Wiem, że opisanie tutaj tej historii spotka się różnym odzewem. Być może dla niektórych z Was temat jest zbyt osobisty i trudno Wam będzie zrozumieć, dlaczego zdecydowałam się o nim napisać. Dla mnie jednak nie ma tematów tabu, jeśli chodzi o kobiece zdrowie, a ciąża pozamaciczna to nic innego jak bardzo poważny problem, zagrażający nie tylko zdrowiu, ale i życiu kobiety. I gdyby spotkało mnie to rok temu, to mogłoby mnie już tu nie być, bo wtedy o ciąży ektopowej nie wiedziałam nic. W tym roku, dzięki lekturze bloga Mamy Ginekolog, miałam już jakieś pojęcie o tym problemie (choć czytając kiedyś tamten post nawet nie pomyślałam, że będzie mnie to dotyczyć).
Być może teraz ja swoją historią kogoś uświadomię i uczulę na ten problem. Dość rzadki, bo ciąża pozamaciczna stanowi ok. 1% ciąż w Polsce… Ale jak widać ja na ten 1% się załapałam, więc może się to przytrafić każdej z nas.
Zacznę od opisania mojej historii chronologicznie. Jeśli interesują Was same objawy i diagnostyka – zjedźcie niżej, tam wszystko podsumowuję.
Ciąża pozamaciczna – moja historia
Wszystko zaczęło się krótko po naszym powrocie z wakacji (wielkie szczęście, że nie przed nimi!). Miałam wtedy kontrolną wizytę u endokrynologa, podczas której opowiedziałam lekarce o moich zmianach w cyklu miesiączkowym i ona zaniepokojona tymi informacjami zleciła mi dodatkowe badania. Na początku miałam sprawdzić progesteron w fazie lutealnej, bo to mogła być najprostsza przyczyna moich drobnych problemów. Podczas tej wizyty zrobiłam też USG jajników i dowiedziałam się, że owulacja w tym miesiącu odbędzie się po lewej stronie. Ta z pozoru nieistotna informacja później okazała się niesamowicie ważna.
Ten cykl ogólnie był inny. Nie miałam PMS (coś absolutnie wyjątkowego, dlatego od razu zauważyłam ;)), wyjątkowo mocno bolały mnie piersi… Zaczęłam podejrzewać, że jestem w ciąży, ale zaraz miało się to wyjaśnić, bo przecież pod koniec cyklu miałam co drugi dzień badać progesteron. Pierwszy wynik wyniósł 4 ng/ml i w tej sytuacji byłam już przekonana, że o ciąży nie może być mowy. Później zresztą wynik ten niewiele wzrósł, więc podejrzenia mojej endokrynolog się potwierdziły – mam zaburzenia fazy lutealnej. Szybko jednak się okazało, że w tym miesiącu miałam też zaburzenia miesiączkowania – okres był bardzo skąpy i prawie bezbolesny. Odczuwałam ból, ale zupełnie inny, w dodatku tylko po jednej stronie. Tej, po której był pęcherzyk Graafa…
Jako że czytałam kiedyś wpis Nicoli o ciąży pozamacicznej, zaczęłam łączyć fakty. Przeczytałam go jeszcze raz, porównałam z moją obecną sytuacją i wszystko ułożyło mi się w całość… Od razu napisałam do mojej endokrynolog, że podejrzewam u siebie ciążę pozamaciczną, a ona w odpowiedzi kazała mi jechać na SOR. Ale to nie było do końca trafione zalecenie z jej strony, bo na tym etapie na SOR wzięliby mnie za wariatkę. Poczytałam trochę o diagnozowaniu ciąży pozamacicznej i wiedziałam, że na samym początku znalezienie jej będzie raczej niewykonalne. Następnego dnia zbadałam beta HCG i niestety moje przypuszczenia się potwierdziły – miałam beta HCG 200 mIU/ml, co znaczyło, że w moim ciele jest jakiś zarodek. Na moje nieszczęście zbadana po 2 dobach beta przyrosła o ponad 200%. Mówię o nieszczęściu, bo to z powodu przyrostu bety lekarze nie do końca poważnie traktowali moje przypuszczenia o ciąży pozamacicznej. Naczytałam się jednak tyle artykułów i historii innych kobiet, że mnie to zupełnie nie uspokajało – w ciąży pozamacicznej beta HCG może przyrastać książkowo! W tej sytuacji musiałam poczekać, aż beta osiągnie min. 1500 mIU/ml, bo wtedy jest szansa na znalezienie w macicy pęcherzyka ciążowego. W międzyczasie odbyłam prywatną wizytę u ginekologa, który uspokajał mnie, że to prawdopodobnie normalna ciąża wewnątrzmaciczna i zapisał Duphaston na ten niski progesteron (miałam plamienia). Niestety pomimo brania leku plamienia nie ustępowały… Kolejny argument za moją racją – widocznie to nie progesteron je powodował. Kiedy którejś niedzieli bardzo nasilił mi się ból brzucha i wzmogło się krwawienie, pojechaliśmy do szpitala. Tam podczas badania lekarz znalazł w macicy maleńki pęcherzyk (2mm), sprawdził betę (nadal prawidłowy przyrost) i odesłał do domu z diagnozą poronienia zagrażającego i nakazem oszczędzania się. Jednak ten pęcherzyk w macicy też w ogóle mnie nie uspokoił, bo w innym wpisie Nicoli znalazłam informację, że w tym dniu ciąży pęcherzyk powinien mieć 8-10 mm, a mój miał tylko 2 mm. Umówiłam się na kolejne USG w prywatnym gabinecie i zaczęłam wyczekiwać piątku. Piątku jednak nie doczekałam, bo w środę ok. północy dostałam tak silnego bólu brzucha, że znowu podjęłam decyzję o wizycie na izbie przyjęć.
