Skok ze spadochronem w tandemie – jak to krok po kroku wygląda + moje wrażenia

Zrobiłam to. Spełniłam swoje wieloletnie marzenie, jakim był skok ze spadochronem w tandemie.

Wersja audio, czyli moje czytanie wpisu dla chętnych:

Zaczęło się jeszcze w dzieciństwie, kiedy podczas wakacji u babci co niedzielę wypatrywałam na niebie charakterystycznego niebieskiego samolociku, który wzbijał się w powietrze, aby po osiągnięciu odpowiedniej wysokości “wyrzucić” z siebie kilka małych punkcików, które po kilku chwilach zamieniały się w pomarańczowe “parasolki” spadochronów. Obserwowałam to jak zaczarowana, czasami nawet jeździłam na rowerze na lotnisko, aby popatrzeć jak te “punkciki” bezpiecznie lądują na ziemi. To wtedy postanowiłam, że kiedyś też będę takim punkcikiem ;). 

skok ze spadochronem w tandemie

Dlatego kiedy serwis Prezent Marzeń umożliwił mi wybranie ze swojego katalogu jakiegoś przeżycia, w zamian za podzielenie się wrażeniami na blogu, ja od razu powiedziałam – spoko, ale to musi być skok ze spadochronem! Innej opcji w ogóle nie brałam pod uwagę, bo i tak od jakiegoś czasu myślałam o zakupie takiego skoku. No i udało się. Nie od razu, bo za pierwszym razem, kiedy umówiłam się na realizację vouchera, pogoda pokrzyżowała mi plany… Ale w moim przypadku okazało się, że do dwóch razy sztuka ;). No i dzisiaj opowiem Wam, jak to wszystko dokładnie wygląda. Czego możecie się spodziewać, jakie emocje mogą temu towarzyszyć i czy skok ze spadochronem jest wart pieniędzy, które trzeba na niego wydać. Oczywiście w każdym aeroklubie ta procedura przygotowania do skoku może nieco się różnić, więc miejcie to na uwadze… Ale opowiem Wam jak to u mnie krok po kroku wyglądało.

Skok ze spadochronem – co się dzieje przed lotem

Po przyjechaniu na lotnisko zaczyna się od wypełnienia dokumentów. Wzrost, waga, dane osoby, którą trzeba powiadomić w razie wypadku… Brzmi poważnie, ale spokojnie, to rutyna, tak jak wpisanie numeru ICE w telefonie ;). Później zostaje nam przydzielony instruktor i zaczynamy przygotowania do skoku. Trzeba być ubranym wygodnie, adekwatnie do pory roku i mieć dobrze przylegające buty. Na początku dostajemy kombinezon i po przyodzianiu go instruktor zaczyna zakładać na nas całą tę uprząż, jednocześnie opowiadając o wszystkim, co dalej będzie się działo. 

skok ze spadochronem wrazenia

Następny krok to krótkie przeszkolenie – pozycja wyskakiwania z samolotu, pozycja podczas lotu swobodnego i pozycja podczas lądowania. Wszystko to możecie zobaczyć na moim vlogu, nie będę opisywać, jak te pozycje wyglądają, ale to naprawdę nic trudnego i wymagającego sprawności fizycznej. Późniejszy krok to już po prostu udanie się do samolotu. Samolot, którym ja leciałam, był na tyle niski, że nie dało się w nim stanąć. Siadało się “okrakiem” na dwóch podłużnych ławkach, wszyscy ściśnięci jak sardynki 😉 zgodnie z kolejnością wyskakiwania. Na początku skakali skoczkowie grupowi, potem samodzielni, a na końcu tandemy.

W samolocie – przygotowanie do skoku ze spadochronem

Kiedy samolot zaczął się wznosić, zaczęło do mnie docierać, co za chwilę ma się wydarzyć. Obserwowałam przez okno oddalającą się ziemię i żeby nie dostać jakiegoś ataku paniki, zajęłam swoje myśli czymś zupełnie innym. Ja akurat nie chciałam być wtedy świadomością “tu i teraz”, zdrowsze wydawało mi się myślenie o planowanych wakacjach, o sprzątaniu mieszkania itd. Ale moje myśli oczywiście co chwilę wracały do tej zatłoczonej awionetki wzbijającej się na wysokość ponad 4 km nad ziemią. Mniej więcej w połowie drogi instruktor zaczął przygotowania do skoku. Przypiął mnie do siebie bardzo dokładnie (bardzo ściśle, ale to daje poczucie bezpieczeństwa), dał mi okulary, sprawdził czy założyłam je poprawnie, przypomniał jeszcze o ostatnich instrukcjach dotyczących swobodnego spadania… To jedyny moment, kiedy nie możemy się usłyszeć, więc ważne jest, aby wszystko zostało wcześniej wyjaśnione.

