Czy aktywność fizyczna to powód do wstydu?

Chciałabym poruszyć dziś temat, który mam nadzieję Was nie dotyczy ;). Ale może będziecie mieć podobne doświadczenia jak ja? Bo ja muszę (ze wstydem ;)) przyznać, że swego czasu wstydziłam się publicznej aktywności fizycznej.

6

Jeszcze rok temu będąc u rodziny na wsi, miałam problem z wyjściem na ulicę aby pobiegać. W moim mieście to normalne, rano na pobliskich terenach zielonych można spotkać więcej biegaczy niż zwykłych pieszych. W dużych miastach aktywność fizyczna jest w modzie… A będąc na wsi chciałam przebiec kilka kilometrów od mojej cioci do domu babci, ale przerażał mnie fakt, że będę musiała spory kawałek biec główną (w zasadzie jedyną) ulicą. Już widziałam te zaskoczone spojrzenia, może nawet pukanie się w czoło 😉 czułam się tym faktem zażenowana, nie lubię się wyróżniać i zwracać na siebie uwagi. Dopiero kiedy ciocia powiedziała mi, że zdarza jej się widywać biegaczy, odważyłam się zrealizować swój plan.

Czy to nie idiotyczne, że wstydziłam się tego, że jestem aktywna, że robię coś dobrego dla siebie, co w żaden sposób nie szkodzi innym?

1

Weźmy inny przykład. Siłownie plenerowe. Na początku czułam duże opory przed korzystaniem z tej mojej osiedlowej, bo tak się składa, że widuję na niej tylko osoby starsze. Nie wiem z czego to wynika, czy młodzi nie mają czasu? Czy może wstydzą się ćwiczyć publicznie? Fakt, że na takiej siłowni nie widywałam swoich rówieśników, zniechęcał mnie do uczęszczania na nią. Ale w końcu dotarło do mnie, że wstydem nie jest ćwiczenie wśród emerytów, tylko… wstyd przed takimi ćwiczeniami. Teraz wstydzę się swojego wstydu 😀 jakkolwiek dziwnie by to nie zabrzmiało.

8

Kiedyś myślałam, że przyjemnie byłoby wziąć matę do ćwiczeń gdzieś na trawę i np. poćwiczyć i porozciągać się korzystając jednocześnie ze świeżego powietrza… Ale też miałam przed tym opory, bo jak to będzie wyglądało? Ostatnio jednak doszłam do (niezwykle odkrywczego) wniosku, że nie ważne co pomyślą o tym jacyś zupełnie obcy mi ludzie. Ważne, że ja zrobię coś dobrego dla siebie. 

2

Aktywność fizyczna na powietrzu jest o wiele przyjemniejsza od tej wykonywanej w domu. Ładne otoczenie, śpiew ptaków, orzeźwiający wiatr, cień drzewa w upalny dzień (to akurat nie na moich dzisiejszych zdjęciach, ale postawiłam na ładny widok w tle ;)). To o wiele fajniejsze od siedzenia w czterech ścianach i pocenia się na dywanie. Jeśli tylko mamy ochotę wyjść z matą lub kocem na powietrze – róbmy to, bez względu na to „co ludzie powiedzą”. Jeśli będzie ich to bawić lub gorszyć – to wyłącznie ich problem. Wy po treningu wrócicie do domu w dobrym humorze i z poczuciem spełnionej misji 😉

5

Czy psiarzom muszę wspominać, że przy okazji pieseł będzie miał spacer? 😉

Dajcie znać czy zdarza Wam się ćwiczyć w plenerze i czy macie przed tym opory. Jestem bardzo ciekawa!

Kategorie: Aktywność fizyczna, Czas wolny, Zdrowe ciało

W dużym skrócie - freelancerka, pasjonatka zdrowego i uważnego stylu życia, miłośniczka Warszawy, psów i kuchni roślinnej. LifeManagerka.pl to blog lifestylowy, którego tematem przewodnim jest szeroko pojęte, umiejętne zarządzanie swoim własnym życiem. Począwszy od odpowiedniego odżywiania i regularnej aktywności fizycznej, poprzez rozwój osobisty, a skończywszy na licznych detalach, które czynią nasze życie lepszym, prostszym i szczęśliwszym.

