Ważny wpis o pomaganiu

Duża cześć z Was wie, że niedawno na moim Instagramie odbyła się wyprzedaż charytatywna dla zwierzaków z Fundacji Azylu Pod Psim Aniołem. I na wstępie tego wpisu chciałam Wam bardzo, bardzo podziękować za zaangażowanie w tę akcję. Dzięki Wam udało się zebrać kwotę, o jakiej nawet nie marzyłam, a jest to…

2 810 zł!

Wspaniała wiadomość jest taka, że CAŁA wpłacona przez Was kwota idzie dla zwierzaków! Stanie się tak dzięki serwisowi Furgonetka.pl, który chciał wesprzeć naszą akcję i podarował nam darmowe wysyłki. Cieszy mnie to również dlatego, że sami polecaliście mi to miejsce, kiedy pytałam na Insta Stories, gdzie znajdę najkorzystniejsze cenowo przesyłki. Na Furgonetka.pl mamy 10 firm kurierskich do wyboru, możemy łatwo porównać ich ceny, a potem nadać przesyłkę bez wychodzenia z domu za pomocą prostego formularza. Następnie możemy równie wygodnie ją monitorować. Nie ukrywam, że bardzo ułatwiło mi to całą logistykę wysyłki tak dużej ilości paczek 🙂 dlatego podwójnie dziękuję serwisowi za pomoc.

Podziękowania należą się też Wojtkowi, który poświęcił swój wolny weekend (i kilka wieczorów) na pakowanie paczek w stylu zero waste i przy okazji nie wygenerował żadnych dodatkowych kosztów :).

Dziękuję również Oldze i Gosi, które dorzuciły do mojej wyprzedaży swoje książki oraz Kasi, która zrobiła taką wyprzedaż u siebie i też zebrała fajną sumkę 🙂

Co dalej?

Zebrane pieniądze wpłaciłam na utworzoną przeze mnie zrzutkę dla Azylu. Jako cel naszej (czyli mojej i Waszej) zrzutki wybrałam samochód do przewożenia zwierząt z interwencji, potocznie zwany zwierzakobusem. Nie może to być zwykły samochód osobowy, ponieważ przewożone w nim są klatki. Wiem, że jest to jedna z najpilniejszych potrzeb fundacji, ponieważ aktualnie mają na stanie dwa takie auta, ale mają one już kilkanaście lat i niestety często się psują, a ich naprawy bywają bardzo kosztowne. W efekcie nie dość, że Fundacji często brakuje sprawnego auta do przewożenia zwierzaków, to jeszcze samochody te pochłaniają część zasobów finansowych, które mogłyby iść na ważniejsze cele, np. obroże przeciwkleszczowe, które teraz też są produktem pierwszej potrzeby.

Jako cel zrzutki ustawiłam 20 000, choć wydaje mi się on ambitny i mam duże obawy, czy uda nam się tyle zebrać. Jednocześnie jednak myślę, że to trochę za mało, aby kupić na tyle dobre auto, aby zaraz znowu nie generowało ono kosztów. Niemniej na ten moment na pewno będzie to dla fundacji jakimś sensownym wsparciem, a jeśli okaże się, że zrzutka idzie sprawnie, podwyższę jej cel <3

Zakładam, że ten post przeczyta co najmniej 1000 osób. Gdyby każda z nich wpłaciła choć 10 zł, mielibyśmy już połowę potrzebnej sumy. Ale tak się oczywiście nie stanie, wpłaty dokona może z 10% osób czytających ten tekst, dlatego każda Wasza pomoc jest tak ważna.

Przy okazji podsumowania wyprzedaży chciałam rozwinąć temat, który na tym etapie mojego zaangażowania już zdecydowanie tego rozwinięcia wymaga. Na końcu mam jeszcze kilka ważnych informacji, więc jeśli przeraża Was ilość tekstu poniżej, zjedźcie proszę na sam dół :).

Dlaczego zdecydowałam się wspierać akurat Fundację Azylu Pod Psim Aniołem?