Skok ze spadochronem w tandemie – jak to wygląda

Kiedy pierwsi skoczkowie zaczęli podnosić roletę, żołądek podskoczył mi do gardła. Obserwowałam, jak przygotowują się do skoku grupowego i jak “wypadają” z samolotu. Potem popatrzyłam, jak wygląda pozycja na progu w przypadku tandemów i choć mój strach sięgał zenitu, postanowiłam poddać się tej sytuacji w 100%. Na ten jeden moment wyłączyłam myślenie. Zdałam się na instruktora i wszystkie czynności przysunięcia się do drzwi, siadania na progu i przybierania odpowiedniej pozycji (nogi podkulone pod samolot, głowa do góry, wzrok patrzy w niebo, ręce trzymają się uprzęży na wysokości klatki piersiowej) wykonywałam mechanicznie. Ten pierwszy moment, kiedy usiadłam na progu i spojrzałam w dół to coś trudnego do opisania, na pewno wypowiedziałam w tym momencie jakieś bardzo niecenzuralne słowo. A potem usłyszałam tylko, jak instruktor zgodnie z ustaleniami odlicza 1, 2, 3, albo 3, 2, 1 i… wyskoczyliśmy. Zakręciło mi się w głowie, ale nie chciałam zamykać oczu. Otworzyłam je i patrzyłam, jak w ekspresowym tempie zbliżam się w kierunku ziemi. Po chwili Arek poklepał mnie po ramionach, co miało oznaczać, że mam rozłożyć ręce. Tak też zrobiłam i dalej już tylko gapiłam się w tę przybliżającą się ziemię i starałam się normalnie oddychać, co było nieco utrudnione przy tym pędzie powietrza. W pewnym momencie pomyślałam “ok, już wystarczy, mam już dość tej prędkości” i dosłownie po sekundzie poczułam szarpnięcie i zderzenie mojej głowy z kaskiem instruktora 😉 i ten guz na głowie to chyba mój jedyny uszczerbek na zdrowiu po tym ekstremalnym wyczynie. Następstwem tego szarpnięcia było lekkie poszybowanie do góry, a potem nastała cisza i spokój. Arek poinformował mnie, że wszystko jest dobrze i że spadochron się otworzył, więc teraz bez stresu mogę podziwiać widoki. I w tym momencie ta mieszanka kortyzolu i adrenaliny w mojej krwi zamieniła się w wyrzut endorfin. Mogłam rozluźnić swoje ciało i skoncentrować się już wyłącznie na czerpaniu przyjemności z tej wyjątkowej chwili. I to było coś, czego nie da się porównać z niczym innym. Czułam się jak ptak, który może sobie szybować nad polami… Instruktor pokazał mi gdzie dokładnie jesteśmy, zlokalizował Zalew Zegrzyński, Narew, Wisłę, lotnisko w Modlinie, Nasielsk… Rozglądałam się za poprzednimi skoczkami, bo przecież wyskoczyli chwilę przede mną, ale ich spadochrony były widoczne już tuż przy samej ziemi, niektórzy już nawet zdążyli wylądować. Okazało się, że Arek skrócił nam trochę swobodny lot, bo byliśmy daleko od naszego lotniska i miał obawy, czy uda nam się wrócić. Dzięki temu ja miałam więcej tej moim zdaniem fajniejszej części lotu (choć założę się, że dla wielu osób fajniejsza będzie ta bardziej ekstremalna, pierwsza faza ;)). 

W międzyczasie podziwiając widoki przeprowadziliśmy jeszcze szybką “próbę do lądowania”, czyli miałam tylko unieść nogi tak, jak trenowaliśmy na lądzie. Arek zapytał też, czy chcę trochę poszaleć na spadochronie i wstępnie powiedziałam, że tak, ale jak zaczęliśmy wirować raz w jedną, a raz w drugą stronę, to jednak odechciało mi się tych szaleństw, bo mój błędnik zaczął wołać o pomoc ;). Powoli więc zbliżaliśmy się do ziemi… A lądowanie było totalnie bezproblemowe, w tandemie zazwyczaj kończy się to na tyłku, ale tym instruktorskim, więc sami rozumiecie ;). 

Skok ze spadochronem w tandemie – czy warto?

Tak, zdecydowanie! To przeżycie jedyne w swoim rodzaju, nie da się go porównać z niczym innym i żadne symulatory tego nie zastąpią! Czy to jest coś bardzo ekstremalnego? Dla mnie nie bardziej, niż jazda po polskich drogach. Albo gruzińskich na przykład. Bardziej ekstremalnym przeżyciem w moim życiu było właśnie przemieszczanie się po gruzińskich drogach, albo greckich serpentynach. 