Tutaj spotkałam się z nie do końca szczęśliwą z powodu mojej wizyty lekarką, która stwierdziła, że skoro przyjeżdżam w środku nocy do szpitala, to znaczy, ze bardzo chcę w nim zostać i ona mi w takim razie zrobi tę przyjemność. Na USG skoncentrowała się tylko na tym nieszczęsnym pęcherzyku, który przez kilka dni urósł zaledwie o 1mm. Dla mnie w tym momencie sytuacja była już jasna.
Następnego dnia, kiedy zaproszono mnie na kolejne USG, bardzo naciskałam na lekarkę, aby poszukała, gdzie znajduje się ten zarodek. Bardzo chciałam uniknąć sytuacji, w której on pęka i dochodzi do krwotoku wewnętrznego, a w efekcie wstrząsu i utraty przytomności. Na szczęście lekarka ta tak długo i wnikliwie robiła mi to usg, aż w końcu znalazła. Pokaźnych rozmiarów pęcherzyk znalazł się w lewym jajowodzie. Jeszcze tego samego dnia udało się go zoperować i usunąć razem z jajowodem.
Dajcie proszę znać, czy chcecie, abym napisała post o samej operacji laparoskopowej – jak wygląda przygotowanie do niej i późniejsza rekonwalescencja. Oczywiście mówię tu opowiedzeniu tego z perspektywy pacjenta, a nie od strony medycznej. Ja przed operacją w ogóle o niej nie czytałam i zupełnie nie wiedziałam czego się spodziewać… Zaskoczył mnie więc niemal każdy krok, który wydarzył się od momentu diagnozy do chwili wyjścia ze szpitala. Dajcie znać, jeśli Wy wolelibyście być na to wszystko przygotowani i chcielibyście przeczytać, jak to wygląda.
Objawy ciąży pozamacicznej na moim przykładzie
Podsumowując, moje objawy ciąży pozamacicznej to:
- plamienie z dróg rodnych, najpierw w terminie miesiączki, a później po kilku dniach przerwy przez cały czas, nawet pomimo brania Duphastonu na podniesienie progesteronu
- ciągły ból brzucha po jednej stronie, u mnie była to strona lewa, czyli zgodna z ostatnią owulacją
- momentami plamienie zamieniało się w silniejsze krwawienie, a ból brzucha stawał się dużo silniejszy i rozpierający, napierający na organy sąsiadujące z narządami rodnymi. W takich momentach koniecznie trzeba zgłosić się do szpitala!
- USG w 5 tygodniu i 5 dniu ciąży wykazało 2mm pęcherzyk w macicy, który po kilku dniach wzrósł zaledwie do 3mm – był to pseudo pęcherzyk, który zdarza się przy ciążach pozamacicznych
W diagnostyce ciąży pozamacicznej dużą uwagę zwraca się na poziom beta HCG we krwi. Powinna ona przyrastać o ok. 100% co 48h. Jeśli przyrasta wyraźnie wolniej lub raz wzrasta, a raz maleje, to jest wysokie prawdopodobieństwo, że ciąża jest ulokowana poza macicą. Uczulam jednak na tę kwestię, bo moja beta przyrastała prawidłowo. W 6 tygodniu ciąży (w dniu przyjęcia mnie do szpitala) wyniosła ponad 3000 mIU/ml i w tym momencie rozpoczynało się u mnie już krwawienie do otrzewnej. Tego dnia miałam operację, podczas której razem z zarodkiem usunięto mi cały jajowód.
Jak zminimalizować ryzyko?
Trudno jest zapobiec ciąży pozamacicznej, jeśli nie wiemy, w jakim stanie są nasze jajowody. Ja do dziś nie wiem, co spowodowało, że mój jajowód nie był drożny, choć niestety, znowu nasuwa mi się na myśl endometrioza…
Jedyne co możemy zrobić, to być czujne po zobaczeniu tych dwóch kresek na teście lub innym potwierdzeniu ciąży. Nie zachęcam Was do tego, abyście od początku wkręcały sobie ciążę pozamaciczną, to przecież dość rzadkie zjawisko. Ale ostrożności nigdy za wiele! Nieustające plamienia i jednostronny ból brzucha to bardzo podejrzane objawy i jeśli Wam się przytrafią – nie odpuszczajcie. Warto zbadać sobie betę 3 razy pod rząd z 48h odstępem czasowym, a kiedy beta osiągnie min. 1500 mIU/ml, koniecznie zrobić USG i sprawdzić, czy w macicy jest prawidłowej wielkości pęcherzyk.
Wiem też, że na początku ciąża pozamaciczna może przebiegać totalnie bezobjawowo, więc ja, jeśli kiedykolwiek jeszcze będę w ciąży (na razie szczerze mi się odechciało), bez względu na wszystko skontroluję sobie przyrost bety i nie będę czekać na USG do 7-8 tygodnia. Ciąża pozamaciczna jest jak siedzenie na bombie, która w każdej chwili może wybuchnąć… Może w 4 tygodniu ten wybuch jest jeszcze mało prawdopodobny, ale w 5-6 tygodniu ryzyko jest już spore. Ja dzięki swojej upierdliwości uniknęłam „wybuchu” i całego tego stresu związanego ze wstrząsem, jazdą karetką, trafianiem na stół operacyjny w trybie ratowania życia…
Co dalej?