Odpowiedź jest prosta. To z tej fundacji pochodzi Luna, mam więc wobec niej pewien dług wdzięczności. Teraz ten dług się pomnożył, bo wzięłam z Azylu drugiego psa i o ile w przypadku Luny sprawa była o wiele prostsza, bo szczeniaki zostały do Azylu podrzucone, a potem dość szybko wydane do domów, o tyle z Emi sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Emi i jej (prawdopodobnie) siostra Semi błąkały się gdzieś w okolicy Warki. Jak wiadomo, nie do końca są to rewiry Azylu, a mimo to fundacja podjęła się próby wyłapania tych dwóch dzikich suczek, kiedy pojawiło się zagrożenie ich życia (tereny ich bytowania miały być objęte budową). Przedstawiciel fundacji jeździł w to miejsce kilka razy, podejmując bezskuteczne próby złapania tych dwóch dzikusek. Na szczęście, pomimo trudności się nie poddał i dzięki temu dziś, po około roku spędzonym za kratkami schroniska, Emi ma szansę na ciepły i kochający dom. O niej napiszę Wam więcej innym razem, natomiast tą historią chcę podkreślić, jak ważną robotę robi fundacja. Nie zostawia zwierząt na pastwę losu, tylko walczy o nie aż do skutku, a później opiekuje się nimi i próbuje znaleźć im dom, jednocześnie pracując nad ich socjalizacją.

Angażując się w działania dla fundacji zupełnie niechcący stałam się jej ambasadorką. Tak naprawdę nigdy nie miałam tego w planach, na początku zupełnie prywatnie jeździłam tam co tydzień wyprowadzać psy i nikt w fundacji nie miał pojęcia, że jestem blogerką i że gdziekolwiek o nich wspominam. Później zorganizowałam współpracę z Doliną Noteci i siłą rzeczy musiałam opowiedzieć w azylu o moich planach i działalności.

Jednocześnie jednak, angażując się w pomoc fundacji jako blogerka, ponoszę pewne ryzyko, bo jestem już kojarzona z tą organizacją i jeśli ona teraz zaliczy jakiś kryzys wizerunkowy, to dotknie on również mnie. W tym podejrzeniu utwierdził mnie komentarz, który niedawno jedna z Was dodała na moim IG. Zostałam poproszona o odniesienie się do negatywnych opinii, jakie można znaleźć w Google na temat azylu. Głoszą one, że fundacja jest prowadzona przez niemiłych ludzi, którzy robią wszystko, aby utrudnić ludziom adopcję i widocznie mają w tym jakiś swój interes, aby te bezdomne psy zostawały u nich. Odpowiedziałam na to tak:

Nie mogę odnieść się do wypowiedzi z Google, bo musiałabym znać opis sytuacji z obu stron, aby móc wyrobić sobie zdanie. Oceniam działanie fundacji na podstawie tego, co sama widzę będąc tam na miejscu i rozmów, jakie do tej pory odbywałam na FB lub przez telefon i pod tym względem nie mam im nic do zarzucenia. Dodatkowo Luna tez jest zaadoptowana z tej fundacji i z tym również nie było problemu. Nie miałabym pretensji do fundacji, że proces adopcji jest upierdliwy, bo tak często słyszy się, że ktoś wziął zwierzaka pochopnie, a potem albo go oddał albo przywiązał gdzieś do drzewa, że sama uważam, że proces adopcji powinien być bardziej złożony, aby sprawdzić determinację potencjalnych adoptujących. Zmienię zdanie tylko wtedy, jeśli sama się przekonam, że fundacja działa na niekorzyść zwierząt. Wtedy pewnie zmienię zdanie odnośnie mojego wsparcia, ale póki co nie mam powodów ku temu, aby odwrócić się od fundacji na podstawie opinii z Google. Tym bardziej, że są tam też opinie pozytywne, a negatywne znajdą się o każdym.

Dodam, że przeczytałam te opinie na dzień przed moją wizytą przedadopcyjną w sprawie Emi. Zadziałało to na moją podświadomość na tyle, że zaczęłam się całym tym spotkaniem stresować i martwić, że faktycznie nie dostaniemy Emi.

Obawy te okazały się jednak zupełnie bezpodstawne. Pan Mariusz okazał się bardzo sympatycznym człowiekiem i pytał jedynie o sprawy związane z dobrem i bezpieczeństwem psa (np. sprawdził, czy mamy zabezpieczony balkon, pytał czym zamierzamy karmić Emi, do jakiego weterynarza chodzimy itd.) i udzielił nam wiele rad odnośnie adopcji, które pokrywały się z tym, co zalecała nam behawiorystka.