Bardziej niż tego, że spadochron się nie otworzy, bałam się, jak mój organizm zareaguje na tę sytuację. Czy np. w powietrzu nie dostanę mdłości, jakiegoś krwotoku z nosa, albo czy podczas lądowania nie skręcę nogi. Bałam się, że się przeziębię, że przewieję uszy… I ten strach był ok, bo odwracał moją uwagę od strachu o życie. Właściwie to na strach o życie nie było w tym wszystkim miejsca. I dobrze. Bo przeżyłam. A to przeżycie było z pewnością jednym z najcudowniejszych w moim życiu <3

Nieco więcej możecie zobaczyć w moim weekendowym vlogu. Przygoda ze skokiem zaczyna się od 3:18

Kto już skoczył lub zamierza skoczyć?

Kategorie: Polecane, Różne

W dużym skrócie - freelancerka, pasjonatka zdrowego i uważnego stylu życia, miłośniczka Warszawy, psów i kuchni roślinnej. LifeManagerka.pl to blog lifestylowy, którego tematem przewodnim jest szeroko pojęte, umiejętne zarządzanie swoim własnym życiem. Począwszy od odpowiedniego odżywiania i regularnej aktywności fizycznej, poprzez rozwój osobisty, a skończywszy na licznych detalach, które czynią nasze życie lepszym, prostszym i szczęśliwszym.

  • makate

    Bardzo, bardzo się cieszę z tego posta i filmu!!! Skok jest moim marzeniem od kilku lat, właściwie nie zrealizowałam go do tej pory, bo “jakoś tak nie ma pośpiechu”…. ale z drugiej strony – na co czekać? Chcę bardzo 🙂 dziękuję ci ogromnie za cały ten opis!

  • Jeanne04

    Na razie odsłuchałam tylko wersję audio, vlog jeszcze przede mną, ale kiedy Cię słuchałam to miałam ciarki na ciele – to musi być niesamowite przeżycie 🙂 Pozdrawiam

  • Dziękuję za ten wpis bo ozywilas moje wspomnienia! Czułam właściwie dokładnie to samo co Ty i tak samo marzyłam o tym od lat! Akurat to marzenie spełnił ktoś z przewskosci;) i tego mu nigdy nie zapomne!

  • Olga

    Skoczyłam w tandemie 5 lat temu. Dostałam takie prezent na okrągłe urodziny. I jak otworzyłam kopertę z zaproszeniem to… się rozpłakałam 😀 Na świecie był już mój 4 letni syn i spanikowałam. W przeciwieństwie do Ciebie to nie było to moje marzenie. Moja kochana siostra zapytała mnie kiedyś czy z takich ekstremalnych rzeczy to wolałabym skoczyć na bungee czy ze spadochronem. Dziarsko odpowiedziałam, że na pewno ze spadochronem, bo przecież skacze się “pod opieką”. No ale dla mnie to było tylko w ramach gdybania i gadania o pierdołach, a ona robiła już podchody 🙂 No ale zdecydowałam się, ponieważ było mi szkoda jej zaangażowania, utrzymania tego w tajemnicy, nie chciałam jej zawieść 😉 Robiłam to wtedy dla niej, a nie dla siebie 😉 Najbardziej się bałam, że nie otworzy się samolot, że się uduszę albo że rozklapię się na polance przy lądowaniu;)

    Natomiast po skoku byłam przeszczęśliwa! 🙂 Moment swobodnego lotu ekscytujący, aczkolwiek miałam w pewnym momencie problem ze złapaniem oddechu.Natomiast później cudowne uczucie dryfowania i ta radość, gdy widzisz swoją wielką stopę, a w dole mikro domeczki 🙂 I pomimo tego, że trochę boję się wysokości, to tam do góry nie bałam się, ale chyba dlatego, że nie miałam żadnego punktu odniesienia.
    Po tym skoku zrozumiałam ludzi, którzy inwestują w tak drogie pasje. I szczerze mówiąc, gdybym miała jeszcze wolną gotówkę zrobiłabym to jeszcze raz 😉

    No to się rozpisałam 🙂 Uruchomiłaś we mnie takie fajne wspomnienia 🙂 Dzięki!

    • Fajnie, że się jednak zdecydowałaś! Ja nie wiem, czy bym to zrobiła, gdybym miała dziecko… Abstrakcyjna sytuacja dla mnie 🙂 tak czy siak – podziwiam!