Sytuacja ta była i jest dla mnie bardzo, bardzo trudna również od strony psychologicznej. Ale nie dlatego, że straciłam dziecko. Ciąża pozamaciczna nie rokuje urodzeniem dziecka, to nie jest ciąża, tylko choroba ginekologiczna. Jako że ja od samego początku podejrzewałam u siebie ten problem, z dużym dystansem podchodziłam do pocieszających mnie lekarzy. Teraz jestem sobie wdzięczna za tę powściągliwość, bo gdybym zaczęła traktować tę ciążę jako prawidłową, teraz byłoby mi o wiele ciężej.
Ale powiedzmy sobie szczerze – i tak nie jest łatwo. Od strony psychicznej męczy mnie to, co dotyczy fizyczności. Musiałam zmierzyć się z moimi wielkimi fobiami (panicznie boję się wszelakich ingerencji medycznych w moje ciało), co zaowocowało pierwszym w życiu atakiem paniki… Ta sytuacja totalnie mnie przerosła, nie sądziłam, że jestem tak słaba psychicznie.
Fizycznie teraz też jestem bardzo osłabiona, bo w ostatnich tygodniach oddałam/straciłam bardzo dużo krwi. Najpierw co drugi dzień badałam progesteron, potem betę, później na izbie przyjęć też pobierano mi dużo krwi do badań, a ostatecznie straciłam jej sporo też podczas operacji. Nie mówię już o plamieniach i krwawieniach, które temu wszystkiemu towarzyszyły i towarzyszą (macica również musi się oczyścić z pseudo pęcherzyka). Wyszłam ze szpitala z kiepskimi wynikami morfologii, zaczęły mi wypadać włosy… Jestem obolała, posiniaczona od zastrzyków i totalnie niezdolna do jakiejkolwiek aktywności fizycznej. To nie jestem ja, to nie jest moje ciało. Nic mnie tak nie ściąga na dół psychicznie, jak kiepska kondycja fizyczna.
Jednocześnie jednak wiem, że najgorszą część tej przykrej „przygody” mam za sobą. Przynajmniej na razie, bo sprawa nie jest jeszcze całkowicie zakończona… Ale życie z bombą w brzuchu, tą straszną niepewnością i ciągłym bólem wykańczało mnie już psychicznie, więc to co jest teraz, to już zupełnie inny komfort życia. Mój plan na najbliższe tygodnie to zdrowa dieta i rekonwalescencja. Mam nadzieję, że szybko wrócę do prawidłowych wyników krwi i w międzyczasie nie wyłysieję 😉
EDIT
Po lekturze Waszych komentarzy postanowiłam dopisać jeszcze jeden akapit, coś na obronę lekarzy. Ciąża pozamaciczna na początkowym etapie jest problemem bardzo trudnym do zdiagnozowania. Przez długi czas jej objawy mogą być podobne do objawów poronienia zagrażającego. A być może znacie też przypadki, kiedy jakaś ciąża nie rokowała zbyt dobrze, a teraz jej efektem jest w 100% zdrowe dziecko. Stąd ostrożność lekarzy w wyrokowaniu tak poważnych diagnoz i podejmowaniu radykalnych decyzji, do jakich można zaliczyć farmakologiczne usunięcie ciąży pozamacicznej, zanim zdąży się ona bardziej rozwinąć. Jedyne o co ja mam lekki żal, to te dwa zmarnowane USG. Podczas pierwszego miałam wynik beta ponad 2000 mIU/ml, więc ten pęcherzyk w jajowodzie był już do znalezienia. Problem polegał na tym, że nie zadano sobie trudu, aby go poszukać… Sytuacja powtórzyła się przy drugiej wizycie na izbie przyjęć. Dopiero przy trzecim USG, kiedy już praktycznie płakałam na fotelu, lekarka szukała tak długo, aż znalazła i wielkość zarodka mocno ją zaskoczyła. Usunięcie jajowodu na tym etapie było już konieczne, ale jeśli przeczytacie podlinkowany wyżej wpis Nicoli o ciąży ektopowej to zrozumiecie, że w tej sytuacji było to najlepsze rozwiązanie.
Lekarze są różni, jedni mniej, inni bardziej zaangażowani… Koniec końców jednak to oni ratują nam życie i bez nich bylibyśmy biedni 😉
Dziękuję Wam bardzo za wsparcie okazane mi na Instagramie. Nie życzę żadnej z Was, aby moja historia okazała się dla Was pomocna… Opowiadając o tym wszystkim chcę Was przede wszystkim zachęcić do słuchania swojego ciała i intuicji. Czasami może się to okazać trafniejsze, niż przypuszczenia lekarzy… Warto w takich sytuacjach być upierdliwym, nawet gdyby miało się okazać, że się mylicie (wierzcie mi, ja bardzo chciałabym się mylić ;)).








71 comments
Zycze Ci zdrowia. Pozdrawiam serdecznie
Podziwiam Cię za to, że się z nami tym podzieliłaś <3 Chciałabym jakoś przez ten internet przesłać Ci dużo ciepła i dobrej energii, żebyś jak najszybciej wracała do siebie, my spokojnie poczekamy. Trzymam kciuki :*
Kochana, byłaś mega dzielna! Mam nadzieję że moje niezbyt mądre słowa pocieszenia cokolwiek Cię wsparły, ale to sytuacja z gatunku tych, z którymi trzeba się zmierzyć.. najważniejsze, że byłaś upierdliwa i słuchałaś intuicji! I że jesteś cała i zdrowa :* A włosów masz na szczęście dużo, nie wyłysiejesz! 😉 <3
Właśnie! Ja bym tymi włosami w ogóle się nie przejmowała, masz ich tyle, że nawet nie zauważysz, że trochę ubyło 😀 A teraz akcja regeneracja, dużo soku z buraka, kiszonek i głowa do góry! <3
Ha ha, to wygląda jakbym Tobie Magda te wszystkie rady napisała 😀
Po pierwsze, to nie upierdliwość! Jesteś bardzo świadomą swojego ciała i zdrowia kobietą. Gdyby każda z nas z taką CZUŁOŚCIĄ podchodziła do siebie, pewnie byłybyśmy w stanie uniknąć wielu przykrych, a często dramatycznych i tragicznych w skutkach dolegliwości zdrowotnych. Więc dla mnie to świadomość i czułość, a nie upierdliwość.