  • Popieram ćwiczenia w plenerze!! 😀 Kiedy zaczynałam biegać w liceum (a było to jakieś 12 lat temu) ludzie patrzyli na mnie jak a kosmitkę 😉 Niejednokrotnie usłyszałam głupie komentarze, ale raz dostałam bukiet kwiatów 🙂 Przy czym biegałam o 6 rano, w weekendy nieco później (więc spotykałam mało osób). I tak – jakkolwiek dziwnie to zabrzmi – wstydziłam się tej aktywności. Dzisiaj jest całkiem inaczej. Raz, że sport jest bardziej popularny; dwa, że ja jestem ze sportem bardziej oswojona.
    Ale te kilkanaście lat temu moje bieganie było (jak to początki) trochę nieudolne, więc pewnie to dodatkowo wpływało na poczucie zażenowania własną aktywnością.

  • Nic nie pobije wzroku ludzi kiedy jeżdżę na rolkach drogą łączącą moją miejscowość z inną, mam wrażenie, że myślą: Boże co za idiotka jeździ w tą i z powrotem, a potrafiłam kiedyś jeździć tak kilka razy mijając kilka razy kobietę na spacerze z wnuczką. ;D Teraz jeżdżę przez dalszą wieś i reakcja ludzi jest chyba nadal podobna, jednak np. ostatnio machało do mnie 2 motocyklistów. 😉

    Dla ludzi na wsi widok kogoś kto biegnie, uprawia nordic walking to jest nadal sensacja, mam nadzieję, że za jakiś czas ten problem zniknie. 😉

  • Z przyjemnością korzystam z siłowni na powietrzu, która od dwóch lat działa na moim osiedlu. I zauważyłam duże zróżnicowanie jeśli chodzi o wiek osób ćwiczących – są zarówno emeryci, jak i moi rówieśnicy. Do tego rano zapinam rolki i około 40 minut mknę po parkowych ścieżkach. Tylko wtedy ludzi wokół nie ma aż tak wielu. Widocznie 5:30 to straszna pora 🙂

  • Z tym wstydzeniem się wstydu jest trochę tak jak z pijakiem z Małego Księcia (Czemu pijesz? Bo się wstydzę. Czego? Że piję.). Ten wstyd czasami idzie dużo dalej – wchodzi w mury siłowni. Bo tam „publika” wydaje się być jeszcze bardziej wymagająca, ma się wrażenie, że każdy tylko czeka na potknięcie początkującego i wykonanie źle jakiegoś ćwiczenia na maszynie. Tak, też się tego wstydziłam 🙂 Ale kiedy już wyszłam poza sferę komfortu to spotkało mnie miłe zaskoczenie – owszem, Ci ludzie zerkali na moje poczynania, ale nie po to, żeby wyśmiać, a po to, żeby podzielić się swoim doświadczeniem i pomóc. I to było super.

    PS. Nie dotyczy opalonych brunetek ze sztucznymi rzęsami, pełnym makijażem i w szortach wyciętych bardziej niż niektóre moje majtki. Ale nie przejmujcie się, one nie przychodzą poćwiczyć!*

    *Ten fragment zawiera dozę sarkazmu i ironii, od każdej reguły zdarzają się wyjątki. Niestety doświadczenie ciągle uczy mnie, że nie jest to rzeczą oczywistą, więc daję znać wszystkim komentatorom:)

  • Ha, ostatnio naszło mnie na podobne przemyślenia gdy siedziałam w pracy 😀 na parterze mojego biura znajduje się siłownia i klub fitness. No i korzystając z ładnej pogody, wszyscy ćwiczący wyszli sobie na placyk, rozciągali się, muzyczka, aerobik i te sprawy… a my patrzymy z szóstego piętra, wciśnięci w garsonki, przed kompami, z papierami, zimno jak diabli (klimy nie żałują)… w tym momencie moje opory znikają, miałam ochotę rzucić wszystkim i dołączyć do tych tam na dole 😀

  • Na początku czułam się dziwnie gdy przed rajdem rowerowym robiłam sobie rozgrzewkę a z okien kamienicy wychylaly się osoby i dziwnie na mnie patrzyły.Potem sobie pomyślałam.Czego się wstydzę.Lubię aktywność a nie siedzenie w oknie z butelka piwa czy papieroskiem i przestałam się przejmować.Potem był opór przed ćwiczeniami jogi w plenerze.Ale to z innych względów.Niektórzy sądza że joga to coś dziwnego.Dziwna filozofia połączona z jeszcze dziwniejszą gimnastyką.Dużo by o tym pisać można ale pomyślałam sobie.To moja pasja a wokół mnie na macie podobni do mnie więc 🙂 Niewarto patrzeć na innych.Robimy coś fajnego dla siebie.Swojego ciała i to jest najważniejsze 😀