  • Raquel

    Gratuluję odwagi Aga! Akurat dla mnie skok ze spadochronem to antymarzenie, czyli coś, czego przenigdy nie chciałabym zrobić ;-D

    • To tak, jak dla mnie skok na bungee 😀

  • Marta :)

    Ale supeeeeeeer. Skok ze spadochronu lub na bungee to moje marzenie, aczkolwiek moja mama naopowiadała mi głupot, że to może to się źle skończyć i niestety została mi ta informacja w głowie.
    Istnieją, jakieś większe przeciwwskazania do tego typu aktywności ? Obstawiam zaburzenia pracy serca i ciężką astmę.

    • Myślę, że istnieją, trzeba by podpytać instruktorów. I Twoja mama ma rację, skok ze spadochronem może się źle skończyć, zdarzają się niestety wypadki, ale na tej samej zasadzie wszystko może się w życiu źle się skończyć, bo tak samo zdarzają się wypadki samochodowe, lotnicze, albo po prostu ktoś znajduje się w nieodpowiednim miejscu w nieodpowiednim czasie i np. konar lub samobójca mu spada na głowę 🙁

  • minnie

    Czy ktoś się może orientuje czy wada wzroku na poziomie -3 dioptrii jest przeciwwskazaniem do skoku?

    • Olga

      Ja skakałam w okularach 🙂 -2,75.

  • Vlog już obejrzany, ale dopiero po tym wpisie miałam wrażenie jakbym z Tobą skakała! Nigdy tego jeszcze nie robiłam, ale kiedy opisywałaś ostatnie chwile w samolocie (jak to brzmi!), to niemal widziałam siebie i to, co jest na tej wysokości widoczne… Wyobraziłam sobie, jakby to było! A temat wraca, bo kumpel niedawno skakał, dziś zapisał się na kolejny skok i wczoraj pokazywał nam zdjęcia – po prostu czad! Póki co, jest to dla mnie za duży wydatek, ale może do urodzin uzbieram sobie na własny skok…? Jestem ciekawa jak będzie 🙂

  • Dzięki za udostępnienie swojej historii, będę wiedziała czego się spodziewać, jak i mi przyjdzie spełnić swoje małe marzonko 🙂 super!

  • Zazdroszczę 🙂 Też bym kiedyś chciała, ale chyba jednak za bardzo się boję 🙂 Chciałam tez przelecieć się balonem 🙂

  • Agnieszka super! Ja bardzo bym chciała skoczyć ze spadochronem, ale zacznę chyba ciut bezpieczniej – od bungee. Mam lęk wysokości, Ty miewasz z tym problemy?

    Aga tak strasznie lubię oglądać Twoje filmiki i kurczę mam prośbę, chociaż wiem, że pewnie dostajesz takich wieeeele – czy nagrałabyś coś o tym jak radzisz sobie na YT (technicznie, w montażu, kręceniu, lękiem przed kamerą)? Jeśli już coś takiego zrobiłaś to daj mi proszę znać, ja bardzo chętnie zobaczę. Wydaje mi się, że mamy podobne pragnienia, ale jednocześnie także lęki, więc bardzo sobie Twoje rady cenię 🙂

  • Fan

    pies tez czuje sie nieswojo gdy musi usiasc na kolanach

  • Zuza

    podniebne przygody nie są mi obce 🙂 Najpierw latałam w Lesznie w aerotunelu a w czerwcu skakałam ze spadochronem. Emocje w obu przypadkach były duże 🙂 No i później włosy ciężko się rozczesywało 😉

  • Aaaa ale super! Skok ze spadochronem nadal leży w strefie moich marzeń. Czytając Twój tekst czułam się jakbym sama skakała, miałam gęsią skórkę i łzy w oczach. Aż zaczęłam żałować, że na początku roku nie zdecydowałam się na taki skok w Dubaju, ale ze względu na migreny jakie tam miałam wolałam nie ryzykować. Jeszcze wszystko przede mną 🙂

  • Aga Sarwa

    Co do vlogu… To tam na Polach to są tasiemki nie linki 😀 A dwa, skoro mówisz, że lubisz deskę SUP, a chcesz taśm też spróbować… 😀 Polecam śledzić grupę slackline Warszawa, często się ogłaszają, kiedy robią tam treningi 😉 https://uploads.disquscdn.com/images/86a338d703c8c7a36923f8383d9562feb6e4e007ded4e852abdcb7aeea165a02.png

    • Wiem, już podczas montażu dodałam napis, że to taśmy, nie linki 😀 nagrywałam kiedyś materiał o slackline i wtedy się nauczyłam. Ta linka to takie uproszczenie od tego “line”, instruktorzy mówili mi, że prawie każdy amator tak mówi 😀