Po drugie, domyślam się tylko, jak musiało być Ci ciężko i jak nadal jest od tej strony psychicznej. To miło, że trafiłaś na tak wyrozumiały personel i nawet jeśli pocieszali Cię z powodu, o którym Ty akurat nie myślałaś, to jednak takie wsparcie jest ważne. Jestem pewna, że dzięki temu, że otaczają Cię dobrzy i kochający ludzie, szybciej dojdziesz do siebie, chociaż jak pisałam na Instagramie, nie spiesz się, dbaj o siebie, odpoczywaj tyle, ile potrzebujesz, żeby powrócić do formy w każdym tego słowa znaczeniu.
A po trzecie, ściskam Cię mocno! Nie jesteś słaba psychicznie, atak paniki to wcale nie oznaka słabości, co najmniej ja tak o sobie nie myślę, kiedy mi się zdarzają. Po prostu po trudnym okresie, życiu z bólem i niepewnością, co Ci dolega, przyszła jeszcze trudniejsza diagnoza i niekomfortowa, wzbudzająca Twój lęk wizja hospitalizacji. Twoje ciało zareagowało tak, jak zareagowało, ale Ty nadal jesteś silna! Zobacz, jak pięknie sobie radzisz! <3
Bardzo dobrze, że o tym piszesz. Częisto ludzie nie chcą czytać artykułów na takie tematy pisanych przez lekarzy, bo boją się medycznych słów i skrótów. Ty napisałaś po polsku i możliwe, że ktoś w przyszłości zapamięta objawy i w przypadku podobnych u siebie lampka się zapali. Zdrowia dużo!!
Dziękuję, że zdecydowałaś się poruszyć ten temat, chociaż, jak sama przyznajesz, cała ta sytuacja mocno nadwyrężyła Cię zarówno od strony fizycznej, jak i psychicznej. Tak zwyczajnie, po ludzku, jest mi przykro, że Cię to spotkało.
Natomiast absolutnie przerażająca dla mnie jest sytuacja, kiedy to pacjent musi wykłócać się z lekarzami o swoje zdrowie, o dodatkowe (albo o zgrozo prawidłowe!) wykonanie badania. Ten tekst po raz kolejny już dał mi do myślenia na temat tego, jak ważne jest posiadanie odpowiedniej wiedzy o swoim ciele. Ja jeszcze do niedawna miałam takie poczucie, że jak człowiek oddaje się w ręce lekarza, to może być spokojny, bo przecież jest w rękach specjalisty, który nad nim czuwa. Niestety, coraz więcej jest sytuacji, które ten mój pogląd weryfikują.
Mam nadzieję, że szybko wrócisz do pełni sił! Dużo zdrowia! Trzymam kciuki!
Kilka lat temu bliska mi kobieta również chorowała na ciążę pozamaciczną. Niestety, ze względu na to, że wcześniej urodziła dwoje dzieci, nikt nie podejrzewał u niej ciąży pozamacicznej, więc diagnoza była późna i – co było dla niej tragiczne także z psychologicznego punktu widzenia – dość długo sądziła, że to zdrowa ciąża i spodziewa się kolejnego potomka ;( O tej chorobie mówi się zdecydowanie za mało – szczerze mówiąc, to gdyby nie historia bliskiej mi kobiety, prawdopodobnie dopiero dzisiaj dowiedziałabym się, czym w ogóle jest. Dziękuję, że poruszyłaś ten temat. Ściskam z całych sił i życzę szybkiego powrotu do pełnego zdrowia.
Agnieszko przeszłam to samo w maju tego roku, na szczęście trafiłam na wspaniałego lekarza, który od razu wiedział co jest na rzeczy i skierował mnie do szpitala. Również usunięto mi ciążę pozamaciczną laparoskopowo,niestety dopadły mnie powikłania po… 🙁 mój wyrostek zaczął się bezboleśnie wylewać i miałam kolejną operację, ratującą życie. Trzymam kciuki za szybki powrót do zdrowia 🙂
To mnie pocieszyłaś 😀 a już ostatnio poczułam się bezpiecznie i psychicznie odpoczęłam od wsłuchiwania się w sygnały płynące z ciała.
Przepraszam absolutnie nie taki miałam zamiar, takie powikłania występują bardzo rzadko. U mnie niestety tak wyszło, ale miałam juz na drugi dzień po gorączkę, która nie ustawała. Ty już mam nadzieję nie masz czym się martwić 🙂
Też mam taką nadzieję 🙂 trzymaj się zdrowo :*
Czytając Twoją historię miałam ciarki na plecach. Jak to dobrze, że tak dobrze znasz swoje ciało i tak dociekałaś badań. Wcale Ci się nie dziwię że wpadłaś w panikę, co innego przygotowywać się planowo do jakiegoś zabiegu, a co innego zostać postawionym pod murem i z tykającą bombą w ciele czekać na operację. Życzę Ci udanej rekonwalescencji i szybkiego powrotu do 100% zdrowia (także psychicznego).