Porozmawiałam z nim trochę o ich działalności i faktem jest, że nie tak łatwo jest adoptować psa z Azylu. Nie mogą tego zrobić na przykład osoby mieszkające w wynajmowanym mieszkaniu. Dlaczego? Bo przez wszystkie lata swojej działalności mieli już sytuacje, kiedy ktoś adoptował psa, a potem go porzucał, bo “właściciel mieszkania się dowiedział i kazał zwierzaka usunąć”. Jeszcze pół biedy, gdyby te osoby zwracały te zwierzęta do Azylu (taki jest zapis w umowie), ale czasami np. przedstawiciele Azylu znajdowali je w innych schroniskach. Inny przykład? Ludzie mają pretensje, że nie wydawano im psów do domów z ogrodem. Samo posiadanie domu z ogrodem absolutnie nie skreśla możliwości adopcji (wręcz przeciwnie, przy niektórych psach to może być atut), ale jeśli podczas wizyty przedadopcyjnej cokolwiek będzie wskazywało na to, że nowy właściciel chce trzymać psa na zewnątrz w kojcu lub na łańcuchu, fundacja odmawia adopcji zwierzaka. W podobnych warunkach pies musi żyć w schronisku, dlatego szuka się dla niego lepszego domu. Bywały też przypadki, że osoby nie do końca sprawne fizycznie (np. starsze i schorowane) chciały wziąć dla siebie psa silnego i bardzo wymagającego. W takiej sytuacji również fundacja zmuszona jest odmówić. Podobny problem czasami stanowią dzieci lub inne zwierzęta – są w schronisku psy, które nie nadają się do domu z dziećmi lub innymi zwierzętami, a czasami ktoś uparcie dąży do takiej adopcji w ogóle nie licząc się z idącym za tym ryzykiem. Przykłady można naprawdę długo wymieniać.

Działalność fundacji nie polega na tymczasowym przechowywaniu psów i kotów i jak najszybszym pozbywaniu się ich.

Azyl dba o dobro swoich zwierząt i woli mieć je pod swoją opieką dłużej, niż wydać je ludziom, którym nie ufa, albo o których wie, że po prostu sobie nie poradzą i przy najbliższej możliwej okazji pozbędą się zwierzaka. Ja w 100% to popieram! I to nie tak, że jak oni powydają zwierzęta, to ich schronisko upadnie. Niestety wciąż żyjemy w czasach, kiedy takie miejsca mają ręce pełne roboty. Aktualnie w Falenicy przebywa około 100 psów, a mniej więcej dwa razy tyle jest w domach tymczasowych. Na ich miejsce już czekają w kolejce kolejne.

Dlatego ja z pełnym przekonaniem wspieram Azyl, tym bardziej, że jeszcze mi się nie zdarzyło, aby ktokolwiek niemiło mnie tam potraktował. Adoptując u nich dwa psy i od kilku miesięcy przyjeżdżając tam niemal co tydzień, poznałam już sporą część ekipy fundacji i widzę w nich pasję i zaangażowanie w opiekę nad swoimi podopiecznymi.

Jednocześnie nie wymagam od fundacji, aby na każdej płaszczyźnie była krystalicznie czysta. Coś złego mogę o niej usłyszeć, coś mnie samej może się nie spodobać… Nie zmienia to jednak faktu, że fundacja funkcjonuje już od wielu lat i dzięki swoim działaniom uratowała lub odmieniła życie masy zwierząt. Nie wymagam krystalicznej czystości również dlatego, że takich organizacji nie ma. I gdybym z tego powodu rezygnowała ze wspierania kogokolwiek, marnowałabym potencjał, jaki stanowi moja w dużej mierze nieobojętna na cierpienie zwierząt społeczność. I uważam, że ta pomoc zwierzakom jest bardzo potrzebna, nawet jeśli ludzie prowadzący jakąś organizację nie są idealni, to i tak najważniejsze w tym wszystkim są zwierzęta, a one są całkowicie od nas uzależnione.