  • Brawo za poruszenie ciekawego tematu. Na szczęście nie dotyczy mnie on od około 2 miesięcy. Dbam o to, aby aktywność fizyczna była moim stylem życia, a nie codziennym obowiązkiem 😉

  • Ja przez długi czas miałam opory, głównie będąc nastolatką. Jakoś nie chciałam spotkać znajomych będąc czerwona i spocona. 🙂 Ale teraz już mi to przeszło i jeśli mam ochotę pójść pobiegać to po prostu to robię. 🙂
    Myślę też, że w dużych miastach łatwiej pokonać taki wstyd, bo tam ludzie mniej zwracają uwagę na innych.

  • Ja ćwiczę czasami outdoorowo jogę i zawsze się boję że mnie zobaczy ktoś kto lepiej się na tym zna i wyśmieje to jaka jestem początkująca. Chociaż z drugiej strony… kiedy ja spotykam kogoś początkującego w dziedzinach w których jestem dobra to zawsze się cieszę że zaczynają i trzymam kciuki… więc pewnie mój strach nie jest uzasadniony.

  • Ja nie mam absolutnie oporów i uważam to raczej za powód do dumy a nie do wstydu:)

  • Często biegam z mojej wioski do miejscowości obok, ale nie spotkałam się z dziwnymi spojrzeniami. Może dlatego, że na tej trasie jest wielu biegaczy u nas ten sport jest bardzo popularny. W ogóle aktywność na świeżym powietrzu bardzo popiera, można się mega przy tym zrelaksować 🙂

  • O.

    Szczerze mówiąc jeszcze niedawno myślałam dokładnie to samo co Ty. Za każdym razem gdy wychodziłam pobiegać miałam wrażenie, że wszyscy się na mnie patrzą. Teraz już mi przeszło. Nie mogę wręcz doczekać się aż założę „robocze ciuchy” i porządnie się zmęczę. Zapraszam również do odwiedzenia mojego bloga. Pozdrawiam

  • Można by powiedzieć „Niech się wstydzi ten kto widzi” 🙂
    Oby więcej takich niewstydzących się byłych wstydzących 🙂
    Mam nadzieję, że dzięki między innymi Tobie ludzie zaczną się wstydzić, że gniją na kanapie z PlayStation a ktoś kilka metrów od nich biega czy ćwiczy na świeżym powietrzu, bo tak to powinno wyglądać!
    Zuch Dziewczyna 😉

  • Dorastałam na wsi i mimo tego, ze powinno byc tutaj wiele terenow biegowych p, to nie było. Jedna glowna droga i male polne. Poza tym, to prawda, ze ludzie na wsi wpatruja się w kazda nową osobę. Tez sie wstydzilam. W San Francisco takie cwiczenia na dworze, gdziekolwiek jest zupelnie normalne. Czasami smiesza mnie starsi Chinczycy, ktorzy cwicza swoje chi kung, robią to wszędzie, na chodnikach, na skrawkach zieleni… 🙂

  • Jakoś nieszczególnie lubię aktywność na świeżym powietrzu, chyba że rower, ale traktuje to bardziej jako rekreację niż sport. Ale raczej nie wynika to ze wstydu, tylko z preferencji. Nie mam nic przeciwko osiedlowym siłowniom i czasem zdarza mi się z nich korzystać, choć wolę być z kimś, bo po prostu razem raźniej. To chyba duża ilość zajęć w grupach względnie mnie uodporniła na taki wstyd, choć na pewno nie do końca: jako nowa na jakichś zajęciach zawsze się krępuję i obawiam, czy nie jestem zbyt pokraczna 😉 Ogólnie jednak wolę się męczyć tam, gdzie mam możliwość bezpośrednio po wziąć prysznic 😉
    Co do samych obserwatorów, dziwnych spojrzeń i niemiłych komentarzy – tak jest ze wszystkim. Wybijasz się, robisz coś, czego innym się nie chce – a tu dodatkowo powinni też tak robić, więc wzbudzasz wyrzuty sumienia. Chyba tylko tacy ludzie są niemili. Inni nie zwracają na to uwagi,ewentualnie patrzą na technikę, ale przecież nie po to by się naśmiewać. Ci nieoswojeni z takim widokiem patrzą, bo tak – jak dzieci na coś czego nigdy wcześniej nie widziały:) Ale dzięki temu poszerzają się ich horyzonty, więc tak ćwicząc, można założyć, robisz coś dobrego nie tylko dla siebie, ale także dla tych obserwatorów 😉

  • Czasami jeszcze zdarza mi się wstydzić wyjść pobiegać, ale to tylko w momencie wychodzenia na zewnątrz, kiedy już wracam do domu, mokra, czerwona, zmęczona jest mi zupełnie obojętne kto na mnie patrzy i co sobie myśli. Pamiętam jak kiedyś biegając spotkałam znajomych i było mi głupio, jakbym robiła coś złego…
    Ale prawda jest taka, że nie ma czego się wstydzić, to osoby mające jakieś uwagi powinny się wstydzić.