Życzę dużo sił i zdrowia w powrocie do sprawności fizycznej i psychicznej. Nie wiem co jeszcze napisać, ale przytulam Cię wirtualnie 🙂 no i brawoo Ty, za to że udało się zapobiec „wybuchowi” (chociaż smutne to jest, że musiałaś o to się wykłócać). Trzymaj się!
Wykłócać to za mocne słowo, na szczęście wszyscy byli bardzo uprzejmi i wspierający… Tylko, że tak powiem, musiałam ich motywować do większej uważności 😉
Aż mnie zmrozilo przy czytaniu tego tekstu. Dziękuję, że się z nami podzieliłas, z pewnością nie było to łatwe. Do tej pory nigdy o tym nie myślałam, co prawda słyszałam ten ten termin ale nie wglebialam się w temat ani objawy. Otworzyło mi to oczy i uważniej będę uważniej obserwować swoje ciało (bo jak widać regularne badanie to czasami za mało). Życzę Ci dużo siły fizycznej i psychicznej w rekonwalescencji i powrocie do dawnej formy. Myślę, że społeczność będzie że spokojem czekać tutaj na Ciebie 🙂 Przesyłam ciepłe pozdrowienia!
Agnieszko, bardzo Ci dziekuje za ten artykul. Otworzyl mi oczy, bo choc slyszalam o tej chorobie, to nie zdawalam sobie sprawy z objawow. Na pewno nie znam swojego organizmu tak, jak Ty, I nie wiedzialabym co robic, ani na co kierwac lekarzy.
Wczoraj ogladajac Twoje stories, pomyslalam, ze moze mialas wycinany pecherzyk zolciowy. Nigdy nie pomyslalabym, ze chodzi o ciaze pozamaciczna, I ze moze byc taka niebezpieczna dla organizmu.
Zycze Ci duzo duzo zdrowia, spokoju, odpoczynku. Wroc do nas szybko! <3 🙂
Czytałam ten tekst ze ściśniętym sercem. A, że jeszcze doszedł do tego PMS, to mam już łzy w oczach. Niesamowicie dzielna z Ciebie kobieta. I naprawdę wytrwała w walce z lekarzami, którzy zbyt często za szybko zbywają pacjentki. Dziękuję za ten tekst. Życzę Ci bardzo dużo zdrowia i powrotu „do siebie”. Trzymaj się Aga!
Dziękuję Ci za ten wpis. Trzeba pisać także o tej innej stronie kobiecości. Daj sobie czas, żeby wrócić do siebie, fizycznie i psychicznie. Mocno przytulam.
Dziękuję Ci bardzo za ten post. Za odwagę dzielenia się tak osobistymi historiami. Daje bardzo do myślenia! Jak najbardziej jestem za wpisem o operacji. Podziwiam Twoją świadomość ciała i ten upór. Ja pewnie odpuściłabym po pierwszym zbyciu przez lekarzy i aż mnie zmroziło jak przeczytałam jak to mogłoby się skończyć.
Przesyłam dużo pozytywnej energii żebyś szybko wracała do zdrowia i sprawności tak jak sobie tego życzysz 🙂
Co za historia. Smutne że lekarze podchodzili do tematu trochę lekceważąco. Gdybyś nie zdobywała wiedzy medycznej na własną rękę, cała sytuacja mogłaby skończyć się gorzej. Dzięki że piszesz o takich sprawach, 1% to moim zdaniem całkiem sporo i warto mieć świadomość że problem istnieje. Dużo zdrowia <3
To była okropnie trudna sytuacja ale już najgorsze za Tobą (mam nadzieje). Przykro mi sie zrobiło czytając o tym jak musiałaś przez to przejść, a ja ostatnio urodziłam synka i wszystko było ok podczas ciąży.
Jeszcze wszystko przed Tobą . Trzymaj sie ❤️
Jesteś szczęściarą, że u Ciebie było wszystko ok 🙂 nic, tylko się cieszyć 🙂
Dużo zdrowka. Super ze udalo Ci się mieć taki dystans do tej sytuacji. Daj sobie czas i dalej chciej 🙂
Bardzo mi przykro, że spotkało Cię coś takiego. Jesteś niesamowicie dzielna i podziwiam, że zdecydowałas się na tak szczery i pomocny tekst na temat ciąży pozamacicznej. Życzę Ci, żebyś jak najszybciej poczuła się znów sobą i wróciła do formy po operacji! Ściskam!
Życzę Ci dużo zdrowia i sił. Jednak warto słuchać własnego głosu i intuicji nawet jeśli inni ludzie mieliby uznać nas za histeryków. Mimo wszystko zdrowie i ciało mamy tylko jedno. Pozdrawiam serdecznie <3
napisz coś więcej o laparoskopii , mnie czeka usunięcie woreczka żółciowego bo mam kamienie i boje się bardzo
Nie przejmuj się, dla mnie w całej tej operacji najgorszy był atak paniki przed nią. Opiszę wszystko niedługo, to będziesz wiedziała czego się spodziewać :*
Moja mama przez kilka lat odwlekała decyzję o operacji woreczka, aż skończyło się ostrym dyżurem, operacją i Bożym Narodzeniem spędzonym w szpitalu. Mimo 56 lat i nadwagi zniosła laparoskopię fantastycznie i żałowała, że tak się tego bała, gdyby zdecydowała się wcześniej uniknęłaby bólu i stresów. Nie stresuj się i zajmij się tym jak najszybciej 🙂
Joanna, nie ma się czego bać. Nie mam woreczka od 2 lat i jedyne czego żałuję, to to, że tak długo odwlekałam zabieg. Na stół trafiłam 02.08.2016 roku, dzień później byłam już w domu, a 20 sierpnia do szóstej rano bawiłam się na weselu. 🙂 A gdybym to jeszcze przyciągnęła, na laparoskopię bym już się nie załapała bo woreczek był w fatalnym stanie.
