To będzie historia o tym, jak przez ostatni ponad miesiąc oswajałam wroga, który tak naprawdę jest serdecznym przyjacielem. Wystarczyło dać mu szansę, a odsłonił swoje mniej straszne oblicze i pokazał się od znacznie przyjemniejszej strony.
Post powstał w ramach współpracy ze studiem treningu personalnego Body Movement, który zaprosił mnie na serię treningów. Startowałam od zera. Nie lubiłam siłowni, ale wiedziałam już, że jest mi w życiu potrzebna. A czy da się ją polubić?
Zapraszam do lektury, jak wyglądała moja droga z oswajaniem tego miejsca.

Po co ćwiczyć siłowo
O korzyściach z treningu siłowego można by pewnie napisać książkę, ale jesteśmy na blogu, więc skupię się na mojej prywatnej motywacji.
Jestem genetycznie obciążona osteoporozą i w związku z tym wiem, że już teraz muszę wdrożyć rozwiązania mające na celu jej zapobieganie lub chociaż złagodzenie. Z moich obserwacji wynika, że u wielu seniorów to jakieś złamanie (np. biodra po przypadkowym upadku) bywa punktem zwrotnym, po którym bardzo drastycznie pogarsza się stan zdrowia. Nic dziwnego – złamanie zmniejsza ogólną aktywność, a nic tak nie utrzymuje nas w dobrej formie, jak ruch. Odczuwam więc bardzo silną, wewnętrzną motywację, aby zadbać u siebie o masę mięśniową i gęstość kości, co pozwoli mi przeżyć starość w lepszej formie fizycznej (optymistycznie zakładając, że nie „złamie” mnie nic innego).
Wiem, że moje aktywności (taniec, pilates, joga), choć niewątpliwie bardzo korzystne dla ciała, nie do końca sprawdzają się jako elementy tej profilaktyki. Dlatego teraz, kiedy wchodzę w okres perimenopauzalny, postanowiłam wdrożyć trening siłowy, który uznawany jest za jedno z najskuteczniejszych narzędzi w profilaktyce osteoporozy.
Strach przed siłownią
Nigdy nie lubiłam siłowni. Zawsze czułam się tam, jak dziecko we mgle. Nie wiedziałam co robić, jak obsługiwać maszyny i jak sobie zorganizować tam czas, a moja mowa ciała dosłownie krzyczała „zabierzcie mnie stąd, jestem tu przez pomyłkę”. Samodzielne chodzenie na siłownię nie miało dla mnie sensu. Potrzebowałam pomocy kogoś, kto wprowadzi mnie w ten świat.
I to samo poradziłabym każdemu, kto ma ten problem. Moim zdaniem inwestycja w chociaż kilka treningów, to jedyna słuszna opcja na początek. Dodatkowym atutem butikowego klubu treningowego, jakim jest Body Movement, jest kameralna atmosfera takiego miejsca. To rozwiązanie jest świetne dla osób, dla których lęk przed siłownią jest powiązany z lękiem przed byciem ocenianym przez innych ćwiczących. Tu jest bardzo kameralnie i jeśli w tym samym czasie są na sali inni podopieczni, to… Tak samo jak ja, podczas ćwiczeń są zajęci walką o przetrwanie lub rozmową ze swoim trenerem i w ogóle nie zwracają uwagi na innych.
Jak wygląda pierwszy trening personalny
Pierwszy trening to tak naprawdę trening próbny połączony z konsultacją. Zaczyna się od rozmowy z trenerem, podczas której opisuje się swój styl życia, ewentualne problemy zdrowotne i cele sylwetkowe. Jest to połączone z analizą składu ciała.
Kolejnym krokiem jest rozgrzewka, a po niej ćwiczenia sprawnościowe, podczas których trener może ocenić nasze mocne i słabe strony.
Następnie przechodzimy do właściwego, zgodnego z naszymi celami treningu.
Ja teoretycznie mam motywację zdrowotną, ale skoro już ćwiczę, postanowiłam dorzucić sobie też cele sylwetkowe – wzmocnienie nóg i pośladków oraz ramion i pleców. Pomijam w swoich treningach brzuch, bo trening pilatesu na maszynach realizuje moje cele w tym zakresie (a nie mam potrzeby posiadania kaloryfera).