Dlatego podkreślam – jeśli kiedykolwiek stanie się coś naprawdę poważnego i jednoznacznego, co całkowicie przekreśli Fundację Azylu Pod Psim Aniołem w moich oczach, prawdopodobnie zrezygnuję ze wspierania jej. Teraz jednak patrząc na to miejsce widzę ogrom pracy, zaangażowania i niestety również potrzeb i problemów. Dlatego robię co w mojej mocy, aby im pomóc. I nawet jeśli kiedyś wybór fundacji miałby okazać się błędny, nigdy tej pomocy nie będę żałować.

A jak Wy możecie pomóc?

Oprócz wsparcia mojej zrzutki na zwierzakobus, możecie pomóc jeszcze na inne sposoby. Jak już wspomniałam, jedną z największych potrzeb fundacji są teraz środki na kleszcze. Sama się o tym przekonałam… Po ostatnim spacerze po falenickim lesie Luna miała ma sobie dwa! Znaleźliśmy je jeszcze tam na miejscu, zanim weszliśmy do samochodu. Zwierzaki podczas spacerów z radością biegają po lesie, wchodzą w różne chaszcze… Jeśli nie będą zabezpieczone, niektóre z nich mogą zapłacić zdrowiem lub życiem za te chwile radości.

Jeśli ktoś z Was może sobie pozwolić na zakup obroży przeciwkleszczowej Foresto dla jakiegoś bezdomniaka, gorąco proszę o kupienie jej tam, gdzie znajdziecie najtaniej w internecie i wysłanie jej bezpośrednio na adres Fundacji:

Fundacja Azylu pod Psim Aniołem
ul. Kosodrzewiny 7/9
04-979 Warszawa

Zakupu prościej można dokonać też przez portal dlaschroniska.pl, niemniej ja zachęcam aby robić to bezpośrednio. Im szybciej te obroże dotrą do psów, tym więcej ich możecie uratować.

Wiem, że proszę o bardzo wiele – tu chociaż 10 zł na zrzutkę samochodową, tu prawie 100 zł na obrożę… Doskonale wiem, że nie każdy może sobie pozwolić na tak duże wsparcie jakiegoś w sumie obcego dla siebie miejsca… Rozumiem i nic na siłę. Ale jeśli spośród czytających mnie osób chociaż kilka będzie mogło pozwolić sobie dodatkowo na ten zakup obroży, to to będzie kilka bezpieczniejszych psów, którym wolontariusze bez obaw będą mogli dawać te chwile radości, jakimi są dla nich spacery po lasach. A kto choć raz wyprowadzał schroniskowe psy, ten na pewno wie, jak jest to dla nich ważne i cenne <3

Do wyprowadzania psów też zachęcam. Każde schronisko ma inne zasady działania, dlatego jeśli chcecie wiedzieć, jak to wygląda w najbliższym Waszemu miejscu zamieszkania – warto do nich zadzwonić lub napisać na FB. W Azylu wystarczy przyjechać i poprosić o psa na spacer.

Na koniec jeszcze zwrócę się do moich koleżanek blogerek, Instagramerek, po prostu osób, które mają jakieś zasięgi i pozytywny wpływ na swoich odbiorców. Nie marnujcie tego. Razem ze swoją społecznością możecie robić naprawdę super rzeczy! Niekoniecznie dla zwierzaków – każdy może wybrać organizację wspierającą cele najbliższe jego sercu… Nie wstydźcie się mówić o pomaganiu, bo to też inspiruje Waszych odbiorców.

Ufff, powstał z tego niezły wpis kobyła, ale potrzebne było takie podsumowanie moich ostatnich działań, a zarazem wkroczenie na kolejny etap, czyli utworzenie zbiórki pieniędzy.

Bardzo liczę na Wasze wsparcie i pamiętajcie, że nawet 10 zł może zdziałać bardzo wiele, jeśli na ten krok zdecyduje się wiele osób.

Z góry dziękuję!!! Jestem przeszczęśliwa, że z Wami mogę zdziałać więcej 🙂

Kategorie: Różne

W dużym skrócie - freelancerka, pasjonatka zdrowego i uważnego stylu życia, miłośniczka Warszawy, psów i kuchni roślinnej. LifeManagerka.pl to blog lifestylowy, którego tematem przewodnim jest szeroko pojęte, umiejętne zarządzanie swoim własnym życiem. Począwszy od odpowiedniego odżywiania i regularnej aktywności fizycznej, poprzez rozwój osobisty, a skończywszy na licznych detalach, które czynią nasze życie lepszym, prostszym i szczęśliwszym.