  • Przyjemny blog, zajrzałam i będę zaglądać. Kilka lat temu w mojej okolicy pojawili się pierwsi pielgrzymowicze z kijkami. Co to była za sensacja. Teraz, dzięki dobremu zapleczu dróg i dróżek do spacerowania, biegania, maszerowania nikogo już nie dziwi widok inteligentnych ludzi dbających o zdrowie. Od kilku lat niemal codziennie robię to samo, kocham marszobiegi, moi sąsiedzi już dawno się przyzwyczaili, a zresztą, kogo obchodzą ciekawskie spojrzenia, czasami warto przejawiać zdrowy egoizm. Pozdrawiam!

  • Aga

    Kiedyś też miałam opory przed ćwiczeniem na zewnątrz, ba… wstydziłam się nawet ćwiczyć w domu bo obawiałam się co powiedzą rodzice albo bracia gdy wejdą do pokoju. Teraz zupełnie tego nie czuję, po prostu robię swoje… sprawia mi to przyjemność i mam w nosie co myślą ludzie kiedy widzą mnie biegnącą czy robiącą pajacyki przy głównej ulicy. Myślę, że to im jest wstyd, że tylko się przyglądają zamiast wziąć się do roboty 🙂 Ja od kiedy zaczęłam uprawiać sporty czuję się o wiele szczęśliwsza i spełniona niż kiedykolwiek 🙂

  • Też mieszkam w małej miejscowości i kiedyś nie do pomyślenia było wyjście na podwórko i uprawianie sportów – jak czasami wybrałam się na wieczorne bieganie to miałam wrażenie, że każdy przechodzień patrzy na mnie jak na wariatkę 🙂 a dziś – obserwując te wszystkie ulice – codziennie popołudniu możemy spotkać kobiety spacerujące z kijkami, całe grupy ludzi biegających, jeżdżących na rowerze. Może społeczność musiała dorosnąć do tego?! 🙂 Ogromnie cieszy fakt, że coraz więcej ludzi tak dba o siebie. I przede wszystkim pokazuje i uczy innych „ruchowego” stylu życia ;)!

  • Kiedyś było zupełnie inaczej – bieganie, czy inne ćwiczenia na powietrzu, były odbierane dziwnie. W końcu na w-fie zmuszali nas do biegania na dworze, to jak można z własnej, nieprzymuszonej woli… zgroza 😉 Teraz bieganie jest modą, wręcz jak nie biegasz, to z Tobą coś nie tak.
    PS. A tak już na marginesie – przyjemny blog, fajnie się tu zagląda i ciekawie czyta.

  • Ja miałam tak dzisiaj ,wyszłam pierwszy raz ze skakanką na taras we własnym ogródku a tu sąsiad 🙂 Przez chwilę się wstydziłam a potem pomyślałam ,że chyba upadłam na głowę i zabrałam się za skakanie 🙂

  • Siłownie pod chmurką często odwiedzam i u mnie też albo emeryci albo małe dzieci głównie na tym zalegają, ale nie mam jakoś oporów żeby z korzystać z tych urządzeń ;D Za to na rolki nie potrafię się przełamać, żeby wyjść w okolice mojego bloku, zwykle pakuję je w plecak i wybieram jakieś odludzie, żeby pouczyć się jeździć, bo wstydzę się wywalić prosto pod nogi jakiegoś sąsiada 🙂

  • oj, masz prawo wstydzić się swojego wstydu ; ) przepraszam, ale toż to głupie wstydzić się czegoś dobrego!

  • Absolutnie nie! Zresztą coraz więcej ludzi wybiera aktywne spędzanie czasu!
    http://przystannatalii.blogspot.com/

  • A.

    Ja się bardzo na początku wstydziłam biegać. Dwa lata temu wstawałam o 5, bo wtedy nikogo nie spotykałam na ulicy. Teraz biegam o każdej porze dnia 🙂 Najlepsze jest to, że takie nasze aktywne życie budzi poczucie wstydu w innych osobach 🙂 Zauważają, ze nic się nie ruszają.
    A.