Bardzo mi przykro, że Cię to spotkało i życzę jak najszybszego powrotu do zdrowia!:*
Chyba nie byłabym w stanie zdiagnozować u siebie czegoś takiego – momentami Twój post brzmiał dla mnie bardzo skomplikowanie, nie znałam wyrażeń takich jak faza lutelna, beta coś tam, pęcherzyk graffa itp, nic mi to nie mówiło 🙁 W jaki sposób badałaś sobie to beta coś tam tak często, chodziłaś tak często na badania krwi do jakiejś przychodni?
Robiłam te badania prywatnie, na cito, tam gdzie danego dnia było mi wygodnie… Raz w szpitalu, w okolicy którego danego dnia miałam spotkanie, innym razem w prywatnej klinice do której miałam blisko…
Faza lutealna to druga faza cyklu miesiączkowego, ten czas po owulacji. Pęcherzyk Graafa to ten, który tworzy się na jajniku i pęka uwalniając komórki jajowe podczas owulacji. Beta HCG to hormon produkowany przez organizm podczas ciąży. U normalnej, zdrowej kobiety go nie ma, więc jego obecność świadczy o rozwijającym się życiu (podobno może być dodatni też przy jakichś nowotworach, ale jednak zdecydowanie najczęściej świadczy o ciąży).
Dziekuję za informacje 🙂
Bardzo współczuję, czekałam na ten wpis, bo podejrzewałam, że o to chodzi. Ten sam koszmar przeżyła moja bratowa w zeszłym roku. Z tym, że u niej doszło do krwotoku i było naprawdę tragicznie. Odkąd przeczytałam wpis
to ciągle o tym myślę i rzeczywiście należą Ci się ogromne podziękowania, że o tym piszesz, wyszczególniasz objawy i radzisz co robić. Ten 1% to naprawdę jest wiele kobiet wbrew pozorom. Rok temu nie wiedziałam totalnie nic o ciąży
pozamacicznej i olałabym ból brzucha czy piersi zwalając to na PMS. Super, że dzięki obserwacji swojego ciała wyszłaś z tego obronna ręką i nie doszło do krwotoku. Trzymam kciuki za szybki powrót do sił. Rozumiem twoje obawy co do braku aktywności i atak paniki o którym pisałaś. Bądź dzielna, (już jesteś!) na pewno wiele przeszłaś, ściskam!
Czytałam cały tekst i miałam ciarki na ciele. Dziękuję, że podzieliłaś się z nami tą historią. To jest niesamowicie ważne, żeby obserwować swoje ciało, znać swój organizm – jesteś dowodem na to, że może to bardzo ułatwić diagnozę.
Jednocześnie jest to strasznie przykre, że nawet idąc do lekarza, trzeba mieć dużą wiedzę, aby łatwo nie odpuścić i nie dać się odesłać z kwitkiem.
Cieszę się, że najgorsze jest już za Tobą. Bardzo mocno trzymam za Ciebie kciuki i życzę jak najszybszego powrotu do zdrowia. Jestem z Tobą (i Twoimi bliskimi, dla których na pewno to też była bardzo trudna i ciężka sytuacja) myślami! Pozdrawiam serdecznie! 🙂
Cieszę się, że podzieliłaś się tym z nami. Często kobiety w podobnej sytuacji chciałyby przeczytać coś na ten temat od takiej ludzkiej strony, a wszędzie są tylko ogólne, medyczne artykuły.
Mnie w zeszłym roku spotkała trochę inna sytuacja – miałam pusty pęcherzyk i musiałam przejść zabieg łyżeczkowania. Szukałam w internecie informacji jak to wygląda bo wolę być psychicznie przygotowana na to co mnie czeka, ale średnio dało się coś znaleźć. To był mój pierwszy pobyt w szpitalu, a ja akurat boje się nawet igieł i zwykłego pobierania krwi. Do tego dochodzi aspekt psychiczny, że jednak z tej ciąży nie będzie dziecka i trzeba ją zakończyć. Na szczęście jakoś to przeżyłam i nie było tak źle. Sam zabieg był przeprowadzony pod krótką narkozą co jest dużym plusem (kiedyś chyba robiono to w zwykłym znieczuleniu miejscowym).
Teraz, prawie rok po tamtych wydarzeniach, udało mi się zajść w kolejną ciążę. Był strach na początku czy sytuacja się nie powtórzy, ale teraz jestem w 17 tygodniu i mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze.
Życzę Ci szybkiego powrotu do zdrowia oraz by taka sytuacja okazała się jednorazowym przypadkiem.
Łączę się w bólu. W zeszłą środę miałam usuwaną ciążę pozamaciczną
Ojej, czyli przechodziłyśmy przez to w tym samym czasie 🙁 trzymaj się, również życzę szybkiego powrotu do formy!
Podziwiam Cie, że się swoją historią podzieliłaś, tym bardziej, że z własnych doświadczeń wiem, że tego typu problemy nie są lekkie. Życzę Ci szybkiego powrotu do formy i dużo zdrowia i powodzenia. I trzymam kciuki, żeby więcej się problemy nie pojawiły.. Przesyłam dużo ciepła :):)
Czytam komentarze i zachodzę w głowę ,czy to aby na pewno tylko 1%?tyle osób wspomina, że to przeszło, albo zna taki przypadek… Ciekawa jestem też, czy można taką ciążę samoistnie usunąć? W sensie że organizm.sam jakoś się pozbywa pęcherzyka a nawet nie jesteśmy świadome,ze taka sytuacja miała miejsce…
Moja babcia także miała taki problem… w czasach i miejscu, gdzie o usg można było pomarzyć, ale trafiła na do tego lekarza, który (późno, ale jednak) pomógł.
