To jedna z największych podstaw zdrowej kuchni, jeden z kluczowych elementów logistyki zdrowego odżywiania… Domowy bulion warzywny to moje prawdziwe “must have”, a ostatnio olśniło mnie, że za jednym zamachem mogę przygotować dwie rzeczy. Tak powstała warzywna, domowa kostka rosołowa. Eureka! I koniec z bólem serca podczas wyrzucania tych wszystkich wyciśniętych warzyw… Jestem oczywiście przekonana, że ktoś już wcześniej na to wpadł, ale ja takiego przepisu na domową kostkę rosołową “z odzysku” jeszcze nie spotkałam, stąd moja radość ;).
Przepisów na bulion warzywny są setki. To takie danie, które każdy może zrobić po swojemu i poza jakąś stałą bazą, którą stosują wszyscy, reszta dodatków jest wyłącznie kwestią fantazji (i zawartości lodówki) osoby gotującej. Stwierdziłam jednak, że skoro chcę podsunąć Wam patent na “kostkę” i na bardzo ekonomiczne gotowanie, to wypada dorzucić do tego przepis na bulion. Muszę jednak podkreślić, że u mnie zawsze nieco się on różni, bo jak np. nie mam w domu suszonych pomidorów to nie biegnę po nie do sklepu, a jeśli w lodówce zaplątała się jakaś samotna łodyżka selera naciowego, to z chęcią wrzucam ją do gara. Nie oszukujmy się – bulion warzywny jest jedynie tłem dla innych potraw. Raczej nie jadamy go samodzielnie, a w jakimś kaszotto czy zupie jego smak nie jest szczególnie wyczuwalny. Dlatego to czy dodacie 3 czy 7 listków laurowych albo czy będzie tam 1 marchewka czy 3, nie zrobi wielkiej różnicy. Ja przynajmniej nie mam tak wysublimowanych kubków smakowych i dzięki temu żyje mi się o wiele prościej.
Bulion warzywny – przepis
Bulion mrożę w pojemniczkach plastikowych, np. po kupionych (dobrej jakości) zupkach.
Domowa kostka rosołowa
Zawsze po ugotowaniu bulionu ubolewałam nad tym, że wyciśnięte z wywaru warzywa wyrzucam do kosza. Co prawda oddają bulionowi sporą część smaku, ale nie tracą go całkowicie. Dlatego postanowiłam zrobić eksperyment i dać im drugie życie. Tak powstała domowa kostka rosołowa. Wykonuje się ją poprzez zmiksowanie blenderem pozostałych z gotowania bulionu warzyw i zamrożenie tego w porcjach. Na szybko pstryknęłam fotki podczas tego procesu, ale nie wygląda to oczywiście zbyt atrakcyjnie i apetycznie chciałam tylko zobrazować jakiej wielkości porcje wkładam do torebek. Wtedy akurat skończyły mi się mniejsze torebki z tej serii, więc do jednej torebki pakowałam dwie porcje i oddzielałam je od siebie zginając torebkę tak jakby na pół. Bulion powstały z takiej kostki jest oczywiście mętny, więc nie do każdego dania będzie nam pasował. Jeśli chodzi o jego smak to mamy tu z Wojtkiem podzielone zdania… Moim zdaniem smak jest mniej intensywny (w porównaniu z wodnistym bulionem), a Wojtka zdaniem bardziej :D. Szczerze mówiąc nie wiem co z tą różnicą zdań zrobić ;). W każdym razie jeśli uznacie, że jest zbyt intensywny, zawsze możecie rozcieńczać “kostkę” w większej ilości wody, a w przyszłości zamrozić mniejsze porcje.
Kiedy gotowałam sam bulion, wystarczał mi na około miesiąc (rzadko gotuję zupy). Teraz mam zapas na co najmniej 2 miesiące. Przyznacie, że to bardzo ekonomiczne rozwiązanie… Może komuś z Was też się przyda.