  • Jak ładnie wykonana deska 🙂
    Wiem o czym piszesz, tez tak mam. Ale to tylko do czasu przełamania się, a później mam to w nosie 😉

  • Ja osobiście mam ogromny problem z tym „co ludzie powiedzą!” we wszystkich aspektach życia. Ćwiczenia, ubiór, zachowanie. I muszę przyznać, że zdaję sobie sprawę że w pewnym stopniu mnie to najnormalniej w świecie niszczy. Ale nie umiem sobie z tym poradzić. Chyba nigdy nie zdobędę się, żeby zabrać matę do parku, który jest po drugiej stronie ulicy. Tak samo z plenerową siłownią. Jakiś miesiąc temu otworzyli ją dosłownie 3 minuty drogi od mojego bloku. Odstrasza mnie trochę też fakt, że rzadko widzę żeby ktoś tam ćwiczył. W większej mierze ludzie urządzają sobie tam „posiaduchy” a ich dzieciaki biegają jak oszalałe traktując to jak plac zabaw.
    W tym momencie podjęłam decyzję, że muszę się zawziąć i iść. I mieć w poszanowaniu innych. Bo w sumie, jak powiedziałaś, robię to przecież dla siebie. Taaak, od poniedziałku, w godzinach rannych (bo wtedy siłownia robi za plac zabaw) pójdę 🙂 Obym wytrzymała w postanowieniu – w końcu poniedziałek jest dopiero pojutrze XD
    Pozdrawiam (i dzięki za motywację :))

    • Trzymam mocno kciuki za ten poniedziałek! Może innym ludziom trzeba po prostu dać dobry przykład i ty to zrobisz? A wtedy zrobisz coś nie tylko dla siebie, ale przy okazji i dla nich 🙂 daj znać jak poszło 🙂

      • Przyznaję bez bicia – poniedziałek nie wyszedł. Panowie Robotnicy w nocy robią drogę obok mojego bloku, tak więc jak zadzwonił budzik byłam nieprzytomna, a potem było już za późno żeby się wybrać. Ale! Poszłam dzisiaj i jestem z siebie dumna 🙂 Energia na cały dzień. Było całkiem sporo osób, średnia wieku 50+ XD
        Muszę przyznać, że ćwiczenia w domu i teraz dodatkowo ta siłownia sprawiają, że czuję się coraz bardziej pewna siebie 🙂

        • Brawo 🙂 super! Widzę, że u Ciebie na siłowni też towarzystwo w wieku nieco niedopasowanym do naszego, ale może tym młodszym trzeba dać przykład 😉

  • W dużym mieście aktywność fizyczną jest normą, a np. na wiosce osoba która biega jest nowością.

  • Nie lubię biegać w miejscach, nazwijmy to ogólnie „zaludnionych”. Czuję się dziwnie skrępowana gdy ktoś na mnie patrzy. Na szczęście kilometr od mojego domu jest nieczynne już lotnisko gdzie mogę się wyżyć i nikt mi nie przeszkadza. 🙂

  • Aka

    Zanim zaczęłam biegać to chodziłam, wieczorami po oswietlonych chodnikach. I to było ok. Ale wyjść pobiegać wstydziłam sie strasznie. Szurajaca 40stka z nadwaga – nie wiadomo śmiać sie z takiej czy litować. Biegałam wieczorami. Teraz mi powiewa ze sie patrzą, ale i tak wole biegać wieczorami lub bardzo wcześnie rano. Co dziwne na kryty basen chodziłam regularnie mimo wielkiej nadwagi. Taki dziwny fałszywy wstyd. Myśle ze wstydzę sie tego w czym nie jestem w miarę dobra, jak chyba większość.

  • Ćwiczenie w plenerze to fenomenalna sprawa, taka np. joga na polanie leśnej…cisza, spokój, z dala od miasta, smrodu i ruchu…:)
    Ostatnio dużym powodzeniom cieszą się różnego rodzaju akcje aktywności na powietrzy, np. godzinna praktyka jogi na time square:)

  • Jeśli chodzi o przykłady z rodzimego podwórka, Studio Jogi Moyayoga (Gdynia)organizuje już trzeci raz w tym roku Festiwal NAZDROWIE, którego jednym z elementów jest praktykowanie jogi na świeżym powietrzu, w Gdyni 🙂