Jak to czytam, to budzi się we mnie jakiś milion mocno osobistych pytań 😀 takich, które zadałabym tylko najbliższym koleżankom
Bardzo mocno pozdrawiam, wracaj do siebie!
Agnieszka dużo sił dla Ciebie. Twoja historia jest przerażająca, bardzo, bardzo Ci współczuje, a jednocześnie wielkie ukłony dla Ciebie, że miałaś odwagę podzielić się tą historią. Trzymaj się mocno!
To najlepszy post o ciąży pozamacicznej, jaki do tej pory przeczytałam w sieci. Szybkiego powrotu do formy i zdrowia…
Agnieszko, temat mi zupełnie obcy wiec nie mogę się wypowiedzieć. Przeczytałam jednak ze ściśniętym sercem. Dużo siły w powrocie do zdrowia i formy życzę.
Ściskam mocno.
Zdrówka!
Trzymam kciuki za szybki powrót do zdrowia! Takie wpisy są potrzebne, bo uświadamiają jak cenne jest zdrowie i że choroba może spotkać każdego z nas i najważniejsze to badać się regularnie, a w przypadku wykrycia dolegliwości szybko działać. Dobrze, ze masz to za sobą!
Urodziłam miesiąc temu synka. Nie wyobrażam sobie, by początki mojej ciąży miały być początkami ciąży pozamacicznej. Szczerze mówiąc to nigdy nie czytałam o tym, jak ona się objawia, jak przebiega, jak się ją przerywa. Twój tekst mnie zszokował i uświadomił. Życzę dużo zdrówka i sił, aby bez problemu przejść przez okres rekonwalescencji. 😉
Nie mam słow. Bardzo przykro, że musiałaś przez to wszystko przejść. Życzę dużo sił i zdrowia w powrocie do sprawności fizycznej i psychicznej
Bardzo mi przykro, życzę by czas sprzyjał rekowclescencji tej fizycznej, ale i też psychicznej. Podziwiam, że w tak trudnej sytuacji masz siłę i odwagę, by o tym mówić i 'cieszę się’, że to robisz. Nie miałam zupełnie świadomości o objawach, diagnozowaniu, leczeniu w takiej sytuacji, ani jak często to niej dochodzi. Dziękuję za ten wpis i za Twoją siłę.
Trzymaj się!
Dziękuję, że podzieliłaś się swoją historią. Nigdy się nad tym tematem nie zastanawiałam, ale lepiej wiedzieć różne rzeczy. Życzę Ci dużo zdrowia i spokoju oraz szybkiego powrotu lepszej formy psychicznej.
Agnieszko, dopiero teraz przeczytałam Twój wpis, bo na telefonie nie mogłam.
Mimo, że ja miałam zupełnie inną operację, wykonaną normalnie przez rozcięcie brzucha, mam ogromną bliznę, to bardzo Ci współczuję Twojej historii i nigdy nie chciałabym tego przeżyć 🙁 Dobrze, że jesteś uparta jeśli chodzi o zdrowie, ja też się taka zrobiłam i wolę coś kilka razy zbadać, sprawdzić. Badań i wizyt u lekarza nigdy za wiele jeśli chodzi o nasze zdrowie i życie. Trzymaj się ciepło :* Mam nadzieję i życzę Ci tego, że jeśli kiedyś zdecydujesz się ponownie postarać o dzidziusia to uda Ci się bezproblemowo i że druga taka sytuacja się nie zdarzy :*
PS. Chętnie dołączyłabym do Ciebie w akcji #rekonwalescencja 😉 Też dużo krwi straciłam i nadal tracę robiąc ciągłe badania, więc jeśli byś wrzucała na instagram czy na bloga pomysły na zdrowe koktajle to chętnie podpatrzę 🙂
Dużo siły dla Ciebie, Agnieszko.
Z jednym sie nie zgodzę. Ciąża pozmaciczna to jest w pewnym sensie strata dziecka. Bo ten zarodek w jajowodzie to była już połączona Twoja komórka i Twojego partnera, czyli juz jakies istnienie o swoim kodzie genetycznym.
Kluczowe tutaj moim zdaniem jest nastawienie kobiety od samego początku – jeśli wyczekiwała ciąży i po jej odkryciu myśli, że jest prawidłowa, to ciąża pozamaciczna może być dla niej jak strata dziecka. W moim przypadku tak nie było, u mnie wszystko zaczęło się od podejrzenia ciąży pozamacicznej i ja od początku wiedziałam, że z tej ciąży nie będzie dziecka. A nie będę opłakiwać czegoś, co mogło mnie zabić tylko dlatego, że miało kod genetyczny.
Jeśli w ogóle mogło dojść u Ciebie do ciąży to najważniejszym badaniem, jakie powinnaś zrobić jest beta HCG. Jeśli wyjdzie dodatnie, to znaczy, że jesteś w ciąży i wtedy trzeba szukać ewentualnej ciąży pozamacicznej. Jeśli nie, to przyczyny trzeba szukać gdzieś indziej. Jeśli ten silny ból był dwa tygodnie temu i nadal normalnie funkcjonujesz, to wątpię, aby była to ciąża pozamaciczna, ale nie zaszkodzi sprawdzić beta HCG, jeśli masz wątpliwości. Trzymam kciuki za szybkie rozwiązanie Twojego problemu!
