Gastroskopia w znieczuleniu ogólnym – jak to wygląda z perspektywy pacjenta

Chciałabym przeczytać taki wpis przed tym badaniem, dlatego jedną z moich pierwszych myśli po przebudzeniu było to, że sama koniecznie muszę taki post napisać. Na wstępie jednak muszę zaznaczyć, że i tak byłam w komfortowej sytuacji, bo kiedy opowiedziałam Wam na Insta Stories, że czeka mnie to badanie i że zdecydowałam się na znieczulenie ogólne, dostałam mnóstwo wspierających wiadomości, w których przekonywaliście mnie, że to znieczulenie to cudowny wynalazek. Mimo wszystko jednak trochę się obawiałam, bo miała to być moja pierwsza w życiu “narkoza”. Choć słowo “narkoza” jest tutaj pewnym uproszczeniem, bo medyczna nazwa tego rodzaju znieczulenia brzmi inaczej (analgosedacja). W praktyce chodzi o to, że gastroskopię po prostu się przesypia. 

Jak się przygotować do gastroskopii

Gastroskopię wykonuje się oczywiście na czczo, więc najlepiej umówić się na nią w godzinach porannych. Ja nie miałam takiej możliwości (bo nie chciałam czekać na badanie pół roku ;)) i miałam ją dopiero o godz. 18:45. Na szczęście jednak nie trzeba przez cały dzień głodować, ostatni posiłek można zjeść 8 godzin wcześniej, a napój wypić 4 godziny przed badaniem. 

I powiem szczerze, że ja właśnie tego głodu bałam się najbardziej. Nie chodzi o to, że jestem tak zachłanna na jedzenie, tylko o moją insulinooporność, która wymaga ode mnie regularnego przyjmowania posiłków. Na co dzień jadam mniej więcej co 4 godziny, choć czasem wpadam w wir pracy i zdarza mi się wydłużyć ten czas (nigdy jednak do 8 godzin)… Wtedy zazwyczaj kończy się to hipoglikemią – cukier spada mi tak mocno, że zaczynają mi się trząść ręce, robi mi się na przemian strasznie zimno i gorąco i po prostu muszę jak najszybciej coś zjeść, najlepiej czekoladę albo banana. I tego właśnie bałam się najbardziej – że hipoglikemia zniweczy mój trud i w ostatniej chwili będę musiała odwołać badanie. Może ktoś ma podobne obawy, więc powiem, jak ja to ogarnęłam. Otóż zadbałam o to, abym noc przed badaniem była “niedospana”. Wszystko po to, abym w dzień miała ochotę na drzemkę i przespała choć trochę tego głodu. I tak też uczyniłam. W dniu badania wstałam bardzo wcześnie, trochę popracowałam, ok. 8 zjadłam sałatkę owocową, a po 10tej 3 kanapki z pełnoziarnistym pieczywem, pastą kanapkową i warzywami (czyli zupełnie normalny posiłek). Na początku jeszcze normalnie sobie pracowałam, a ok. 14tej już wyluzowałam, zaległam na kanapie, zaczęłam oglądać jakieś programy na TVN Playerze (nie pytajcie jakie ;)) i czytać książkę. Zgodnie z planem zaowocowało to sennością, więc zafundowałam sobie ok. godzinną drzemkę i zaraz po niej pojechałam z mamą na badanie. Z mamą, bo przy badaniu w znieczuleniu ogólnym ktoś musi pojechać z nami na miejsce, aby mieć potem na nas oko i odprowadzić nas do domu. 

Gastroskopia w znieczuleniu ogólnym – czy warto się na to zdecydować?

Nie ukrywam, że gastroskopia zawsze bardzo źle mi się kojarzyła i znam osoby, które to badanie wspominają jako straszną traumę. Wiele zależy od tego, jak silny ma się odruch wymiotny, więc to, że ktoś będzie Was uspokajał, że on przeszedł gastroskopię bezproblemowo, nie oznacza niestety, że u Was będzie tak samo. Działa to oczywiście też w drugą stronę – to dla Was gastroskopia może okazać się zupełnie bezproblemowym badaniem. Ja miałam co do tego kiepskie przeczucia, dlatego kiedy okazało się, że gastroskopię można przespać, od razu się na to zdecydowałam. Duży kamień spadł mi dzięki temu z serca! I teraz wrócę do tego, co pisaliście mi na Insta Stories… Na temat gastroskopii dodałam kilkadziesiąt wiadomości i chyba tylko jedna czy dwie osoby zniechęcały mnie do brania analgosedacji. Pozostałe osoby dzieliły się swoimi doświadczeniem, które mówiło jasno – warto zdecydować się na znieczulenie ogólne, bo badanie jest wtedy zupełnie bezproblemowe i o wiele bardziej komfortowe od zwykłego. Również w poczekalni rozmawiałam z kilkoma osobami i wszyscy mieli podobne odczucia. Dlatego tak, moim zdaniem warto zapłacić (w moim przypadku 180 zł) i wziąć to znieczulenie. 

Oczywiście podanie dożylne tak silnego środka nie jest całkiem obojętne dla naszego organizmu, ale też nie popadajmy w paranoję, przecież nie fundujemy sobie tego co tydzień, czy nawet co miesiąc. Poza tym to jest to, co często powtarzają też stomatolodzy – silny stres związany z badaniem może być dla organizmu bardziej destrukcyjny, niż samo znieczulenie. Szczególnie, jeśli jest to badanie, które musimy kiedyś powtórzyć – fundując sobie traumę na początku, wpływamy na powiększenie tego stresu w przyszłości. 

Gastroskopia ze znieczuleniem – jak to wygląda? 