Moje wrażenia i wnioski po 5 treningach
Podczas pierwszego treningu nie byłam zbyt szczęśliwym człowiekiem 😉 nie będę ściemniać – nie lubię się męczyć i dźwigać ciężarów. Nie lubię też liczyć powtórzeń i ćwiczeń w seriach. To nie jest mój ulubiony typ aktywności. Ale jak już wspominałam w jednej z publikacji na Instagramie – jestem dużą dziewczynką i wiem, że czasami trzeba wychodzić poza swoją strefę komfortu, bo niektóre ważne dla nas rzeczy nie są przyjemne.
Zaciskałam więc zęby i robiłam to, co kazała mi Kinga. Czasami ostatnie powtórzenia były wyciskane już ostatkiem sił, ale… Z trenerem nie ma, że boli.
Wiem, że jeden trening siłowy to za mało, dlatego starałam się chodzić drugi raz w tygodniu sama. Przyznaję, że czasem dawałam sobie taryfę ulgową i np. brałam mniejsze hantle na ćwiczenia ramion, ale wtedy mogłam machać nimi po ponad 20 powtórzeń. Wtedy doszłam do wniosku, że Kinga zazwyczaj bardzo trafnie dobierała mi ciężary. I zaczęła mi je zwiększać, przykładowo przysiady robiłam na początku z kettlem 8 kg, a później 12 kg. Pierwszy RDL robiłam z 2x4kg, a później już 2×6 było za lekkie, więc cisnę 2x10kg.
Podobno na tym polega ta cała zabawa…
Wszystkie swoje treningi nagrywałam i bardzo polecam to robić, bo dzięki temu mamy utrwalony (przynajmniej wizualnie na nagraniu) prawidłowy wzorzec ruchu, który później możemy odtwarzać samodzielnie.
Co mnie zaskoczyło w związku z tą przygodą?
Zauważyłam, że świat siłowni to kolejna puszka Pandory. Co trener to opinia, a najwięcej specjalistów jest oczywiście w internecie. Jedni trenerzy nagrywają filmiki krytykujące innych, a laikowi bardzo trudno się w tym połapać.
Z tego powodu nie mam tu dla Was żadnych wskazówek, jak powinien wyglądać prawidłowy trening itd. Polecam, aby każdy choć na początku znalazł dobrego trenera dla siebie i mu zaufał, jednocześnie wyciszając szum sprzecznych komunikatów dookoła. Moim zdaniem super, jak trener jest też np. po fizjoterapii, dla mnie to +10 do zaufania do takiej osoby.
W jakim punkcie jestem teraz?
Nie jestem już tym dzieckiem we mgle sprzed 1,5 miesiąca. Idąc na siłownię wiem już, co mam robić, potrafię sama ułożyć sobie trening, wiem od czego zacząć i na czym skończyć.
I nie sądziłam, że to napiszę, ale zaczynam traktować siłownię, jak kolejny plac zabaw dla dorosłych. Zaczyna podobać mi się ogrom możliwości, jakie oferuje to miejsce, a ja zaczynam się tam nawet dobrze czuć! Pierwsze efekty w ciele (mam już zalążek bicka, przysięgam, że go tam nie było!) też są motywujące.
Dlatego wiem, że z pewnością nie zakończę tej przygody na samych treningach personalnych i ostatecznie planuję 1-2 razy w tygodniu chodzić na siłkę sama.
BARDZO polecam każdemu zacząć swoją przygodę z siłownią od treningów personalnych, najlepiej w tak kameralnym miejscu, jak Body Movement, gdzie nie ma żadnych gapiów* i jest pełna koncentracja na sobie i trenerze. Z tego miejsca dziękuję Kindze z Body Movement na Czerskiej za wprowadzenie mnie w ten świat!
*Na zwykłej siłowni ludzie też dużo bardziej są zainteresowani sobą i swoimi powtórzeniami, niż ludźmi wokół. Może czasem podczas przerw pomiędzy ćwiczeniami popatrzy się na innych, ale raczej nie po to, aby kogokolwiek wyśmiewać.