Jesteś niesamowicie dzielna! Życzę mnóstwo zdrowia i spokoju, zwłaszcza teraz. Aż mnie mroziło podczas lektury tego tekstu… Podziwiam i przesyłam moc uścisków! :*
Cudownie, że piszesz tak otwarcie o takich rzeczach! Jesteś wielka! Dużo zdrówka! 🙂
Jeśli zaszłaś w ciąże to znaczy że się o nią starałaś, co zresztą podejrzewałam od dawna.
A
z innej beczki – drożność można łatwo stwierdzić robiąc drożność przez
usg, rentgen bądź laparoskopie. Dziwne że Ci od razu nie sprawdzili
drożności przy laparoskopii.
Nie ma nic bardziej wkurzającego w byciu blogerem, niż czytanie komentarzy, jakie to ktoś miał podejrzenia na temat mojego prywatnego życia, o którym nie ma zielonego pojęcia.
Uświadomię Cię, że nie każda kobieta zachodząca w ciążę musi się starać o dziecko. Niektóre „wpadają”, a inne zachodzą ot tak po prostu, bez szczególnych starań i wielkich planów. Ja miałam to szczęście być w drugiej grupie, zajście w ciążę nie sprawiło mi problemu. Ale na przyszłość może powstrzymaj swoje wodze fantazji odnośnie tego co robię ze swoim partnerem w sypialni, bo to jest trochę niesmaczne.
Agnieszko może trochę więcej delikatności? Jeśli byłaś w ciąży to znaczy że chciałaś w niej być. Kto ma trochę inteligencji i umie czytać między wierszami rozumie od dawna że jesteś „otwarta” na dziecko. Więc strata dziecka chyba jest cięższa psychicznie niż komplikacje zdrowotne? Sposób w jaki się wyrażasz o tej ciąży i tym dziecku (ciekawy przypadek medyczny, nie Tobie w ogóle nie zależało na ciąży itd) jest bardzo luzacki i na to reagujemy. Przegięłaś.
Mario tak strata DZIECKA na pewno jest cięższa psychicznie niż komplikacje zdrowotne. DZIECKA. Luzacki stosunek ? Więcej delikatności ? Przegięłaś ? Nie dowierzam, że ludzie mogą pisać po przeczytaniu tego posta takie rzeczy. Kto ma trochę inteligencji ten wie co autorka tego postu miała na celu. Ja dzięki niemu dowiedziałam się o rzeczach, o których nie miałam zielonego pojęcia i co to tak na prawdę jest ciąża pozamaciczna. Przede wszystkim jakie tragiczne skutki może za sobą nieść. Agnieszko, życzę Ci dużo zdrowia ! Jesteś bardzo mądrą kobietą i nie przejmuj się takimi czytającymi między wierszami.
Lekarz Maciej Piotr Koniński z Warszawy (nie wiem, czy jeszcze przyjmuje na Inflanckiej), potrafi w 5-6 tyg. tak przeprowadzić laparoskopię ciąży pozamacicznej, że zachowuje jajowód, w którym tkwiła. Statystycznie ten problem trafia się raz na sto przypadków, a jeśli ktoś wierzy w Boga, to to jednak było dziecko.
Czyli nie mogłam go zabić i miałam czkać aż ono zabije mnie?
Zepsuty jajowód nie jest kobiecie do niczego potrzebny, a wręcz stanowi zagrożenie na przyszłość.
Namiary na lekarza zostawiam dla kobiet, które może będą stały przed tym problemem. Dla osób wierzących takie dziecko ma duszę, staje się aniołkiem, można się za nie modlić. Nie odnoszę się do tego, o czym piszesz w pierwszym zdaniu.
Nie wkładaj wszystkich wierzących do jednego worka.
Drogie kobiety to nie jest blog religijno-światopoglądowy, więc może nie skupiajmy się na tym, czy to ciąża, dziecko, zarodek itp. Każda z nas dorosłych kobiet ma na to swój światopogląd i nie usiłujmy na siłę kogoś przekonywać. Ten blog jest głównie o zdrowiu, a sytuacja w jakiej znalazła się autorka zdrowa nie była. Wielkie dzięki za podzielnie się tą historią i szerzenie wiedzy na takie trudne tematy. Zdrowia życzę 🙂
Życzę Ci szybkiej rekonwalescencji! Chociaż temat jest mi znany (dzięki artykułom mamyginekolog), to wątpię, żebym umiała rozpoznać u siebie objawy ciąży ektopowej. Myślę Agnieszko, że niewiele jest osób które tak dobrze znają swój organizm, ja z pewnością do nich nie należę. Mimo, że badam się regularnie to mam wrazenie, że bardzo mało wiem o funkcjonowaniu swojego organizmu. Stosując od lat antykoncepcje hormonalną nie mam pojęcia jak wygląda mój cykl. Nigdy też nie zwracałam większej uwagi na to co może mi szkodzić. Przypomniały mi się Twoje artykuły na temat dzienniczka obserwacji organizmu, teraz się zmobilizuje żeby zacząć się sobie pilniej przyglądać, a nie dopiero gdy będzie coś nie tak 🙂
Dziękuję za poruszenie tego tematu. Osobiście nigdy nie wnikałam w to zagadnienie, więc wiele się nauczyłam z Twojego wpisu. Przykro mi, że musiałaś się zmierzyć z tak trudną sytuacją. Przytulam mocno i życzę szybkiego powrotu do siebie!
dzięki za Twoją historię i życzę mnóstwa sił.. fizycznych i psychicznych! pamiętaj, że mnóstwo ludzi życzy Ci dobrze i dodadzą Ci energii! 🙂
Comments are closed.