Zacznę od samego początku, czyli od tego, że w rejestracji dostałam do podpisania dokument informujący mnie o możliwych powikłaniach. Musiałam oczywiście podpisać, że się z tym zapoznałam i liczę się z ryzykiem. Tak, pada tam nawet słowo “zgon”, ale uspokaja fakt, że takie powikłania stanowią ułamek procenta ;). Oczywiście takie oświadczenia to standard, więc po prostu trzeba to wziąć na klatę i podpisać. 

Później poczekałam na swoją kolej i zostałam zaproszona do gabinetu. Miły lekarz zapytał, co mnie do nich sprowadza, tzn. z jakiego powodu dostałam skierowanie na to badanie. Wytłumaczyłam, że zmagam się z częstymi infekcjami gardła i mój laryngolog podejrzewa, że jest to spowodowane refluksem. Następnie zostałam zaproszona na łóżko, gdzie miałam położyć się na plecach. Przemiła pani anestezjolog zapytała, czy miałam kiedyś narkozę, czy na coś choruję, czy biorę jakieś leki, kiedy ostatnio jadłam i piłam… I uspokoiła mnie, że to badanie to czysta przyjemność i jedyne, co będzie niefajne to wkłucie w żyłę na dłoni, ale też mam się nie przejmować bo użyje igły niemowlęcej. Informowała mnie o każdym swoim kroku, zwracała się do mnie “pani Agniesiu” i w ogóle była ciepła i kochana jak dobra ciocia ;). Po wbiciu wenflonu kazała się położyć na lewym boku i powiedziała, że za chwilę może mi się zakręcić w głowie. Nie zakręciło się ;). Pani pielęgniarka w tym czasie ulokowała mi w ustach specjalny ustnik uniemożliwiający ich zamknięcie i wtedy usłyszałam magiczne: “Teraz może pani poczuć delikatne szczypanie na dłoni (nie czułam) i za kilkanaście sekund pani zaśnie. Proszę się nie martwić, że pani nie zdąży zasnąć, a my przystąpimy do badania, bo na pewno tak się nie stanie”.

Nie kojarzę nawet momentu zamknięcia oczu i zupełnie nie wiem co dalej się działo, bo kolejna scena to już błogie przebudzenie 😉 akurat otworzyłam oczy, kiedy lekarz przyniósł mi wyniki i poinformował, że potwierdziło się przypuszczenie laryngologa i będzie trzeba wprowadzić leczenie farmakologiczne. Kazał jeszcze sobie poodpoczywać i wyszedł. Po kilku minutach pani anestezjolog przeprowadziła mnie na drugie łóżko, gdzie poleżałam sobie jeszcze przez kilkanaście minut. Potem znowu pomogła mi wstać i wyprowadziła z gabinetu. Całość trwała podobno 30 minut.

Po takim badaniu trzeba przez jakieś 20 minut jeszcze posiedzieć w poczekalni i napić się czegoś. W zasadzie od razu po badaniu możemy też jeść. Nie powinniśmy być sami i oczywiście nie możemy prowadzić samochodu (przez min. 12 h po badaniu). 

Jak się czułam po znieczuleniu?

Autentycznie cudownie :D. Nie czułam się niemrawo, byłam tylko lekko zaspana, jak po bardzo udanej drzemce. Nic mnie nie bolało, jakiś delikatny dyskomfort w układzie pokarmowym (którego nawet nie można nazwać bólem, to tylko świadomość leciutkiego podrażnienia) zaczęłam odczuwać dopiero podczas rozmowy z ludźmi w poczekalni, kiedy się śmiałam, albo później, kiedy jadłam. Obawiałam się, że wyprowadzą mnie stamtąd na wpół przytomną i będę majaczyć, ale zupełnie nie miało to miejsca. 

Następnego dnia odczuwałam lekkie podrażnienie gardła i to tylko ono przypominało mi o wykonanym badaniu. Po znieczuleniu nie było już śladu. 

Gastroskopia w Warszawie – gdzie zrobić?

Moja gastrolog poleciła mi Multimed na Waryńskiego 6, twierdząc, że to najlepsza gastroskopia w Warszawie. Ja oczywiście nie mam porównania, ale przychylam się ku opinii, że to naprawdę dobre miejsce na wykonanie tego badania. Wszyscy pracownicy byli bardzo uprzejmi i pomocni, a personel medyczny dodatkowo niesamowicie empatyczny i wspierający. 

Podsumowując…

Nie sądziłam, że to powiem, ale ja swoją gastroskopię wspominam naprawdę miło. To przede wszystkim dzięki świetnemu personelowi, który zadbał o mój komfort psychiczny tuż przed badaniem i zaraz po nim. Samego badania w ogóle nie czułam, nawet nie wiem, że się odbyło 😀 więc ja polecam to każdemu, kto ma silny odruch wymiotny i boi się gastroskopii tak bardzo, jak ja się bałam. U mnie cały ten stres był zupełnie niepotrzebny, dlatego mam nadzieję, że dzięki temu wpisowi komuś go oszczędzę. 

Kto z Was już przeżył swoją pierwszą w życiu gastroskopię? Podzielcie się swoimi wrażeniami!

Kategorie: Zdrowe ciało

W dużym skrócie - freelancerka, pasjonatka zdrowego i uważnego stylu życia, miłośniczka Warszawy, psów i kuchni roślinnej. LifeManagerka.pl to blog lifestylowy, którego tematem przewodnim jest szeroko pojęte, umiejętne zarządzanie swoim własnym życiem. Począwszy od odpowiedniego odżywiania i regularnej aktywności fizycznej, poprzez rozwój osobisty, a skończywszy na licznych detalach, które czynią nasze życie lepszym, prostszym i szczęśliwszym.