to wygląda na ramieniu (i tu plus dla wygodnych rączek, które nie wżynają się ramię), ale ten otwór na górze jest tak niewielki, że przy zimowych ubraniach noszenie w ten sposób będzie nieco utrudnione. 

Siatki te przypadły natomiast do gustu Wojtkowi, bo zajmują bardzo mało miejsca i w zasadzie zawsze można je mieć przy sobie. 

Innym ich plusem jest to, że nie licząc lekkiego zaciągania, cały czas wyglądają estetycznie, bo nie brudzą się tak, jak np. torbacze. Ja wykorzystuję je głównie do zapakowania zakupów lub większej ilości warzyw i owoców. 

Torba Applebag waży zaledwie 16,4 g. 

Jedzenie i picie na wynos 

Są sytuacje, kiedy trzeba zabrać ze sobą jedzenie z domu, albo wręcz przeciwnie – ma się świadomość, że coś się do tego domu przyniesie, np. niedojedzony obiad z restauracji. I tutaj mam kilka niezbędników, które pomagają mi ograniczyć plastik/styropian i inne takie zbędne pojemniki.

Składany, silikonowy pojemnik

Nie powiem Wam, skąd on pochodzi, bo mamy go już bardzo długo. Wiem, że takie pojemniki są czasami dostępne w Lidlu, Biedronce, czy nawet Rossmannie. Polecam je dlatego, że po złożeniu zajmują mało miejsca i mieszczą się nawet w średniej damskiej torebce. 

Silikonowy składany kubek

Podobnie rzecz się ma z napojami. Kiedy ma się ochotę zamówić coś na mieście, obojętne, czy będzie to kawa czy lemoniada, dobrze mieć ze sobą własny kubek. Niemniej wiadomo, że taki zwykły kubek trochę waży i zajmuje sporo miejsca. Ponownie z pomocą przychodzi nam silikon, który umożliwia złożenie takiego “sprzętu” i noszenie go ze sobą na co dzień. Minus tego kubka jest taki, że chłonie zapachy i po tym, jak Wojtek pił z niego kawę, ja czuję jej zapach nawet po nalaniu wody. 

My mamy kubek Stojo Cup. Na rynku znajdziecie wiele kubków tego typu, niektóre są tańsze, niektóre droższe (Stojo kosztuje 54,9 zł i nie wiem, czy jest wart tej ceny, bo nie mam porównania z innymi). Plusem kubka Stojo jest to, że po zamknięciu jest szczelny, więc taki kubek nawet z zawartością można wrzucić do torebki (ja jednak nie mam odwagi ;)). 

Termos obiadowy

To dla mnie niezbędnik, kiedy np. wracając z jakiegoś spotkania chcę sobie kupić jedzenie, które planuję zjeść w domu. Proszę wtedy o zapakowanie mi go do termosu i w domu mam jeszcze gorący posiłek. Ja nie testowałam tego termosu w innych warunkach, np. wychodząc na wiele godzin, więc nie mogę się wypowiedzieć na temat jego utrzymywania temperatury. Fajny test termosów obiadowych robiła kiedyś Paulina z Domowa.tv. Ten nasz zajął wysokie miejsce w jej rankingu. 

Butelka filtrująca

Przez całe lato towarzyszyła mi też moja butelka filtrująca Dafi. Przydała się zarówno na co dzień, jak i w podróży. Niektórzy pisali mi, że ich butelka przecieka… Na grupie zero waste podano fajny sposób na rozwiązanie tego problemu. 

W domu stosujemy dzbanek filtrujący, ale na ten temat był cały osobny wpis.

Filtrowanie wody z kranu – jak działa dzbanek filtrujący?

Biodegradowalne woreczki na psie kupy

Psia kupa to spory problem dla osób unikających folii. Po psach sprzątać trzeba i dla mnie ten temat w ogóle nie podlega dyskusji. Inaczej rzecz się ma gdzieś w lesie, na łonie natury (tam zdarzało nam się brać kupę przez papier i przenosić ją w jakieś nieuczęszczane miejsce), a inaczej w mieście, gdzie po trawnikach chodzą dzieci i… Inne osoby sprzątające po psach. Nie ma nic gorszego, niż wejście w kupę innego psa, kiedy idzie się posprzątać po swoim. Przez dobrych kilka miesięcy poszukiwałam jakiegoś ekologicznego rozwiązania na miejskie sprzątanie po psie, kupowałam w tym celu różne eko-woreczki… I niektóre okazywały się porażką. Niestety – przede wszystkim te papierowe, zapakowanie w nie kupy bez pobrudzenia się graniczyło z cudem. Biodegradowalne torebeczki robi też Trixie, ale one ciężko się oddzielają, a poza tym są pakowane w folię. I w końcu znalazłam torebeczki idealne. Producent Beco Pets robi biodegradowalne woreczki, które są bardzo dobrej jakości i są pakowane w tekturowe opakowania. Poza tym mają całkiem fajną cenę (28 zł za 120 woreczków). Można je kupić w różnych internetowych sklepach zoologicznych. 

Wiem, że to wciąż folia, ale póki co nie znalazłam lepszego rozwiązania. Poza tym nie do końca wierzę w informację, że biodegradowalna folia potrzebuje specjalnych warunków, aby się rozłożyć. Chyba nie zawsze tak jest. W firmie, w której pracowałam mieliśmy kiedyś biodegradowalne torebki reklamowe i jak kiedyś trafiliśmy w magazynie na jakieś stare pudełka z nimi, to zawartość mocno nas zaskoczyła. Torebki w połowie były już rozłożone i śmierdziały jak kompost 😉 

Kubeczek menstruacyjny

Już po publikacji tego wpisu uświadomiłam sobie, że nie zapisała mi się jedna jego wersja, którą edytowałam przedwczoraj. A dopisałam wtedy akapit o jednym z moich ulubionych eko gadżetów zero waste, jakim niewątpliwie jest kubeczek menstruacyjny. Jest o nim osobny post:

Kubeczek menstruacyjny – moje doświadczenia i wrażenia

A z perspektywy czasu dodam tylko tyle, że nadal zdarzają mi się trudne chwile z kubeczkiem, ale jest ich już o wiele mniej niż na początku. Po prostu czasami nie rozłoży się on tak, jak powinien i zdarza mu się lekko przeciekać. Planuję właśnie zakup innego kubeczka, może mniej sztywnego… Jeśli możecie jakiś polecić, dajcie znać w komentarzach. 

W dzisiejszym przeglądzie eko-gadżetów to wszystko. Jeśli uznacie ten wpis za przydatny, będę wdzięczna za podzielenie się nim z innymi <3

Kategorie: Polecane, Różne, Zdrowy dom

W dużym skrócie - freelancerka, pasjonatka zdrowego i uważnego stylu życia, miłośniczka Warszawy, psów i kuchni roślinnej. LifeManagerka.pl to blog lifestylowy, którego tematem przewodnim jest szeroko pojęte, umiejętne zarządzanie swoim własnym życiem. Począwszy od odpowiedniego odżywiania i regularnej aktywności fizycznej, poprzez rozwój osobisty, a skończywszy na licznych detalach, które czynią nasze życie lepszym, prostszym i szczęśliwszym.